Nieco wywołana do tablicy przez LenaAnna
opowiem Wam jak to ze mną było
Usiądźcie wygodnie, zróbcie sobie herbatę/kawę bo opowieść będzie długa 
Wyszłam za mąż ponad 4 lata temu, Mąż nie chciał dziecka tak od razu, więc przez 2 lata brałam tabletki antykoncepcyjne. Po dwóch latach, gdy kolega z pracy powiedział, że będzie ojcem, w moim mężu obudził się instynkt rodzicielski
. Powiedział, że odstawiamy tabletki i będziemy się starać o Maleństwo. Nieco przygasiłam jego entuzjazm, po odstawieniu tabletek chciałam chwilę poczekać, żeby organizm mi się uspokoił.
Tak więc w kwietniu 2016 odstawiłam tabletki, a pod koniec lipca 2016 w 1 cyklu starań zaszłam w ciążę. Nasza radość trwała do 8.09.16, wtedy lekarze rozkładali już ręce i stwierdzili puste jajo płodowe... Z uwagi że była to końcówka 8 tygodnia, zapadła decyzja o zabiegu łyżeczkowania, który odbył się 09.09.16.
Po zabiegu krwawiłam jakiś tydzień, jak w czasie normalnego okresu. W połowie cyklu byłam tak naprawdę już zagojona, wygojona i wszystko było dobrze.
Zielone światło dostaliśmy w listopadzie 2016r i niestety od tamtej pory nie udawało się NIC. Wiedziałam kiedy mam owulację, wiedziałam kiedy powinniśmy się starać, ale pomimo to miesiączka przychodziła co miesiąc...
Od września 2017 zrezygnowaliśmy z mojego lekarza w Wołominie, bo nie mógł już nam pomóc i przenieśliśmy się do Kliniki Bocian w Warszawie. Kazali nam starać się naturalnie, żeby był pełen rok. Staraliśmy się o wiele dłużej.
Miałam robione wszystkie badania, Mąż również - badania nasienia, fragmentacja DNA, kariotypy, hormony, drożność jajowodów, różyczki, hivy i inne. I wszystko było idealnie, ale ciąży nadal nie było 
W maju i czerwcu br mieliśmy inseminacje, które pomimo że były w idealnym momencie nie dawały rezultatu
.
Postanowiłam odciąć się od Bociana i przeniosłam się do lekarza poleconego mi przez znajomych, dr Wojewódzkiego. Na szczęście przyjmuje prywatnie w Ząbkach więc miałam blisko, zarówno z pracy jak i z domu. Jestem pod jego opieką od lipca tego roku. I to był strzał w 10!. To był pierwszy lekarz, który mocno zastanowił się nad przyczyną naszych niepowodzeń. Stymulował moje owulacje przez 3 cykle i monitorował mnie. Zastanawiały go moje plamienia, które pojawiały się nawet na 7 dni przed terminem miesiączki, pomimo wysokiego progesteronu, miałam je przez dwa lata.
Doradził mi abym zrobiła histeroskopię, bo po łyżeczkowaniach czasami robią się zrosty, które mogą być niewidoczne na USG.
Zabieg miałam przeprowadzony na początku października w klinice Bocian w Białymstoku (wybrałam tą klinikę ze względu na koszty, jak również na jej renomę). I bach! Znaleźli u mnie sporą bliznę na dnie macicy, zapewne powstałą po łyżeczkowaniu, nacięli mi ją, zrobili dodatkowo scratching endometrium i drożność jajowodów.
Mieliśmy starać się w tym samym cyklu, ale niestety nie monitorowałam się po zabiegu i zrobił mi się torbiel
.
Ten nasz szczęśliwy cykl rozpoczęłam 17 listopada
. Od 2 do 6 dnia cyklu brałam Lamettę, później monitoring i w 14 dniu cyklu zastrzyk z Ovitrelle. W 18 dniu cyklu poszłam sprawdzić czy pęcherzyk pękł, pękły nawet dwa
. Zaczęłam brać Duphaston na ewentualną wspomogę fazy lutealnej 2x1 tabletkę dziennie, według zalecenia - aż do terminu miesiączki.
Inaczej zaczęłam czuć się już w sobotę, podczas
czułam, że z piersiami jest coś nie tak, sutki mnie bolały. Na początku myślałam, że to może Mąż za bardzo się wczuł w rolę. Ale ból narastał z każdym dniem. Doszedł do tego metaliczny smak w ustach, chwilowe bóle brzucha, mega zmęczenie i problemy ze snem. Przestała mi smakować moja ulubiona owocowa herbata i zaczął mi bardzo przeszkadzać dym papierosowy.
No i oczywiście brak miesiączki w spodziewanym terminie. Miałam dość długą fazę lutealną - 16 dni więc czekałam, że może okres się pojawi. Myślałam, że te wszystkie objawy i brak okresu są spowodowane braniem Duphastonu.
Wczoraj pojechałam na betę, bo nie chciałam sama odstawiać Duphastonu, a nie wierzę testom ciążowym
.
Powiem Wam, że gdy dostałam wyniki to byłam przekonana, że znów zobaczę 0,4 czyli nieciążowe. Zrobiłam dodatkowo wskaźniki tarczycowe, moja mama ma problemy z tarczycą więc ja też staram się ją kontrolować co jakiś czas.
Nawet nie wyobrażacie sobie mojej miny, gdy zobaczyłam 1183!
Byłam w pracy, więc nie mogłam okazać emocji. Byłabym rewelacyjną aktorką, w środku cała latałam, ale twarz miałam kamienną
.
Od razu wpadłam w panikę, bo przecież Duphaston mi się kończył. Zwolniłam się chwilę z pracy i pojechałam do Ząbek. Doktor pogratulował, wyściskał i potwierdził 5 tydzień ciąży
.
Na USG było widać malutki pęcherzyk, 1 szukę
. Dostałam leki i kategoryczny zakaz stresu 
Za dwa tygodnie mamy kolejną wizytę, na której powinno być już serduszko
. Jestem pełna pozytywnych przeczuć

19dc
Od wczoraj mam urlop z czego jestem niezwykle zadowolona. Odpoczywam, sprzatam, robie zakupy bez kolejek do kas, zapakowalam ostatnie prezenty swiateczne.
Kolejna staraczka przeszla na fioletowa strone mocy..Zazdro 100, jaki cudowny prezent przyszli rodzice otrzymali!!!
Korci mnie zeby zrobic test z rana w Wigilie- bedzie to 22dc i 12dni po ovitrelle przy cyklach 24dniowych. Myslicie ze to za wczesnie na testowanie?
Temperatura wysoka jak na mnie bo az 36.78 z rana, dawno takiej nie mialam.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 grudnia 2018, 12:18
42dc, 3 procedura IVF, 7dpt
Dzisiaj teoretycznie powinno się kończyć zagnieżdżanie. Czy ja mówiłam, że nie będę mierzyć temperatury, bo tylko mnie to stresuje i mam dość? Hmmmm. No więc kobieta zmienną jest, a kobieta szprycowana końską dawką hormonów tym bardziej! Oczywiście sytuacja w której zmiana decyzji przynosi oczekiwany efekt usprawiedliwia ją w mojej głowie już całkowicie;) Rano jeszcze się trzymałam, ale po 12 termometr poszedł w ruch. Wcześniej większość poranka czytałam, wygrzewając się pod ciepłą zimową kołdrą, tak, że aż nie mogłam chwilami pod nią wytrzymać. To każe zakładać delikatny (??) wzrost temperatury. Zebrane pranie i chodzenie po mieszkaniu chwilę przed zamierzeniem również. Pora? Też opóźniona o 6h wobec poniedziałkowych pomiarów, ale co tam! Najważniejsze że wyszło 37,2 st. C!
Chwilowo wypieram wszelkie racjonalne argumenty przeciwko i kurczowo zamierzam się trzymać zafałszowanych faktów;) Za jakieś pół godziny leżenia wykonam ponowny pomiar.
W ndz kończymy 33tyg.
Noce od paru dni są lepsze, to chyba za sprawą maści na zęby, bo będąc u lekarza (poszłam z Małym z myślą,ze może lekarz mi coś podpowie w sprawie tych koszmaaarnych nocy-jakies badania moczu, etc) dowiedziałam się,ze idą nam dolne dwójki (już je widać,ale się jeszcze nie wyrzely) plus górne trójki (rozpulchnione dziąsła). Jak tak dalej pójdzie,to zanim Filipek skończy rok będzie miał całą klawiaturę 
Pani doktor zważyła naszego dużego Człowieczka i (o zgrozo! ) waży 11,2kg...nie wiem jak mój kręgosłup dalej to zniesie,bo ledwo rano zrywam się z łóżka do niego.
Także maść na zębiska pomaga.Ale niestety z racji choroby panującej w domu (Córcia ból uszu, katar i chrypka, Filipek mega katar, ja mega chrypka,ktora męczy mnie już 3tydzien) noce i tak są dla niego ciężkie,bo budzi się po 3h z zatkanym noskiem.Dzis pierwszy dzień widzę lekka poprawę i chyba za sprawą inhalacji glut mu nie cieknie jak z kranu.
Aaa no i dziś mnie Dziecię nasze mało nie przyprawilo o zawał serca...Scielac łóżko,zobaczylam jak sam stanął podciagajac się w łóżeczku ! Także z środkowego poziomu przenosimy się na samiutki dół...nie wiem jak ja go będę w nocy odkładała,chyba sobie nowy kręgosłup wstawię...
A oprócz tego,ze stajemy dosłownie przy wszystkim czego można się złapać,to zaczęliśmy raczkować
na początku śmiałam się z Mężem,ze Mały "ryje niczym mały dziczek" -glowa w dół i na czworaka jazda przed siebie
ale teraz podnosi juz główkę.Tyle zmian...a niczego przy nim nie można zrobić,bo jest strasznie absorbujacy-nie można go z oka spuścić,bo jak oddale się na chwilę,to raczkuje za mną,albo szuka czegoś przy czym móc to się podciągnąć 
Z jedzeniem bez zmian-wszystko co ma grudki jest "be" i trzeba wypluc,najlepsze są owoce i kaszki.Zupek, obiadkow jeść nie chce i zaciska usta...Takze jedzenie obiadów to czas,kiedy mama musi się wykazać mega kreatywnością i najlepiej klaskać uszami,by Dziecko usta otworzyło 
Śmieszny jest,bo jak widzi tylko łyżeczkę,to zaciska zęby.Jak mu posmaruje owocami usteczka,on je oblize, spróbuje i zaraz otwiera je do jedzenia
strasznie jest nieufny,bo przecież nie daj Boże dadza mu obiadek
Moze to wina tych dziasel podraznionych.Sama nie wiem.
Idą Święta i zastanawiam się jak ja je przeżyje u Teściow...W tym roku obiecałam sobie, że jak Teść znowu zacznie robić mi jakieś przytyki,to po prostu mu w końcu coś odpowiem, przestanę patrzeć czy coś wypada czy nie. W pracy radziłam sobie z samymi facetami (byłam rodzynkiem), to i z nim sobie poradzę...Amen.
I korzystając z okazji chcę Wam drogie Dziewczyny złożyć wszystkiego najlepszego z okazji zbliżających się Świąt i by ten nadchodzący Rok był jeszcze lepszy od aktualnego - spelnienia wszystkich marzeń
!!!
Wczoraj odebrałam wyniki- beta 118,1
Przyjęłam to spokojnie, ale oczywiście z wielką radością. Teraz zostaje się modlić, aby dzidzia rosła zdrowo.
Wiem, że są tutaj dziewczyny, który starają się o dzidzię wiele lat, a ja miałam to szczęście, że udało się za pierwszym razem. Nie wiem, dlaczego tak w życiu jest, że jedni mają łatwiej,a inni ciężej... Życzę każdej z Was, aby Wam się udało- Trzymam mocno kciuki i będę pamiętać o Was w modlitwie.
Chciałam jeszcze napisać, że jeżeli są tutaj dziewczyny, które myślą o adopcji, a nie są jeszcze przekonane. To ja Was proszę abyście to przemyślały, nie pisałam tego wcześniej, ale ja byłam adoptowana, wspaniali ludzie, odmienili moje życie, wszyłam na ludzi, skonczyłam studia, poznałam wspaniałego mężczyznę, z którym teraz mogę dzielić swoje życie. Wiem z własnego doświadczenia, że rodziców adopcyjnych brakuje
. Mam nadzieję, że my z mężem też za kilka lat odmienimy życie małej, bądź dużej istotki
Pozdrawiam Was.
Wiedzieliśmy z narzeczonym, że na pewno będziemy chcieli mieć dzieci w przyszłości, ale na razie planowaliśmy ślub, remont mieszkania, ja chciałam znaleźć lepsza pracę. W sierpniu zaszłam w nieplanowaną ciążę. Zrobiłam 3 testy ciążowe dzień przed moimi 25 urodzinami. Byliśmy w takim szoku, że następnego dnia poszłam zrobić badanie beta-hcg, aby wszystko potwierdzić. Byliśmy jednocześnie w takiej ekscytacji i strachu, że od razu powiedzieliśmy rodzicom i znajomym. Okazało się że moje dwie bliskie koleżanki również są w ciąży. Jakoś poczułam się dzięki temu bezpieczniej w nowej rzeczywistości. Od razu umówiłam się na wizytę do ginekologa. Pani doktor uprzedzała mnie, że dla kobiet z nieregularnym cyklem, 4-5 tydz ciąży może być za wcześnie żeby cokolwiek zobaczyć na badaniu USG. Parę dni przed wizytą moja znajoma poroniła w 6 tyg ciąży. Okropna wiadomość. Miała być to ich druga ciąża, o którą starali się już parę cykli. O pierwszą córeczkę, teraz 2 letnią, również starali się kilka miesięcy. Zaczęłam się martwić, czy na pewno u mnie jest wszystko dobrze. Ciąża trafiła nam się przypadkowo i styl życia jaki prowadziliśmy z narzeczonym nie należał do najzdrowszych. Obawy wzrosły po wizycie u ginekologa. Nie było widać pęcherzyka, jednak ciąża została potwierdzona. Doktor zaczęła tłumaczyć, że u kobiet z dłuższym cyklem ciąża może być znacznie młodsza niż przypuszczamy. Przejrzala moje wyniki krwi i zaleciła zrobić w ciągu trzech dni ponowne badanie beta-hcg, aby wykluczyć ciąze pozamaciczną. Ginekolog miała iść teraz na swój urlop, ale zaproponowała mi, żebym wysłała jej swoje wyniki SMS-em do sprawdzenia. Narzeczony pocieszał mnie ze wszystko będzie dobrze, ale po tej wizycie zaczęłam czuć, że coś musi być nie tak. Poczytałam oczywiście o ciąży pozamacicznej. Pierwszy raz spotkałam się z tym terminem, bo skąd wcześniej mogłam o nim wiedzieć? Edukacji seksulanej w Polsce nie ma, a w rodzinie lub wśród znajomych mówiło się tylko, że ktoś poronił. Szybko jednak wykluczyłam to u siebie, ponieważ nie miałam silnych bólów podbrzusza ani plamień. Czasem zabolał mnie trochę brzuch, ale nie było to uciążliwe. Zaczęłam również przeglądać w internecie pościele dla dzieci, łóżeczka, wózki. Narzeczony już się wszystkim pochwali, że musi się zabrać za remont małego pokoju dla przyszłego lokatora. Po wysłaniu ostatniego wyniku beta-hcg do mojej ginekolog, dostałam od niej szybki telefon, że bardzo jej przykro, ale podejrzewa u mnie ciążę pozamaciczną, charakterystyczny, nieznaczny przyrost beta-hcg na to wskazywał i brak pęcherzyka. Powiedziała że jest teraz na urlopie i nie jest w stanie mnie przyjąć dziś w gabinecie i dla mojego bezpieczeństwa prosi, abym udała się do najbliższego SOR-u z moimi wynikami... Osłupiałam, dlaczego ja? Jak to jest możliwe? Przecież u mnie w rodzinie nikt nie miał czegoś takiego. Dlaczego zawsze ja? Wzięłam prysznic, żeby trochę o przytomnieć. Mechanicznie spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i narzeczony zawiózł mnie do szpitala..
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 kwietnia 2022, 17:40
Byłam w ciąży dwa razy, żadnego z moich dzieci nigdy nie będę mogła trzymać w ramionach. Za każdym razem 8 dni po owulacji wiedziałam, że jestem w ciąży jeszcze przed zrobieniem testu i nie ma to żadnego związku z intuicją, czuję to fizycznie, zmieniają się piersi, brzuch się napina inaczej niż na okres. Kiedy w ostatnim cyklu lekarz powiedział, że powstały torbiele krwotoczne na jajnikach i nie było owulacji (owulka miała być z dwóch jajników, na obydwóch powstały torbiele krwotoczne), było mi smutno ale pomyślałam, ze może nawet lepiej ponieważ krwawiłam cały czas. Wieczorem jednak zaczęłam się czuć ciążowo, pomyślałam że fiksuje, ale na wszelki wypadek zrobiłam rano test. Oczywiście był pozytywny, beta z krwi 345. Lekarz nastraszył mnie ciąża poza maciczną, z nerwów myślałam, że oszaleje.. długo nie czekałam ciąża obumarła.. A teraz zachodzę w głowę, czy to nie przez stres, że może gdybym nie zrobiła tego cholernego testu to byłoby wszystko ok i znowu rosło by we mnie życie. Nigdy się nie dowiem..
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 września 2019, 10:14
Kochane.
Ponieważ planuję zniknac na Święta, juz teraz zycze Wam samych cudownosci i magii wsrod najblizszych. U nas choinki w tym roku nie ma bo wyjezdzamy na cale Swieta, ale pozostajemy w duchu 
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/90cee3545f45.jpg
Ciąża zakończona 21 grudnia 2018
Dzisiaj ostatni dzień luteiny ale ciekawi mnie jak to teraz będzie bo krwawienie jest (co prawda nie tak jak zwykle bo mnie "nie zalewa" ale jest ciągle). Jak to teraz liczyć czy to już jest moja @ czy po prostu krwawienie? A jeszcze teraz święta i kompletny brak miejsc u gina - na szczęście jesteśmy w kontakcie telefonicznym. Czekamy co to będzie dalej.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 grudnia 2018, 18:22
Nie chce mi się jechać na święta. Nie widzę w nich nic przyjemnego. Na pewno trafię na małe dzieci, a próbuje ich unikać od 2 miesięcy.
Lekarz powiedział, że już wszystko się zagoiło po operacji i możemy się starać. Ale ja już po prostu nie chcę. Po trzech latach starań mam już tego dość. Po prostu zostane sama. Już nawet z mężem śpimy w oddzielnych pokojach. To jest efekt naszych starań. W ogóle nie rozumiem zamysłu istnienia na świecie. Po co to wszystko?
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 grudnia 2018, 19:13
Nieważne czy rok minął, dzień, miesiąc a może lata ?
Gdy odszedł ktoś ... na zawsze...
tracisz cząstkę świata...
I cząstkę samej siebie, bo żyjesz już inaczej.
Choć wstajesz codziennie rano
Choć śmiejesz się czy płaczesz....
Świat wygląda tak samo, choć tyle się zmieniło...
Nic już się nie powtórzy...
Nie będzie tak jak było...
Cóż więc zostało nam dzisiaj?
Wspomnienia.... ten czas....te chwile...
To dużo, a może niewiele ?
aż tyle? czy tylko tyle...?
1 dc. Czyli dalej w Klubie Nie-Długo-Zafasolkowanych. Bo przecież to niedługo się stanie? Prawda? Prawda. Wczoraj byłam w Casto. Akurat przeszłam się przez dział z oświetleniem i, jak niektórzy zatrzymują się przy ciuszkach, ja zatrzymałam się przy żyrandolach do pokoi dziecięcych. I pomyślałam sobie, że będziemy mieć trudny wybór (póki co wynajmujemy mieszkanie, więc ten teges, ale Strzeżonego Pan Bóg Strzeże) i że czeka nas to już niedługo.
Dzisiejszy dzień nie był zbyt udany. Zaczął się pięknie - stwierdziłam, że nie boli mnie ząb i to będzie dobry dzień. W 1/3 drogi do pracy (dojeżdżam jakieś 30 km) samochód odmówił posłuszeństwa. Skrzynia biegów nie chciała współpracować. Została na luzie i nic nie wskakiwało. Udało mi się zjechać na pobocze, po chwili Panowie z pomarańczowego samochodu "Pomoc Techniczna" zepchnęli mnie bardziej na pobocze. Pierwszy raz ustawiałam trójkąt ostrzegawczy. Mężuś znalazł mi lawetę, a ja wydzwoniłam mechanika. Pierwszy raz wjeżdżałam na lawetę, w sumie to byłam wciągana, ale kołami musiałam nakierować na te szyny. Ehh. Potem zejście z lawety. W spódnicy. Na szczęście spódnica elastyczna. Musiałam z tej lawety skakać, nie było jak sensownie zejść.
Teraz mechanik dzwonił i powiedział, że poszło sprzęgło i dwumasa. Koszt około 2.500 zł. Póki co auto stoi u mechanika. Trudno.
W pracy: pracuję w sądzie. Jest to istotne dla dalszej części opowieści. Pracownicy sądów od 2 tygodni protestują. Ja nie protestuję, bo mam wydatki, a poza tym, liczyłam, że jak przez ostatnie 2 tygodnie popracuję w pocie czoła, to przyszły czwartek i piątek dostanę wolne, żeby móc swobodnie pobyć Żoną dla Mężusia, czyt. zjeść razem śniadanie, obiad, kolację, porozmawiać, posiedzieć razem, poczytać gazety razem (polecam: dwie różne gazety, a najciekawsze fragmenty na głos). A ten ciul zakichany, zwany moim szefem (specjalnie małą literą, nie zasłużył na wielką!!!!) stwierdził, że czwartek mogę, ale piątek nie. Bo on nie dopuści do zapaści sądu. Wcześniej sam zachęcał do protestu. Ciulasty ciul. Tłumaczę, że będę w sylwestra, że Mężuś na co dzień daleko, że to jedna z niewielu szans na pobycie razem, że samochód rozklekotany, więc tym bardziej mi się przyda, bo nie mam alternatyw dla dojazdu samochodem. Gówno. Gówno. A Mężuś od początku mówił "Bierz L4" (zawsze możliwe przy moim schorzeniu) głupia ja, ostatni raz. Ostateczny ostatenieńki ostatni raz.
Potem zrobił Wigilię służbową i wszystkim życzył wszystkiego najlepszego, wszyscy oczywiście tak samo odpowiadali. Poza mną. Życzyłam mu jak najwięcej powodów do zadowolenia z pracowników i jak najmniej powodów do trosk. Zdziwko było. Po rozejściu się do swoich pokoi, złożyłam moim pracownicom życzenia. Chyba wyszło, bo się popłakały ze wzruszenia. Z takim mini zespołem gramy do końca świata i jeden dzień dłużej! Hasło naczelne: Dobrze, że jesteś.
Trzecia wizyta u naproinstruktorki. Druga indywidualna. Byłam sama, bo Mężuś stwierdził, że będzie się przebijał przez stolicę jutro, a nie dziś, gdy prawdopodobnie cała Warszawa wyjeżdża do siebie na Święta 
Powiedziała, że śluz typu 4 czy 2 nie jest objawem choroby. 2W jest objawem infekcji czy stanu zapalnego. Ona nie słyszała o tym, żeby śluz 4 był objawem nietolerancji pokarmowej.
Widząc mój cykl stwierdziła, że mam mało śluzu (dla mnie żadna nowość).
Wyliczyła mi wskaźnik śluzu, w skrócie MCS. U mnie wyszło 3,00. Czyli słabo. Oznacza to suchy cykl. Czyli za mało estrogenów, tak przynajmniej piszą w książce. Zwiększyła mi dawkę wit. b6, do 450 mg dziennie przez cały cykl. Do tej pory brałam około 180 mg.
Cykle ze wskaźnikiem od 5,00 - 9,00 to cykle z ograniczonym śluzem, a prawidłowe cykle od 9,00 wzwyż. Ale nie wnikałam, jak to się liczy. Zresztą powiedziała, że robi to instruktor.
No i trzeba zaznaczać długość fazy popeakowej, u mnie wyszło 13 dni, stwierdziła, że jest ok.
Zezwoliła też na współżycie, ale póki co jesteśmy na antybiotyku więc i tak nie możemy. Jest ciężko. Baaaaardzo ciężko. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że my weekendowo, to te weekendy kiedy nie mogliśmy, były pod względem powstrzymywania się dramatyczne.
Dzisiejsze spotkanie nawet zachęciło mnie do przychodzenia następnym razem. Choć denerwujące jest odpowiadanie na te same pytania, ale z drugiej strony wytłumaczyła, dlaczego z jej punktu widzenia, to jest istotne.
Na karcie, mimo że się nie zapisuje, zapisałam sobie wynik testu owulacyjnego, start Klabaxu, start probiotyku i zapisuję temperatury. I stwierdziła, że dla niej jest to w porządku i mogę sobie zapisywać.
Drogi Klubie Zafasolkowanych!
Życzę Wam Opatrzności Bożej na czas ciąży, spokojnej, nudnej, zdrowej ciąży, cieszenia się z mówienia Rodzinie, cieszenia się wyborem imion, ubranek, kolejnymi wizytami u lekarzy, a nawet cieszenia się z mdłości i spuchniętych stóp, poza tym zdrowia i szczęścia w Waszych Życiach
Uściski również dla Partnerów, Narzeczonych, Chłopaków, Mężusiów
również od mojego Mężusia.
Drogi Klubie Wkrótce-Zafasolkowanych! (wyjątkowo ekskluzywny klub
)
Życzę Nam Opatrzności Bożej na czas starań, obyśmy szybko spełniły swoje marzenia i dołączyły do Helenki, Kaliji i innych Szczęściar, oby nasze zdrowie i zdrowie naszych partnerów szło ku lepszemu, obyśmy nie traciły Życia podczas starań, bo poza staraniami, musimy znaleźć dla siebie chwilę na cokolwiek innego, żebyśmy potrafiły znaleźć to Cokolwiek Innego, obyśmy miały wytrwałość wobec wścibskich pytań, spojrzeń, obyśmy miały cierpliwość wobec ciulastych ciuli, których każdy z nas spotyka na swojej drodze (oni muszą ze sobą wytrzymać dużo więcej i dużo dłużej), obyśmy również dbały o naszych partnerów, nasze związki, by one miały się dobrze i się nie rozpadły, gdzieś między jednym a drugim staraniem, i choć każda z nas wolałaby być w tym pierwszym klubie, to życzę nam niezachwianej wiary w to, że wkrótce tam dołączymy i będziemy mogły czerpać wiedzę od doświadczonych o walce z mdłościami, nieuprzejmością w autobusie, kolejce w przychodni, kremach na rozstępy, one to przetestują, żebyśmy my tego nie musiały robić. Uściski również dla Partnerów, Narzeczonych, Chłopaków, Mężusiów
również od mojego Mężusia.
Te 3 ostatnie lata były oczekiwaniem na dziecko, które miało nam przynieść szczęście. Ale okazały się najgorszym ojresem w moim życiu. To dziecko, którego nie ma przyniosło nam tylko smutek, ból i cierpienie. Ja już nie chce dziecka. Chcę się od tego odciąć, tylko że jest to trudne, gdy przez 3 ostatnie lata nie było dnia, abym nie myślała o dziecku, którego nie ma. Ciągle traciłam tylko czas na bafania, czytaniu artykułów o niepłodności. Zdecydowałam się na operacje, która nic nie dała poza bólem. Chyba nie tak powinno wyglądać zakładanie rodziny. Ja już nie chce dziecka. Zbyt wiele mnie ono kosztowało do tej pory.
Także dostałam jednak @.. Trudno, kolejny cykl może zaryzykuje z Ovitrelle i Clo bo mam przy sobie. Zawsze zastrzyk mi wypada w 15dc. Nie mam tu możliwości monitoringu niestety.. Zobaczymy..
No wiec pisze z tel bo moje dziecko to ostatnio cycowisielec. Dzis w nocy jadla od 2 do 3:40. nie odłożę jej bo ryk
na leżąco też nie zje bo ryk wiec na siedzaco powegetowałam. jak z noworodkiem. ostatnio odmowila butli z moim pokarmem gdy byla cale popoludnie z moja mamą. dobrze, ze akurat wrocilam i dalam jej pierś.
W tym tygodniu czuje sie troche jak kupa, bo:
- moje dziecko wstawalo o 4-5. wesołe. wyspane. uhahane. jest ciemno, ptaki nie ćwierkaja a ona tak wstaje.
-mam tsh 0,02 a dolna morma to 0,27. zmiana dawki lekow i w styczniu badania wykluczajace gravesa-basedowa.
Od lutego zaczynam prace 1 dzien w tygodniu.troche hardcore ale mam pewien plan 
Wesolych Swiat Dziewczyny 
Jestem tu
nadal nie mogę uwierzyć
. Niby przespałam się z tym, ale chyba jeszcze nie do końca to do mnie dociera
.
Mąż przez pół nocy przytulał mnie i trzymał rękę na moim brzuchu
.
Muszę przyznać, że dzisiejszy dzień dosadnie mi pokazał, że jestem w ciąży
. Niby jutro teoretycznie zaczynam dopiero 6 tydzien, ale już mam mega nudności. Rano wzięłam chłodny prysznic i trochę przeszło, ale potem wróciły, gdy byłam w pracy.
Groszek
wybrał idealny moment na pojawienie się w naszym życiu
. Mam wolne do 01.01.19 włącznie, więc jeżeli będę się źle czuć to będę w domu i w każdym momencie będę mogła się położyć.
Zdecydowaliśmy z Mężem, że jak wrócimy do pracy po urlopie to powiemy kierownikowi o ciąży. Wolę żeby wiedział, że coś się dzieje, bo takich mdłości będzie pewnie coraz więcej.
Wiem, że to dziwne, ale ja naprawdę cieszę się, że mam objawy
. Przy pustym jaju płodowym tylko urósł mi biust, nie było nudności, wymiotów ani bólu brodawek. To że mam dolegliwości znaczy, że Groszek się rozwija
.
Jutro rano jadę na powtórkę bety i progesteronu. Sprawdzę przyrost. Za tydzień pojadę do laboratorium zrobić badania zlecone przez lekarza.
Będzie dobrze
mocno w to wierzę 
Dzis lepiej. Bo wczoraj sterydem wysmarowany.
Plan mam. Chce wyluzowac. Zwolnic. Cieszyc się chwila. Synkiem, mezem. Nie chce przejmowac sie pierdolami. Po raz kolejny to planuje... Ale teraz się uda. Zaczelam terapie. Troche to potrwa ale poki co mam czas. Po świętach przeprowadzka. Kolejny bodziec by zaczac od nowa. Synek rosnie, uczy sie. To cudowne. Kazdy jego usmiech jest cudowny. Chce złagodzić azs zeby nie przeszkadzal nam w codziennym funkcjonowaniu. Będzie ok...ot takie postanowienie przednoworoczne.
PIĄTEK
piąteczek piątunio i święta 
mam wolne od dzisiaj
dostałam ochrzan od męża, że... nie prowadzę wykresu, nie mierze temperatury, nie spisuję objawów i nie robię testów owulacyjnych i jak on się mnie coś pyta to ja nic nie wiem i jestem nieprzygotowana!
no ale jak mam nie myśleć o staraniach skoro mam ciągle monitorować sytuację, przecież to jest samonakręcanie się!!!
to dostałam odpowiedź, że mam się nie nakręcać tylko spisywać objawy tak jakbym płaciła rachunki - czyli bez emocji
OH YEAH. Cudowna rada
ten to potrafi 
tak więc... odpuściłam na dwa miesiące, byliśmy na wakacjach, odpoczęłam zrelaksowałam się... i... i tak nic z tego nie będzie. Czuję to. A pięknym potwierdzeniem jest moja temperatura, którą zaczynam na nowo mierzyć - dzisiaj. gdzieś koło 5 dni po owu (prawdopodobnie) wynosi 36,5. Także tego... muszę pogadać z moją doktor po nowym roku, co ona myśli o tych temperaturach. Nie wyglądają dobrze. Czyżby jakaś niedomoga lutealna? Ostatnio nawet pojawiają mi się plamienia przed @. Na dzień, dwa dni przed. Prog zawsze wysoko, a ciąży dalej nie ma. No i potworny ból piersi własnie w tym czasie. Nie da się ich dotknąć (kiedyś tez tak miałam, potem kilka lat spokoju i znowu teraz powraca, wtf? to dobrze czy źle?). NIe powiem, z jednej strony mi to przeszkadza, bo nawet ciężko stanik nosić a z drugiej się cieszę... bo w tym okresie są wtedy takie duże B 
Dziewczyny nie wiem czy tu będę jeszcze przed świętami, bo czeka mnie kuuuupa roboty, tak więc życzę Wam wszystkim Zdrowych, Spokojnych i Radosnych Świąt Bożego Narodzenia, a w nowym Roku szczęśliwych cykli staraniowych. Każdej z nas się w końcu uda, a będzie to wtedy jeden z piękniejszych dni w naszym życiu, zobaczycie! I dziewczyny... nie zapominajmy o tym co jest w życiu najważniejsze! To, że mamy drugą osobę, z którą możemy dzielić nasze smutki i mnożyć radości - myślę, że to jest właśnie taki okres, kiedy warto sobie o tym przypomnieć. Wesołych!

Wczoraj nie moglam spac. Myslalam o "dobrej zmianie" w moim zyciu... Noc jak zwykle z pobudka co chwila. A na dobre wstalismy przed 5... Pierwszy raz taka akcja. Obudzil sie, ja go do cycka zeby go uspic a on ryk, ze nie. Ze juz nie chce spac. Mąż oczywiście "usypiajmy go" ale godzina usypiania, by pospal znow 15min?wiec go wzielam i zaczelismy dzien... Maz poszedl w kime. Taaa... No i teraz Em ma juz pierwsza drzemke, jako ze od 2h byl na nogach. A ja... Ledwo zyje, ale pije kawe i gotuje owsianke. Makijaz juz nalozylam haha chociaz na takim niewyspanym ryjku nic nigdy nie będzie dobrze wyglądać. Musze tez pakowac manatki, bo powoli sie przeprowadzamy...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.