3 dc
W tym miesiącu owulacja jest ,,planowana,, idealnie w środku tygodnia, w którym małż jest na delegacji 😁 to przynajmniej nie będę sobie robiła nadzieji 🤷
Mamy plany na urlop we wrześniu: objazdowka po Polsce. Oby tym razem nic mi w pracy nie wypadło 🙏🙏 może się okazać, że w następnym cyklu owulacja wypadnie w trakcie wyjazdu,a że jedziemy przyczepa kempingowa i nie jedziemy sami to kolejny cykl pójdzie na straty. 🤷 Trudno, już coraz bliżej do transferu.
7cs, 14dc
Powoli zbliżają się mi dni płodne i nie powiem, cały czas liczę, że nam się uda zajść w ciążę bez żadnych interwencji lekarskich. Że ten cykl będzie tym szczęśliwym. Zapobiegawczo mąż jest zapisany na początek sierpnia na badania nasienia. To chyba podstawa u nas. Ja tsh badałam w grudniu (przed rozpoczęciem starań) i wynik był w porządku, około 1,3. Więc ewentualnie w przyszłym miesiącu zbadam hormony kobiece, bo może tu leży problem.
Moj nastrój dziś średni odkąd dowiedziałam się, że znajoma jest w ciąży
Jak większość z Was (wnioskuję z tego, co przeczytałam w pamiętnikach) ostatnio prześladują mnie kobiety z brzuszkami lub z wózkami.
Ale to mnie aż tak nie rusza. Najgorsze są wiadomości czy artykuły, w których piszą o kolejnych martwych noworodkach, celowo uśmierconych przez "matki"! Albo o dzieciątkach krzywdzonych przez najbliższych 😢 Serce się kraje...
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lipca 2019, 20:55
27+4
Tak na szybko,bo późno ;p ale meczy mnie lekko zgaga (bardziej w sumie denerwuje ;p ) i chciałam to napisać 😂 w podobnym wieku zaczełam mieć z Polą, dobrze że ogólnie nie miewam bo niefajna jest.
Ostatnie dni niby spokojne a jednak..
Po przyjęciu niedzielnym Pola wybawiona usnęlla szybko- cud :o Ale bylo na prawdę bardzo fajnie!
W poniedziałek byłyśmy w domku, spacerkiem zajrzalysmy do chrześniaka a we wtorek wybrałyśmy sie na zakupy. Niby tylko bazar,ale doszło podjechac do paczkomatu , a to do tesciowej po pierogi ( :p ), do koleżanki na wymianę ciuchów no i po mame i w domu przed 14 bylysmy ;p pozniej troche lezalam bo lędźwia bolaly.. popołudniu zeszły na chwile siostra ze szwagierka przyszlą i zleciało. Dzisiaj niby też w domu (T.pracowal zdalnie),ale to pranie, to na strych, to robię porzadki w domu i troche rzeczy sie pozbywam,spacer z Polą i jednak na nogach troche. Robie pomalu i z przerwami bo kręgoslup daje już znaki jak i brzuch..jeszcze musze dokończyc szycie i koniec. Biore sie za wyprawkę ciuchową bo mi czasu braknie ;p
Przyszła dzisiaj torba Mommy bag i jest idealna 😍do szpitala,na wakacje- z pewnością posluzy
jutro koszula i szlafrok🤗 maz zamowil tez karuzelke i loźeczko wiec kolejne odhaczone. A ja zaszalałam na ali i zamówilam biustonosz do karmienia ;p 😂
Póki co to tyle, jutro niby znowu w domu a juź planow pełno: obiad,poczta, avony rozpakowac i tak ciągle cos ;p
W UK mieszkam od 12 lat, wyjechalam zaraz po studiach, bo firma mnie zatrudnila ktotka przed obrona pracy. ....wiele podrozowalam, rozwijalam sie i wreszcie gdy mialam bylam blizej 30tki poznalam mojego meza....i dopiero po paru latach zaczelismy myslec o dzieciach. Wydaje mi sie, ze w UK kobiety o wiele pozniej decyduja sie na macierzynstwo i mysle, ze to tez spowodowalo, ze chcielismy zrobic jeszcze tyle innych rzeczy zanim przyjdzie czas na pomostwo. Czy zaluje tego? Mam momenty, ze tak, ale chyba dlatego, ze mamy z tym problem, a z drugiej strony tej bardzo egoistycznej mysle nie, bo czego doswiadczylam to moje.
Jedna z Was zapytala jak to jest z inseminacja w UK. Do nie dawna ten zabieg i wiele innych jak obserwacja cycklu, przekluwanie pecherzyka bylo refundowane, ale to uleglo zmianie. Obecnie gdy dostanie sie skierowanie do kliniki nieplodnosci, przeprowadzane sa wszystkie badania (niestety nie znam nazw, czesto czuje sie zawstydzona waszymi fachowymi nazwami), ktore pozniej sa omawiane, i jak sa problemy to podejmuje sie leczenie. Jezeli nie potrafia stwierdzic dlaczego nie ma ciazy, to pospelnieniu odpowiednich kryteriow para jest wrzucona na liste oczekujacych na invitro, no inne metody moga okazac sie nie skuteczne. Oferuja inseminacja, ale ona nie jest refundowana i trzeba za nia zaplacic. My zdecydowalismy sprobowac inseminacji, oczywiscie dopiero jak ureguluje moje zwariowane hormony. Koszt zabiegu to £800-£1200 i sugeruja aby zrobic trzy proby bo to zwieksza szanse.
Wiem, ze w Polsce z tego co u Was czytam, ze lekarze wysylaja Was na roznorodne badania, to czasami mysle kurcze tutaj oni nic nie robia, ale zdrugiej strony mysle (mam nadzieje nikogo nie uraze), ze ilu jest lekarzy ktorzy naciagaja na wszelakie badania, bo zeruja na ludzkich uczuciach par, ktore tak bardzo chca miec dzieci. Mysle, ze bardzo wazne jest znalezc w tym wszystkim zloty srodek i nie dac sie zwariowac.
Musze przyznac, ze odkac zaczelam wylewac mysli tutaj w tym pamietniku, troszks mi lzej na duszy.
Dzisiaj moja kolezanka z pracy mial zabieg invitro, ma 40 lat i bardzo jej zycze zeby sie udalo. Przysylajcienpozytywna energie dla Niej 😊😊😊
Jutro wizyta a ja nie śpię, może nie usne w gabinecie.... Nie wiem czy owulacja była, ale jeśli była to dzisiaj. Mam nadzieję że temperatura jutro skoczy.... Boli mnie dzisiaj wszystko i kłujeeee.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lipca 2019, 23:45
13 tc +4 dni
Tydzień temu miałam badania prenatalne 12tc, ale dziecka nie dało się pomierzyć, widziałam serduszko i widziałam jak się rusza, położna robiąca usg twierdzi, ze ciaza jest za mała wskazywała na 12tc (moim zdaniem to powinien być 12 tc, ale wdl ostatniego okresu powinien być 16tc co wdl mnie jest niemożliwe, bo byliśmy na prywatnym usg i dziecko rośnie ładnie), w każdym razie zestresowali mnie i w następnym tygodniu mam ponownie wizytę w szpitalu i usg, żeby sprawdzić czy dziecko rośnie. Od 12 tc biorę tez profilaktycznie aspirin zapobiegający stanowi przedrzucawkowemu, narazie ciśnienie niskie, zobaczymy jak będzie dalej. I propozycje porodu naturalnego po ostatnim cc, zastanawiam się jak rodzic, wolałabym rodzin SN, ale boje się rozejścia blizny, problemów z ciśnieniem w trakcie porodu. Zobaczymy jak będzie przebiegać ciaza podejmę decyzje bliżej terminu.
Byłam u gina, 11 tc i wszystko ok. Mam mdłości cały czas. Jeszcze to do mnie nie dociera, dalej jestem w szoku po teście ciażowym 
Od września Młoda idzie do przedszkola. Ciekawa jestem, jak to będzie. Z adaptacją, infekcjami itp
W poniedziałek będzie 12tc plus 1
Ostatnio się chwaliłam, co Emilka potrafi, a teraz mam wrażenie, że przeżywamy mały regres, jeśli chodzi o podnoszenie głowy w leżeniu na brzuchu. Emila na macie od kilku dni w zasadzie się kładzie i albo ssie piąstkę, albo próbuje podgryzać matę. Żadne zabawki nie są w stanie jej skłonić do zadarcia główki. Czy Waszym dzieciom też się coś takiego zdarzało? Czy to możliwe, że w 14 tż już idą jej zęby? Mocno się ślini i pakuje wszystko do buzi. Znajoma, która ma trójkę dzieci, stwierdziła, że dziąsła ją swędzą, ale mi wydaje się to trochę za wcześnie. Chichranie ma natomiast opanowane do perfekcji. Wczoraj ją rozśmieszałam i śmiała się na całego. Cudowne są takie chwile
.
Kilka dni temu byliśmy u neurologa. Wizytę zarezerwowałam, jak mała się prężyła, potem przestała, ale stwierdziłam, że skoro już udało się dorwać termin, to pójdziemy. Byłam przekonana, że lekarka da mi opr, że ze mnie matka-wariatka, co to wyszukuje dolegliwości u dziecka i cały czas myślałam, jak tu się jej wytłumaczyć, po co przyszliśmy
. Pani doktor okazała się bardzo miła, powiedziała, że zawsze lepiej sprawdzić i rozwiać ewentualne wątpliwości. Nie stwierdziła wzmożonego napięcia, ale i tak dała skierowanie na usg przezciemiączkowe. No to pójdziemy. Jeszcze oczka mamy do skontrolowania, bo ropieją. Masuję te cholerne kanaliki, ale nic nie jest lepiej. Łzy lecą normalnie, więc pytanie, czy to kwestia zatkania czy jakiejś infekcji.
Tak ostatnio sobie rozmyślałam, że każde dziecko po urodzeniu powinno mieć pakiet wizyt u specjalistów typu neurolog, okulista, laryngolog, fizjoterapeuta itp., żeby od razu wykluczyć jakiekolwiek nieprawidłowości. Większość dzieci jest pewnie zdrowa, ale w niektórych przypadkach zdarza się rodzicom pewne dolegliwości przegapić, albo zauważyć zbyt późno i leczenie lub rehabilitacja trwają wtedy dłużej. No ale to nie w naszym cudownym państwie, gdzie kolejki do lekarzy na nfz końca nie mają.
22t1d
Zaczynamy 23 tydzień a tym samym 6 m-c
Z synkiem wszystko dobrze, byłam na połówkowych w poniedziałek- wszystkie pomiary prawidłowe. Lekarka zapytała czy już wiadomo czy chłopak czy dziewucha odpowiedziałam, że najprawdopodobniej chłopak. Zaraz po przyłożeniu usg do brzucha okrzyk lekarki: ohoho to zdecydowanie chłopak. Po takim okrzyku to już nie ma miejsca na wątpliwości
Opowiedziałam mężowi to o mało nie pękł z dumy. Ogólnie chłopaczek duży wstępne szacunki lekarki- ok. 4kg w dniu porodu. Przedwczoraj sporo się kręcił, wczoraj tak słabiej a dzisiaj prawie w ogóle go nie czuję, jak się położę i popukam w brzuch to dostanę jakiegoś kopniaka na odczepnego i na tym koniec. Kocham momenty kiedy mnie kopie, wtedy wiem że wszystko z nim OK. Na szczęście na takie dni jak dzisiejszy mam detektor tętna płodu, więc czasami sobie mogę posłuchać jak jego serducho pięknie bije.
Jeszcze tydzień zwolnienia. Z jednej strony chcę jeszcze wrócić pozamykać kilka spraw w pracy a z drugiej nie mam na to ochoty. Dobrze mi się w domu siedzi. Mam co robić w domu i na tyle mam energii, a jak mam wrócić i użerać się z Bogdanem to aż mnie ściska ze złości. No ale tym martwić się będę za tydzień, a póki co korzystam.
Oby było dobrze.
Jak na mnie to całkiem dawno tu nie pisałam.
W poniedziałek miałam dramatyczny ból głowy i nudności - ale tylko nudności, nie wymiotowałam. Chciałam się położyć więc poprosiłam o to aby pracować drugą połowę dnia z domu. Szefowa nie chciała mnie wypuścić do domu, tylko powiedziała żebym poszła do lekarza i wzięła L4 na tydzień.
Nie mniej, skąd może człowiek wiedzieć że ból głowy i mdłości potrwają tydzień?
Finalnie z Doktorkiem uzgodniłam że biorę zwolnienie na 3 dni, i umówiłam się, że jak coś to przyjde i przedłużę. Ale jużnie ma potrzeby. Czuję się ok.
3 dni właściwie przespałam, więc nie wiem czy czułam się dobrze czy nie 
Teraz mamy wyjazd weekendowy gdzie muszę się ładnie kamuflować z moim wystającym brzuchem (nie nie, nie wygląda to ciążowo, po prostu jakbym się obżarła - co trochę też tak jest że sobie folguję z jedzeniem, chociaż moja waga mi tego nie pokazuje. I od dziś, oczywiście, obiecuję sobie zacząć rozsądnie jeść).
Obstawiam że moja przyjaciółka też jest w ciąży, potwierdzi mi się to jeśli też cały wyjazd nie będzie paliła sheeshy ani piła piwka.
Jestem detektywem 
Przede mną wizyta u doktora z badaniami, 25 lipca a później wyjazd na Audioriver.
Już jednej koleżance,z którą jadę na festiwal, powiedziałam że mam ważne badanie 6.08 (moje USG
) i do tego czasu nie mogę pić alkoholu ani nic.
Trochę była smutna, próbowała się dopytywać ale powiedziałam że wszystko powiem po badaniu 
Na prawdę staram się nikomu nie pisnąć słowa.
Chociaż baaardzo chcę ale ciągle mam obawy że to nic pewnego.
33tc + 5 (34tc)
Byłam rano na badaniach, ogólnie morfologia w porządku pomimo kilku podwyższonych wskaźników, hemoglobina 13,8 więc jest dobrze
. Dałam też mocz na posiew, cały czas pokazują się leukocyty i bakterie więc lekarz chce sprawdzić co za cholerstwo się przyplątało. Wynik ma być niby w ciągu 7 dni.
Mąż dzisiaj jechał do pracy na drugą zmianę, pojechał trochę wcześniej bo z tego co mówił to mają sporo pracy, a tą godzinę będzie mógł sobie odebrać. Na badania pojechałam sama, chciałam żeby Mąż się wyspał i nie zrywał z rana bez potrzeby.
Apropo Mąż - wczoraj mnie zaskoczył. Zapytał mnie ile po cesarce muszę odczekać, żeby próbować kolejny raz zajść w ciążę... Trochę mnie zatkało, bo Synuś jeszcze się nie urodził więc nie myślałam o drugiej ciąży. Nie rozmawiałam z lekarzem na ten temat, więc w sumie nie umiałam konkretnie odpowiedzieć Mężowi na jego pytanie. To pewnie będzie zależało od wielu czynników.
On chce iść za ciosem, chciałby żeby różnica wieku między dziećmi była mała i żebym jak najdłużej była w domu. Z jednej strony ma rację, dzieci razem by się wychowywały i kontakt między nimi może byłby lepszy, miałby mnie dłużej w domu co mu się podoba, bo ma wszystko zrobione i wszystko na gotowe.
Znów z drugiej strony przeraża mnie sama myśl o kolejnych staraniach, badaniach, monitoringach, liczeniu cykli, wybieraniu odpowiedniego momentu. Wiem, że być może przesadzam, bo może następnym razem uda się szybko.
Dziś 17dc
W 15 i 16dc testy owu baaaaaaaardzo mocne, dzisiaj też sprawdzę po południu.
Aktualnie szyjka wysoko mięciutka i otwarta już 3 dzień, czyżby owu jeszcze nie było?
Zapomniało mi się znowu mierzyć tempki i nie wiem co i jak 
Mąż już przemęczony więc muszę go biednego wykorzystywać, musi jeszcze troszkę wytrzymać
Mam nadzieję, że będzie z tego fasolka, nasza kochana, upragniona 
Planowana @ 22.07 akurat w połowie urlopu oby okazało się, że z urlopu wracamy w trójkę
Modlę się o to z całego serca!
z tym jedzeniem dziewczyny, to ja nie wiem o co chodzi. ponoc obiady zjada ladnie w zlobku. wiec to nie jest tak, ze tam sie nie najada.
ale dla przykladu zobaczcie ILE ona zjadla wczoraj.
zupka w zlobku ok 14.20 (pomijam wczesniejsze 1wsze danie i sniadanie w zlobku i w domu)
w wozku po drodze do domu ok 14.40 cala kajzerka z odrobina oliwy z oliwek plus caly mus owocowy w tubce.
16.00 deser (troche makaronu z lyzka bielucha i polowa szklanki borowek amerykanskich)
17.00 obiadek (5 krazkow uparowanej cukinii ok 1.5 cm grubosc, rozyczka brokula, 2 lyzki kaszy jeczmiennej, mieso ok pol udka z kurczaka).
ok 18.15 150 ml mleka. poszla spac 18.30 - wykonczona
o 19 ryk nie z tej ziemi. myslalam, ze brzuszek ja boli po kapusniaku z mlodej kapusty w zlobku, nigdy nie jadla. prezyla sie, plakala, na rece nie chciala. nie wiedzialam co robic. instynkt mi podpowiedzial, zeby jednak podac mleko. wypila kolejne 120 ml.
pozniej ok 23 i 4.30 mleko.
no matko kochana, przeciez peknac idzie 
ugotowalam jej dzis zupe jarzynowa z kasza i krolikiem, zeby ja napchac ile sie da jak wroci 
no ale przyznaje, ze to sa duze ilosci. jesli je w zlobku, to nie kumam tego jedzenia prawie co godzine po powrocie 
a ja dzis jakas smutna jestem. jechalam sama samochodem, odruchowo zerkalam w lusterko... fotelik pusty. poplakalam sie przy piosence Rihanny "Dimonds" - akurat leciala w radio. zdalam sobie sprawe, ze pewnien etap jest juz za nami. ona do zlobka, ja zaraz do pracy. nie bedziemy juz bestrosko, nie patrzac na zegarek jechac gdzies na zakupy, martwic sie, zeby nie plakala z tylu bo spiaca czy glodna. teraz bedzie juz inaczej. tamto juz juz nie wroci..... czy naprawde nie mozna choc na chwile zatrzymac tego czasu? bardzo kocham moja corke i chcialabym byc z nia zawsze... wszedzie... choc jak mam ja caly dzien sam na sam, to mam jej czasem dosyc... tylko gdy jej nie ma to mi smutno. wiem zaprzeczenie samo w sobie, ale ja juz nie umiem bez niej funkcjonowac... chce zeby byla szczesliwa. mam nadzieje, ze odnajdzie sie w zlobku.
dzis gdy ja oddawalam poznala Pania, ktora sie nia wczoraj zajmowala. od razu chciala do niej na rece i sie przytulila. fajnie. czytalam artykul, ze dziecko potrzebuje znalezc zastepczego opiekuna, zufac mu, aby spokojnie eksplorowac siwat (sale zabaw w zlobku). Ola nadal nie schodzi jej z rak, wiec buduje ta relacje... ja sie tylko boje, zeby ta ciocia nie zniknela.. bo z tego co wiem, jest z grupy starszakow z gory. wiec wiem, ze tam wroci. i co wtedy z Ola... inne ciocie nie garna sie tak bardzo do jej tulenia. ehhhh. nieustannie serce mi peka.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lipca 2019, 12:14
Zapisaliśmy się na 7.11 do kliniki leczenia niepłodności na pierwszą wizytę. Nie ukrywam, że strasznie się jaram, bo w końcu coś się zacznie dziać i wreszcie ktoś się nami zajmie!
Dostaliśmy już ankietę do wypełnienia oraz link do strony, gdzie mamy zamieścić wszystkie dotychczasowe wyniki badań.
Posiewy z pochwy wyszły ok, ale okazało się, że jestem nosicielką streptococcus agalactiae. Podobno się tego nie leczy i jedynie przed porodem podają jakieś zastrzyki itp, żeby nie zarazić noworodka.
Teraz czekam na wyniki posiewu z kanału szyjki macicy oraz zrobionego przy okazji wymazu na ureoplasme i mycoplasme. No i czekam na okres, który ma dzień opóźnienia. Przypuszczam, że jest to spowodowane piciem ziół ojca sroki.
A i z tych ważniejszych rzeczy kupiliśmy bilety na samolot na bliski wschód!! Trzeba zająć myśli czymś przyjemnym 
Sorry boys - absolutnie, absolutnie
Słucham... nie wiem czemu ale trafiam na piosenki tej kobiety zawsze gdy tego potrzebuje. Wyrażają moje emocje, o których nie umiem mówić.
Dalej krwawię. Już niedużo ale to mój najdłuższy okres. Ciagle zastanawiam się czy coś mogłam zrobić, coś zmienić, jakoś pomoc mojemu maleństwu...
No i ciagle zastanawiam się co mam robić dalej. Po głowie krążą mi opcje:
1. Wizyta. Laparo/histero. Pauza. Kolejne ivf
2. Wizyta. Większa diagnostyka, badania, immunologia, genetyka
3. Wizyta. Kolejne ivf
No i dopóki nie omówię planu działania z lekarzem to i tak nic nie zrobię. Po 3 tygodniach nieobecności nie mogę sobie pozwolić na jakieś wolne (a bez niego niestety nie dojadę 5h do kliniki) także i tak pozdostaje mi czekanie na... cokolwiek...
Poza tym psychicznie leżę na dnie. Nie sadzilam, że tak przeżyje ciaze biochemiczna ale nadzieja jaką rozbudziła w moim sercu rosła i rosła nie zważając na rzeczywistość. W końcu poczułam w sobie życie po czym je straciłam.
Dobija mnie tez fakt, że jestem już na końcu drogi i zostałam z niczym. Nie mamy żadnych zamrożonych zarodków. Nie wiem czy kolejna stymulacja nie skończy się gorzej niż ta pierwsza. Z roku na rok jestem ckraz starsza i mam wrażenie, że coraz bardziej się sypie.
No i to, że do tej pory miałam jakaś opcje. Zawsze zostawało to invitro jako ostatnia deska ratunku... a teraz już nie mam nic... przecież to już dawno miało się skończyć...
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lipca 2019, 13:45
Ja nie wiem jak żyć. Mój dzień ma chyba mniej godzin. Ewentualnie jestem nieogarem.
Albo stoje przy garach albo sprzątam po jedzeniu. Wróciło dodatkowe karmienie o 16.
Staram się gotować wspólne obiady, ale czasami się nie da. Pierwsza drzemka to 30 min i na tej drzemce ledwo zdazam ogarnąć wszystko po sniadaniu - praktycznie już sama je, zawsze wylewa wodę z kubka na podłogę, kotu zrzuca, po prostu zrzuca. Wybudza się, trochę się bawimy,wstawiam pranie, jemy drugie śniadanie i spacer. Wracamy i drzemka. Na tej drzemce muszę ogarnąć obiad, czasami się uda czasami nie. Spi róznie od 30- 2h- raczej najczęściej z 45 min. Wstaje, kończymy obiad, ona się bawi. Po kp o 12, wytrzymuje max 1,5 h do obiadu. Jemy obiad i znowu jakby armagedon, ogarniać wszystko i tu już się wkurza, ze się nia nie zajmuję. Więc bawimy się, czasami drugi spacer. Zaczeła o 16 znowu wolać na mleko. O 17 podwieczorek- staram się żeby to było cos fajnego, ale ciężko coś zrobić przy niej bo jojczy. Pozniej zdałoby si eogarnac syf. O 18 zaczynamy szykować się do spania.
Trzeci dzień robie ten wpis i skonczyc nie mogę.
Muszę tez ogarniać jakies prasowania, grubsze porządki, czasami zając si edokumentami z firmy. Nie mam czasu żeby po prostu usiasc. Sama nie wiem co zmienić żeby było lepiej. Wiecorami już nie mam sił ogarnąć części chaty- i tak musze posprzatac po kolacji, zjeść, wykapac się bo wybudza się nadal co godzine.
Sorry ale ja dwójki dzieci w zyciu nie ogarne.
P.S. dzięki Dziewczyny za skarpetkowe porady. Tez używamy pepco, ale one sciskaja stope dość mocno. Zazwyczaj jej nie ubieram, ale jak pizga jak wczoraj (14 st) to cos by się zdało 
21dc
Wczoraj osiagnelam nowy poziom poczucia beznadziejnosci. Targalo mna tak wiele emocji a gdy tak sie konczy, konczy sie na jedzeniu fast foodow, ogladaniu filmow i zakopywaniu pod koldra. Moj maz probowal ze mna rozmawiac, a pozniej zobaczyl jakie rzeczy czytam na tablecie i nie byl zadowolony. Powiedzial, ze wie ze mimo, ze nie rozumie polskigo wie ze jestem na stronach na ktorych nie powinnam byc. Na koniec mi zaspiewal:
Que será, será
Whatever will be, will be
The future's not ours to see
Que será, será
What will be, will be
Przyznam, ze troche podniosl mnie na duchu i wiem, ze on ma racje. Wstalam dzisiaj z takim nastawieniem, nie do konca pozbylam sie moich mysli," moze sie udalo, moze nie", ale jest o wiele lepiej. Obecnie nie mam na nic wplywu i to mnie frustruje a jedyne co moge robic to czekam na @ i ewentualnie zrobic test wczesniej, jezeli znowu zaczne fiksowac.
W domu raczej nie mam zapasu testow ciazawych, bo zawsze czekalam do dnia spodziewanej @, tylko raz na poczatku tego roku, myslalam, ze sie udalo, bo @ sie spoznial pare dni. Poszlam kupic test, wrocilam do domu i jak chcialam zrobic test okazalo sie ze juz nie musze. Wine za to ponosila moja aplikacja, ktora liczyla za szybko kiedy @ powinnien przyjsc.
Juz nie moge sie doczekac jutra, bo wreszcie pojde do fryzjera, wszystkie terminy pozajmowane przez ostatnie dwa tygodnie.
To mnie zrelaksuje, ide do nowej kobietki, ktora mam nadzieje, zrobi cos fajnego.
Mysle rowniez, o zblizajacej sie inseminacji i postanowilam,ze musze sobie znalezc nowy projekt, zeby nie swiksowac jak po zabiegu bede czekac na rezultaty. Tutaj nie wysylaja cie na bete po tygodniu, tylko czekasz do dnia spodziewanej miesiaczki wiec ok 2 tygodni i tylko sa dwie opcje mozliwe. Postanowilam,ze zaczne szukac domu, ktory bedziemy mogli kupic. Mysle, ze powoli zblizamy sie do momentu, gdzie uzbieralismy wystarczjaco na depozyt wiec mozemy ubiegac sie o kredyt. Oh happy days 
Pytam kto i jakimi kryteriami kieruje się "dzieląc" dzieci.
Kilka dni temu. Umówiłam się ze starym znajomym na wypad na miasto. W jednej z knajp,w której delektowaliśmy się trunkami, przy stoliku obok, siedzą znajomi. Para na oko 25-28 lat. On wydziarany po szyi, dres, czapka na łbie. Ona peto w ryju. Na potrzebę opowieści nadaje im kryptonim patologia 1. Ich towarzyszka, na oko 30-32 lata. Ciepły dres, czapka z daszkiem, peto w ryju. Kryptonim: patologia 2.
Godzina 22 z górką. Patologia 1 i 2 siedzą przy piwie. Patologia 2 z dzieckiem, około 6 lat. Dziewczynka ubrana w letnią sukienkę na ramiączkach ( dla porównania ja: bluzka, sweter, skóra), mówi do matki: "mamusiu chodźmy już, zimnio mi". A "matka" : "co mnie to obchodzi, daj mi swięty spokoj". No i nie wytrzymałam. Ogólnie jestem osobą nieobojętną. Gdy matka szarpie dziecko- reaguję. Gdy biją zwierzę- reaguję. Gdy pies sra do piaskownicy- reaguję. I pytam patoligii 2 czy uważa swoją odpowiedź za słuszną, gdy siedzi ubrana w gruby i ciepły dres, a jej corka w letniej sukience. I czy wydaje jej się za stosowne o tej godzinie żłopać piwo zamiast kłaść dzieci spać. Ze strony patologii 2 padło kilka stwierdzeń mało przychylnych. Na szczęście mój Znajomy, też należy do osob "reagujących". Pani pozbierała się i poszła. W tym czasie patologia 1- patol między jednym a drugim piwem poszedł po czteropaka do sklepu. Paniusia siedzi z 2 dziewczynkami. Patol wraca, dziewczynka marudzi. Ona "wez sie nia zajmij, zrób coś z nią". On: "sama się zajmij, co mnie to obchodzi". Teraz kurwa pytam gdzie jest ta pierdolona sprawiedliwość??? Ja, wykształcenie, 3 języki, dobra praca, swoje wyszalałam. Nowy dom, samochód, jakieś oszczędności. D. wykształcenie, dobra praca. Wyszaleliśmy się, dojrzeliśmy, ustabilizowaliśmy nasze życie. Dlaczego ja muszę co miesiąc, wraz z @ przeżywać dramat i zastanawiać się dlaczego to spotyka mnie? Dlaczego D., ktory tak kocha dzieci, musi zadowolić się naszym chrześniakiem? Zdrowe odżywianie, sport, brak sportu, ziółka, pozycje, badania. I w dupie. A takie mendy parszywe lęgną się jak króliki? Kurwa, pierdolona niesprawiedliwość tego zasranego świata! I chuj
Dzisiejsza porada:
"Jeśli starasz się o dziecko bez rezultatów już od pewnego czasu, postaraj się nie obwiniać siebie ani swojego partnera za zaistniałą sytuację (...)" Wal się OVU -.-
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.