Hej.
Dni leca tak szybko ze nawet nie wiem kiedy co i jak. Jutro mamy szczepienie. Mamy problem z kupa. Maly robi od tyg raz na dwa dni lepka zielona... Jutro rozmowa z pediatra o tym. Moze to mleko nie sluzy mu. Moze to od espumisanu bo mielismy male kolki przez trzy wieczory i dawalam malemu. Kupilam tez delicol i od wczoraj dostaje do mm.
Starszy daje popalic. Czasem nerwy mi puszczaja. Dzis juz sobie poplakalam bi nie chce jesc. Dwoje sie i troje zeby zjadl obiad a on dwie lyzeczki i pisk wrzask
no ale ulzylo mi po tym troche a on zjadl ze mna moja zupe ehh.
Jest kupa roboty z nimi. Kacperek lubi na rekach. Nie chce sam lezec w lozeczku. Nudzi mu sie. Dzis lezal na macie na podlodze. Juz zaczyna za zabawkami sie rozgladac. Ale co z tego jak ja musze siedziec obok bo Bartus jest nie obliczalny i moglby mu zrobic krzywde nieswiadomie oczywiscie.
Czasem mysle ze mielismy poczekac z druga dzidzia zeby Bartus byl starszy o rok. Mialabym lzej... No ale nie zaluje bo kocham te moje synki. I dla nich duzo zniose.
Zaczelam sie odchudzac. Jem zupy. Staram sie jakos sie ogrnac do chrzcin. Moze zleci pare kg
Za kilka dni minie 2 lata odkąd nasze dziecko odeszło do Aniołków....
2 długie lata a ja mam wrażenie jakby to było 2 miesiące temu (nie wiem kiedy ten czas minął). I wiecie co ? .... dopiero teraz zaczynam wracać do siebie, zaczynam powoli myśleć inaczej, zaczynam oswajać się z myślą, że nigdy być może nie będzie mi dane zostać mamą.... nie jest to łatwe ale w pewnym momencie trzeba powiedzieć: STOP. KONIEC. Inaczej człowiek zwariuje..a ja chcę żyć normalnie dla MĘŻA, dla NAS 
Stałam się zobojętniała na świat i ludzi, cieszę się moim domem, moim mężem i naszym życiem razem. Dostrzegam małe rzeczy, których wcześniej nie wiedziałam.
Tak jak pisałam wcześniej - po raz kolejny zmieniłam lekarza i chyba oboje z mężem stwierdziliśmy, że to ostatni lekarz...specjalizuje się w niepłodności (sam walczył kilkanaście lat o ty aby być ojcem, a jego żona aby być mamą) i teraz mają 3 córeczki.... w dodatku jest naprotechnologiem.....jeżdżą do niego pary z całej Polski z obszernymi teczkami A4 (dokumentacja medyczna) w kolorze zielonym..... hmm...zbieg okoliczności ale ja też do niego chodzę z taką teczką w tym samym kolorze.... chyba każdy pokłada NADZIEJĘ, w lekarzu i w kolorze zielonym hihi 
Nie wiem co przyniesie czas i najbliższe miesiące - chyba nie czekam już na nic specjalnie ale walczę ...jeszcze walczę.
No a teraz zbieram się do pracy.
Miłego dnia 
21 dc
Gdzie ta owulacja? Czekam na owulacje, żeby móc zbadać komórki nk... W czwartek byłam w klinice sprawdzić czy jestem już po owulacji a tu nic... W pon muszę znowu iść na krew. Strasznie mnie to irytuję, że nawet dalszych badań nie mogę zrobić
Mąż poprosił mnie żebym zbadała jeszcze tsh bo jestem bardzo płaczliwa. Myślę, że może mieć racje, ostatnio nie czuje się najlepiej. Robiłam dziś test owulacyjny i nic na nim nie widać. O co chodzi?!
Jestem zrezygnowana, tyle nadziei wiązałam z tym in vitro. 2 próby zakończone fiaskiem 😰 kolejne porażki w moim życiu, czasami zastanawiam się ile jeszcze przede mną. Pękło mi ❤️, nie!!!!ono rozpadło się na 1000 kawałków. 💔💔💔💔 Nie mam już siły płakać nie umiem być silna nie pozbieram się już nie mogę więcej znieść ciosów od życia.
Nic mnie nie cieszy , zakładam maskę na codzien udaję że nic się złego nie wydarzyło a tak naprawdę wewnętrznie cierpię. Jestem wściekła nie mam wiary nadziei i pieniędzy na dalszą walkę.
Nie mam z kim porozmawiać jak bardzo cierpię , rodzina już nawet nie pyta jak sytuacja bo już dawno przestali wierzyć w cud.
5 lat walki, 5 lat ciągłych wizyt, 5 lat brania leków, 5 lat monitorowania cykli, 5 lat ile jeszcze ??????? Jestem nic nie warta nie zasługuje na życie zmarnowałam je , nie chcę dalej udawać
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 października 2019, 21:14
16.05 byliśmy na badaniu nasienia. Wyniki niestety za 2-3 tygodnie oczywiście zostaną wyslane do GP, tak więc nawet ich nie zobaczymy 😐, jedynie jesli będą nieprawidłowe to wtedy zadzwonia z przychodni i powiedzą co dalej... Co do samej wizyty, J ma traumę! Wszystko po szkocku, czyli warunki zapewnione pacjentowi przerażają. Mowi ze jak tam wszedł, to chciał uciec! Zero prywatności, czy klimatu sprzyjającego do... wiadomo czego 😅. Zamiast osobnego pokoiku jakas kabina, z oknem-gdzie sam kombinował jak zaciągnąć rozpadajacą sie rolete, ani muzyczki, ani gazetki, ani TV! Nic! Jak w jakimś barowym klopie! 😵 Jak juz w końcu sie przełamał i podjął walkę, to nagle kolejny pacjent chwyta za klamkę! Po chwili obok przechodzą sobie pielęgniarki i paplają jak by to byl piknik. Myslslam, ze nigdy nie wyjdzie z tej przychodni. Jak wyszedł to byl purpurowy na twarzy 😅😵 powiedzial, ze nigdy wiecej jego noga tam nie postanie, choć nie byla bym tego taka pewna 😅😶. Tego samego dnia juz nawet nie bylo ❤️, bo miał popsutą głowę. Nadrobił dzień później.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 maja 2023, 09:57
Jesteśmy po wizycie. Doktor bardzo rzeczowy i na spokojnie wytłumaczył nam cały problem. Otóż nawodnienie, wysiłek fizyczny itp. w bardzo małym stopniu mają wpływ na upłynnienie. Problem leży w tym, że prostata nie produkuje jakiegoś enzymu lub produkuje go za mało. Może to być czasowe lub stałe. My zrobiliśmy domowy test po 3 dniach od odebrania wyników i wg nas nasienie się upłynniło, ale lekarz stwierdził że nie (nagraliśmy filmik i pokazaliśmy go). Sperma powinna być dosłownie jak woda. U nas tak nie było
czyli problem jest raczej stały. Przepisał jakieś czopki, zalecił pić acc max 2-3 dni przed owulacją i próbować. W międzyczasie mamy zrobić szczegółowe badania i posiew nasienia. Czyli jakiś plan jest. Ogólnie radził, żeby nie traktować tego problemu w takiej kategorii, że jesteśmy bezpłodni, bo upłynnienie zmniejsza szansę na ciążę, ale jej nie wyklucza. Mówił, że miał pacjentów z takim upłynnieniem i wyszła z tego ciąża. Oczywiście, wszystko jest możliwe... Ale szansę niestety są mniejsze
Oprócz tego zbadał męża i nie ma żadnych żylaków, prostata raczej też w normie.
Następnym krokiem byłaby inseminacja... Mam mieszane uczucia. Z jednej strony wiemy na czym stoimy. Z drugiej, miałam nadzieję, że jednak to upłynnienie było jednorazowym przypadkiem.
I na koniec jego porada: po seksie mam nie wstawać do łazienki, tylko od razu iść spać (z nasieniem we mnie).
12dc
W poniedziałek miałam histeroskopię. Cieszę się, że się odważyłam - to dzięki wsparciu kochanych dziewczyn z forum
- i zdecydowałam na to badanie. Które w trakcie przekształciło się w mały zabieg, bo dr usunął dwa małe polipy. Pol dnia w szpitalu i do domu. Wypis mam odebrać za około dwa tygodnie, jak będzie wynik badania histopatologicznego tych wycinków (zakładam, że raczej wszystko ok, cytologie miewam zawsze dobrą; zobaczymy). Czekamy - nie było to w znieczuleniu ogólnym tyko normalnie, dostałam przeciwbólowo czopek i jakąś tabletkę
troooochę pomogło na pewno, no ale ból jednak jakiś tam był..
Lekarz powiedział, że te polipy też mogły w jakiś sposób utrudniać zajście w ciążę. W naszym wypadku na pewno głównym czynnikiem jest jakość nasienia, ale mimo wszystko dobrze, że już ich nie mam 
Czekamy na termin operacji męża, na razie konkretnej daty nie mamy, ciągle jest info, że już wkrótce. Zobaczymy
5tc+0
Zaczynamy 6 tydzień!
Do wizyty zostały 3 tygodnie..
Objawów brak, ale to u mnie chyba standard.
Oby te święta były dla nas wyjątkowe
7+2 tc
Jest serduszko, wszystko ok.
@Pinka - nie mamy już mrozaczków. Musimy całą procedurę od nowa przejść...
Po woli wracam do jako takiej normy, hormony się normują, humor lekko się poprawia. Niestety pojawił się inny problem.
Jak zaczynałam brać accofil to strasznie bolały mnie kości miednicy, ale wyczytałam że to jeden z typowych skutków ubocznych. Lekarz stwierdził, że jak będzie bardzo bolało to paracetamol mogę wziąć. Na szczęście wtedy się obeszło bez - po prostu samo z siebie przestało boleć. Założyłam, że ból musiał się pojawić przy określonym stężeniu, jak się zwiększyło to minął. No a teraz stężenie maleje i ból wrócił... I to znaczne większy i dłużej trwający. Dodatkowo pojawił się ból paliczków dalszych i środkowych podczas zginania palców... Nie wiem czy tak powinno być czy nie. Jutro mamy wizytę w klinice to się zapytam.
Tak samo mam zamiar jutro porozmawiać o kolejnej procedurze - czy to wszystko ma w ogóle jakiś sens. Mój mąż mówi, że jeszcze są te szczepienia, które nam kiedyś proponowali a potem na accofil zamienili. Ale raz - nie wiem, czy chce sobie jeszcze bardziej organizm niszczyć, a dwa - najpierw muszą mi wszystkie siniaki zniknąć, które się po ostatnich pobraniach krwi pojawiły, no i ogólnie żyły muszą odpocząć bo znowu mam zrosty...
Ostatnio dużo myślę, może nawet za dużo. W rozmowach z mężem powracamy do tematu adopcji, tylko... o ile jakiś czas temu, gdy podchodziliśmy do szkoleń byłam w miarę zdecydowana, tak teraz... Teraz nie jestem pewna czy to droga dla mnie. Strasznie się waham. Mąż twierdzi, żebym nie podejmowała żadnej decyzji. Zresztą i tak póki się nie przeprowadzimy to akceptacji nie dostaniemy. Do przeprowadzki z rok czasu został, więc czasu na przemyślenia i rozważania dużo.
Ale to ostatnie podejście do in-vitro uświadomiło mi jedno - ja jeszcze nie odżałowałam straty. Ciągle mam nadzieję, chodź jest ona bardzo mała, na biologiczne potomstwo. A przecież podchodząc do adopcji człowiek powinien być pogodzony ze stratą biologicznych dzieci, aby w pełni móc zaakceptować adopcyjne. Tylko nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie zaakceptować moją bezpłodność...
Samopoczucie na dziś - ujemne, ale tym razem powoli zbliża się do 0.
Czuję się... Nijak... Lekkie mdłości ale nie wiem czy faktyczne czy "urojone". Nic mi się nie chce. Takie zawieszenie. Zrobiłabym jakiś trening solidny ale się powstrzymuje... Kawy nawet nie pije, jakoś mnie odrzuca. Organizm szaleje... Jadę właśnie na kolejną betę a w przyszłym tyg planuje USG... Ah no i wyjeżdżam dziś na "długi weekend", trochę się boje,że zacznę krwawić na wyjeździe. Przy wiosennym poronieniu miałam tak,że "zalalam" łóżko u teściów, tak mocno krwawilam... Nieapetyczne ale prawdziwe...
U mnie wszystko po staremu. Odpoczywam sobie. Wczoraj mąż mi kupił na imieniny książkę potęga podświadomości. Będę chciała sobie ja poczytać.
Ostatnio kupiłam fajne jeansy a teraz szukam butów. Ale nic fajnego mi się nie trafia.
Mąż znalazł nową pracę zaczyna od wtorku. Mam nadzieję że ta będzie ok. Umowa przez agencję na 3 miechy potem się okaże. Mój się smieje, że go wywala jak mamy w styczniu podchodzić do ivf. Czas pracy każe co będzie.
Boję się i to masakrycznie. Będę obstawiona lekami ale czy to pomoże.
A dziś nowość zaczyna mnie pobolewac gardło. No proszę czyżby cos mnie rozbierało. Głows mnie boli, zobaczymy jak organizm będzie się bronić.
Może jednak nie mam już odporności jak dawniej. Może jednak te sterydy brane rok temu obniżyły mi ją. Ale znając życie jutro będę zdrowa.
Marzy mi się już grudzień. Lubię ten czas przedświąteczny.
Od poniedziałku chce znów przejść na dietę bez słodkiego. Muszę zdobyć silną wolę. I tak do procedury za wyjątkiem świæt.
Cieszę się że jestem w 10 dc i nie ma ovu. Może wszystko się ustabilizuje 😃
Ida górne czwórki i dolne trójki.
Harmonogram dnia się rozsypał.
W nocy wzbudza się z krzykiem albo... gada. Układa proste zdania z tego co umie już powiedzieć, mąż średnio to kuma ale ja wiem o co chodzi. Np. Pokazuje na kosz z pampersami i mówi mama nunu,be (Bo usilnie probuje wytłumaczyć ze tych budów nie wyciąga się powrotem). Albo budzi się i mówi "ni ma" i cholera wie o co chodzi. I tak w kółko. Jak próbuje uśpić to śpiewa nienienie, puszcza oczko i gada. Albo leci po pilota i celujac w tv śpiewa "Mama mama" nawet to urocze, ale nie o 1 w nocy gdy na drugi dzień trzeba wstać i pracować.
Uznaliśmy z mężem że bez Niej byłoby nudno 
Z tym że teraz ma temp 38,2, nie chce jeść i śpi na mnie... cala resztę trzeba odpuscic
Cholerna @ przyłaź, a nie jak na złość się spóźniasz i mi działasz na nerwy
miałam od dzisiaj zacząć immunosupresje to okres stwierdził,że regularnie się nie pojawi i o,tyle z tego mam. Pewnie stres mi znowu wszystko pomieszał w organiźmie, a dla mnie każdy dzień jest na wagę złota
p.s w ciąży nie jestem :p
Hejka .
Dzisiaj byłam u ginekologa i wszystko jest wporzadku ale zaczęło mnie to zastanawiać.. a mianowicie długość mojej szyjki.
4 tygodnie temu miał 6 cm coś szyjkę.
Teraz mam 3.50 cm czy to z szybko się skróciła? Czy jakoś inaczej mierzył ta szyjkę czy coś?
Proszę doinformujcie mnie jakoś czy to dobrze czy źle ?
Lekarz powiedział że mieści się w normie i że jest spoko. Szyjka jest zamknięta .
Trochę ochłonęłam od ostatniego wpisu...
Myślę pozytywnie, pojutrze mam lekarzy.
Dodatkowo w czw mam również wizytę w poradni niepłodności w szpitalu.
Szprycuje lubego witaminami. Z pokorą wszystko przyjmuje, widzę, że jest też zmotywowany.
Przybiły go te wyniki, ale próbuje go podbudowywać.
Nie ma łatwo, trzeba działać jak się chce.
Czasu coraz mniej.
Ciekawy artykuł, podnoszący na duchu mamy planujące tylko jedno dziecko.
https://www.focus.pl/artykul/jak-wychowac-jedynaka?page=1
A ja dziś zalpost robię. strasznie mnie zdenerwowala jedna laska w pracy. ogolnie nie lubie jej od zawsze, ale nigdy tego nie okazywalam. spotkalysmy sie w kuchni i z grzecznosci zapytalam, jak tam jej corka (jest o ponad pol roku starsza od mojej), czy choruje, bo sezon na gila rozpoczety itp. a ona na to z pogardliwym wzrokiem odparla, ze jej dziecko nigdy nie chorowalo i nie wie co to znaczy. ja na to, no tak ona do zlobka nie chodzi, to nie ma tez kontaktu z wirusami jak dzieci zlobkowe. a ta do mnie. no ja nie popieram zlobka i nie wyobrazam sobie poslac dziecka do takiej instytucji.... tematu nie ciagnelam, poszlam sobie, bo kawa gotowa. nie mialam ochoty dyskutowac.
ale sie wkurwilam na maksa i poczulam jak najgorsza matka. po pierwsze dzieci, ktore sa w domu z nianiami itd, tez choruja. jakos mi sie wierzyc nie chce, ze przez dwa lata jej dziecko nie mialo nawet kataru. dla mnie sciema. po drugie. rozumiem , ze nie kazde dziecko nadaje sie na zlobek i ta instytucja nie jest dla kazdego. ale ja nie krytykuje jej za to, ze nie socjalizuje swojego dziecka, ktore pewnie wyrosnie na tak zadzierajaca nosa panne jak jej mamusia.... do tego uwazam, ze poza chorobami zlobek ma duzo zalet jesli dziecko sie w nim zaadaptuje i moja corka jest tego przykladem.
ale dla mnie to kolejny przyklad jak matka matce wilkiem. a ja tylko chcialam grzecznie zagadc. jak nie ma o czym, to wiadomo o dzieciach... a po 2 minutach rozmowy odechcialo mi sie wszystkiego.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 października 2019, 14:20
Dawno mnie tutaj nie bylo. Tak jak obiecalam tak tez zrobilam, usunelam moja aplikacje z telefonu, bo nie chce wiedziec kiedy bedzie owulacja, @.....nie zapisuje temperatury ani nic. Musze, przyznac, ze troche mnie to zrelaksowalo, ale tak do konca to nie da sie wylaczyc. Jak zobacze kogos w ciazy to jednak troszke mnie sciska. Moja sasiadka urodzila synka (42 lata + naturalna ciaza) i ciezko mi sie przemoc, zeby isc z prezentem i jej pogratulowac. Nawet moj maz mi wczoraj sie pytal kiedy pojdziemy, a ja wiem, ze to odkladam na pozniej i pozniej.
Czas spedzony w domu dobrze mi zrobil, aczkolwiek czesciej chcialo mi sie plakac....chyba tego potzebowalam. Moi rodzice sa wspaniali, jak zobaczyli, ze mi jest tak przykro to nawet powiedzieli " w dupie z tym wszystkim, nie chcemy zebys sie tak zamartwiala" Co ja bym bez nich zrobila????
Moj maz nadal szuka pracy i jak na razie w jego dziedzinie ciezko z ta pracuje. Bardzo mi to spokoju nie daje, dobrze, ze jeszcze mamy 2 miesiace.
Od przyszlego zapisalam sie znanej lekarki w Londynie (poznalam ja przez moja prace), ktora jest specjalista przy nieplodnosci. To nie sa metody konwecjonalne, bo jest lekarzem medycyny Wschodu ale jest rowniez lekarzem konwecjonalnym. Zaczne procedure relaksujaca czyli polaczenie akupunktury i ziola Chinskie. Czy to zadziala? Kto to wie????
Byl z nia wywiad w TV i opinie ma rewelacyjnie, ale wiemy, ze kazda osoba jest inna i bedzie reagowac inaczej.
Nie nalezy to do najtanszych przyjemnosci, bo jedna wizyta to ok 1000zl, ale mam nadzieje, ze dzieki temu przygotuje moje cialo na IVF.
A teraz wracam do pracy, bo pare godzin zostalo a potem kochane weekend i manifestacja w Londynie przeciwko Brexitowi.....................juz nie moge tego sluchac 
Piątek 16 dc / 27 cs
Ku pamięci :
- Wizyta w klinice - pęcherzyk pękł ( obstawiam środa, specyficzny ból)
- endo 8 mm na dnie - bez rewelacji 
- kontynuacja estrofemu 1x1, luteina podjezykowo 2x2
Teraz czekanie i czekanie... Obecnie na plamienia, powinny zawitać w poniedziałek lub wtorek. Jakoś nie wierzę aby estrofem zadziałał, bo luteina nie radzi sobie z nimi, to już wiem.
Życie to ciągle czekanie, na coś, na kogoś... Nie jestem cierpliwa, ale życie i niepłodność uczy mnie jej.
Weekend spędzę na dokształcaniu zawodowym, cóż taką sobie wybrałam ścieżkę, więc muszę nadążać za nauką
Przynajmniej choć przez chwilę moje myśli będa skierowane gdzie indziej. Z tego się cieszę. Zatem weekend czas zacząć! 
19 cykl starań - jakich starań, nawet nie można powiedzieć, że się staramy, bo tylko czekamy kiedy będzie można zrobić dalsze badania.
Psychicznie coraz gorzej to znoszę, najgorzej jest gdy wieczorami jestem sama, kiedy mąż dłużej pracuje... Zapisałam się na siłownie, żeby oderwać się od myślenia i zrobić coś dla siebie ale gdy wracam do domu wszystko wraca. Czy kiedyś to się zmieni?
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.