Sobota. Przyjechal mój tata i wzial Emila na spacer. Ja zrobiłam sobie pedicure i mam chwilke, by napisac. Ciagle jestem u mamy. Jeszcze kilka tygodni posiedze. Nie tesknie za mezem, bo nie mam czasu, opieka nad Emilem to zajecie 24h na dobe. Jak nad każdym dzieckiem… Ale z nim trzeba być non stop… Wszyscy mowia, ze dzieci najprędzej zaczynają stawac w lozeczku, przy barierce. Emil nigdy nie zostaje w lozeczku. Bo by się zadrapal na smierc. Mam go zawsze przy sobie. Na macie, na rekach lub w foteliku samochodowym. Nawet jak biore prysznic to musze mu ciagle spiewac, bo to odwraca jego uwagę od drapania się. W ogole co drugie zdanie wypowiadane do niego to „nie drap się”. Zapisalam się do grupy AZS na Facebooku. Straszne rzeczy tam się dzieja :o( a jak ktoś wrzuci czasem foto (chociaż admin zaraz usuwa), to włos się na glowie jeży :o( takie maluszki, tak cierpia… W ogole boje się, ze choroba może mu przeszkadzać w rozwoju. Bo jak skoncentrować się na zdobywaniu nowych umiejetnosci, skoro ciagle odczuwa dyskomfort? Ale po co pięknie pełza! Jak widzi kota/psa to szaleństwo, leci jak opętany. No ale tez dużo marudzi i poplakuje :o( Boże, oby mu to przeszlo kiedyś.
Kupilysmy mu z mama troszkę ciuszków, bo te co miałam się nie nadawaly. Np. fajne spodenki, ale ze sciagaczem na dole (ot takie zwykle dresiki). Jego ten sciagacz drazni, skora zaraz czerwona jak oparzona. Musi mieć super luźne ciuszki z bardzo cienkiej bawełny. Pajace szmaciane w pepco za 10pln, jakościowo dość slabe, ale dla nas idealne, bo takie wlasnie cienkie. Extra zestaw disney (bodziak, spodenki bez sciagacza, czapeczka-ale za mala na niego hehe) dorwałam w Lidlu, chciałam Wam wrzucuc foto, ale zapodaj.pl krzyczy mi, ze plik za duzy. Nie wiem ocb, toc zawsze zdjęcia robie takie same, telefonem.
Zwolnil mi ostatnio z jedzeniem, nie chce ani kaszki, ani zupek, które wcześniej wcinal. Warzywa i owoce w kawałkach chętnie bierze do buzki, no ale jak to przy blw, nie najada się tym, tylko trenuje… A ja bym już chciała, by powolutku powolutku uczyl się napelniac brzuszek jedzonkiem, a nie tylko mleczkiem. Zebym mogla na dluzej go zostawić z kims. Chetnie za to pije z doidy. Chyba kaszke zaczne mu na rzadko gotowac i dawac do picia. I zupke tez. I kisielek mu zrobie. Czasem jak cos jem, to go sadzam obok w krzesełku i daje mu cos do ‘memlania’. Wczoraj zjadł 2,5 chrupki kukurydziano-jaglane (eko). Wieczorem pogorszenie skory, momentalnie cale ciałko chropowate. Czyzby uczulenie na kukurydze? Prowadze dzienniczek zywieniowy, będę to rozkminiac.
Dobrze nam zrobiły przenosiny Małego do drugiego pokoju. Wstaje mniej więcej o tej samej porze codziennie, o tej samej porze chodzi spać, ma dwie drzemki mniej więcej o tych samych porach w ciągu dnia. Dzięki temu, że rano muszę się zwlec z łóżka i wyjść z pokoju żeby iść do dziecka, ja też zrobiłam się bardziej ogarnięta. Nie oszukujmy się, ideałem nie jestem, bo żarcie często z miasta przyjeżdża, ale wszystko w swoim czasie.
Zauważyłam, że moje dziecko się nudzi w domu. Po południu zaczyna marudzić, bo w sumie od rana już wszystkie książeczki obejrzane, kilka ze mną przeczyta, zabawki potarmoszone, dom zwiedzony i w sumie to nie wiem co z nim robić. Zazwyczaj wtedy wychodzimy na zakupy czy zwykły spacer do lasu, ale kończą mi się pomysły co z nim robić. Angażuję go w czynności domowe - zabieram ze sobą i gadam do niego jak wstawiam pranie, coś robię w kuchni, ale to już też jest mało interesujące. Jest jeden hit - jeżdżący odkurzacz, ale Mały tak go gania, że boję się, że go zepsuje, bo się go uczepia i próbuje na nim pomykać. Widok komiczny, ale nie można ich samych zostawić 
14dpo
Dzisiaj oficjalnie potwierdzony pierwszy transfer nie udany. Odstawiam leki.
Z kolejnym transferem czekamy chwilę. Musimy zebrać kasę, nasze oszczędności padły.
Mimo że klinika twierdzi że nie ma co badać teraz, to chce zrobić histeroskopie i może kilka badań. Nie byłam nigdy badana immunologicznie. Może tu tkwi problem?
Nasza historia:
2017: Pierwsza ciąża, po niecałym roku starań, bez leków, bez problemów -> Nasz cud ❤️
Długie karmienie piersią, okres wrócił dopiero jakoś w pierwszej połowie 2019r.
VII'19 (szacunkowo) początkiem starań o rodzeństwo
I'20: poronienie 6 tydz., Bhcg ok.2500 w USG pecherzyk ciazowy 👼, bez leków-od plamienia Duphaston 10mg 3x1
IX'20: ciąża biochemiczna
XI'20: ciąża biochemiczna, Bhcg: 20
V'21: poronienie 4/5tydz, Bhcg 57->108->198, w USG pusto 👼, leki od + testu: Neoparin 0.4, Acard75, Duphaston 10mg 3x1, Encorton 5mg)
VI'21: poronienie 4/5tydz, Bhcg 1330->1191->1081, w USG pusto 👼, leki od + testu: Clexane 0.4, Acard150, Duphaston 10mg 3x1
IX'21: ciąża biochemiczna, Bhcg 12->25->29, leki od + testu: Accofil, Acard 150mg, Encorton 10mg, Duphaston 10mg 2x1
Od września nic, pomimo tego, że zaczęliśmy leczenie i zmieniliśmy suplementacje.
Leczenie:
5?cykli z monitoringiem owu na usg
2 cykle z luteina,
2 cykle z pregnylem (po owu 3,5,7,9dpo), luteina i encortonem 10mg (po owu) i acardem 75 (po owu)
Od stycznia już 5 cykl na metforminie...
W między czasie:
-konsultacja z immunologiem: nie ma za bardzo się do czego przyczepić oprocz Ana i brakujących kirow. accofil i heparyna po +, acard po owu, 2 cykle sprobowac encorton po owu. Jeśli nie wyjdzie mozna sprobowac immunosupresji.
-konsultacja z genetykiem: translokacja ze względu na pkt złamania i nr chromosomu w większości będzie prowadzić do poronien, raczej nie do wad genetycznych. Można próbować, aż się uda (jeśli Pani ma siłę, cytując lekarza) lub do rozważenia in vitro z badaniem zarodka PG-SR (Jeśli Pani ma środki finansowe).
-konsultacja z kliniką niepłodności: po zobaczeniu kariotypu od razu sugerują in vitro, na pytanie co z naszymi dolegliwościami- jest odpowiedź, że in vitro sobie z tym poradzi.
I tego nie umiem zrozumieć.. ok, zarodek przebadamy genetycznie - ten czynnik wyeliminujemy. Ale co z pozostałymi?! Ktore ewidentnie są i nie dają mi spokoju..
Ewentualnie do sprawdzenia:
-drożność jajowodow
-komorki NK w macicy
-przewlekły stan zapalny endometrium CD138
-poziom kortyzolu (może to stres?)
- czy sobie wmawiam czy zmieniające się wyniki hormonów mogą pokazywać, że wpadam w pco/pcos?
-wzrost prolaktyny u Niego
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 kwietnia 2022, 23:51
13tc + 6 (14tc)
Załamałam się moimi dzisiejszymi wynikami badań. W moczu mam wykryte liczne bakterie, na szczęście nie mam wykrytego białka ani glukozy. Być może to zwykła infekcja, chociaż nie odczuwam żadnych dolegliwości ze strony układu moczowego, nic nie boli, nic nie piecze, tylko często chodzę do łazienki, ale to chyba normalne w ciąży.
Za to morfologia jest nie za ciekawa 
Krwinki białe: 12,44 norma : 4,50-11
MCHC: 35,5 norma: 31-35
RDW-SD: 44,1 norma: 27-44
% neutrocytów: 71,7 norma: 45-70
% limfocytów : 17,3 norma 20-45
Liczba neutrocytów: 8,92 norma: 1,7 - 7,7
Liczba monocytów: 1,20 norma: <0,8
Reszta jest w normie.
Z dobrych wiadomości to mam dobry poziom glukozy: 86, więc jest lepiej niż ostatnio. Spadło mi również TSH: 1,55 - na skutek brania Euthyrox - do poziomu sprzed ciąży.
Pewnie jak zwykle panikuję bez potrzeby, ale martwię się czy z Maleństwem jest wszystko dobrze przy takich wynikach...
. Dobrze, że w poniedziałek mam wizytę u lekarza, będę stresować się tylko przez weekend.
I po wizycie. Serduszko bije w tempie 130 uderzeń na minutę 
Ciśnienie w normie, morfologia na medal, tylko mój cukier się doktorowi nie podoba. 91. Dostałam skierowanie na krzywą.
A następna wizyta w znienawidzony przeze mnie 10 tygodniu. Serio, czasem wydaje mi się, że wisi nade mną jakieś fatum 10 tygodnia: 1 strata, oddzielenie kosmówki w ciąży z najstarszym synem, krwiak na krwiaku przy średnim synu,strata kolejnego synka - wszystko 10 tydzień. Jedyne miłe skojarzenie z tym etapem ciąży to wiadomość, że jestem w ciąży z córką. Równie dobrze doktor mógłby mi wtedy powiedzieć, że trafiłam szóstkę w totka, prawdopodobieństwo zajścia w ciążę bez miesiączki, za to z dwucyfrowym TSH kształtował się chyba na podobnym poziomie. Ech, niech choć raz będzie bez przygód...
18.03 ide do lekarza slyszalam o tej pani dr. duzo dobrego wiec mam nadzieje ze mi cos doradzi. Zapytam tez o ten monitoring owulacji i mam zamiar tez dowiedziec sie czy ulozenie mojej macicy i miednicy nie jest dodatkowa przeszkoda (tylozgiecie i kolebkowe ulozenie).
Przyszła @. Po 29 dniach, więc jeszcze dzisiaj, mimo negatywnego testu miałam nadzieję. Gdzieś prysnal mój dobry humor i energia. Myślę, że po wakacjach już startujemy z ivf. Teraz jeszcze dla świętego spokoju histeroskopia, krzywa cukrowa i insulinowa, badanie na pasozyty i 2 podejścia do IUI. Nie wierzę już w to, że uda się naturalnie, ale wykonam jeszcze te kilka kroków. Za długo już próbuje, to za długo trwa. Czas pogodzić sie z faktem i przygotować się na rzeznie.
Mam strasznego doła, już dawno tak nie miałam. Tak czekaliśmy na ten weekend, zwiedzanie, wypasiony hotel. Mieliśmy odetchnąć po tych przebojach z moja ręka. Ale mnie już nic nie cieszy...wczoraj mezowi powiedziałam, że nic już nie będzie jak przed staraniami. Choćbysmy nie wiadomo ile podróżowali i ile szczytów zaliczyli. Już nigdy nie będziemy tak szczęśliwi jak przed.
Mężuś nie dostał się do lekarza, bo zapomniał się umówić odpowiednio wcześniej. Ma wizytę dopiero 8 marca. Udało mu się na szczęście dodzwonić do lekarza i uzyskać szczątkowe informacje. Lekarz miał podgląd w wyniki w trakcie tej rozmowy. Mężuś ma odstawić leki hormonalne, suple i na ciśnienie brać dalej. Kilka dni przed wizytą powtórzyć testosteron, progesteron i estradiol.
Z tego powodu, że nie umówił się na dziś, wybuchła afera. No, może nie odzierajmy afery z podmiotowości. Zrobiłam aferę. Druga olbrzymia scysja między nami od czasu jego fatalnych wyników. Od miesiąca wiedział, że ma iść do lekarza 21 - 22 lutego. Nie umówił się od razu, bo stwierdził, że do lekarza, u którego wizyta kosztuje 350 zł to nie będzie kolejek, zresztą nie ma sensu umawiać się bez wyników badań, a kojarzyło mu się, że na wyniki badań hormonalnych (testosteron, progesteron i estradiol) czeka się kilka dni. Tymczasem są tego samego lub najpóźniej następnego dnia.
Wiem, że 8 marca jest tuż tuż, ale ku.wa już mógłby mieć zmienione leczenie, inne leki od dziś przyjmować, a tak, jak za każdym razem będzie zapominał o czymś, to się obudzimy za 10 lat, z czego 6 lat, to będą opóźnienia, bo jemu się o czymś zapomniało albo poczynił błędne założenie. Od razu po pierwszej wizycie u tego lekarza zrobiłam rozpiskę, co i kiedy ma zrobić, nie kontrolowałam już tego, czy wykonuje kolejne zadania. I to był błąd. Na początku leczenia zażartowałam, że w zakresie zdrowia jestem generałem, a on szeregowcem i ma po prostu wykonywać zalecenia, nie skupiać się na roztrząsaniu ich sensu, a po prostu wykonywać. No i wczoraj generał w mojej osobie pokazał swoje wojskowe oblicze. Okazało się, że Mężusiowi siadła wiara w wygraną i nie wierzy w to leczenie hormonalne (ostatnio na ten temat rozmawialiśmy we wtorek i było w porządku) i czeka na in vitro. E? Że co? Ale wiesz, że do in vitro lepiej byłoby do normalnego podejść, a nie do biopsji jąder, bo tam masz niedojrzałe plemniki? I szanse przy biopsji to kilka procent. I że trzeba walczyć, choćby o normalne in vitro, w drugiej kolejności o inseminację? I wiesz, że trzeba jak najbardziej zmaksymalizować szanse na in vitro, czyli właśnie wyleczyć ureę (zrobione), helicobacter i ASA (w trakcie). I że jak tak bardzo chcesz in vitro, to powiedz mi dlaczego ja ładuję w Ciebie tyle energii i czasu i chcę Cię postawić na nogi? Gdyby nie chęć leczenia, to moglibyśmy już być w trakcie procedury, może i po transferze? Może nawet po udanym transferze? Złapał się myśli rzuconej w klinice leczenia niepłodności - czasem są takie wady genetyczne, których nie znamy, a wpływają na nasienie, a nawet jednoczesne przyjmowanie narkotyków, palenie fajek i alkoholizowanie się nie obniżyłoby parametrów nasienia o więcej niż 50%. To się zapytałam skąd czerpie taką cudowną wiedzę, bo ja siedzę w literaturze branżowej i tam nie natknęłam się na takie informacje. Za to natknęłam się na szeroką listę wad genetycznych, które mogą skutkować niepłodnością (kilka stron). Trochę oprzytomniał. Poza tym sprzedał mi kolejną myśl - stwierdził, że jeśli kiedykolwiek dobijemy do 10 mln plemników, to zaryzykowałby mrożenie i zrobiłby ze dwa depozyty. Dokształcił się z tego zakresu i przy odmrażaniu takiej ilości, coś już przeżywa i jest zdolne do zapłodnienia.
Kumpelka odwołała spotkanie, więc mamy weekend dla siebie. Lepiej byłoby gdyby nie odwołała, bo nie poruszalibyśmy tematów płodnościowych. A tak, jest to raczej nieuniknione.
Od kilku dni czuję się okropnie zmęczona, nawet mocna kawa nie działa...masakra ;/. Ponoć niski poziom estrogenów może dawać takie objawy...oby jutro wynik był w końcu dobry...bo już zaczyna mnie to irytować. Znowu stanie od 7 rano w tej kolejce do badania krwi, jak ja to uwielbiam... Często nawet godzina stracona
. No trudno, trzeba dalej walczyć, bo nie poddam się tak łatwo
. Rozważamy z mężem zamrożenie nasienia w razie jakby punkcja się za bardzo opóźniła...bo jaki sens miałoby mieć moje dalsze kłucie (już minęło 18 dni), skoro go wtedy nie będzie?
Wyniki: Beta-> 165,7 mIU/mL (normy: 4 tyd. ciąży - 9,5 - 750; 5 tyd. ciąży - 217 - 7138) wg OM jest 5t2d
Progesteron -> 17,64 ng/ml (norma: I trymestr - 16,4 - 49)
Nie wiem, niby troszku lepiej jak przy pierwszej (wtedy Beta- 94,5 prog.: 15,7). No i chuj wie kiedy miałam owulację, bo jak tempka jej nie pokazała w przewidywanym czasie to pieprznęłam termometrem do szuflady 
Masakra tak bardzo chciałam tej ciąży a teraz się boję jak cholera, że będzie powtórka z "rozrywki"...
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lutego 2019, 08:23
32 dc
Czekam na @.
Od kilku dni wyraźnie boli mnie lewy jajnik. Całe podbrzusze obolałe. Śluz nadal rozciągliwy. Dziś rano taka cieniutka niteczka jakby krwi się pojawiła, może się coś pod wieczór zadzieje.
Gdyby nie to, że brałam antybiotyk i nie miałam owulki (według lekarza) to bym się zastanawiała nad testowaniem. Wyjątkowo długi ten cykl.
Nadal nie mam wyników badań do IUI ;/ dzwoniłam w poniedziałek o przesłanie na maila i do tej pory ich brak ;/
12 DC
Miałam pisać o wizycie, ale napiszę o czymś ważniejszym. Dzisiaj jest 23 luty, dzisiaj przypada rocznica urodzenia mojej córeczki. Czas ucieka jak szalony, a ja mam wrażenie jakby to było wczoraj. Wszystko pamiętam co do najmniejszego szczegółu. Mówią, że czas leczy rany i pewnie mają rację. Ale tej rany nie uleczy nic i nikt. Czas nauczył mnie na pewno jak sobie z tym radzić i jak o tym mówić. Jednak już na zawsze będę mamą, która straciła dziecko. Mamą, która zamiast macierzyństwa ma pomnik na cmentarzu i dziurę w sercu. Nigdy bym nie zgadła, że tak potoczy się moje życie, że właśnie mnie to spotka. Ale już nie zadaje pytań „dlaczego ja”, bo tak naprawde „dlaczego by nie” jest zbyt dobrą odpowiedzią. Przetrwałam to i walczę dalej. Jednak wiedz o tym moja córeczko, że w każdym momencie dnia całą sobą tęsknie za Tobą !
11 dpo
Seks teraz był wręcz idealny, wzorowy. Przez cały plodny okres. Była owulacja. Temperatura idealnie rosła, było pięknie. Wykres jak z bajki. Dawał mega nadzieję. Dziś spadło z 36,8 na 36,6. Pobolewanie brzucha, przed chwilą jakieś minimalne plamienia, znikome ale jednak.
Leżę u rodziców i mam ochotę wyć ale nie mogę. Ledwo powstrzymuje łzy. Nie łudzę się już. W pn miałam zrobić test, już nie zrobię. Chyba już nigdy...
Poddaję się. W tej chwili nie chce mi się żyć.
Tym razem miało się udać.
Wyszło jak zwykle. Czuje się beznadziejna, bezużyteczna, nie dość dobra. Wszystko pewno przez to że jestem takim prosiakiem.
Chciałabym zasnąć i się nie obudzić. Serio.
Mam dość. Macierzyństwo nie jest mi pisane, jestem coraz starsza, coraz słabsza. Nie daje rady...
25 dc
Niestety jestem pewna, że owulacji nie było, choroba minęła, A wraz z nią szansę na jajeczkowanie. Mierzylam temp przez kilka następnych dni i jest tak niska jak w 1. Fazie cyklu. Kurcze to jednak prawda, że gorączka może totalnie zatrzymać owulke. Mój organizm dostał info,że nie jest to najlepszy czas na zapłodnienie:p
Ponad to... od wczoraj mam plamienie, dziwne znów bardzo wcześnie, na okres za wcześnie. Muszę z tym iść do ginekologa.
Wczoraj i dzisiaj puściły mi nerwy..a raczej emocje. Nie wiem, czy jest to spowodowane tymi zastrzykami, czy emocjami jakie teraz mną targają..nie wiem
. Wczoraj nie mogłam doczekać się na wynik krwi. Wieczorem jak w końcu pojawiły się te wyniki to się popłakałam
bo już widziałam, że są złe. Estradiol bardzo dobry ale LH znacznie za wysokie. Zaczęłam szukać w internecie (niepotrzebnie, bo się jeszcze bardziej nakręciłam) informacji, czy nie ma chociaż szansy zaczęcia stymulacji z takimi wynikami...i niestety nie
. LH powinno być chyba poniżej 2 a ja mam aż 10,8 mIU/ml. Dzisiaj z samego rana wysłałam wyniki do lekarza...czekałam i cisza. W końcu napisałam maila do kliniki z wynikami...i nic. Po 12 w południe zadzwonili z lekkim opieprzem, że powinnam do nich zadzwonić (a wcześniej mówili tylko o mailu). Powiedzieli, że mam po 13 zadzwonić jak nie dostanę info od lekarza. No i w końcu doczekałam się informacji, że w poniedziałek mam powtórzyć badania, bo złe wyniki do zaczęcia stymulacji...i potem ja znowu w płacz
. Zachowanie do mnie niepodobne...więc albo to hormony albo za dużo się dzieje na raz. Ostatnio życie strasznie kopie nas po tyłku... Już się pozbierałam i trochę chce mi się śmiać z mojej reakcji
. Istnieje ryzyko, że wszystko się poprzesuwa i punkcja wypadnie jak mój mąż wyjedzie...a on MUSI być
. No cóż...zobaczymy co będzie, oby hormony w poniedziałek były w porządku i wtedy od wtorku zaczynamy. Myślałam, że to wszystko będzie łatwiejsze. Liczyłam się z tym, że lekko nie będzie...ale teraz zaczynam rozumieć coraz bardziej kobiety, które przechodzą przez to samo...a wcześniej nie rozumiałam. In vitro to nie jest łatwy temat. Ja dopiero zaczynam i widzę z jakimi emocjami może się to wiązać. Podziwiam kobiety, które podchodzą do tego wiele razy. Tu nawet nie chodzi o zastrzyki, wizyty, czy ból (chociaż to też ma wpływ), ale o to co siedzi w głowie i jakie silne emocje są z tym związane. Jak ja się teraz tak przejęłam głupimi wynikami hormonów, to jak ja przeżyję całą procedurę a potem (jeśli się uda) ciążę? Muszę trochę wyluzować
i będzie dobrze.
Jestem znowu. Jak na razie bez starań. Po dawkę wiedzy, by na starania się przygotować. Postaram się każdego ranka miłe słówko tu szepnąć dla starających, coby humor poprawić 
dziś sobota a ja w pracy... jeszcze 2 godziny znoszenia dziwaków
praca w handlu szczególnie w weekendy to cos strasznego. Na dodatek dziś przyszła kolejna @. Niestety znów się nie udało.... ale jakoś się już do tego przyzwyczaiłam po tylu miesiącach oczekiwania. ( dokładnie 32 miesiące) Losie teraz to do mnie doszło jaki to jest szmat czasu a ja nadal bez niczego 
W każdym bądź razie zadzwoniłam dzis do kliniki i umówiłam się na kolejną inseminacje na 6 marca . Już nawet w tym nie widzę jakiejkolwiek nadziei po 2 nieudanych już próbach.. ale wszyscy każą być dobrej myśli to muszę udawać przed samą sobą, że tak jest choć rozum i serce podpowiadają inaczej. Jeśli kolejny raz nam nie wyjdzie to będzie trzeba podjąć bardziej drastyczne środki zarówno psychiczne, fizyczne jak i finansowe.
coś złapał mnie dziś niesamowity smuteczek
jeszcze dziś jedziemy na weekend do teściów.. po prostu BOOOskooo 
9 doba
Na salę trafiłam z przemiłą Panią która tego dnia urodziła naturalnie córeczkę. Śmialiśmy się, że niezła walentynkowa randka nam się trafiła. Na wieczornym obchodzie był mój doktor i pytałam czy mogę coś zjeść, a doktor się śmiał, że skoro tak biegam po korytarzach, to chyba mogę. Później położna przyniosła mi sucharki i herbatę i się śmiałam, że to najlepsza walentynkowa kolacja w życiu.
Chodziłam po korytarzu, opiekowałam się młodym, nawet salowe były pod wrażeniem jak doskonale sobie radzę. Niestety nie mogłam przyjmować żadnych gości, bo panował zakaz odwiedzin z racji sezonu gryp.
W sobotę (a rodziłam w czwartek) mój wypis był gotowy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lutego 2019, 11:28
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.