Lalala Muszę uzbroić się w cierpliwoć. 16 października 2019, 21:19

Jesteśmy po wizycie. Doktor bardzo rzeczowy i na spokojnie wytłumaczył nam cały problem. Otóż nawodnienie, wysiłek fizyczny itp. w bardzo małym stopniu mają wpływ na upłynnienie. Problem leży w tym, że prostata nie produkuje jakiegoś enzymu lub produkuje go za mało. Może to być czasowe lub stałe. My zrobiliśmy domowy test po 3 dniach od odebrania wyników i wg nas nasienie się upłynniło, ale lekarz stwierdził że nie (nagraliśmy filmik i pokazaliśmy go). Sperma powinna być dosłownie jak woda. U nas tak nie było :( czyli problem jest raczej stały. Przepisał jakieś czopki, zalecił pić acc max 2-3 dni przed owulacją i próbować. W międzyczasie mamy zrobić szczegółowe badania i posiew nasienia. Czyli jakiś plan jest. Ogólnie radził, żeby nie traktować tego problemu w takiej kategorii, że jesteśmy bezpłodni, bo upłynnienie zmniejsza szansę na ciążę, ale jej nie wyklucza. Mówił, że miał pacjentów z takim upłynnieniem i wyszła z tego ciąża. Oczywiście, wszystko jest możliwe... Ale szansę niestety są mniejsze :( Oprócz tego zbadał męża i nie ma żadnych żylaków, prostata raczej też w normie.
Następnym krokiem byłaby inseminacja... Mam mieszane uczucia. Z jednej strony wiemy na czym stoimy. Z drugiej, miałam nadzieję, że jednak to upłynnienie było jednorazowym przypadkiem.
I na koniec jego porada: po seksie mam nie wstawać do łazienki, tylko od razu iść spać (z nasieniem we mnie).

Wik89 Zabiegana 16 października 2019, 22:17

12dc

W poniedziałek miałam histeroskopię. Cieszę się, że się odważyłam - to dzięki wsparciu kochanych dziewczyn z forum :) - i zdecydowałam na to badanie. Które w trakcie przekształciło się w mały zabieg, bo dr usunął dwa małe polipy. Pol dnia w szpitalu i do domu. Wypis mam odebrać za około dwa tygodnie, jak będzie wynik badania histopatologicznego tych wycinków (zakładam, że raczej wszystko ok, cytologie miewam zawsze dobrą; zobaczymy). Czekamy - nie było to w znieczuleniu ogólnym tyko normalnie, dostałam przeciwbólowo czopek i jakąś tabletkę ;) troooochę pomogło na pewno, no ale ból jednak jakiś tam był..
Lekarz powiedział, że te polipy też mogły w jakiś sposób utrudniać zajście w ciążę. W naszym wypadku na pewno głównym czynnikiem jest jakość nasienia, ale mimo wszystko dobrze, że już ich nie mam ;)
Czekamy na termin operacji męża, na razie konkretnej daty nie mamy, ciągle jest info, że już wkrótce. Zobaczymy

5tc+0

Zaczynamy 6 tydzień!
Do wizyty zostały 3 tygodnie..
Objawów brak, ale to u mnie chyba standard.

Oby te święta były dla nas wyjątkowe

anemic Wielkie chcenie ... 25 listopada 2019, 20:43

7+2 tc
Jest serduszko, wszystko ok.

Marronek Maluj kolorami, które zostały Ci dane. 21 października 2019, 09:46

@Pinka - nie mamy już mrozaczków. Musimy całą procedurę od nowa przejść...

Po woli wracam do jako takiej normy, hormony się normują, humor lekko się poprawia. Niestety pojawił się inny problem.
Jak zaczynałam brać accofil to strasznie bolały mnie kości miednicy, ale wyczytałam że to jeden z typowych skutków ubocznych. Lekarz stwierdził, że jak będzie bardzo bolało to paracetamol mogę wziąć. Na szczęście wtedy się obeszło bez - po prostu samo z siebie przestało boleć. Założyłam, że ból musiał się pojawić przy określonym stężeniu, jak się zwiększyło to minął. No a teraz stężenie maleje i ból wrócił... I to znaczne większy i dłużej trwający. Dodatkowo pojawił się ból paliczków dalszych i środkowych podczas zginania palców... Nie wiem czy tak powinno być czy nie. Jutro mamy wizytę w klinice to się zapytam.
Tak samo mam zamiar jutro porozmawiać o kolejnej procedurze - czy to wszystko ma w ogóle jakiś sens. Mój mąż mówi, że jeszcze są te szczepienia, które nam kiedyś proponowali a potem na accofil zamienili. Ale raz - nie wiem, czy chce sobie jeszcze bardziej organizm niszczyć, a dwa - najpierw muszą mi wszystkie siniaki zniknąć, które się po ostatnich pobraniach krwi pojawiły, no i ogólnie żyły muszą odpocząć bo znowu mam zrosty...

Ostatnio dużo myślę, może nawet za dużo. W rozmowach z mężem powracamy do tematu adopcji, tylko... o ile jakiś czas temu, gdy podchodziliśmy do szkoleń byłam w miarę zdecydowana, tak teraz... Teraz nie jestem pewna czy to droga dla mnie. Strasznie się waham. Mąż twierdzi, żebym nie podejmowała żadnej decyzji. Zresztą i tak póki się nie przeprowadzimy to akceptacji nie dostaniemy. Do przeprowadzki z rok czasu został, więc czasu na przemyślenia i rozważania dużo.
Ale to ostatnie podejście do in-vitro uświadomiło mi jedno - ja jeszcze nie odżałowałam straty. Ciągle mam nadzieję, chodź jest ona bardzo mała, na biologiczne potomstwo. A przecież podchodząc do adopcji człowiek powinien być pogodzony ze stratą biologicznych dzieci, aby w pełni móc zaakceptować adopcyjne. Tylko nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie zaakceptować moją bezpłodność...


Samopoczucie na dziś - ujemne, ale tym razem powoli zbliża się do 0.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 29 października 2021, 09:31

Czuję się... Nijak... Lekkie mdłości ale nie wiem czy faktyczne czy "urojone". Nic mi się nie chce. Takie zawieszenie. Zrobiłabym jakiś trening solidny ale się powstrzymuje... Kawy nawet nie pije, jakoś mnie odrzuca. Organizm szaleje... Jadę właśnie na kolejną betę a w przyszłym tyg planuje USG... Ah no i wyjeżdżam dziś na "długi weekend", trochę się boje,że zacznę krwawić na wyjeździe. Przy wiosennym poronieniu miałam tak,że "zalalam" łóżko u teściów, tak mocno krwawilam... Nieapetyczne ale prawdziwe...

U mnie wszystko po staremu. Odpoczywam sobie. Wczoraj mąż mi kupił na imieniny książkę potęga podświadomości. Będę chciała sobie ja poczytać.
Ostatnio kupiłam fajne jeansy a teraz szukam butów. Ale nic fajnego mi się nie trafia.
Mąż znalazł nową pracę zaczyna od wtorku. Mam nadzieję że ta będzie ok. Umowa przez agencję na 3 miechy potem się okaże. Mój się smieje, że go wywala jak mamy w styczniu podchodzić do ivf. Czas pracy każe co będzie.
Boję się i to masakrycznie. Będę obstawiona lekami ale czy to pomoże.
A dziś nowość zaczyna mnie pobolewac gardło. No proszę czyżby cos mnie rozbierało. Głows mnie boli, zobaczymy jak organizm będzie się bronić.
Może jednak nie mam już odporności jak dawniej. Może jednak te sterydy brane rok temu obniżyły mi ją. Ale znając życie jutro będę zdrowa.
Marzy mi się już grudzień. Lubię ten czas przedświąteczny.
Od poniedziałku chce znów przejść na dietę bez słodkiego. Muszę zdobyć silną wolę. I tak do procedury za wyjątkiem świæt.
Cieszę się że jestem w 10 dc i nie ma ovu. Może wszystko się ustabilizuje 😃

Ida górne czwórki i dolne trójki.
Harmonogram dnia się rozsypał.
W nocy wzbudza się z krzykiem albo... gada. Układa proste zdania z tego co umie już powiedzieć, mąż średnio to kuma ale ja wiem o co chodzi. Np. Pokazuje na kosz z pampersami i mówi mama nunu,be (Bo usilnie probuje wytłumaczyć ze tych budów nie wyciąga się powrotem). Albo budzi się i mówi "ni ma" i cholera wie o co chodzi. I tak w kółko. Jak próbuje uśpić to śpiewa nienienie, puszcza oczko i gada. Albo leci po pilota i celujac w tv śpiewa "Mama mama" nawet to urocze, ale nie o 1 w nocy gdy na drugi dzień trzeba wstać i pracować.
Uznaliśmy z mężem że bez Niej byłoby nudno :)
Z tym że teraz ma temp 38,2, nie chce jeść i śpi na mnie... cala resztę trzeba odpuscic

Cholerna @ przyłaź, a nie jak na złość się spóźniasz i mi działasz na nerwy :/ miałam od dzisiaj zacząć immunosupresje to okres stwierdził,że regularnie się nie pojawi i o,tyle z tego mam. Pewnie stres mi znowu wszystko pomieszał w organiźmie, a dla mnie każdy dzień jest na wagę złota :( p.s w ciąży nie jestem :p

Sheelie Moje życie 19 października 2023, 22:35

Hejka .

Dzisiaj byłam u ginekologa i wszystko jest wporzadku ale zaczęło mnie to zastanawiać.. a mianowicie długość mojej szyjki.
4 tygodnie temu miał 6 cm coś szyjkę.
Teraz mam 3.50 cm czy to z szybko się skróciła? Czy jakoś inaczej mierzył ta szyjkę czy coś?
Proszę doinformujcie mnie jakoś czy to dobrze czy źle ?
Lekarz powiedział że mieści się w normie i że jest spoko. Szyjka jest zamknięta .

Marti... Goniąc czas 18 października 2019, 14:14

Ciekawy artykuł, podnoszący na duchu mamy planujące tylko jedno dziecko.
https://www.focus.pl/artykul/jak-wychowac-jedynaka?page=1

A ja dziś zalpost robię. strasznie mnie zdenerwowala jedna laska w pracy. ogolnie nie lubie jej od zawsze, ale nigdy tego nie okazywalam. spotkalysmy sie w kuchni i z grzecznosci zapytalam, jak tam jej corka (jest o ponad pol roku starsza od mojej), czy choruje, bo sezon na gila rozpoczety itp. a ona na to z pogardliwym wzrokiem odparla, ze jej dziecko nigdy nie chorowalo i nie wie co to znaczy. ja na to, no tak ona do zlobka nie chodzi, to nie ma tez kontaktu z wirusami jak dzieci zlobkowe. a ta do mnie. no ja nie popieram zlobka i nie wyobrazam sobie poslac dziecka do takiej instytucji.... tematu nie ciagnelam, poszlam sobie, bo kawa gotowa. nie mialam ochoty dyskutowac.

ale sie wkurwilam na maksa i poczulam jak najgorsza matka. po pierwsze dzieci, ktore sa w domu z nianiami itd, tez choruja. jakos mi sie wierzyc nie chce, ze przez dwa lata jej dziecko nie mialo nawet kataru. dla mnie sciema. po drugie. rozumiem , ze nie kazde dziecko nadaje sie na zlobek i ta instytucja nie jest dla kazdego. ale ja nie krytykuje jej za to, ze nie socjalizuje swojego dziecka, ktore pewnie wyrosnie na tak zadzierajaca nosa panne jak jej mamusia.... do tego uwazam, ze poza chorobami zlobek ma duzo zalet jesli dziecko sie w nim zaadaptuje i moja corka jest tego przykladem.

ale dla mnie to kolejny przyklad jak matka matce wilkiem. a ja tylko chcialam grzecznie zagadc. jak nie ma o czym, to wiadomo o dzieciach... a po 2 minutach rozmowy odechcialo mi sie wszystkiego.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 października 2019, 14:20

Kd_eye Dlaczego ja nie moge zajsc w ciaze? 18 października 2019, 15:22

Dawno mnie tutaj nie bylo. Tak jak obiecalam tak tez zrobilam, usunelam moja aplikacje z telefonu, bo nie chce wiedziec kiedy bedzie owulacja, @.....nie zapisuje temperatury ani nic. Musze, przyznac, ze troche mnie to zrelaksowalo, ale tak do konca to nie da sie wylaczyc. Jak zobacze kogos w ciazy to jednak troszke mnie sciska. Moja sasiadka urodzila synka (42 lata + naturalna ciaza) i ciezko mi sie przemoc, zeby isc z prezentem i jej pogratulowac. Nawet moj maz mi wczoraj sie pytal kiedy pojdziemy, a ja wiem, ze to odkladam na pozniej i pozniej.
Czas spedzony w domu dobrze mi zrobil, aczkolwiek czesciej chcialo mi sie plakac....chyba tego potzebowalam. Moi rodzice sa wspaniali, jak zobaczyli, ze mi jest tak przykro to nawet powiedzieli " w dupie z tym wszystkim, nie chcemy zebys sie tak zamartwiala" Co ja bym bez nich zrobila????
Moj maz nadal szuka pracy i jak na razie w jego dziedzinie ciezko z ta pracuje. Bardzo mi to spokoju nie daje, dobrze, ze jeszcze mamy 2 miesiace.
Od przyszlego zapisalam sie znanej lekarki w Londynie (poznalam ja przez moja prace), ktora jest specjalista przy nieplodnosci. To nie sa metody konwecjonalne, bo jest lekarzem medycyny Wschodu ale jest rowniez lekarzem konwecjonalnym. Zaczne procedure relaksujaca czyli polaczenie akupunktury i ziola Chinskie. Czy to zadziala? Kto to wie????
Byl z nia wywiad w TV i opinie ma rewelacyjnie, ale wiemy, ze kazda osoba jest inna i bedzie reagowac inaczej.
Nie nalezy to do najtanszych przyjemnosci, bo jedna wizyta to ok 1000zl, ale mam nadzieje, ze dzieki temu przygotuje moje cialo na IVF.
A teraz wracam do pracy, bo pare godzin zostalo a potem kochane weekend i manifestacja w Londynie przeciwko Brexitowi.....................juz nie moge tego sluchac :)

Wiki Czekając i żyjąc...żyjąc i czekając... 18 października 2019, 17:44

Piątek 16 dc / 27 cs

Ku pamięci :
- Wizyta w klinice - pęcherzyk pękł ( obstawiam środa, specyficzny ból)
- endo 8 mm na dnie - bez rewelacji :(
- kontynuacja estrofemu 1x1, luteina podjezykowo 2x2

Teraz czekanie i czekanie... Obecnie na plamienia, powinny zawitać w poniedziałek lub wtorek. Jakoś nie wierzę aby estrofem zadziałał, bo luteina nie radzi sobie z nimi, to już wiem.
Życie to ciągle czekanie, na coś, na kogoś... Nie jestem cierpliwa, ale życie i niepłodność uczy mnie jej.
Weekend spędzę na dokształcaniu zawodowym, cóż taką sobie wybrałam ścieżkę, więc muszę nadążać za nauką ;) Przynajmniej choć przez chwilę moje myśli będa skierowane gdzie indziej. Z tego się cieszę. Zatem weekend czas zacząć! :)

19 cykl starań - jakich starań, nawet nie można powiedzieć, że się staramy, bo tylko czekamy kiedy będzie można zrobić dalsze badania.
Psychicznie coraz gorzej to znoszę, najgorzej jest gdy wieczorami jestem sama, kiedy mąż dłużej pracuje... Zapisałam się na siłownie, żeby oderwać się od myślenia i zrobić coś dla siebie ale gdy wracam do domu wszystko wraca. Czy kiedyś to się zmieni?

11dc
Wczoraj dowiedziałam się o urlopie. Nie chciałam iść, ale niech będzie od poniedziałku będę odpoczywać, dajmy na to.
Wracam do pracy dopiero 29 października we wtorek.
Już dzisiaj zapisałam się do fryzjera, mąż nic nie wie, a będę troszkę lodcinala aby układały mi się lepiej włosy, oraz zrobię ombre + kolor "siwy" hehe jestem brunetka ciemna, więc uprzedziła mnie moja fryzjerka że będzie trzeba mocno rozjaśnić~ ale nie mam czarnych, żeby nikt nie pomyślał. 😋Potrzebuje jakiejś zmiany i mamie powiedziałam że mnie we wt nie będzie u babci, i jak chce na grzyby jechać to żeby wtorku nie wybrała, bo nie będzie mnie.
Poza tym nic ciekawego, mąż chce w listopadzie oddać auto do mechanika aby silnik robić ~ olej bierze wrrr a przez to turbina będzie co rok robiona. Więc z dwojga złego lepiej silnik robić niż co roku płacić po 2 tys lub więcej.
28 października mam rezonans. KREATYNINE mam zrobiona jest w normie. Także teraz tylko czekać na rezonans a później na wyniki w połowie listopada. I oby wyjaśniło się co mnie tak łopatka boli, że bez przeciwbólowych ani rusz.
W styczniu idę na cytologie, chyba że coś się zmieni.

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 18 października 2019, 20:53

Będzie kolejny wpis bo mam wenę i potrzebę napisania tego, co mi siedzi w głowie. Jak zaszłam w ciążę miałam nadzieję, że moje życie się poukłada "po dziecku". Nie, że będę bardziej zorganizowana, tylko będzie jakoś tak przewidywalniej, stabilniej, bez tego ciągłego zastanawiania się co mnie za chwilę spotka. Że będzie dziecko, praca, dom się zbuduje, będę kosić trawnik i pić kawę na tarasie. A tu, że się tak wyrażę, dupa. I nie, że domu nie ma czy coś, bo będzie i to jest jedyna rzecz, która mi nie zaprząta głowy. Dotarło do mnie, że dopóki nie zamknę sprawy z zarodkami (wziąć? oddac? wywieźć za granicę i zniszczyć?), to nadal będę trwac w takim zawieszeniu, rozkroku. A tu żyć trzeba, a nie cały czas na coś czekać. A ja czekam i to jest fujowe.

12 dc, 7 dni do transferu
(Estrofem 3x1)

Emocjonalnie byłam nastawiona na 2 zarodki i tyle by na moje życzenie podano. Uparta jestem, nie lubię kiedy coś mi się narzuca (nawet kiedy robi to lekarz), jednak lekarz dał wybór i pewnie zupełnie nieświadomie zasiał ziarno niepewności, powiedział że "podanie dwóch zwiększa szanse na ciąże, ale mam bardzo ładne zarodki, podałby jeden, bo przy dwóch jest 10% szans na ciążę bliźniaczą, ale oczywiście jeżeli będę chciała podadzą dwa". Powiedział to w taki sposób jakby ciąża bliźniacza była najgorszą rzeczą na ziemi. Zaczęłam czytać publikacje medyczne i statystyki, ryzyko poronień mocno rośnie, zaczęłam się zastanawiać co jeżeli znowu stracę ciążę. Myślę, że zastanawiałabym się do końca życia, czy było to spowodowane ilością zarodków, a przecież zależy nam na powiększeniu rodziny o dziecko, ale nie koniecznie na ciąży bliźniaczej (przynajmniej nie z własnej woli).

Jeżeli jest tam TEN, który z nami zostanie, to na nas poczeka, tak jak my poczekamy na niego. Stwierdziłam, że lepiej podawać zarodki pojedynczo. W końcu mamy ich 7 i tu pojawił się kłopot, zarodki miały być mrożone parami (czyli 3x podwójnie i 1x pojedynczo), pomyślałam że jak teraz podamy jeden i się uda to potem co? Zawsze chcieliśmy mieć dwoje dzieci, czy przy staraniu o drugie dziecko rozmrozimy dwa zarodki i podamy jeden, żeby nie mieć trojga dzieci? Nie pasował mi taki pomysł zupełnie.. a może da się ponownie zamrozić zarodek. Zadzwoniłam do embriologa, a tu niespodzianka! Zamrozili 5 samodzielnie ze względu na ich jakość i te 2 nieco słabsze w dwupaku. Kamień z serca. Decyzja podjęta. Podajemy jeden zarodek.

Dzięki Dziewczyny za wsparcie, rady (każdą dobrze przemyślałam) i pomoc w podjęciu decyzji <3

Poziomka6 Wieczne czekanie 20 października 2019, 09:30

Nie myślałam, że tego dożyje. Wiecie co w końcu jest mi wszystko jedno. Tak już mnie nie obchodzi czy nam się uda czy nie. Nie wierzyłam, ze kiedyś osiągnę ten stan. Oby trwał jak najdłużej, bo z opowieści innych kobiety wnioskuję, że będą kiedyś nawroty "niepochamowanej chęci posiadania dziecka". Oby nie.
Wczoraj dowiedziałam się, że w Krakowie wycofali się z dofinansowania do in vitro. Dlatego tez obawiam się, że rząd na swojej drugiej kadencji zakaże in vitro lub utrudni do niego dostęp. Dlatego nieważne czy dostaniemy dofinansowanie czy nie jesli da radę to w styczniu próbujemy, bo w krótce moze okazać się, że nawet za swoje pieniądze in vitro w Polsce się nie zrobi. Teraz czekam na usunięcie polipa. Obym jakoś wytrzymała, bo nie będie znieczulenia ogólnego. Amoże inaczej, oby okres przyszedł na czas abym mogła wogóle usunąc tego polipa.

Lalala Muszę uzbroić się w cierpliwoć. 19 października 2019, 22:24

Dzisiaj mam doła :-( wiem, że nie mogę zakładać najgorszego i że nasza sytuacja nie jest beznadziejna, przynajmniej jeszcze o tym nie wiemy, bo dopiero jesteśmy na początku ścianki do ostatecznej diagnozy. Ale przeraża mnie myśl, że na nasze upragnione dziecko być może będziemy musieli poczekać jeszcze rok, dwa, pięć... Tak bardzo czekałam do ślubu tylko po to, żeby w końcu moglo pojawić się dziecko. Gdybym była młodsza być może byłabym spokojniejsza. Ale chciałabym być naszym dzieckiem jak najdłużej... Na moją miłość musiałam niestety trochę poczekać. I nie wyobrażam sobie, żeby ktoś inny mógłby być ojcem mojego dziecka.

Ostatnio jestem w kiepskiej formie psychicznej, plan z fitnessem działa tylko na krótką metę. Pół weekendu przepłakałam, boje się, że mogę sama sobie nie poradzić z tematem. Mąż dzisiaj rozmawiał z bratem przez telefon, jego brat powiedział, że to przecież żadna tragedia. To jakby sztylet w moje serce. Jak ludzie nie rozumieją co to znaczy bezpłodność ...


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 października 2019, 22:00

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)