stayaway W oczekiwaniu... 21 stycznia 2019, 14:02

Okres spóźnia mi się 4 dzień. Zaczynam świrować. M też. Niby ciągle powtarza, żeby się nie nastawiać i jeszcze zaczekać, ale dziś rano jak się dowiedział że dalej sucho, przytulił się do brzuszka i zapytał czy coś tam się dzieje. Daje sobie jeszcze jutro na powstrzymanie. Jeśli nie przyjdzie, w środę zrobię test, a jeśli ma przyjść, proszę niech przyjdzie już bo oszaleję.


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 stycznia 2019, 14:02

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 21 stycznia 2019, 15:05

Właśnie powróciłam do lykania magnezu z wit b. Piore w jelp. Bez plynu do plukania. Tez myslalam, by przemywac mu ranki mlekiem. Sprobuje. Dzis caly dzien spedzilam u kolezanki. Pierwszy raz z wozkiem pociagiem podmiejskim jechaliśmy. Podobało mu się. Mialam go na kolanach. Teraz jestesmy w drodze powrotnej i maly spi. Padł. Troche sie awanturowal, bo natlok wrazen (koleżanka ma 2 dzieci wiec bylo trochę halasu i zamieszania) ale musze go przyzwyczajać, ze jest zycie poza domem. Dobrze ze pojechalam. Dzis Blue monday. Oszalalabym sama w domu.

"Ale Ty nigdy nie poddasz się"

25dc/13cs

Zero objawów.

Jak patrzę na mój ostatni wpis to aż się sobie dziwię. Ale widocznie wypisanie tego wszystkiego spowodowało wewnętrzne oczyszczenie. Teraz jestem spokojna, szczęśliwa. Dziwne? Mam nadzieje, że to wejdzie mi w nawyk.
Jestem wdzięczna! Tak! Skończyłam Nowennę Pompejańską! Jestem dumna z siebie. Wydawało mi się, ze nie podołam, że jest dla mnie za trudna. Ale udało mi się! :)
Dostałam kopa do życia! Koniec z siedzeniem i odmawianiem sobie życia w oczekiwaniu... Spokojnie doczekam się i ja. Wierzę w to! Koniec kropka.
Mój M mówi, że nie ma sensu teraz wylewać żali. Będziemy się smucić jak będziemy mieć po 43 lat i dalej będziemy we dwójkę. Ale i wtedy to nie będzie koniec świata.
Także obecnie robię plany na ten rok, które nie obejmują ciąży! haha może życie akurat mnie miło zaskoczy.

Furiatka Third time is a charme 21 stycznia 2019, 17:38

29 tydzień (28t 3d)

Ruszyliśmy z kopyta z wyprawką. Ja jak zwykle od dupy strony, czyli od najmniej potrzebnych rzeczy, jak ozdoby do emilcinego pokoju. W weekend małż z dziadkiem skręcili pierwsze meble i nie chciałam, żeby stały takie puste. Tak to sobie tłumaczę :D A prawda jest taka, że jest dzisiaj tyle pięknych rzeczy dla niemowląt, że nic tylko kupować. Czasami naprawdę trudno mi się powstrzymać.
Od koleżanki odkupiłam za symboliczną kwotę całą pakę ciuszków w tych mniejszych rozmiarach. Myślę, że dokupię kilka nowych sztuk i garderoba na pierwsze miesiące będzie pełna. Zamówiliśmy też łóżeczko dostawne, bo wszyscy znajomi mocno zachwalają i zgodnie twierdzą, że warto. Dzisiaj też zdecydowaliśmy się ostatecznie na wózek. To był chyba najtrudniejszy wybór, biorąc pod uwagę jak szeroka jest oferta i jak duża rozpiętość cen. Nam zależało na rozkładanej na płasko spacerówce, żeby mała, jak już podrośnie, mogła ucinać sobie w niej wygodnie drzemki w ogrodzie. Mój brat "wietrzył" tak swoje dwie córki i super się to sprawdzało. Dzisiaj większość spacerówek ma siedziska kubełkowe, co z jednej strony podobno polecają fizjoterapeuci, ale do drzemkowania na dłuższą metę się nie nadaje, bo dziecko nie może się obrócić. Ostatecznie stanęło na Cybex Priam. Musimy jeszcze wybrać fotelik, ale to już zostawiam małżowi, bo lepiej ogarnia te wszystkie techniczne sprawy.
Ostatnio byliśmy też na świetnych warsztatach "Bezpieczny maluch". Pojawiło mi się wydarzenie na FB i stwierdziłam, czemu nie. Fajne zajęcia z ratownikami medycznymi odnośnie transportu ciężarnych, maluchów, pierwszej pomocy itp. Jeśli macie okazję się wybrać, polecam. Organizują je w różnych miastach.
A co do samopoczucia, to - odpukać - jest nieźle. Co prawda, jutro znowu badanie krwi, więc się stresuję, ale ostatnio hemoglobina trochę na plusie, więc mam nadzieję, że tendencja się utrzyma. Brzuch coraz większy, ale póki co dobrze mi z nim :).

W sobotę poczułam, że znowu się nie udało. Nie wiem jak to opisać, po prostu to się czuję. Co gorsze zawsze uważałam, że jeśli nie w tym cyklu to uda się w następnym, jeśli nie w następnym to może za kilka miesięcy, a może za rok. Czułam, że kiedyś na pewno. I przeszło mi to. Już łapie się, że w swoich planach nie uwzględniam potencjalnego dziecka. I wkurzyłam się nawet jak mąż się pytał, czy my możemy na pewno jechać na dyskotekę, czy to nie przeszkodzi zagnieżdżeniu. Ale jakiemu zagnieżdżeniu? Ja już próbowałam i leżeć i odpoczywać, i chodzić na sapery, i jeść ananasy, jeść nospy i magnezy... Ile można życie układać pod cykl?
No więc byliśmy w sobotę na tej dyskotece. Wcześniej przez kilka dni miałam pobolewanie brzucha jak na @, po przetańczeniu brzuch mnie tak rozbolał, że musiałam przystopować, miejsca operowane zaczęły piec, kłuć. Jednak 2 miesiące to chyba za wcześnie... Ale później wszystko przeszło. Tak nagle. I już więcej brzuch mnie nie bolał. Znowu wiem, że się nie udało. Moja macica przemieszczona w lewą stronę chyba się nie nadaje na utrzymanie ciąży. Jeszcze raz słyszałam, że mam "żylakowate powiększone przymacicze", raz, że może to adenomioza? Jak ja mogę mieć taki śmietnik w brzuchu w takim wieku.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 23 stycznia 2019, 10:11

Brrr, ale zimnica. Dzis będzie tylko krotki spacer.

Dziewczyny, nie ogarniam się. Brak czasu na cokolwiek. Zwlaszcza na bbf, hehe.

Emil mi się zrobil taki buntowniczy. Nie da sobie glutow odciagnac z noska, chociaż wcześniej jak slyszal melodyjke, to sam odchylał glowke do tylu. Wczesniej otwieraj pyszczek do kropelek, a teraz jak widzi buteleczke Fenistilu, to zaciska wargi z calych sil. Je chętnie, ale spróbuj go ‘umyc’ mokrym ręczniczkiem po jedzeniu – masakra. Zlosc, awantura, sąsiedzi zaraz wezwa policje. Chyba rosnie mi dziec i chce sam o sobie decydować. A ja-perfekcjonistaka musze się pogodzić, ze będzie mi caly dzień chodzil z kaszka zaschnieta pod nosem i na brwiach. Coz…

Jeżyk pytala jak reaguje na obcych. Niezle. Lubi być w ‘miejscach publicznych’, gdzie może się gapic na ludzi, ale nikt go nie zaczepia. Bank, przychodnia etc. Chociaz jak nie musze, to go nie zabieram ‘w tlum’. Bo zaczepek, które sa w dużym gronie rodzinnym (patrz: te nieszczęsne swieta) nie lubi. Albo smiesznie, bo wpadla do mnie kolezanka z psem (yorkiem). No i ta psinka lata po mieszkaniu, a ja Emila akurat wyciagalam z lozeczka po drzemce. I jak zobaczyl psa w swojej sypialni to się przestraszyl hehe. Wiecie jak to jest; budzi się człowiek, ledwo oko otworzy, a tu PIES. Ale za chwile już się oswoil i wpatrywal się w sunie, a ona lizala go po rekach… Wysokie stadardy higieniczne, nie ma co :oP

W ogole przyzwyczajam Emila do ‘mycia raczek’, bo to o milion procent zmniejsza ryzyko zachorowania. Zanim zaczniemy jesc, to ‘myje’ mu raczki mokrym recznikiem i tlumacze, po co to robie. Rzecz jasna nie znosi tego. Ale za jakiś czas będzie musial myc w miseczce, a potem w umywalce, wiec staram się budowac nawyk.

Je dość chętnie. Na sniadanie kaszka helpa na wodzie + jakiś owoc (banan, gruszka, starte jabłko lub mus jablkowy). Na obiad kasza jaglana+cukinia, batat, ostanio nawet sloiczkow gerber kilka kupiłam. Groszek+cukinia+brokuł bardzo mu smakowal. Lubi jak nabiera mu się na lyzeczke, a on sam trafia do pyszczka. Niezbyt chce brac w raczki. Tzn bierze kawalek batata (w kształcie frytki) i celnie trafia fo pyszczka, ale mu się lamie ten kawalek, nie potrafi ‘odgryzc’ dziąsłami i jest frustracja. Szukajac inspiracji kupiłam na olx ‘u bobasa na talerzu’. Slaba ksiazka. Zalecenie zagęszczania wszystkiego kasza manna. Po 8miesiacu docukrzanie kompotow etc. Deserek na bazie mleka mm (mleko mm+malina) – tez mi przepis. Teraz poluje na alaantkowe w dobrej cenie. I jeszcze chce kupic ‘thermomix dla dzieci’ jako, ze jestem szczęśliwym posiadaczem tej machiny. A w ogole jestem w szoku, bo niby nie je dużo, ale już się zmienil harmonogram kupek. Nie strzela już swojego wielkiego porannego (od razu po przebudzeniu) kupalka, tylko później w ciągu dnia (najchętniej jak siedzi mi na kolanach podczas karmienia-smacznego…). Troszke puszcza baczkow i slysze jak mu ‘jezdzi’ w brzuszku, ale musi się ten układ pokarmowy przestawić na inne rzeczy niż mleko. Nie sa to jakies wielkie dolegliwości, ale ewidentnie cos tam się nowego dzieje. I jeszcze uważam, ze karmienie na kolanach jest mega niewygodne. Czekam na ‘kubelek’ do sadzania niemowlaka w krzesełku stokke tripp trapp, które dostaliśmy.

Marti... Goniąc czas 23 stycznia 2019, 10:13

101015 dooooookladnie. Może robić jedną rzecz na raz... zabawić dziecko. Ewentualnie nakarmic lub przewinąć. Najlepiej soku. Bo 2 to masakra do przewiniecia. Mój w ciągu 8 miesięcy przewinąć kupę 6 razy. Tak 6

1dc

Wczorajw pracy okropnie dziwny ból brzucha, śluz z odrobiną krwi, wręcz drętwienie "pipki", które ustało po kilku godzinach, może temu ze wzielam przeciwbólową tabletkę. Wieczorem jak położyłam się spać, również dziwny ból brzucha, leżąc na plecach mocniej mnie bolało , wiec zasnelam na boku, gdzie później tez coraz bardziej odczuwałam ból.
Tak, tak ! Zaczeło się, w nocy wstałam cała mokra zalana krwią. od razu po 4 napisałam kolezankce ze zaczelo się, ogólnie dobrze się czuję , tylko co chwile skurcze mam mocniejsze niż na zwykłą @. Z jednej strony cieszę się z drugiej przykro mi jest. Zasnelam dopiero przed 6 i wstałam o 8, ciekawi mnie ile to potrwa czy normalnie ok 5 dni? Dzisiaj zadzwonię do kliniki i powiem, ze doktor mowil aby do recepcji pojsc jakby się zaczelo…. poronienie. Boli glowa, ogólnie słabo się czuje ale może jak zjem cos to jakos przejdzie ? Popytam się czy w razie czego męża mogę wysłać, bo ma upoważnienie w klinice, dam tylko co trzeba mu i będę czekała aż się skończy. Boli już wszystko brzuch, jajniki raz jeden mocniej raz drugi mocniej, podbrzusze... chyba najgorsze jest ze bol odczuwam tez w plecach wręcz w nerkach, nawet w krzyżu mnie lupie, a nie dawno wstałam.

Edit:
Nie ma to jak leżenie z bólem wnętrzności... Przy filmie, którym leje się morze łez "czasem słońce, czasem deszcz"
Brakuje tylko lodów, lecz później męża poproszę o kupienie jak będzie wracał do domu. Ewentualnie jeszcze jakieś ciasto.


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 stycznia 2019, 13:07

trillian Lepiej późno niż wcale 23 stycznia 2019, 09:10

Może jednak nie jest to cykl stracony :) Wczoraj test owulacyjny pokazał mega mocną druga kreskę! A już chciałam przestać je robić w tym cyklu..
Ból owulacyjny jest - co dziwne w obu jajnikach go czuję... Może wwreszcie leniuch lewy się zabrał do roboty, a prawy tym razem z rozpędu i dla towarzystwa? :)

No i dupa.
Nawet poród musi być z przeszkodami.
W szpitalu nie ma miejsc.
Czekam aż moj gin pojawi się w szpitalu. Ma się zorientować co i jak i zadzwonić kiedy mam jechać.

Beta 177,2 ...
Czuję mega lęk. Lęk, że ta bajka pryśnie, chociaż m. mówi, że ja to nawet we wzorcowej ciąży bym panikowała tak samo - no racja :)
Ale boję się, bardzo się boję tego krwawienia, tego, że nic nie czuję, nawet piersi swoich. Mózgu swojego chyba też :|
Wizyta u doktorka dopiero we wtorek. Do tego czasu na prawdę oszaleję!!!!
Czujemy się oboje jacyś skonfundowani. Zdezorientowani.Zszokowani.

Z boskiej strony życia.
W dniu swoich urodzin w grudniu '18 zakończyłam nowennę pompejańską. Modliłam się o naturalne poczęcie zdrowego dziecka. Niewątpliwie Matka Boża się za nami wstawiła i spełniła prośbę naturalnego poczęcia (mimo, że wynik morfologii mojego m. 19 grudnia wyniósł okrągłe 0%!). Wobec okoliczności toż to jest cud. Mam nadzieję, że Dobry Bóg zostawi to dziecko nam tutaj na ziemi i że będzie zdrowe. Mam nadzieję, że nie chcę zbyt wiele...

Marti... Goniąc czas 23 stycznia 2019, 09:39

Niewiele nowości u mnie. Samopoczucie na poziomie 3w skali do 10.

Byłam u lekarza.dostalam skierowania wszystkie potrzebne do dietetyka. Właśnie siedzę na badaniach. Już zapomniałam jaką krzywa glukozy jest cudowna.
Boję się wyników badań. No nic. Zobaczymy.

Ola została z tatą w domu. On pracuje dziś z domu. Ale wkurwilam sie. Ja robię przy dziecku dziecku wszystko.a on musi mieć dziecko całkowicie ogarnięte z zostawionainstrukcja co za 20 min a co za 40.... nawet musiałam zaczekać jak Ola zje śniadanie. Umyć ją i przebrać. Zajebiscie. Śniadanie zjem o 13 dzięki temu. Ale co tam. Ważne by tatuś się nie narobił. Bo dwie prawe ręce (Jest leworeczny). A właśnie. Ola je najczęściej lewą ręką. Ciekawe czy to już oznaki, że będzie leworeczna.

Trzymajcie kciuki żebym nie puściła pawia po tej glukozie. Bo coś mnie mdli


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 stycznia 2019, 09:41

Śpieszę donieść: ureaplasma wybita! Wybita do DNA :) Hip hip hurra! Było badanie wykrywające DNA tego świństwa i jest to bardzo dobra informacja!
Poza tym przyłączam się do apelu: ovu zrób coś z komentarzami i przestań gmerać, mi lepiej się czytało pamiętniki na różowym, czyli ciemniejszym tle!

Gula Misja „bobas” ;) 5 lutego 2019, 14:46

Ovu uzależnia ;) co chwilę wchodzę i przeglądam, czytam historie, które niespodziewanie zakończyły się ciążą. Fajnie! Ale obawiam się, że od wpatrywania się w wykres, nic tam się nie zmieni :P

1dc po nieudanym invitro to leci już 35 CS lub 36 straciłam rachubę
Pieniędzy na drugie podejście nam nie starczy musimy dozbierać więc aktualnie tylko cud może się zdarzyć
Jestem wykończona psychicznie nie wiem jak się odnaleźć w świecie bez starań nie wiem jak żyć bez myśli o tym który dzień cyklu i wogole bez nadziei na powodzenie
Serduszkowac dalej będziemy tylko wiem że to na nic
Teraz uśmiecham się tylko do syna on trzyma mnie w calosci


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 stycznia 2019, 10:45

24dc
Okres zbliża się wielkimi krokami.
Samopoczucie: -2/10

O przesadzaniu.

Według wszechmądrych kart Creightona powinnam okres dostać jutro. Według mojego samopoczucia - pojutrze. Zawsze przed okresem największy dołek i jednocześnie szczyt przedokresowych dolegliwości mam 2-3 dni przed okresem. Wczoraj niezbyt się czułam i dzisiaj nielepiej więc zobaczymy kto wygra i lepiej przewidzi 1dc.

Od następnego cyklu rozpoczynam brać letrozol. 5tabs w 5 dc. Zawsze co prawda miałam owulację, ale skoro pomysły się skończyły to próba nie strzelba. Mam spróbować przez 3 miesiące i właściwie jedyne co mnie martwi to że nie będę miała monitoringu w tym czasie. Wydaje mi się to kompletnie bez sensu.

Mam dzisiaj koszmarnego doła. Próbowałam się umówić do innych lekarzy - w Katowicach zapisy wstrzymane na kilka miesięcy, w Krakowie dostałam termin na 23 maja. Póki co nic wcześniej się nie zwolniło. Siedzę w pracy przy biurku i łykam łzy. Tzn. prawda jest taka że ryczę i muszę to jakoś niezgrabnie tuszować. Trochę się czaję za ekranem a troszkę udaję że krew mi leci z nosa.

Właściwie nic się nie stało. Tyle czasu już czekam że obiektywnie rzecz biorąc te parę miesięcy nie robi różnicy. Ale to również oznacza kolejne miesiące czekania, nerwów napiętych jak stringi na tyłku Kim Kardashian, ogłoszeń o ciążach innych ludzi, przedokresowych dołków, okresowych płaczów, pookresowych stresów i owulacyjnych ciśnień.
Jestem tym strasznie zmęczona i coraz ciężej mi nadal walczyć. Zniechęcenie i rezygnacja pożera mnie na przemian z coraz krótszymi i bardziej lichymi przebłyskami nadziei i motywacji.
Kto i jak długo jest w stanie wytrzymać taką huśtawkę? To trochę jak choroba afektywna dwubiegunowa - z tym, że rzuty depresji są coraz częstsze i coraz głębsze. I dodatkowo wszyscy wokoło Ci mówią że przesadzasz. Bo u mnie w rodzinie w ciążę się zachodzilo zanim się w ogóle weszło do łóżka więc dzieci były raczej utrapieniem. Bo co to znowu za tragedia nie mieć dzieci? Podróże, kariera - to jest wartość. Ciesz się życiem bez zobowiązań, dziewczyno!

Próbuję. Ale mi nie wychodzi. Bo czuję się gorsza, niepełnowartościowa, wstyd mi że nie potrafię tego co reszcie rodziny przychodzi z łatwością. Słyszę że przesadzam.

Pewnie racja, przesadzam. Ale przecież nikt nie trzyma w ogrodzie jabłonki, która nie rodzi jabłek. Czuję się dokładnie tak samo bezwartościowa.

Podczas mojego pierwszego slynnego załamania nerwowego szukałam w internecie jakiejś pomocy psychologicznej w związku z emocjami w niepłodności. Jakichś artykułów, opracowań, książek. Zapamiętałam z tego co przecztałam 2 rzeczy:
1. Poziom stresu podczas dlugich nieudanych starań o dziecko jest porównywalny z tym, którego doświadczają osoby ciężko chore - np. w chorobie nowotworowej
2. Jeżeli starasz się o dziecko przez 37 cykli to tak jakbyś 37 razy przeżyła stratę bliskiej osoby - bo emocje względem dziecka które chcesz począć są realne, nie ma znaczenia że ono nie istnieje - myślisz o nim, planujesz, kochasz je tak jakby było rzeczywistą osobą. I ta strata jest realna.

Nikt nie mówi osobie chorej albo takiej która straciła kogoś bliskiego że przesadza.
Ale nikt kto nie przeżył zmagania z niepłodnością nie zrozumie tego bólu. Dla nich zawsze będę "przesadzać".

Mamy już ponad dwa miesiące!

Wczoraj byliśmy u księdza - w niedziele Wielkanocną chrzcimy Tosię :)

Szczepienie przesunięte z wczoraj na 6 lutego.

No i wciąż tak bardzo czekamy na wiosnę! Choć wytrwale spacerujemy w tym mrozie :D

Tosia wciąż śpi z nami w łóżku :P Póki jest mała i się nie wierci, to wszyscy się wysypiamy :P

Na wizycie popołogowej u mnie wszystko w porządku :)

Siedzę w kuchni i czekam aż dopieką się muffinki. Mocno wzięło mnie na pieczenie :). Ostatnio robiłam z truskawkami, a dzisiaj z borówkami. Muffinki to na chwilę obecną jedyna słodycz, którą akceptuje mój organizm :). Czekolady, wafelki, batoniki są w odstawce. Może to i lepiej, przynajmniej nie przytyję :).
Ogólnie czuję się coraz lepiej :). Mdłości powoli mijają, ale za to jestem strasznie senna i mogłabym spać cały dzień. I więzadła zaczynają mnie boleć, ale to z rana.

22 dc, podobno 5 dni po owu, chociaz ja myślę, że 6.

Tak pokazuje mi ovu. Tak, Wykupilam abonament, nadrobilam też wykresami i dostałam miesiąc gratis.

Strasznie nie lubię tego nowegi interfejsu, zniechęca mnie trochę, troche obco się tu czuje, no ale moze to kwestia przyzwyczajenia.
Ale nie o tym... oczekiwania ciąg dalszy :)
Ostatecznie u lekarza nie byłam, szkoda czasu na bieganie było po gin. tylko dla wiadomości z którego jajnika ta owulacja :P
Wolelismy działać.
Test pozytywny wyszedl właśnie wtedy.
A teraz czekam sobie. Nie chce się nakręcac ale Dzisiaj mnie cały dzień boli lewy jajnik, czasem bliżej lewej strony macicy , takie same bole mialam w poprzedniej ciazy,tylko z prawej str z tym, że w dniach miesiączki i potem się tak pojawiały te bole.
W sumie to by się teraz, gdyby się udało, to zaczynała by się implantacja. No cóż, czekam.... eh jeszcze tydzień.
Na wszelki wypadek ograniczylam ćwiczenia, troche się boję. Jestem jednak na zdrowej diecie:) beztłuszczowej, mniejsze porcje, częstsze posiłki, dużo warzyw, owoców, rezygnacja z białego pieczywa i maki pszennej. Tylko chude mieso. I jest spoko. Czuje się lżej:)

Niech moc będzie z nami!:)

ŚRODA
tsh 2,4!!!!! po podniesionej dawce letroxu!!!! Nie spada :( :( :( i wszystko jasne skąd ta torbiel!!!! I niech mi ktoś tu powie, że tsh wcale nie przeszkadza w zajściu w ciążę. Aha. Bez owulacji raczej ciężko żeby ciąża się udała :/ u mnie tsh musi byc max 2. Koniec. Kropka. I ch*j bombki strzelił. zly.gif

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)