ovufriend wyznaczył mi ovu na sobotę. Hmmm.... no cóż to tylko narzędzie, które zlicza dane. Ja dam sobie rękę uciąć że ovu była niedziela/poniedziałek. Na szczęście od kilku dni jest bardzo serduszkowo więc nie mam się co martwić. Dziś jadę do Rodziców. Zostawiam TŻta samego na 3 dni. W planie mam spacery i grzyby o ile oczywiście pogoda pozwoli
. Mieliśmy od wczoraj być na Mazurach (ja urlop klepnęłam już w lipcu) ale w ostatniej chwili TŻtowi odwołali no bo firma, no bo nowy produkt itp. itd. a w weekend spotkanie firmowe nad morzem. Taki los żony męża karierowicza
. Przynajmniej mój wielki państwowy moloch szanuje czas wolny pracowników.
Z innej beczki... chyba jestem jedną z niewielu osób, które lubią jesień, nawet wtedy kiedy pada i jest trochę ponuro. Uwielbiam jesień za zapachy: warzyw, owoców, liści, mokrej ziemi, pierwszych przymrozków. Za kolory, za możliwość dotknięcia mgły, za wrześniowe niebo i za miłość. Bo właśnie jesienią 8 lat temu poznałam mojego TŻta
Mam umowe o prace do konca kwietnia(pol roku).Jesli by sie okazalo ze udalo by nam sie w tym czasie zaciazyc,czy pracodawca moze mi nie przedluzyc umowy??? Tez bym chciala pracowax w ciazy ale niewiem jak to by bylo gdyz pracuje fizycznie...
Dziewczyny, jestem w szoku.Chyba nabawilam sie hemoroidow. Dopiero wczoraj objawy daly o sobie znac, prawie trzy miesiace po porodzie. Co dziwne, ze ja wlasciwie nigdy nie mialam zaparc; nieraz mi sie cos zdarzalo ale bardzo sporadycznie. czytalam, ze hemoroidy moga pojawic sie po porodzie ale to juz trzy miesiace... Wychodzi na to, ze znowu sie mieszcze w jakims malym procencie przypadkow, gdzie to sie zdarza. Niech to szlak trafi. Zawsze bylam zdrowa jak rydz a tu jeden incydent po drugim. Wstydliwy problem, narazie nic nie powiedzialam mojemu M. Jestem umowiona z moim ginekologiem dzis poznym popoludniem. Mam nadzieje, ze to da sie szybko wyleczyc.
Po dlugiej przerwie.
Jakos nie mialam weny na pisanie. Po wizycie juz chyba calkiem stracilam nadzieje i przestalam myslec, ze moze sie uda.
Dostalam skierowanie na HSG. Badanie mam 14.10 i od tego wiele zalezy. I znow odzywa sie we mnie mysl, ze jednak chcialabym zeby bylo cos nie tak. Wszyscy chca byc zdrowi, ale jak tu uwierzyc, ze jest sie zdrowym jak po 2,5 roku nic sie nie dzieje??
Jak moje jajowody okaza sie byc drozne, to lekarze wiecej mi nie pomoga i wtedy bedzie zalezec od nas czy zdecydujemy sie na in vitro za swoja kase, czy bedziemy czekac na cud. Jak okaza sie nierozne to oznaczaloby, ze to bylo przyczyna naszych niepowodzen i moznaby bylo je udroznic za pomoca laparoskopii.
no nic. zobaczymy jak bedzie.
Jeszcze nigdy tego nie robilam, kiedys musi byc ten pierwszy raz. Pisze z pracy!!! I tak na niczym innym skupic sie nie moge.
Bylam u pani doktor, odebralam wyniki, pobrano mi krew kolejny raz i uwaga, UWAGA!!! POSTEP! NIE zemdlalam, dalam sie kluc na siedzaco! 
Progesteron chyba za niski 11.70 w 20 dniu 27-dniowego cyklu. Partnera przebadac zalecono i z kompletem wynikow na koleja wizyte zaproszono.
Czuje, ze przyspieszylo. I czuje, ze mialam racje. Progesteron podejrzewalam, ze za niski. Nasinie tez czarno widze...
Ale przynajmniej sa jakies zalazki diagnozy. Cos ruszylo.
No i owulacja nadeszła.. Znowu.się ludze że się uda a przeciesz wiem że noc z tego ehh.. Brak motywacji do czegokolwiek
Robilam badania progesteronu dwu lub trzykrotnie i wszystko ok. Mam tez plamienia przed @,ale coraz krotsze wiec lekarz z kliniki twierdzi ze to normalne. 
Dziś jakiś smutek we mnie siedzi
Jest mi przykro, że nadal czekamy
Tak bardzo wierzyłam, że tym razem się uda, ale dziś jakoś mnie ten entuzjazm opuścił... chcę wierzyć, ale coś mi podpowiada, że to nie to
Odpycham ten głos, który mi mówi, że znowu się nie udało, i nadal wierzę, że jednak pojawi się druga kreska na teście...Boże, jeśli mnie słyszysz, proszę pomóż mi to przetrwać i proszę, nich to będzie już ten moment ...
Dziś tempka ładnie skoczyła, więc jestem spokojniejsza;) Całą noc się martwiłam:( Czym? Pieniedzmi... Bo jak było wszystko dobrze to musiało się coś zepsuć;( Auto nam poszło- 1,5tys naprawa, jak tylko naprawimy spróbujemy sprzedać, bo zaraz i tak pójdzie następna rzecz i mechanik radził się pozbyć. Jak za 6 tysięcy ktoś kupi to będzie cud, a na następne auto trzeba kredyt brać;/ A 3 tygodnie temu sprzedaliśmy auto- 2006 rok, super passat combi- byliśmy tak zadowoleni, ale sprzedaliśmy bo mąż chciał te pieniądzze w firmę zainwestować... a teraz czeka nas nowy kredyt...
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 października 2013, 10:37
D.. wrócił w czwartek , tyle dni na niego czekałam a w końcu dałam się zaskoczyć bo w ogóle się nie spodziewałam że tego wieczoru sie pojawi. Była 22.00 ja siedziałam przed komputerem , coś czytałam i nagle pies podniósł głowę i pobiegł do drzwi a po chwili usłyszałam chrobotanie w zamku. To był trudny czas. Dużo rozmawialiśmy, przedstawiliśmy oboje swoje wizje naszej przyszłości. Chcemy tego samego, z tym że uświadomiłam sobie że ja jestem niebieskim ptakiem, chce żeby się stało samo z siebie a mieszkanie które przy sprzyjających wiatrach będzie kosztowało 200tyś kupi się samo. Za co? Skoro ja nie pracuje, wynajem kosztuje sporo i jeszcze jakoś trzeba żyć. On zaś twierdzi że mieszkanie, posiadanie tego naszego małego gniazdka na własność to jego cel. Cel dla którego haruje a który pozwoli nam być razem, spokojnie bez troski o to że coś nagle się stanie w jego pracy i nie będzie nas stać na obecne mieszkanie i wtedy nie wiadomo właściwie co by było dalej. Rozmawialiśmy o tym dwa dni ale ja czułam niedosyt. Czułam że to jeszcze nie wszystko, że rzeczywiście ostatnio strasznie się oddaliliśmy od siebie. Kiedyś przeczytałam że dwa lata to czas kryzyzu dla większości związków, czas w którym odrobinę słabnie namiętność i zaślepienie , które wcześniej dawało siłę na to żeby nieustannie przymykać oczy na wady partnera. Myślałam że nas to ominie, że z racji odległości będziemy na tyle głodni siebie że nie wpadniemy w ten stan....Trochę się sprzeczaliśmy , głównie ja krzyczałam. O to że się nie odzywał , że teraz jak wrócił to jeździ gdzieś wiecznie coś załatwia zamiast siedzieć ze mną.Krzyczałam że jestem nieszczęśliwa , samotna i mam tego dość , nie chce sie dłużej tak czuć. W końcu kolejny raz powiedziałam że chce odejść, wrócić do domu , rodziny , dawnego życia. W przeszłości robiłam to już kilka razy,na swoją obronę mam niewiele. Dla mnie to był akt desperacji, kiedy czuję że jemu jest to wszystko obojętne , kiedy nie zachowuje się tak jak bym chciała rzucam te słowa bo wiem ,że go to ruszy i będzie mnie zatrzymywał a ja wreszcie poczuje że jednak jest inaczej. Tym razem jednak wpadłam w własne sidła , D. powiedział że może powinnam tak zrobić. To był szok, jak to ? To nie będzie mnie powstrzymywał, nie będzie prosił żebym została? Nie usłysze że mnie kocha na tyle że nie wyobraża sobie beze mnie życia. Na chłodno omówiliśmy plan mojego powrotu, zaoferował się że mnie odwiezie z całym moim potężnym arsenałem rzeczy, bo przecież pociągiem nie dałabym rady. Ustaliliśmy co ze sprawami które nas łączą w jakiś sposób. Wspólne rachunki, umowy, mniejsze i większe zobowiązania. I nagle coś we mnie pękło , bo ja też nie wyobrażam sobie życia bez niego. Chciałam być silna ale nie mogłam. Rozpłakałam się jak głupia i nie mogłam się powstrzymać z tym płaczem , wyrzucałam z siebie lawinę słów , że to nie tak miało być. Mieliśmy mieć dziecko, zestarzeć sie razem, mieć wspólny dom, psa i walczyć o siebie tak długo jak będzie między nami miłość. A przecież jest , nadal jest gorące uczucie to dlaczego? To był ważny moment bo D. wreszcie też sie otworzył, powiedział że ma dość, że ostatnie miesiące słucha tylko moich narzekań, żyje w poczuciu że daje mi nieustannie powody do złości, że unieszczęśliwia mnie głęboko i sobie z tym nie radzi bo chciał żebym była szczęśliwa. Powiedział że na dłuższą mete nie da się żyć ze świadomością że człowiek którego się kocha jest przez Ciebie nieszczęśliwy, że każde moje słowa o odejściu dawały mu poczucie że zostałam tylko dlatego że mnie przekonał , nie dlatego że chce. Nie ma już sił na to by przy swojej stresującej pracy , nieść jeszcze na barkach moje niezdecydowanie i wahania nastrojów. Kurwa.. nie wiedziałam że tak to odbiera, myślałam że wiedział że to całe moje gadanie o odejściu to tylko desperacki krok , którego naprawdę nigdy nie chciałam ..Zapętliliśmy się oboje w dawnych krzywdach o których już dawno powinniśmy zapomnieć, w mylnym poczuciu, moim że jego uczucia osłabły i jego odczuciu że jestem z nim na siłe. Bo to przecież wszystko nieprawda. Tym razem ja z całą mocę musiałam się zmierzyć z tym co kiedyś tak łatwo mu fundowałam, z poczuciem że osoba którą kocham całą sobą, nie wie czy chce ze mną być- to straszne uczucie i nikomu tego nie życzę. D. stwierdził że zdaje sobie sprawę z tego , że może nigdy nikt nie będzie go już kochał tak jak ja, że czasem błądzi na tyle że z nas dwojga to ja mam większe szanse na poznanie kogoś lepszego, kogoś na kogo zasługuję i kto będzie bardziej mnie doceniał. Tylko że ja nie chce nikogo innego. Narzekam , psioczę ale nie wyobrażam sobie siebie z kimś innym. Tak wiele było między nami niedomówień, mylnego myślenia i to raczej jego wina , nie rozmawiał ze mną , nie mówił o swoich uczuciach - jak to facet. A ja żyłam w nieświadomości że takie rzeczy dzieją się w jego głowie a za moimi plecami. Zrozumiałam to dopiero kiedy powiedział mi że był pewny że kiedy wreszcie pozwoli mi odejść to ja przyjmę to ze spokojem , że odetchnę na nowo i odejdę nie okazując żadnych emocji. Szok!!Przecież to moje marudzenie wynikało właśnie z troski o nas, żeby było lepiej choć może nie potrafiłam tego przedstawić jak trzeba. Jak to się właściwie stało ? Kiedyś codziennie zasypiałam i budziłam się z wielką radością , że mam cudownego faceta, którego kocham i on mnie kocha i życie jest piękne bo los nas połączył , dał szansę na bycie razem. Miałam w sobie tyle siły na walkę z przeciwnościami losu a potem nagle przerodziło się to w złość. Budziłam się i na starcie czułam niezadowolenie. Chce wrócić to tego co było, znowu cieszyć sie sobą jak kiedyś, udowodnić sobie , jemu i całemu światu że to może się udać , że miłość przetrwa wszystko. Pamiętam że jak się poznaliśmy ja byłam na etapie , że miłość nie istnieje , że to wymysł. A ludzie żyją ze sobą bo tak im wygodniej , bo nie chcą być sami.D. przekonywał mnie że jest inaczej, że miłość to coś pięknego, uczucie które daje pewność że odnalazło się swój cel, swoje miejsce na świecie , że nie widzi się nikogo innego poza ukochaną osobą i nic nie jest w stanie zawrócić nas w wyznaczonego kursu. To były takie początki , pierwsze rozmowy , kiedy nie było między nami uczucia albo jeszcze nie byliśmy go świadomi. Powiedział mi wtedy że kiedyś to zrozumiem, że może nie będziemy mieli już wtedy z sobą kontaktu ale przypomnę sobie tą rozmowę i pomyśle - miał rację! Okazało sie że poczułam to właśnie dzięki niemu. Kocham go , tak bardzo go kocham a on kocha mnie czego chcieć więcej? Mamy wiele do naprawienia,i pewnie trochę to potrwa. Może nam się uda może nie , tego nigdy nie wiadomo. Niemniej nie chce poddawać się bez walki , nie chce obudzić się któregoś dnia sama z poczuciem że nie zrobiłam wszystkiego co było do zrobienia .Nie zakładam porażki, po prostu zawsze jest ona możliwa ale chce czuć że zrobiłam wszystko. Ciężko mi o tym pisać , to takie intymne - może nawet nie powinnam tego robić ale musiałam to z siebie wyrzucić musiałam zakończyć ten temat. Będziemy walczyć o siebie , obyśmy wygrali .....Teraz rozumiem dlaczego dziecko nie chciało do nas przyjść
to smutne ale to nie był właściwy moment..jeszcze nie. Zostało nam pół roku rozłąki , do tego czasu powinnśmy mieć już całą kwotę na nasze mieszkanko i wtedy już nigdy nie chce się z nim rozstawać na dłużej.
wczoraj byłam u gina...dostałam zapas bromka na poł roku. lekarz powiedział, ze jestesmy nielicznym przypadkiem gdzie nakładaja sie na siebie 3 rzeczy, ktore utrudniaja zajscie w ciaze...1 moje wodniaki na jajowodach i zrosty na macicy, 2 podwyzszona prolaktyna, 3 złe wyniki meza...dawno juz sie nie spotkał z takim przypadkiem...
troche mnie to rozesmieszyło, bo czuje sie bardzo wyjatkowa
ale z czego tu sie cieszyc??? ze dzieci nie mozemy miec, czy z tego ze jestesmy rzadkim przypadkiem??? hmmm w drodze powrotnej rozmawiałam z mezem o tym co dalej... chciałam w listopadzie wyjechac na 2 miesiace do pracy do niemiec bo wiadomo pieniadze by sie przydały, ale z drugiej strony na poczatku listopada powtorka wynikow meza...i teraz jak okaza sie nieco lepsze niz 1,5 miesiaca temu od razu dowiadujemy sie o leczenie
tylko znow musze z wyjazdu zrezygnowac
a jesli beda złe to tym bardziej musimy działac... bo nie chce dłuzej czasu marnowac na czekanie... i tak mysle. jechac, nie jechac. maz zdecydowanie powiedział, ze nie jade, bo dziecko jest dla niego wazniejsze od pieniedzy... ciesze sie, ze tak powiedział, ale na leczenie pieniadze tez sa potrzebne... i co teraz zrobic??? jestem w rosterce... 
nie wiem czy sobie wkręcam.. ale czuje że 'coś' tam jest ...nigdy sie tak nie czułam.. poczekam do terminu okresu ..i zobaczymy co bedzie
Piękne - niepiękne rodzicielstwo.
W telewizji widzimy wiele pięknych, kolorowych reklam z szczęśliwymi rodzinami, grzecznymi dziećmi i czyściutkimi, pięknie jedzącymi dziećmi. Reklamy przedstawiają pyszne zupki, kolorowe zabawki, i czyściutkie pampersy i chusteczki. I ja tak właśnie widziałam na początku bycie mamą. Karmienie dzidziusia, który pięknie zje całą zupkę, zmienię pampersa, który będzie śnieżnobiały i dam zabaweczkę obojętnie jaką, którą zabawi się na parę chwil. Ja będę zawsze zadbana i będę miała czas zarówno na zabawę z dzieckiem jak i sprawy domowe. Dziecko będzie grzeczniutkie, nie będzie płakać i marudzić, nie będzie stawiać na swoim i nie będzie próbowało sprawdzać moją cierpliwość....Rzeczywistość była niestety inna. Karmienie nie było takie łatwe, pierś uciekała, mała się niecierpliwiła, poraniła sutki do krwi...pampersy nie były czyściutkie i tak chłonne jak w reklamach, niejeden raz kupka po prostu wyleciała na boki bo było jej tak wiele (swoją drogą jak takie małe dzieci potrafią zrobić takie ilości kupy - zagadka nie do odgadnięcia), ... a ja wcale nie miałam siły żeby być piękna i pachnąca... wcale nie miałam czasu na sprawy domowe.. wszystko żeby tylko było zrobione. Nie tak to sobie wyobrażałam - myślałam przerażona. Na szczęście dość szybko przekonałam się że telewizja i gazety to jedno a życie to drugie. Nie przejmowałam się już tak bardzo, że co będzie jeśli ja nie będą taka " mamą z telewizji". Przetrwałam koli i związane z tym nieprzespane noce. Przetrwałam pierwsze stałe pokarmy i związane z tym krztuszenia, prania i wycierania wszystkiego w około. Przetrwałam raczkowanie i naukę chodzenia i związane z tym bóle krzyża i ramion. Przetrwałam bunt dwulatka i związane z tym wieczne złości i bunty dziecka. Przetrwałam wychodzenie zębów i związane z tym kolejne nieprzespane noce. Wiele jest tych wyzwań w życiu rodzica, nie starczyłoby czasu na wypisanie wszystkiego. Ale najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że ciesze się, że tak to wyglądało. Czasami było ciężko, śpiąco, śmierdząco, brudno i męcząco.... Ale było też pięknie. Każdą chwilę, nawet te ciężką, wspominam z uśmiechem i łezką w oku. Kocham wszystkie wspomnienia... i tylko czasami widząc kolejną reklamę z uśmiechniętym maluchem i czyściutką pupką śmieję się do siebie wspominając te dni kiedy moja córa była tak ufajdana, że nie wiedziałam gdzie ręce włożyć....
Dzisiaj mam 27 dc i jest piękny spadek temperatury. Myślę, że jutro powinna już być - franca. I jakoś tak mam wrażenie, że jestem z tym pogodzona. Przez cały cykl - problemy z pęcherzem, konieczność odłożenia starań, a potem późną niby-owulację i pęknięcie torbieli, zdążyłam się chyba przyzwyczaić do myśli, że w tym cyklu nic z tego nie wyszło. Chociaż z drugiej strony nie wiem jak zareaguję jak przyjdzie ta wstrętna franca... Chwilowo jednak jestem obojętna i nawet specjalnie mnie to nie dziwi. Zawsze powtarzam: wolę żeby okres przyszedł szybciej, niż żeby spóźniał mi się parę dni, temperatura szła do góry, testy pokazywały bladą krechę, a beta wyszła więcej niż 5. W ostatnim cyklu miałam taką sytuację i nie było to miłe. Ze wszystkiego najbardziej nienawidzę złudnej nadziei. Nie potrzebuję takich doznań, nie chcę potem cierpieć razy dwa i jeśli ten okres ma być jutro, lub pojutrze, a nie np. za tydzień, to... cieszę się.
List DO KOMÓRKI JAJOWEJ!
Niedługo nadejdzie armia przesympatycznych ruchliwych i zajebistych genetycznie plemniczków!
Nie bądź taka w pip wybredna Komórko Ma Jajowa! Nie życzę sobie kolejnej takiej, co jej się przyjąć porządnego plemniciocha nie chce! Rozumiesz? Grzecznie upraszam o posłuszeństwo! W końcu jesteś moja! To dzięki Tobie i jednemu z tych fantastycznych pływaków powstanie Nowe Życie. A uwierz mi, że armia, która Ciebie odnajdzie do Cudownego Przywódcy należy. Nie jesteś sama na tym świecie! Pomyśl o nas! O przyszłych rodzicach! Znajdź w sobie chęci i wpuść plemniczka....a stanie się rzecz niepojęta. Cud nad cudy! Jak poprosi to się nie zastanawiaj.
Więc nie pękaj mi tam ze strachu! Nie uciekaj. To znaczy w pewnym sensie pęknij ale nie znikaj. I żadnego mi tam wahania! Ten cykl jest Twój! Do roboty Komórko! Do roboty!
Z góry bardzo Ci dziękuję!
PS....Stres i nerwy to nie koniec świata. To Ciebie nie dotyczy więc nie odczytuj tego jako blokady! Bądź dzielna!
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 października 2013, 16:30
tak siedzę przed tym laptopem i czytam jak wam dziewczyny się udaje zajść w ciążę i coraz bardziej jest mi źle
tak bardzo juz bym chciała mieć swojego maluszka, i chciałabym wiedzieć dlaczego nie udaje mi się zajść w ciąże.
Byłam u lekarza na nfz 2 raz w moim życiu....lekarz super jestem mile zaskoczona nie spodziewałam się że spotkam tak fajnego i mądrego lekarza...dał skierowania na różne badania i mam się stawić za 2 tyg... zbadał mnie szyjka czysta i wszystko ok...nie robił usg więc nie wie czy to ciąża czy nadchodząca @ , jeśli się nie pojawi w terminie czyli za tydzień to mam wykonać test i się zgłosić ...powiedział że jak zajdę w ciążę to od razu położy mnie w klinice patologii w Katowicach lub Bytomiu ze względu na wcześniejsze poronienia i śmierć córeczki... stwierdził że to wszystko było spowodowane przez mikro krzepliwości więc następnym razem heparyna i leki...stwierdził że mój były lekarz dał dupy na całego... nic jestem dobrej myśli że jednak @ się nie pojawi... o 15 mamy z mężem spotkanie z doradcą finansowym w sprawie kredytu na dom...trzymajcie kciuki!!!!
Ostatnio duzo jeste nerwowa raz sie smieje potem placze .. to chyba przed tym okresem , w sumie jeszcze musze brac luteine przez 5 dni;) no ale i jajniki mnie troche pokowają i wogule jestem jakas rozdrazniona i ciagle glodna ;dd nie moge sie doczekac efektow brania clostilbegytu , chodz z drugiej strony nie chce sie rozczarowac...
I znowu narasta we mnie niepokój, bo jest opcja na chyba fajną prace, ale oczywiście następuje we mnie blokada jak zwykle, a co jak się okaże za parę dni że jestem w ciąży. Znowu jak głupia się łudzę że może się udało ... ale pragnienie dziecka jest większe niż posiadanie nowej pracy. Pojawia się wiele pytań czy bym sobie poradziła, czy sprostam wymaganiom, że chciałabym iść do pracy ale zarazem że podoba mi się siedzenie w domu. Ale siedząc w domu czuje się taka niepotrzebna, a wiadome dodatkowe pieniądze napewno by ułatwiły życie. Nie wiem co mam robić zaczynam panikować bo najbardziej się boje zmieniać otoczenie i od nowa przyzwyczajać się do miejsca pracy...
Boże co mam robić? 
Uwielbiam być „żoną mojego męża”. Uwielbiam być mamą jego dzieci. Uwielbiam kręcić się po kuchni, podrzucać naleśniki na patelni, zmywać tysiące garów, zamiatać codziennie miliony kruchów... Uwielbiam prać brudne majtochy i przepocone podkoszulki, uśmiecham się prasując kuchenne ścierki i odkurzając podtrute i półżywe karaluchy. Relaksuję się robiąc te wszystkie rzeczy, bo wiem że gaszek je zauważy zaraz po powrocie z pracy i że niebawem zaskoczy mnie bukietem kwiatów dziękując za to, że jestem obok. Czasami będzie na tyle hojny, że sam zaproponuje jakąś nową sukienkę. Dobrze wie, co kobieta lubi najbardziej i od czasu do czasu bez żadnego nacisku zabierze w weekend do dużego centrum, połazi, poogląda, skrytykuje albo pomoże wybrać jakąś perełkę.
Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj. To był jego wynalazek, jego oczko w głowie, jego wizja, jego szczęście. Pamiętam ten uśmiech na jego twarzy gdy szybkim krokiem sunął wprost na mnie trzymając ją w ręku, tę jedyną, wybraną, wypatrzoną sukienkę!
- To jest to! Znalazłem. Na pewno będziesz w niej wyglądać szałowo! Mogę nawet pomóc ci ją ubrać - jego oczy zawsze uśmiechają się pierwsze na myśl o bara bara. Uwielbiam to, jest wtedy taki przystojny!
Dziś kręcę się po kuchni żwawiej niż normalnie, jakby mnie ktoś gonił, jakbym miała spotkanie za minut trzy, a tu jeszcze makijaż i włosy do zrobienia naprędce. Wycieram nerwowo blaty, psiukam sprejem kuchenke i szoruję ją dokładnie, naczynia myję tak szybko jakby woda miała mi się skończyć za chwilę. Przekładam jabłka, do szafki chowam herbatę, uzupełniam pudełko z płatkami i muesli. Serce mi bije jak oszalałe. Mam wrażenie, że jak złapię w ręce szczotkę to pozamiatam nie tylko kuchnie, ale też taras, podjazd i całą ulicę. Aż do samego zakrętu! Postanawiam usiąść i wziąć oddech. Głęboki. Wchodzę w pamiętnik ovu i zastanawiam się czy mam to opisać. Miałam się zrelaksować sprzątaniem, a tu coraz bardziej się podkręcam. Więc myślę: „usiądź i napisz, wyrzuć to z siebie, ile razy masz na nią jeszcze krzyczeć?”
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 października 2013, 19:35
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.