Co za czas.
W środę miałyśmy szczepienie na meningokoki. Pierwszą dawkę przyjęła bez problemu, myślałam, że i z tą tak będzie. Środa po szczepieniu była trochę bardziej marudna, ale do przeżycia. W nocy wybudzała się co 20 min, stan podgorączkowy. W czwartek cały dzień temp na granicy 38, i ciągle na rękach. Na nóżce pojawiła się dość duża opuchlizna, zaogniona. Wczoraj zrobiło się lepiej, ale dzisiaj znowu cały dzień jojczenia.
Nie, to nie zęby.
Dzisiaj nawet przy obiedzie musiałam ją wyciągnąć z bujaczka co raczej nam się nie zdarza- i przy posiłkach nam w ten sposób towarzyszy. Ciągle jest jakby zmęczona i marudna. Nawet po drzemce wygląda na śpiącą.
Teraz leży na macie i już jęczy, ale po prostu potrzebuję 10 min na reset mózgu o ile coś mi z niego zostało.
Ostatnio zaczęła się karmić w nocy co 1,5h...jak noworodek. Sama nie wiem czemu tak się dzieje. W ciągu dnia chyba gorzej, odrywa się, szarpie, ryczy.
Ja chyba też mam gorszy czas. Czasami dobija mnie to funkcjonowanie od drzemki do drzemki- już nawet na sacer nie wychodzimy bo jak pół miasta ma słyszeć i podejrzewać ze się nad nią znęcam - to rezygnuję. Znajomi muszą się wpasować w drzemki HAnki, bo ona o ustalonej porze musi i koniec. A teraz nie chce zasypiać nigdzie tylko w sypialni. Już kuzwa nawet przez tel się nie da pogadać. A, no i wrocilismy do systemu drzemki "na mamuni". Drzemki trwaja 29-34 min.
Czasami mam wrazenie, że jeszcze chwila i zwariuję jak zaczyna z tym jojczeniem. A na uwagi, że macierzyństwo jest trudne żałuję ze nie mam karabinu maszynowego w stodole. Acha, stodoły też nie mam. Hahahah i jeszcze pytania z dupy "a jak śpi"- chujowo.
Apogeum wszystkiego było wczoraj- D. idzie w ciągu dnia na drzemkę bo jest zmęczony. TAk kurwa, a ja jestem rześka i kwitnąca i ja snu nie potrzebuję bo żyję miłością (do Hanki, bo jego też bym chwilowo do tej stodoły zaciągnęła). I moja Mama- "przecież to idealne dziecko, takie grzeczniutkie. Dzięki mamo- dobij mnie.
Jestem po prostu zmęczona. Czasami się wkurzam. Sporo płaczę.
I jeszcze ten snieg wszędzie, drugi zawalone, w miasteczku obok wprowadzili kleske zywiołowa (tak, w miejscowości górskiej, w styczniu śnieg jest zaskoczeniem- nie tylko dla pana na letnich oponach).
W sobotę umówiłam się z przyjaciółkami, 1,5 h bez dziecka, 5 łykow wina i suflet z czekoladowy.
Ma Hanka gryzaki, ale nie- lepiej gryzc lusterko przy macie edukacyjnej, albo pałąk.
Już niedługo wiosna i wszystko się zmieni. Czuję to- jeszcze te 4 msc przetrwać.
w miare mozliwosci postanowilam spisywac nasz grafik dnia. chce zobaczyc na ile jestesmy regularne, czy pory karmien sa stale. co jemy itd.
oczywiscie bede przeplatac pewnie jakimis swoimi wywoadmi, ale moze stac sie nudno dla niektorych 
wczorajszy garfik po ostatniej drzemce.
18 - nalesniki z kaszy manny gryczanej z bieluchem i avocado.
20 - ok 120 ml mleka
23.30 - 120 ml mleka
5 - 120 ml mleka i imprezka 45 min. potem zasnela, spalysmy do 7.30
dzis:
8.15 sniadanie ( pasta jajeczna : jajko, troszke oleju rzepakowego, koperek, pietruszka i pol zabka czosnku. nie chciala jesc z chlebkiem, wiec podawalam jej palcami do buzi jak miesko. zjadla ladnie. my tez zjedlismy ta paste na sniadanie., nawet bez soli byla smaczna
do tego 2 kawalki chlebka z bieluchem. tez srednio dzis jedzone, 1/3 avocado i 1/3 pomidora bez skorki. warzywa zjedzone pieknie. w calosci praktycznie)
po sniadaniu higiena,zabawa, kupa i szykowanie na sacer
9.30 spacer
10.00 caly banan i troszke kaki
10.30 pojechalysmy na gordonki (meeeeeeeeeeega). postaram sie opisac osobno rozwoj Oli w spolecznosci dzieciecej 
11-11.45 gordonki
11.50 mleko ok 70 ml
12.10 zasnela w samochodzie. przenioslam i rozebralam spiaca w domu. spala do 14.15. ja w tym czasie ogarnelam sypialnie, zrobiulam pranie, wstawilam warzywa na parze na obiad. mieso mialam gotowe z wczoraj. sama zjadlam obiad i akurat sie obudzila.
14.15 - 60 ml mleka. potem higiena, krotka zabawa gdy ogarniam jej krzeselki, kupa
14.30 spacer
15.15 obiad (marchewka, cukinia, ziemniaki rozgniecione z maselkiem i natka pietruszki, brokuly i mieso udka kurczaka rozgniecione). zjewdzone w 2/3 nalozonej porcji.
po obiedzie higiena, kupa, zabawa
16.20-17 drzemka. wlasnie wstala.
jutro dopisze reszte grafiku. teraz zabawa 
ps. juz rutyna staje sie gesta, piekna kupa. zawsze zrobiona ok 10 min po jedzeniu stalym, gdy jest polozona na brzuszku do zabawy. mialam obawy z kladzeniem na brzuszku. ale nic sie nie dzieje.
Edit. 60 ml ok 17.30
20: 110 ml
23: 120 ml
Nie nastawiam budzika. Moze dotrwamy do 5.... czasem 6 h przerwy sie juz trafilo
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 stycznia 2019, 23:20
14dc.
Ojacie. Już po owu. I to dawno, bo płyn zdążył się wchłonąć. A myślałam, że termometr mi się popsuł.
Nooooo dzien dobry!
Wyżyna się dolna lewa jedynka.
Dzis zasypiając zamiast smoczka Ola ciumkala moj palec. Jaki to ostry ząbek jest !!!!
Pod światłem juz widac.
Tylko nic nie wskazywało. No dobra . Jesy bardziej marudna. Czasem nie da sie odłożyć na matę lub przewijak. Ale nie podejrzewałam zębów. Noce poki co bez zmian. Drzemki dwie w ciagu dnia.
Bede obserwowac
19 dc
Nie mierze temperatury. Nie robie testow owu. Nie szukam zadnych objawow. Nie sprawdzam juz nic. Nie czekam na nic.
Byłam w Klinice. Plan:
1. Powtórne badanie amh. Dodatkowe badania tarczycowe. Ponowne badanie nasienia.
2. Hsg.
3. Być może 1-2 iui.
4. Być może in vitro.
Moje jajniki nie pracują dobrze. W 14 dc mimo pozytywnych testow 2 dni wczrsniej i skoku temp o 0,3 nie widac nawet sladu po owu. Pojedyncze male pecherzyki. Mam 30 lat a moja rezerwa jajników się kończy. Życie jest okrutne. Zawsze chciałam mieć dużą rodzinę bo sama jestem jedynaczka.
Nie myślałam że będę się zastanawiać czy uda mi się mieć chociaz jedno dziecko tylko ile ich bym chciała mieć.
Amh 0.51. (U nas w laboratorium 3 miesiące temu było 0,82). Nie pozostawia złudzeń.
Jeśli wyniki męża nie będą gorsze niż były 2 msc temu może podjedziemy do inseminacji. Nie wiem czy ma to jakiś sens.
Próbuje myśleć chociaż minimalnie pozytywnie. Jest ciężko.
Moje cudo ma już 12 tygodni i 2 dni. Bardzo się cieszymy. Juz się przyzwyczajamy ze chronimy naszego małego szkraba. Moje zachowanie zmieniło się diametralnie jestem taka spokojna! I mijają wszystkie dolegliwości ciążowe. A brzuszek rośnie i rośnie. Chyba będę grubaskiem
. Nadal nie mogę sobie uzmysłowić jak do tego mojego małego cudu doszło... Czasem boje się ze to nie jest pprawda.
7dpt no i złapało mnie chorobsko głową pęka i z nosa cieknie a jutro powrót do pracy;(
Jednak temperatura w domku nie jest temperatura z mieszkania a do tego ten encorton przez którego jestem ciągle głodna
Z dobrych rzeczy to to że kupiliśmy autko planowaliśmy hatchback ale mąż stwierdził że wózek się nie zmieści więc wzięliśmy kombi on cały czas myśli że nie może być inaczej jak tylko że się udało a ja pesymistką planuje już w marcu następna stymulację zrobiłam zestawienie wydatków i wydaje mi się że się zmieścimy z następnym podejsciem
A teraz byle do piątku i się okaże
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 stycznia 2019, 21:08
Zaczęłam nowy cykl. Poprzedni trwał 23 dni. Oczywiście, że poryczałam się. Oczywiście, że wierzyłam, że to już teraz. Nie doszukiwałam się objawów, po prostu bardzo mocno trzymałam kciuki za nas. Dobre jest to, że nie oszukuję się, nie mówię sobie "nie zależy mi, dobra, to teraz na luzie", a potem ryk. Nie, mi zależy, tak, nastawiam się, nie, nie potrafię odpuścić. Na luzie są starania, bo tym potrafimy się bawić, ale reszta nie jest na luzie. Poza tym znowu jest coś nie tak. Już tak ładnie sobie wyrównałam do 26 dni. A tu znowu psikus.
Waga też oszalała. Miałam już takie ładne 56 kg. Prawie 57 g. Spadła do 55,6 kg. Tyyyyle walczyłam o tą wagę. I spadła. Do kolacji dodaję 2 kanapki. I dodatkową garść orzechów w ciągu dnia. I wychodzi mi, że jadam za mało węgli - 2 łyżeczki miodu dziennie.
Mamy kolejne wyniki:
w dalszym ciągu mam przeciwciała przeciwplemnikowe w mianie 1:10, Mężuś za to w mianie wyższym, bo 1:100. Poza tym: nie wyhodowano paciorkowców - B - jedna dobra informacja. Czekamy na pozostałe wyniki. Ja jutro jeszcze robię część, Mężuś też jeszcze jakieś. W sobotę czeka nas wypełnianie ankiety przed wizytą w klinice.
W międzyczasie wybraliśmy androloga, Mężuś jest umówiony na 24 stycznia. Nie jest to popularny tu Wolski ani Maksym. Z tego, co zauważyliśmy jeden bardzo prze do in vitro (nie wykluczamy, ale po co nam podejście przy marnych szansach implantacji i rozwoju zdrowej ciąży, skoro może się okazać, że mamy pokiereszowane organizmy i nici z zapłodnienia lub implementacji? działamy w ramach maksymalizowania szans), drugi to z kolei naprodoktor - a takiego na razie mamy i nie chcemy kolejnego. Poza tym, okazało się, że Mężowski lekarz pierwszego kontaktu jest... endokrynologiem!!!
W związku z tym chce się zapisać na przyszły poniedziałek, zabrać wyniki w garść i śmignąć do babeczki, co ona na to.
Mężuś poczytał o endometriozie i znalazł już mi nawet klinikę i lekarza, do którego pójdę w razie W. Podesłał mi najbardziej wartościowe informacje i cóż, zamierzam tam dzwonić i dowiadywać się więcej. Poza tym, mam wrażenie, że google nas śledzi coraz bardziej. Ledwo endomenda się pojawiła w zasięgu naszego wifi, to nagle artykuły o niej wyskakują na stronach najbardziej popularnych wyszukiwarek. Same z siebie. Zbieg okoliczności? Nie sądzę.
Znalazłam nam klinikę, która nam zrobi badania genetyczne na NFZ w lutym br
cudnie, zawsze 1000 zł w kieszeni zostanie.
W weekend przeczytałam od dechy do dechy "Algorytmy diagnostyczno-lecznicze w zastosowaniu do niepłodności" pod red. prof. Wołczyńskiego i prod. Radwana. Oczywiście, że znalezione gdzieś na forum.
Kilka ciekawych kwestii, które wynikają z tego opracowania (popartego solidną bibliografią), tak, żeby łatwo mi było do tego wrócić:
W przypadku endometriozy, 1/12 pacjentek po laparoskopii uzyskuje się ciążę. Dużo/mało?
W przypadku diagnostyki żeńskiej nie rekomenduje się stosowania metody wykrywania piku LH, badania śluzu szyjkowego ani pomiarów podstawowej temperatury ciała - zgodnie z rekomendacjami mają niską skuteczność - z drugiej strony, ja po śluzie zorientowałam się, że coś z cyklem nie gra, więc dlaczego tym się nie podpierać?
U kobiet regularnie miesiączkujących nie zaleca się badania prolaktyny z obciążeniem - również pytanie dlaczego? (pozostawmy kwestie finansowe z boku, wiadomo, dla portfela to odciążenie, ale w kwestiach zdrowotnych - dlaczego?);
Nie zaleca się wykonywania testu PCT - bo badanie trudne do standaryzacji - tego jeszcze nie robiliśmy, ale ja tam mocno wierzę w to, że te mniej niż 4 plemniki przeżyją moje i Mężowskie przeciwciała przeciwplemnikowe i dadzą radę 
Podane jest, że AMH wykonuje się niezależnie od dnia cyklu (bo tu różne informacje można spotkać).
Dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak poejakulacyjne badanie moczu - jak plemniki są w moczu, to wtedy partner ma wytrysk wsteczny i to też da radę naprawić.
Zgodnie ze stanowiskiem ESHRE (nie wiem jeszcze, co to jest) tylko oznaczenie progesteronu w środkowej fazie lutealnej wnosi informację, czy cykl jest owulacyjny.
Potwierdzają się słowa naprodoktorka: u kobiet z endometriozą mogą występować podwyższone stężenia CA - 125 w surowicy krwi.
Warunkiem zakwalifikowania do IUI jest możliwość uzyskania po przygotowaniu nasienia, co najmniej 1 mln plemników o ruchu prawidłowym.
LH pulsuje co 90 minut. Tyyyyle przeczytałam, a tego nie wiedziałam.
IVF - 100.000 plemników na 1 komórkę jajową. 4. 4 sztuki. Nie 4 setki, nie 4 tysiące. 4 sztuki.
Miodek na moje serduszko: Dobrze udokumentowane przykłady ojcostwa mężczyzn z upośledzoną gametogenezą, niekiedy bardzo znacznie sugerują, iż płodność może być zachowania pomimo krytycznie niskich wartości spermiogramu 







Z rzeczy naukowo-płodnościowych, które chcę zrobić, to obejrzenie polecanych przez Niutka87 wykładów dr Barczentewicza oraz polecanych przez naproinstruktorkę wykładów dr Maksyma. No i jestem w trakcie czytania wątku "bezplemnikowcy".
Jeszcze: kolejne rozmowy na temat dawstwa nasienia lub adopcji. Mężuś bardziej za dawstwem, ja bardziej za adopcją. Nie chcę mieć dziecka dla samej idei posiadania dziecka, tylko chciałabym mieć dziecko ze swoim Mężusiem. Jeśli nie mogę go mieć, to już wolę takie, które biologicznie w żaden sposób nie będzie nasze. Przeraża mnie (możliwe, że w chwili obecnej) to, że miałabym mieć pod sercem dziecko obcego faceta.
Jutro ten dzień.. jedziemy zobaczyć co sądzi o tym specjalista.. pokładam dużo nadziei jednocześnie mając wiele niepewnosci..
Śmiać mi się wczoraj chciało z lekarza, co mi usg robił. On chyba naprawdę był przekonany, że skoro nastąpiła owulacja i 'zadziałaliśmy' to się uda. Tak się wczoraj wczuł, że aż głupio mi było mu tłumaczyć, że od 2 lat to tak wygląda. Wygłosił mi jak jakiejś nastolatce kiedy zrobić test ciążowy, co zasuplementować, kiedy przyjść na usg. Trzeba jednak przyznać, że ostatni raz taką ochotę na sex miałam chyba... w średniej. Coś tam chyba ta laparoskopia dała.
28 DC @ nadal brak. Brzuch w dole strasznie boli piersi obolałe, skutki wrażliwe na dotyk-czyli jest już blisko.
Wczoraj wróciłam do domu z pracy i tak fatalnie się czułam że ciągle spałam do samego wieczora - później szybki prysznic i dalej spanie do samego rana... A jak dzisiaj rano zadzwonił mi budzik to do tej pory jestem nieprzytomna. Chyba jakieś przeziębienie mnie łapie.
11dc
Wczoraj miałam monitoring. JEDNA WIELKA D**A!!!!
Ani jednego pęcherzyka za to śluzówka tym razem piękna. Tylko po co mi ta śluzówka ja się pytam?!
Tak bardzo wierzyłam, że ostatecznie będzie już dobrze, że owulacja będzie się pojawiała, że będzie ciągłość. Nic bardziej mylnego. Znowu nic...
No i największy szok wczorajszej wizyty. Inseminacja. Myślałam że nie dotknie mnie to, że jak już będzie owulacja to szybko "zaskoczę". Pomyliłam się.
Decyzje w sumie już podjęte. W następnym cyklu inseminacja. Tylko że leki stymulujące będzie trzeba zmienić. CLO nie dało rady, Letrozole też nie... Teraz to już tylko chyba gonadotropiny zostały.
Kochane powiedzcie, czy któraś z was miała inseminację, z jakim skutkiem i przede wszystkim jakim lekiem byłyście stymulowane?
Ja muszę to sobie wszystko poukładać, zapisać pytanie jakie się nasuną i na czwartkowej wizycie wypytać lekarza co i jak żeby później nie szaleć...
A może invitro wcale nie było potrzebne.
Inseminacja 31.12.
Test sikany pozytywny 14.01.
Beta BCG 14.01: 130 miU/ ml
Jesteśmy na samym początku 4 tygodnia, ja i moje kilka dodatkowych komórek.
Mój syn konczy dzis 6 miesiecy. Czekalam na ten dzień odkad się urodzil. Sama nie wiem dlaczego. Wydawalo mi się to jakies takie graniczne…
To było trudne pol roku, często to powtarzam. Teraz jest ciut lepiej, idzie ku dobremu. Uczymy się być razem każdego dnia. I każdej nocy (pobudka co godzine…) hehe. Emil podwoil wage urodzeniowa i wazy prawie 8kg. Z kawalka zywego miecha zmienil się w malutkiego chłopczyka, który ma sympatie i antypatie. Jest mamusinym cycem i to akurat musze troszkę zmienić hehe.
Tylko ja mam totalny spadek formy. Dzis bardzo kreci mi się w glowie. Straszna wichura i starcie frontow. Pewnie dlatego.
Przez 3 lata starań nie doszłam praktycznie do niczego. W skrócie było tak:
1.pół roku starań na luzie
2.wizyta u mojej ginekolożki: wszystko ok starać się dalej!
3.po roku starań - HSG - nic nie widać ale po HSG jest większa szansa - starać się dalej
4.po 3 nastepnych miesiącach - zmiana ginekologa na specjalistę od niepłodności - umawiamy się na laparoskopię za pół roku a przez ten czas się starać!
5.laparoskopia przekładana 2 razy przez pierdzi..lone infekcje (w tym czasie dowiaduje się że wszystkie moje znajome, kuzynki, bratowe,które już mają ofkors po 1 dziecku są w drugiej ciąży. Wszystkie. Na raz. Przeżywam pierwsze poważne załamanie nerwowe.)
6. Laparoskopia dochodzi do skutku po 2 latach starań. Endo ogniska usunięte, jajowody drożne - starać się.
7. Po 6 miesiącach od laparoskopii - wszystkie badania ok - na wszelki wypadek damy leki na obniżenie prolaktyny i sterydy. I starać się.
8. W grudniu 2018 mija rok od laparoskopii - badania w porządku. Owulacja jest - w 8 dc piękny pęcherzyk 14mm. Na wszelki wypadek podstymulujemy owulację - aromek 5tabs w 5 dc i starać się!
Teraz jestem w punkcie w którym najprawdopodobniej przeżywam drugie poważne załamanie nerwowe.
Przez te 3 lata bilans jest taki, że nie pamiętam już jak to jest nie wiedzieć który aktualnie ma się dzień cyklu. Mam na twarzy paskudną wysypkę od sterydów. Mój mąż czuje się pokrzywdzony ponieważ twierdzi że seks stał się instrumentalny i odbywany jedynie na potrzeby poczęcia - co nie jest prawdą, mój mąż ma skłonności do przesady, ale jestem zbyt zmęczona swoją zgryzotą, żeby jeszcze się zajmować jego wyimaginowanymi problemami. Mam szufladę pełną leków i dziadowskich suplementów które oczywiście nie działają, ale gdybym przestała brać któryś z nich to bym się obwiniala o to że z pewnością nie zaszłam w tym cyklu bo odstawiłam ten suplement!
Czuję i wiem że te starania bardzo mnie zmieniły jako człowieka. Zdaje sobie sprawę, że to wszystko ma mnie czegoś nauczyć, ale jeszcze nie odkryłam czego. Na razie tylko boli. I niszczy wszystko na co pracowałam tak długo - zdrowie, małżeństwo, psychikę, relacje z przyjaciółmi i rodziną, finanse, marzenia i plany.
Nie wiem czy ktoś będzie to czytał, ale dla własnego zdrowia psychicznego muszę przestać prowadzić sama ze sobą dyskusje w głowie. Być może wpisując je w to okienko zachowam ostatnie przyczółki normalności w moim życiu.
Piękna zima
daaaawno takiej nie było, uwielbiam taki klimat 
Od paru dni nie jestem nerwowa, nie złoszczę się i jestem o dziwo bardzo spokojna ... 
może nie o to, że jestem w ciąży, bo jakoś czuję tak wewnętrznie, że nie jestem.
Tak po prostu chciałabym żeby przyszła @ i zaraz mogła zacząć nowy cykl, nowe mierzenie (już bardziej dokładne), nowe starania... bo nie mogę powiedzieć, że w tym dałam z siebie wszystko - bo tak nie jest.
To pierwszy miesiąc odkąd działam sobie na Ovu, z czasem mam nadzieję, że uda mi się opanować moją owulację i dni płodne ...
Nigdy nie sądziłam, że zajście w ciążę w niektórych przypadkach może być tak bardzo trudne..
Ile pary muszą przejść, żeby mieć to upragnione maleństwo ...
a niektórzy mają a nie chcą, albo z taką łatwością im się to udaje ...
Wszystko to tak bardzo skomplikowane...
Rok 2019 zaczął się wręcz tak rewelacyjnie, jak się skończył 2018.
W sumie bardzo to pasuje do tego przekonania, że jaka Wigilia taki cały rok. Przypominam, że w Wigilię byłam cięta i zszywana, no i chodziłam okrakiem 
W pracy zaraziłam się choróbskiem i umieram od 3 dni, oczywiście lekarz dał antyniotyk, ale będę chciała zrobić wszystko, żeby go nie brać - w końcu dopiero co skończyłam brać augmentin, a to też świństwo jakich mało. Kiedy ja ostatnio chorowałam? Naprawde dawno. Jak tak dalej pójdzie to mnie wyleją z roboty bo non stop na L4. A zaraz znowu laparo i znowu 3 tygodnie mnie nie będzie...
Z obecnego cyklu nic nie będzie, wzięłam lamette, ale na monitoringu we wtorek nie było nic, za wyjątkiem torbieli krwotocznej, z której jak powiedział doktor, nie ma szans na ciąże. W sobote i niedziele miałam płodny śluz, a owulak był tak pozytywny, że aż bordowy. Tylko po ovi taki miałam, więc byłam pewna, ze owulacja będzie i to taka porządna... W zasadzie to nie czuję już nawet rozczarowania, nie miałam problemu z owulacjami, to teraz mam, przynajmniej wiadomo co jest nie tak.
Okazało się, że mam możliwość zrobienia wcześniejszej laparoskopi, zaraz po @, więc za jakieś 2-3 tygodnie, ale w innym miejscu. Ten lekarz, który robił mi monitoringu sam zaproponował jak wspomniałam, że mam mieć zabieg za 2 miesiące. Był bardzo przeciwny temu, żeby usuwać tą torbiel, bo zniszcze sobie jajnik... I w sumie zgłupiałam, bo nasz lekarz od niepłodności nie wspominał kompletnie nic o tym, że zniszczę sobie jajnik, tak jakby nie było tematu. W sumie po co mi ten kawałek jajnika, skoro i tak nie da mi dziecka. Szczerze powiedziawszy to zaczyna mnie męczyć to, że jeden mówi to a drugi tamto, jeden podważa drugiego itd. Ostatnio miałam tę nieprzyjemność przejścia przez kilku lekarzy i jestem tak zniechęcona... Mam wrażenie, że każdy z tych lekarzy widzi tylko pieniądze, a nie myśli o tym, żeby faktycznie pomóc jakoś człowiekowi przejść przez to wszystko. Czuję się zostawiona sama sobie, i trochę mnie to już męczy. Ja wiem, że to wszystko zależy ode mnie czy będę dalej walczyła, ale powoli tracę zapał, emek też jest tym zmęczony. Im dalej od sierpnia tym bardziej widzę, jaki to był przypadek, który równie dobrze mógl się wtedy nie wydarzyć. Zaraz 30 cykl i chyba trzeba w końcu stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie, że trzeba wziąć się w garść i pogodzić z tą porażką życiową...
Dzis pierwszy raz w mleku wlasnym wykapalam...pokladam w tym wielkie nadzieje
Powracam do świata żywych.
Tfu tfu tfu odpukać w niemalowane czy tam drewniane.
Dni są całkiem fajne, umie się już bawić sama, zauważyłam, że jak "przeczekam" chwilę jujczenia (czasami suę udaje) to bawi się dalej. Ok. 16 dostaje drugie życie, mam wrażenie,że czeka na D. bo gdy tylko on wchodzi - świat jakby znika i tylko oni na placu boju. Ona gaworzy, smieje się w głos, robią Hankoloty, rozmawiają jakby oboje byli dorośli. Cudne to. No więc generalnie dni mamy dobre, czasami więcej się tulimy i bawimy na łóżku, a czasami mamy moc.
I uwaga- wychodzimy na spacery
W prawdzie usypiam ja a dróżce przy domu - w razie W- ale później idziemy dalej. Mieszkamy w miałym miasteczku turystyczny, w górach. I oczywiście marketing srarketing - zapraszamy turystów, a mieszkańców mamy w dupie. Chodniki pokryte kilkunastocentymertową taflą lodu, wózkiem nie ma opcji, drogą nie pójdziesz bo "kozak z warszawy" (bez urazy rodowici warszawiacy) przyjechał na tą "wieś" i ciśnie 500 km, a, że jakto w górach się zdarza- bywa śliski- to zbyt ryzykowne. Więc gdzie ja mam z tym dzieckiem na te spacery? W poniedziałek mam zamiar pofatygować się do UM i zapytać jaka strategia odśnieżania obowiązuje.
Mamy dokładnie wyznaczone drzemki: 10.00 13.30 15.00
A, chyba nie pisałam. NA wizycie szczepiennej lekarka powiedziała, że kupa powinna być co najmniej raz na 2 dni- nawet przy KP i mam ją przepajać wodą. I znowu jestem zniesmaczona, skoro normą jest kilka kup dziennie, ale też 1 na 10 dni to po co ją przepajać? Zdecydowaliśmy, że nie będziemy tego robić i Hanka zaczęła robić kupy codziennie
Śmiejemy się, że ze strachu przed tą wodą 
Laktacja się w miarę unormowała i mogę spać bez stanika - co jest spełnieniem marzenia. Przed ciążą nosiłam rozmiar A- teraz C. Co biedne kobiety, które C miały przed porodem.
Było to też ciężki czas między mną i D. Dzisiaj zdałam sobie sprawę dlaczego- oczekuję, że D.będzie się domyślał i czytał w moich myślach. Jeżeli tego nie robi ja się wściekam, zamykam w sobie, wkurwiam, płaczę i mam wrażenie, że jestem z wszystkim sama. A D. pyta "czemu nie powiedzialas zrobiłbym to". Yyy no właśnie? Dlaczego nie powiedziałam? Sama zapędzam się w kozi róg. Zawsze uważałam, że kobiety robią błąd udając, że z wszystkim poradzą sobie same i same robią wszystko najlepiej. Teraz ja tak próbuję. Mam jakiś dziwny problem z mówieniem o potrzebach/oczekiwaniach.
D.stara się bardzo. Ja jestem za to suką roku- uszczypilwą, zrzędzącą, jęczącą, narzekająca.
Słaby poczate roku.
NAdal tyję. TZN nadal ŻRĘ to i tyję.
Musze iść do gin bo "wciąga" mi bliznę po cc.
Mimo pigułek mam taki trądzik, że nie mam sił patrzeć w lustro.
Mam trzy przyjaciółki. Ostatnio okazało się, że "nadmieniły" to mężowi, to koleżance, to mamie, że Hanka jest z zapłodnienia in vitro. I "nie sądziły, że będę miała coś przeciwko temu, że powiedzą i , nie wiedziały, że to tajemnica". Kurwa, przyjaźnimy się od lat. A sprawa wyszła bo kuzynka jednej z nich zapytała mnie czy "muszę Hankę gdzieś zgaszac". TAk - do ubojni bydła.
Chyba nawet nie jestem tak wsciekła jak mi po prostu przykro.
A, jakiś czas temu Haneczka miała pełno Boboli w nosie- zakropiłam wodą i chciałam odessać aspiratorem. Wpadła w taki szał, że ciężko ją było uspokoić. Od tego momentu wpada w płacz na dźwięk odkurzacza i blendera…
10 dni po zabiegu, czekam na wizytę u dr Pasnik ,boje sie uslyszec ze juz nie urodze, chwytam sie wszystkie co moze coś wniesie w nasze niepowodzenia (16 ciąża 14 poronien 2 cb 3 cbz )
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.