Dostalam sie do doktora na 25 stycznia do Łodzi, jadę o 4,30 pociagiem, ostatnia nadzieja
5dpt.
Kurczę, dalej mnie ćmi. Czuję się gdzieś jak tydzień przed @. No bo w sumie by tak było 🤷♀️ nawet luteina mi zaczęła mocniej wypływać, więc na bank jakieś tam mikroskurcze/ruchy są. Ale matko, nie wkręcaj sobie. Jeszcze biorę spasmolizę, przecież ona też jest rozkurczowa. Ale nospe chyba też można? Na wszelki wypadek zaopatrze się dziś w aptece.
Żale się dziś mężowi, bo wczoraj nawet się nie widzieliśmy, że brzuch mnie zaczyna boleć, a on, że tak może być, wręcz jakby zadowolony, strzelił mi zastrzyk z neoparinu i w podskokach wybiegł do pracy.
A ja jestem już spóźniona. I wcale nie chce mi się wstać.
Wczoraj napisałem jeszcze raz emaila z wynikiem progesteronu. Dalej cisza.
5+0 - rozpoczęliśmy 6 tydzień 
Według miesiączki. Zobaczymy jak lekarz określi wiek Kropeczki.
Kalija- trochę poczytałam, no i zastosowałam się do Twojej rady. Przesunęłam jutrzejsza wizytę i odwiedzam lekarza w pt za tydzień, 1 lutego. Chce od razu usłyszeć serduszko 
Obiecałam sobie, że nie będę wariować, nie badałam nawet bety. Wiem jak można ześwirować porównując każdy wynik, chce tego uniknąć. Z drugiej strony może jednak bym się uspokoiła? Zadziwiająco czuję jak leci że mnie śluz - taki gęsty, kremowo- biały. Za każdym razem wręcz biegnę do łazienki sprawdzać czy to nie krew.
Ale czuję się dobrze. Można powiedzieć że gdyby nie test i brak okresu nigdy bym się nie spodziewała, że coś tam zaświtało 
Jutro jedziemy na weekend świętować do Zakopanego. Pierwszy raz od kiedy jesteśmy razem zaliczymy góry zimą bez stoku i deski snowboardowej. Ale zdecydowanie spacery po Krupówkach mi wystarczą 
Największy dylemat mam co do ferii. Mamy opłacony tygodniowy urlop w Turcji 17-24 luty. Chcieliśmy Młodą zabrać, to mial byc nasz pierwszy urlop z nią za granicą. Przy okazji zwerbowaliśmy moje rodzeństwo z dzieciakami i nazbierało nas się 10 osób. Ale dla mnie nasza Kropeczka jest najważniejsza. Jeśli lekarz powie choć słowo - nie polecę. Chociaż wiem, że nie ma żadnych przeciwwskazań jeśli ciąża jest prawidłowa aby podróżować w ciąży. Tak więc pytanie czy wszystko w porządku.
Po wizycie, jeśli wszystko będzie ok chyba wykupię abonament aby przejść na fioletową stronę. Chce mieć kiedyś pamiątkę 
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 stycznia 2019, 08:29
Wczoraj wieczorem przyjęli mnie. Zero akcji. Dzisiaj mają mnie przygotować
A poród jutro
Mają mi balonik założyć
Monitoringu ciąg dalszy, 12 dc:
endometrium 8,6 fazy I cyklu, gdyż jest trzywarstwowe (bardzo ładne, jestem z siebie prze-mega-dumna)
Lewy jajnik: jajeczko 2,7 x 2,04, w mojej ocenie za duże.
Prawy jajnik: jajeczko 2,65 x 2,42, w mojej ocenie również za duże.
Naprodoktor stwierdził, że one mają szansę jeszcze pęknąć, natomiast na przyszły cykl umawiamy się na monitoring wcześniej i podanie ovitrelle przy 1,8 cm jajeczku. I teraz się zastanawiam czy podawanie mi Ovitrelle przy takich wynikach mojego Mężusia ma sens?
Żeby dodać sobie zagwozdki: w tym cyklu robię testy owulacyjne clear blue dual (estradiol i LH), puste kółko - nic, migająca buźka - wysoki poziom płodności, stała buźka - szczyt owulacji. U mnie 6. dzień z rzędu jest migająca buźka
nie wiadomo, płakać czy śmiać się?
Poza tym, miałam kolejną stertę prasowania, a co za tym idzie włączyłam sobie kolejne wykłady Barczentewicza. Jego zdaniem optymalne jajeczko ma 2,1 cm. I wszędzie, wszędzie jest naltrekson. Naltrekson na poronienia, naltrekson na endomendę, naltrekson na PCOS. Zaczęłam brać i ja. Wszyscy mają mambę, mam i ja. Zobaczymy czy to coś pomoże.
Są wyniki azf. Ale nie wkleją nam online, tylko prześlą pocztą, gdyż jest to tak poufne.
Dziś wizyta Mężusia u urologa. Jutro wizyty w 2 klinikach. I teatrze. Będzie się działo, za to w przyszłym tygodniu jadę na szkolenie do Krakowa.
Poza tym stwierdziłam, że wracam do tańca i do wspinaczki. Stawy już odpoczęły. Dziecka nie ma, a ja bez sportu nie daję rady. W ramach operacji TRUSKAWKA, do METOD walki z wrogiem doszła pod numerem 8. DBAŁOŚĆ O ŻYCIE POZASTARANIOWE.
Uściski dla Wszystkich, no i drogie Staraczki, ostatnio tu trochę osób poprzechodziło na fioletową stronę mocy (zazdraszczam i gratuluję pozytywnie), w związku z tym, my nie możemy wiecznie w peletonie, musimy zorganizować więc Ucieczkę z peletonu i również przejść na fioletową stronę mocy! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 stycznia 2019, 09:55
Ja chyba oszaleję.... dziś weszłam rano na wagę i co... tyle samo co na pierwszej wizycie. Co prawda usg tydzień temu pokazało, że mały jak najbardziej rozwija się prawidłowo... ale zaczynam się martwić czy wszystko jest ok. Połówkowe za tydzień. Czy, którejś z Was też udało się nie przytyć do 20 tygodnia ciąży?
Wczoraj u mnie jak u Teściowej był ksiądz po kolędzie. Ja nastawiłam się bojowo że jak mnie zapyta o dzieci to bojowo odpowiem podchodzę do ivf itd. Ale na szczęście obyło się bez tego. Zapytał się czy jesteśmy po ślubie, potem ile jesteśmy po ślubie i gdzie pracujemy. Więc odetchlam.
Za to u teściowej pytał się ile lat dzieci po ślubie i ile mają dzieci. Był w szoku że 3 lata i bez dzieci, radził abyśmy udali się do Skępe pomodlić o potomstwo, bo każdy kto tam jedzie potem jest w stanie błogosławionym. Teściowa powiedziała że też tam byliśmy i w Licheniu i Częstochowie i nic to nie pomogło. Ksiądz tylko spuścił głowę i zadawał inne tematy. Chyba stwierdził że nam nic nie pomoże.
A ja się wciaglam w super serial, po nocy go oglądam. I przypadkiem przed rozpoczęciem seansu wpadłam na pomysł, aby zobaczyć jakie konkursy są na wygranie biletu do kina. Był konkurs na Asteriks i Oberixa. Mojemu gadam może spróbujemy ten proboj może znów ci się uda. Pamiętam jak byłam w kinie też na wygranej bajce pomyślałam jak była reklama Asteriksa może będzie konkurs i wygraj bilet.
No więc złapała mnie wena twórcza i odpowiedzialam na pytanie dotyczące konkursu. W myślach miałam nadzieję że może się uda, że chciałabym wygrać. Ale z 2 strony czułam że nie mam szans.
Niedawno dostałam info, wygrana w konkursie. Po raz 2 mi się udało wygrać bilet do kina, szkoda że na bajki, ale liczy się to że wygrałam. Chociaż w jednym nam farta.
2 dc miałam skrzepy. Nie pamiętam kiedy ostatni raz je miałam. Boję się że to coś poważnego. Może to od torbiela. Ciekawa jestem czy mi pęknie bo nie chce iść na operację. Za 2 tyg nam monitoring.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 stycznia 2019, 13:53
Dzisiaj Haneczka skończyła 5 msc 
Wczoraj "krzyknęła" na mnie... już wiem, że nie warto przetrzymywać jej w bujaczku jak jujczy 
A propo in vitro- mieszkamy w małym miasteczku- tutaj takie sprawy rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. My nie robimy z tego niewiadomo jakiej tajemnicy- wiedzą nasi bliscy znajomi, rodzina. Chcemy sami córce powiedzieć kiedyś w jaki sposób powołaliśmy ją na świat, a nie żeby dowiedziała się od jakiejś kanalii, która np. będzie ją pokazywać palcem i mówić, że "to jest ta z in vitro".
Owszem, jestem dumna, że przeszliśmy taką drogę i, że jesteśmy rodzicami. Ale nic nie upoważnia przyjaciół do rozgadywania takich spraw.
Kropka.
no i co, wyniki prawie już są... póki co moje wyniki które dostałam (jak to lekarz stwierdził) są ok, za to wyniki mojego M.. pogorszyły się diametralnie.. wcześniej mieliśmy problem z morfologią i DFI ( genetyką) nasienia.. teraz natomiast genetyka nadal zła, morfologia skocyzła z 1% na 6 % za to ilość nasienia, ruchliwość i żywotność spadły poniżej normy... Ja już pomału tracę siłę... nie wiem co robić, co myśleć..
diagnoza u męża? dosyć długa: oligozoospermiaI, asthenozoospermiaII/III, żywotność poniżej normy, fragmentacja powyżej normy...
jestem załamana.. Chociaż nie chce żeby M widział to po mnie.. jest styczeń a mi już brakuje siły...
Dlaczego życie nas tak karci... Naprawdę naszym jedynym marzeniem, jest jedno zdrowe maleństwo, nasze.. to by ktoś powiedział do mnie mamo a do mojego M tato.. czy to naprawdę tak wiele...?
walczymy dalej..
1dc
Creighton : Wilga
1:0
Mamy ospe u Olisia,Lilka miała strajk w przedszkolu do czwartku,do tego mega maruda Kornel bo wyszły mu zęby dwa.... idzie oszaleć.
Ja w międzyczasie pracuje...przeglądam oferty z działkami. jest sporo
dzieje się.
Jakies rady na bunt higieniczny? Mam mu pozwolic lazic z tymi glutmi w nosie? Dawalam mu aspirator do zabawy, bo go poznal. Bawi sie chetnie, ale do nosa zblizyc nie da. Nie chce tego robic na sile, bo sie zrazi i moge mu krzywde zrobic. To samo z obcinaniem pazurkow. Kiedys robilam to przy kp, ale juz sie nie daje...
Było sobie szczęście... 
Beta 157,6...
M. mnie pociesza, że znalazł w Necie historie, że beta zmalała, ale potem wzrosła i było ok. Jasne...
Dla mnie to jednak rachunek jest prosty. Przyrasta - to znaczy, że Kropek rośnie, nie przyrasta - znak że coś się źle dzieje, a raczej, że przestało się dziać ;(
Ja wiem, że jeszcze mieścimy się w 4 tc, ale co z tego, skoro beta nie tyle co nie urosła, co spadła 
A ja nadal krwawię. Dzisiaj nawet więcej niż wczoraj i przedwczoraj
To nie tak jak @, ale w sumie rano woda w muszli była zabarwiona na czerwono i plama krwi na wkładce. Brzuch mnie w ogóle nie boli.
EDIT.
Zadzwoniłam do doktora. Powiedział, że beta była trochę wysoka na c. biochemiczną, ale widocznie coś się zarodek nie rozwinął. Powiedział, że w tej złej informacji jest dobra taka, że mój organizm zaczął kontaktować, że poprawimy jeszcze męża i będziemy działać nadal. Że natura wie co robi i jakby miało być coś nie tak, to teraz jest lepiej jak jest, niż jakby nie wyszło tak jak trzeba i człowiek musi cierpieć całe życie... Kazał mi odstawić duphaston i wrócić do wszystkich leków i pojawić się na wizycie w połowie lutego.
Także, nawet nie zdążyłam przejść na fioletową stronę, a już tu wróciłam 
M. mówi, żebym jednak poczekała na poniedziałek, zrobiła betę ostateczną i dopiero wtedy odstawiła duphaston i wróciła do serii leków. Chyba potrzebujemy czasu żeby się pożegnać z naszym Kropkiem ;(
Po raz drugi styczeń i po raz drugi porażka 
Cudzie wróć!
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 stycznia 2019, 13:04
Jest ciężko. Zamknięcie roku, sprawozdania, audyt, dopięcie wszystkiego co się da, szkolenie na szybko mojego kolegi, który będzie musiał wykonać swoją robotę i moją, póki nie znajdzie się nowa osoba na zastępstwo - a teoretycznie pracuję jeszcze tylko tydzień. Te ostatnie tygodnie w pracy bardzo dają mi w kość. Do tego Adaś ma grypę lub infekcję grypopodobną i bardzo źle sypia. Mąż siedzi z nim na zwolnieniu, ale wygląda, że jego też łapie
Ja jak na razie jestem zdrowa, jeżeli to faktycznie grypa, to może pomógł fakt, że się zaszczepiłam. Chciałam zaszczepić Adasia jesienią, ale zabrakło szczepionek dla dzieci
Mąż miał się zaszczepić, ale pomimo mojego przypominania nie udało mu się dotrzeć do przychodni. Wrrr.
Będę musiała w lutym jednak pomóc trochę w firmie, bo mój kolega sam sobie ze wszystkim na raz nie poradzi bez dodatkowego szkolenia, a ja źle bym się czuła zostawiając go tak nagle samego z tym wszystkim. Ale i tak czekam na zwolnienie z niecierpliwością, bo przynajmniej sporo innych spraw ze mnie spadnie, jak oficjalnie mnie jednak nie będzie w pracy.
Najbardziej nie mogę się doczekać, kiedy w końcu będę mogła się zająć tylko wyprawką i przygotowaniami do porodu. Jeszcze trochę... Mam nadzieję, że malutki się nie pospieszy z wychodzeniem i da mamie parę tygodni na odpoczynek przed porodem i maratonem z noworodkiem!
Mała jest ruchliwa i radosna.
Przez to bardziej się męczy i szybciej zasypia. Co z tego, że na rękach, skoro zajmuje to nieraz od 1 do 5 minut? Max?
Czytałam o bestialskiej metodzie usypiania dzieci (Blogojciec co tym ostatnio pisał). Metoda 5-10-15. Mam znajomą, która tak trenowała dziecko, w sensie wkładała do łóżeczka i czekałą aż zaśnie, co chwilę podchodząc do dziecka (w sensie nie czekała aż będzie płakać). Przez jakiś czas dziecko faktycznie zasypiało samo, ale bliżej roku, kiedy nauczyło sie samo wstawać szlag trafił metodę bo co włoży dziecię do łóżeczka to samo wstaje i już nie zaśnie.
Moja za to wczoraj zrobiła sobie 4(!) drzemki w ciągu dnia. Przez to w sumie uciekł nam spacer. I poszła ładnie spać na noc po kąpieli, już nie wybudzając się co godzina, wstała o północy. Za to zrobiła sobie imprezkę o 3:20. Nosiłam ją przez 40 minut i nic. Puściłam w łóżeczku misia chicco i oglądała go kolejne 30 minut, a ja się drzemłam. Potem wyjęłam, dałam cyca i moment usnęła. Z nami w łóżku. I spała do 8... a nie ustawiałam budzika, bo pobudki mamy o 6,a tu pech bo dziś trzeba było jechać na badania krwi i wszystko na wariata
zawsze dłużej śpi, jak gdzieś trzeba jechać...
Wprowadziłam kaszki Helpa. Na pierwszy rzut owsiano-jaglano-gryczana, bo proso i gryka są bogatsze w żelazo, a w tym kierunku idziemy. Lubi i smakuje jej (dodałam troszkę brzoskwini z hippa, niedosładzana jest dość cierpka ale lubi - i uwaga - rozluźnia stolce, więc jak ktoś ma problem z zaparciami polecam brzsowkinie heh)
Oglądam filmiki z BLW. Chciałabym z Młodą spróbować, bo ma ciągaty do jedzenia. W sumie nie wiem, czy to ciekawość do wszystkiego na tym etapie czy fascynacja naszym jedzeniem, ale uwielbia śledzić każdy mój ruch podczas posiłku. Od talerza do buzi. Jak jem owsiankę (my robimy taki koktajl z truskawek, jogurtu, banana, siemienia i płatków owsianych - pewnie za niedługo też jej to podam) to otwiera buzie na widok łyżki. Wyrywa mi paprykę z ręki (tak, czasem z wygody jem rękami bo zapominam widelca), maca mi kanapki. Dałam jej kiedyś łyżeczkę z resztkami obiadku do oblizania i całkiem ładnie operowała nią z ręki do ręki i trafiła do buzi.
No i BLW byłoby wygodne, bo gotowałabym wspólnie dla wszystkich, tylko jej inaczej bym doprawiała. A jemy przecież i zupę krem z kalafiora, i bataty pieczone, ragout (potrawka z soczewicy,marchewki i papryki, jak trochę rozgniotę to półpapka będzie, a wszystko jest miękkie), czy ryba z piekarnika, pieczona w rękawie więc nie spalona (mam dobrego źródła prosto z Norwegi bez glazury), podana z ziemniakami i jakimiś warzywkami. Teraz jak myślę, to żywienie dzieci powinno być proste. I chciałabym żeby jadła z nami, bo to najlepsza zachęta dla dziecka. Może w ten sposób ominiemy neofobię?
Co do zmęczenia. To częste pobudki odbijają się na mojej kondycji intelektualnej.
Ostatnio do męża zwracałam się w liczbie mnogiej tzn siedzę zamyślona i mówię "wiecie...?"
Chciałam wykąpać dziecko, naszykowałam ręcznik, kosmetyki etc, niosę do łazienki jak zwykle i patrzę, a tu zapomniałam nalać wody do wanienki. Mało tego, ja jej nie naszykowałam.
Mąż się śmiał z mojej listy zadań zanotowanej na karteczce. Było tam napisane "umyć się". Ubawo po pachy, że się zapominam w takich rzeczach. A ja tylko numerowałam listę czynności, które zrobię szybko bez odrywania w czasie drzemki.
Na szczęście kryzys chyba mija, bo zauważyłam, że tej nocy jadła więcej i miałam dłuższe przerwy między karmieniami. Jest różnica wstawać co godzinę, a co 3 godziny.
"Żyjemy tylko przez określony czas, więc musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, żeby jak najlepiej wykorzystać dane nam lata. Nie powinniśmy ich marnować na czekanie na coś, co wydarzy się w odległej przyszłości albo nie wydarzy się w ogóle."
29dc/13cs
Czas na zmianę! Zmieniłam tytuł pamiętnika. Już nie będę w ciągłym oczekiwaniu, ponieważ tak jak cytacie powyżej nie chcę marnować życia w oczekiwaniu na coś co może nigdy nie przyjść. Nikt nie jest panem swojego losu. Pan Bóg już i tak wszystko zaplanował. To nie znaczy, że pragnę mniej dziecka. Absolutnie. Z każdym dniem chyba pragnę bardziej. Ale nie chcę już więcej marnować czasu na oczekiwanie. Cały mój pamiętnik był oczekiwaniem, które nic na razie nie przyniosło. I to odliczanie. Dodatkowo dodaje stresu. Koniec z tym. Miałam tak zaplanowane kiedy które dziecko. Ale tego nie można sobie zaplanować. Tzn. niektórzy z moich znajomych tak zaplanowali i im się wszystko tak udało jak chcieli, ale w moim wypadku jest to niemożliwe. Więc na ten rok planuję to na co w jakimś stopniu mogę mieć wpływ. Np. na jakiś urlop. Postanowione w przyszłym miesiącu zaplanowany urlop w górach i nowość wiem w jakie dni kalendarzowe a nie w jakie dni cyklu!
Postępy małymi kroczkami.
Objawy: PMS na całego! Cycki bolą, brzuch też trochę, jajniki bardzo albo to macica, ciężko powiedzieć. Ale na razie nie plamię. Jutro albo w niedzielę pewnie @. Niedobrze bo na 30go wizyta u gin.Z. Zdecydowanie wolałabym na niej być bez @. Ale chyba nie będę jej odkładać ponieważ na monitoringu nie ma tyle czasu pogadać co na zwykłej wizycie. Ale nie lubię badania podczas @.
9tc+6
Za tydzień wizyta i zaplanowanie badań prenatalnych. Z jednej strony nie mogę się doczekać, ale z drugiej strasznie się boję i bać się chyba będę już zawsze. We wtorek podjadę do laboratorium zrobić badania zlecone przez doktora, żebym miała wszystkie wyniki na wizytę.
Od środy zaczęłam nieco panikować, bo ani biust tak bardzo nie bolał i mdłości jakby zmalały. Ale za to dzisiaj powróciło z podwójną mocą... Strasznie mnie szarpie i mam mocno wyostrzony węch.
Wczoraj byłam z Mężem w galerii, myślałam że kupię sobie jakieś spodnie, bo moje dżinsy już ledwo zapinam, a jednak wolałabym mieć luźniej na brzuchu. No ale oczywiście nie było nic interesującego. Niedługo chyba w ogóle będę musiała rozejrzeć się za spodniami ciążowymi. Niby waga od grudnia stoi w miejscu, ale nawet Mąż zauważył, że zaokrągliłam się w dolnej partii brzucha
.
Powoli myślę nad urlopem, jeżeli będziemy chcieli gdzieś ruszyć w Polskę to max do połowy czerwca, później chcę być już cały czas na miejscu. Pierwotnie mieliśmy jechać w góry - ale to był plan zanim dowiedzieliśmy się o ciąży
. Z brzuszkiem jednak wolę nie hasać po górach
. Myślę nad Krakowem lub Poznaniem. Takie miejsce żebyśmy mogli sobie na spokojnie spacerować 
15 msc od odstawienia anty.
3 dc (7 cs na poważnie)
@ przyszła niespodziewanie w 27dc, bez żadnych objawów i w sumie do tej pory oprócz krwawienia nic nie czuje - bezbolesna tym razem. Spodziewałam się tego, nawet nie nastawiałam się, że mogło coś zaskoczyć - no bo i jak jak w 14 dc pęcherzyki niewielkie i żadnych widoków na owulkę.
To teraz czekamy na badanie drożności.
Co będzie później? Kolejne badania? Inseminacja? In vitro?
Moje życie od kilku miesięcy kręci się tylko wokół tych tematów.
Moja psychika powoli siada. A to jest bardzo złe - wiem to, ale nie umiem się odciąć od tego tematu.
Mój mówi, że robimy 2-3 inseminacje a potem jak jakimś cudem uzbieramy kaskę na in vitro to próbujemy tylko raz. Bo boi się, że będzie to się ciągnąć latami i tylko ucierpi na tym nasze małżeństwo. A jak wspomniałam o adopcji to powiedział, że nie wie czy jest w stanie pokochać obce dziecko..
Ehh..
Dzisiaj ostatni dzień brania Aromka, w poniedziałek 1 monitoring. Dziwne ale chyba po raz pierwszy od dawna nie myślę ciągle czy się uda czy też nie... To chyba dzięki temu że już się pogodzilismy z myślą o in-vitro.
Zrobię wszystko co się da żeby kiedyś się udało.
Mamy równo 4kg! Rośnie nam babiszcze pięknie
jesteśmy w trakcie 2 skoku i póki co (tfu tfu) jest lepiej niż przy pierwszym. Najbardziej objawia się on problemami ze spaniem, Emi częściej się budzi, rzuca się przez sen, miota i popłakuje. A matka zombie. Od kilku dni strasznie się też ślini i pcha łapki do buzi, straszą mnie już zębami, a ona ma przecież dopiero 8 tygodni!
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.