21t4d
Według belly zaczęłam 6 miesiąc w piątek, według innego kalendarza zacznę go dopiero w ten piątek co będzie. Nie ogarniam tego przeliczania tygodni na miesiące 
Chciałam się z Wami podzielić tym co mnie na maksa wkurza
A mianowicie temat wyboru imienia dla dziecka. Ja wiem, że wybraliśmy z mężem może mało spotykane imię i nie każdemu musi się podobać, ale do cholery! To mooooooje dziecko!
Już dawno temu, zanim poznaliśmy płeć wiedzieliśmy, że chcemy Ernesta. Ilekroć ktoś pyta o imię to jest albo dziwna mina, albo próba przeforsowania swojego zdania. A może Andrzej, a może Maciek, a może... no kuuuuuur**. Starałam się do tej pory cierpliwie odpowiadać, że dziękujemy, ale nam podoba się Ernest. Ale czuje, że jeszcze jedna taka sytuacja i eksploduje...
Co to kogo obchodzi jak nazwę własne dziecko?
Zapisałam nas z mężem na kurs chustonoszenia na grudzień. Był też w listopadzie, ale zdecydowałam, że grudzień lepszy co by do marca wszystkiego nie zapomnieć 
Dalej choruje na wózek mutsy nio i już chyba on pozostanie. Choć cena nie do końca mi się podoba. Powoli zaczynam się stresować, czuje że wszystko mnie przerasta. Wybór wózka, fotelik do samochodu, wyprawka, szkoła rodzenia, że niby powinnam wybrać położną środowiskową??? I że niby przysługuje mi u niej wizyta raz w tygodniu? Nic nie rozumiem... Liczę, że szkoła rodzenia choć trochę rozwieje moje wątpliwości. Ale znajomi na nią narzekają i teraz się zastanawiam czy dobrego wyboru dokonałam.
Męża przez większość czasu nie ma. Z pracy wraca około 16, później z reguły idzie na trening, w weekendy robi kurs trenera. Jak od stycznia zacznie drugą prace to chyba w ogóle zapomnę jak wygląda. Remont dalej nie skończony w 100%, bo nie ma kiedy robić... a pokój dziecięcy to póki co gratowisko.
Dobra ponarzekałam trochę, idę robić obiad 
15dc
Ile jeszcze razy bede przeklinac swoja prace? Czuje sie jakby zawsze wszystkiemu winnien byl nasz dzial. Co by sie nie dzialo to zawsze znajdzie sie argument przeciwko nam. Brrr.
Potrzebuje odpoczynku od roboty. Przydaloby sie dwuletnie zwolnienie
.
Wczoraj musielismy
- juz dawno nie bylo tak ciezko. Nienawidze sie zmuszac do seksu. Dzisiaj odpuszczamy, wiem i czuje ze i tak nic z tego nie bedzie.
Po poludniu jedziemy posprzatac grob naszego Aniolka*. Chce kupic ladny kwiat w doniczce i znicze.
Taki to wlasnie dzien.
No to kolejny skok za nami. Ola wyciaga rece po konkretne przedmioty. Np jest noszona na rekach i wyciąga łapki po konkretnego misia z polki. Rece do psa wyciaga, ale to od dluzszego czasu. Lapac wode z kranu cieknaca chce. Dotyka odbicia swojego w meblach lub lodowce itp. Takze level up. Teraz nie wystarczy jakas zabawka. Teraz jest konkretnie ta zabawka
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 października 2018, 18:30
Minęło 12 tygodni od porodu. Maleństwo zasypia przy karuzeli a ja wzięłam prysznic. Z namaszczeniem.
Z tej okazji zaczęłam ćwiczyć. Nie chcę szaleć po cesarce, ale podjęłam się łagodnej jogi (skierowanej na mój obolały kręgosłup) oraz krótkich serii na orbitreku tak 10 minut (i nawet daję radę - kiedyś, w czasach gdy pracowałam siedząc na tyłku całymi dniami dostawałam zadyszki po kilku minutach). Za to przy jodze czuję się jak stara baba. Ale nie poddaję się.
Kiedy widzę delicje, ciastka etc - mówię sobie - WIELKA DUPA. Słodycze pragnę sobie obrzydzić, bo to ich nadmiar napędza mi apetyt i wpędza w dodatni bilans kaloryczny. A dieta 2500 kcal działa - schudłam kilo. Jedząc po woreczku kaszy/ryżu na obiad.
Częściej wychodzę z domu. Z Młodą. Staram się dźwigać fotelik na jak najkrótszych odcinkach bo nie jest łatwo - Młoda waży już prawie 6 kg.
Ostatnio byłam odwiedzić moją rodzinę - i dziecko anioł, przespała całą wizytę. Potem (po przebudzeniu i nakarmieniu) wzięłam ją na spacer, trochę pomarudziła, uśpiłam ją na rękach (w kilka minut) i zasnęła w wózku, pochodziłyśmy po moich rodzinnych okolicach, spotkałam kilku znajomych. Miło.
Poczułam, że robię coś innego, niż tylko pranie, prasowanie, sprzątanie (syzyfowa praca), gotowanie, karmienie, odbijanie itp. Odpoczęłam!
Muszę częściej wychodzić z nią do ludzi i innych domów, bo ostatnio zaniosła się, kiedy weszliśmy do znajomych. Chyba się przestraszyła bo u nich było trochę głośno, sporo zamieszania. Od razu do niej podleciałam (bo mąż był zajęty witaniem ze znajomymi..) i wyjęłam z fotelika, całą czerwoną i zapłakaną. Śmiali się ze mnie, że zrobiłam się taka matka kwoka, bo wcześniej do dzieci byłam nie teges, a przy swoim objawiły mi się wszelakie instynkty.
No bo swoje, to jednak swoje. Wcześniej miałam dystans do dzieci, niektóre/większość mnie wkurzały, ale za swoim to bym w ogień skoczyła i nienawidzę patrzeć jak cierpi choćby przez chwilę. Wiem, nie uchronię jej przed złem tego świata. I muszę uważać, by nie przesadzić z nadopiekuńczością. Ale kwokę będę.
Odnośnie wyjść, to umówiłam się w przyszłym tyg z koleżanką na spotkanie w kawiarni. Zobaczymy, czy Młoda nie odstawi żadnego numeru
oby nie.
Do tego nie mogę karmić dziecka przy teściowej. Dzisiaj przyszła na chwilę, niby nic nie gadała takiego, ale jak przychodzi to i ja się denerwuję podświadomie i automatycznie dziecko - bo płacze i nie chce chwytać piersi ani normalnie jeść. Zastanawiam się, czy i mi wtedy mleko leci. Wyszłam przewinąć ją do sypialni i tam sporóbowałam karmić to przyleciała za mną. Teściowa wyszła, dziecko nagle nabrało apetytu, zjadło, pobawiło się w bujaczku. Anioł.
Przypadek?
Nie sądzę.
Poza tym Mała robi postępy - próbuje chwytać zabawi, głośnie się śmieje, gada do nich i do nas. Uwielbia męża. Gdy tylko go widzi, ma totalny zaciesz. Czasem jak biorę ją do łożka w nocy nakarmić i widzi śpiącą głowę męża - od razu się do niego uśmiecha i gaworzy.
Śpi już lepiej. Wczoraj po kąpieli dojadła ostatecznie około 20:40 i wstała o 2:30. Wyspana. Urządziła sobie imprezkę do godziny 5 i spała do 10. Już łudziłam się, że skończyło się to imprezowanie. gdy widzę, że ma oczy jak 5 zł, załączam jej karuzelę na zmianę z pozytywką nakładaną na bok łóżeczka, która to odtwarza łagodną, przyjemną muzyczkę w rytm poruszających się zwierzątek. Bez tego miałabym przerąbane. Potem biorę ją do łóżka i śpi już z nami. Do rana. To jedyny patent, by się wyspać.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 października 2018, 22:08
26 tc 
Ale ten czas leci. W sumie dobrze, coraz bliżej lutego 
U nas nic ciekawego
Ból pleców i skurcze nóg w nocy to jak na razie jedyne objawy ciąży. No i oczywiście ciągłe fikołki naszej Blanki. Coś czuję że będzie miała dziewczyna temperament
Po tatusiu...
Następna wizyta równo za tydzień. Dobrze bo juz tęsknie za widokiem jej twarzyczki 
Waga plus 12 kg... Pozostawię to bez komentarza 
Coś czuję że oszalejemy na jej punkcie 
Aaa i jutro świętujemy 6 lat razem. Kiedy to zleciało? Kocham tego ojego męża najbardziej na świecie 
Nie pisałam, bo nie chciałam zapeszać. Ale dziś 31 dc., okresu dalej brak i dalej negatywny test. Nie rozumiem już o co chodzi. Objawy już tydzień po owulacji były bardzo obiecujące, choć nie chciałam się nakręcać, gdzieś tam w tyle głowy tliło się, że może się udało. Nigdy wcześniej nie miałam tak szybko bólu jajnika (co prawda przeciwnego do owulacji, ten z którego było jajeczko ani razu nie zabolał), potem podbrzusza, piersi się powiększały ale dopiero na ok. 3 dni przed @, a tu już tydzień po owulacji bolesne sutki i powoli ból przechodził na całe piersi. Ten fakt mnie już zdziwił, bo jak przed @ zaczynały boleć to po prostu całe od razu, łącznie z sutkami, a w tym wypadku sutki oddzielnie bolały 3 dni i dopiero całość. Codziennie od tamtego czasu jestem wzdęta w okolicy macicy, a rano jak to rano, normalnie brzuch był płaski, dopiero w ciągu dnia po jedzeniu się zmieniał (zresztą troszkę wyżej, a nie w okolicy macicy).
Temperaturę przestałam mierzyć, bo w przypadku mojej pracy to bez sensu. Parę razy zapomniałam termometru i już dupa. A wracam po 7:00 dnia następnego, budzę się w szpitalu, często nocki są przerywane lub udaje się przespać 2 godzinki, zależy ilu będzie pacjentów, pomiary są bezsensowne w takim wypadku. Z innych objawów, które zaobserwowałam zbyt szybko jak przed @ to drażliwość, bardzo zmienny nastrój, aż sama się na siebie wkurzałam, że zachowuję się jak dziecko (wcześniej nie zdarzały mi się żadne PMS-y i tego typu rzeczy, albo występowały pojedyncze objawy).
3 dni temu zauważyłam żyły na piersiach ale nie są tak mocno widoczne jak czytałam z historii innych kobiet, poza tym zdarza się, że widać je również przed okresem, a we wcześniejszych cyklach tego nie monitorowałam, nie wiem więc czy mam tak zawsze, czy to nowość. Od 2 dni mam ciągłe uczucie głodu, wczoraj co 2 godziny myślałam o jedzeniu, lekki głód pojawiał się nawet zaraz po jedzeniu (jem tylko to co pełnoziarniste i ze względu na błonnik powinno dłużej trzymać mnie sytą i tak dotychczas było) + wzmożone pragnienie. Wody od zawsze piję dużo, w pracy to standardowo 2 butelki. Jedyne co jest inne, to uczucie pragnienia. Piję wodę, bo ją lubię i wiem, że jest zdrowa, ale nie miałam takiej suchości w gardle i pragnienia 10 minut po wypiciu. A po pół godzinie czuję się tak, jakbym nie piła pół dnia.
Parę razy zdarzyła się bez znanej przyczyny biegunka. Ostatni raz miałam tak przy radykalnej zmianie diety na pełnoziarnistą i od tego czasu nie jem nic innego. No i ostatnie, od 4 dni lekki dyskomfort podczas seksu, jakby macica była tak twarda i tak nisko, że się tam - wiadomo co - obija i uciska. I za każdym uciśnięciem ciągnie prawy jajnik, gdzie owulacja była z lewego. Ciągnie skurczowo tak jeszcze przez chwilę po seksie, ustaje i już w ogóle go nie czuć. A wtedy co bolał tydzień po owulacji, podczas seksu nie dawał znaku 
Mam mętlik w głowie, przestałam już czytać forum z objawami :p Co będzie to będzie, ale nie mam pojęcia co o tym myśleć. Czy iść na krew, czy dopiero jak test wyjdzie pozytywnie? Beta kosztuje 40 zł, nie chcę bez sensu wydawać kasy. Mogłabym w pracy po znajomości zrobić ale zaraz koledzy i koleżanki się dowiedzą, a plotki nie są teraz potrzebne. Jestem prawie rok po rozwodzie, każdy wie że mam kogoś nowego i zaczną się spekulacje, że pewnie wpadliśmy, bo kto normalny sobie dzieciaka robi tak szybko itp.
Poczekam chyba do pozytywnego testu albo @. Jeśli ani jedno ani drugie nie pojawi się w ciągu tygodnia pójdę do ginekologa. Wole tam wydać 50 zł za USG i przynajmniej powie mi co widać, pęcherzyk, ciałko żółte, czy torbiel, płyn w zatoce Douglasa, wymiary endometrium i może poda możliwe przyczyny. Mój najdłuższy cykl miał 32 dni, ale to było raz, zazwyczaj mam zbyt krótkie, po 19-25 dni. Teraz dzięki monitorowaniu wiem, że owulacja musiała być 16-17.10 więc 30-31.10 wypada okres.
Czytałam o wielu przypadkach, gdzie kobity robiły testy w dniu miesiączki i były negatywne, a 3-5 i więcej dni po spodziewanym terminie wychodziły pozytywnie.
Albo w prawo albo w lewo, nie ma innej możliwości. Jeśli nie ma nic z tego wyjść, niech @ przyjdzie jak najprędzej bo chcę ponowić cykl z clo i lamettą. Tym razem dostanę zastrzyk przy idealnym wymiarowo pęcherzyku i będę miała więcej nadziei, niż przy tym 33-milimetrowym, które co 2 ginekolog uważa za torbiel...
36tc+4
91% ciąży, 24 dni do porodu
Powoli kończymy 37 tydzień, w sobotę ciąża będzie już donoszona 
Wczoraj byłam na ktg, skurcze pojedyncze i na bardzo niskim poziomie, na razie jest spokojnie 
Jestem umówiona na przyjęcie do szpitala 20 listopada, o ile nic wcześniej się nie wydarzy - a coś czuję, że nasza Tosia to leniuszek i nie będzie jej się chciało wcześniej rodzić 
Nie do wiary, że już jutro zaczyna się TEN MIESIĄC 
Dwa dni temu zamówiliśmy wózek, dziś planuje zrobić jeszcze ostatnie zamówienie w aptece internetowej. Torba do szpitala prawie gotowa, odliczamy i czekamy 
Postanowiliśmy, że bobas nie zostanie ochrzczony ani naszym, tym najpopularniejszym kościele, ani w żadnym innym. Po pierwsze i najważniejsze, stosunek kościoła do ivf, którego efektem jest synek, jest jaki jest. Krzyczą, obrażają i gdyby ich słuchać syna w ogóle by nie było, a ja zwyczajnie czułabym się nielojalna w stosunku do własnego dziecka gdybym go tam ochrzciła. Po drugie chcę żeby mały miał kiedyś wybór którego ja nie miałam i teraz się męczę w kościele, w którym nie chcę być. Po trzecie uważam, że jak ktoś ma być dobrym człowiekiem to taki będzie i nie potrzebuje do tego formułek typu "po piąte - nie zabijaj".
Udało się. 27 cykl starań okazał się trafionym. Jak to możliwe? Ciągle to do mnie nie dociera. Moment, w którym zdecydowaliśmy się na leczenie w klinice, nadzieja z tym związana, kolejno znów rozczarowanie- morfologia spadek z 2% do 0%, tylko 4% plemników drugiej kategorii. U mnie brak śluzu szyjkowego, beznadziejny malutki pęcherzyki 15mm w 11dc. Wielkie oczekiwania na @, przygotowałam się, kupiłam conceive plus, zwiększyłam dawkę fertilman plus dla M. Moment, w którym człowiek w ogóle się nie spodziewał. Jak to się stało, że się udało? M był taki załamany.. wiedział, jak małe szanse mamy z tymi wynikami na powodzenie inseminacji, że raczej pozostaje nam tylko in vitro metodą IMSI. A tu taka niespodzianka od losu!! Taki cud! Naturalny cud! Nie potrafię tego wytłumaczyć. Ale nawet nie chce. To nie jest wazne. Jestem w ciąży. Wczoraj te słowa nie chciały mi przejść przez gardło, dziś się nimi napawam bez końca. Jestem w piątym tygodniu ciąży. W piatek o 9:45 wizyta u gina.
Jestem szczęśliwa. Będziemy dbać o Ciebie kropeczko. Tatuś i Mamusia Cię mocno kochają
:*
Boże dziękuję Ci!
Trzymajcie kciuki żeby wszystko dobrze się skończyło!
Życie potrafi zaskoczyć... 
To właśnie dziś 

długo oczekiwana........


A od jutra już liczymy dni do porodu w formie dwucyfrowej 
Dziś jeszcze wybieramy się na warsztaty - oby były ciekawe 
Jutro wizyta u diabetologa - oby było dobrze. W sumie nie ma innej opcji będzie.
Pochwalę się otóż po tych dniach małej aktywności Naszego Szkraba - Słoneczko zrobiło wczoraj wieczorem Mamusi niespodziankę w postaci prezentu przed studniówkowego polegającego na zasadzeniu pierwszych takich mocnych kopniaków, że aż brzuch pofalował z lewej strony. Tak się zamachnął, że nawet mój J poczuł w końcu kopniaka dłonią i mówił, że nawet wyczuwa tętno/bicie serducha Malucha
Powiem Wam, że taki dumny Tatuś się w nim obudziła
A dla mnie to było niesamowite uczucie
Kocham to !!! i mam nadzieję na więcej 
Dziś od rana trochę postukał znowu standardowo - lekko. Oszczędza Matkę jeszcze
a po tym jak wzięłam prysznic chyba zasnął mocno bo jest cichutko 
I chociaż każdego dnia jest lęk i strach by do samego końca już było dobrze to mimo wszystko stan błogosławiony jest pięknym i wyjątkowym czasu. Kochane życzę Nam wszystkim byśmy umiały się nim cieszyć - by było dobrze
By czas ciąży upływał radośnie i tylko z dobrymi wieściami
3 dc 27cs
@ mam super tym razem, poszło dużo podpasek, duzo żywej krwi, nie pamiętam kiedy tak miałam
to pewnie przez letrozol. Teraz znowu go biorę od dziś do 7dc.
Następny cykl będzie 28 cs, który wedle wyliczeń zacznie się 28 listopada i będę mieć skończone 28 lat! (25 listopada mam urodziny). Będzie to cykl z laparo. Może to będzie ten? Naczytałam się trochę wczoraj na forum o udanych cyklach po laparo, nawet jesli nic nie wskazywało na zrosty, endomende. Laska 4 lata się starała. Bez przyczyny i po laparo zaszła. Znowu się nakręciłam...
Lala to rozrabiaka. Jak jesteśmy w domu jest grzeczna. Jak jesteśmy w pracy niszczy łóżka, lubi wyjadać gąbke. Gryzie kartony. Ehhh dobrze ze nie mam jeszcze nowych mebli. Jakoś żal mi ją wsadzić do garażu. Uważam ją za członka rodziny. Mam za miękkie serce.
1 listopada nie jadę na groby do mojej rodziny tylko do męża. Moje są 200km stąd. W tym roku odwiedzimy jego rodzinę, u Nas w miescie.
Mamy swoją grupę zamkniętą z kolezankami na facebooku. Aktualne rozmowy panujące tam to tylko dzieci, kupki, karmienie, ciąża. Wysyłają swoje brzauchole w ciąży. Nie pasuję tam. Ale wysłałam im swój zajebisty brzuch
hehe niech zazdroszczą 
Przynajmniej po pracy mogę napić się wina które czeka na mnie w domku. Idealne na jesienną chandrę.
Kiedy w koncu będzie 8 sezon Gry o Tron ja się pytam??? A stranger things?
Przyjaciólki w dzien obejrzałam cały ostatni sezon, wczoraj nadrabialam Top Model. Hmm zaraz mi zabraknie seriali...
21t5d
Ciążowe humory mnie wykończą i mojego męża też. Zapytałam go wczoraj czy pasuje mu grudniowy termin na chustonoszenie. Odpowiedział, że tak. No to zapisałam nas, opłaciłam po czym on przyszedł i powiedział, że on w ten weekend ma jednak zawodu. Co za EKSPLOZJA nastąpiła. Uzbierało się wtedy wszystko. Że go ciągle nie ma, że nie chodzi ze mną do lekarza a mężowie moich koleżanek chodzą
:D:Dże jak nas zapisałam na szkołę rodzenia to ten tylko kalkulował czy na trening zdąży, że z kupnem mieszkania nic nie załatwia, opłat nie robi i ma głowę w chmurach. O panie... jak teraz na trzeźwo o tym myślę to szurnięta baba. Zamknęłam się w łazience, nalałam wody do wanny i zaczęłam wyć. Serio? Serio Klaudia?? Mąż oczy na mnie wywalił i powiedział, że on w takim razie na te zawody nie pojedzie hahahaha. I że on to robi dla nas, żeby zarabiać i żeby nam nic nie zabrakło. Rano wstałam i napisałam mail z prośbą o przepisanie na styczniowy termin. Kazali się odezwać po długim weekendzie, bo nie znają jeszcze terminu.
Niby bym mogła sama iść, ale on na zawody nie chce jechać beze mnie.
A wystarczyło nie zapomnieć i od razu powiedzieć, że mu nie pasuje to by lawina nie poszła, o masakra ze mną jest.
Co ten Ernest w brzuchu wyprawia. Ciągle czuje jak podskakuje, aż cały brzuch mi faluje. Jak mu tak zostanie po porodzie to będzie ciężko
Jaka matka, taki syn tak mi ciągle mówią
A że ja narwana to może być słabo haha 
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 października 2018, 12:32
Dzis mija rok od pozytywnego testu, ktory totalnie zmienil moje życie. Teraz te dwie kreski śpią mi przy piersi. Kocham Go. Ale jest trudno... I nie ma bata, trza isc do przodu!
26 DC / 10 DPO
Hej. Bartuś ma już 6 mc i 18 dni !
ale czas leci, za 2 tyg skończy już 7 mc, nie wiem kiedy to zleciało. Co u nas? A wszystko dobrze, małemu wprowadziłam grudki do zupek tzn np gotuję mu na mięsku warzywa blenduję a oddzielnie gotuję makaron gwiazdki i dodaję potem do zupki, je ładnie nie krztusi się także dobrze
Byliśmy wczoraj na szczepieniu, mały waży 8200 gr! jest co ponosić!
75 cm wzrostu. Teraz śpi a ja piję kawkę, zaraz jem jabłko. Na obiad gotuje się rosół i będzie ryba z frytkami
mmm pycha!
Byłam u ginekologa, miła babka, pobrała cytologię, zrobiła usg blizny powiedziała że wygląda OK i jak chcemy się starać to bez ciśnienia ale można się nie zabezpieczać i po prostu współżyć. Także zobaczymy jak to będzie. Dziś szok bo jutro powinna przyjść @ a tempka dziś ponad 37 stopni! ale to pewnie nic nie znaczy i za dwa dni @ zawita. Dobrze bo za 2 tyg lecimy na 5 dni za granicę i nie będę miała @ a potem już bez liczenia sprawdzania,
kiedy będzie mąż bez gumek i mam nadzieję powitam dwie kreski 
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 listopada 2018, 09:24
Hm...mój pierwszy wpis tutaj. Nie wiem co napisać. Staram się nie myśleć o nadchodzącym okresie, ale tak się nie da. O ile do owulacji jestem "normalna", tak później świruję, wypatruję każdego objawu i ciągle mam w głowie jedno... Póki co mam 31 dzień cyklu, według ovufriend okres jutro, ale czuję że owulację miałam dwa dni później niż mi wyznaczyło, a moja druga faza trwa 16 dni, więc tak mniej więcej do niedzieli powinnam dostać okres. Mam nadzieję że nie dostanę. Modlę się o to. Wiem, że jak zobaczę znów krew to będzie dołek, załamanie, płacz. Mam tego dosyć. Ileż można. Choć wiem że niektórzy starają się latami. Ale wiadomo jak to jest jak się czegoś bardzo mocno pragnie. Ostatnio mąż pytał mnie, co chcę dostać na gwiazdkę. Bez zastanowienia odpowiedziałam "dziecko". Bo to jest prawda. Dwie kreski na teście uszczęśliwią mnie tak mocno, jakbym wygrała w totka. Wyobrażam sobie, jak mówię mężowi i ciąży, wiecie, te wszystkie sposoby z bucikami itp. Choć to pewnie by nie przeszło, bo nie dałabym rady utrzymać pozytywnego testu w tajemnicy nawet przez jeden dzień przed nim. Ech, ale póki co to są marzenia. Nie wiem, nie chcę sobie nic wkręcać, ale tydzień po owulacji miałam cały weekend bóle jajnika i takie mocno okresowe, później się wszystko uspokoiło. Oby to był dobry znak. Boże, pomóż mi wreszcie cieszyć się macierzyństwem...
ŚRODA
W niedzielę przewidywany termin @. Chyba nie dotrwam... Czemu ta druga faza się tak straaaasznie dłuży? 
14cs
31dc
16dpo
Wczoraj robiłam test - oczywiście negatywny. Temperatura spada, więc @ w końcu przyjdzie.
Ten cykl był chyba najgorszy jak do tej pory. Oczekiwanie na owulację, teraz oczekiwanie na @.
Mam dość, straciłam sens wszystkiego co robię.
Mąż mnie bardo wspiera, ale ma naturę wesołka i nie przejmuję się zbytnio. Bynajmniej ja to tak odbieram.
Z obserwacji 28dc miałam lekkie plamienie + przez 2 dni galaretowaty śluz - nigdy tak nie miałam.
17 cs, 9dc, 5ds
Piąty dzień stymulacji a ja nic nie czuję. Boli mnie głowa ale trudno powiedzieć czy to z tego powodu. Natomiast w ogóle nie czuję jajników, nic a nic! Dziewczyny piszą na forach, że boli tak, że stać nie mogą. Nie szukam u siebie na siłę bólu i w zasadzie nie martwi mnie to, bo wiem że każda z nas jest inna, ot, taka ciekawostka
Myśli, że może jajeczka nie rosną (?) albo rosną słabo staram się odganiać.
Czuję się świetnie, mam dobry humor i pozytywne myśli.
Dzis biznesowo.
Majac troche wolnego czasu lub siedzac przy Oli gdy sie bawi zaczelam szukac zrodel malo zobowiazujacych dodatkowych dochodow. I sama sie sobie dziwie ale zaczelam sie bawic w uzupelnianie ankiet (poki co tematyka zywienie, leczenie przeziebien, dzieci itp). Zbiera sie za kazda ankiete punkty i pozniej mozna wymienic albo na realną kase jako przelew na konto lub "talony" na zakupy np zalando itp. Niektore ankiety to 15 min inne nawet 40 min. I nie ma ich codziennie. Mozna zarobić nawet ze 200 zeta za w sumie nic istotnego, bo i tak siedze w necie
gdyby ktoras z Was byla zainteresowana dajcie znac. Na priv przesle info z linkiem do rejestracji jako ankieter. Ja dowiedzialam sie przy okazji ankiety o kilku naturalnych specyfikach przy leczeniu dzieci (nie niemowlat;)). Zbieram punkty i nie moge doczekac sie pierwszej wyplaty kyora wydam na bzdeeeety i nic nikomu w domu do tego
(mamy wspolne konto i wspolnie planujrny wydatki). Ciekawa jestem tylko jak dlugo zbiera sie punkty do ekwiwalentu pienieznego. Bo siedze przez kolejne miesiace w domu i tych ankiet to moge robic kilka dziennie. Byleby dostepne byly 
Wracam.... po prawie roku
Kompletnie nic się nie działo przez ten czas 
Nadzieja na powodzenie po HSG z każdym miesiącem malała... coraz bardziej nakręcona potrzebowałam odpoczynku, bo miałam wrażenie że moja głowa zaraz wybuchnie...
Postanowiłam, że co ma być to będzie - ja muszę odsapnąć.
Zajęłam głowę czym innym - ślubem - na który w końcu się zdecydowaliśmy. Zajęłam głowę, ale wciąż miałam nadzieje - głupią nadzieje, że jak zajmę się czymś, jak przestanę się nakręcać to się uda.
Nie udało....
Ślub w sierpniu - cudowny czas - po ślubie podróż - pełen relaks.
Pod koniec września powrót do codzienności i znów wir pracy.
Październik 2018 - uznaliśmy, że już czas ponownie zacząć walczyć. Wiemy że sami sobie nie poradzimy. Zaczynamy walkę od początku.
Wybraliśmy nową klinikę - padło na Invicte. Czekałam na początek cyklu by zrobić panel badań wstępnych - hormonalnych.
To dziś ten dzień. Dzień kiedy znów z całych sił zaczynamy walczyć i nie będziemy przebierać w środkach.
Dzisiejsze badania:
LH - 9,3 (norma 2,4-12,6)
FSH - 5,8 (norma 3,5-12,5)
TSH - 1,84 (norma 0,27-4,2) wciąż na lekach
SHBG - 109 (norma 26,1-110,0) tu w bardzo górnej granicy
Estradiol E2 - 42 (norma 12,4-233)
Testosteron 1,1 (norma 0,29-1,67)
DHEAS - 389 (norma 60,9-337) - Ponad normę !!!
AMH - 3,53 (1,20 < OK) - nawet ciut lepiej niż 2l temu wówczas był 3,33
Jeszcze tylko świeże badania męża i za 2,5tyg wizyta u lekarza. Naprawdę jestem pełna nadziei, oby znów nie okazała się "matką głupich...."
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 października 2018, 18:16
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.