Te ostatnie 3 tygodnie ciągnęły się niewyobrażalnie....
Dotrwałam do kolejnej wizyty, ale to był niewyobrażalnie długi czas..... w międzyczasie pojawiły się i znikały mdłości, wrażliwość na niektóre zapachy, senność i zmęczenie..... i plamienia.
Starałam się tu nie pisać, bo każdy post byłby okraszony ogromną dawką paniki i strachu. Ale dotrwałam.
Wczorajsza wizyta była prze cudowna. Nasz okruszek ma się dobrze, mierzy 2,5 cm, serduszko bije z prędkością 166 uderzeń na minutę, a do tego pani doktor okazała się strzałem w dziesiątkę. Fantastyczna babka u której spędziliśmy wczoraj z 50 minut.
Poza dokładnym wywiadem, przejrzeniem świeżych wyników badań, badaniem usg, pobraniem cytologii to była jeszcze mega długa i szczegółowa rozmowa, o rzeczach wydawałoby się standardowych, a dla przerażonych kobiet w pierwszej ciąży mega ważnych. Jak żyć, co jeść, na co zwracać uwagę, gdzie jechać na wakacje itp....
Jestem spokojna, że moja ciąża będzie w dobrych rękach.
Dziś zdecydowałam się poinformować resztę bliskiej mi rodziny (bo wiedziała tylko mama) o ciąży. Cudownie słyszeć ich radość - szczerą i prawdziwą....
Kolejna wizyta troszkę szybciej bo za 2 tygodnie - do tej pory pozamykam sprawy w pracy i idę na L4, potem tylko czekanie na prenatalne....
Muszę wyzbyć się jakoś tylko tego ciągłego strachu bo mi ciąża minie i nie zdążę z radością....
2dc stymulacja
Od dzisiaj wieczora robię sobie zastrzyki.
Po 10 przed pracą czytałam jak je robić... Lecz i tak będę pewnie koło 21.30 szykowala się aby zrobić. Pewnie z 20 min mi to zajmie jak to przy pierwszym razie...
We wtorek po pracy jadę na krew... Koło 15 a po 16 mam wizytę... To będzie 6dc... Także po pracy będę wręcz wszystko w biegu robiła... I będę w domu zapewne po 17
Edit : 21.45
Pierwsze dwa zastrzyki zaaplikowane poszło mi w 15 min 😊 jutro pewnie po 5 minutach będzie po wszystkim. A teraz czas spać bo o 4 trzeba wstać 😫 dobranoc.
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 maja 2019, 21:56
Interferowanie - wzajemne oddziaływanie na siebie dwóch lub więcej składników. To tak, w ramach rozwijania wiedzy immunologicznej 
Mężuś powtórzył dziś badania hormonalne, wyniki pewnie w poniedziałek. Nie zrobił natomiast badania nasienia. Był umówiony, sama go umawiałam. Miał zrobić podstawowe wraz z chromatyną. Rejestruje się w lab, mówi, co i jak, a Pani mu mówi, że nie są przygotowani na chromatynę, bo to inaczej trzeba laboratorium przygotować (nie jakiś zwykły lab, tylko w klinice) i nie zdążą tego zrobić. Jak zapisywałam, to powiedziałam "Proszę o zapisanie Męża na badanie nasienia", pani z drugiej strony nie zapytała, na jakie konkretnie. No to Mężuś podziękował serdecznie za wykonanie podstawy, zapisał się już szczegółowo na 27 maja.
Byliśmy też w 3. klinice leczenia niepłodności. 1. to była katastrofa, 2. (tam dziś miał robić badanie nasienia) dużo lepsza, nie złapaliśmy jednak "chemii" z lekarzem. A dzisiejsza to był strzał w dziesiątkę! Mała, rejestracja dyskretna, płaci się po wizycie (!!!) - bo nie wiadomo, co lekarz będzie na wizycie robił, może usg, może cytologia, może jakieś inne badanie. Bez pośpiechu, bez opóźnień. 1 para była w budynku, ale nie do tego lekarza, plus do tego kilka kobiet. Biblioteka - zupełnie nie na temat!!! Np. "1000 mostów, które musisz zobaczyć przed śmiercią"
i inne takie. Czasopisma tematyczne, ale poruszające szerokie spektrum niepłodności (nie tylko klinika i in vitro), ale też "adopcja", "immunologia", "jak odpowiadać na krępujące pytania", "dieta". No kupili mnie m.in. tą kompleksowością.
Pani doktor - uśmiechnięta, nie zmęczona swoją pracą. Pierwsze pytanie, a mi się ciepło na sercu zrobiło "Jak długo się Państwo starają o małego człowieka?". Do tej pory było coś w stylu "Po co Państwo przyszli?", "Z czym Państwo przyszli?". Wszystkie badania przeczytała bardzo dokładnie, dopytywała, wpisywała w system nasze odpowiedzi i wyniki badań. Przeprowadziła z nami bardzo szczegółowy wywiad (chyba najbardziej szczegółowy, jak do tej pory). Odpowiadała cierpliwie na nasze pytania, żartowała (ale w taki smaczny, wyważony sposób). Udostępniła swój numer telefonu, powiedziała, że nie odbiera telefonów, ale żeby pisać smsy, odpisuje. Przyjrzała się genetyce i immunologii, nawet czaiła bazę. Podpowiedziała nam jak uzyskać refundację na leki na moją mutację (clexane) i że jest o co walczyć, bo jak uzyskamy refundację, to zaoszczędzimy około połowy dobrego samochodu (!!!). Pobrała mi cytologię, zbadała, zrobiła usg. Powiedziała, że mam "uśmiechniętą macicę", ciałko żółte jest ok, endometrium również w porządku, jajniki też , bo było po około 6-7 mikrojajeczek w każdym. I uwaga: jako pierwszy lekarz odpowiedziała mi na pytanie, dlaczego mam notorycznie owulację tylko z prawego jajnika (gdyby nie aparat od usg w środku mnie, to zeskoczyłabym z fotela i ją uściskała!!! a tak musiałam się powstrzymać
): po lewej stronie jest jelito grube, a jego flora nie wpływa korzystnie na lewy jajnik i większość kobiet tak ma, bzdurą jest twierdzenie, że owulacja następuje naprzemiennie. Mężuś jak to usłyszał (badanie usg odbywało się bez jego obecności, poszedł umawiać w tym czasie badanie nasienia), to stwierdził, że nasz naprodoktorek, który ma praktycznie specjalizację w specjalizacji, dostaje dużego minusa. Minusa jak stąd do Berlina, że on tego nie powiedział, tylko stwierdził, że on nie wie, dlaczego tak jest, że owszem czasem tak bywa, ale równie dobrze, może to być objaw choroby.
Powiedzieliśmy jej, że jesteśmy również pod opieką naprodoktorka - w żaden sposób negatywnie tego nie skomentowała. Jedynie w zakresie Ca-125 stwierdziła, że w zakresie tego, że przy endometriozie jest podwyższony, to nie zgodziła się, bo mówi, że na stole operacyjnym widziała endometriozę w stadium IV i Ca-125 było super, a widziała też brak endometriozy i innych chorób przy kilkuset przekroczonym Ca-125.
Wypytała też o kwestie, które w rekomendacjach leczenia niepłodności (czyt. robienia inseminacji i in vitro) określane są mianem - nie ma znaczenia (bo in vitro omija te problemy). Czyli prolaktyna, temperatura w trakcie cyklu, śluz czy się pojawia, czy robię testy owulacyjne, czy badam prog i estradiol 7 dpo 
Większość dokumentów przekazała do rejestracji, żeby to skserować. W jej ocenie nie ma sensu badać drożności jajowodów i robić laparoskopii. Mamy się zapoznać z dokumentacją, przemyśleć sprawę, i ona by nam zaproponowała krótki protokół, IMSI. Wypytałam o skutki uboczne (rak jajnika, rak piersi, hiperstymulacja - ale nie należę do grupy ryzyka). Wytłumaczyła kwestię mrożenia, czy to oocytów, czy zarodków. Powiedziała, że one tak jakby przed mrożeniem są liofilizowane. Mogą pobrać, ile wyprodukuję, zapłodnić 6, podać 1, resztę muszą zamrozić. Przeżywalność zamrożonych wynosi 90%. Stwierdziła, że jak zarodek przeżyje mrożenie, to znaczy, że jest silny. Ma bardzo dużo ciąż i dzieci z tzw. mrożaków.
Podejście ma kompleksowe i dlatego bardzo mi się spodobała. Spodobała się również Mężusiowi. I to Mężuś teraz bardzo optuje za tą kliniką i "już, teraz" za in vitro.
Teraz sobie tak wszystko jakoś muszę poukładać w głowie, pod kątem mojej wiary również. Nikomu nie narzucam jej, ani nie zabraniam in vitro, w tym zakresie muszę wziąć pod uwagę siebie.
Znalazłam super artykuł o diecie wpływającej na interleukiny. Chyba najbardziej szczegółowy artykuł, jaki do tej pory czytałam - w zakresie diety.
http://pracowniaheva.pl/2017/07/10/przeciwzapalne-skladniki-pozywienia-do-stosowania-w-prewencji-chorob/
Ogólnie Akademia Płodności nie umywa się do tego. Takie jest moje wrażenie.
Przeczytałam kolejne 2,5 rozdziału z mojego podręcznika do immunologii. Tym razem wróciłam do początku, bo do tej pory pop nim skakałam i czytałam najważniejsze (w mojej ocenie) rozdziały.
A, udało mi się (z przygodami) przyjąć 1. dawkę szczepionki przeciwko wzw b. Uff. We wtorek wizyta w Białymstoku.
No i nieoczekiwane plusy leczenia niepłodności: ileż ja razy widziałam się w tym tygodniu z Mężusiem! W środę w Łodzi, a dziś w Wawie
normalnie huh 
14t6d
Wczoraj 16 maja byłam na wizycie u mojej ginekolog i dowiedziałam się,że najprawdopodobniej będziemy mieli córeczkę.
Tak samo jak na USG genetycznym,tak i wczoraj Malutka tak się chowała,że niełatwo było ją pooglądać, ginekolog musiała ją "pozachęcać" tzn trochę mocniej poruszać głowicą USG żeby się poodwracała,ale jak już się ustawiła inaczej to i tak zakrywała buźkę rączkami.Jak zobaczyłam pupkę i nóżki uniesione do góry to od razu przyszło mi na myśl,że to dziewczynka.Widok Maleństwa,główki,rączek,nóżek jest rozczulający i na każdej wizycie napływają mi łzy do oczu.
Jak do tej pory,wyniki mam dobre.Kiedy moja ginekolog obejrzała wyniki i zdjęcia z badań prenatalnych to powiedziała,że wszystko jest dobrze,dziwiła się,że lekarz/jej kolega /proponował mi dodatkowe typu Nifty...no ale I tak jeszcze nie mam wyniku z Nifty,więc czekam nadal w napięciu.
Od dziś mam zwolnienie do następnej wizyty,długo się zastanawiałam/wahałam,czy w ogóle brać zwolnienie,ale ostatecznie stwierdziłam,że należy mi się,pora pomyśleć o sobie i Maleństwie,nie stresować się,to co mam ważnego do zrobienia,zrobię w domu na spokojnie.
Wczoraj po wizycie,odważyłam się i kupiłam pierwsze body.Rozczuliły mnie te maleńkie ciuszki.
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 maja 2019, 23:05
U mnie duzy kryzys. Mimo, ze jestem u mamy i mam pomoc. Emil zrobil sie totalnie nieznosny. Duzo by pisac. Ogolnie wymiekam... Ryczec mi sie chce i najlepiej rzucić to wszystko w cholere... Jestem zmęczona zmęczona zmęczona. Nie spie nocami. W dzien dramat. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam. Serio.
To sa te dni, kiedy chciałabym cofnac czas.
11+3
Jeszcze tylko 11 h i zobaczymy naszego Okruszka. Chyba zwariuje do tego czasu. Mam nadzieję, że będzie cały i zdrowy i zobaczymy pięknie bijące serduszko ❤️
Skarbie rosnij, czekamy na Ciebie ❤️😍❤️
Znalazłam swoje powołanie, swoją pasję życiową i jestem w tym dobra. Ta podyplomówka to było błogosławieństwo, które było wynikiem niepłodności. Od tygodnia chodzę jak na haju: znalazłam swoją ścieżkę życiową. Dzisiaj mam dziwny nastrój: jak pomyślę o dziecku to mnie łapie dół, bo wtedy moje plany zawodowe spelzłyby na panewce. Nie wiedziałam, że to kiedykolwiek powiem, ale tak jest. Nie chcę na razie mieć dziecka, OMG. Nie zabezpieczamy się oczywiście, bo po co, skoro nie zaszłam w ciążę przez 2,5 roku. Jaja, po prostu jaja co się dzieje w mojej głowie.
Dziś miałam crio transfer
Zabraliśmy do domku dwa maluchy 3b i 4c trochę się obawiam jak tam będzie x tym c ale wszystko w rękach Boga
Zostałam obstawiona lekami i zostawiliśmy w aptece 470zl ale byle tylko się udało
Mam brać dalej-luteine podjęzykowa co 6 godzin
- luteinę dowcipna co 12 godzić
- prolutex 1x1
- acard 1x1 rano
-encorton 1x1
--estrofem 2x1
W razie czego jakby brzuch bolał to nospe forte nawet 3x dziennie
A po estrofemie ciągle mnie brzuch jak na okres boli
Przed transferem też wzięłam nospe
Proszę bardzo o kciuki ja znikam na dwa tygodnie aby się nie nakręcać i warcam mam nadzieję z dobrymi nowinami 
Patryk ma rok miesiąc tydzień i 1 dzień
Pogoda póki co się trochę poprawiła ale pewnie nie na długo,w necie sprawdzałam długoterminowa i do końca maja i na początku czerwca ma być ciepło ale pochmurne.Nie chce się nawet z domu wychodzić:-(Patryk juz coraz sprawniej chodzi przy łóżku no i dziś zebrało mu się na robienie porządków w szafkach jaka ma z tego radość.A ja posprzątalam trochę kuchnie i wstawilam obiad ziemniaki i pierś z kurczaka na parze zobaczymy czy się zrobi bo ten parowa trochę się psuje:-(
Nie pamiętam czy pisałam ale odeszły nasze welonki z mężem pojechaliśmy po nowe rybki kupiłam kilka roślinek.Mąż nie chciał welonek wiec kupiliśmy neonki w przyszłym tygodniu dokupić jeszcze parę innych podobały mi się takie różowe chciałabym jeszcze kupić taki filtr i napowietrzacz na promieniowanie UV ma bardzo dobre opinie no i chciałbym kupić jeszcze parę roślin
Emilka wczoraj skończyła 7 tygodni. Przez tydzień zdążyliśmy odwiedzić: neurologopedę, fizjoterapuetę, doradcę laktacyjnego i jutro mamy jeszcze chirurga. Bilans jest następujący: neurologopeda stwierdził, że wędzidełko się zrosło i trzeba ponownie podciąć, poza tym brzuch jest słaby i jest asymetria ułożeniowa. Fizjoteraupeta potwierdził i zalecił jedno ćwiczenie metodą Vojty, więc ćwiczymy. Doradczyni laktacyjna stwierdziła, że dźwięki, które Emi wydaje podczas picia wynikają z nieprawidłowej pracy języka przód- tył zamiast góra-dół. Broni się w ten sposób przed dużą ilością mleka i wypracowuje nieprawidłowy odruch ssania. Podawaliśmy jej butelkę medela calma, jak się odstawiła od piersi, i obawiam się, że to jest przyczyna. Wcześniej ssała ładniej. A niby taka super ta butelka, że nie zaburza odruchu ssania... Zaproponowała pozycje do karmienia "pod górkę", przez co KP aktualnie jest dla mnie walką, żeby małą przystawić. Mi jest niewygodnie, ona zapada się w cyca i po chwili zasypia, ja się pocę, bo mała grzeje jak farelka. No hardcore jakiś. Jak się zbliża pora karmienia to przechodzą mnie ciarki. Nie mogę jej za bardzo pozwolić pić, jak jej wygodnie, bo utrwala sobie wtedy ten zły wzorzec i już mam wizję, że nie będzie potrafiła jeść pokarmów stałych, będzie miała wadę zgryzu i będzie seplenić. Czasami i tak karmimy się po staremu, bo nerwy mi siadają i wolę, żeby się najadła. CDL doradziła wieczorem podawać butelkę z dynamicznym smoczkiem, żeby wzorzec picia przeniosła na pierś. Byłam taka spokojna, jak jej ją dawałam. Ona się najadła, ja miałam spokojną głowę, że jest najedzona. Potem w nocy z piersi jadła bardzo ładnie, ale w dzień zazwyczaj są nerwy. Stwierdziłam, że daje sobie kilka dni na podjęcie decyzji, czy przechodzimy na KPI. Zobaczymy, co jeszcze powie chirurg, czy faktycznie trzeba będzie podciąć ponownie. Pierwotnie termin mieliśmy na 19.08, tak oblegany jest ten lekarz, ale ktoś zrezygnował i udało się na jutro! Czuję jakąś taką presję z tym KP, tym bardziej że jeśli zmienimy sposób karmienia, to będzie to moja decyzja, a nie siła wyższa i jakoś mi z tym nie do końca dobrze. Wiem, że za bardzo to rozkminiam, ale mam poczucie winy, że za łatwo się poddaję. Z drugiej strony chciałabym się cieszyć macierzyństwem, które nie kręci się tylko i wyłącznie wokół karmienia.
Dawno mnie nie było. Wiem już jaki jest powód, ze nie zachodzę w ciąże bardzo wysoka prolaktyna, byłam już u endokrynologa zlecił mi rezonans magnetyczny, idę prywatnie za 2 tygodnie bo państwowo czeka się 5 mcy. Mam częste bóle głowy wywołujące wymioty i zaburzenia widzenia, okresu już nie mam 3 mce. Także nieciekawie.
8tc
Od pon zaczynam 9 tydzien ciazy, wciaz mnie mdli, jestem zmeczona i padnieta. Dzis ponownie robilam badanie morfologi, jako ciezarna moglam wziac "szybszy" numerek do laboratorium - ogromny plus dla kobiety ktorej chce sie wymiotowac. We wtorek z tymi wynikami do hematologa, oby cos poradzil.
Ciagle mysle ze mam w sobie dwa zycia. Boje sie okrutnie ze sobie nie poradze. Nie bede umiala sie zajac dwoma naraz, mam mnostwo pytan: jak mam karmic naraz, gdy oboje beda plakac to ktorym sie zajac, jak je nosic, jak dopilnowac zeby nic im sie nie stalo. Po prostu boje sie ze jestem za miekka w uszach na dwojke dzieci. Dla mnie jedno jest wyzwaniem, a co dopiero dwa na raz.
Maz mnie pociesza i wspiera. Mowi ze bedzie mi pomagac, bedzie wstawac w nocy..a ja sobie nie wyobrazam ze po tak ciezkiej nocy bedzie szedl do pracy. Wyobrazam sobie nas jako wraki czlowieka umeczeni, niewyspani i zqniedbani hehe.
Hej, hej...
Rok za nami!
Nie wierzę, że ten czas tak zapiernicza. Jestem na finiszu studiów, właśnie siedzę u rodziców, próbując dokończyć pisać magisterkę (powodzenia, została mi cała analiza badań, ale jak się zepnę to skończę do tego nieszczęsnego 28 czerwca!).
Sram po gaciach na myśl o 22 czerwca, kiedy to będę "fotografem ślubnym". Chyba muszę zacząć myśleć o tym bez "".
Oficjalnie sie chwalę, że upiekłam tort! Ładny i smaczny! Nie wierzę.
Zrobiłam sesję roczkową, która wygląda lepiej niż u niejednego "fotografa".
Oficjalnie wchodzę w zdjęcia, tylko na promocji, marketingu i biznesie ni chuuuia się nie znam.
Pod koniec przyszłego roku mamy w planach zacząć robić rodzeństwo, jeśli wszystko dobrze pójdzie, biznes będzie się kręcił.
A!!!!!!!! No i Tośka ma 3 zęby, a 4 na przebiciu!
Czyli będzie tylko gorzej. Ostatnio ciągle śpi z nami, bo jesteśmy za leniwi, żeby ją odkładać do łóżeczka, a tak to przynajmniej śpimy całą noc.
W przyszłym roku czeka nas remont i Toniek będzie mieć w końcu pokój!
Dobra idę dalej pisać...
3dc
Dzisiaj po urodzinach taty pojechałam do galerii kupić kilka rzeczy. Ponieważ za tydzień w Nd urodziny siostrzeniec musiałam jakiś prezent kupić. Kupiłam kasę fiskalna.
Dla brata syna który w kwietniu urodził się kupiłam zestaw 3 bodow z krótkim rękawkiem 🍼, a dla siostry która urodziła wczoraj kupiłam maskotka króliczka różowego🐇 do zaczepienia oraz body różowe.
W czwartek ostatni raz przed weekendem zajade do rodziców popilnować babci, to i podrzucę od razu prezenty.
Dla spokoju emocjonalnego, psychicznego nie będę w dniu urodzin siostrzenicy. Wolę spokój w domu bądź na obiad do teściowej. Nie zamierzam denerwować się bo mi to przed punkcja nie potrzebne.
Niech się cieszą że dla bratanka i siostrzenicy kupiłam coś zwłaszcza że sytuacja między nami jest napięta. Także daruje sobie jakiekolwiek kontakty. Wybieram ciszę, spokój 😊😁 aniżeli burze 🌩️⛈️
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 maja 2019, 20:30
Obliczyłam sobie, że prawidłowy przyrost (te 66%) powinien dzisiaj pokazać Betę ok 255, a tu niespodzianka!
Beta po dwóch dniach - 438 (ok. 190%przyrostu) 
Pierwszy raz chyba jestem tak bardzo w ciąży 😮
Badania rano zrobiłam w tajemnicy przed mężem ( jakie było jego zdziwienie że zaofiarowalam się sama zrobić poranne zakupy
ale oczywiście nic a nic się nie zorientował)
Byliśmy dzisiaj w odwiedzinach u mojej koleżanki z pracy która ma 3 miesięcznego synka. Oczywiście nie było to dla nas proste, ale daliśmy radę, a ja co chwilę sprawdzałam wyniki z Alaba. Później poszliśmy zwiedzać fabrykę E.Wedla (jestem zajefajna bo wygrałam bilety
) Dopiero w trakcie degustacji wedlowskich słodkości pojawiły się wyniki. Ulga, strach i niecierpliwość żeby powiedzieć mężowi, ale to musiało poczekać bo zabraliśmy na zwiedzanie jeszcze znajomych.
Dopiero w mieszkaniu wyczyścilam mężowi okulary ze słowami że musi mieć czyste, by coś przeczytać.
Moja inteligentny mąż. Dwa magistry, dwa studia doktoranckie, quasi dyplomata, a czytał czwartkowy wynik z Diagnostyki jakby nie umiał czytać ze zrozumieniem. Brakowało mi tylko słów - ale jak to? 
Potem dołożyłam mu karteczkę z dzisiejszym wynikiem. Chwilę trwało aż zaskoczył, ale warto było poczekać. Tyle razy sobie wyobrażałam ta chwilę, myślałam, że nigdy nie nadejdzie.
Oczywiście zdajemy sobie sprawę że wszystko może się zdarzyć, ale jakoś jesteśmy dobrej myśli. Do trzech razy sztuka. No i mam nadzieję, że Matka Boska nad nami czuwa.
Jutro planuje się skontaktować z doktorkiem, chociaż to niedziela i ciekawe czy odbierze. Odstawiłam Metformaks i Norprolac już parę dni temu, bo w poprzedniej ciąży kazał mi odstawić, no ale nie mogę chyba sobie sama zaordynować leczenia.
No i w pierwszym odruchu mąż zadecydował że nie lecę na Maltę, żeby nie ryzykować, ale tak po 3 godzinkach jak poczytał wujka Google to stwierdził, że trzeba zapytać o opinie doktorka. Ja to sobie tak myślę, że skoro Kropel się zadomowi to przecież przejście przez lotnisko i 3h lotu nie będa groźniejsze niż moje codzienne jeżdżenie w zatłoczonej komunikacji miejskiej. Na Malcie teraz też nie ma upałów, więc jeżeli będę tylko odpoczywać to nic nam się nie powinno stać. Z planowanego zwiedzania nici, ale grunt że Malta i mąż blisko. Tydzień rozstania średnio mi się widzi, bo chyba nigdy się na tak długo nie rozstawaliśmy przez ostatnie 7 lat.
Boje się tylko tego, że coś się stanie i będziemy sobie pluć w brodę do końca życia. Z drugiej strony jak zostanę w Polsce to też mi się może coś stać, a wtedy nawet męża u mnie nie będzie, bo on w pon. już leci na tą Maltę i wraca w sobotę późnym wieczorem. Oczywiście mąż jedzie zawodowo, a nie na wakacje, ale ja bym mogła mieć takie mini wakacje. Jak wszystko dobrze pójdzie to jeden Pan Bóg wie kiedy się gdzieś razem wybierzemy.
A lot już we wtorek, więc się z doktorkiem nie zobaczę bo on tylko we wtorki i środy jest w Wawie.
Także tego... Lecieć, nie leciec, oto jest pytanie
Też mi rozterki na początku ciąży o_O tak jakby to był nasz największy problem... Oby był największy i jedyny.
8 d.c.
7 dzień stymulacji.
Choroba trwa w najlepsze, nie pamiętam kiedy ostatnio mnie tak sponiewierało😰. O ironio, przez całe 2 lata od kiedy trwa pandemia, nie przechorowałam 1go dnia. Covid przeszłam 3 tygodnie temu z lekkim katarem. A teraz, kiedy powinnam być w najlepszej formie, czuję, jakby moje płuca chciały wyjść na zewnątrz zabierając resztki chęci życia 😭.
Mam tylko nadzieję, że moja kondycja nie wpływa znacząco na produkcję jajek😟. Gdybym wiedziała, że tak się będę czuć, nie zaczynalabym tej procedury... A teraz już za późno, trzeba jakoś dotrwać do końca. Mam L4 na cały ten tydzień, przynajmniej nie będzie trzeba kombinować z urlopem na wizyty. Jutro podglądamy co tam urosło🥚🥚🥚, jestem bardzo ciekawa, a z drugiej strony boję się, że nie idzie wystarczająco dobrze... Nie tak sobie wyobrażałam nasze podejście do IVF 😣.
Dostalam dzisiaj w pysk w twarz mialam Wma napisac jak zajebisvie bylo na urlopie ze zapomnielismy o problemach ze sie wyluzowqlismy tak bylo nawet byly vodzienne seksy nie patrzac na kalendarz nie podgladajac ovu i takie tam... przyjechalam do Polski o 3 rano okazalo sie ze jakis facet wrabal w moj samovhod cale lusterko odpadlo drzwi pocharatane byla Policja coz... jutro mam sie zglosic na Policje taki piekne zakomczenie urlopu... to nic ze mialam umowionego lekrza nowy plan dzialania nowe cele 2szystko bylo zaplanowane wyluzowanie plus inny plan teraz napewbo sie uda fo lekarza na bank nie zdarza a po drugie juz nie mam checi tam isc i wszystkie leki ktore trzymam w razie ciazy mam ochote wyjebac ;(
2. Cudowna wiadomosc od mojego szwagra (lat 55 siostra lat 40 ) spofziewaja sie dziecka tak wlasnie dzisiaj te cudowna wiadomosc przekazal mi szwagier jacy oni sa szczesliwi i mysl co zrobic pogratulowqc i s8e rozlaczyc ale on nawija dziecko sie obrocilo nie widac bylo ale chyba syn. Od razu dalam telefon mezowi bo myslalam ze zemdleje. Mysl nastepna jak wyciszyc emocje no to kapiel duza ilosc wody na twarz bie pomoglo. Lek ? Albo alkohol? Alkohol nie bardzo jutro policja wybralam bromergon wczoraj z powodu poznej pory nie wzielam a dzisiaj szybko bo niweluje stres Nie wiem dziewczyny napiszecie ze moze jakis psycholog czy cos ale czy mozna miec wiekszego pecha w zyciu .... Naprawde myslalam ze to bedzie cudowne a teraz te moje sily ktore nabylam w trakcie urlopu wyczerpaly sie w ciagu paru godzin rycze tak w lazience od paru godzin....
wczoraj 21dpt wstałam rano po leki, zobaczyłam krew, myślałam że dostane zawału. niewiele myśląc zadzwoniłam do kliniki umówiłam się na wizytę i jak tylko mój M wrócił rano z prac wyruszyliśmy na Poznań. Nie obyło się bez łez i stresu. W klinice na usg zobaczyłam pęcherzyk ciążowy, ciałko żółte i małego krwiaczka który mógł spowodować krwawienie. lekarz nakazał leżeć. Kolejna wizyta we wtorek. liczę że zobaczę serduszko i wszystko będzie dobrze. Maleństwo rośnij, walcz!!!
🤞🤞✊✊
15t 2d
W środę byłam u mojego gina. Mamy 10 cm szczęścia:) męskiego szczescia, bowiem podobno będzie chlopaczek:)
Tak czułam, tak więc jest. Tylko żadne męskie imię mi do głowy nie przychodzi:D i nawet nic szczególnie mi się nie podoba. Nie wiem jak mu damy na imię
Nie chce żadnych wymyślnych imion, żadnych za nadto oryginalnych, ma być ładne i ładnie się zdrabniac
Tyle w kwestii moich wymagań hehe. A poza tym wszystko ok u dzidzi i u mnie. Brzuszek mi sie zaokraglil w tym tygodniu:) Wreszcie zaczyna wystawac:) Trochę to trwa heh.
Ponad to... wczoraj poczułam pierwsze bulgotki w brzuchu. Myślę, że to był maluszek, bo to było coś charakterystycznego i akurat właśnie w dole brzucha
także datę należy zapisać
Zaczynam czuć ogromną chęć tworzenia wyprawki, może też z nudow:D no i też dlatego, że strasznie nie lubię odkładania rzeczy na później i stresu, że z czymś nie zdarze:) Powoli zamawiam drobiazgi:D koszulę do porodu mam i stabiki do karmienia:D parę śpiochów, a na Aliexspres trafiłam na fajny komplecik więc zamówiłam na próbę
za grosze więc nie będzie mi szkoda, gdyby była kiepska jakość czy coś. Ah nie mogę się doczekać kupowania wózka, szafy, przewijaka itp. Nie robimy małemu pokoju, bo w następnym roku się przeprowadzimy do domu, więc wszelkie dekoracje pokoju, meble itp będą na nowym, szkoda się tutaj zagracac A potem martwić się jak to przewieźć
Przez rok będziemy spać z małym w sypialni, kupimy mu tylko szafę i lozeczko,bo ja sama mam ciasnote z ubraniami, więc musimy jakoś się zmieścić
Strasznie dużo rzeczy trzeba kupic dla maluszka, dlatego już się schizuje 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.