Jutro wizyta a ja nie śpię, może nie usne w gabinecie.... Nie wiem czy owulacja była, ale jeśli była to dzisiaj. Mam nadzieję że temperatura jutro skoczy.... Boli mnie dzisiaj wszystko i kłujeeee.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lipca 2019, 23:45

13 tc +4 dni
Tydzień temu miałam badania prenatalne 12tc, ale dziecka nie dało się pomierzyć, widziałam serduszko i widziałam jak się rusza, położna robiąca usg twierdzi, ze ciaza jest za mała wskazywała na 12tc (moim zdaniem to powinien być 12 tc, ale wdl ostatniego okresu powinien być 16tc co wdl mnie jest niemożliwe, bo byliśmy na prywatnym usg i dziecko rośnie ładnie), w każdym razie zestresowali mnie i w następnym tygodniu mam ponownie wizytę w szpitalu i usg, żeby sprawdzić czy dziecko rośnie. Od 12 tc biorę tez profilaktycznie aspirin zapobiegający stanowi przedrzucawkowemu, narazie ciśnienie niskie, zobaczymy jak będzie dalej. I propozycje porodu naturalnego po ostatnim cc, zastanawiam się jak rodzic, wolałabym rodzin SN, ale boje się rozejścia blizny, problemów z ciśnieniem w trakcie porodu. Zobaczymy jak będzie przebiegać ciaza podejmę decyzje bliżej terminu.

Byłam u gina, 11 tc i wszystko ok. Mam mdłości cały czas. Jeszcze to do mnie nie dociera, dalej jestem w szoku po teście ciażowym :O
Od września Młoda idzie do przedszkola. Ciekawa jestem, jak to będzie. Z adaptacją, infekcjami itp

W poniedziałek będzie 12tc plus 1

Furiatka Third time is a charme 13 lipca 2019, 12:51

Ostatnio się chwaliłam, co Emilka potrafi, a teraz mam wrażenie, że przeżywamy mały regres, jeśli chodzi o podnoszenie głowy w leżeniu na brzuchu. Emila na macie od kilku dni w zasadzie się kładzie i albo ssie piąstkę, albo próbuje podgryzać matę. Żadne zabawki nie są w stanie jej skłonić do zadarcia główki. Czy Waszym dzieciom też się coś takiego zdarzało? Czy to możliwe, że w 14 tż już idą jej zęby? Mocno się ślini i pakuje wszystko do buzi. Znajoma, która ma trójkę dzieci, stwierdziła, że dziąsła ją swędzą, ale mi wydaje się to trochę za wcześnie. Chichranie ma natomiast opanowane do perfekcji. Wczoraj ją rozśmieszałam i śmiała się na całego. Cudowne są takie chwile :).
Kilka dni temu byliśmy u neurologa. Wizytę zarezerwowałam, jak mała się prężyła, potem przestała, ale stwierdziłam, że skoro już udało się dorwać termin, to pójdziemy. Byłam przekonana, że lekarka da mi opr, że ze mnie matka-wariatka, co to wyszukuje dolegliwości u dziecka i cały czas myślałam, jak tu się jej wytłumaczyć, po co przyszliśmy ;). Pani doktor okazała się bardzo miła, powiedziała, że zawsze lepiej sprawdzić i rozwiać ewentualne wątpliwości. Nie stwierdziła wzmożonego napięcia, ale i tak dała skierowanie na usg przezciemiączkowe. No to pójdziemy. Jeszcze oczka mamy do skontrolowania, bo ropieją. Masuję te cholerne kanaliki, ale nic nie jest lepiej. Łzy lecą normalnie, więc pytanie, czy to kwestia zatkania czy jakiejś infekcji.
Tak ostatnio sobie rozmyślałam, że każde dziecko po urodzeniu powinno mieć pakiet wizyt u specjalistów typu neurolog, okulista, laryngolog, fizjoterapeuta itp., żeby od razu wykluczyć jakiekolwiek nieprawidłowości. Większość dzieci jest pewnie zdrowa, ale w niektórych przypadkach zdarza się rodzicom pewne dolegliwości przegapić, albo zauważyć zbyt późno i leczenie lub rehabilitacja trwają wtedy dłużej. No ale to nie w naszym cudownym państwie, gdzie kolejki do lekarzy na nfz końca nie mają.

followka Nic nowego, nic odkrywczego 28 czerwca 2019, 12:47

22t1d
Zaczynamy 23 tydzień a tym samym 6 m-c :) Z synkiem wszystko dobrze, byłam na połówkowych w poniedziałek- wszystkie pomiary prawidłowe. Lekarka zapytała czy już wiadomo czy chłopak czy dziewucha odpowiedziałam, że najprawdopodobniej chłopak. Zaraz po przyłożeniu usg do brzucha okrzyk lekarki: ohoho to zdecydowanie chłopak. Po takim okrzyku to już nie ma miejsca na wątpliwości :) Opowiedziałam mężowi to o mało nie pękł z dumy. Ogólnie chłopaczek duży wstępne szacunki lekarki- ok. 4kg w dniu porodu. Przedwczoraj sporo się kręcił, wczoraj tak słabiej a dzisiaj prawie w ogóle go nie czuję, jak się położę i popukam w brzuch to dostanę jakiegoś kopniaka na odczepnego i na tym koniec. Kocham momenty kiedy mnie kopie, wtedy wiem że wszystko z nim OK. Na szczęście na takie dni jak dzisiejszy mam detektor tętna płodu, więc czasami sobie mogę posłuchać jak jego serducho pięknie bije.
Jeszcze tydzień zwolnienia. Z jednej strony chcę jeszcze wrócić pozamykać kilka spraw w pracy a z drugiej nie mam na to ochoty. Dobrze mi się w domu siedzi. Mam co robić w domu i na tyle mam energii, a jak mam wrócić i użerać się z Bogdanem to aż mnie ściska ze złości. No ale tym martwić się będę za tydzień, a póki co korzystam.
Oby było dobrze.

Jak na mnie to całkiem dawno tu nie pisałam.

W poniedziałek miałam dramatyczny ból głowy i nudności - ale tylko nudności, nie wymiotowałam. Chciałam się położyć więc poprosiłam o to aby pracować drugą połowę dnia z domu. Szefowa nie chciała mnie wypuścić do domu, tylko powiedziała żebym poszła do lekarza i wzięła L4 na tydzień.

Nie mniej, skąd może człowiek wiedzieć że ból głowy i mdłości potrwają tydzień?

Finalnie z Doktorkiem uzgodniłam że biorę zwolnienie na 3 dni, i umówiłam się, że jak coś to przyjde i przedłużę. Ale jużnie ma potrzeby. Czuję się ok.

3 dni właściwie przespałam, więc nie wiem czy czułam się dobrze czy nie :P

Teraz mamy wyjazd weekendowy gdzie muszę się ładnie kamuflować z moim wystającym brzuchem (nie nie, nie wygląda to ciążowo, po prostu jakbym się obżarła - co trochę też tak jest że sobie folguję z jedzeniem, chociaż moja waga mi tego nie pokazuje. I od dziś, oczywiście, obiecuję sobie zacząć rozsądnie jeść).
Obstawiam że moja przyjaciółka też jest w ciąży, potwierdzi mi się to jeśli też cały wyjazd nie będzie paliła sheeshy ani piła piwka.
Jestem detektywem :D

Przede mną wizyta u doktora z badaniami, 25 lipca a później wyjazd na Audioriver.
Już jednej koleżance,z którą jadę na festiwal, powiedziałam że mam ważne badanie 6.08 (moje USG :P) i do tego czasu nie mogę pić alkoholu ani nic.
Trochę była smutna, próbowała się dopytywać ale powiedziałam że wszystko powiem po badaniu :)

Na prawdę staram się nikomu nie pisnąć słowa.
Chociaż baaardzo chcę ale ciągle mam obawy że to nic pewnego.



33tc + 5 (34tc)

Byłam rano na badaniach, ogólnie morfologia w porządku pomimo kilku podwyższonych wskaźników, hemoglobina 13,8 więc jest dobrze :). Dałam też mocz na posiew, cały czas pokazują się leukocyty i bakterie więc lekarz chce sprawdzić co za cholerstwo się przyplątało. Wynik ma być niby w ciągu 7 dni.

Mąż dzisiaj jechał do pracy na drugą zmianę, pojechał trochę wcześniej bo z tego co mówił to mają sporo pracy, a tą godzinę będzie mógł sobie odebrać. Na badania pojechałam sama, chciałam żeby Mąż się wyspał i nie zrywał z rana bez potrzeby.
Apropo Mąż - wczoraj mnie zaskoczył. Zapytał mnie ile po cesarce muszę odczekać, żeby próbować kolejny raz zajść w ciążę... Trochę mnie zatkało, bo Synuś jeszcze się nie urodził więc nie myślałam o drugiej ciąży. Nie rozmawiałam z lekarzem na ten temat, więc w sumie nie umiałam konkretnie odpowiedzieć Mężowi na jego pytanie. To pewnie będzie zależało od wielu czynników.

On chce iść za ciosem, chciałby żeby różnica wieku między dziećmi była mała i żebym jak najdłużej była w domu. Z jednej strony ma rację, dzieci razem by się wychowywały i kontakt między nimi może byłby lepszy, miałby mnie dłużej w domu co mu się podoba, bo ma wszystko zrobione i wszystko na gotowe.
Znów z drugiej strony przeraża mnie sama myśl o kolejnych staraniach, badaniach, monitoringach, liczeniu cykli, wybieraniu odpowiedniego momentu. Wiem, że być może przesadzam, bo może następnym razem uda się szybko.

Mishigami00 Czekam na mały cud! 11 lipca 2019, 11:01

Dziś 17dc

W 15 i 16dc testy owu baaaaaaaardzo mocne, dzisiaj też sprawdzę po południu.
Aktualnie szyjka wysoko mięciutka i otwarta już 3 dzień, czyżby owu jeszcze nie było?
Zapomniało mi się znowu mierzyć tempki i nie wiem co i jak :P

Mąż już przemęczony więc muszę go biednego wykorzystywać, musi jeszcze troszkę wytrzymać :D Mam nadzieję, że będzie z tego fasolka, nasza kochana, upragniona <3

Planowana @ 22.07 akurat w połowie urlopu oby okazało się, że z urlopu wracamy w trójkę <3 Modlę się o to z całego serca!

Marti... Goniąc czas 11 lipca 2019, 12:13

z tym jedzeniem dziewczyny, to ja nie wiem o co chodzi. ponoc obiady zjada ladnie w zlobku. wiec to nie jest tak, ze tam sie nie najada.

ale dla przykladu zobaczcie ILE ona zjadla wczoraj.

zupka w zlobku ok 14.20 (pomijam wczesniejsze 1wsze danie i sniadanie w zlobku i w domu)
w wozku po drodze do domu ok 14.40 cala kajzerka z odrobina oliwy z oliwek plus caly mus owocowy w tubce.
16.00 deser (troche makaronu z lyzka bielucha i polowa szklanki borowek amerykanskich)
17.00 obiadek (5 krazkow uparowanej cukinii ok 1.5 cm grubosc, rozyczka brokula, 2 lyzki kaszy jeczmiennej, mieso ok pol udka z kurczaka).
ok 18.15 150 ml mleka. poszla spac 18.30 - wykonczona

o 19 ryk nie z tej ziemi. myslalam, ze brzuszek ja boli po kapusniaku z mlodej kapusty w zlobku, nigdy nie jadla. prezyla sie, plakala, na rece nie chciala. nie wiedzialam co robic. instynkt mi podpowiedzial, zeby jednak podac mleko. wypila kolejne 120 ml.

pozniej ok 23 i 4.30 mleko.

no matko kochana, przeciez peknac idzie :)

ugotowalam jej dzis zupe jarzynowa z kasza i krolikiem, zeby ja napchac ile sie da jak wroci ;)

no ale przyznaje, ze to sa duze ilosci. jesli je w zlobku, to nie kumam tego jedzenia prawie co godzine po powrocie :D



a ja dzis jakas smutna jestem. jechalam sama samochodem, odruchowo zerkalam w lusterko... fotelik pusty. poplakalam sie przy piosence Rihanny "Dimonds" - akurat leciala w radio. zdalam sobie sprawe, ze pewnien etap jest juz za nami. ona do zlobka, ja zaraz do pracy. nie bedziemy juz bestrosko, nie patrzac na zegarek jechac gdzies na zakupy, martwic sie, zeby nie plakala z tylu bo spiaca czy glodna. teraz bedzie juz inaczej. tamto juz juz nie wroci..... czy naprawde nie mozna choc na chwile zatrzymac tego czasu? bardzo kocham moja corke i chcialabym byc z nia zawsze... wszedzie... choc jak mam ja caly dzien sam na sam, to mam jej czasem dosyc... tylko gdy jej nie ma to mi smutno. wiem zaprzeczenie samo w sobie, ale ja juz nie umiem bez niej funkcjonowac... chce zeby byla szczesliwa. mam nadzieje, ze odnajdzie sie w zlobku.

dzis gdy ja oddawalam poznala Pania, ktora sie nia wczoraj zajmowala. od razu chciala do niej na rece i sie przytulila. fajnie. czytalam artykul, ze dziecko potrzebuje znalezc zastepczego opiekuna, zufac mu, aby spokojnie eksplorowac siwat (sale zabaw w zlobku). Ola nadal nie schodzi jej z rak, wiec buduje ta relacje... ja sie tylko boje, zeby ta ciocia nie zniknela.. bo z tego co wiem, jest z grupy starszakow z gory. wiec wiem, ze tam wroci. i co wtedy z Ola... inne ciocie nie garna sie tak bardzo do jej tulenia. ehhhh. nieustannie serce mi peka.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lipca 2019, 12:14

Zapisaliśmy się na 7.11 do kliniki leczenia niepłodności na pierwszą wizytę. Nie ukrywam, że strasznie się jaram, bo w końcu coś się zacznie dziać i wreszcie ktoś się nami zajmie! :) Dostaliśmy już ankietę do wypełnienia oraz link do strony, gdzie mamy zamieścić wszystkie dotychczasowe wyniki badań.
Posiewy z pochwy wyszły ok, ale okazało się, że jestem nosicielką streptococcus agalactiae. Podobno się tego nie leczy i jedynie przed porodem podają jakieś zastrzyki itp, żeby nie zarazić noworodka.
Teraz czekam na wyniki posiewu z kanału szyjki macicy oraz zrobionego przy okazji wymazu na ureoplasme i mycoplasme. No i czekam na okres, który ma dzień opóźnienia. Przypuszczam, że jest to spowodowane piciem ziół ojca sroki.
A i z tych ważniejszych rzeczy kupiliśmy bilety na samolot na bliski wschód!! Trzeba zająć myśli czymś przyjemnym :)

Sorry boys - absolutnie, absolutnie

Słucham... nie wiem czemu ale trafiam na piosenki tej kobiety zawsze gdy tego potrzebuje. Wyrażają moje emocje, o których nie umiem mówić.

Dalej krwawię. Już niedużo ale to mój najdłuższy okres. Ciagle zastanawiam się czy coś mogłam zrobić, coś zmienić, jakoś pomoc mojemu maleństwu...
No i ciagle zastanawiam się co mam robić dalej. Po głowie krążą mi opcje:
1. Wizyta. Laparo/histero. Pauza. Kolejne ivf
2. Wizyta. Większa diagnostyka, badania, immunologia, genetyka
3. Wizyta. Kolejne ivf

No i dopóki nie omówię planu działania z lekarzem to i tak nic nie zrobię. Po 3 tygodniach nieobecności nie mogę sobie pozwolić na jakieś wolne (a bez niego niestety nie dojadę 5h do kliniki) także i tak pozdostaje mi czekanie na... cokolwiek...

Poza tym psychicznie leżę na dnie. Nie sadzilam, że tak przeżyje ciaze biochemiczna ale nadzieja jaką rozbudziła w moim sercu rosła i rosła nie zważając na rzeczywistość. W końcu poczułam w sobie życie po czym je straciłam.
Dobija mnie tez fakt, że jestem już na końcu drogi i zostałam z niczym. Nie mamy żadnych zamrożonych zarodków. Nie wiem czy kolejna stymulacja nie skończy się gorzej niż ta pierwsza. Z roku na rok jestem ckraz starsza i mam wrażenie, że coraz bardziej się sypie.
No i to, że do tej pory miałam jakaś opcje. Zawsze zostawało to invitro jako ostatnia deska ratunku... a teraz już nie mam nic... przecież to już dawno miało się skończyć...


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lipca 2019, 13:45

anemic Wielkie chcenie ... 11 lipca 2019, 14:49

Ja nie wiem jak żyć. Mój dzień ma chyba mniej godzin. Ewentualnie jestem nieogarem.
Albo stoje przy garach albo sprzątam po jedzeniu. Wróciło dodatkowe karmienie o 16.
Staram się gotować wspólne obiady, ale czasami się nie da. Pierwsza drzemka to 30 min i na tej drzemce ledwo zdazam ogarnąć wszystko po sniadaniu - praktycznie już sama je, zawsze wylewa wodę z kubka na podłogę, kotu zrzuca, po prostu zrzuca. Wybudza się, trochę się bawimy,wstawiam pranie, jemy drugie śniadanie i spacer. Wracamy i drzemka. Na tej drzemce muszę ogarnąć obiad, czasami się uda czasami nie. Spi róznie od 30- 2h- raczej najczęściej z 45 min. Wstaje, kończymy obiad, ona się bawi. Po kp o 12, wytrzymuje max 1,5 h do obiadu. Jemy obiad i znowu jakby armagedon, ogarniać wszystko i tu już się wkurza, ze się nia nie zajmuję. Więc bawimy się, czasami drugi spacer. Zaczeła o 16 znowu wolać na mleko. O 17 podwieczorek- staram się żeby to było cos fajnego, ale ciężko coś zrobić przy niej bo jojczy. Pozniej zdałoby si eogarnac syf. O 18 zaczynamy szykować się do spania.

Trzeci dzień robie ten wpis i skonczyc nie mogę.

Muszę tez ogarniać jakies prasowania, grubsze porządki, czasami zając si edokumentami z firmy. Nie mam czasu żeby po prostu usiasc. Sama nie wiem co zmienić żeby było lepiej. Wiecorami już nie mam sił ogarnąć części chaty- i tak musze posprzatac po kolacji, zjeść, wykapac się bo wybudza się nadal co godzine.

Sorry ale ja dwójki dzieci w zyciu nie ogarne.

P.S. dzięki Dziewczyny za skarpetkowe porady. Tez używamy pepco, ale one sciskaja stope dość mocno. Zazwyczaj jej nie ubieram, ale jak pizga jak wczoraj (14 st) to cos by się zdało :D

21dc

Wczoraj osiagnelam nowy poziom poczucia beznadziejnosci. Targalo mna tak wiele emocji a gdy tak sie konczy, konczy sie na jedzeniu fast foodow, ogladaniu filmow i zakopywaniu pod koldra. Moj maz probowal ze mna rozmawiac, a pozniej zobaczyl jakie rzeczy czytam na tablecie i nie byl zadowolony. Powiedzial, ze wie ze mimo, ze nie rozumie polskigo wie ze jestem na stronach na ktorych nie powinnam byc. Na koniec mi zaspiewal:
Que será, será
Whatever will be, will be
The future's not ours to see
Que será, será
What will be, will be
Przyznam, ze troche podniosl mnie na duchu i wiem, ze on ma racje. Wstalam dzisiaj z takim nastawieniem, nie do konca pozbylam sie moich mysli," moze sie udalo, moze nie", ale jest o wiele lepiej. Obecnie nie mam na nic wplywu i to mnie frustruje a jedyne co moge robic to czekam na @ i ewentualnie zrobic test wczesniej, jezeli znowu zaczne fiksowac.
W domu raczej nie mam zapasu testow ciazawych, bo zawsze czekalam do dnia spodziewanej @, tylko raz na poczatku tego roku, myslalam, ze sie udalo, bo @ sie spoznial pare dni. Poszlam kupic test, wrocilam do domu i jak chcialam zrobic test okazalo sie ze juz nie musze. Wine za to ponosila moja aplikacja, ktora liczyla za szybko kiedy @ powinnien przyjsc.

Juz nie moge sie doczekac jutra, bo wreszcie pojde do fryzjera, wszystkie terminy pozajmowane przez ostatnie dwa tygodnie.
To mnie zrelaksuje, ide do nowej kobietki, ktora mam nadzieje, zrobi cos fajnego.

Mysle rowniez, o zblizajacej sie inseminacji i postanowilam,ze musze sobie znalezc nowy projekt, zeby nie swiksowac jak po zabiegu bede czekac na rezultaty. Tutaj nie wysylaja cie na bete po tygodniu, tylko czekasz do dnia spodziewanej miesiaczki wiec ok 2 tygodni i tylko sa dwie opcje mozliwe. Postanowilam,ze zaczne szukac domu, ktory bedziemy mogli kupic. Mysle, ze powoli zblizamy sie do momentu, gdzie uzbieralismy wystarczjaco na depozyt wiec mozemy ubiegac sie o kredyt. Oh happy days :)

anemic Wielkie chcenie ... 28 sierpnia 2016, 23:25

Pytam kto i jakimi kryteriami kieruje się "dzieląc" dzieci.
Kilka dni temu. Umówiłam się ze starym znajomym na wypad na miasto. W jednej z knajp,w której delektowaliśmy się trunkami, przy stoliku obok, siedzą znajomi. Para na oko 25-28 lat. On wydziarany po szyi, dres, czapka na łbie. Ona peto w ryju. Na potrzebę opowieści nadaje im kryptonim patologia 1. Ich towarzyszka, na oko 30-32 lata. Ciepły dres, czapka z daszkiem, peto w ryju. Kryptonim: patologia 2.
Godzina 22 z górką. Patologia 1 i 2 siedzą przy piwie. Patologia 2 z dzieckiem, około 6 lat. Dziewczynka ubrana w letnią sukienkę na ramiączkach ( dla porównania ja: bluzka, sweter, skóra), mówi do matki: "mamusiu chodźmy już, zimnio mi". A "matka" : "co mnie to obchodzi, daj mi swięty spokoj". No i nie wytrzymałam. Ogólnie jestem osobą nieobojętną. Gdy matka szarpie dziecko- reaguję. Gdy biją zwierzę- reaguję. Gdy pies sra do piaskownicy- reaguję. I pytam patoligii 2 czy uważa swoją odpowiedź za słuszną, gdy siedzi ubrana w gruby i ciepły dres, a jej corka w letniej sukience. I czy wydaje jej się za stosowne o tej godzinie żłopać piwo zamiast kłaść dzieci spać. Ze strony patologii 2 padło kilka stwierdzeń mało przychylnych. Na szczęście mój Znajomy, też należy do osob "reagujących". Pani pozbierała się i poszła. W tym czasie patologia 1- patol między jednym a drugim piwem poszedł po czteropaka do sklepu. Paniusia siedzi z 2 dziewczynkami. Patol wraca, dziewczynka marudzi. Ona "wez sie nia zajmij, zrób coś z nią". On: "sama się zajmij, co mnie to obchodzi". Teraz kurwa pytam gdzie jest ta pierdolona sprawiedliwość??? Ja, wykształcenie, 3 języki, dobra praca, swoje wyszalałam. Nowy dom, samochód, jakieś oszczędności. D. wykształcenie, dobra praca. Wyszaleliśmy się, dojrzeliśmy, ustabilizowaliśmy nasze życie. Dlaczego ja muszę co miesiąc, wraz z @ przeżywać dramat i zastanawiać się dlaczego to spotyka mnie? Dlaczego D., ktory tak kocha dzieci, musi zadowolić się naszym chrześniakiem? Zdrowe odżywianie, sport, brak sportu, ziółka, pozycje, badania. I w dupie. A takie mendy parszywe lęgną się jak króliki? Kurwa, pierdolona niesprawiedliwość tego zasranego świata! I chuj

anemic Wielkie chcenie ... 16 września 2016, 19:28

Dzisiejsza porada:
"Jeśli starasz się o dziecko bez rezultatów już od pewnego czasu, postaraj się nie obwiniać siebie ani swojego partnera za zaistniałą sytuację (...)" Wal się OVU -.-

"Jeśli marzysz o bliźniętach, czas działa na Twoją korzyść. Im kobieta starsza, tym szansa na ciążę mnogą wzrasta." o taką mam poradę w dniu dzisiejszym 😀 ciekawe 😊

anemic Wielkie chcenie ... 30 września 2016, 21:40

Nie jestem za aborcją jako metodą antykoncepcji. Jestem za aborcją, ratującą życie. Jestem za aborcją oszczędzającą cierpienie śmiertelnie choremu dziecku, które po urodzeniu żyje kilka minut i umiera w cierpieniu. Jestem za aborcją racjonalną.
Jeżeli ktokolwiek myśli, że zmniejszy się ilość aborcji- jest w mojej opinii w głębokim błędzie. Aborcja nadal będzie- "w podziemiach". Koszty podejrzewam- olbrzymie. Skorzystają na tym na pewno pseudo ginekolodzy. Zabiegi w piwnicach lub w domowych zaciszach- tabletkami, wieszakiem albo skakaniem z mebli.
Nie wspomnę o poczęciach z gwałtów i statystykach samobójstw.
Staramy się z D. o Dziecko ponad 5 lat. Ja skończyłam 30 lat, D. 37. Najmłodsi nie jesteśmy.Jesteśmy w grupie podwyższonego ryzyka.
A teraz zabronią mi badań prenatalnych? Bo chcę wiedzieć czy moje dziecko np. nie choruje na serce? Może wadę można zoperować jeszcze w ciąży i urodzi się całkiem zdrowe? A może po porodzie zespół specjalistów będzie musiał czekać na moje Dziecko żeby je ratować?
A jeżeli poronię? Czy 5 lat starań to niewystarczająca katorga? Poronienie to nie wystarczający dramat? Będę musiała się tłumaczyć DLACZEGO poroniłam?
Jak udowodnić, że się "chciało". Że tak cholernie się chciało?
Czy następnym krokiem będzie "odbijanie kart", że współżyłam w dni płodne ? Bo taki obowiązek?
500+ ta marchewka. A ja się pytam, dlaczego kliniki leczenia niepłodności nie są refundowane choć częściowo. Przecież "ważne jest każde życie".

Dlatego wszyscy ci, którzy tak często stawiają sobie pytanie, w którym momencie zaczyna się człowiek, niech spojrzą najpierw sami na siebie i zastanowią się, w którym człowiek się kończy.

P.S brak oznak owulacji.


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 września 2016, 22:06

anemic Wielkie chcenie ... 11 października 2016, 21:24

W sumie to jestem prawie pewna, że @ przyjdzie niebawem. Skoro ma przyjść to niech już przyjdzie bo w mojej krwi brakuje majonezu i wina.

Jesteśmy za "ekologicznym" życiem. Kupujemy więc "szczęśliwe" kury - takie co miały godne życie - czyli wiedzą co to niebo i trawa. Barana z wolnego wybiegu. Mam ogródek gdzie mam warzywa i mrożę je na zimę. Robię soki, przetwory, sałatki- żeby żyć zdrowo.
Staram się wyłączać ladowarkę po naładowaniu telefonu, gdy czekam na kogoś wylączam samochód bo spaliny, ubrania, których nie noszę oddaję znajomym albo wrzucam do kontenera z PCK, segreguję bardzo dokładnie śmieci z uwzględnieniem kompostownika, z którego później mam nawóz na grządki.
I tak w naszym "zdrowym" życiu okazuje się, że wbrew pozorom nie tak łatwo zajść w ciążę. Więc faszeruję się: witaminami, ziołami, sterydami, hormonami. A jeżeli się okaże, że nie jestem w ciąży to będą nam "wirować plemniki", pobierać pęcherzyki, zapładniać nas w "pojemniczkach" i podawać "gotowca". Już nie wspomnę o aspekcie finansowym. Po co nam ten "zdrowy" styl życia?
I oczywiście nie chodzi tylko o płodność. U mnie tarczyca chora ( tak, tak rocznik czarnobyla), ciśnienie marne, problemy z cerą, przewlekłe bóle głowy (leczone tabletkami na padaczkę). D. chroniczna bezsenność, słaba wydolność płuc, bóle kręgosłupa.
I po co tam to wszystko.
To taka dygresja bo dziś "przyjechał" szczęśliwy baran i D. rozbierał go na części pierwsze- dobrze, że ma doświadczenie w sprawach "chirurgicznych". Hahaha ale jestem dowcipna -.-

anemic Wielkie chcenie ... 20 marca 2017, 22:50

Oboje z D. jesteśmy bardzo zapracowanymi ludzmi. Mało czasu spędzamy razem. Ale mimo to ostatnio była prawie sielanka.
Teraz wziełam 2 tyg urlopu i kurwa to am nie słuzy.
Mieliśmy wyjechać gdzieś na kilka dni i jak zwykle się nie udało. Wczoraj D. miał wolne i kurwa się rozchorował. No niby nie jego wina,ależ mnie kurwa chuj trafia.
No i dzisiaj cd. Ale już na noże. I on mi mówi że on nie musi nigdzie jeździć żeby "być lepszym " yyy. Aha. Czyli ja ta próżna diva dla poczucia lepszej wartości muszę się bujać po borabora.
A ja kurwa chciałam wyskoczyć do zakopca na 3dni. Żeby pobyć razem i pogadać. Po chuj tyramy jak dzikie świnie. Aa no tak kurwa, żeby kiedyś mieć dziecko. Albo i nie.
W związku z tym, że jestem chodzącą bombą, chciałam rano zjechać z nim i umówić się z przyjaciółkami na wino. Dygresja: mieszkamyw takim chujowym miejscu, że dojazd tu tylko samochodem. No i mamy. Ba nawet kurwa 3 mamy. Ale ciężko nimi jeździć jak się chce chlać wino! A on mi, że przecież mogę sama zjechać. No tak. Sama mogę też mieszkać, zarabiać, jeździć na wakacje, chlać i mieć wszystko w dupie.
Oczywiście teraz jak powlókł się do sypialni to mam wyrzuty sumienia, że jestem okropna. On umiera ( bo wiecie przeziębienie) a ja jestem wredna. Nosz ale kurwa niebędziemi mówił, ze mam wygórowane oczekiwania chcąc zrobic wypad na 3 dni.
A nawkajacje lecimy na Madere. Zawsze mogę bez niego leciec.
Dupek. I jeszcze ma chujowego laptopa bo spacjaniedziała .


UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)