Mąż wczoraj opowiedział mi co się działo w pracy
. Dawno się tak nie uśmiałam
.
Rano kierownik zwołał zebranie biura oraz magazynu i powiedział, że mamy nową, trudną sytuację, bo nie ma Marty (!!!) (sprawa 1). W związku z częstymi pomyłkami w środę będzie rozmawiał z każdym indywidualnie na temat poprawy jakości i wydajności pracy (sprawa 2).
Co do sprawy 1:
No nie powiem, miło z jego strony, że zauważył moją nieobecność
. Ta sytuacja mnie śmieszy (chociaż może nie powinna), bo nawet nie usłyszałam słowa "dziękuję" ani od chłopaków, ani od prezesów za to, że pracowałam jeszcze tydzień pomimo tego, że miałam już zwolnienie. W ogóle odnosiłam wrażenie, że są na mnie pogniewani, że już odchodzę.
Trudna sytuacja, bo nie ma Marty... Szkoda, że dopiero teraz zobaczył ile miałam obowiązków, ile robiłam dla firmy i ile znaczyłam dla magazynu.
Może gdyby sytuacja była inna, może gdybym dostała podwyżkę, o którą pytałam to może przemordowałabym się jeszcze te kilka miesięcy. Ale w obecnej sytuacji, nie warto...
Co do sprawy nr 2:
To już mnie w ogóle rozwaliło
. Nagle skończyły im się pomysły? A kto dawał mi złote rady i zmieniał je co tydzień, pomimo że na biurówce wcale się nie znają?
Pomijam już fakt, że jak mój Mąż poprosił o podwyżkę to usłyszał, że przecież była rok temu o 100 zł brutto
. I jak ma sypać pomysłami, jak mu się to nie opłaca?
W ogóle jak kierowcy mają wypowiadać się o pracy magazynu, a magazyn o pracy kierowców? Przecież to jest jakieś kuriozum, bo specyfika pracy jest różna.
Tak naprawdę to biuro reguluje to co się dzieje, tylko oczywiście tego nikt nie widzi. To biuro reguluje odbiory dla kierowców, to biuro daje wysyłki i trasy do naszykowania na następny dzień.
Moja rada? Odpuścić. Gdy byłam sama, albo zastępowałam kolegę, to nic się nie wydarzyło jak przesyłka wyszła do klienta następnego dnia, jak widziałam że zamówień na Warszawę jest dużo to rozpisywałam trasy od razu na 3 kierowców żeby się wyrobili, albo przekładałam dostawy o jeden dzień, żeby magazyn też mógł odetchnąć trochę od tego szykowania.
Da się? Oczywiście, że się da, tylko trzeba trochę dobrych chęci i myślenia o ludziach których ma się blisko, a nie o handlowcach, którzy jak mogą to Cię zjadą od góry do dołu.
Aż jestem ciekawa dzisiejszych opowieści

a wiec ida dwie dolne jedynki. tylko jedna juz troszke wyszla z dziasla, druga tylko widac.
jak teraz mysle, to nie do konca jest bezobiawowo. Ola 2 tyg temu zachorowala. katar splywajacy po gardle miala dwa tyg. i ten drugi tydz wlasnie obstawiam na zabkowanie. miala tez codziennie takie 37.2 wiec temperatura tez widocznie towarzyszyla. a mnie sie to zbieglo z choroba i nie zauwazylam.. dzis w nocy tez kaszlala, bo katar splywal. takze sadze, ze to jeszcze potrwa. robie jej raz dziennie inhalacje. mam nadzieje, ze to nie za malo na katar.
plan dnia:
4.30 - 120 ml
7.00 pobudka
8.15 sniadanie (pasta jajeczna, chlebek z bieluchem, avocado, pomidor bez skorki) - powtorka z wczoraj
9.30 spacer
10.30 - 120 ml
11 - drzemka do ok 12.30 (ja w tym czasie zrobilam szczawiowa, zupe dla psa, curry z kurczakiem na kilka dni). szykowac, kroic itd zaczelam jak Ola nie spala, zeby ugotowac w trakcie drzemki. ona sie bawila w trakcie szykowania.
13 - owoce (1/2 banana , 1/2 gruszki, 1/4 jablka)
zaraz idziemy na spacer.
pozniej edytuje post i dodam foty z obiadu (przygotowalam do wstawienia do piekarnika jeszcze rano ze sniadaniem, pieke dopiero teraz, zeby bylo na ok 14.30, bo jeszcze musi ostygnac, ja z psem i Ola wyjsc....) i bede tez edytowac post kazdego dnia zeby dodac godziny jedzeia itp.
Jezyku. poki co przepisy z glowy. ale ja zawsze bylam taka bezprzepisowa... na zasadzie otwieram lodowke i cos zrobie. lub mam na cos ochote wiec ide na zakupy i to zrobie.
Anakin. odpisywalam Ci bardziej szczegolowo w komentarzu u Ciebie, ale przygotowanie obiadu zajmuje mi naprawde max 5-10 min dla Olki. czas gotowania ok 20 min no i studzenie jakies 10 min. jesli chodzi o miesa. to zawsze pieke wczesniej, bo musi byc "rozgotowane". wiec np robie to wieczorem i wtedy takie palki z kurczaka w przyprawach pieke 1,5 h w 150 stopniach, podlane woda i szczelnie zamkniete. wtedy wychodza soczyste i mieciutkie. a nastepnego dnia moge po prostu odgrzac. sorry, ale nie jestem w stanie codziennie swiezego miesa
rybe tez robie na dwa dni.
dzis bedzie losos, ale dopisze pozniej reszte dnia.
Edit.
Ok 14 spacer.
Ok 14.30 obiad
16 -90 ml mleko. Nie wiem gdzie to miesci 
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 stycznia 2019, 16:11
Hej,
Nawet nie wiecie jak ważne jest dla mnie wasze wsparcie. Dziękuję !
Dzięki temu wiem, że nie jestem sama.
Jagoda - 15.01 - równe 2 msc życia. Urocza diabelina 
Już myślałam, że to High Need Baby, ale coś się przerobiło i jest CIUT lepiej, albo ja mam lepsze podejście chociaż nie powiem płaczu co nie miara.
Zmieniłam mleczko na typu comfort. Zobaczymy
Taką nadzieje mi dajecie
Slabe dni. Em marudzi i drapie sie jak oszalaly. Mi ciezko naszykowac mu jedzenie i nakarmic przy tym drapactwie. Bo nie mam 10 par rak. Szkoda gadac.





Wiadomość wyedytowana przez autora 8 listopada 2014, 12:27
Byłam na urlopie, tydzień spokoju. Wracam do Polski i od razu informacja o znajomej w ciąży. Mamy zaproszenie na weekend do znajomych, ale gdy pomyślę, że mam znowu patrzeć na znajomą w ciąży, a potem przez kilka tygodni płakać po kątach to jednak wolę zostać w domu. Mąż pojedzie sam. W pracy mnóstwo rzeczy do zrobienia. Mam jej dość i korzystają c z ostatniego dnia urlopu zaczynam szukać nowej pracy.
15 STYCZEŃ- 13 dzień po odnalezieniu SYNKA
Pielęgniarka dzwoniła w poniedziałek, Adaś ma zapalenie płuc. Było to do przewidzenia, mimo tego jego stan się poprawia podobno. Czekamy na telefon jutro z nowymi informacjami. Z dobrych wieści mamy już w sądzie nadany numer sygnatury akt, wyznaczonego sędziego.Teraz już powinno pójść szybko. Mimo tego dzisiaj za namową OA złożyliśmy wniosek o wyznaczenie rozprawy pre adopcyjnej jak najszybciej. Uzasadniliśmy naszą prośbę tym że Adaś jest w szpitalu sam, bez opieki a my mamy utrudniony z nim kontakt i zero informacji ze szpitala bo traktują nas jak obcych. Liczymy na przyśpieszenie sprawy. Narazie czekamy.....
Jutro mija dwa tygodnie odkąd się poznaliśmy a ja mam wrażenie że cała wieczność. Od 2 tygodni wszystko na wysokich obrotach i wariackich papierach. Tyle jeszcze przed nami formalności. Jednak teraz najważniejsze by Adaś był w domu.
Przeziębiliśmy się obydwoje, czuję się okropnie A tyle mam rzeczy na głowie. Zaniedbałam mieszkanie muszę je ogarnąć, wszystkie rzeczy dla małego, pranie , prasowanie,układanie. No i moja praca, nie wyrabiam na zakrętach A codziennie podrzucają coś nowego.
15 stycznia.
26 dzien cyklu.
Jestem po wizycie kontrolnej u lekarza.
Wszystko jak najbardziej jest w porzadku. Widac ladnie 2 szyjki obok siebie. Doktor pozwolil nam sie zabawic 25-go 
W pracy tez jest dobrze:) psychicznie jestem taka inna ... Moglabym powiedziec- szczesliwa. Zobaczymy jak pojdzie dalej. Teraz czekam na @ i ciesze sie chwila 
30t1d.
Instynkt wicia gniazda włączył mi się na całego. W niedzielę zmusiłam mojego biednego męża do przestawiania mebli w całym mieszkaniu
Ale jestem zadowolona z efektu! Mamy teraz dość miejsca na dostawkę dla maluszka w sypialni i duże łóżko dla Adasia w jego pokoju. Planujemy kupić mu Kurę z Ikei, docelowo chcemy jej używać jako łóżka piętrowego jak Sami podrosnie. Na razie Adaś częściej sypia z nami niż w swoim łóżeczku, więc zobaczymy kiedy zacznie w większym stopniu korzystać z większego łóżka
Ale swój pokój bardzo lubi i spędza w nim coraz więcej czasu, więc liczę, że prędzej czy później przeniesie się tam na dobre. A na razie na szczęście mamy dużą sypialnię i jakoś się pomieścimy we czwórkę
20t1d
Hurra! Ktoś tu wczoraj świętował połowinki !!! ❤️❤️❤️ Tak, tak! Połowa za Nami! Teraz już pozostało co najmniej te 17 tygodni.. chociaż ja nawet przesunęłam sobie tą granice na 16 tygodni. Już wtedy będę szczęśliwa.
Narazie nic wyprawkowego nie zaczęłam. Co prawda kupiłam kilka ciuszków, ale nadal leżą w paczce. Otworzyłam i zerknęłam ukradkiem. Tak, żeby Mała nie widziała. Czekamy jeszcze do wizyty w poniedziałek. Najpierw powiemy jej, a potem powolutku zacznę przeglądać ciuszki. Małż przyniesie mi kartony z piwnicy. Wyszperam z nich te uniwersalne, zobaczę co by mi się jeszcze przydało, zrobię listę i będzie powolutku domawiać. Zrobię sobie też ogólną listę co w ogóle planuję kupić 🤔 To jest pytanie 😅 Jestem jakaś spokojniejsza. Nie szaleje. Może dlatego, że tak długo czekałam na ten spokój w tej ciąży i teraz z niego korzystam póki mogę hehe. Tak sobie myślę, że do końca roku zajmę się sama wyprawką, a większe rzeczy typu wózek, fotelik, łóżeczko i małe przemeblowanie w pokoju - na to przyjdzie czas po Nowym Roku.
Jeszcze muszę zrobić miejsce w szafach. Planuje mają reorganizacje 😅 Zobaczymy co z tego wyjdzie. Mała staję się już mega samodzielna we wszystkich sferach, więc chciałam jej ciuszki przełożyć trochę niżej i ułatwić jej np samodzielne ubieranie lub przebieranie.
Maluch szaleje w brzuchu 💙 Jeszcze wstrzymuje się do pełnego używania imienia, bo mam obawy, że pójdę w poniedziałek na wizytę i okaże się, że mamy niespodziankę i z Kacpra stała się Zosia 😜😄
======================
Duphaston 3x1
Betaloc zok 25mg 2x1
Letrox 75mg 1x1
Mama DHA Premium+ 2x1
Żuravit 1x1
Probiotyk 1x1
MagneB6 3x1
Aspargin 3x1
=======================
Wizyta u gina
25.10
08.11
=====================
Wizyta u fizjo
02.11 (oby Nas przyjęła 🙏)
Wizyta u Endo
21.10
=======================
Panie Boże czuwaj Nad Nami
Janie Pawle II módl się za Nami
Nowy rok trwa już trochę a ja dopiero dzisiaj mam chwilę na wpis.
Rok zaczęłam pracowicie,ręce pełne pracy ale nie narzekam 
Pola ma jakiś skok na 4 latka, towarzyszy jej strach. Już jest ok,ale było kilka dni ciężko. Tylko do mnie. Prawdopodobnie przestraszyła sie gry jakiejś i od tej pory soboty są bez telefonu.
Pola odwiedziła dzisiaj dziadków, przytulasek wyprzytulał 
Pomału planujemy też urodzinki Poli 
U mnie cykl trwa.. wizyta pomyślna była ,po tygodniu kolejna i monitoring. W 14 dc był pęcherzyk 22,7 mm (albo 23?) już nie pamietam
endo urosło z 4mm na 10 mm,więc ładnie. Obecnie 7 dpo,brak wyraźniejszych znaków prócz lekkiego bólu piersi i kręgosłupa. Wizyta albo 31(jak ciąża) albo 7/8 luty na podgląd .
Dziewczyny, bardzo wam dziękuję za gratulację.
Jutro idę na kolejną betę, że sprawdzić, czy wszystko jest ok. A do tego czasu na razie trochę stresu... naczytałam się rożnych statystyk, że nawet 30% ciąży umiera w tych pierwszych tygodniach. Ja już miałam swojego statystycznego farta - przy 12% szansach skuteczności IUI, nam się udało przy pierwszej próbie.
Nie jestem z tych przewidujących same złe wydarzenia, ale jeszcze uważam z tą radością, żeby się nie zawieść. chociaż oczywiście w głębi serca trzymam mocno kciuki sama za siebie 
Mam teraz dosyć silne bóle podbrzusza, jeszcze w weekend były delikatne, a wczoraj wieczorem i dziś od rana są dosyć mocne. Mam nadzieję, że to po prostu macica się układa 
Aha no i walnęłam się w wyliczeniach - to początek 5 tygodnia. Ale dokładniej powie mi lekarz do którego idę w sobotę.
Mam kryzys. Kolejny. Tym razem głębszy. Od niedzieli nie mogę przestać płakać. Czegokolwiek bym nie robiła, ryczę. Nic mi nie pomaga. W pracy też płaczę, wychodzę do łazienki i ryczę. Bezgłośnie. Nie łkam. Po prostu chlapię łzami. Wszędzie. Mam je w herbacie, w wodzie, na dokumentach, jedzeniu.
Kolejne wyniki:
wymaz z cewki moczowej u Mężusia - ujemny;
posiew z nasienia - ujemny.
Moje (3 dc):
SHBG - 117,3 (27,8 - 146,0)
DHEA-S - 229,4 (25,9 - 460,2)
prolaktyna na czczo - 16,6 (2,8 - 29,3) tym razem w normie, ostatnio była lekko podwyższona;
prolaktyna po 1 godz. - 222,7 - 13,4 x więcej
prolaktyna po 2 godz. - 186 - 11,2 x więcej
Zaczynam dostinex. A wczoraj łyknęłam aromek.
Wczoraj oglądałam kilka wykładów Barczentewicza. Oczywiście rycząc (prasuję i płaczę, gotuję i płaczę, upycham rzeczy do pralki i płaczę, jadę autem i też płaczę, łzy jak grochy). Dowiedziałam się kilku drobiazgów, o których muszę doczytać. Jest dużo starszy od mojego naprodoktorka i zastanawiam się nad zmianą naprodoktorka. Bo Barczentewicz naprawdę zrobił na mnie super wrażenie. Wychodzi z założenia, że przy idealnym cyklu kobiety, nawet z niskimi parametrami nasienia, są szanse na poczęcie. Te słabe parametry nasienia określił, jako 30.000 - 70.000 plemników. To jest ogrom. Znacznie poniżej normy i znacznie powyżej tego, czym dysponujemy My.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 stycznia 2019, 12:38
No i sprawy miały się tak... inseminacja została odwołana...
Jak wróciłam z kliniki ryczeć mi sie chciało, ale pobiegłam od razu do pracy i jakoś musiałam się trzymać. Powody?
Po pierwsze nasienie słabe, 34% ruchliwości z 1,7 mln (co daje podobno połowę normy minimalnej) do tego owulacja tak jak myślałam była dzień wcześniej - nie bez powodu czułam mocno jajnik.
Lekarz po analizie sytuacji odradził kolejne próby podejścia do IUI, próby poprawy nasienia to miesiące bez gwarancji a czasu szkoda... W lutym na początku cyklu stawiamy się na przygotowanie do in vitro
Cóż logicznie myśląc lepiej tak, niż ślepo wydawać kasę na nikłe powodzenie IUI, i tak zdecydowaliśmy że ivf będzie kolejnym krokiem....
Cóż była, nadzieja, nadziei brak. Kolejny kopniak
Był to dla nas szok - takie wyniki, bo nic nie wskazywało na to, że w ogóle taka wersja może się zdarzyć.
Rok temu mąż miał morfologię 2%, ruchliwość ok, a ilość 3-4 krotnie większa niż norma. Lekarz powiedział, ze wyniki super, bo przy takiej ilość to nawet te 2% to bardzo dużo, 3 miesiące temu morfologia 4%, ruchliwość w niskiej normie, ilość 2-3 razy większa niż norma - lekarz mówi - jest OK, ruchliwość można by poprawić ale nie jest źle, zlecił HBA i DNA
2 miesiące temu HBA i DNA poobniżane, ale niewiele- ruchliwość okazuje się po godzinie dramatycznie spadać. Lekarz mówi - nie jest super.... Gdyby było samo HBA to luz, nie jest bardzo obniżone, gdyby było samo DNA to luz tez nie strasznie odbiega od normy, ale razem......hmmmm....... i ta ruchliwość..... no nie jest dobrze. Decyzja IUI - lekarz mówi, ze będzie z czego wybierać próbujemy.
No i taki klops... Nasienie z całości pobranego materiału również 2-3 krotnie ponad normę, ale po godzinie, po wirówce i preparatyce okazuje się że zostało tyle co kot napłakał.... 1,7ml 34%
To nas najbardziej dobiło, że wcześniej żaden lekarz nie uznał wyników męża za tragiczne.... ze zawsze mówili "no troszkę obniżone, ale nie jest źle".
Analizujemy i fakt, jakieś przeziębienie było, sporo paracetamolu łykał - może to powód...
Ogólnie jestem zdania, że parametry można poprawić - że dieta, ruch i suple działają wiele i nie zamierzamy z tego rezygnować, ale za miesiąc kończę 37 lat - jeśli kiedykolwiek chce być mamą to nie mogę liczyć na suplementy - nie mogę czekać - nie będę przebierać w środkach.
Przegadaliśmy temat do "porzygu" wyciągnęliśmy z sytuacji pozytywy i idziemy na przód. Możemy skorzystać z programu warszawskiego, kasa która miała iść na 3IUI pójdzie już na ivf - ten rok to dla mnie ostatni dzwonek.
Pomimo tego, że dokumenty jeszcze nie podpisane, lekarz już zdecydował się protokół długi, przepisał od początku cyklu antykoncepcyjne i kazał się stawić między 7-14 dc.
Wizyta umówiona na 5 lutego, do końca stycznia musimy podpisać zgody i przystąpienie do programu, tak nam doradzili bym nie musiała robić świeżego AMH które ma być nie starsze niż 3m-ce - taki wymóg by mieć dofinansowanie z miasta.
Dostałam obszerny informator, który rozjaśnił mi wiele pojęć. Teraz to dopiero nadzieja wskoczy na wyżyny... jedyne co mnie przeraża to to - że to ostatnia deska ratunku.
17tc+0
Minął kolejny tydzień, nadal nie wydarzyło siw nic złego, zaczynam wierzyć ze to dobry znak...
Jutro mamy wizytę... chce wierzyć ze będzie dobrze, musi.... synku rośnij i walcz dla mamusi, dla tatusia... córeczko, daj mu siłę do walki o życie, mi tez
bo moje zycie bez niego nie ma sensu 😢.
Trzymajcie kciuki jutro za nas 🙏
Błagam, niech ten cud trwa...
Boże... błagam pozwól mi zatrzymać to dziecko... 🙏🙏🙏 nie mogłam zatrzymać córeczki, błagam zostaw mi chociaż synka... 🙏🙏🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 kwietnia 2022, 12:25
Dola dzis mam. Nic mi sie nie chce.
Ola na sniadanie tylko 1/2 pomidora zjadla. Wiec dopchalam ja mlekiem. Reszta posilkow i rytm dnia zachowany.
101015 wspolczuje rota i szpitala. Masakra.... dlugo byliscie na leczeniu?
Wiecie co? Niby jestem w ciąży już od jakiegoś czasu, ale chyba dopiero dzisiaj dotarło do mnie, że będziemy rodzicami
. A to wszystko przez mojego doktora, bo pokazał mi dziś Maluszka na USG 4D i teraz zamiast rozbierać choinkę to siedzę i wpatruję się w to zdjęcie


Nasze Dziecko
nasze Szczęście
Owoc miłości i determinacji mojego Męża 
Kochamy tego Maluszka najbardziej na świecie 
Pięknie biło mu serduszko (148), wszystko jest na dobrej drodze
.
Doktor mówił, że mam się nie stresować jak powoli będą mijały mi dolegliwości, bo to normalne. Polecił dużo odpoczywać i dużo mówić do brzuszka
.
Kolejna wizyta 01.02. i będziemy ustalać termin badań prenatalnych

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 stycznia 2019, 13:46
Dzisiaj 35 dzień cyklu . 5 dni spóźnia...
Jutro rano robię test ale i tak nie wierzę że się udało ... Mimo wszystko trzymajcie kciuki 😊
http://static.pokazywarka.pl/8/u/b/e0669bf0b27075ba16ccfd1ea4410193_orig.jpg
Nowy rok, nowy tydzień, nowy dzień... I czekanie... Być może na wyrok... Jutro ostateczna decyzja co się dzieje... Boję się, jestem niecierpliwa, moje myśli krążą. Przestałam nawet czytać na forach... Uznałam że już wszystko jasne. A jutro to będzie tylko postawiona "kropka nad i".
Jeszcze, aby zapamiętać ta chwile, że jestem w ciąży... Ze nie nacieszylam się nią za długo... Zrobiłam sobie dzisiaj po pracy test dla przypomnienia. Moja pierwsza druga kreska. Oby nie ostatnia i nasze marzenia o naszym malenstwie nie długo była realna oraz w końcu zacząć urządzenie drugiej sypialni. Będę jedyna z rodzeństwa która jest bezdzietna. Najmłodsza siostra ma już 11 letnia córkę, najstarsza dwójkę dzieci, a dwójka młodszego rodzeństwa w drodze. Tylko ja bezdzietna. Chciałabym wreszcie, aby spełniło się moje życzenie, w końcu będę mogła żyć, planować co bardzo lubię... Staram być zorganizowana... Nie mam wspólnego języka z 3 z 4 rodzeństwa u nich tylko kasa w głowie i ich sprawy i nikim się nie interesują. W końcu chce mieć kogoś kogo będę kochać bezwarunkowo i będzie moim oczkiem w głowie.
Jutro pewnie popadnie w ogóle w depresję a przynajmniej na chwilę jak usłyszę źle wiadomości. Nie wiem czemu dobrych ludzi spotykają zle rzeczy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 stycznia 2019, 15:15
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.