no i jesteśmy coraz bliżej 
doktorek chciał nas przerzucić na przyszły cykl ale udało się że podejdziemy w tym 
jestem właśnie po wizycie, wszystkie wyniki zaakceptowane (brak jedynie wyników cytomegalii M), w środę kolejny monitoring plus badanie LH, progesteron i estradiol i lekarz ustali czy IUI w czwartek czy piątek 
dzisiaj 12 dc, 1 pęcherzyk dominujący 15,8 mm, endo nie wiem jakie
36+2(37)
Zaczynam 37 tydzien ciazy, chyba mogę juz uznać, że jest donoszona? Nawet nie wiem kiedy ten czas zleciał, te 9 miesięcy. Gdy zobaczyłam dwie kreski na tescie mysle sobię, łe pazdziernik tak daleko, maluch będzie dopiero w okolicy moich urodzin, spoko mam duzo czasu... bach i zostały 2 tygodnie...
Własnie lezę, objadlam sie pysznymi kopytkami od tatki mego i patrzę jak mały się rozpycha w brzuchu. Ciężko mi już, brzucho duży, spojenie boli, że ledwo chodzę, od dzisiaj nie biorę juz luteiny boję sie, zeby akcja sama się nie zaczęła bo pobolewa mnie podbrzusze tak miesiączkowo, wiem ze to nie infekcja bo robilam posiew i wymaz i wszystko wyszło w porządku. Wizytę mam 22 myslę, ze to juz ostatnia i dostanę skierowanie do szpitala i termin na CC. Na wadze +7kg, jestem w szoku, bo ogólnie do szczuplych nie należę a i specjalnie sobie nie odmawiałam niczego a waga całkiem wporządku. No coz staram się mimo wszystko nacieszyc ostatnimi chwilami z brzuszkiem, przyzwyczaiłam się do niego, wyprawka skończona, torba spakowana -Synu, jesteśmy gotowi
"Gdy strach, a nie zegar czas odmierza, nawet chwilka może się ciągnąć w nieskończoność"
Wiesław Myśliwski – Traktat o łuskaniu fasoli
Wlecze mi się paskudnie czas. Już nie jestem taka spokojna. Nie mogę doczekać się środy - wtedy z usg dowiem się czy jest ok.
Jeszcze 2 dni. To już tuż tuż...
Wczoraj wpadłam w straszną panikę. Pojechaliśmy pospacerować do Ojcowskiego Parku Narodowego. Cudowna pogoda, słonko, wspaniałe widoki, skały i kolorowe liście... Skierowaliśmy się w stronę Bramy Krakowskiej i o ile droga w dół była miła i przyjemna, o tyle powrót był dla mnie ciężki. Stroma droga w górę. Po każdym kroku dostawałam zadyszki, puls wariował, staraliśmy się robić częste przerwy, ale serce nie chciało mi się uspokoić, nie mogłam złapać oddechu. Oczywiście w głowie pojawiły się myśli, że taki przyspieszony na maxa puls może zaszkodzić ciąży. Szliśmy tak ok. 25 minut. Jak tylko wsiadłam do auta zaczęły mi się bolesne, przeszywające kłucia w macicy. Kłuło bez przerwy. Do tego histeria, łzy itp.. Po ok pół h kłucia zaczęły ustępować, były coraz słabsze. W domu od razu wskoczyłąm do łóżka, wzięłam magnez i wszystko przeszło.
Dziś jest ok, więc mam nadzieję, że nie zaszkodziłam sobie tym "spacerem".
Pocieszam się, że kiedyś kobiety zapieprzały w polu całą ciążę i jakoś rodziły zdrowe dzieci.
Oby i u mnie tak było.
Wdech, wydech...
25dc
Hej,
Ovu wyznaczył mi owulacje w 22dc, czyli tak jak przewidywalam. ❤️ 3 i 2 dni przed oraz 1 dzień po. Czy to wystarczy? Boję się wierzyć że się udało czy nawet przyznać że mam nadzieję, nie chce znów się zawieźć, doszukiwać przyczyny...
No nic, już całkiem niedlugo się dowiem. W piatek muszę zrobić test, bo na weekend (pt-pn) mamy gości i musze wiedzieć czy mogę sobie pozwolić na małe piwko czy lampkę wina
Rano temperatura 36,22 wiec urosła o 0,2
teraz oby tylko rosła i taka już pozostała. Miałam jecheać na usg przed wyjazdem nad morze ale gina będzie dopiero o 17 do 20 wiec nie wiem, czy zdążymy wrócić. Jak szlam do gabinetu stres jak przed maturą. Jezu jak można się tak nakręcić! Muszę odpuścić, naprawdę, bo tym wiekszy ból będzie, gdy powie że zrobiła się torbiel. Czy ktoś może mi porządnego plaskacza dać?
starego lepiej nie proszę
Rok temu wróciłam do domu po pierwszej laparoskopii. Za miesiąc druga, i tak się zastanawiam czy ta druga rzeczywiście robi na mnie takie małe wrażenie? Czy może za bardzo rzuciłam się w pracę i ta sprawa idzie jakby obok mnie. Bardzo zadaniowo podchodzę - trzeba zrobić tą laparoskopię to trzeba. Zastanawiam się ciągle czy dałoby radę wziąć tylko 2 tyg. zwolnienia, zawsze mogę dobrać więcej, a tak jak będę chciała sobie małymi krokami wracać do pracy nie będę się bać kontroli ZUSu. Mam taką pracę, że nikt za mnie tego nie zrobi, po co mam leżeć brzuchem miesiąc, a potem żyć w stresie i walczyć z każda minutą. W ogóle na L4 czułam się jakaś "przykuta" do domu mimo, że nie miałam adnotacji "chory musi leżeć", ale nawet wyjście na zakupy, wyjazd do teściów kończył się moimi bijącymi myślami "co będzie jak przyjdą" "jak się będę tłumaczyć".
Kurczę całkiem zapomniałam jak się czułam po laparo. Jak to było po dwóch tygodniach.
Z wygrzebanych notatek miałam obronę 3 tygodnie po i dałam radę wysiedzieć te pół dnia na uczelni, aczkolwiek pamiętam, że jak wracałam to na dziurach już brzuch wołał pomocy.
No kto to wie jak będzie...?
26dc
Czekam na @ albo na jej brak.
Prawie dostalam zawalu kiedy kolezanka, ktora planuje druga ciaze poszla do naszej kierowniczki. Bylam pewna ze chce jej pierwszej obwiescic dobra nowine.
Poczulam zazdrosc i lekkie poddenerwowanie.
Na moje szczescie w calej tej sprawie chodzilo o cos innego.
Edit. Moze i moja kolezanka z pracy jeszcze nie jest w ciazy, za to ksiezna meghan markle tak. Wlasnie przeczytalam i uslyszalam jednoczesnie w radio
A mnie zaczyna bolec brzuch na okres...
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 października 2018, 18:55
18 dc
Brałam letrozol 3-7 dc. Dwa pierwsze dni bolała głowa tak jak kiedyś, ból za prawym okiem. A potem juz spoko się czułam. Owulacje wg mnie 14dc.
Laparoskopia wyznaczona na 6 grudzien, do szpitala mam stawić się 5 grudnia. Wypiszą pewnie 7 i zwolnienie dostanę na 2 tygodnie. I dobrze. Odpocznę od roboty bo mam straszne urwanie głowy. Mam dwie "uczennice". Odkąd kolezanka odeszła na emeryturę dają mi dziewczyny, kobiety które słabo ogarniają temat. I tak na laparo moglabym juz isc teraz ale dopiero w grudniu będzie luzniej w pracy, a one sobie nie poradzą same w pracy 
Tydzien przed laparo musze zrobic badania z krwi w tym czystość pochwy. Z tymze laparo bedzie 10dc wiec 3dc bede miala jeszcze okres
Aby dostac skierowania na te badania musialam sie zareejstrowac do poradni przy szpitalu, nie moglam dodzwonic się tydzien czasu! Ale w koncu się udało. Lekarz przyjmuje pn, sr, czw. Wiec znowu jakies ograniczenie. w koncu zapisala mnie na 26 listopada - 10 dni przed laparo. Jeszcze podobno moze byc. ale 27 listopada mam dostac cioty a biore letrozol wiec moze sie poprzestawiac...dzien po badaniach mam sie zglosic z wynikami do poradni anestozjologicznej. przed 2 tygodnie nie moglam sie dodzwonic... nawet na ogolny nr szpitala dzwonilam. w koncu dodzwonilam sie do kierownika i moge przyjechac bez rejestracji.
Dzis postanowilam ze jednak te badania z krwi i czystosc pochwy, rtg klatki piersiowej postaram sie zrobic w elku - nie bede musiala brac urlopu w pracy na wyjazd do Białego i dostosuje dzien badania czystości pochwy, moge przeciez zrobic go w inny dzien niz te z krwi, a w bialym aby nie jezdzic w 1 bym musiala sie zmiescic. Wiec dzis ide do rodzinnej po skierowanie na rtg (bo te wazne rok badanie) i grupe krwi i zapytam czy da mi reszte na tydzien przed laparo. Do gina sie zapisalam pastwowo najwyzej doplace za czystosc ale nie bede musiala specjalnie jechac do bialego... Postaram sie zrobic przed okresem (30dc) bo na wynik pewnie się czeka trochę. 30 listopada (to bedzie 4dc) pojade z wynikami do poradni anestozjologicznej.
Wyczytalam ze za wysokie ft4 dyskwalifikuje do operacji. A ja mam przekroczone! Endokrynolog tydzien temu nie kazal zmniejszac dawki. A wiec sama ja zmniejsze. Operacja musi sie odbyc bo potem dopiero w marcu bede miec luzniejszy czas w pracy..
Ehh operacja i tyle zamieszania i stresu 
Moja Lala jest cudowna! 
Edit: rodzinna dała na RTG i już nawet miałam od razu. Wynik za tydzień. Grupy krwi nie może dać. Fuck. Pójdę do mojego hematologa- poproszę a jak się nie uda będę prosić krwiodawstwo czy nie mogą wystawić mi zaświadczenia na PESEL grupy krwi bo mam karteczkę że mam B Rh+ ale ze starym nazwiskiem a to nie przejdzie... Resztę badań da rodzinna. Do gina umówiona jestem na 15 listopad. Tak szybko bo to poradnia dla wieśniaków ze wsi tylko hehe czyli dla mieszkańców gminy bo do innych poradni czeka się u mnie min. Pół roku.
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 października 2018, 17:46
Dzień Dziecka Utraconego. Zosiek ❤
Wiem, że czuwa. Wiem, że nie pozwoli nas tym razem skrzywdzić. I kocham z całych sił, mimo, że nie dane nam było nacieszyć się sobą.
Śpij córcia i pamiętaj, że rodzice nie zapomnieli. I nigdy nie zapomną ❤
Nie pisalam, bo nie bylo o czym... w 28 dc dostałam krwotoku i wyladowalam w szpitalu. Chce o tym zapomnieć.
Teraz mamy 13 dc. Wydawalo mi sie ze owulacja byla wczoraj ewentualnie dzis. Paskudnie sie czuje. Depresja.nic nie cieszy... Nie potrafie znaleźć w sobie spokoju i tej wiary, ktora chciala mi przekazac Babcia. Nie potrafie. Caly czas w glowie mam jedno slowo, ktore niszczy mi caly dzień- Oligoasthenozoospermia.
Czytam znowu te same artykuly, pocieszam sie wpisami dziewczyn, ze zaszly w ciaze naturalnie, bo byla poprawa....
Musze mojego wyslac na kolejne badanie nasienia. Ale to w nastepnym tygodniu bo teraz juz po zielonych dniach chce go przetestowac w domu czy faktycznie ma tylko 1,4 ml upustu... jak sie nie staralismy to zalewal po brzuchu a tu maial jakby splunął....
Nic juz nie wiem. Ide po kanapke z nutella.
Masakra! Weszłam w tryb diety obrotowej (co się obrócę to coś chwytam do jedzenia). A im bliżej wieczoru tym bardziej. Zaczynam też odczuwać lekki 'baby-fieber'. Tylko nie stricte odnośnie porodu tylko bardziej tyle jeszcze do załatwienia... a tu już naprawdę tuż tuż… żeby nie powiedzieć - praktycznie w każdej chwili może godzina Wu nastąpić. Dziś zabrałam się wreszcie za wyprawkę i szpitalną torbę. Okazało się, że praktycznie wszystko mam
Więc zakupione w Lidlu bodziaki i pajace... zwróciłam. Zostawiłam tylko 2 bodziaki kopertówki 62/68. Jutro pakuję już torbę (torby!) do szpitala. Powtarzam wypróbowany patent tzn. ze sobą minimum rzeczy, a wszystko co się przyda później lub nie wiadomo czy się przyda - do bagażnika i będzie mąż 'donosił' w miarę potrzeby.
Dobra, idę spać. Mąż ma ostatnio zdecydowanie lepsze nocki. Za to ja dospać nie mogę i snuję się po domu jak jakiś bąk.
W sobotę odebrałam dyplom ukończenia studiów podyplomowych. Dyplom obroniony na 5
Nie powiem, jestem z siebie dumna, zwłaszcza, że te studia oznaczały dla mnie rok dojazdów do Warszawy w sobotę i niedzielę co dwa tygodnie. Ale warto było! Lubię się uczyć i po roku macierzyńskiego to było jak intelektualny skok do ożywczo zimnej wody. Ale cieszę się też, że mam to za sobą, bo jednak był to spory wysiłek dla całej naszej rodziny. Choć mam wrażenie, że te weekendy bardzo dużo zrobiły dla więzi między moim mężem i synkiem, więc wyrzutów sumienia z powodu moich wyjazdów raczej nie mam
Gapicuch ze mnie 
Wizytę u diabetologa mam 18 , a nie 17 października...
Dobrze, że ujrzałam bo by była gafa hahah
Ciekawe co mi powie 
Już 19 dzień bez słodyczy 
Daję radę 
Odżywam kobietki 
Zycie jest piękne nawet z problemami haha 
@ przyszła bardzo w terminie, aż się zdziwiłam heh
mój w środę jedzie oddać nasienie i później znowu androlog hmm... ciekawe co wyjdzie teraz ;p
9 DC
Hej. Dziś gorszy dzień a raczej wieczor. Synek poszedl spac przed 20. Ja walczylam z myslami o cwiczeniach w loncu machnelam pol skalpela. Na wiecej nie mialam sily ale tej psychicznej bo fizycznie nie jestem zmeczona. Synek jak wiecie to aniolek. Spi cale noce. W dzien ma trzy drzemki z czego jedna ok 2 godz. Takze tez idzie cos ogarnac lub wypic kawe w spokoju wiec nie jestem zmeczona fizycznie. Ale glowa mi siada cos czuje... Maz w trasie. Ja z tesciami. Ale tak serio siedze w swoich 4 scianach. Ogladam powtorki seriali. Sledze fb i forum na belly. Wieczorem ogarne wiadomosci. I tyle. Brak mi wyjscia do ludzi. Odmóżdżenia sie! Do tego to puste lozko... Ehh. Sporbuje zasnac. Oby jutro znowu bylo slonce.
Czasami się zastanawiam jaka droga jest mi pisana? Ile jeszcze będzie smutku,łez,rozczarować? A ile będzie szczęścia i radości? Trochę mam znowu pod górkę, ale tyle już przeszłam, że i tym razem muszę sobie poradzić, innego wyjścia nie ma. Przyzwyczaiłam się. Zadowolenie miesza mi się obecnie z przeogromnym strachem, jeszcze tylko trochę, już niedługo... dam radę,muszę.
Walczę cały czas z cukrami... i wiecie co? Żenada. Z racji tego, że miałam w domu jeszcze jeden sensor założyłam go sobie,bo szkoda żeby przepadł termin ważności no i jest to dużo wygodniejsze.. rozpiętości między sensorem,a glukometrem są przeogromne... np.cukier na czczo na sensorze 60,a na glukometrze 106 😱 i któremu wierzyć ? Umówiłam się na wizytę do diabetologa,bo już nic z tego nie rozumiem... przy okazjo zrobię glukozę jak będę robiła jakieś badania i zobaczę, który wynik jest zbliżony...
Wczoraj Emil skonczyl 3 m-ce. Oficjalnie pożegnaliśmy 4ty trymestr ciąży. Teraz juz tylko do przodu!
Wczoraj mielismy tak cudownie spokojny dzień, ze gdyby codziennie tak było, to dalabym rade i z 5 dzieci. Emil lezal i sie bawil (najchętniej w memlanie pieluszki i kulganie z pleckow na brzuch) a ja rozpakowywalam nas po przyjezdzie. W ogole go nie nosilam, nic nie marudzil):o)
w domu.
tu jest lepiej.
wygodne łóżko na zupełnie niewłaściwym poziomie, z którego trudno wstać.
syn, który bardzo chce przytulić i nie rozumie, że nie wolno, bo boli
syn, który marzy o lasagne, spaghetti carbonara, owsiance z rodzynkami, ale takiej od mamy, tata nie umie
i paczka. zamówiona "przed" przesyłka z apteki. w niej witaminy prenatalne.
odesłać?
Skoro zostałam wywołana
to napiszę tylko tyle, że nie mam o czy pisać w kwestii starań...
Niepowodzenie czwartej procedury zmieniło moje myślenie na temat starań o dzieciaczka. Jak już pisałam, zapragnęłam spokoju, którego przez ostatnie 5 lat nie miałam ze względu na ivf.
Nie okłamujmy się, zawsze mam z tyłu głowy myśl, że wciąż się nie udało i zapewne nigdy nie uda. Z drugiej strony uzmysłowiłam sobie, że życie nie polega tylko na staraniach. Jest wiele, bardzo wiele innych spraw, które należy załatwić, przeżyć, kupić, a podczas starań z pomocą kliniki nie ma na to czasu, pieniędzy albo ochoty. Teraz jest z tym łatwej. Nie waham się kupić biletów lotniczych 3-4 miesiące do przodu, czy na jakiś super koncert, który będzie za kilka miesięcy. Prawie w ogóle nie sprzeczam się z mężem, a jeśli już, to o jakieś kompletne głupstwa. Spędzamy miło czas, troszczymy się o siebie i sobie dogadzamy 
Absolutnie nie wiem czy, a jeśli tak to kiedy wybierzemy się do jakiejkolwiek kliniki. Ja już nie wiedzę sensu, więc zrobię to tylko na prośbę męża. Mąż mój bardzo się już o mnie boi. Nie chce, żebym była poddawana jakimkolwiek zabiegom, więc koło się zamyka.
Jeśli ktoś to jeszcze czyta, to serdecznie pozdrawiam i życzę każdej z Was dużo szczęścia. Jeśli "coś się zadzieje" to na pewno napiszę, ale zapewne upłynie trochę czasu..
Przeczytałam na fb., że dziś Dzień Dziecka Utraconego...
W marcu 2015 r. zrobiono mi łyżeczkowanie, bo moje/nasze puste jajo płodowe nie chciało się usunąć farmakologicznie.
Mówią, że dzieci wracają, nasze jakoś nie chce wrócić prawie 4 rok.
Ale w sumie nie o to chodzi w tym wpisie. Chodzi o to, że my z mężem prawie o tamtym zdarzeniu nie rozmawiamy. Przy okazji rozmów na temat legalnej aborcji parę razy zastanawialiśmy się od kiedy liczy się poczęcie, człowiek itp. i parę razy mieliśmy taką rozmowę:
Mąż- to Ty byłaś w ciąży czy nie?
Ja- no tak, chyba tak
Mąż- aha, no tak
kurtyna...
W ogóle o tym nie rozmawiamy, tak jakby to było po prostu takie zwykłe smutne zdarzenie jak ich wiele, jak śmierc babci, oblany egzamin, utraconą przyjaźń, czy utrata pracy, ot życie...
Ja nawet nie pamiętam kiedy dokładnie miałam ten cholerny zabieg. Nie obchodzę żadnego dnia pamięci, w sumie nie czuje się chyba emocjonalnie związana z tym dzieckiem. Jak czytalam wpisy rozżalonych rodziców na fb, to poczułam się dziwnie. Bez uczuć, bez serca. To było nasze dziecko? A może jeszcze nie? Ta wersja mi chyba bardziej psychicznie odpowiada, chociaż przecież jestem wierząca, nie popieram aborcji, wierzę w niebo dla małych aniołków, ale usilnie wmawiam sobie, chyba oboje sobie wmawiamy, że nas to nie dotyczy. To inni mają poronienia, utracone dzieci, są osieroconymi rodzicami. Może ja nie mam serca i Bóg to wie i nie pozwoli mi mieć dziecka dla mojego egoistycznego chcenia.... Może ja nie będę umiała dziecka kochać?
Heh, dziś miałam durny sen. Że jestem w ciąży i mam brzuch, tylko, że się okazało, że ten brzuch to nie jest prawdziwy, tylko z poduszki, ale faktycznie jestem w ciąży, tylko brzuch jeszcze mały. Porąbane!
17 dc
Jajniki nadal mnie bolą, po powrocie z pracy test owulacyjny okazał się pozytywny - druga kreska takiego samego koloru jak pierwsza. Jutro chyba przejadę się na krew, żeby zobaczyć co się dzieje.
Mąż jak zwykle gotowy do akcji
.
A mi szczerze mówiąc to nie za bardzo się chce... Dzisiaj byłam pierwszy dzień w pracy po urlopie i myślałam, że nie wygrzebię się z faktur - ale musiałam je ułożyć, bo już nie mieściły się w kuwecie. A przecież nikt tego nie zrobi... Jak się zwolnię, to księgowa się załamie.
Na jutro mam zaplanowane sprawdzenie stanów magazynowych i ich ewentualne uzupełnienie przed drugą turą zamówień.
Wracam do szarej rzeczywistości...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.