Kaszel jeszcze jest,ale jest ciut lepiej.W sumie kaszle jak nosek się zatka tylko. Obyło się bez gorączki na szczęście. Ja chodzę w maseczce, faszeruję naturalnie. Wyjdziemy z tego!
W czwartek wizyta, do tej pory czuję się super
dzisiaj więcej boleści (uf bo się martwiłam ) ,ale i tak jest super 
a tak mnie bebzolek po pizzy wybił 
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/253c06172abd.jpg
Długo mnie tu nie było. Co nowego? Jestem po 2 kontroli ZUS - bez zastrzeżeń ale postanowiłam że wystarczy mi tego siedzenia bezczynnie w domu i chce wrócić do pracy od 7 lutego no ale okazało się że mam niewykorzystany 2 tygodniowy urlop z zeszłego roku i każą mi go wykorzystać więc do pracy od 18 lutego dopiero. Na diecie schudlam 6 kg ale od tygodnia mój organizm się zbuntowal i musiał nadrobić węgle. Obecnie jestem w 3 cyklu po poronieniu, co bardzo mnie wkurzyło że tak wcześnie dostałam bo na 11 lutego byłam zapisana na ocenę przepływów Pco w Krakowie i niestety muszę odwołać. Za tydzień badania insuliny, homocysteiny tarczycy i jeżeli wyniki będą w normie to bierzemy się z mężem za starania. Tyle na dziś
24 dc 10cs
Wczoraj w nocy wróciliśmy, dzisiaj mamy jeszcze wolne, żeby dojść do siebie po męczącym weekendzie i ogarnąć mieszkanie. Od 3 dni trochę boli mnie podbrzusze, z dnia na dzień ból się nasila ale nie jest na tyle silny żebym musiała brać tabletki. Nawet zastanawiałam się, czy nie iść dzisiaj do lekarza. Nie potrafię do końca określić czy to jajniki/ macica czy może pęcherz. Nie mam żadnego bólu czy pieczenia przy sikaniu... Odczuwam go w szczególności gdy się podnoszę lub siadam, także przy chodzeniu. Może która z was też tak miała ?
11tc + 2
Przyszedł mi zamówiony obrazek do wyszycia koralikami
. Obiecałam sobie, że jak zajde w ciążę to wyszyje i oprawie obrazek do Kościoła. A że u mnie słowo jest droższe od pieniędzy to dzisiaj zabieram się do pracy
. Już widzę jaki będzie piękny
.
Generalnie chyba mija mi paranoja o to, że coś się może stać. Już nie lecę do łazienki gdy czuję, że coś leci, już nie sprawdzam papieru po podcieraniu czy nie ma krwi.
Piątkowa wizyta bardzo mnie uspokoiła i nie mogę doczekać się soboty
. Mój Mąż będzie ze mną nas Usg prenatalnym
. Obiecałam mu, że poczekam na niego ze słuchaniem serduszka
. Nie może się doczekać żeby zobaczyć naszą Dzidzie
. Wiadomo że na zdjęciach to co innego niż na żywo
.
4 cykl z cyclo progynowa, kolejny cykl bez owulacji. Nie wiem co myslec, przerazaja mnie lekarze, myslalam ze troche powazniej zareaguja na takie problemy, ale oni z usmiechem na twarzy uspokajaja i kaza dalej brac estrogen, jakby nigdy nic. To juz moja 11 zmiana ginekologa
Dziś 16 DC wszystko normalnie zero reakcji niepożądanych
w 14 DC zemdlalam - nie wiem czy to wina podwójnej dawki ovitrelle czy po prostu te wszystkie leki dają o sobie znaki.... Ale to było jednorazowe 
Od czasu do czasu delikatne klucie w dole brzucha.
UWAGA BĘDZIE DRAMA
nie wiem który dzień cyklu chyba 10 (?)
Samopoczucie: poza skalą
Takie "przygody" jak pisze życie to choćbym chciała to nie wymyślę. W piatek po pracy wdrożyłam program pt "Wilga zdrowa najdalej do poniedziałku" szpikowałam się najróżniejszymi witaminami, herbatkami, syropkami i czym tam jeszcze, byle przez weekend ogarnąć sprawę grypy i wrócić do pracy. Niestety. W sobotę czułam się gorzej i cały dzień przelezałam, chciałam się porządnie wypocic i nabrać sił. Czułam niestety że na domiar złego, pewnie z osłabienia bierze mnie zapalenie pęcherza. W niedziele około 6 rano przebudziłam się i strasznie chciało mi się pić, gardło mnie potwornie bolało no i jak to przy zapaleniu pęcherza - chciało mi się sikac. Mąż jeszcze spał. Poczłapałam więc w pierwszej kolejności się wysikac. Wstając z ubikacji poczułam zawroty głowy, tak jak się czuje jak się zbyt szybko wstaje, więc usiadłam na kibelku z powrotem i .....
Następne co pamiętam to że mój mąż mnie cuci i zbiera z podłogi. A ja duszę się i z mojego nosa lecą krew wali jak z kranu (wysmarowałam nią wszystkie ręczniki). Okazało się, że chyba z tej choroby i osłabienia straciłam przytomność i upadając rozbiłam sobie nos. Mąż usłyszał jak upadałam bo nogą trąciłam spray odświeżający powietrze, ale musiał mieć niezłego stresa jak mnie znalazl na podłodze w łazience leżącą twarzą do dołu. Nie mogłam ruszyć nogami ani rękami, mąż zatargał mnie na łóżko i wezwał pogotowie. Zanim przyjechali krążenie w kończynach wróciło i byłam już w stanie się poruszać ale oczywiście zabrudziłam krwią całą pościel. W każdym razie zabrali mnie na pogotowie bo miałam trochę niemiarową prace serca no i ten nos rozbity, czyli podejrzenie urazu głowy. Na izbie spędziłam 6 godzin, w tym 2h czekałam na wyniki bety (glupki uparli się robić chociaz im mówiłam, że no way, ja nigdy nie jestem w ciąży). Beta wyszła negatywna (cóż za zaskoczenie!), więc porobili mi wszystkie prześwietlenia, rentgeny, tomografie i co im tam jeszcze przyszło do głowy. Wyszło że nos jest złamany (!). Za 4 dni będę musiała iść do laryngologa, jak zejdzie opuchlizna, żeby sprawdził czy na pewno nie trzeba nastawiać. Modlę się żeby nie. A no i jeszcze jak mi obmacywali brzuch stwierdzili że twardy. Mówiłam im że to pewnie pęcherzyki, bo miałam stymulowany cykl (jeden z ratowników myślał że mówię o pęcherzyku żólciowym, hehehe taka anegdotka), albo zapalenie pęcherza, ale uparli się robić usg jamy brzusznej. Oczywiście nic nie wyszło (kolejne zaskoczenie!), ale w trakcie badania moje bezpłodne ucho wychwycilo stwierdzenie "zmiany czynnosciowe w lewym jajniku" od razu chciałam pociągnąć temat (coś w stylu monitoring cyklu za free) ale przez powłoki brzuszne słabo widać więc usłyszałam tylko że pęcherzyków jest kilka w lewym jajniku. Aha i zrobili badanie moczu i wyszło że mam zapalenie pęcherza. Finalnie dostałam jeszcze 3 wlewy - PWE, glukozę i ketonal i wypuścili mnie do domku.
Mam chorobowe do końca tygodnia więc leżę i się męczę. Męczę się bo nie mogę oddychać przez nos z powodu kataru a nie wydmucham nosa bo tak strasznie boli. Plus - mam w środku pełno skrzepów. Oprócz tego nadal bóli mnie gardło i mam gorączkę. Mąż się mną strasznie biedny przejął i teraz mi nie pozwala samej chodzić na siku. Nie mogę jeść bo się duszę bo mam niedrożny nos i dodatkowo zupełnie nie czuję smaku niczego. Jak widzicie atmosfera zdecydowanie nie sprzyja staraniom, więc pewnie w tym miesiącu odpuscimy
troche głupio uprawiać seks ze złamanym nosem. Poza tym dostałam antybiotyk na pęcherz.
A co najlepsze - przez te wszystkie dni cały czas bacznie obserwuję śluz (nawet jak na izbie kazali mi się wysikac do kubeczka to obczajałam) i nic - ani kropli czegoś co można by choć w przybliżeniu nazwać płodnym. Tak że odpuszczenie wydaje się najlepszą decyzją biorąc pod uwagę okoliczności. Trochę nawet ulgę poczułam jak to napisałam 
Także takie miałam przygody w weekend. Mam nadzieję że jednak u Was trochę było spokojniej 
O tak jak Lenti pisze powinny się dzieci budzić. Jakby sie tak budzil nawet o 6 rano to bym wiedziala, ze sie wyspal i tyle. A on placze z zamknietymi oczkami i musze go wybudzac bo inaczej nie przestanie. I w sumie nie wiem czy on wyspany czy co... Dziwne. Na koszmar ma jeszcze inny rodzaj placzu... Ehh. Pościel prana w tym samym co ciuszki i wszystkie imne nasze rzeczy. Jelp lub platki mydlane.
Zamęczenie. To jest słowo które teraz mnie określa a to dopiero początek. Oby początek końca tej drogi 🙏
Moje ciało jest zmęczone ponad dwuletnimi staraniami a jeszcze tyle przed nim, dopiero przede mną stymulacja i cały proces procedury. Zmęczenie głowy, w której są tysiące myśli co będzie. Czy stymulacja przyniesie efekty, czy będę komórki czy będą zarodki, kiedy będzie transfer czy się uda? Tak bardzo się boje. Wcześniej byłam pełna nadzieji. Na nowy krok, na nowe działanie. Teraz, im bliżej tym w mojej głowie jest gorzej. To tak jakby drugi początek starań. Ponad dwa lata temu kiedy zaczynaliśmy, bałam się podjęcia tego kroku, tego że będzie ciężko naturalnie. Teraz znów boje się nowych innych starań poprzez in vitro. Bo to dla mnie nowy początek. Który znów pokarze wiele. Nowa diagnostyka, nowe spojrzenie na bezpłodność. Chce wierzyć że to będzie nasza droga do szczęścia, do tego że zostaniemy rodzicami ale strach bije się z nadzieją i wiarą. Dlaczego to jest takie trudne, jak sobie poradzić z głową?
W miniony weekend przestałam plamić/krwawić. Wreszcie! Trwało to prawie cały miesiąc. W sumie nadal nie wiem skąd się wzięło, ale grunt że sobie poszło 
Nadrobiliśmy z mężem serduszkową przerwę
i już spokojnie spędziliśmy te dwa dni.
No nie tak spokojnie, bo wybraliśmy się do Ikei - nigdy więcej (w sobotę!
). ludzi było tyle, że ponad 10 minut krążyliśmy z tackami żeby usiąść i zjeść obiadek. Pfff, no na prawdę odtąd Ikea tylko na tygodniu po pracy!
Ale po ostatnich przeżyciach miałam potrzebę kupić coś nowego do mieszkanka. Padło na specjalne pojemniki żeby posegregować narzędzia typu gwoździe, śrubki, śrubokręty, młotki itp. I kto to zrobił? Oczywiście ja, bo mojego m. w ogóle majsterkowa sfera życia nie interesuje. W sumie grunt, że ja go interesuję

Planuję też kupić parowar żeby zdrowiej gotować
a i toster - to nie jest ponoć wskazane przy diecie z niskim IG, ale kurczę ja uwielbiam tosty na śniadanie z dżemikiem mamusi 
Beta spadła do 37, ale dr O. kazała mi zrobić jeszcze badanie kontrolne za kilka dni. W pt. idę do kliniki na usg, żeby mnie jakiś lekarz obejrzał i potwierdził czy wszystko czyste. Będzie to 10dc, więc przy okazji podejrzy jak tam jajniki moje. Zastanawiam się czy nie powinniśmy się zabezpieczać w tym cyklu, ale skoro nasza statystyka to raz na 4 lata, to chyba nie ma co wierzyć w cuda zbyt szybko...
Za tydzień wizyta u doktorka. Mam nadzieję, że zaproponuje nam jakiś szybki plan działania.
Wyniki po miesiącu słabe.
Popawiło mi się TSH 0,225 (0,27-4,2)
FT4 -20,1(12-22)
Natomiast dodatkowe badania
tsh AB-TSHR5- 5,48 <1,5
P/PRZECIWCIAŁA P/PEROKSYDAZIE 243,8< 34
P/CIAŁA /TYREOGLOBULINIE 305,7 <115
Wizyte mam za tydzień ,dopiero..... Czy któraś z Was miała podbnie.Już się boje.
U Baranków niezbyt ciekawie... kolejne ciosy w naszą rodzinkę... właściwie cios za ciosem że mam chyba jakieś załamanie
pozbierać się nie umiem... ale po kolei...
Mój wykres niestety tylko z pozoru ciążowy. 3 fazy, opóźniająca się @... no pięknie... ale nic z tego... Stwierdziłam że mój organizm leci sobie w kulki 
Dodatkowo w piątek dostaliśmy kolejny cios - mianowicie wyniki męża. Nie dosyć że u mnie problem z owulacja (Clo sprawę załatwia ale zawsze), to u niego mała ruchliwość plemników i słaba morfologia (na granicy normy). Więc słabo... bardzo... a byłam pewna że wszystko OK z mężem bo w końcu ma już dziecko i było z jednorazowego strzału (brzydko mówiąc) 
Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?
Źle mi potwornie... przepłakałam cały weekend...
więc zaczynam 8cs o małego Baranka natomiast już z góry spisuję go na straty przy tych wynikach
Lidianna, dziękuję za wsparcie 
22 dc
Organizm kobiety to jednak skomplikowany twór... Do sierpnia miałam cykle jak w zegarku, żałuję że już wtedy nie zaczęliśmy starać się o dziecko. Póżniej był mega stres i wszystko się rozregulowało
Lekarz nie zleca żadnych dodatkowych badań, bo "rok starań to norma", a ja nie wiem co i kiedy zbadań żeby sprawdzić czy mam owulację. Cykle są lekko wydłużone, dopiero w tym cyklu (i to dopiero od 14 dnia) zaczęłam mierzyć temperaturę. Osławionych skoków nie zauważyłam. Śluz - swoją drogą to strasznie brzydkie słowo
- w okolicach połowy cyklu pojawiał się jakby płodny, więc nie przyglądałam się szczegółowiej.
Od tego cyklu używamy też żelu Conceive Plus, ciekawe co z tego wyjdzie 
Obecnie znów pojawił się śluz i ćmi podbrzusze... A tu już 22dc! Okres powinien pojawić się 13-14.02. Nie wiem co mam myśleć.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lutego 2019, 15:22
Dziś jest bardzo, bardzo szczęśliwy dzień dla mnie i mojego męża 
Otóż wykonaliśmy pierwszy telefon do ośrodka adopcyjnego i umówiliśmy się na pierwsze spotkanie 
Wiem, że to dopiero pierwszy kroczek, ale jestem szczęśliwa! BĘDZIEMY RODZICAMI!!! 
Emi skończyła 2 miesiące!! Boże jak ten czas szybko leci. Jeszcze niedawno bałam się porodu, a tu już kawał baby mi urósł 
Dawno się nie odzywałam, u nas wszystko dobrze. W międzyczasie zaliczyliśmy pierwsze szczepienia. Emi była dzielna, ja zdecydowanie mniej. Byliśmy też drugi raz w Poznaniu, odkąd się urodziła. Strasznie się cieszę, że kontakt z rodziną mojego męża mamy taki dobry. Tacy teściowie to skarb. Lubię tam do nich pojechać, bo strasznie mnie odcążają, chętnie wszystko robią przy młodej, ja mam tylko karmić i odpoczywać. Zawsze możemy na nich liczyć. Jestem prawdziwą szczęściarą, mam najlepszego męża na świecie i wspaniałą rodzinę. Czego chcieć więcej?
Będąc u teściów odebraliśmy w końcu zdjęcia z naszej sesji noworodkowej, którą robiła nam kuzynka męża. Jestem zakochana ❤️ na zdjęciu Emi ma 3 tygodnie 

Ściskamy Was mocno dziewczyny ❤️
i stało się. Kupujemy działkę! znaleźliśmy. Juz jakiś czas temu ale nie miałam chwili na wpis.
Dzieci maja ospe. Oliś już wyszedł, zostałymu na glowie 4. niestety nie wiem jak im pomóc odpaść bo ostro sie trzymają włosów
Lilka ma dopiero tydzień a Kornel 5 dni.Jego najbardziej wysypało:( poprzednia noc była koszmarem. Niespałam prawie nic....Ale juz jest lepiej.
Wracając do działki. Jest...idelana. Troche drogabo mielismy przeznaczyć max 150tyś ale ta nas wyszła 163tyś ale! Jest pare tych Ale. po 1. jest ogrodzona z 2 stron-od ulicy i sąsiada. Pozostaje dogadać sie z drugin sąsiadem-kupili działke od tej samej babki co i my-i zrzucic sie na siatkę i zostaje nam jeden krótki bok 24.1m. do ogrodzenia.po 2. mamy wszystkie media. nad gazem sie zastanowimy czy chcemy z gazociągu czy swoją butle z gazem. Czekamy na notariusza,mamy umowiony termin na 19.02. Aż mnie ściska. Tak chciałabym już zacząć szukać mateirałów na budowę. Ale po kolei. Pierw notariusz. Potem ksiega wieczysta i złoszenie do prądu i wypis z mpzg do tej działki. Potem pozwoleniena budowę. i może w przyszłym roku na wiosne juz fundamenty zrobimy. Chciałabym to przyśpieszyć ale chcemy do stanu surowego zamkniętego postawić za gotowkę. A potem kredyt. i to max 150tyś i bedziemy musieli się w tym wyrobić. Projekt już mamy. Tzn ja mam
maż sie jeszcze zastanawia. Ale ja mam idelany dla nas 
Mam mega mnóstwo energii i jakbym mogła to juz bym kopała ziemię ppd fundamenty 
I najwazniejsze. Jest 800m do szkoły
sasiad obok ma sklep spożywczy a na piętrze jest mieszkanie. ogólnie miescina jest super. Iniecałe 15min drogi od naszego aktualnego domu 
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lutego 2019, 16:45
Mamy luty! Jeszcze marzec i będziemy witać wiosnę 
Wiem, że jestem trochę monotematyczna, ale naprawdę ta listopadowo-lutowa pogoda tak dobija, gdy mieszka się na wsi i nie ma się zrobionych ani dróg ani chodników, a jednak codziennie spaceruje się z wózkiem i tonie w błocie.
Tosia próbuje już obrócić się z brzuszka na plecy, ale jeszcze jej to nie wychodzi. Taka słodka jest w tych wszystkich swoich nowych umiejętnościach
Wciąż też trenuje podnoszenie główki 
W środę idziemy pierwszy raz na szczepienie, oby było wszystko dobrze.
16dc
Plamienie o którym wcześniej pisałam, chyba było typowo owulacyjnym.. bo zaraz po plamieniu wieczorem owulak pozytywny i śluz płodny.. Więc myślę, że było spowodowane pęknięciem jajeczka.. fajnie by było bo kilka godz przed plamieniem było bzykanko
i na drugi dzień poprawiliśmy.. Teraz będzie już łatwiej bo mąż zmienił pracę i codziennie będzie w domu
więc częstotliwość będzie większa.. ciesze się bo kocham mieć go przy sobie, w łóżku.. i na sobie.. i pod sobą
i nie tylko w TE dni.. tylko non stop
hihihi 
Hmm Was też wkurza te komentowanie wpisów? nie zawsze da się wejść na konkretnie skomentowany wpis, bo strona prowadzi z powrotem na początek i psikus, nic nie można zobaczyć ani skomentować 
Jakiś błąd czy co? czy tylko ja tak mam? grrrr.... ;/
Chyba to mi się nie chce nic... jakiś leń mnie łapie.
A najgorzej : wszędzie widzę kobitki z brzuszkami, maleńkie dzieciątka ...
Też już bardzo bym chciała być w ciąży. Ale nie wiem czemu, mam jakieś takie dziwne wrażenie, że mnie to nie będzie dane ... e wystarczy tej dobroci, którą jest kochający mąż, że jeżeli pragnę dzieciątka to to byłoby już za dużo, że "czego ty jeszcze chcesz kobieto, ciesz się tym co masz" ...
Tylko zawsze jest tak, że jeszcze chce się czegoś więcej ... a do szczęście brakuje Nam właśnie Maleństwa...
Czemu jedni mają to od razu, po krótkim czasie starań a niektórzy walczą latami albo i nie mogą mieć dzieci ... Dlaczego jest to taka loteria, że jednym jest dane bycie mamą i innym nie ...
Dlaczego dużo dzieci mają te osoby, które (w większości) nie są w stanie zapewnić godnych warunków do życia, dzieciaczki są zaniedbane... A te kobietki, które oddałyby całe siebie i poświęciły wszystko dla tego małego serduszka nie zostały obdarowane tym darem bycia mamą ...
Czemu to wszystko jest takie skomplikowane, dlaczego to tak jest wszystko "u góry" ułożone.. Jaki w tym jest sens??
Taaa. Klasycznie. Pochwalilam kapiele w wodzie przegotowanej i się wszystko zesra**. Dzis Emil wstal fioletowy na twarzy od pocierania. Dla jasności: spi z nami w lozko, pomiędzy naszymi poduszkami i na zmiane z mezem „przytulamy” go żeby raczkami nie mogl operować. Poprosilam meza żeby tez go przytrzymywal w nocy, bo od spania na jednym boku budziłam się opuchnieta z jednej strony twarzy! Poza tym zdretwiec można. No ale nie na się przez cala noc trzymać, zawsze gdzies się tam przez sen człowiek odwroci, a on od razu lapki do glowki. Noc ciezka, budzil się co chwila. A o 5 raban. Myslalam, ze wyjde z siebie. Az przeklnac musiałam. W ogole on się dziwnie budzi. Nie tak jak dzieciaki: budzi się, zaczyna się ruszac i gadac. On krzyczy i trzeba go wybudzić, żeby zobaczyl, ze wszystko jest ok. Nie wiem czy to normalne? Wasze dzieciaki tez tak maja? Fuck, przez drapanie nie ma najmniejszej szansy by on spal sam w lozeczku. Sam tylko zasypia, a już ok 22 biore go do siebie. Nie do pomyślenia jest dla mnie to, co pisze np. Admiralka czy Hedgehog, czy Lenti; ze szkoda wieczoru i fajnie jest jeszcze cos porobić, skoro dziecko spi. Coz, ja mam wciąż system, ze klade się zaraz po Emilu. O 20. Chwile czytam w lozku (najprzyjemniejsza chwila dnia, od zawsze
) i lulu. Tylko ten system trzyma mnie przy zyciu. Licze, ze kiedyś będę mogla posiedzieć z mezem, obejrzeć serial i wypic kieliszek wina. Poki co luli luli z dzieckiem.
Podsumowujac; ciagle mi się wydaje, ze gdyby nie atopia, to miałabym z Emilkiem raj na ziemi. Dobry dzieciak z niego… Walcze. Wczoraj 3 nowe smarowidła kupiłam. Moze akurat…
Wczoraj za to był fajny dzień. Skora nie dawala popalić, Emil się ladnie bawil. Ja zrobiłam krupnik (wege, trochę odlozylam dla Emcia na dziś, zanim grzybki dodałam i doprawiłam), flaczki z boczniaków (hit!) i obiad dla meza (schabowy, ziemniory, mizeria). Była kolezanka, która stwierdziła, ze u mnie tak milo. Gra muzyczka i zawsze jest cos dobrego do jedzonka. Haha, tak się jej wydaje. Ktos ost pytal o mieso: nie jem od liceum. Wiec wkrótce 20 lat stuknie. Ale wiem, ze mieso niesie ten piaty smak (umami), który ciężko odtworzyć czymkolwiek innym.
W pt wyjezdzam do mamy. Na 3 lub 4 tygodnie. Ciesze się. Zmiana otoczenia. 2 miesiace już siedze w Gdansku.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.