30 d.c
Wczoraj miałam jednorazowe plamienie, dziś też takie niewielkie brunatne. Temperatura zamiast spadać dziś wzrosła. Jednak czuje, że okres będzie nie robię testu, bo po co.
W niedzielę mąż mowi do mnie tak sam z siebie, że jemu to się wydaje że my dostajemy jakaś lekcje z góry, pytam jaką lekcje i po co?
On na to, że nie wie, ale ma nadzieję, że jak zaskoczymy to od razu robimy gromadkę dzieci.
Zauważyłam, że jemu ostatnio zależy bardziej. Może dlatego, że ja odpuściłam. Mierze temperaturę, bo wiem chociaż kiedy okres będę mieć.
Tak życie sobie płynie u nas bez żadnych zmian...
Ooo druga strona pamiętnika... Ehh


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 sierpnia 2019, 12:45

Kasiekkul Póki co wciąż jedna kreska... 27 sierpnia 2019, 12:51

Odbieramy dom! Jupii! Nareszcie. To znaczy bardzo się cieszę, choć mam mnóstwo obaw. Po pierwsze inwestycja nie została skończona (tak wiem....) - brakuje części rzeczy. Po drugie musimy wpłacić ekstra zadatek 70 tys. zł.... Zaczynamy od pieca - to znaczy musimy kupić, aby włączyć ogrzewanie podłogowe i wygrzać podłogę. Minimum trzy tygodnie. Póżniej dopiero zaczną się prace w środku - gładzie, kafelki itd. Mnóstwo spraw - wybór kuchni, schodów, drzwi.... Mamy już wstępne projekty łazienek i kuchni,a le dalej czuje się jakbyśmy byli w lesie. No i boję się okrutnie bycia oszukaną. Wiecie ja w pracy stykam się z takimi ludźmi i później mam lęki... Płace w sumei 70 tys. zł zadatku i zaczynam inwestowanie w nieruchomość która nie jest moja! Tego się boję najbardziej - kupuje do domu kafelki, ale przecież na papierze to nei jest mój dom... Moi sąsiedzi są odważniejsi - jedni mają magazyn kafelek które kupili i wybrali prawie rok temu... Normalnie dla mnie szok. Ale chyba tylko my odbieramy inwestycję wcześniej. Innym się nie spieszy, a my z naszego mieszkania musimy się wyprowadzić 20 grudnia. Wiadomo - chcielibyśmy szybciej. Co jeszcze u nas?
Kamil rośnie jak na drożdżach. jest coraz bardziej kumaty. Jest bardzo sprytny - wie czego chce. A jak coś chce to nie ma zmiłuj. Jest krzyk i tyle. Twardy charakter, ale chyba za to też go kocham. Bo Patryś jest uległy, na wszystko się zgodzi - a teraz mamy takiego buntownika. Patryk domator, Kamil non stop byłby na polu, chodził, zwiedzał. Mówię Wam - ogień i woda... Kocham ich obu. Cieszę się z różnorodności. Zastanawiam się nad trzecim dzieckiem - to znaczy cały czas mówi mi o tym M, bo marzy mu się trójka chłopców.... A ja nie wiem - jestem szczerze zmęczona. Wracam z pracy i mam co robić. Kawy się nie napiję. Idziemy na spacer, bawimy się. Zwykle do ok. 18-19. Później kąpiel i usypiania. Jak jest M to on kąpie itd. Jak nie - ja. Wczoraj kąpiel, mleko od mamy i usypianie zajęło mi czas do prawie 21. Później kilka spraw na kompie, a potem padam na twarz. Zasnęłam o 22.30. O 23.30 Kamil wpadł w histerię. Próbowałam go uspokoić - wzięłam na ręce, tuliłam... Sąsiadka i Patryk obudzeni... W końcu się uspokoił zjadł. Ja nie mogłam zasnąć. Zresztą - Kamcio budził się jeszcze trzy razy. Ale wystarczyło poszumieć mu. Mówię Wam - tak jestem wyćwiczona, że potrafię szumieć z 30 minut :D bez przerwy ;)... O 6.15 pobudka - Kamcio był niedospany, ale wzięłam go z nadzieję do cyca, że uśnie. Zjadł, ale do łóżeczka nie dał się odłożyć. Histeria. I tak jęczał sobie - bo z jednej strony by pospał, z drugiej nie. Próbowałam go położyć obok siebie - ale on od razu siada, a potem kombinuje i schodzi z łóżka uciekając do kuchni. Przy tym jest taki jęczący.... Jak sobie pomyślę, że miałabym jeszcze jedno takie dziecko to chyba szybko bym osiwiała... I dom i praca i porządki... Jak? Wiecie co kocham w pracy najbardziej - kiedy przychodzę mogę zjeść śniadanie, napić się ciepłej kawy i poczytać jakieś newsy na kompie... Jest tak spokojnie, cicho. Nikt nie wchodzi mi na kolana, nie szarpie za włosy, nie wyrywa mi bułki, bo też chce spróbować...

Vaina Czekając na cud 27 sierpnia 2019, 12:59

Ciąża zakończona 27 sierpnia 2019

Pinka. Piąty transfer 27 sierpnia 2019, 13:25

11dc

Wracam z kliniki, pierwsza wizyta po stracie. Doktorek zbadal, wszystko u mnie w normie, pecherzyki ladne.
Nie uwierzycie, w nastepnym cyklu podchodzimy do transferu!! Mam rozpisane leki, do powtorzenia milion badan juz dzis zrobilam wymazy, bo na nie dlugo sie czeka.
Badania z krwi zrobie juz bez pospiechu.
Nie spodziewalam sie takiego obrotu sprawy!
Jak to powiedzial lekarz trzeba sie pozbierac po traumie i dzialac dalej.

gunia29 Już nie czekam na cud... 28 sierpnia 2019, 15:28

Byłam u rodziców, spędziłam trochę czasu z siostrą. We wtorek wracam do Holandii mimo, że chciałabym zajac głowę pracą, będę tęsknić. Może uda się nam przyjechać początkiem listopada, a później aż na święta.

Jutro kolejny monitoring po co mam tam jechać?. żeby kolejny raz pooglądać kwitnące panie z brzuszkiem,w towarzystwie szczęśliwych mężów? A może po to aby przypomnieć sobie,że w obecnej chwili jestem niepłodna...
Dlaczego choć raz nie mogę być mile zaskoczona,a nie rozczarowana? Jestem zrezygnowana na maca, moje małżeństwo balansuje na krawędzi..nie mam ochoty na nic, wczoraj dotarło do mnie ,że nawet seks uprawiałam w jednym celu, teraz nawet na to nie mam ochoty, choć wczoraj k usilnie próbował. Pomyślalam sobie po co, przecież i tak nie mam owulacji.
Wiem zakrawa to na obsesję, chorobę, nazywajmy jak chcemy.
Najgorzej,że nie wiem w którą stronę iść żeby znaleźć spokoj, żeby mieć siłę walczyć o siebie o k o nasze dziecko...

Dzisiaj taka symboliczna data, bo Ernest skończył 6 miesięcy więc może pora coś się tutaj odezwać. Regularnie czytam co tam u Was, ale zbyt wiele się nie udzielam. Ernest obraca się już w obydwie strony. Z pleców na brzuch zaczął obroty około 4 miesiąca, a świadome obroty z brzucha na plecy jakieś 2 tygodnie temu.Bo to co wcześniej robił było raczej przypadkowe. Pełza obrotowo i podnosi kuper na kolankach do góry. Nie umie tego jednak połączyć z rękami. Wszystko go ciekawi.Lubi sobie pogłużyć, pośmiać się i pojęczeć. Jednego dnia jęczy więcej, drugiego mniej, ale generalnie jest jęczybułą. Czekam aż zacznie czworakować to może zacznie eksplorować świat a nie jęczeć żeby wziąć na rączki ;) Ale nie narzekam. Ernest to mój złoty bobas. Jakiś czas temu zaczęłam bardzo powolne rozszerzanie diety i zaczęły mu wyskakiwać czerwone plamy. Byliśmy wczoraj u alergologa. Powiedziała, że to nie azs a jakaś lżejsza forma zapalenia skóry i że wg niej to nie jest alergia, ale kazała porobić badania w kierunku alergii i przyjść znowu. Raczej zrobimy... ale jak sobie myślę, że to kolejne trzaskanie po portfelu to mi się słabo robi. Sama wczorajsza wizyta to 150zł a wykupienie leków 50 ziko.
Dalej chodzimy do fizjo... tutaj też kasa leci, stówka raz w tygodniu, eh. Poprawa jest duża, sama fizjo tak mówi. Ale jak zapytałam czy może więc chodzić raz na 2 tygodnie to powiedziała,że nie, eh. A mi się czasami wydaje, że niepotrzebnie go męczę i mógł po prostu iść własnym tempem. Przestał płakać na widok innych ludzi, daje się nawet im brać na ręce, uf. Oby mu się znowu nie odmieniło. Ale faktem jest, że ostatnimi czasy zaczęłam go więcej brać do ludzi. Dzisiaj byliśmy pierwszy raz na sensoplastyce, a za tydzień idziemy na sensorytmike. Nie wiem na ile robię to dla niego, a na ile dla siebie żeby wyjść do ludzi ;)

Złość, złość, złość. Nie rozumiem.

Mija rok.
Cykle w miarę regularne, jednorazowy monitoring cyklu bez zastrzeżeń- owulacja była. Męczą mnie tylko nawracające infekcje.
Dostałam skierowanie na hsg, będę szukać teraz szpitala, żeby zrobić badanie na NFZ.
A teraz do rzeczy.
DLACZEGO MAJĄC 2 PRYWATNE PAKIETY UBEZPIECZEŃ ZDROWOTNYCH NIE MOGĘ DOSTAĆ SKIEROWAŃ NA BADANIA HORMONALNE I BAKTERIOLOGICZNE? Argumentem jest brak podstaw do takich badań...
Miałyście tak samo? Czy naprawdę mam zrobić te badania na własny koszt lub zgłosić się do kliniki specjalizującej się w leczeniu niepłodności?
A może przesadzam i po prostu powinnam czekać, aż wszystko naprawi się samo i wreszcie znajdę w ciążę?

Doradzcie :(

Wróciłam do smutnej rzeczywistości. W pracy koszmar. Najchętniej już bym szukała czegoś nowego ale skoro planuje laparoskopię to lepiej żeby był ktoś kto mi zapłaci za 2 tygodnie zwolnienia. Także zaciskam zęby i tyram.

Góry były cudne! Pogoda dopisała, można było cały dzień śmigać w krótkich spodenkach. Bosko... fajny pensjonat z widokiem na szczyty, śniadania i kawka podczas zamglonych poranków. Zwiedzanie, spacerowanie, długie rozmowy. A wieczory? Co tu dużo mówić... ognisko, kiełbaski, pieczone ziemniaki i winko :-) nie mogło być lepiej :-)

Kd_eye Dlaczego ja nie moge zajsc w ciaze? 28 sierpnia 2019, 18:18

Tak sobie mysle dzisiaj, ze ten swiat to jest jednak pokrecony na maksa. Cale zycie staramy sie dbac o zdrowie i nie chcemy miec zadnych objawow ktore moglyby sie kojarzyc z choroba. a tu nagle BAAAAAAM chcemy zajsc w ciaze. Od tego momentu, co miesiac wkraczajac w faze lutealna i jedyne czego chcemy to, zeby zaczely sie objawy kojarzace z choroba badz w tym przypadku z ciaza. Szukamy wszelakich zawrotow glowy, nudnosci, podwyzszona temperatura, bolu krzyza, brzucha , i tym podobnych. Naprawde jakie to wszystko jest porabane ....
Ogolnie czuje sie dobrze ....w jak najlepszym porzadku. Moze to ja przestalam sie doszukiwac jakichkolwiek oznak z mojego ciala. Tyle razy juz bylam oszukana i nie chce juz wiecej chyba, ze to juz bedzie naprawde i zobacze te dwie kreski na tescie.
Nigdy mi nie bylo dane zrobic testu, bo @ sie spoznial.....czy kiedys sie uda.....

Do tej pory ovufriend nie wyznaczyl mi owulacji, mierze temperature codziennie i dziwnie sie zachowuje.
Wedlug lekarki juz to sie stalo, bo inseminacja byla w poniedzialek, a wedlug wykresu nic sie nie dzieje.
aaaaaa trace cierpliwosc do wszystkiego.

nadzieja1620 nowa nadzieja 27 sierpnia 2019, 17:21

Jutro ważny dzień. Po 4 latach wracamy do tematu, czuje stres i podekscytowanie :-)
Ciekawa jestem jak to będzie , kiedy zaczniemy itp

Anuśla Musisz dać życiu szansę 26 września 2019, 20:02

Wpadam na chwile, po wizycie u immunologa. Reset od ovu dał mi wiele spokoju. Ale dzisiaj ten cholerny immunolog go zburzyl. Ale do rzeczy. Na wizytę czekałam 3 miesiące. W tym czasie zrobiłam badania, które, sądziłam, dadza pewien oglad sprawy, a mianowicie ana1, asa, kardiolipiny, tocznia, anty tg i tpo, cytokiny i nk. Mąż test MAR. Zacznę więc od tego, że do immunologa umówiłam się w Gyncentrum. Nie chodze tam, ale mial najwcześniejszy termin właśnie tam. Przy formalnosciach na recepcji baba gadala przez komórkę i byla to prywatna rozmowa, a Kiedy skonczylam juz wypełniać formularz, ona klepala jeszcze smsa. Ani przepraszam, ani pocaluj mnie w dupe. Poinformowała mnie, że wizyta jest opóźniona o pół godz. Ostatecznie weszłam 1h 15min po godzinie wizyty. Lekarz nawet nie chciał oglądać moich wyników boleriozy, stwierdzil, że skoro lekarz mi zlecil igm, to jest niedouczony i wypadaloby przeczytać, że po chorobie zleca sie igg. Szok. Co za arogancja, wyjeżdżać tak na innego lekarza. Zapytał o wit d czy oznaczalam. Mówię, że tak, ale dawno i wtedy nie brałam supli i miałam 30. Teraz biore d 4000 j.m. Zapytal po co biorę jak mam w normie. Powiedzialam mu, że slyszalam, że tyle powinno się brać. Powiedział mi, że tylko sobie krzywde tym robię, bo powyżej 50 to jest dawka toksyczna i powoduje zaburzenia owulacji i może sie transfer nawet nie udać. Seriously? Czy bralam suple czy nie to w ciążę nie zaszlam. A amh mi mega uroslo i myślę, że zawdzieczam to wit d. O co cho?? Wszedzie trabia żeby brać jej dużo. Powiedział, że Internety tak piszą. Zapytał kto mi zlecił te wszystkie badania. Powiedzialam, że sama sobie zleciłam. Stwierdzil, że dużo mam tych badań i że zazwyczaj tyle badań robia ludzie po poronieniach lub nieudanych transferach. A dlaczego ja niby mam czekać na poronienie lub nieudany transfer? Zapytalam o cytokiny. Powiedział, że są ok. Pytam o co w ogóle chodzi w tym wyniku cytokin. Stwierdził, że ma taki zwyczaj, że jak pacjentka robi badania na wlasna rękę lub ktoś inny je zleci to ich nie omawia, bo czesto pacjentki robia badania będąc na lekach itd i wyniki są totalnie od czapy. No dobrze, ale ja nie bylam na lekach i robiłam w 2 fazie cyklu. No cóż, nie dowiedzialam się i tak. Nk mam nie najgorsze, ale na pewno sa nadaktywne, więc zaleca 2 intralipidy do transferu. Zapytalam w jakiej dawce mam go brać to powiedział że jak bede chciala go brać to żebym zadzwonila do placowki w której on przyjmuje i on zapisze wtedy dawke i sobie podjade na kroplowke. Na koniec powiedzial, że nie wie czemu nie jestem w ciąży z takimi wynikami. Jedyne co, no to to nk. Wow Ameryke odkrył. Zalecil jeszcze 2 IUI, bo 3 to za mało. No way, nigdy więcej IUI, stres jak przy ivf, szanse prawie żadne. Jedyny pozytyw tej wizyty to to, że powiedzial, że jestem młoda. Ja na to że jestem stara, a on, że nie, że jestem młoda i tez młodo wygladam. Tyle. Cytokiny ok, ale nic z wyniku nie wiem, intralipid mam podać, ale nie znam dawki. Za wizyte 200 zl. Wyszlam i sie poryczalam. Poszlam do apteki po diostinex, gdzie przede mna jedna baba kupowala leki dla dziecka, a druga pieluszki. To mnie dobilo. W weekend pytanie dziadka męża: a nie chcecie chrzcin zrobić? Wtf??? Tym bardziej, że on wie, że sie staramy dlugo i bez skutku. Jak tak można? Jakim trzeba być czlowiekiem? Nie rozdrapuje już tego w sobie. Starszy człowiek, gada głupoty, ale zabolało cholernie. Dzisiaj mamy spotkanie z przyjaciolmi w domu pary z blizniakami. Ja sie chyba nie nadaje dziś żeby tam iść. Z plusow, zaczęłam druga prace, zgodna z moja pasja. 2 prace wow jak ja to z ivf pogodze? Jakoś muszę... Tymczasem już 15.10 histero. Krasi, zajrzalam do Ciebie, bo pamiętam, że miałaś transfer. Trzymaj sie dziewczyno, kobieta wiele jest w stanie zniesc, a kobieta z dobrym mężem to juz w ogóle!


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 września 2019, 20:05

Patt1002 Czekamy na Aniołka 29 września 2019, 16:05

Po tych pięknych wyśnionych wakacjach, wraca codzienność, której strasznie nie chcę. Czas leci coraz szybciej, za chwilę pn i powrót do pracy, do której nie mam wcale ochoty wracać. Nie mam ochoty wracać do rzeczywistości, bo ciągle się z nią nie zgadzam. Moja rzeczywistość trochę nie jest moja, a nie mam na nią niemalże wpływu. Czuję się gdzieś wewnętrznie obrażona na tor jakim idzie moje życie, a jednocześnie bardzo je kocham. Czuję taki wewnętrzny bunt.... No bo ile to wszystko może trwać...

Czwartek 19 dc / 30 cs - 2 cykl po histeroskopii

Syty głodnego nie zrozumie... To co ja będę dyskutowała z dziewczynami, co się zapładniają na samą myśl o dziecku. Mam wrażenie, że i tak nikt nie rozumie, a słucha jedynie "bo wypada". Psycha chyba na wykończeniu, depresja? Może, ale jeszcze się myję, jem, i chodzę do pracy, więc chyba jednak jeszcze do niej mi daleko. Niemniej jednak jestem już prawie na dnie... Dosłownie.

Owulacja 5 dni temu, wczoraj potwierdzona. Endometrium 9 mm. Nie czuję, że jestem w ciąży, ani nie czuję, że nie jestem w ciąży. Jeśli zapytam intuicji co ona na to, to odpowiada mi " nie nie jesteś. Bez szans".

Od ovu miałam przerwę. Nic mi nie dała. Jestem w tym samym punkcie, fizycznie, psychicznie. Nie wiem ile jeszcze dam radę...

Wszystko jest h*** ostatnie badania wychodzą tylko źle... Allo mlr na poziomie 24,5 % jakby nie mogło być już trochę wyższe, te 10-15 %.... Kir Bx niby, czyli ten lepszy, ale i tak na 6 ważnych kirów, mam tylko 1 (z 3 odpowiedzialnych za implantację). Nic nie wiem, nie wiem czy te badania mają sens, co usłyszę od lekarza, co mi zleci - podobno przy tym bierze się accofil, który też nie jest zwykłym dropsem tylko poważną ingerencją w organizm. Ja już tak dalej nie wytrzymam, nie mam siły zwyczajnie... Nie wierzę nawet że to wszystko trwa już tyle czasu i nie wyobrażam sobie, żeby miało trwać jeszcze dłużej...

Moja siostra wychodziła za mąż w sobotę, a ja będąc na ślubie przypominałam sobie jakby to było wczoraj - nasz ślub. Przez całą mszę chciało mi się płakać, czułam co jakiś czas, że oczy robią mi się mokre. To dziwne uczucie, jakbym to ja brała ten ślub, marzyła o założeniu z moim mężem rodziny... I tak mnie to bolało, że to już 3 lata i dalej nic.... Każda rocznica jest bardziej bolesna od poprzedniej. Rok temu mieliśmy się cieszyć, bo była nas 3, a okazało się, że jednak 2... Pamiętam ten dzień jak wczoraj... Czuję, że wszystko odpuszczam, że sobie nie radzę... Wszędzie jestem jak 5 koło u wozu. Nie potrafię myśleć pozytywnie, nie potrafię sobie wyobrazić jakby miało wyglądać to moje życie bez dzieci. Wiem, że nigdy się nie uda... Szkoda że tak dużo czasu marnuję na myślenie o tym, ale w sumie co za różnica? Do niczego w tym życiu nie dojdę, bo tak myśląc się nie da.

Jedyny plus jest taki, że cykl miałam obecnie 26 dniowy, nie zdążyłam nawet zrobić testu. Szok. Zobaczymy jak będzie tym razem. Może ta dieta działa? Znając moje szczęście to i tak mi nie da dziecka...


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 sierpnia 2019, 19:35

Kd_eye Dlaczego ja nie moge zajsc w ciaze? 27 sierpnia 2019, 16:37

Jestem w pracy i probuje nie doszukiwac w sobie zadnych objawow. Ja nawet nie wiem czy owulacja juz byla czy nie. Moj wykres pokazuje, ze nie, a pani doktor w piatek powiedziala, ze praktycznie jestem gotowa plus w niedziele wziela Gonasi przed inseminacja. Moj maz nie dawno dzwonil sprawdzic jak sie czuje raczej mentalnie niz fizycznie, bo to dopiero 24h po. Chcialam powiedziec, ze ok i ze co jak......znow...... :( a on mi przerwal w pol zdania i powiedzial, ze nie mam konczyc bo jeszcze nie nie wiadomo i trzeba czekac. On bardzo wierzy w sztuke pozytywnego mysle i nie wypowiadanie pewnych mysli na glos, bo je sie przyciaga. Ta nasza rozmowa uswiadomila mi, ze musi mu bardzo zalezec, mimo, ze jak sie na niego spojrzy z boku to jakby nic go nie obchodzilo.

no nic.....czekamy!

W odpowiedzi Krycha tak inseminacja byla wczoraj!


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 sierpnia 2019, 22:06

No cóż. Metoda Frufru na wywołanie okresu zadziałała :) rano dalej brak objawów małpy. Teścik negatywny, no to szoruję na betę i proga. Mam plan, żeby od 10:00 dzwonić do gina i próbować się wbić na monitoring, żeby sprawdzić, czy w środku jest wszystko ok.

Małpa przyszła już w pracy.

No i jeszcze elementy ku mej pamięci, jakiego mam fajnego Człowieka u swojego boku.

Sytuacja numer 1: piszę smsa wczoraj o braku okresu, negatywnym teście i tym, że martwię się ewentualnymi torbielami. Sms zwrotny od Mężusia: "Nie ma żadnych dziadostw. Nasz przydział pecha wykorzystaliśmy w pełni. Po prostu nic nie zostało. Deficyt, Pani Dobrodziejko, pecha mamy.".

Sytuacja numer 2: Mężusia klient zmarł i musiał znaleźć jego rodzinę. Znalazł 2 ciotki, od których dowiedział się, że klient miał też ojca. Co prawda, gdy jego klient (zmarł mając 33 lata!) miał pół roku, to ojciec stwierdził, że się wymiksowuje z tego układu i nie utrzymywał żadnego kontaktu z synem. Prawdopodobnie nawet nie wiedział, że ten nie żyje. Wniosek Mężusia: "Co takiego może Ci zrobić półroczne dziecko, że się na nie obrażasz na całe życie? No co? Bo nie potrafię sobie wyobrazić!".

Na 6 września już się umówiłam do lekarza prowadzącego. Z uwagi na mój średnio dobry - średnio zły układ immunologiczny, prawdopodobnie zrobimy transfer już teraz, tj. po pierwszym szczepieniu, drugie szczepienie 16 września. Już wiem, że wszystko jest tu płynne i nie można mieć stałego planu, więc póki co trzymam się daty 6 września, że wtedy mam wizytę. W zależności od objawów, możliwe, że dzień wcześniej zrobię sobie badania z krwi. Od 5 do 25 września planuję urlop i przynajmniej nie będę się musiała z pracy urywać, brać pojedynczych dni urlopu czy zostawać po godzinach. Tyle dobrego.

Temperatura spadła, czekam na @...
Czy ja kiedyś będę mogła się cieszyć z pozytywnego testu? Z wymarzonej ciąży? Z wychowywania naszego dziecka?
Zjazd emocjonalny... 😔😔

Postanowiłam znowu prowadzić pamiętnik - jednak takie miejsce w którym człowiek może wylać swoje żale, oraz chronologicznie zapanować na historią leczenia jest przydatne. Dodatkowo znowu go upubliczniam, bo może komuś moje doświadczenia pomogą?

Na początek podsumowanie co się z nami działo przez ostatnie prawie dwa lata.
W 2017 nie działo się praktycznie nic - odpuściliśmy totalnie. No może tylko gdzieś w głębi serca tliła się we mnie nadzieja, że lekarze się pomylili i tym razem okresu nie będzie. Tak, wiem jestem strasznie naiwna...
W 2018 stwierdziłam, że mam dość bezczynności - popadam w coraz większy marazm i depresję. Po długich dyskusjach z mężem zapadła decyzja, a właściwie dwie decyzje. Pierwsza - zgłaszamy się do ośrodka adopcyjnego. Druga - podchodzimy jeszcze raz do in-vitro.

Jeśli chodzi o kolejne próby in-vitro, zdecydowaliśmy się na pakiet w klinice 2+1 (w cenie mamy dwie procedury in-vitro, a jak się nie uda to trzecia gratis na koszt kliniki, jak się za pierwszą procedurą uda - zwracają nam połowę kosztów). Udało się uzyskać 4 zarodki. Tradycyjnie transfer dwóch i tradycyjnie próba nieudana. Dostaliśmy skierowania na dodatkowe badania immunologiczne. Tym razem pojawiło się trochę przeciwciał allo MLR, więc lekarz zaproponował aby na razie nie robić szczepień z limfocytów męża, a spróbować czegoś innego - mianowicie terapii G-CSF. Ma ona masę skutków obocznych i podczas jej stosowania niezbędna jest ciągła kontrola morfologii krwi, ale ponoć pomaga (tak twierdzą publikacje naukowe) przy poronieniach. Więc zapadła decyzja – próbujemy terapii przy kolejnym transferze. No ale tak się złożyło, że wszystko trzeba było odłożyć w czasie i transfer będzie prawdopodobnie dopiero w przyszłym cyklu.

Co do adopcji, cóż mam mieszane uczucia. Nie jestem w 100% pewna czy chcę. Miałam nadzieję, ze szkolenie adopcyjne mi pomoże, ale niestety nie :/ Na szkoleniu poruszaliśmy wiele tematów – budowanie więzi, FAS, jawność adopcji, problemy adopcyjne itp. Tylko, że to wszystko już wiedziałam. Zanim poszliśmy do ośrodka, przeczytałam masę książek – zarówno specjalistycznych jak i tych opisujące historie rodzin adopcyjnych. Może to dla niektórych głupie porównanie, ale po szkoleniu czułam się trochę tak jak przed wyprawą w dżunglę, przed którą zostałam poinformowana, że mogą mnie zjeść takie a takie zwierzęta, jest kupa zatrutego jedzenia, mogę spaść w przepaść, albo utopić się w bagnie. Zabrakło tylko jednej, dla mnie najcenniejszej informacji – co mam zrobić, jak dana sytuacja nastąpi. Niestety, Panie w ośrodku nie powiedziały nic w tym temacie poza – to sprawa indywidualna i nie ma jednej recepty. No super, ale mogłyby podać ich kilka. Wtedy człowiek wiedziałby chociaż czego próbować. Tak czy siak, przeszliśmy wszystkie etapy pozytywnie i czekamy na telefon. Przy czym wiemy, że w tym roku to na pewno nie nastąpi (w najbliższym czasie zmieniamy miejsce zamieszkania, więc ewentualna adopcja dopiero po przeprowadzce).

Za niecały miesiąc dopiję do 30. Zawsze myślałam, że w tym wieku będę już miała co najmniej jedno dziecko, może dwójkę. Niestety, los okrutnie zweryfikował moje plany. I wiem też, że nie ma najmniejszych szans aby w przeciągu tych 3 tygodni sytuacja się zmieniła. Transfer jak już to w przyszłym cyklu (zaczynającym się PO urodzinach), o ile nie za dwa – TSH podskoczyło mi do kosmicznych wartości i muszę je najpierw zbić + wyniki cytologii przyjdą raczej po rozpoczęciu następnego cyklu a bez nich transferu nie będzie.

Samopoczucie na dziś – tradycyjnie zjebane. Ale staram się jakoś żyć i cieszyć drobnymi sprawami – ładną pogodą, wypadem za miasto, ulubionym jedzeniem, spotkaniem ze znajomymi. Chwytam się tych krótkich chwil beztroski i radości, bo tylko one dają mi jakieś pocieszenie i utrzymują na powierzchni.

PJUR Starania o pierwsze Bobo 28 sierpnia 2019, 21:22

Spotkałam się dziś z koleżanką na obiad i piwko. Kiedyś być może przyjaciółką, teraz relacje na tyle się rozluźniły, że rozmowa była o niczym zobowiązującym, z pominięciem imion i nazwisk w opowieściach. Takie życie.

Z Małżonkiem poćwiczyliśmy z apki rano, sama wieczorem ręce z hantlami, a teraz jem rzodkiewki.
Aktualnie Mąż na piwie z kumplami. Nadrabiam zaległości objawowe w OF. Poza tym ma kopki na penisie i leczymy pimafucortem (dobrze, że nam zosta po ostatnim razie). Swoją drogą ciekawe gdzie i jak to złapał, jesli ja nic nie mam... :p

Poza tym nie spinam się straniami. Powinnam być wściekła na te kropki, bo seksu co 2 dni nie ma, a jakoś nie jest mi trudno z tego powodu. Oczywiście koszt utraconych potencjalnych korzyści (ciąża) dyszy mi do ucha, ale uciszam go :)

W tym cyklu Mąż miał iść do USK zrobić badanie nasienia. Nikt nie odbierł telefonów (bo pod 4 różne dzwonił przezd 2 dni). Dodzwonienie się i umówienie było niemożliwe. Odpuściliśmy. Może w kolejnym cyklu...
Badania nasienia się nie udało, ale poszedł do lekarki pierwszego kontaktu. Wymyśliłam, że ma pójść po skierowanie na badania na oddział do USK, bo skoro jest klinika prokreacji i czegoś tam, to muszą tam leczyć! :) no, a przed widmem invitro warto jak najwięcej na ten NFZ się poleczyć, skoro jesteśmy chorzy na niepłodność.
No i poszedł, Pani lekarka, która zna go od 1 miesiąca życia pocmokała, powiedziała, że tak bywa, że jak rok starań, to za mało, że wrócić za kolejny rok, że jej siotra po 6 latach zaszła, więc nie trzeba się martwić. A jak Pan taki uparty, to niech Pan wróci na koniec września i ona rozpozna temat z koleżanką pracującą w Kriobanku (red.: prywatna klinika leczenia niepłodności). A tych badań nasienia, to Pan nie robi teraz tylko później, bo to za wcześnie od ostatniego i dobrze Pan myśli, żeby to jednak w tym samym miejscu robić. Kurtyna.

Zdałam sobie sprawę, że nigdy nie wyjaśniłam jak ja się tu znalazłam. Otóż gdzieś kiedyś przeczytałam, że ktoś prowadzi badania nad płodnością narodu. Dostał nawet na to grant z NCBiR. Ktokolwiek kiedykolwiek starał się o kasę z tej zacnej instytucji ten wie, że jak się nie jest z odpowiedniego klucza i właściwego towarzystwa wzajemnej adoracji, to szanse są średnie. Tak mnie zaintrygował ten temat, że pogrzebałam mocniej. I w ten sposób moje drogie Panie doszłam do OF. A konkludując OF jest dobudówką do badania :) i w ramach tych badań można zgłosić się po opaskę miband, która monitoruje Twoje parametry życiowe. Tak więc w zamian za udostęonienie swojego życiorysu z opaski, uzupełniania i udostępniania wykresów mam dostęp do OF za darmo :D gdybym nie miała za darmo raczej nie prowadziłabym tu obserwacji. A tak wiara, że przyczyniam się nauce (statystyce?) mobilizuje mnie do opisywania tu swoich objawów. Czy któraś z Was też uczestniczy w programie?

Ciąża zakończona 28 sierpnia 2019

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)