Dziś 34 dc. Od kilku dni mam mega doła bo wiem że owulacji nie było. Byłam wkurzona że tyle dni zmarnowanych, że cykl bezowulacyjny, że strata czasu. Więc wybrałam się dziś do ginekologa żeby zapisał coś na wywołanie okresu. A tam.... PĘCHERZYK OWULACYJNY 19mm więc na dniach owulacja 
Bardzo się cieszę
))
No i jeszcze owulacyjny pozytywny jak nigdy
)
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 listopada 2018, 13:58
Wybiła godzina zero
TP.
Nadal jesteśmy w dwupaku. Z patologii mnie pogonili, mam czekać na skurcze w domu, ufff
i chyba wykrakali, bo coś tam nieśmiało, z krzyża, powoli rusza... Oby nabierało na sile (oczywiście nie za mocno
), a nie wyciszyło jak wczoraj... Jeżeli dotrwam jutro jeszcze wizyta u mojej kochanej pani doktor + ktg. Jestem ciekawa czego się dowiem 
Moja pewność siebie kompletnie uleciała, chcę mieć to już za sobą i się boję. Nie wiem co mnie czeka, nie wiem jak poradzę sobie w szpitalu po porodzie (nienawidzę szpitali, po Zośce mam traumę). Mąż obstawia, że Emilka urodzi się jutro- równo 2 lata po naszym Aniołku. Gdyby tak faktycznie się stało, byłoby to spięcie w klamrę tych wszystkich emocji ostatnich lat...
Nawał śluzu kremowo-wodnistego się utrzymuje. Temperatura w dalszym ciągu trzyma poziom (ale poprzednio też tak było - dopiero 13/14dpo był zaliczony spadek).
Pojawił się dyskomfort piersi - a to mnie zapiecze, a tu mnie pociągnie, a tu poczułam wrażliwy sutek przy ubieraniu stanika z lekka ciężkością...
Mdłości??? uczucie guli w gardle jakby na wymioty ale lekko (nie czuje się normalnie) - po wypiciu kawy jakby kopnęło mnie w żołądek
Szyjka dzisiaj tak wysoko, że nie mogłam sprawdzić otwartości. Mam wrażenie że jest wygięta w stronę kręgosłupa. Ogólnie bardzo ciasno tam na dole.
Ale jestem pesymistyczna. Mimo wykresu, mimo objawów... jakoś nie ciągnie mnie to testowania
boje się rozczarowania
![]()
21 tydzień (20t 3d)
My już po badaniach połówkowych. Gdyby nie to, że moja ginka naprawdę dopieszcza nas na każdej wizycie pod względem usg itp., to czułabym niedosyt. Wizyta trwała 15 min, pani doktor bardzo miła, mówiła co i jak, ale dość zdawkowo. Takie uroki badań na nfz. Niemniej jednak wszystko jest w porządku. Mała waży już 423 g i wg pomiarów ciąża jest 6 dni starsza, niż wg daty zapłodnienia. Mały gigant nam rośnie
Biorąc pod uwagę, że małż przy narodzinach ważył 5,5 kg, to wcale bym się nie zdziwiła, jakby córunia nie była wiele mniejsza. Co ciekawe, brzuch mam jednak dość mały.
Ogólnie czuję się dobrze, objawy infekcji ustąpiły. Pewnie przy kolejnej wizycie powtórzę wymaz, żeby zobaczyć, czy cholerstwo się gdzieś nie zachomikowało.
Zrobiliśmy sobie ostatnio wypad do Berlina, obkupiłam się w primarku, bo już większość spodni jest dla mnie za ciasnych. Ileż tam było cudowności dla bobasów. Ale jeszcze nie kupuję, jakoś tak mam poczucie, że jeszcze za wcześnie. Pewnie za 2 miesiące wybierzemy się znowu i wtedy poszaleję
.
Minęło tyle czasu od ostatniego wpisu. Był to czas "odwyku" od starań... wyluzowania i zaprzestanie wiecznego myślenia czy ten cykl będzie szczęśliwy, itp....
W sierpniu nie podeszliśmy do IUI ponieważ owulacja wystąpiła akurat wtedy kiedy byłam na delegacji. Poza tym podjęliśmy z lekarzem decyzję, że jednak najpierw usuwamy polip szyjkowy. W międzyczasie był 2-tygodniowy urlop na Bałkanach i potem plan na zabieg wycięcia polipa. Na początku października poleciałam na delegację do Madrytu. W trakcie wyjazdu prowadziłam z lekarzem wymianę smsów na temat planów zabiegu. Wszystko uzgodniliśmy i miałam zgłosić się do szpitala 19 października - tydzień po spodziewanej miesiączce, która miała przyjść 12 października... ale nie przyszła. Wytłumaczyłam sobie to oczywiście wyjazdem,lotem, zmianą otoczenia itd. Przecież żadnych objawów nie miałam. No może, jak teraz na to wszystko popatrzę, to łyk hiszpańskiego wina spowodował takie rumieńce na twarzy jakich jeszcze nie miałam. Ale to też sobie wytłumaczyłam ciepłą pogodą.
Do domu wracałam 13 wieczorem z przygodami. Najpierw nie mogli odczytać kodu paskowego na karcie pokładowej, potem jeden z pasażerów się awanturował i zawrócili nas z pasa startowego do bramki. Efekt: 2 godzinne opóźnienie i moja wściekłość.
Miesiączki nadal nie było, a ja się martwiłam, że się opóźnia i nie zdąży się zakończyć przed zabiegiem. Tylko Mo K wierzył, że ona prędko się nie pojawi i test będzie pozytywny.
I miał rację... o 23 wieczorem zrobiłam test i ... dwie kreski. K biegał do całodobowej apteki po drugi test bo ten pierwszy od pół roku leżał w lodówce.
Drugi test - dwie tłuste, piękne krechy 
Udało się!!!!!!!
Udało się w cyklu, w którym zupełnie odpuściliśmy. Jednak psychika ma ogromne znaczenie!!!
Wyruszyliśmy na fioletową stronę mocy 13 października, w 10 cyklu monitorowanym na ovu 
Bardzo, bardzo szczęśliwi!!!!
Dawno mnie tu nie było, miesiąc minął szybko i intensywnie, dużo pracy, praca nad dieta proplodnosciowa. Nadzieję na ten miesiac były duże, choć starałam się o tym nie myśleć, ale wyszło jak zawsze, czyli jedno wielkie nic. W takim razie podnosimy koronę i zasuwa y dalej. Musi być dobrze, musi.
Waga: 9350 wzrost 75 cm
27dc/ 11 cs
Zgodnie z harmonogramem byłam dziś na becie. Strasznie się denerwowałam tym badaniem. Zazwyczaj nie mogłam się doczekać kiedy będę mogła się zbadać a teraz te dni do badania tak szybko uciekały i pojawił się strach. Już nie chcę chodzić na te badania zwłaszcza kiedy najczęstszy wynik to tak jak dziś <1,20.
Nie wybucham płaczem ani nic z tych rzeczy. Jest mi przykro bo wiadomo cały czas się staramy i dalej będziemy. Oby starczyło sił.
Ostatnio ciężkie dni, co rusz ktoś w ciąży. A ja? Wracamy z M do domu od znajomych którzy mają dziecko i co robimy? Bawimy się z psem. Czy już zawsze będzie tak wyglądać nasza rodzina? My dwójka i pies? Mój jest dobrej myśli. Mówi, że wierzy że kiedyś urodzę nam nasze dziecko. I ja też mam taką nadzieję. Ale znów się nie udało.
Święta za pasem! A ja coraz bardziej ich nie lubię. To już nawet nie chodzi o to, że będą pytania kiedy dzieci. Bo z tym sobie radzę. Nie są w stanie mnie już zranić (tak bardzo). Po prostu ja sama czuję się pusta. Była już ta iskierka, która uleciała.
A może w tym roku nas spotka bożonarodzeniowy cud?...
11 DC
6 IUI za nami, podano 16 mln gości najlepszej jakości. Ale co za jaja dzisiaj były... Hahaha ! H zawsze robi swoje na miejscu w klinice, bo mamy 50 km drogi tam. Robi to w toalecie, bo brzydzi go ten specjalny pokoj do oddawania nasienia. No to dzisiaj tak jak zawsze chciał do toalety, tylko że tym razem mielismy iui na 12, zawsze mamy na rano. Bylo bardzo duzo ludzi w calym szpitalu. H wszedl do toalety po pani, ktora zrobila tam kupe... hahahaha ... Ledwo dał radę chłopak ! I tak ostatni raz iui za nami. W srode spotkanie o in vitro !
Nie mam weny dziś pisać, więc wrzucam zdjęcia córci - stan na 3,5 miesiąca.
<foto usunięte>
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 grudnia 2018, 09:06
Wróciłam. Pozbierałam się. Płakałam tylko 2 razy. Mężusia wyciągnęłam z czarnej rozpaczy. Teraz jest na etapie zwykłej rozpaczy. Sama siedzę w pancerzu bojowym i uzbrajam się po zęby do walki z wrogiem. Poddam się tylko, gdy spróbuję wszystkiego. W obliczu wroga zachowuję spokój i działam. Póki działam - jest ok. Opracowaliśmy plan działania. Niektóre elementy wdrożyliśmy w życie.
Szczegóły:
Naprolekarz dopiero dziś, po 4.przypomnieniu, odezwał się do mnie. W poniedziałek wysłałam mu maila z wynikami. Cisza. W czwartek dzwoniłam, pisałam smsa - cisza. Dziś dorwałam go na Whatsappie - odpisał, że zaproponuje Mężusiowi 3-miesięczną kurację i trzeba będzie zrobić badania z krwi i konsultację urologiczną. Cóż przez ten tydzień zdążyliśmy naprawdę dużo zrobić.
USG zwykłe wyszło prawidłowo. USG Dopller wyszło prawidłowo. Wyniki kolejnych badań Mężusia:
FSH 8,7 jednostek (norma 1,5 - 12,4 jednostek)
LH 4,97 jednostek (norma 1,7 - 8,6 jednostek)
Prolaktyna 11,858 jednostek (norma 4,60 - 21,40 jednostek)
Testosteron 2,78 jednostek (norma 2,49 - 8,36 jednostek)
Estradiol 30,26 jednostek (norma 25,80 - 60,70 jednostek)
chlamydia IgM 1,3 jednostek (poniżej 9 jednostek - nieobecne)
chlamydia IgG poniżej 5 jednostek (poniżej 9 jednostek - nieobecne)
Czekamy na wyniki mycoplasmy, ureaplasmy, przeciwciał przeciwplemnikowych oraz posiewy tlenowy i beztlenowy. W tym tygodniu Mężuś śmiga do rodzinnego po skierowanie na azf, ctfr i kariotyp. Umówił nas dziś do Kliniki Leczenia na 25 stycznia 2019 roku.
W międzyczasie kolejne moje wyniki. Robione w 22 dniu cyklu.
Z morfologii poniżej normy wyszły mi:
leukocyty 3,75 (norma 4,00 - 10)
hematokryt 35,8 (36,0 - 46,0)
reszta:
IgE 28,20 jednostek (norma 0 - 100)
anty TG 1,15 jednostek (norma 0 - 4,10)
anty TPO 0,51 jednostek (norma 0 - 5,61)
witamina D3 46,4 (poziom wystarczający 30 - 50) - menda z tej witaminy, bo od czerwca ją przyjmuję w coraz większych dawkach, najpierw było 1000 jednostek dziennie, po miesiącu 2000 jednostek dziennie, potem 4000 jednostek dziennie, a od listopada 5500 jednostek dziennie i ona śmie być jedynie na poziomie wystarczającym!
witamina b12 394 jednostek (wartości prawidłowe 180 - 914)
estradiol 119,16 (norma 21 - 312)
progesteron 12,50 (norma 1,2 - 15.9)
homocysteina 5,70 (norma poniżej 12)
żelazo 94,4 (norma 23 - 175)
IgA 250,67 (norma 70 - 400)
Zamierzam jeszcze w kolejnym cyklu powtórzyć progesteron i estradiol. Zrobię badanie ogólne moczu, OGTT 3 punktowe, insulinę na czczo i po spożyciu, prolaktynę.
Napisałam do Ovufriend, przysługuje nam darmowa wizyta koncultacyjna w Invicta. Chcemy skorzystać, zobaczyć, czy nam pasuje czy nie. Ale to jak będziemy mieć komplet badań.
Opracowałam dietę - ale nie taką - czego nie jeść, ale właśnie co jeść. Ok, ja wiem, że jeśli to będą bakterie, albo genetyka, to dietą, suplementami, zmianą stylu życia nie pomogę w 100%, ale uważam, że teraz jak nigdy dotąd liczy się zmasowany atak i totalny wstrząs dla organizmu i jego postawienie na nogi. Dlatego też doszło dużo suplementów (nie tylko fertilman plus zalecony przez lekarza, ale też samodzielnie kwasy omega 3, wit. c, wit. e, glutation, koenzym q10, l-karnityna, l-arginina, kwasy ALA, kwas foliowy metylowany). Jeśli chodzi o fajne porównanie suplementów to wklejam link:
http://badanie-nasienia.pl/tag/leczenie/
Być może części z Was znany. A i szukaliśmy jeszcze Pre Conceive, ale wszędzie był wyprzedany. Dlatego tydzień (dosłownie: w pracy wszystko leży, bo się tym zajmowałam, w domu syf, a i chodziłam niewyspana, bo przeczesywałam internet) zeszło mi na ułożeniu suplementacji. A i tak pewnie będzie się zmieniać.
Do tego Mężuś poszedł na refleksologię. Po pierwszym zabiegu przyszedł zachwycony, okazało się, że nie funkcjonuje u niego jelito grube, żołądek i był bardzo zaskoczony, bo nic nie mówił rehabilitantce, ale po naciśnięciu jednego punktu zawył z bólu i zapytał co to - odpowiedź: jądro. Tadam. Dlatego teraz ma też wybrać serię zabiegów refleksologicznych. Od razu kobieta mu powiedziała, że ma zmienić nawyki żywieniowe - do tego stopnia się zaangażował, że po wizycie, poszliśmy kupić blender, gdyż na kolacje ma jeść zupy, najlepiej - kremy. I od razu w sobotę robił warzywną zupę krem na kolację. W niedzielę pasta z awokado, groszku i brokułów. Do tego napar z siemienia lnianego na czczo i dużo jabłek. Regularność w jedzeniu.
Kupiłam nam herbaty wyrównujące nasze doshe (to ajurweda) - dla mnie vata, dla Mężusia Kapha. 1 dziennie, żeby działać kompleksowo.
Kupił dodatkowe pary bielizny. I tak w większości miał bawełnę, ale żeby na pewno mieć taką luźną. Po domu - dresy lub krótkie spodenki bez bielizny. Wysiłek fizyczny - nie kiedy się zachce, ale codziennie po 15-30 minut: rowerek lub wioślarz.
Żel chłodzący na fotel: nie kupiliśmy plastrów z mentolem, ale taki właśnie kompres chłodzący. Siedzimy oglądamy film - pod elektrownią żelik, jeździ na rowerze (stacjonarnym) żelik, w podróży długiej (czyli 2 razy w tygodniu) - żelik na fotelu.
W grę weszły także adaptogeny. Ale to musimy jeszcze przeanalizować, bo mamy ashwagandę - ona jest do rozpuszczenia w wodzie i wypicia. Nieznośna w smaku. Mamy też ekstrakt z kilku adaptogenów - Czarodziej. Tyle, że to jest na spirycie. Ma tego przyjmować 3 razy po 15 kropli. Obliczyliśmy, że to będzie około 30 ml wódki. Codziennie. Ten pomysł więc jest w trakcie analizy.
Do przemyślenia jest także zastosowanie pycnogenolu - wyciągu z kory sosnowej. Wspomaga ona działanie l-argininy, aminokwasu niezbędnego plemnikom na koncentrację i ruchliwość.
Do tego maca - 6 kapsułek dziennie. I pyłek pszczeli. A także oleje - różne, rzepakowy, oliwa z oliwek, lniany, rokitnikowy (ma właściwości adaptogenne).
I jeszcze wstawiam adres strony, która w pracy działa mi po angielsku, a na kompie w domu po polsku: bardzo fajne artykuły o suplementach, w jaki sposób i na co konkretnie działają w spermie (koncentracja, ruchliwość, czy budowa), poparty wynikami badań i źródłami tych badań. Nawet jak to nie były badania kliniczne, na próbie np. 1000 osób, to uważam, że strona budzi zaufanie i jest bardziej rzetelna niż niektóre dostępne.
https://plodnosc.net/
W międzyczasie dziś przyszła fr@nca. A temperatura nie spadła. I przyszły do mnie również testy owulacyjne ClearBlue. Staram się nie karmić nadzieją, że pstryknę palcami i będzie dziecko, ale traktuję to jako maksymalizowanie szans.
Poza tym, dotarło do mnie jedzenie medyczne, na przytycie. Niedobre jak nie wiem. Do codziennej diety dodałam 1 pojemnik tego jedzenia. Waga z dzisiejszego poranka 56,10 kg.
Nasz plan w skrócie (rozpisany również na planszach i wiszący w domu):
Operacja: TRUSKAWKA
Cel krótkotrwały: POZNAĆ WROGA
Cel długotrwały: ŁUCJA, LILKA, EDEK LUB/I MAKSYMILIAN
Zasady: WSPÓŁPRACA, REGULARNOŚĆ, UPÓR --> MOTYWACJA DO WALKI, WIARA W WYGRANĄ, WYMAGAJ OD SIEBIE, NIE PODDAWAJ SIĘ, POSTARAJ SIĘ NIE KŁÓCIĆ --> ZBĘDNA PRZESZKODA
Metody: SUPLEMENTY, DIETA, SPORT, TLEN, BIELIZNA, REFLEKSOLOGIA, ADAPTOGENY, AJURWEDA, TERAPIA CZASZKOWO - KRZYŻOWA, AKUPUNKTURA, POZYTYWNE MYŚLENIE, KLINIKA LECZENIA NIEPŁODNOŚCI, JOGA, MANTRY, MEDYTACJA, AROMATERAPIA.
No i małe podsumowanie:
Walka z niepłodnością jest jak składanie prześcieradła z gumką. Każdy ma swój sposób dopasowany do swoich możliwości oraz swojej szafy. Ważne jest to, żeby prześcieradło z gumką dobrze leżało w szafie. Raczej nie wpadnie do mnie Perfekcyjna mnie okrzyczeć. Dlatego teraz wszystkie ręce na pokład i walczymy. Wspieramy odporność, podnosimy wydolność i odporność organizmu, uczymy się radzić sobie ze stresem i wspomagamy na wszelkie możliwe sposoby.
Uściski dla Wszystkich! 
No tak mama przyleciała do mnie poznać wnuczkę A ja dopiero jak wylądowała zaczęłam mieć skurcze. 16 sierpnia o godzinie 23 poczułam pierwszy. Delikatny. Muśnięcie. Ale już został ze mną. Nie dopuściły cała noc ale spałam spokojnie bo nie bolało prawie wcale.
Na drugi dzień zjadłam śniadanie i dopiero o 9 przyznałam się mojemu M i mamie że w sumie to już się zaczęło.
Rozkrecilo się bardzo mocno po ciepłym prysznicu. Na tyle mocno że o 12 byłam już w szpitalu . Ale że skurcze krzyżowe nic nie dadzą bez rozwarcia dostałam rozkaz " masz 2 h chodzić w koło szpitala " . Pierwszą godzinę było OK ale przy drugiej mama musiał mnie łapać przy skurczu . Aż się nogi uginaly.
Na salę wspólną wzięli mnie z 5 cm rozwarciem.
Dostałam tam póki nie zaczęłam rzygać. To znaczy że się zaczęło.
Dostałam swoją salę. Taką ładną, kolorową z muzyką i przede wszystkim wanną- bo poród chciałam w wodzie.
Ale moje oczekiwania bardzo szybko zostały zniwelowane. Krew . Zamiast moczu - sama krew.
Więc ogólna panika nastąpiła. Zostałam położona do zwykłego łóżka w szarej sali i jedyne co usłyszałam wyrok " nerki nie pracują " . Nie wiadomo dlaczego i kiedy. Po prostu odmówiły pracy.
Więc ze skurczami krzyżowymi przy których nie mogłam leżeć zostałam przybita do wyra bo oni mnie muszą badać ... I co chwilę rozwarcie, masaż i w końcu przebicie wód. Było koło 23. Ale reszta później... czas nakarmić dziecko 
Scielam wlosy!!! I zrobilam sobie rzesy.. stwierdzialm, ze zamiast zadreczac sie kolejna @, poprawie sobie nastroj..Wypilam 3 piwka, objadlam sie obrzydliwie kalorycznym ciachem..I wiecie co? pomoglo:)
Ale od jutra powrot do rzeczywistosci, zrobie sobie morderczy trening nog i brzucha.. bo w 2 fazie cyklu zawsze oszczedzam te partie. Wiec musze nadrobic :)Poki co jestem w pracy I musze dotrwqac do 6.. sen mnie lamie, ale jakos trzeba wytrzymac..
Jestem na 6 dniu Nowenny Pompejanskiej.. martwilam sie, ze zajmuje duzo czasu i ze nie dam rady.. a jednak jest ok. podzielilam sobie poszczegolne czesci na pory dnia i z duza przyjemnoscia sie modle.. wierze,ze mi Matka Boska pomoze.. lzej mi z ta mysla..
30 tc
No i 3 z przodu 
Waga nadal plus 15 kg...
Leżę chora od paru dni. W nocy przez kaszel prawie nie śpię
W czwartek do lekarza jak mi nie przedzie pewnie da mi coś mocnego.
Mam tez dętyste w czwartek ale jak mi nie przejdzie to przełożę. Nie będę nam na dentystę chyrlać...
Malutka przewraca się całe dnie 
Czas już mi sie dłuży
W czwartek pojechaliśmy zrobić badania. Mój mąż dawno się tak nie denerwował. Zarówno o wynik swojego badania jak i przebieg mojego. Wynik badania nasienia bardzo dobry.
A teraz o HSG... naczytałam się w internecie że to takie bolesne badanie, o znieczuleniach miejscowych, że jechałam z dusza na ramieniu. Przed badaniem, lekarz opowiedział mi dokładnie na czym polega badanie i zanim zdążyłam zapytać uprzedził mnie to nie jest jakieś straszne badanie, okey nie jest to nic przyjemnego ( ale która kobieta lubi wizyty u ginekologa?!) ale jeżeli przeprowadzi je kompetentny ginekolog to bez obaw. I tak tez było, lekki stres i nie przyjemnie przez pierwsze minuty, ale po badaniu było wszystko okey.
Wynik - wszystko super
Przyszły ostatnie wyniki posiewu z szyjki macicy i tez zdrowa jestem.
W sobotę kolejna wizyta - stymulacja hormonalna
W ubiegły czwartek byłam również u mojego Endokrynologa, wyniki dobre, nawet bardzo
Kontynuujemy Letrox 75 ( pół tabletki), mam przyjmować witaminę D, za pół roku kontrola.
Badania TSH i profilaktycznie USG tarczycy
Powinnam się cieszyć ale będę jak zacznę miesiączkować i owulować ...
chciałam coś napisać... ale mam tak parszywy nastrój że sama ze sobą nie wytrzymam.
Okazuje się że nasze marzenie o domku dalej pozostanie marzeniem
po tylu tyg oczekiwania bank dał nam negatywną odpowiedź. W zeszłą seodę była babka i zapewniała że damy radę...niestety w piątek także negat.... próbujemy jeszcze do dwóch.... jesli sie nie uda to rezygnujemy
serce mi pekło bo ja mam takie pieprzone coś ze wiem ze to jest to czego pragnełam i to samo tyczy sie twgo domu. Ale głową muru nie rozwale... pojedziemy do dew i albo jeszcze mu wpłacimy kasę i zrobimy umowę do tych pieniędzy dp banku albo... nas pogoni.... bo to miało trwać max 2 miechy a 20 grudnia bedzie pół roku
czasami mam ochotę pojsć i sprzedać nerkę żeby tylko kupić ten dom.
Sami już nie wiemy co mamy zrobić...mamy jeszcze dwa banki ale pewnie będzie to samo ;( strasznie sie czuję. Mam wrażenie,że nas zrownali z ziemią pokazali nam że mamy siedzieć na dupie i sie nie wychylać 
4 dc nowego cyklu.
To już 5? Straciłam rachubę, musiałabym wejść w poprzednie wykresy. Za każdym razem, gdy biorę tabletkę na stymulację czuję ucisk w żołądku jak przed wejściem na egzamin. Tak bardzo bym chciała, by tym razem się udało, że nie wiem jak zniosę porażkę. Jakoś zniosę, to pewne, nie skoczę z mostu do Wisły, ale boję się samego tego uczucia.
Odkryłam stronkę o nazwie akademiaplodnosci.pl, dziewczyny przedstawiają tam bardzo fajne i łatwe do wykonania diety wspomagające płodność, nie tylko kobiet. Wdrożyłam te przepisy tydzień temu i zrezygnowałam z kilku rzeczy, których po miesiącu wstrzemięźliwości znowu zaczęłam nadużywać (np. codziennie paczka chipsów do serialu). Pojechałam na zakupy, kupiłam dosłownie wszystko z listy i póki co jedzenia starczy, choć przy kasie się przeżegnałam. O dziwo nie są to wyszukane, nie wiadomo jakie i skąd produkty. Zwyczajne, do kupienia w każdym większym markecie.
Czasami ochota na słodkie jest ogromna, staram się wtedy piec własne ciasta, ciasteczka, czy jak wczoraj czekoladowe babeczki, bo wiem co się tam znajduje. Z rzeczy niedozwolonych tylko cukier (kako naturalne, bez dodatków). Cukier zastępuję erytrolem, który jest tylko 1/4 mniej słodszy niż normalny cukier ale jego indeks glikemiczny wynosi równe 0! Co prawda, kiedyś zrobiłam naleśniki i mocno dało się w nich wyczuć sól, czyli jednak więcej powinnam dodać tego zdrowego cukru. Teraz zapobiegawczo modyfikuję i gdy np. mam dodać szklankę cukru 3/4 jest erytrolu lub ksylitolu, a reszta cukru normalnego.
To co mnie motywuje do działania pod rady dziewczyn z Akademii Płodności to przede wszystkich rezultaty jakie odniosły w trakcie swojej pracy. Wiele kobiet, które starały się po 2-4 lata i dłużej po miesiącu lub kilku miesiącach diety zachodziły w ciążę. Poprawiały się ich wyniki, nawet AMH. Lubują się też w PCOS, co akurat dla mnie jest mega ważne. Dziewczyny, które nie miały owulacji, niekiedy nawet po stymulacji, po czasie wysyłają zdjęcia USG z pęcherzykiem. Jest to naprawdę motywujące, a dieta nie jest wymysłem tylko zdrowym sposobem odżywiania, jaki powinien stosować każdy człowiek. Późną z nią zaczęłam, ale mam nadzieję, że uda się w tym miesiącu coś uzyskać nie tylko dzięki lekom ale i jedzeniu.
Autorki diety opowiadały jak zgłaszały się do nich żony, które chcą do diety namówić również mężów. Ale z nimi, wiadomo, idzie czasem bardzo opornie, bo z wielu rzeczy nie zamierzają zrezygnować. Poszli w takim razie na kompromis i pewnych rzeczy nie wyeliminowali, a pewne wprowadzili i po dwóch miesiącach udało się.
Wobec siebie nie chcę stosować kompromisów, jestem na to zbyt zdesperowana
Tak bardzo bym chciała w grudniu poinformować rodzinę i ciąży. Założyłam sobie czas do końca roku, w tym okresie było wiele wpadek. Mimo wszystko nie tracę nadziei.
Z nowych suplementów:
- chrom
- cynk
- mieszanka przeciwzapalna z przepisu Akademii Płodności (kurkuma, pieprz, olej)
- cynamon
- imbir, najczęściej mielony
Czuję się dobrze, mam dużo energii. Co było dziwne, w tym miesiącu przed okresem ani jednego objawu zwiastującego, nie mówiąc o PMS. Miesiąc w tył wykorzystałam chyba całą paletę łącznie z mdłościami i brakiem apetytu. Przed tym szczęśliwym cyklem zakończonym pęcherzykiem też nie miałam żadnych objawów. Doszukuję się wszelkich możliwych znaków, a co będzie to będzie...
35dc a ja wyczuwam owulację. Ciągnie mnie noga a test owulacyjny nadal pozytywny ale już trochę mniej. Podejrzewam ze wczoraj był wyrzut LH.
Ten cykl jest magiczny:)
Przedwczoraj pierwszy raz śniło mi się że zobaczyłam dwie kreski. Dodatkowo od 27 dni odmawiam Nowennę Pompejańska i akurat dziś czyli w dzień owulacji kończę część błagalną. Od jutra już dziękczynna. Czy to przypadek? Może ktoś powie, że zbieg okoliczności ale dla mnie ta opóźniona o prawie 20 dni owulacja to mały cud,, który pozwala mi jeszcze bardziej ufać Bogu.
WTOREK
zaczyna się plamienie... także jutro czy pojutrze zaczniemy 18 cykl?
dobrze, że urlop od niedzieli, odpocznę i jakoś przeboleję kolejną porażkę. Wbrew pozorom strasznie ciesze się na myśl o tym urlopie i nie myślę tak bardzo o tym, że znów prawdopodobnie się nie udało 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.