Beta 7 dpt 2.
To chyba pozostałość po ovitrelle... nie bez powodu mówią, że ten zastrzyk się utrzymuje nawet 14 dni. A ja głupia za wcześnie zrobiłam tą betę. Teraz jestem rozbita na kawałki. Z jednej strony wiem, że nic z tego, a z drugiej nadzieja się tli i serce tak bardzo pragnie żeby zdarzył się cud.
Plamienia są dalej i to coraz czerwieńsze :-(

Edit! Moz mąż nie wiem jak sprawdzał ten wynik bety bo tam było 4 a nie dwa!

Także wynik w 7dpt: beta hcg 4

9 dpt testy sikanie o czułości 10 białe jak śnieg :-(


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lipca 2019, 07:14

Wczoraj nastrój wachadłowy, ciężko stwierdzić czy dobry czy zły. Ale chyba będzie dobrze:) Waga -5kg, jestem zadowolona :) jeszcze przede mną 20, ehh :)

Anuśla Musisz dać życiu szansę 3 lipca 2019, 08:21

Byłam wczoraj we Wrocławiu u dr Rubisza - znanego specjalisty od endometriozy. Matko, ale mnie wybadal, reke mi włożył tak głęboko, że myślałam, że tylkiem wyjdzie hehe. Nie ma widocznej endometriozy, pomiedzy macica a jelitami jest płyn, co znaczy że nie są zrosniete, macica z jajnikami się ruszają, nie widzi szczepow endometriozy, więc nie mam wskazania do laparoskopii. Poleca zrobić jeszcze IUI skoro co dopiero leczylam bakterie z endometrium. No i o to właśnie mi chodziło, żeby potwierdzić czy jest jeszcze sens IUI. Endometrium 8 mm w 5dc, wow, ostatnio przy IUI miałam 5 mm w 10dc i nawet nie wiadomo było czy sie odbędzie a tu proszę, może rośnie ładnie po wybiciu bakterii. Czyli pozostaje mi do zbadania immunologia, a tymczasem zaczęliśmy się opijać guajazylem.

32tc + 4 (33tc)

Powiem szczerze, myślałam, że już mi minęło, w końcu upłynęły już prawie 3 lata. A to wciąż we mnie siedzi...
Izba Przyjęć na którą miałam zgłosić się żeby ustalić termin CC jest zaraz obok oddziału patologii ciąży... Mój doktor robił wczoraj zabiegi, widziałam dziewczyny wyjeżdżające na łóżkach z gabinetu zabiegowego. Ściskało mnie w środku, łzy zaczęły napływać do oczu, bo jakiś czas temu byłam na ich miejscu... Starałam się nie patrzeć w tamtą stronę, zacząć patrzeć w telefon, robić cokolwiek byleby nie widzieć tego miejsca. Miałam dość luźną bluzkę, torebką starałam się zasłonić spory już brzuszek, żeby dziewczyny chodzące po oddziale i wchodzące do zabiegówki nie widziały, bo wiem jak to bardzo boli, zwłaszcza w takim momencie.

Syn <3 wypychał się mocno, nóżką smyrał mnie po żebrach chyba żeby odpędzić moje myśli od tego co było i dać do zrozumienia, że teraz On jest najważniejszy <3 Słyszałam płacz dzieci, bo niedaleko jest oddział położniczy i noworodkowy. Kiedyś marzyłam żeby trafić kiedyś tę stronę i wkrótce tam będę <3.
Być może gdy Synuś <3 przyjdzie na świat to będę postrzegała ten szpital i oddział odmiennie niż teraz, być może będzie mi się kojarzył tylko dobrze i radośnie.

Byłam wczoraj u doktorka. Na szczęście przyjął mnie między pacjentami i nawet nie musiałam płacić. Tylko mu pokazałam receptę z Neoparinem i zapytałam czy już mogę brać. Powiedział, że tak, więc od razu zakupiłam lek i wróciłam do Kliniki, gdzie pani pielęgniarka zrobiła mi pierwszy zastrzyk z instruktarzem. Dzisiaj muszę zrobić sama wieczorem i nawet męża jeszcze nie będzie w domu, więc trochę się boję. ale dam radę :) Po wczorajszym mam taką mocno czerwoną kropkę wielkości groszka... już sobie wyobrażam mój brzuch za parę miesięcy. Biedronkowy, albo a'la ofiara przemocy domowej :P

Wczorajszą noc się stresowałam, bo nie wiedziałam czy doktorek nie będzie miał wątków, że byłam u kogoś innego, ale nawet nie zwrócił na to uwagi, tylko kazał brać heparynę. No to sobie wieczorem "znalazłam" nowy problem przez który nie mogłam spać całą noc. Mianowicie nachodzą mnie obawy, czy nasz Mały Ludek nie ma przypadkiem jakiegoś zespołu wad genetycznych. Czy brałam wszystko co mogłam by go uchronić, czy na pewno moja mutacja MTHFR nie zrobi nam psikusa. Po prostu mam cholerne obawy, czy bym takie dziecko kochała, chciała, że będę się go wstydzić itp. :( No wiem, głupia jestem, bo po pierwsze na pewno go będę kochać, a po drugie to będzie cały i zdrowy!!! Zwariuję do 9 lipca (PAPPA) a od dzisiaj melisa obowiązkowo na sen.

A no i pani w rejestracji powiedziała, że 9 lipca (to będzie 11t3d) jest ok i że mnie na ten dzień umawia (doktor, który mi robił pierwsze usg napisał, że kolejne badanie referencyjne za 4 tygodnie to wypada dokładnie 5 lipca) )chociaż mój doktorek radził mi na wizycie dopiero 16 lipca (ale to nie on będzie robił to badanie bo od tego jest ten od pierwszego usg).

W sumie to mi odpowiada opieka w dwóch miejscach. Doktorek jest pod telefonem 24h i dwa razy w tygodniu przyjmuje w Wawie. W sumie jest moim głównym prowadzącym i myślę, że nie będą sobie wchodzili w kompetencje z panią doktor z Karowej, którą mam raz na miesiąc. W razie komplikacji jestem już zabukowana w przychodni przyszpitalnej. Dostaję Neoparin na receptę z refundacją, to też zawsze coś, a do tego od 14 sierpnia będą mi tam robić nie echo, a jakieś przepływy co tydzień. Tam przynajmniej wiedzą z czym się je zespół sjogrena i jak prowadzić takie ciąże. Czuję się jakoś taki bezpieczniej.

Rano mój brzuch się bawi w chowanego, a kiedy leżę, to już w ogóle udaje linię modelki, ale jak chodzę w obcisłej bluzeczce po mieszkaniu, to już co nieco widać, no i spodni nie dopinam. Fajnie :)

Odebrałam wyniki z Diagnostyki:
TSH 0,751 µIU/ml (nawet spadło w porównaniu z czerwcem)
FT4 1,35 ng/dl
Wszystkie inne - potas, d-dimery, morfologia, fibrynogen i kreatynina też w normie :)
Praktycznie jestem idealna :P


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lipca 2019, 15:52

Postanowilam, ze moze jak przezuce moje mysli i uczucia do pamietnika to pomoze mi poradzic sie z moja codziennoscia. Nie chce zawracac glowy mojemu mezowi, bo wiem, ze sam sie martwi ale jest pozytywny za nas dwoje.
Moze zaczne od poczatku bo sporo czasu uplynelo odkad postanowilismy, ze chcemy miec dziecko. W styczniu zeszlego roku, moja firma zorganizowala duza impreze z noclegiem.... Wyliczylam ze akurat bede miala owulacje... Wiec pomyslalam swietna okazja. Nic nie powiedzialam mezowi, ze bedzie owulacja zeby sie nie nastawiac... Bawilismy sie swietnie, potem zmeczni wrocilismy do pokoju z szampanem o dalej swietowalismy. Potem przez kolejne dni, probowalismy naszych sil. Bylam pelna optymizmu, kupilam testy ciazowe o wyczekiwalam momentu gdzie bede mogla zrobic test. Niestety nie mialam szansy zrobic testu, okres przyszedl. Troche zawiedziona, ale mowie uda sie nie dlugo. I tak minelo 6 miesiecy. W miedzy czasie, zaczelam chodzic do lekarza zeby dostac skierowania na badania.... Wyniki zaczely przychodzic i wszystko bylo w porzadku... A ciazy jak nie bylo tak nie ma...
W koncu dostalismy skierowanie to kliniki nieplodnosci, ale dopiero na luty 2019. W miedzyczasie nasza intymnosc powoli zaczela umierac.... Zadnej spontanicznosci tylko przykry obowiazek.....

Wczoraj byłam u hematologa numer 3. Korzystając z okazji, że i tak jechałam do stolicy na warsztaty psychologiczne, to stwierdziłam, że tym razem szczęścia spróbuję w Warszawie. Głupia ja.

35 minut opóźnienia, bo przecież trzeba pacjentów zapisywać (i inkasować kasę) co 15 minut, a to, że potem czekają, wcale nie oznacza braku szacunku dla nich i ich czasu. W końcu wchodzę. Mówię doktorowi, co mnie sprowadza: mutacje w genach odpowiedzialnych za krzepliwość krwi oraz zalecenie ginekologa, celem m.in. skontrolowania dotychczasowego leczenia i uzyskania zaświadczenia na refundację leków przeciwzakrzepowych.

A doktor Krzysztof Gawroński (odradzam) mówi mi: Szanowna Pani, Pan doktor wprowadziła Panią w błąd, nie trzeba posiadać specjalizacji hematologicznej, żeby przepisać leki z listy leków refundowanych. Listę tą ustala NFZ, ona się zmienia co 3 miesiące, ale każdy lekarz z prawem wykonywania zawodu może przepisywać te leki.

Zaczął przeglądać badania, spytał o homocysteinę, czy przyjmuję foliany, czy miałam robione badanie na białko S i C. Na te ostatnie nie miałam. Potem zaczął coś pisać na kompie. Pisał i pisał. Pisał i pisał. Nic nie mówiłam, chociaż już byłam w niedoczasie, ale stwierdziłam, ok, załatwię sprawę i koniec tematu. Pisał i pisał. Oddał mi wyniki badań, więc myślałam, że je pospisywał. Pisał dalej. A potem wydrukował, co napisał, dał mi i zaczął jeszcze czytać na głos wskazując palcem kolejne zdania, to co napisał:

Doktor: Proszę Pani, tu jest list ode mnie do Pani ginekologa: Szanowny Doktor specjalista ginekologii i położnictwa. Uprzejmie proszę o nieinformowanie błędne Pacjentki o możliwości ustalenia wskazań do otrzymania refundacji na heparyny drobnocząsteczkowe, czy też inne leki przeciwzakrzepowe. Lekarz hematolog nie ma wpływu na listę refundacyjną leków. (Tu powiedziałam twardo "Do rzeczy" i przerzucił kartkę na drugą stronę, gdzie było napisane, że mutacja ta nie jest na liście i nie podlega refundacji, ale treść listu przepiszę, przynajmniej częściowo dalej) Wg ostatniej listy NFZ z bieżącego 2019 roku wskazania do refundacji heparyny są następujące: "tu cytat z listy na 24 linijki". I dalej z listu drukowanymi literami, które pominę, bo są drażniące: Z przytoczonego przeze mnie tekstu wynika, że chora nie ma wskazań do refundacji heparyn drobnocząteczkowych.

Rozumiem doskonale chęć naprawy własnego środowiska, bardzo dobrze to rozumiem. Tylko w życiu Romana nie przyszłoby mi do głowy jechanie po innym przedstawicielu mojego zawodu czy zawodów pokrewnych (biorąc pod uwagę, że prawnicy mają aplikacje, czy coś w stylu specjalizacji lekarskich) przy interesancie vel pacjencie. No w życiu!!! Takie rzeczy załatwia się twarzą w twarz. Zmarnował mi dodatkowe 20 minut czasu, wyszłam bez niczego. Z totalnym poczuciem żenady. Dziś z rana napisałam maila do placówki z reklamacją i żądaniem zwroty 3/4 ceny (zapłaciłam za wizytę 208 zł), stwierdziłam, że nawet jak nic nie uzyskam, to przynajmniej się postawię, może ktoś przeczyta tego maila i się zastanowi, może nikt inny nie będzie musiał doznać takiego upokorzenia jak ja wczoraj. W trakcie tej całej walki z niepłodnością, dużej ilości ludzi i sytuacji odpuszczaliśmy, bo stwierdzaliśmy z Mężusiem, że szkoda naszych emocji i czasu na działanie, ale wczoraj czarka się przelała.

12+2
Wczoraj usg prenatalne, dzidzia zdrowa, pięknie rośnie na 70% dziewusia ( tak jak przeczuwałam) trochę się uspokoiłam... teraz czekamy na wyniki krwi z testu pappa i opis lekarza.. następna wizyta 18 lipca. Rośnij dzidziu prawidłowo i zdrowo !! <3 🤞🤞✊✊

Marti... Goniąc czas 3 lipca 2019, 12:26

po chorobie prawie ani sladu, zostal delikatny katar i troche kaszlu po przespaniu drzemki lub nocy.

bylysmy dzis na adaptacji. ok godzinki na sali i pozniej wspolny spacer. Ola poki co swietnie zareagowala, oczywiscie porzucila matke i poszla do zabawek. tylko dwa razy w ciagu godziny podeszla do mnie, zeby ja gdzies za raczke zaprowadzic.

jutro zostanie po muzycznym powitaniu od ok 9.30 sama. godzina w sali zabaw, pozniej spacer i obiadek drugie danie, a ok 11.30 odbieram ja zaraz przed drzemka.

w piatek planujemy z ciociami zostawic ja na drzemke i zupke po drzemce. i zaraz potem ja odbieram. chcialabym powtprzyc schemat piatkowy jeszcze w poniedzialek i wtorek, jesli bedzie dobrze reagowac wydluzymy czas do ok 15. potem do 16.

jestem bardzo dobrej mysli.

widziala jak sie opiekuja chlopcem, ktory rozpoczal adaptacje w zeszla srode..... matka pierwszy dzien z nim jak my dzis, a nastepnego dnia juz na 9h go zostawila.... WTF!!!!! jak mozna zrobic cos takiego dziecku?????????????? Michalek plakal prawie caly czas, cicia tulila i sie uspokajal. dziecko na kp, wiec pewnie tym ardziej mu trudno. boze... jak mozna tak zaplanowac adaptacje?

to ja uwazam, ze nasza jest szybka! ale zastrzeglam sobie, ze jesli bedzie taka mozliwosc to zwolnimy tempo. wszytko zalezy od Oli. po prostu wodac, ze sie tam dzis calkiem fajnie odnalazla, wiec idziemy ogolnym schematem. jesli bedzie zle, zaplanujemy cos pod nia.

opieka wydaje sie byc profesjonalna i sympatyczna. dzis dostane dostepy do monitoringu i bezposredni nr tel na sale zabaw dzienna dzieci. zawsze gdy mamy maja jakies sugestie (za cieplo, rozebrac, glodne, polozyc wczesniej spac itd) mozna dzownic i prosic, jesli nie zostanie wylapane przez ciocie i one spelniaja wszelakie prosby.

jestem zadowolona :)

Edit. I jeszcze jedna super sprawa. Dostanę dostęp do aplikacji, gdzie odnotowywane jest ile dziecko spało, ile.kup zrobiło, czy jadło itp. Super. Naprawdę o tym nie wiedziałam jak ja zapisywalam. Dzięki temu dużo rzeczy jest pod kontrola :)

a to menu na ten tydzien. powiedzmy, ze jada w domu lepiej, ale nie ma tragedii ;)
a02e378e942d.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lipca 2019, 13:21

Wczoraj rozpoczęłam 13 tydz ciąży, nigdy nie dotrwaliśmy do tego okresu. Ostatnio miałam trochę stresów bo byłam lekko przeziębiona i bałam się, że zaszkodzę maluszkowi, ale już dochodzimy do siebie :) Przynajmniej taką mam nadzieję.

We wtorek wizyta, boję się, ale jednocześnie cieszę, bo maluszka zobaczę, pewnie i nie taki mały :)

A tak razem rośniemy :)

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/918e6d64c465.jpg

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/bca985f2c561.jpg

Wierzę, mocno wierzę, że dotrwamy w dwupaku do sierpnia :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 stycznia 2016, 19:32

Natasha✌️ Wieczna marzycielka 20 sierpnia 2019, 11:56

Wracają do komentarzy z ostatniego mojego wpisu..
Zgadza się zmagam się z nadciśnieniem ..stale biorę regularnie leki choc obecnie ono jest mniejszym problemem ogólnie. Główny problem u mnie sprawia ,,głowa,, od niej praktycznie zaczyna się wszystko.. lecz nikt nie może mi dac odpowiedzi co się złego poki głowa nie zostanie poddana badaniu rezonansu magnetycznego lecz w moim stanie jest to niemożliwe. Po przeszczepie zmagam się z dużą kreatynina we krwi co za tym idzie ..nie wolno podać mi kontrastu ponieważ się z niego pod żadnym względem nie wyplucze a to bardzo niebezpieczna gesta trucizna i po prostu mnie zabije. Moja nerka nie jest wstanie pozbyć się jej ze mnie.
Dlatego tez nie można wykonać żadnych badan które by mogły wyjaśnić cała sytuację.
To nie tak ze watpie lub malo wierzę w ciążę..
Moja siostra jest tego przykładem jest obecnie w 4 miesiącu ciąży a każdy gin zapewniał ja ze juz nigdy w ciąży przez tarczycę nie będzie.. a jednak jest ..
Nigdy nie przestanę wierzyć w to ze i ka zostanę Mamą.
Po prostu moim największym problemem moim wrogiem jest upływający szybko "czas" którego w żaden sposób nie moge zatrzymać.
Moja przeczepiona nerka od dawcy zmarłego może przestać działać każdego dnia .. jest ona tylko chwilowym zastępstwem od życia utrzymującego przez maszynę dializacyjna.
Nerka od dawcy wytrzymuje zazwyczaj od 4 do 8 lat ..
Ja w grudniu będę miec 4 lata od operacji przeczepienia .. nikt nie daje mi żadnej gwarancji.Nikt nie wie ile będzie ona jescze funkcjonowała ..moze to być rok a moze to byc miesiąc nawet moze byc to jeden dzień..
Do silnego odrzutu może dojść zawsze nie patrząc na dzień ani godzinę.
Gdy jest stan się pogorszy wrócę do życia nerko zastępczego a wtedy temat ciąży zostanie zamknięty .. dlatego kazdy miesiąc jest dla mnie tak ważny i cenny..
Gdy by nie czas pędzący i poważne schorzenia które mi towarzyszą to bym pozwoliła sobie na działanie Matki Natury i z niczym bym się nie spieszyła. Ale ja tego czasu nie mam
..🥺🥺🥺


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 sierpnia 2019, 12:06

owulacja była tak jak przewidywałam.testy negatywne czuje @ na horyzoncie.ufff😁

-> O dziwo od dwóch-trzech dni odczuwam dyskomfort w spodniach, a nie jem dużo więcej niż zwykle.
-> Zdecydowanie częściej latam do toalety.
-> Piersi mam już trochę pełniejsze i bardzo delikatne, więc odczuwam bóle, a jak nie czuję bólu, to je specjalnie dotykam i sprawdzam (jak wariatka) - i wtedy dalej bolą i się uspokajam.
-> Zdarza mi się zgaga i chwilowe mdłości - które szybko przechodzą.
-> Obecnie mogę zasnąć w każdym momencie.
Mimo wszystko, to te objawy nie są męczące - raczej oznaką że ta ciąża trwa. To dobrze. :)

Jeśli chodzi o badania i stan ciąży:
-> Od ostatniego USG minął tydzień.
-> Jutro idę do lekarza pokazać wyniki, spodziewam się że dostanę skierowanie na badania z krwi.
-> Nie wiem jak ma się mój krwiak, staram się tym nie martwić. Nie ma co zapeszać. Ciekawe czy lekarz też zleci jutro kolejne USG aby skontrolować to? Zdecydowanie bym chciała. Inaczej zniosę jajo do kolejnego USG w 12 tygodniu (to przecież KUPA CZASU!)

Dalej nie wtajemniczyłam nikogo poza szefową.
Myślę że dwójka przyjaciół się domyśla bo nie piję ani piwka, ani sheeshy nie palę na spotkaniach - ale nie chcemy im nic potwierdzać zbyt wcześnie.
Ale przyznam się że mam ogromną ochotę mówić ludziom ! :P



Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lipca 2019, 13:56

Patt1002 Czekamy na Aniołka 3 lipca 2019, 14:25

No i lujnęło! 😭

ŚRODA
Beta hcg <0,5. Nawet nie drgneła :( Czułam, że ten sen był proroczy i nic z tego :( nie mam już sił :( czekam na @ i zaczynamy 23cykl starań...

Nisiaczek Wielkie pragnienie i oczekiwanie 19 września 2019, 08:34

13 tyg. (12+3)
Waga: 70,5 kg

Waga cały czas niższa niż na początku ciąży. To -6kg. Położna mówi żeby się nie martwić. W drugim trymestrze powinnam zacząć przybierać na wadze.

W końcu skończył się stresujący okres w pracy. Dostałam umowę do końca sierpnia 2020. Bardzo mnie to cieszy. W pracy jeszcze nie wiedzą, że jestem w ciąży i chcę to przeciągnąć do połowy października.

Dziś mam słaby dzień. Kręci mi się strasznie w głowie. Mam tak jakby kurczę w nogach (takie jakby z waty). I piersi dokuczają. A jeszcze długi dzień w pracy.

Cały czas waham się do kiedy pracować. Chciałabym do końca stycznia. Pracuje w szkole i wtedy skończy się semestr, i tak chyba byłoby najłatwiej dla zorganizowania zastępstwa. Z drugiej strony, są takie dni jak dziś kiedy się zastanawiam czy nie przesadzam... Czy dla maleństwa nie byłoby lepiej gdyby wcześniej została w domu... Mam mętlik w głowie.

Poziomka6 Wieczne czekanie 3 lipca 2019, 18:29

Dziś w pracy moje koleżanki, które zaszły w ciąże bez problemu, stwierdziły że osoby, które adoptują dzieci mają lepiej. Chodzą na szkolenie, które trwa 9 miesięcy i są przygotowani do przyjęcia dziecka. A oni biedni, którzy mają własne dzieci nie zostali przez nikogo przeszkoleni. Ręce opadają.

Patt1002 Czekamy na Aniołka 3 lipca 2019, 20:40

Jestem strasznie rozczarowana... Czuje w środku taka ogromna złość, bezsilność i ból... Różne uczucia kłębią się we mnie... Tak strasznie działa na człowieka bezsilność. To chyba najgorsze uczucie jakiego człowiek moze doświadczyć. Moment, w którym nie ma mozliwosci nic zrobić...

Marti... Goniąc czas 3 lipca 2019, 21:06

Sugar, ilość opiekunek to jedno, a organizacja drugie.

Są 4 opiekunki na grupę 14 dzieci plus w razie kryzysu 2 panie pomagające caly dzien z czystością, przygotowywaniem posiłków itp.

Natomiast postawienie kreski na tabelce, która wisi przy przewijaku nie zajmuje dużo czasu. Na koniec dnia zaliczane są kreski w danej kategorii i wrzucane do apki. Cały proces wpisywania do apki 15min. To dane podsumowujące. Nie wpisywane na bieżąco , co nadal ma sens bo w pracy nie będę sprawdzać czy dziecko zrobiło 1 czy 3 kupy, ale na koniec dnia owszem zerknę, aby wiedzieć czego się w domu spodziewać

Kolejny dzień. Jakoś nie chce uciekać na fiolet . Nie wiem. Jeszcze nie mogę uwierzyć. :P
Jutro jadę na powtórkę hcg i zobaczymy czy ładnie przyrasta. Mam nadzieję że wszystko będzie dobrze. 🙏
W środę mam wizytę u ginekologa na 16.45. Mam nadzieję że groszek jest tam gdzie powinien. Wiem że za wcześnie na serduszko ale może już będzie? To będzie końcówka 5 tyg.
Dziękuję Wam dziewczyny za gratulacje:* jest mi niezmiernie miło czuć wsparcie 🤩❤ życzę i Wam takiego niespodziewanego finału jak u nas 🍀

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)