48dc, 3 procedura IVF, 13dpt

Plamienie ustało, ale cóż to... Zrobiłam sikacza... Wściekła biel obok wściekle różowej kreski kontrolnej... Nie idę na betę. Nie potrafię się pogodzić z utratą ostatniej szansy na dziecko z naszych komórek, które byłoby cząstką każdego z nas:(( Daję sobie i im jeszcze jeden dzień. Może to plamienie w 12dpt to była mega późna implantacja???:( Sama ledwo w to wierzę, ale w takiej sytuacji człowiek trzyma się wszystkiego... Zatem do jutra...


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2018, 06:51

No i po kolejnej kontroli. Nastąpiła trochę wcześniej, bo baliśmy się o Małego. Jakieś 2 tygodnie temu zachorowałam, pojawiła się lekka gorączka, która znikła po jednym paracetamolu (czyli trwała pół dnia), oraz katar i kaszel. Uznałam to za zwykłe przeziębienie, ale rodzinny dla pewności mnie na test wysłał. No i test okazał się pozytywny, to był koronawirus. Z objawami całkowicie nietypowymi. Ani smaku, ani węchu nie straciłam, temperatura minęła szybciej niż się pojawiła, no i ten olbrzymi katar. Na szczęście z Małym wszystko w porządku, no i na USG lekarz potwierdził, że będzie syn :)

Przed nami za niecałe 2 tygodnie badania połówkowe :) Ogólnie, czuję się dobrze. Jedyne co mi teraz dokucza to uczucie ciągnięcia i rozciągania brzucha, no ale to normalne. TSH też mi trochę bardziej podskoczyło i przekroczyło minimalnie 2. Na razie zostaje na starej dawce leków, ale mam za miesiąc skontrolować ponownie i wtedy najwyżej dawkę zmienimy.

Moja rodzina, a raczej pewna jej część uważa że powinnam iść już na L4. Ta i co jeszcze. Czuje się bardzo dobrze, nic mi nie dokucza, a i prace mam łatwą i niezbyt męczącą fizycznie. No i jest jeszcze uczelnia. Jak pójdę na L4 to koniec z prowadzeniem zajęć. A one i tak są zdalnie, więc luz. Zwłaszcza, że w niedziele o 8 prowadzę laboratoria. Wystarczy wstać o 7:30 i spokojnie się wyrobię. Na początku trochę dziwnie się prowadziło zajęcia do monitora (większość studentów ma kamerki wyłączone, ciekawe dlaczego :P) ale jakoś się przyzwyczaiłam. No i mam pewność, że przynajmniej niektórzy chcą się czegoś nauczyć bo mi przerywają i mają dodatkowe pytania. Część pewnie się loguje a potem wycisza i idzie grać czy coś. Trudno, ich problem. No ale tak czy siak, nie widzę powodów do brania L4. Jak się będę gorzej czuła to na pewno pójdę, na razie jednak wole chodzić do pracy. Jedyne co to na protesty nie poszłam. Trochę się jednak obawiam. Covida mam już za sobą więc mi nie straszny, ale krzyczenie na mrozie pewnie by się zakończyło ponownym przeziębieniem. No i moja znajoma widziała, jak ostatnio obrońcy kościoła rzucili się na kilka kobiet. Protest wspieram całym sercem, ale niestety tym razem nie pójdę.

A i zaczęłam czuć pierwsze delikatne ruchy :) Takie jakby przelewanie w dole brzucha, albo jak ja to nazywam bąbelki czy muśnięcia. Śmieszne uczucie :)


Samopoczucie na dziś - w dalszym ciągu szczęśliwa :)

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 27 grudnia 2018, 09:12

Wrocilismy do domu po swietch. Bylo meczaco. Duzo ludzi, halas, Emil niespokojny, mial ataki 'szalu' ciezkie do wyciszenia, pierwszy raz go takiego widzialam. To byl typowy krzyk mowiacy 'mam dosc, zabierzcie mnie stad'. Maz mowi 'trzeba go oswajac z ludzmi'. Jasne. Ale tak duza dawka wrazen na raz przytloczyla go. I tesciowa co rusz upominajaca mnie, ze juz pora przejsc na butelke, bo 'on sie nie najada'. Nie sadze. Wrecz przeciwnie, przez te swiateczne nerwy w ogole nie mial apetytu i slabo ssal. I jeszcze smiesznie, bo byla siostra meza z 3miesiecznym dzieciakiem i jak tamten zaczynal poplakiwac to Emil od razu solidarnie tez haha. W ogole jaki rozrzut miedzy Emilem a jego mlodszym kuzynem. Cieko mi uwierzyc, ze 2,5 miesiace temu Emil tez byl taka kluska. A teraz cwaniaczy n kazdym kroku.

Teraz juz w domu, przeprowadzka trwa. Siedzimy na kartonach. Jutro tesc przyjezdza pomoc nam przenosic meble.
Dzis Em pierwszy raz przewrocil sie z brzuszka na plecki. Az sam sie zdziwil! Ekstra to bylo.

trillian Lepiej późno niż wcale 27 grudnia 2018, 09:20

Dziwny ten cykl..
Po 2 tygodniach byłam pewna, że ten gigantyczny stres spowodował bezowulacyjny.
10 grudnia byłam u gin na kontroli, ogólnie wszystko ok, ale na USg pęcherzyk trochę za mały był jak na ten etap cyklu.
Potem przyszedł potencjalny dzień owu i nie było żadnych oznak.
Pomyslałam, ze mam miesiąc w plecy.
A tymczasem 2 dni później zaczęło mnie kłuć w podbrzuszu, w ten znany sposób. testy owulacyjne wreszcie zrobiły się dodatnie, śluz się rozciągnął - i wreszcie temperatura skoczyła! I jest owu zaznaczona ciągłą kreską :)
Fakt, że dopiero w 22 dc, więc jajeczko mogło być za słabe.. ale wazne, że organizm sie nie poddał, tylko wyjajował :)
Świąt jakoś nie czuję w tym roku. Cały czas myślami w pracy byłam, stres się utrzymuje, nie podoba mi się to bardzo, bo widzę nawracające objawy depresji, coraz częściej, coraz mocniej.
A na powrót do entydepresantów nie mogę sobie teraz pozwolić. Bo to by oznaczało kolejny rok bez prób. I zrobiłoby się za późno już...
Pozostaje trzymać się mocno nadziei, że nam się uda - i wytrwam do końca ciąży bez leków.

Wszędzie teraz widzę maluszki albo kobiety w ciąży. Podświadomość działa..

Olga_89 Ponoć wiara czyni cuda... 27 grudnia 2018, 10:48

6dc
Święta, Święta i po... zleciały nawet ok, jedynie jak dzieliliśmy się opłatkiem z K to łezki nam pociekły, ale to była chwila.. z rodziną na kamerce się widzieliśmy, chociaż tyle i w sumie jedliśmy i leniuchowaliśmy caaaałe Święta :) i chyba tego nam trzeba było :) Nawet nikt nam nie życzył dziecka, wyobrazcie sobie :D

Jeśli chodzi o te inne sprawy to jest dziwnie.. @ miałam normalną, jak zawsze..no może trochę mniej bolesną i więcej plamień przed i po.. dzisiaj wstaję rano i mierzę temperaturę a tam 36,90.. gdzie w tym czasie powinna być duuużo niższa.. miałam jeden test w domu i zrobiłam.. przebija się coś.. ale wydaje mi się, że to wada fabryczna bardziej..dziewczyny na forum piszą, że za blisko kontrolnej.. no nic, jutro zrobię kolejny.. a może temp jutro będzie niższa już.. nie wiem sama..

36dc, 18dpt /5 tc+0d


Samopoczucie w porządku, troszkę mnie z boku piersi bola, ale to przeważnie wieczorem jak poloze się, no i bóle brzucha, czasami kłucie jajników.

Wczesniej mdlosci odczuwałam lekkie, plus lekka zgaga,teraz rzadziej , ale minelo może to ze wzgl ze jade na oparach , Lutinus się skonczyl iu duphaston wiec biore Luteine, ale dzisiaj mąż pojedzie przed 15 do lekarza po receptę, i od razu zada kilka pytan tj.

-kiedy pierwsze USG - napisałam kiedy był pierwszy dzień ostatniej miesiączki, tak żeby było już widać serduszko :D

-Czy lekarstwa Lutinus i duphaston jak wypisze mam brac w takich samych dawkach

-i czy mam zrobić jakies badania przed wizyta na USG :), aby nie jezdzic w ta i z powrotem zwłaszcza ze przed sylwestrem z doktorem się pewnie miniemy, bo kiedy on ma gabint otwarty przed południem to ja mam na rano, a kiedy ma popołudniu otwarty to i ja mam na popołudnie :/ .

Ale myślę, że lepiej może kilka dni później zajść niż stresować się czy serduszko bije, albo czemu nie bije... tfuuu wypluc , Oby mój / nasz bąbelek dobrze rósł :)

A może ktoś ma jeszcze jakiś pomysł jakie później dla lekarza zadać pytania ? :) no ale mysle, że lekarz sam powie co kiedy i gdzie :)

No i nie mam pojęcia czy krecic nosemw pracy - MAM FIZYCZNA PRACE I CALY DZIEN NA NOGACH, ze dopóki lekarz nie zrobi USG nie mogę nic dzwigac, - bo i nie zamierzam oczywiście, mam bóle itd... bo nie chce powiedzieć w pracy ze w ciąży jestem dopóki nie uslysze serduszka...
Rodzicom nie mówiliśmy a tym bardziej nie będę mówiła w pracy...



Mam byś na usg tak gdzie 7 stycznia... I będę brała Lutinus :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2018, 15:33

12dpt
Beta 357
Progesteron 21,7

Koniec testowania. Czekam na wizytę 04.11. Będzie ♥️?


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 listopada 2020, 09:00

Pinka. Piąty transfer 27 grudnia 2018, 11:34

1dc

Plamienie-okres jak w zegarku. Dziwi mnie jednak ta wysoka temperatura 36.78. Na poczatku cyklu mam zazwyczaj w granicach 36.3.
Teraz sie martwie czy zdazymy z in vitro w styczniu :(. Bo tak.. mam cykle 24dniowe. Na wyniki kariotypu czeka sie 25-35 dni (nie wiem czy robocze) wszystko zalezy od tego. Reszte badan zrobie w sobote to bedzie 3dc i z caly zestawem wynikow umowily sie do doktorka. Blagam niech te kariotypy beda szybciej. Najpozniej musialyby byc do 19 stycznia. Stymulacje rozpoczyna sie wraz z nowym cyklem.
Jesli nie zdazymy to ivf dopiero w lutym :(.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2018, 18:58

MamaCudeńka Budujemy rodzinę 27 grudnia 2018, 12:46

15 DC
nic nie wskazuje na to, że owulacja się pojawi ...

Kalija ja Tobie również życzę powodzenia w staraniach i ogólnie szczęścia :)

Są różne modele rodziny i ja tego nie neguję. Czy tytuł mojego pamiętnika jest kontrowersyjny? Widziałam tu już inne z podobnym, ale to nie istotne. Moja rodzina to mój mąż i córeczka. Wychowałam się w domu dziecka, mama nie żyje, ojca nie znam. Więc mam tylko lub aż ich. Tytuł mojego pamiętnika odnosi się do budowania rodziny dla mnie i dla moich dzieci aby nigdy nie czuły się samotne tak, jak ja kiedyś.

Święta były wyjątkowe, bo pierwsze w trójkę :) a obecnie jestem chora, dlatego nie nastawiam się, że ten cykl będzie owocny.

Święta tak szybko mijają. Ehhh nie lubię sprzątać gotować na święta, jakoś od kilku lat nie czuje tej atmosfery. Najchętniej bym gdzieś daleko wyjechała i odpoczęła.
W 1 dzień byliśmy u teściowej o matko jak się wynudziłem dobrze że komórka jest bo bym z nudów umarła. Tam nie ma co robić. A kobita każde tylko jeść.
Mój przez święta przytył 4 kg już waży 88 kg nazywam go oberixem. 10 kg przytył w ciągu 2 lat. Powiedziałam mu że za 3 lata 140 kg będzie miał.
W 2 dzień przyszła się trochę pogadaliśmy dzieciaki dorosłe to tylko smartfony. A dziś w robocie.
Sylwek w domu. Matko czuje się jak 80 letnia baba. Gdyby było z kim iść na Sylwka a tak nie ma z kim.
Za rok może pojadę do Zakopanego w okresie świątecznym. Trzeba coś robić by nie zwariować.
A nudy mnie zabijają. Mój to ma hobby tv a mi się to znudziło i co tu robić. Dobrze że jeszcze nam pracę bo bym do wariatkowo trafiła z nudiw. Książek nie chce mi się czytac., Miałam wziasf się za gimnastykke to mi się nie chce. Wielki nygus że mnie.
Mamie powiedziałam że po jej śmierci świat nie będę robić bo nie będzie dla kogo. Będę 3 dni leżeć w łóżku.

Marti... Goniąc czas 27 grudnia 2018, 14:22

kurde.. zrobilam dlugi wpis i pod koniec zrestartowal mi sie komputer :)


wrocilismy do domu dzien wczesniej niz planowalismy.

mielismy dosyc. pokoj niby oddzielny. 8m2.. zastawiony caly segmentem, szafa, stolikiem i weresalka. nawet jednej polki na rozpakowanie brak. z dzieckiem 100 kg bagazu, bo kazda pierdole trzeba zabrac... a po rozlozeniu wersalki miejsce tylko na karmiate dla meza. ja spalam na wersalce z Ola i psem, a P. na podlodze. oboje mamy do dzis bolace plecy.... niewygodnie nam tam bylo, ja w nocy zeby zrobic musialam uwazac zeby nie obudzic dziecka, nie zdeptrac psa, nie podeptac meza.... w ogole kiepsko bylo. dziadkowie niby wnuczki wyczekiwali, a to ile razy ja obudzili zbyt glosnym gadaniem, trzskaniem drzwiami itd... to nie zlicze. Ola przez to markotna i placzliwa... do tego przebodzcowana, bo glosno, bo zbyt jasno, bo zbyt tloczno... a wszyscy zachowywali sie jakby nigdy dzieci nie mieli. typoew podejscie chwalenia sie dzieckiem i nieszanowania jego potrzeb....

bylismy oboje zmeczeni. postanowilam, ze wracamy. a maz na to zareagowal jakbym swiat ocalila. ucieszyl sie. i dzieki temu dzis cieszymy sie soba, odpoczywamy po swietach, ladujemy baterie.....

niby narzekalam, ze nikt mi nie pomaga, ze jestem sama. ale chyba tak jest lepiej. Oli jest lepiej... widac jak sie rozwija, a nie stersuje... to ile razy musialam spedzic sama czas z nia w zamknietym pokoju, bo zbyt duzo dzialo sie w salonie, to wiem ja... jestem wykonczona psychicznie. w domu mam kilka miejsc gdzie moge ja odlozyc do zabawy. tam musialam prawe calyt czas ja nosic, bo czula sie zle zostawiona z tymi glosnymi ludzmi.....


cdn


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2018, 14:22

MamaCudeńka Budujemy rodzinę 28 grudnia 2018, 12:12

16 DC
nadal nic, już się pogodziłam z tym, że ten cykl to klapa

Nie nastawiaj się, jasne ... To niemożliwe. Przecież byłam tą szczęściarą, która ze starym termometrem pod poduszką i zerową wiedzą zaszła w pierwszym cyklu. Wychodzę na wariatko - maniaczkę ;) Wstyd mi przed Wami, bo wiem, że wiele z Was walczy o pierwsze maleństwo latami, przepraszam za to, że ze mnie taki samolub.

Wchodzę w fazę poczekamy, zobaczymy.

"Święta. Święta i po świętach "

28dc/12cs

Po pierwsze najważniejsza wiadomość. Dzisiejsza beta <1.20
Całe szczęście że nie kupowałam żadnego testu na święta i dopiero dziś pojechałam na krew. Mogłam spędzić święta w spokoju z nadzieją i wiarą że może już w brzuszku jest iskierka. Niestety znów nie wyszło. Mimo że wszystko zrobiliśmy jak trzeba. Staraliśmy się nawet więcej niż trzeba było. Tak dla pewności. Wszystkie leki brane jak w zegarku. Wszelkie czynności które mogły by zagrażać ewentualnemu zagniezdzeniu zminimalizowanie. Jedyne słuszne wytłumaczenie to takie że to nie był jeszcze nasz czas. Nawet nie chce mi się pisać o świętach które były naprawdę udane. I nawet nie czekam na następny cykl bo i tak nic z tego nie będzie bo mojego M nie będzie więc nawet nie będę brać leków na stymulacje. Może mój Bożonarodzeniowy cud będzie dopiero w przyszłym roku...

OF wyznaczyło mi owulację na wigilię... Serce oczywiście pogrążyło się w nadziei, ale bez szaleństw. Żadnego doszukiwania się objawów nie planuje, testować też nie zamierzam wcześniej niż termin @ +1. Wcześniej nigdy więcej (mam wrażenie że tym testem sukę wywołuję...)

Rok się kończy...Czas podsumowań, ale też czas postanowień.

To był dla mnie mega ciężki rok. Choroba mamy, moje poronienie, wypadek mojego faceta. Cały czas powtarzam, że to najgorszy rok w moim życiu, ale z drugiej strony, sporo mi dał. I co dalej? Bogatsza w wiedzę i doświadczenie - idę dalej... z nadzieją, że 2019 przyniesie mi upragnione dzieciątko. Wciąż wierzę w cuda... i Wy tez nie przestawajcie, tego Wam życzę!

A teraz? skupię się na sobie, na redukcji wagi, na poprawieniu zdrowia (fiz i psych). Zamierzam żyć i cieszyć się każdą chwilą, bo życie jest kruche, zbyt kruche. Chcę mieć więcej czasu na to, co lubię robić, chcę się uczyć nowych rzeczy. Chcę się zmieniać na lepsze. Dla siebie, dla niego, dla dziecka.

Święta, Święta i po Świętach jak to mówią :). Nie żeby coś, ale naprawdę cieszę się, że jest już po :D. Ciężko było udawać przed rodzinką, że nic się nie dzieje. Musiałam mocno zaciskać zęby, żeby się nie wygadać. Zwłaszcza jak Teść ze łzą w oku życzył mi Dzieciątka, bo wie, że to nasze największe marzenie <3.

Samopoczuciowo jest różnie, czasem jest oki, a czasem mocno średnio. Na razie nie wymiotuję, ale mam odruchy wymiotne, takie mocne szarpanie od żołądka. Myślę, że to kwestia czasu i wkrótce zaprzyjaźnię się z toaletą.

Dzisiaj z samego rana poleciałam do laboratorium zrobić badania zlecone przez doktora. Oczywiście, że nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam też Betę ;)

Wyniki:
Beta: 11829 <3 <3
Progesteron: 33,60
Morfologia: prawidłowa
Ogólne badanie moczu: prawidłowe
Glukoza na czczo: 90,5
WR: ujemny
HBS: ujemny

Mąż się ze mnie już powoli śmieje, bo gadam do brzucha :D, wiecie coś w stylu: "Dobranoc Groszku" albo stoję przed lodówką i mówię "No to co Groszku? Na co masz dzisiaj ochotę?".
Często też głaszczę się po brzuchu, w nocy jak się przebudzam to też za każdym razem rękę mam na dole brzucha :)
Chyba powoli zaczyna do mnie docierać <3 <3.

Za równy tydzień wizyta :) nie mogę się doczekać :)

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 27 grudnia 2018, 17:14

Jest najslodszy kiedy zasypia przy piersi... Niestety coraz rzadziej sie to zdarza. Kochany mleczny pyszczek.
P.S. Skora ma sie lepiej odkąd bezwzględnie pilnuje temperatury. Zimny chów i tyle. Przerazenie mnie ogarnelo, gdy w swieta u tesciow bylo z milion stopni. Ocieplony dom, CO na maxa i kominek... Aaa i kilkanascie osob w salonie. Na szczęście w sypialni udalo mi sie zrobic chlodnie.

Z moich obliczeń według tej "@" to już dzisiaj mam 9 dzień cyklu?? Czyli mogę powiedzieć że 8 dni brudzilam...

Kolejny cykl pójdzie na marne... Większość lekarzy do których mam zaufanie mogą przyjąć mnie dopiero po nowym roku,
No trudno tyle już czekam że to nie ma większego znaczenia. Wiem tylko że kiedyś napewno musi się udać
Siostry Dominikanki podniosły mnie na duchu- przysłały mi życzenia Bożonarodzeniowe. I ta wiadomość mnie teraz trzyma że i one się za nas modlą. Z Boża pomocą musi się kiedyś udać


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2018, 21:52

26 DC / 11 DPO
Hej :) witam sie po swiatecznie. U nas kupa bałaganu bo rodzina z dziecmi jest ciagle. Ale jest wesolo ;)
U nas ok. W torebce mam kupiony test coiazowy. Zobaczymy co pokaze.w pon robie... Nie czuje sie ani na ciaze ani na @ ale juz kupilam to zrobie.
Bartus sam juz stoi. :)

A teraz napiszę coś najfajniejszego.

Odstawiłam sterydy w marcu. Podczas ich brania zauważyłam ze moje owulki zaczęły się robić szybkie jak miałam zwykle 12 dc to zaczynały być w 11 dc potem 10 dc a na końcu 7dc
Odstawiłam stery ze względu na grzyba bo nie mogłam go pokonać. I tak zeszło mi pół roku walki z nawracającym grzybem.

Jak to pokonałam to zaczęły się szopki z owulkami.
w sierpniu w 1 dc poczułam jak jajniki zaczynają mi pracować. Coś mnie zaniepokoiło poleciałam na badania estradiolu Lh i fsh. I co wynik estradiolu 434, szok zaczęłam mierzyc tempke i skok 5 dc owulacja.

W kolejnym cyklu postanowiłam iść do gina i sprawdzić czy to faktycznie szybka ovu. @@@ trwała dwa dni, czułam jajniki od 1 DC. 3DC umówiłam się do gina. Zrobił mi gin usg, pęcherzyk 28mm, endo 2mm. stwierdził ze to torbiel, ja mu na to, że to nie torbiel lecz pęcherzyk do ovu który zaraz pęknie. Gin nie wierzył mi. Zapisał mnie na histero z myślą ze będzie nakłuwać pęcherzyk. w domu test ovu pozytyw 4dc owulka. Po czym wzrost tempki i koniec bóli owu.

Cykl trwał 14 dni. Na histero byłam w 1 dc, cudem mi zrobiono gdyż za dużo krwi nie było. Bo już byłam z kwitkiem wysyłana. Wynik taki -- po histero macica czysta wszystko ok, brak torbieli i innych rzeczy. Mina gina nieziemska.

Po histero stwierdził ze jestem pierwszym przypadkiem z tak wysokim estradiolem. I nie ma pojęcia jak mnie leczyć --- i to gin z kliniki. W tym cyklu ovu była 14dc pewnie przez naruszone jajniki.

Kolejny cykl estradio 1DC 37 -- miałam letrazol stwierdziłam ze spróbuje z nim zahamować estradiol ovu 11 DC.
Poszłam o pomoc zwykłego gina. Stwierdził że trzeba to leczyć bo wysoki estradiol powoduje endomede, raka jajnika albo piersi.
w tej chwili stwierdził ze trzeba jajniki zacząć stymulować, aby estradiol zaczynał funkcjonować. Takiego przypadku nie miał, ale pomoze mi. I to jest klasa lekarza, a nie odwracac się od problemu. Czyli w tym cyklu Albo lestrozol albo CLO (bo po nim ovu miałam później)Ja powiedziałam ze to na bank po odstawieniu sterydu, chco gin w to nie wierzy.
Gin mnie pocieszył, ze po roku od jego ostatniej wizyty bardzo się zmieniłam. Widzi we mnie spokój, którego mi brakowało.
A wiec dziś oddana krew i zobaczymy czy dziś clo czy letrozol pojdzie w rejs.
A leczenie immuno mam głęboko w dupci. Nic mi nie dało lecz pogorszyło.

Mam wyniki morfologii bardzo ładna mimo okresu.
Estradiol 86
Za to testosteron. 105 norma do 48 ekstra.
A brałam tabletki dla.sportowcow co obniżają estradiol a pisze też że mogą zwiększyć testosteron. I zapewne to mi zwiększyło. Ale estradiol super ale.leki odstawić trzeba i znów estradiol poleci w górę ehhhhh w dupie z tym wszystkim




Wiadomość wyedytowana przez autora 28 grudnia 2018, 16:35

No cóż, niestety muszę się przyznać, że mimo rewelacyjnej formy w ciągu całego cyklu, zawsze przed @ dopada mnie dół. Znowu sobie narobiłam nadziei, tyle się przecież naczytałam, że po laparo się udało. A tutaj brzuch boli z dnia na dzień bardziej, temperatura spada @ jest za rogiem. Według moich obliczeń i skończenia dziś progesteronu @ przyjdzie w sylwestra. Po prostu super. Zrobiłam test dla świętego spokoju, oczywiście największa biel na świecie. Tak mi się czasem chce rozryczeć. Nie chce mi się wstawać, nie chce mi się myśleć, nie chce mi się pracować. Najlepiej przespałabym ten czas do @, bo w końcu przyjdzie nowy cykl i znowu złudne nadzieje.
Przy naszej pierwszej wspólnej choince zrobiliśmy sobie zdjęcie, to był pierwszy miesiąc starań. I tak sobie wymarzyłam, że za rok będziemy w trójkę, albo chociaż będę w ciąży. Pomyślałam, że co rok sobie będziemy robić tak zdjęcie. W tamtym roku nie zrobiłam, w tym też nie. I patrzę sobie na tą choinkę i robi mi się smutno, bo zwyczajnie kogoś mi brakuje. Kogoś kogo nigdy nie było, a ja czuję tęsknotę. Czasem mi się wydaje, że powoli godzę się z losem, a czasem, że wręcz przeciwnie. Bo jak zaczynaliśmy starania miałam 23 lata, podchodziłam entuzjastycznie, nie miałam problemów, a teraz jestem już dwa lata starsza, święta to wręcz druga rocznica nieudanych starań - przez ten czas dojrzałam, dużo zrozumiałam i niestety jestem już w pełni świadoma i gotowa na dziecko, którego brak. Mam też świadomość, że z endometriozą nie mogę czekać w nieskończoność, bo ta choroba mnie zje. Czasem patrzę sobie na męża i tak mi go szkoda. Kocham Go bardzo i ciężko mi z tym, ze dokładam mu ciągle problemów.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)