30 dc 10 cs
We wtorek powinnam dostać miesiączkę, przynajmniej tak twierdzi mój kalendarz. Nie wytrzymałam i wczoraj zrobiłam test, wyszedł negatywny, co prawda był to test wczesny ale mimo to nie zasmuciło mnie to. Mój organizm daje mi sporo znaków, że może być inaczej. Kłucie w jajnikach trochę się uspokoiło, temperatura wysoko, myślę, że mam bardziej wyczulony węch, w piętek jak wróciłam z pracy to padłam na sofę i spałam do 22 - byłam tak wykończona, że z trudem zmusiłam się, żeby iść umyć zęby, wczoraj zaobserwowałam dość dużą ilość śluzu, znacznie więcej niż zwykle. Dziś w nocy moje piersi były twarde jak kamień i czułam w nich mrowienie, brzuch pobolewał jak na okres ale w końcu to minęło. Sporo tego, chyba na razie nie będę nic mówić mężowi bo nie chce mu narobić nadziei, aczkolwiek on codziennie pyta czy coś czuję. Powiem tylko, że czuję brzuch i poczekam co przyniesie przyszły tydzień. Proszę trzymajcie kciuki.

Anuśla Musisz dać życiu szansę 10 lutego 2019, 21:31

Umówiłam się u bardzo polecanego lekarza, który jest specem od histeroskopii. Mam nadzieję, że niepowodzenia 3 IUI będą wystarczajacym wskazaniem do histero na NFZ. Jeśli nie, to zaczekam na wizyte w nowej klinice, choć tam na pewno będą mnie na ivf namawiać. No cóż, ostatecznie jestem w stanie 1600 zł wydać na histero prywatnie. Nie chce robić kolejnej IUI bez tego.

0_2_1
Ciężki noc, ciężki dzień...
Może kolei... od 18 do prawie północy mały chciał albo krzyczeć albo wisieć na cycku... Koło północy juz nie miałam siły, prawie zasnęłam przy karmieniu... mąż wziął go, żebym miała chwilę na odespanie, obudził się koło 4 i kolo 8 na jedzenie.
W dzień spi jak aniołek, a ja mam wyrzuty sumienia...
Obiecałam sobie, ze skoro dla Ciebie nie mogłam, dla niego będę idealna matka... coraz bardziej widzę, że tak się nie da, ze nie dam rady być 24h dla niego... że organizm domaga się snu, czasu na jedzenie, bo przecież ten maly ssak wysysa energię z mlekiem matki... A ja ciągle czuje żal do siebie, że nie zawsze wiem czego on potrzebuje, tak bardzo sie o niego boję... Ale kocham go najbardziej na świecie, nawet jeśli nie zawsze umiem mu to pokazać.... 😔

Cofnijmy się w czasie…

Córeczkę urodziłam przez cesarskie cięcie wcześniej o tydzień niż planowe cięcie, No ale mała sama zadecydowała, że to już.
Samą cesarkę wspominam bardzo dobrze.
Chyba też dość sprawnie dochodziłam do siebie, nie licząc tego bólu kręgosłupa przez tydzień po cięciu.
Przez dwa lata miałam cudowną bliznę, zachowana ciągłość. Zawsze na USG kontrolnym mnie to uspokajało.

Ze względu na bardzo duże prawdopodobieństwo rozejścia spojenia łonowego w drugiej ciąży wiedziałam, że poczekamy ze staraniami około 2 lata. Bym w razie czego już w ciąży nie musiała dźwigać córeczki bo to byłoby nie realne. Z takim bólem jaki nieraz mnie łapał to i zabawa aktywna też nie wchodziła by w opcję.
Zrobiłam badania i zaczęliśmy w grudniu 2020 roku. Ale bez powodzenia.
W marcu kolejna fala covida, coraz więcej przypadków ciężkiego przebiegu u kobiet w ciąży. Odpuściliśmy starania z nadzieją na szczepionkę. No więc pod koniec maja miałam pierwsze szczepienie udałam się do mojej ginekolog na kontrolne USG, cytologię i USG piersi a tam się okazuje, że w mojej bliźnie po cc jest nisza. Jest ubytek, blizna się rozeszła.😳 gdyby miała grubości chociaż 2,4 mm pani doktor by odpuściła temat ale ma 2 mm i trzeba to skonsultować a może zoperować . Dostałam skierowanie do szpitala.
Najbliższy termin w lipcu.
Znalazłam najlepszego specjalistę we Wrocławiu, który się specjalizuje w bliznach po cięciach. Udało się dostać termin na czerwiec. Pojechaliśmy. Doktor P. cudowny dał mi skierowanie do szpitala we Wrocławiu na histeroskopie zwiadowczą l, gdzie zobaczy bliznę od środka i ją oceni.
Wszystko co mi powiedział w gabinecie się potwierdziło. Blizna trzyma, jest zachowana. Ma 2mm grubości ale wyglada to dobrze. Nie nadaje się do operacji naprawczej ponieważ jest 99,9% szans, że ona się rozejdzie ponownie a może nawet gorzej. Starania znowu odroczone byłyby o co najmniej rok. Przy zabiegu zbyt duże prawdopodobieństwo uszkodzenia pęcherza.
Zalecenie starania się o ciąże jeszcze w tym cyklu bo zaległa wydzielina z niszy wypłukana szanse bardzo duże…. Starania odbyte owulacja potwierdzona - ciąży brak.

To był sierpień pierwszy cykl starań, po przerwie którą zrobiliśmy od marca.


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 marca 2022, 12:57

W piątek popołudniu zrobiłam test. Biel vizira. Stwierdziłam, że przecież z popołudniowego moczu się nie liczy, więc zrobię rano. - to tak w ramach "nic sobie nie wmawiam, nie robię sobie nadziei, wrzucam na luz i czekam na wygraną na loterii". No i cóż, w nocy przyszła franc@.

Nie miałam szansy popłakać. W sobotę odwiedziliśmy bezdzietną ciocię i wujka. Pierwsze pytanie, jeszcze przed "Dzień dobry": "Coś Ty taka szczupła?". Mężuś na to, że ostatnio nawet przytyła i że ... nie zdążył dokończyć, bo ciotka już rzuciła "nie o to mi chodziło". Wtedy pojawiło się zrozumienie na naszych twarzach i od razu rzuciłam tekstem, że w rodzinie i tak się szykuje przychówek, bo bratu na przełomie maja i czerwca ma się urodzić Dziecko. Wywinęłam się, Mężusiowi żyłka przestała pulsować.
Nie spodziewałam się takiego tekstu od bezdzietnej pary. W niedzielę sobie popłakałam. Mogę powiedzieć, że jest lepiej, chociaż wcale tego nie czuję.

Kwestie medyczne: póki nie poprawimy wyników Mężusia, nie będę brać leków stymulujących. Nie ma sensu szargać rezerwy jajnikowej. W tym tygodniu Mężuś ma badania kontrolne z krwi. Po nich zobaczymy, czy będzie sens kontrolować nasienie.

I jeszcze wyczytane: z 500 milionów plemników w trakcie jednej ejakulacji tylko 4000 dociera do komórki jajowej (przeliczenie na procenty: ze 100% do komórki jajowej dociera 0,0002%). Wynikałoby z tego, że komórka jajowa lubi mieć wybór. I jak z mojego Mężusia dotrą dajmy na to 2 (sztuki) to wybór jest marny i komórka jajowa strzela focha.

gozik "Miłość na szkle" po stracie 11 lutego 2019, 08:28

4 dni temu stuknęło nam 9 miesięcy <3

I od tego czasu coś się w Synku popsuło...

Zrobił się takim Łobuziakiem, że klekajcie narody...nie chce dać się przebierać/ubierać, jak mu zabronisz gdzieś raczkować, to w moment zaczyna płakać.Jak tylko coś mu nie pasuje -krzyk...na szczęście na krótko,ale zrobił się nadmiernie temperamenty.W takich chwilach zaczynam się śmiać i nie wierzę, że do niedawna był takim Anioleczkiem,a teraz z niego taki Cwaniaczek się zrobił.
Nie wspomnę o tym, że jak Córcia (rzadziej Tata) przyjdzie się do mnie przytulić, ten jest tak zazdrosny,ze zaczyna ją bić i odpychać...na szczęście jest na tyle dojrzała, że rozumie, że on jest malutki, a ja mu za każdym razem na to nie pozwalam.
I co najgorsze, w sobotę dostałam pierwszy @...skonczyly się wakacje :D , choć dalej karmię Małego piersią.
Spanie znowu się zepsuło...spi raz 2,5-3,5h a potem po 1-2,5 ze dwa-trzy razy.W sumie wstaje do niego 3-4 (zazwyczaj 4) razy.Jak tu zaraz wrócić do pracy i po takiej nocy funkcjonować w pracy? Nie wiem...

Dzisiejsza wizyta kontrolna u ginekologa.

Wszystko w porządku, macica w porządku, jajnik prawy w porządku, jajnik lewy w porządku.
Cytologia w porządku.
Nic tylko działać dalej :)
Dostałam skierowania na badania np.: morfologia, tarczyca, prolaktyna i inne, których nie pamiętam a nie potrafię odczytać ;)
Oczywiście badania we własnym zakresie, bo pani doktor nie wypisze mi od siebie, gdyż nie staramy się z Mężem dłużej niż rok, a ona leczenie może zacząć właśnie po roku... takie gadanie...
No nic, w takim razie dowiem się o cenę całego pakietu i zobaczymy, pewnie zrobię, bo wolę mieć pewność, że aby na pewno jest wszystko w porządku :)

Szkoda, że nie można tu jakoś zdjęcia dorzucić, to może któraś z Was by mi podpowiedziała, co to za badania mam tam wypisane ;)

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 11 lutego 2019, 10:31

Jestem u mamy. Miesiac domowych obiadkow, czysciutkiej poscieli, kawkowania w milym gronie itp. Ciesze sie. Ale i tak jestem zmeczona. Te noce, te noce...

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 11 lutego 2019, 10:32

Mały śpi w swoim pokoju prawie tydzień. Nie boi się spać sam bo wie, że jak się obudzi i chwilę poczeka, zaraz ktoś do niego przyjdzie. To za sprawą niani z kamerką, dzięki której nie muszę czekać aż Mały się rozedrze żeby wiedzieć, że wstał. I on też to wie, bo często patrzy w tę kamerkę jak się obudzi (tak, gadałam do niego przez nianię jak nie mogłam od razu przyjść) :D Zaczął też sam zasypiać w swoim łóżeczku. Tzn, jesteśmy z nim, najpierw sam trochę buszuje w łóżeczku, potem na kolanka i czytamy książeczkę, potem hyc do łóżka, chwilę się bawi girlandą ze zwierzątkami, jak zaczyna jęczeć to cichutko go uspokajamy, czasem pogłaszczemy po główce lub przytulimy i śpi. Sam tak zarządził, na rękach czy kolanach strasznie płakał przy usypianiu. Chyba dojrzewa ;) Cieszę się, że udało się go wyekspediować z naszej sypialni bez bólu i bez spania na podłodze czy fotelu. Może to głupie, ale czuję, że odżyłam dzięki temu, że mam swój pokój dla siebie i mimo, że w nocy muszę chodzić do Małego do pokoju obok jestem jakby bardziej wypoczęta :) Od jutra pilates, a w środę fryzjer. Wiosna idzie! :)

Jeheria No kiedy? 11 lutego 2019, 10:38

30cs

Napisałam maila do USK. I kazali mi wysłać zgodę na przesłanie badania drogą pocztową i zgodzić się na poniesienie kosztów wysyłki. A jednak jest wynik! Da się! I pomyśleć że to człowiek dla człowieka potrafi tak zaleźć za skórę. Dlaczego ludzie są tacy konfliktowi? Zero empatii...
Zgłosiłam się do badania klinicznego do IVF w Bocianie w Białysmtoku. Podobno płaci się tylko za leki i część procedury IVF. Nawet dojazdy są opłacane. Czekam na telefon od babki, która umówi Nas na wizytę kwalifikacyjną. Ale teraz koleżanka wstawiła na forum wymagania i wyłączenia do badania. I piszą że trombofilia wrodzona jest wyłączeniem. I weź tu człowieku się badaj. Tak szczerze jak oceniam moje starania to bez sensu tyle tych badań robić skoro ich leczenie nie daje efektu. A żyjesz w przeświadczeniu ze jesteś schorowanym człowiekiem. Pocieszające.
Ale zapisałam się do Pietrzyckiego na 11 marca. A więc za miesiąc mam wizytę i zobaczymy co dalej. Dosyć czekania.

08.02.2019 moje tsh 0,98. Idealne! Może i bym się cieszyła ale znowu nachodzą mnie złe myśli, że z tą dawką nie mogę trafić. Nic przecież nie zmieniałam, a ostatnio było 2,2. Bałam się niedoczynnosci, a tu spadło w kierunku nadczynnosci. No nic... pozostaje czekać kolejne swą tygodnie i powtórzyć badania. Oby było dobrze... błagam!

Za to dzisiaj chyba mam owulacje, jest 14 dc, a że się ostatnio znowu wydłużyły to wątpię żebym już była po owu. Jajnik trochę zakłuł, wczoraj było <3, dzisiaj poprawimy i pewnie jutro tez :-) a pózniej pauza bo na sobotę mamy zaplanowane badanie nasienia. Mąż rzucił palenie i liczę na nienajgorsze wyniki :-)

12tc +2

W sobotę po badaniu pojechaliśmy razem Teściami do mojej Mamy, bo organizowała imieniny. Pomijam fakt, że po drodze ścięłam się z Teściową bo wystąpiła do mnie z pretensją, że nie piję mleka. Szczerze? Piłam do niedawna po 2 szklanki dziennie i naprawdę mam już go dosyć. Doktor powiedział, że mam pić i jeść to na co mam ochotę (za wyjątkiem wiadomo: alkoholu, surowego mięsa i ryb, serów pleśniowych). Więc nie zamierzam się zmuszać. A ona do mnie z tekstem: "Zobaczysz jak nie będziesz miała pokarmu". Nosz kurła! Jestem na końcówce 3 miesiąca, myślę że picie mleka teraz nie pomoże mi w ewentualnym karmieniu piersią. A jeżeli nie będę miała pokarmu to będę karmiła mlekiem modyfikowanym. I gdzie tu problem? Dla mnie nie ma.

Za to po dotarciu do Mamy humor mi się poprawił, bo Chrześniak przywitał mnie mocnym buziakiem i tuleniem do brzucha <3.

"Cześć Dzidziusiu :) jestem Twoim starszym bratem i już Cię kocham :)". Rozczuliło mnie to totalnie :). Siostra powiedziała, że Bartuś nie może się doczekać na to Dziecko :), termin "sierpień" czy "wakacje" jest jeszcze dla niego odległy i nieco się niecierpliwi, bo chciałby już :).
Często przychodził do mnie i do Męża, dużo się przytulał <3 <3. Podczas ich zabawy stwierdziłam, że Mąż będzie świetnym ojcem :) zupełnie jakby był do tego stworzony :).

Tylko mojej Siostrze nadal się nie udaje... :( Wyznała mi, że tak naprawdę nie zabezpieczają się od sierpnia i od tamtego czasu nic się nie zadziało :(. Poradziłam jej, żeby poszła do lekarza na monitoring, bo może ma coś nie tak z owulacją. Mówiła że ogólnie ma krótki cykl, ostatnio zmniejszył jej się do 23 dni. Poza tym jej Mąż też nie jest już najmłodszy - w tym roku kończy 40 lat.

Zaskoczyło ją to jak dobrze znam swoje ciało, że wiedziałam kiedy okres ma się pojawić, że owulacja się zbliża nawet wtedy, gdy nie monitorowałam cyklu. Fakt zajęło mi to trochę czasu, ale warto nauczyć się rytmu swojego organizmu.
Pokazałam jej moje wykresy na OF, temperatury, objawy i leki. Może z tego skorzysta.

Nie chcę żeby przechodziłą przez to co my... Myślałam, że za drugim razem uda im się równie szybko jak za pierwszym, ale jak widać organizm lubi płatać figle.

15t+6d (16tc)
Komunikat z dziś: 40% ciąży na mną, czyli jutro zaczynamy 17tc. Badania potwierdzają, że ciąża rozwija się książkowo, szyjka też ma się świetnie a "macica rośnie jak na drożdżach" - rzekł mój gin :) To prawda, sama bez problemu już ją wyczuwam! I to jest niesamowite :)
Brzuch już jest ale tylko obcisłe rzeczy mogą go uwidocznić dla innych. Na wadze +1,5 kg w stosunku do listopada i czasu jeszcze przed ivf. Nie jest źle :)
Natomiast co się tyczy mojego samopoczucia... jest różnie. Oczywiście, jestem przeszczęśliwa! Jednak coraz bardziej zaczął mi doskwierać kręgosłup w odcinku lędźwiowym, boli okrutnie! a ból nie chce zniknąć, rozciągam go, kocie grzbiety robię, i nic.
Na brzuchu nie śpię już jakiś czas, mimo że przed ciążą uwielbiałam i tak głównie spałam, to w ciąży w pewnym momencie po prostu przestałam i nie narzekałam. Teraz jednak coś nie pozwala mi spać nawet na plecach, coś uciska, coś boli. Pozostaje tylko boczek jeden albo drugi :( Dzisiejsza noc była koszmarna, budziłam się i wierciłam nie mogąc znaleźć wygodnej (czyt. bezbolesnej) pozycji. Chyba czas kupić wielką poduchę do spania dla ciężarnych.
Co poza tym? Jak już o narzekaniu to: do bólu rozciągająco-ciągnącego tam na dole już przywykłam. Czasem boli tak, ze aż zęby zaciskam, no ale idzie to znieść :)

Kurcze, a całe życie myślałam, że ciążę zniosę wspaniale, że będę lekko stąpać po ziemi i nic mnie boleć nie będzie. Oj jak się myliłam! Mój gin oczywiście mnie uspokoją mówiąc: "nie ma bezbolesnej ciąży".
Boję się myśleć, jaki ból mnie czeka, gdy brzuszek naprawdę zacznie ważyć. Ale tak naprawdę, to wszystko to jest nic w porównaniu z poczuciem szczęścia, jakie nas, przyszłych rodziców ogarnia <3

Córeczko, nie mogę się Ciebie doczekać i codziennie modlę się o Twoje zdrowie :)

Dzyzia Nuuda 11 lutego 2019, 12:34

Uff, nareszcie monitoring za mną. Na szczęście wszystko jest OK, transfer śnieżynek ustalony na 18/2. Zostałam obstawiona kolejną monumentalną ilością leków. Od Walentynek zaczynam przyjmowanie wszystkiego. Bo nie ma nic bardziej romantycznego niż robienie sobie zastrzyków. Ale tak naprawdę jestem bardzo zadowolona - nie trzeba nic odkładać, wszystko idzie zgodnie z planem, organizm reaguje na leki tak, jak powinien. Skutki uboczne, które miałam jeszcze tydzień temu (okropne bóle żołądka) minęły, mam przypływ energii i wzrost optymizmu.

Za 3 tygodnie wszystko będzie jasne - w te albo we wte.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 11 lutego 2019, 14:37

To jest mata humbi. Jest ok. Dobra cena, nic sie nie podwija. Imo lepsza niz puzzle. Lubie tez na niej siedziec.

Marti... Goniąc czas 11 lutego 2019, 14:55

nie pisze, bo nie mam weny.
podczytuje Wasze pamietniki, ale jakos tak czuje sie niejako, zeby napisac co u nas.

ale zebrac sie troche trzeba.

Ola rozija sie pieknie, siada sama, satbilnie, pelza, przyjmuje pozycje do raczkowania na kleczkach, ale nie raczkuje jeszcze. cwiczy glos, ida powoli gorne jedynki. nasal sa pod dziaslem, ale widac napuchniete poduszki. na chwile obecna nie ma objawow, choc marudna byla w weekend i kiepsko spala za dnia (drzemki lacznie 40 min pt, sb, nd a na nocne spanie chodzila nawet o 22....)wiec ja jak na rzesach.

smieszna dziewczynka z niej. bardzo duzo sie smieje, mozna sobie z nia pogaworzyc spokojnie. ona odpowiada jakby opowiadala i sie smieje. przy usypianiu dostaje glupawek. potrafi sie smiac z tego, ze wypadl jej smoczek z buzi... no takze wesolo u nas. choc bardzo wyczerpujaca. szlag mnie trafia gdy spedzam 1.5 h zeby polozyc ja na drzemke, ktora trwa 20 min.......

uwielbia muzyke. potrafi bujac sie na boki na brzuszku i na siedzaco w rytm muzyki. do odkurzacza tez "tanczy". gdy jestem pod prysznicem tez "tanczy". zaczynam jej wtedy jeszcze spiewac nasze szlagiery i jest impreza!


uwielbia pelzac za mna. zostawiam ja w pokoju (na podgladzie kamerki) ona potrafi przepelzac do swojego pokoju, bo tam duzo zabawek. albo do mnie do kuchni, bo cos sie dzieje. potrafi przypelzac na wolanie. szczegolnie gdy jest glodna i krzycze do niej z kuchni: "chodz na sniadanko, mniam mniam". pol minuty i jest przy mnie. na picie wody tez przychodzi. potrafi juz wypic calkiem sporo, nie tylko 2 lyki do posilku. takze, te kupy tez sa bardzej "pulchne" nie zbite.

jest ok.
a co u mnie. od tygodnia na diecie pod katem insulinoodpornosci. narazie bez wykluczenia nabialu czy glutenu, bo naukowych badan nie ma ze to wspomaga. poki co -2kg. jak na jeden tydzien dobry wynik, choc wiadomo, ze najpierw schodzi woda. dobrze, ze nie wiecej niz 2 kg, bo to jest na pograniczu zdrowego zrzucania kg. dorzucilam sobie jeszcze trenig cardio spalajacy tluszcz, skoro fizjo pozwolila i jest moc. zaczelam sie super czuc.

troszke moja diete zaburzyly odwiedzny dwudniowe tesciow.... no nie dalo sie nie zjesc tego sernika.......

a dziadkowie po raz kolejny pokazali, ze niby wszystko super, ale to typowi dziadkowie "z fejsbuka".
przyklad 1: mowimy do nich, ze jeszcze moze miesiac i przyjechaliby na 2-3 dni i zostana z Ola na jakies 3 godzinki, to poszlibysmy do teatru, bo strszanie steknilismy sie za tym. a w odpowiedzi slyszymy opowiadanie na czym byli ostatnio i ze maja bilety na nastepny. no zajebiscie. kij Wam w oko.

przyklad 2: tesciowa bawi sie rano z Ola, przychodza do duzego pokoju i tesciowa siada na kanapie. tesc do niej mowi:"no pobaw sie z wnuczka". odpowiedz"no przeciez sie juz bawilam". no to super, ze sa jakies normy czasowe, bo nie wiedzialam.

i takich sytuacji jest multum.


no, a ja obsluzylam 2 oboady, kolacje, sniadanie i nawet nie uslyszalam, ze bylo smaczne. takze mam wkurwa na maxa.

dobrze, ze Ola jest taka cukierkowa, bo przynajmniej to dziecko swoja radoscia pokazuje mi jakakolwiek wdziecznosc za to, ze w ogole jestem.

19+4
Czekam na przyszły poniedziałek jak na wyrok. Jak byłam w ciąży z córeczką usg połówkowe było dla mnie przyjemnością. Wiedziałam, że ją zobaczę, że wszystko będzie super. Zero stresu.
Ale potem straciłam 4 dzieci. I szczerze mówiąc sram po gaciach przed tym badaniem.
Tak bardzo bym chciała usłyszeć, że Rysio jest zdrowy, moja szyjka długa a łożysko poszło do góry. Takie tam marzenia na ten tydzień ;)

Jesteśmy po pierwszym szczepieniu, Tosia była bardzo dzielna! Kolejny raz idziemy 6 marca.

Dwa ostatnie weekendy mąż spędził na szkoleniach więc mało mieliśmy tego wspólnego czasu, a ja mało odciążenia przy Tosi. Ale na szczęście ten weekend już spędzamy razem :)

Nasz spacerowy kolega od ponad tygodnia jest chory, więc ostatnio codziennie spacerujemy tylko we dwie. Nawet gdy mocno wieje lub pada deszcz nie potrafię odpuścić spaceru, mam wrażenie że Mała już się bardzo przyzwyczaiła do tej spacerowej rutyny i łapie na spacerach najdłuższe spanie w ciągu dnia.

Dlatego znów się powtórzę - wiosno chodź!

I po wizycie.
12 dc, w prawym 17 cm pęcherzyk. Endo 9cm, gin mówi że idealnie do zagnieżdżenia. Każe ten tydz sobie nie żałować i uprawiać seks, bo owu tuż tuż.
Za jakieś 3-4 miesiące jeśli się nie uda, to mam brać clo. Trochę się boi że może być powtórka, bo tak na prawdę nie miałam problemów z owu.
Zalecenie, by trochę schudnąć...
Dobra, ogarnę się.

Wkrecilam sobie, że mimo dobrych wyników, to właśnie moja waga jest tym problemem...

PS. Wszelkie rady dietetyczno odchudzające mile widziane

PONIEDZIAŁEK
Myślę nad przerwą w staraniach do czasu laparoskopii. Tyle czasu się nie udało, niewiele zmienią 2-3 miesiące. Też się nie uda. Nawet poronienia nie było, biochemicznej. NIC. Nic przez ten czas nie zatrybiło. ZERO. Dlatego potrzebuję przerwy. Psychicznej i fizycznej. Może nie tak całkowicie, ale na zasadzie, że przestaję liczyć dni płodne, przestaje mierzyć temperaturę, na zasadzie, że nie kochamy się przed owulacją tylko kiedy chcemy, kiedy mamy na to ochotę. Czuję, że nasze życie erotyczne umarło. Wygląda jak zdechła mysz. Nikogo nie satysfakcjonuje. Nikt nie ma z tego przyjemności, w efekcie żadne z nas się nawet nie próbuje odrobinę postarać, żeby chociaż nastrój jako taki stworzyć (już nawet nie chcę wspominać o jakiejkolwiek przyjemności). Jak zbliżają się dni płodne to mam odruch wymiotny, jak wkładam sexy ciuszki to chce mi się płakać, czuję się sztucznie, okropnie... Unikam serduszkowania jak się tylko da, moje libido wynosi w tym momencie -10. Te starania zrujnowały tą część naszego życia... Nie chciałam takiego seksu.... w życiu bym nie pomyślała, że nasz seks może kiedykolwiek tak właśnie wyglądać. Nie czuję tej cudownej bliskości co kiedyś, czuję tylko przymus, przykry obowiązek który trzeba spełnić... i czasem jeszcze pretensje męża, że mogłabym chociaż palcem ruszyć co mnie jeszcze bardziej dobija i powoduje jeszcze większą niechęć... Strasznie mi przykro z tego powodu, ale tak właśnie wygląda nasze pożycie małżeńskie... Porażka...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)