25 LISTOPAD - 4 miesiące 3 tygodnie i 3 dni OCZEKIWANIA NA KOSMITĘ
W tym tygodniu miałam dziwną? zabawną? zaskakującą? sytuację. Będąc w pracy, ciężko pracując, byłam bardzo skupiona na tym co robię i nagle zadzwonił mój telefon SZOK i totalny PARALIŻ. Chwyciłam telefon i zobaczyłam obcy numer ale z miasta w którym znajduje się nasz OA. Nie byłam w stanie odebrać tego telefonu. Po raz pierwszy odkąd czekamy na TEN telefon tak mnie sparaliżowało. Ręce mi się trzęsły, koleżanka krzyczała odbież odbież a ja jak słup soli. Trwało to całą wieczność. Jednak roztrzęsiona przesunęłam palcem po zielonej słuchawce i usłyszała jak pani po drugiej stronie przedstawia się i informuje, że dzwoni z przychodni by przełożyć mi wizytę u ortopedy ha ha ha.....
Do tej pory nigdy nie zdarzyło mi się tak zareagować na dzwoniący telefon. Ostatnie 4 miesiące zawsze na luzie, spokojnie, bardzo się zdziwiłam swojej reakcji. Nie spodziewam się telefonu w tym roku. Co to będzie jak na telefonie wyświetli mi się numer OA (mam go wprowadzonego w komórkę) Toć ja padnę na glebę

9 dc
Wczoraj byłam u fryzjera, ścięłam włosy do ramion i wróciłam do naturalnego koloru włosów. Mężowi się podoba, więc musi być ładnie.
Dni płodne się zbliżają, mam drobne krostki na plecach i śluz niby kremowy ale da się rozciągnąć. We wtorek idę na monitoring, lewy jajnik czasem mnie boli więc pewnie po tej stronie będzie pęcherzyk.
Ostatnio zaczęłam się zastanawiać czy ja w ogóle chce być w ciąży. Zauważyłam że bardzo irytują mnie małe dzieci. Wkurza mnie ich płacz i latanie między nogami w sklepie. Nie wiem czy umiałabym zajac sie takim maluchem. Nie wiem skąd i mnie takie myśli, przecież się staramy, tzn. ostatnio tak średnio ze staraniami bo w ogole nie kochalismy sie w przypuszczalnych tetminach owulacji , ale teraz przez 3 miesiace jeszcze bedziemy próbować. A potem zmieniam pracę i niech się dzieje co chce.
NIEDZIELA
Przeprowadziliśmy się
Chciałabym powiedzieć WRESZCIE, ale... hm... tak się cieszyłam na tą przeprowadzkę i spotkało mnie chyba coś najgorszego co mogło mnie spotkać: a mianowicie wielkie rozczarowanie.
Jak się wprowadziliśmy to okazało się, że prysznic przecieka, kaloryfery nie grzeją, z pionu wieje (przez co jest zimno!!!), max temperaturę jesteśmy w stanie osiągnąc w mieszkaniu to 22 stopnie przy grzaniu kaloryferów na maxa (shit!!!!), nie mogliśmy złożyć kupionej szafy bo instrukcja źle narysowana (dramat). W dodatku nie ma na nic miejsca, nie mam co zrobić z ubraniami, bo nie mamy jeszcze szaf itd itp. Rano nie mam sie jak ubrać, mieszają mi się rzeczy brudne z czystymi, nic nie mogę znaleźć, nie mieszczą mi się kosmetyki w łazience... piecyk gaśnie i ciężko ustawić dobrą temperaturę, bo albo jest za gorąca woda, albo za zimna... pierwsze trzy dni jak tak wszystko się na mnie zwaliło to myślałam, że się zapłaczę
że uciekłam na swoje, żeby było lepiej a lepiej wcale nie jest! 
Szafę nam złożyli montażyści, z prysznicem dalej walczymy, jest lepiej ale jednak ciągle kapie miejscami, kaloryfery odpowietrzyliśmy, jest lepiej, walczymy jeszcze z zaworami (ech), zamówiłam już meble do pokoi, więc niedługo powinny być. Jedna szafa już jest, więc część rzeczy mogę tam upchnąć.
Mąż mówi, że początki zawsze są trudne. Nie mam na nic czasu, ciągle jeżdzę, coś kupuję, ciągle czegoś brakuje. Jeszcze od rodziców się nie wyprowadziliśmy całkiem, troche rzeczy u nich, troche u nas. Mam nadzieję, że do świąt się jakoś ogarniemy. Chociaż mało czasu zostało, a my za chwilę na urlop wybywamy 
patrzcie już prawie grudzień, a ja dalej w ciąży nie jestem. I coraz częściej zaczynam myśleć jaki argument byłby najlepszy na pytanie "a kiedy dzieci?". Mieszkanie już mamy, remont skończony, więc argument dlaczego jeszcze nie ma dzieci się skończył... naprawdę boję się świąt
boję się, że to będą bardzo smutne święta. Nawet nie chodzi o te pytania, chodzi o to jak się będę czuła po tych pytaniach i tych świetnych ponaglających radach
walcze z tym, żeby jednak powiedziec wszystkim jak jest... ale wiem, że moja mama wtedy nie da nam żyć. I zamiast być lepiej, będzie tylko gorzej i przy każdej możliwie nadażającej się okazji będą hasełka typu "nie nosisz czapki, to dlatego nie mozesz zajsc w ciążę" (przykre, ale moja mama niby wykształcona osoba, a teksty ma na poziomie żenującym). I tyle razy się zawiodłam jak jej coś powiedziałam a jednak mimo wszystko mnie kusi, zeby jej wyjawić tą tajemnicę, chociaż doskonale wiem, że 100 razy żałowałam tego, że coś jej powiedziałam, a to będzie 101 raz. Walczę ze sobą, ale wiem, że mimo wszystko tak jest dla nas lepiej. Dla mnie.
Ostatnio słyszałam jej hasła dotyczące wiadomości, że Megan Markle jest w ciąży. "dziecko na pewno z probówki" itp. już nawet nie chce powtarzać tych wszystkich tekstów które mówiła, bo mi się zwyczajnie przykro zrobiło. Miałam ochotę jej wykrzyczeć "no i co z tego, że z probówki? czy przez to jest w jakikolwiek sposób gorsze?!". No i taka jest właśnie moja mama
strach pomyśleć co by było gdybym powiedziała, że chce w przyszłosci podchodzić do in vitro jeśli nam się nie uda...
Staraniowo: czekam na @ do przyszłej niedzieli (więc najdłuższa faza cyklu
). Mam nadzieję, że przyjdzie o kilka dni wcześniej, bo jedziemy na urlop i fajnie by było się nie męczyć w podróży. Bolą mnie znowu piersi od kilku dni. Wręcz je rozrywa, dzisiaj jest trochę lepiej jakby mniej juz. Nie wiem dlaczego w jednym miesiącu bolą a w innych nie. Do tej pory miałam tylko 2 cykle gdzie tak bolały mnie piersi. Myślałam, że to od progesteronu, ale w dwóch poprzednich być raczej średni, a wtedy kiedy mnie nie bolały wcale - był bardzo wysoki. Chyba, że to wina estrogenów? Ja nie wiem czy to jest normalne - wydaje mi sie, że powinny albo co miesiąc boleć, albo nie boleć wcale
ech mój organizm uwielbia mi płatac figle
a może to wina tego, że odstawiłam Castagnusa a wcześniej przez 3 miesiące brałam? Ech... zgłupieć idzie 
macie już prezenty? Ja dla rodziców już mam
dla rodzeństwa już są pomysły
więc całkiem nieźle
przed urlopem powinnam się z tym ogarnąć
no i nie wiem co dla małża... chciałabym mu dać taki prezent o jakim marzy... ale pewnych prezentów nie da się niestety zaplanować
Dawno mnie tu nie było, ale dobrze mi z tym.
Obecnie jestem w 21 dc - musiałam sprawdzić w kalendarzyku, bo oczywiście tego nie liczyłam:)
Powinnam była być po owulacji. Raz z ciekawości zrobiłam test owu, żeby sprawdzić moje przypuszczenia i akurat tego dnia były dwie grube krechy, to było w 15 dc.
Temperatury nie mierzyłam, tzn tylko jednego dnia jakieś 3 dni po teście i była wysoka, wiec nie wiem kiedy dokładnie była ta owulacja. Tak czy siak nie staraliśmy się.
Pierwsza @ po zabiegu pojawiła się idealnie 13 dni, po pierwszej owulacji, tak sobie oszacowywałam kiedy mogłaby przyjść i faktycznie się zjawiła. Trwała tyle co zwykle 5 dni, była trochę bardziej obfita, niż zwykle, ale bez nadmiernych bóli itp. wiec wszystko w porządku.
Co u mnie... zrobiłam badania genetyczne na trombofilię wrodzoną. I okazało się, że mam 2 mutacje: MTHFR_1298A-C w układzie heterozygotycznym i PAI-1 4G w układzie heterozygotycznym.
Poczytałam trochę o tych genach, przetrzepałam fora, zasięgnęłam różnych opinii no i wychodzi na to, że problem tkwi w kwasie foliowym który się nie przyswaja w normalnej formie, tylko koniecznie potrzebny jest metylowany, no i drugi gen, który może (choć nie musi)powodować zwiększona krzepliwość krwi, problemy z zagnieżdżaniem zarodka.
Ponoć jako, że są oba w układzie hetero, odziedziczyłam je po jednym z rodziców. Można by dużo pisać o tym na co te 2 mutacje wplywaja, ale najpierw udam się do genetyka.
Faktem jest, że prawdopodobnie czekają mnie zastrzyki z heparyna. Powinnam przyjmować metylowane witaminy z grupy B i kwas foliowy metylowany. Podobno w tej kombinacji, poziom homocysteiny powinien być ok. Trochę się załamałam tymi wynikami, bo jednak nie jest wszystko ok i druga ciąża też może skończyć się podobnie:/
W każdym razie jutro dzwonie i umawiam się do genetyka, a potem nie wiem co dalej.
A poza tym to, jestem na etapie liczenia kalorii:/ chcę schudnąć, bo moja waga rośnie a poziomy cholesterolu są do dupy. Wzięłam się za ćwiczenia 40-50 min 5x w tygodniu. jak tylko znajdę trochę czasu to robię interwały, nie jest lekko. Pierwsze 30 min to była mordęga, bo nie miałam kompletnie siły w mięśniach, teraz już trochę lepiej:D Zaraz się zabieram do kolejnego treningu:)
Ogólnie moja kondycja psychiczna ma się dobrze:) Nie mam czasu się nudzić, bo znalazłam sobie dużo zajęć w wolnym czasie, które mnie cieszą. W pracy jest szansa na zmianę stanowiska, ale nie chcę brać udziału w tym wyścigu szczurów, bo nie zależy mi na menadżerskiej ścieżce, a ta pozycja do tego zmierza. Chociaż moja obecna praca jest tak nudna, ze oszaleć idzie. Ale jako, że moim priorytetem jest dziecko, to dodatkowy stres nie jest mi potrzebny.
Wracając do starań, to mam cale pudło suplementów, wydaje na nie grube hajsy:/ i już sama nie wiem za co się brać. Czy sam Fembion wystarczy, czy kupować dodatkowo witaminy B12 i B6? Czy z Fembionem, w którym jest kwas foliowy metylowany, brać dodatkowo jeszcze 1 tabletkę kwasu foliowego? Czy mogę łączyć z tym Inofem,który w składzie ma tez kwas foliowy tylko zwykly?
Zwykły i tak mi się nie przyswaja. Zwariować można. Co ja mam brać????????? :o
Dzieciak przewrotny. Balam sie wizyty gości, bo Em taki marudny. No nic, bylam gotowa na taka ewentualnosc, ze bede z nim ryczacym siedziec w sypialni na górze. A tymczasem tlum sie zebral a on w swoim zywiole: smieje sie, kulga, gaworzy, obczaja wszystkich, uroczo zabawia sie zabawkami. Nosz kutwa! Przewrotny i tyle. Hehe. I wszyscy "jaki on grzeczniutki, nawet nie zaplacze".
3dc. Od dziś plasterki antykoncepcyjne przez 4 tygodnie i wizyta
czuje podekscytowanie 🙄😱
10 dc (około 18 dni do rozpoczęcia procedury)
Na co dzień funkcjonuję normalnie, ale ostatnio dopadły mnie demony przeszłości. Dwa dni temu rodziła jedna znajoma, dzisiaj druga, następna za dwa tygodnie ma termin, wczoraj odebrałam telefon, że inna wyszła z pierwszego trymestru, a wisienką na torcie był sąsiad (miły gość, ale nie trzeźwiejący-jak cała jego rodzina), dzielący się radosną nowiną, że zostanie dziadkiem. Myślałam, że świetnie sobie radzę ale natłok takich informacji sprawił, że jest mi po prostu smutno, gdyby, któreś z moich dzieci zostało ze mną, miałabym 5 miesięcznego malucha w domu lub byłabym w 5 miesiącu ciąży, to nadal boli.. i chyba nigdy nie przestanie.
Myśl o in vitro budzi tyle samo nadziei ile obaw..
Czy będzie mi kiedyś dane trzymać w ramionach własne dziecko?
Dziś rano kupiłam prezent dla dwumiesięcznego synka znajomych i wysłałam męża samego. Chciałam zobaczyć znajomych, ale wiem, że po powrocie płakałabym, pewnie nie mogłabym zasnąć, więc w sumie doszłam do wniosku, że niewarto. Zrobiłam obiad i oglądam seriale, w sumie lepsze to niż oglądanie słodkich dzieci. Powoli odlczam czas do kontrolnej wizyty po operacji. 15 grudnia dowiem się czy możemy już się starać czy dopiero od stycznia. Jak zwykle w mojej głowie kolejne wątpliwości: niedawno zmieniłam pracę,na taką która w końcu mi się podoba. Jeśli jakimś cudem by nam się udało to nie dostane umowy na czas nieokreślony i nie będę mogła wrócić do tej fajnej pracy. Tylko co odkładać starania - to byłoby głupie, bo nie mam czasu aby tak sobie odkładać starania. W sumie przecież i tak nie wierzę, że nam się uda. Jak zwykle wszystko w mojej głowie jest zagmatwane. Zawsze muszę znaleźć jakiś problem. Ale z drugiej strony robię jakieś postępy: znajduje problemy, ale staram się na nich nie skupiać
Zdałam sobie sprawę, jak dawno nic tu nie pisałam
Dziś wielki dzień- rodzice i teściowie dowiedzieli się o Maluszku :* Jaką radość im sprawiliśmy, oczywiście popłakali się, ja razem z nimi, ale wszyscy są bardzo szczęśliwi z powiększenia rodziny
Jutro moje urodziny, pierwsze jako Żona i pierwsze jako przyszła Mama 
A co ogólnie u nas? Dobrze, choć jestem na zwolnieniu. Mój wstręt do zapachów nie pozwala mi pracować. Mdłości odpuściły, co nie zawsze mnie cieszy, bo wkręcam sobie różne rzeczy (wiem, jestem głupia, ale taka już chyba rola matek, że od samego początku martwią się o dzieci). W zeszłą środę byłam na wizycie u ginekologa, było już serduszko
Kolejna wizyta 6 grudnia. Ogólnie to hormony mi buzują, zawsze byłam wrażliwa, ale dzisiaj strasznie przeżyłam wyjazd Męża na dzień-dwa. Ledwo wyjechał, a ja już tęsknię i kilka razy płakałam. No cóż, zwalam to na ciążowe hormony...
Miła niedziela mija. Rano byliśmy w kościele,pózniej spacerek. Gdy Pola bawiła się z babcią to ja ogarnęłam trochę w kuchni i uszytki.
Obiadek zjedliśmy rodzinnie a pozniej urządziliśmy sobie kino z popcornem
strzelał w garnku i atrakcja byla 
Teraz już się usypiamy.
Rano jedziemy zalatwic kilka spraw i na zajecia.
Ja obecnie mam 5dpo lub 7dpo- zależy od aplikacji. Temperatura ladna ostate dwa dni,zobaczymy czy się utrzyma. Ja mam lekkie skurcze,w kosciele czulam skurczyk taki dziwny i tyle w sumie. Dwa dni mialam rano wodospad ;p jutro jade na proga i w piątek wizyta.
Zaczelismy świąteczne szaleństwo,wiekszosć prezentów juź mamy,kolejne czekamy aż dojdą. Ja skorzystalam na piżamce i ciuszkach na black friday :p
Pola niech zasypia a ja lece do obowiązkow 
W piątek Haneczka skończyła 3 msc.
W środę szczepienie na rotawirusy, które "zepsuło mi córkę" na kilka dni. Waga 5380 (przybiera 300 na 2 tyg) i 57,5 cm
Po szczepieniu zrobiły się koszmarne noce, od 3 nie dało się już jej odłożyć do łóżeczka, nawet w łożku nie chciała spać obok, spała na mnie. Chodziłam jak ząbi, tym bardziej, że dni też były ciężkie. Ale powoli wrócił do normy. Następne szczepienie mamy 5.12, a później 21.12- ale to przesunę na po świętach bo chciałabym spokojnie je spędzić.
Mamy też trochę problem z wieczornym usypianiem, ale to chyba mój błąd. Pomija drzemkę o 16, i o 17 już jest mega marudna (po naszemu o 18) więc szykujemy się do spania, po kapieli zasypia ekspresem, po czym wybudza się 2-3 razy co 10 min po odłożeniu do łóżeczka. Więc jutro zrobimy drzemkę i zobaczymy.
Hanka smieje się w głos np. na dźwięk aspiratora
Nadal mamy bunt fotelikowy - zobaczymy jak pojedziemy we wtorek na zakupy. Trochę się tego boję bo będzie to pierwszy jej wypad do centrum handlowego. Wezmę jej gondole, i mam nadzieję, że będzie myśleć ze jest na spacerze i uda mi się kupić coś na chrzciny.
Coraz ładniej zarzuca tyłkiem wiec coraz bliżej obracania.
Zaczeła się interesować matą edukacyjną i...kotem, który również interesuje się matą.
Na brzuchu pięknie podnosi główkę, trzyma ładnie, robi kołyskę.
Ostatnio dostała pierwszy atak takiej histerii, ze nie mogam jej uspokoić. Nie pomogło chuchanie do buzi, zimna ręka ba brzuch, tulenie, lulanie, tatuś, pierś- nic. I w sumie bez powodu. Było to trochę przerażające.
Kupiłam cudowny zestaw na chrzest, sukieneczka, futerko, buciki, czapka, opaska i płaszczyk.
Dziś 2 DC, brzuch od czasu do czasu boli, mam nadzieję ze ta torbiel wkońcu się wchłonie. Może pijawki i zioła zdziałają cuda.
Bo bym chciała mieć spokojną głowę. Mam dość picia ziół i tych innych mieszanek ziołowych. Mam dość jedzenia o niskim IG na cukier, bo ostatnio mam wysoki. Chce normalnie jeść. Moze niedługo już, chciałabym.
dziś kolega z pracy 30 min przed końcem odebrał dzieci z przedszkola i na chwilę przyprowadził do pokoju.
Znów czułam spięcie, takie dziwne uczucie jakby to opisać. Jakby dzieci małe mnie blokowały, nie umiem się przełamać, mam blokadę, jakbym je odpychała. Nie umiem się przełamać. Skąd bierze się ta blokada, co dziwne odkąd pamiętam miałam ją cały czas, tylko jedynie jak sis miała swoje dzieci tej blokady nie czułam, takto do każdego małego dziecka mam. Jak inni potrafią podejść i zachwycać się dzieckiem ja odchodzę, jakoś mnie to nie bawi.
Może po prostu nie przyciągam dzieci lecz odpycham.
Ta mała kolegi namalowała mi laurkę serduszko i kwiatki dała, aż dziwne bo dzieci prezentów mi nie dawały nigdy.
Ale nie wiem czy kiedykolwiek się przełamię. Może ta blokada wynika z bezdzietności. Sama nie wiem.
stworzyłam swój własny świat, a w nim sa zwierzęta, tu mam pole do całkowitego popisu.
Jak się mamy.. Otóż przeróżnie.. Mała jest raczej spokojnym dzieckiem.. Musi być nakarmiona i przewinięta i zazwyczaj jest spokojna.. Zdziwiło mnie że sporo czasu nie śpi tylko ogląda sobie świat.. Wydaje mi się że więcej niż 4godz jak to piszą w poradnikach.. Ale czasem rozkreci awanturę nie wiadomo o co.. Niewiele pomaga, a jak już to na chwilę.. I zazwyczaj tak jak nie wiadomo skąd się awantura wzięła tak samo w sekundę mija.. Taki crazy time.. Cieszy mnie jednak że zazwyczaj dzieje się tak w dzień.. W nocy budzi się raz:-D Gorzej jest zasnąć ok 20.. Zdarza się maruda do 22:-( zazwyczaj chodzi o smoczek który wypluwa a za sekundę za nim tęskni;-) tak tak niestety używamy smoczek.. Tak bardzo nie chciałam, ale zlamalam się już w szpitalu.. Malutka ma taki odruch ssania, że ssie cały czas i dopóki nie było smoczka to chciała traktować moja piers jak smoczek, a jak tylko ją odkladałam to na sekundę oszukiwała się piąstkami, a potem strasznie płakała.. Pojawił się smoczek a z nim spokojny sen.. Cokolwiek się dzieje mogę liczyć na G. jeżeli tylko jest w domu.. Robi przy Malutkiej wszystko i jest w niej absolutnie, bez pamięci zakochany 
Próbuję złapać rytm dnia.. I odnaleźć się w nim;-) narazie uwielbiam nasze spacery:-D
W przyszłym tygodniu muszę iść do lekarza.. Zalecenia z wypisu.. Pewnie nie zdążę na karmienie.. Muszę poczytać jak rozmnażać pokarm bo mam jedną porcje w zamrażarce 
Tak w ogóle to stwierdziłam, że w sprawach starań byłam/jestem mega opcykana, ale o dzieciach to w sumie wiem mało.. Za mało niż bym chciała i szukam jakiejś fajnej książki o rozwoju dzieci, jak go stymulować itp.. Jak ktoś coś ma do polecenia to poproszę
20dc
Istnieje pozytywna zazdrość? Byc moze wmawiam to sobie. Wydaje mi sie ze w tej chwili to przezywam.
Kolezanka z pracy wrocila po dlugim weekekendzie do pracy i opowiadala o dzieciach-swoim i brata. Rozplywalysmy sie nad zdjeciami. I szczerze mysle ze to bardzo fajna rodzinka. Wesola, radosna i szczesliwa rodzina. Tez chce taka, tez chce rozpieszczac dziecko, chodzic z nim na jarmark, robic wspolnie babeczki...
I już wiem dlaczego tak kiepsko Filipek sypia w nocy,a ja razem z nim...choróbsko się do nas przyplatalo.A właściwie to Córcia nam je sprzedała razem z buziakami i przytulaniem się do nas
Malemu cieknie z nosa jak z kranu, tak samo jak mnie...ból głowy mi mało nie rozsadzi.Dostal wczoraj ibuprofen, chciałam zadziałać przeciwzapalnie i dzięki temu przespał 3,5h ciurkiem,a potem 2x po 1,5h. Także szukam jakiegoś terminu do lekarza.
Biedne Maleństwo.Starsze ma tyle sprawdzianów w szkole,wiec że nawet w domu nie mogę jej zostawić,bo na przyszly tydzien są już zapowiedziane kolejne :'( straszna ta szkoła...
Dziewczyny! Myslalam że nic bo ta owulka kiepska cykle sie mieszają i nie wytrzymalam zrobilam test no kreska testowa blada nie wiem czy sie cieszyc a gin przyjmuje od środy.... Zwariuje z tej niepewności
Przeprowadziliśmy Małemu próbę alergiczną - z mleka "bez mleka" przestawiliśmy go na starego, dobrego nana. Katarzy jak wściekły, trochę pokasłuje i kiepsko przez to śpi. Wracamy na bebilon pepti. Chciałam na nutramigen, ale jest tak obrzydliwy, że szkoda mi dziecka. Dodatkowo dorzuciłam inhalacje i czekamy na poprawę. Szczepienie znowu się odwlecze.
Synek dostał też w weekend marchewkę. Niestety słoiczkową, bo na BLW się nie nadaje bo nie siedzi. Pierwszego dnia krzywił się okropnie, drugiego zjadł ze dwie-trzy łyżeczki z ochotą
Dziś kontynuujemy. Czekam tylko aż przyjadą nowe łyżeczki. Zamówiłam Spuni, zapłaciłam majątek i mam nadzieję, że podpasują Małemu 
Kupiliśmy już prezenty gwiazdkowe dla Synka - zestaw anglojęzycznych książeczek z Ulicy Sezamkowej, szczeniaczka-uczniaczka i huśtawkę kubełkową. Miałam go nie rozpuszczać, ale nie umiem się powstrzymać
Dodatkowo od rodziny Mały dostanie hulę-kulę (wiem, robimy sobie krzywdę...
), książeczki i zabawki do kąpieli 
A z wiaderka przeszliśmy na wanienkę Stokke, duża i się składa, a Małemu się podoba, bo tak fajnie się w niej chlapie 
Kocham tego mojego Synka 
***
do poczytania 
http://www.psychologiawygladu.pl/2015/10/mozg-dziecka-nie-radzi-sobie-bez-miosci.html?spref=fb&m=1&fbclid=IwAR3Dvb4qMekTiXrA_lhEt1rxnfTtOzwMcJ1n23TErPz7u4qDZLuvf536ESg
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 listopada 2018, 10:17
28t1d
Lekarz na NFZ już drugi raz upiera się, że Adaś jest dziewczynką. Maciek nie ma wiary, a ja już zgłupiałam. Pozostało czekać na dwie prywatne wizyty u dwóch różnych specjalistów. Oni ogłoszą werdykt. Ważył w piątek około 1100g.
4 grudnia - lekarz prywatny
5 grudnia - specjalista prenatalny
9 grudnia - lekarz NFZ
Alleluja. Spalismy dzis do 8.15. Emil grzeczny, ma właśnie druga drzemeczke a ja pomagam mamie przy obiedzie. Chyba serio to Fenistil w duzej dawce tak go nakrecal. Innymi slowy: nacpalam dzieciaka... Koment Gozika u Jeżyka mnie zainspirowal do zapytania Was: malujecie sie na codzien? Bo ja to kocmoluch...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.