no i jak nie było tak nie ma... że psychika potrafi aż tak zablokować człowieka??? w normalnym cyklu wystarczało siknąć na test, zobaczyć I i @ przychodziła momentalnie ale teraz przecież nie będę sikać na test jak 4 dni temu odstawiłam antyki
po 3 dniach gdzie czułam że już za moment tak dzisiaj znowu cały dzień nie czuję żeby miała przyjść w najbliższym czasie... z jednej strony już tyle czekam że niby te kilka dni nie zrobią różnicy ale martwię się bo najpierw 1-3 klinika zamknięta, póżniej 11 i znając moje szczęście będzie kombinowanie kiedy co i jak żeby się wstrzelić
Dziś zaczynamy III trymest ☺️ ❤️
Uwaga - waga 47,7 kg, więc znowu spadek 😐 Nie wiem jakim cudem 🙄 Przecież nie chodzę głodna, a przez ostatnie dni nawet nie ruszam się z mieszkania dalej niż do sklepu osiedlowego, więc co jest grane?
Jednocześnie mam wrażenie, że teraz częściej czuje ruchy Malutkiej. Wcześniej to było 2-3 sesje aktywności w ciągu dnia, a teraz to tak co 2-3 godzinki jakieś przemieszczenia się tam w środku odbywają albo lekkie puk puk. Są to delikatne ruchy, czasami muszę się skupić by je wyczuć, ale jednak są. To by wskazywało, że Malutka rośnie i dlatego jest bardziej wyczuwalna. Ale to by jednocześnie dowodziło, że ja sama chudnę... Jak żyć? 🤷
Na szczęście w pon. wizyta na NFZ, a we wtorek wizytą prywatną, tyle że marne szanse by któryś z lekarzy określił wagę dziecka, bo pani dr nie robi w ramach wizyty usg, a doktorek chyba nie ogarnia aparatu od usg do tego stopnia by to sprawdzić🤦
No i nadal nie potrzebuję poza spodniami ciuchów stricte ciążowych.
Byle nasza Malutka była zdrowa i rosła sobie tam w środku ❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 października 2019, 12:21
Odezwała się dietetyk kliniczna.
U mnie wskazała, że błędem jest jedzenie po treningu 3 dni w tygodniu o bardzo późnej porze - czyli między 21:00 a 22:00. Akurat tak wracałam z zajęć, musiałam coś zjeść. Zaplanowała mi kolacje potreningowe w formie zup kremów. Że będzie to łatwiejsze do strawienia o tej porze dla organizmu. W zakresie supli dodała olej z ogórecznika - nie stosowałam go nigdy do tej pory. I powiedziała, żeby wrócić do oleju z wiesiołka (od 1 dc do dnia owulacji), nawet jak nie poprawi mi parametrów śluzu (u mnie nie działał), to zawiera kwasy GLA, które są istotne dla naszego organizmu. Teraz nie pamiętam dlaczego są one tak istotne. Do tego zmieniła mi markę cynku, na taką która poza cynkiem ma też miedź. Cynk przyjmowany przez dłuższe okresy czasu, wypłukuje miedź i dlatego trzeba ją suplementować. Wiedziałam, że dla Mężusia miedź jest wskazana, ale nie mogliśmy jej nigdzie kupić. Do tego powiedziała, żeby wrócić do mioinozytolu i to w dawce 4000 mg. Na początku naszych "medycznych" starań przyjmowałam inozytol po 2000 mg dziennie, od chyba marca 2019 roku, zmniejszyłam dawkę na 1000 mg dziennie. Od sierpnia 2019 roku już nie brałam, bo się szykowałam do transferu. A po transferze i tak wszystko rypło i nic się nie chciało, więc brałam tylko podstawy. Aaaa, za namową w komentarzu do jakiegoś wcześniejszego wpisu zmieniłam koenzym q10 na ubichinol. Sobie i Mężusiowi.
Babeczka powiedziała, że mioinozytol uwrażliwia tkanki na insulinę i jest szczególnie polecany dla PCOS, bo przywraca owulację - "A jak ja mam regularne okresy i owulacje? Pęcherzyki pękają samoczynnie?" - To i tak mioinozytol podkręca jakość owulacji.
Tu taki artykulik wyszperałam:
https://testosterone.pl/wiedza/inozytol-dzialanie-w-pcos/
Że niby mioinozytol jest bardziej skuteczny niż metformina. A swoją drogą samo leczenie metforminą jest bardziej skuteczne niż leczenie clo!!! (Gdzieś mi się ten artykuł zapodział).
A propos! Ukradłam mamie listek metofrminy 850. Dzielę na pół od ubiegłego wtorku i zażywam sobie z kolacją 425 mg metforminy. Mężowi daję połówkę od czwartku. Zawsze to kilka dni do przodu. Jutro wizyta u Jerzak zobaczymy, co wymyśli. Chcę jej pokazać wyniki glukozy Mężusia, może łaskawie rzuci okiem.
Poza tym zwiększyłam mi dawkę NAC z 500 mg dziennie na 1000 mg dziennie. No i tyle u mnie. Odżywiam się pięknie, w związku z tym, tak jakby nie wiadomo dlaczego tak słaby wynik ivf. Sama przypuszczam, że to może być ta piep.zona wit. D3 i wprowadzenie w błąd przez lekarza.
Jeszcze coś ważnego powiedziała! Żeby nie przyjmować żelaza (raz w roku robię sobie miesięczną kurację, tak 30 mg dziennie przyjmuję). Żelazo wywołuje stres oksydacyjny i nie jest zalecane. A czasem we wskazówkach dnia od ovufriend jest właśnie: "Badania wykazują, że kobiety przyjmujące żelazo szybciej zachodzą w ciążę od tych nieprzyjmujących"
U Mężusia poza płodnością walczymy też o wagę. Na wiosnę, gdy super ściśle dbał o siebie i przestrzegał diety, schudł w talii o 8 cm i w brzuchu 2 cm. Po punkcji dalej brał leki i suple, ale zmniejszył aktywność fizyczną i dietę poluzował. Zrobiłam tabelę podsumowującą wyniki testosteronu i nasienia, wizyty lekarskie oraz zastosowane leczenie. I uwaga: 2 miesiące przed punkcją był już na minimalnych dawkach leków hormonalnych, natomiast aktywność fizyczna i dieta były super wyśrubowane, bo przygotowywał się do ivf. Potem po punkcji leki zostały te same, ale cała reszta uległa pogorszeniu. I co? No gucio przecież. Po tabeli widać (w naszym przypadku) jak istotnym czynnikiem jest sport i ścisła dieta.
Mężuś ma więc ładnie schudnąć. Przy wzroście 183 cm waży 96 kg. Jemu z supli dodała liver refresh, NAC, olejek z wiesiołka, oraz zmieniła cynk na cynk z miedzią. Ma wrócić do zup i koktajli oraz past warzywnych. No nie wiem, może po prostu jak zapłacił, to autorytet dietetyka zapamięta na dłużej (na zawsze?) i będzie się ściśle trzymał. Natomiast - ta dieta jest dużo lepsza niż dieta z akademii płodności - bierze pod uwagę życie. Jego godziny pracy, jego godziny snu, jego godziny aktywności fizycznej. Po prostu konkretnego człowieka. I w porównaniu z dietą z akademii płodności - nie stoi się całe dnie przy garach.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 października 2019, 14:16
SOBOTA
Uwielbiam soboty bo bez wyrzutów sumienia mogę sobie zrobić "dzień lenia"
cały dzień w piżamie i nic nie robienie. Nawet jak mam dzisiaj dużo planów to jakoś nie chce mi się ruszyć z domu żeby je zrealizować
emocjonujący tydzień, nie miałam kiedy odpocząć. Już się pozbierałam psychicznie po tym IUI. Nie było nawet tak tragicznie. Może dlatego, że podświadomie czułam, że może się nie udać. A może dlatego, że w zanadrzu jest plan B. Moja pani doktor mówiła, że to IUI ma małe szanse na powodzenie. Ale może tego potrzebowałam. Tego czasu na oswojenie się z myślą że trzeba podejść in vitro. Że nie dane nam jest mieć dzieci naturalnie (czego nie rozumieją moi rodzice). Dotychczasowe próby zawiodły. Dalej nie mogę uwierzyć, że tu jestem. Że dotarłam do tego momentu. Prawie 2,5 roku starań. Kiedy to minęło? Jak ja tyle czasu dałam radę wytrwać? Sama nie wiem. Ale było bardzo ciężko. Mam tylko nadzieję, że kiedyś będę mogła powiedzieć "warto było".
Dziś 1dc. @ zawitała. Muszę pojechać do apteki po leki które zamawiałam, na dzisiaj miały być... i zaczynamy długi protokół. 3 tygodnie antykoncepcji. Trzy długie listopadowe tygodnie. Ale dam radę. Chcę wierzyć, że jestem już bliżej niż dalej.
Edit: jednak chyba nie 1dc, na razie samo plamienie, za to brzuch potwornie boli... Więc antykoncepcja od jutra dopiero
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 października 2019, 18:35
28+1
Wczoraj zadzwonili do mnie z kliniki że te usg 3 trymestru które miałam mieć 8 listopada trzeba przełożyć na 9 bo lekarz 8 ma jakiś wyjazd. Strasznie się wkurzyłam, bo mój mąż bardzo nalegał na ten dzień wolny i przez to musieli dużo zamierzać w grafiku, zresztą nawet nie wiemy jak bedzie pracował 9. Także odpada. I tym właśnie o to sposobem, pożegnaliśmy się z kliniką. 200km jazdy w jedną stronę to dla mnie męczarnia, a do tego teraz taka sytuacja tylko mnie uświadomiła w tym żeby poszukać czegoś bliżej. I znalazłam 70km ode mnie.
Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowe i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊
no i właśnie dostałam okres i nie mam pojęcia jak to rozegrać...niby wiem że jak wieczorem to liczyć od dnia następnego ale w sytuacji zamkniętej kliniki przez 3 dni wolałabym zdecydowanie dzisiaj mieć 1 dc i tak sobie rozkminiam, że jakbym dostała @ rano i zastrzyk zrobiła następnego dnia rano to mija ok 24 godz to czy jakbym zrobiła jutro wieczorem też po 24 godz. to jakoś mogę zaszkodzić? napiszę jutro do lekarza ale stawiam że w niedzielę mi nie odpisze
wtedy bym wizytę miała w 5 dniu stymulacji a licząc od jutra wizyta będzie możliwa dopiero w 8 dniu i nie wiem co gorsze....
@aassiiaa jezeli chodzi o list z kliniki nieplodnosci to przyszedl szybko w przeciagu miesiaca, ale data wizyty nas dobila musielismy czekac pol roku. Jednak warto do nich isc, bo zrobia wam dodatkowe badania wytlumacza jakie sa mozliwosci. Nie wiem gdzie mieszkacie w UK, bo dofinansowania zaleza od regionu, dzielnicy itd. Ja mieszkam w Londynie i lekarz powiedzial, ze zdecydowano ze wszystkie metody inne do invitro nie daja az tak dobrych wynikow jak ta procedura, przez co zdecydowano skoncentrowac sie na dofinansowywanie tylko invitro. Jezeli chcialabys sprobowac cos innego to musialabys za to zaplacic. My sprobowalismy IUI dwa razy i dla mnie okazalo sie strata kasy, ale moja kolezanka zaszla w ciaze (jest w 6tym miesiacu). My mamy 3 darmowe invitro i zaczynamy procedure od grudnia, znaczy spotkania z lekarzmi itd a tranfer przewiduja na koniec stycznia..
Moj maz jest Brytyjczykiem i wspolnie postanowilismy, ze bedziemy leczyc sie w UK a nie na dwa fronty, bo to by wymagalo ciaglego latania do Polski i dodatkowy stres a tego juz mamy wystarczajaco. Mysle, ze dobrze, ze poszliscie do GP i zaczeliscie leczenie, bo jezeli jest szansa to powinniscie skorzystac ze swiadczen, ktore wam przysluguja w ramach NHS. Aby sie zakwalifikowac na invitro to pewne kryteria musza byc spelnione:
-BMI musi byc w normie w obu przypadkach
- zrobione wszystkie badania zlecone przez klinike
- oboje jestescie nie palacy i praktycznie nie pijacy
My musielismy tyle czekac, bo niestety musialam zrzucic pare kg i moj maz przyznal sie ze popala podczas wizyty w lutym. Powiedzieli, co mamy zrobjc wrocic w maju i dopiero wrzucili nas na liste na styczen. Dlatego jezeli palicie to poprostu tego nie mowcie chyba ze was skieruja na badanie krwi bo wtedy wyjdzie. Wazne, zeby dostac sie na liste. Jezeli masz jeszcze jakies pytania chetnie odpowiem
22 dc, 3dpt
(Estrofem 3x1, Utrogestan 3xR, 2xP, 3xW, Acard)
Licząc wiek blastki i ilość dpt, wypada dzisiaj jakby "8 dpo", w obydwóch poprzednich ciążach 8 dpo miałam już 100% pewności, że jestem w ciąży, implantacja jest u mnie szybko bo w 5 lub 6 dpo, a 8 dpo mam na tyle wysoką betę że wychodzi spokojnie na sikaczach i to nie w postaci cienia tylko dobrze widocznej kreski. Wstałam rano z przeczuciem, że się nie udało, ciało nie informuje mnie że jestem w dwupaku. Zrobiłam test wiedząc co na nim zobaczę, ale chciałam przestać robić sobie nadzieję, że być może ten sztuczny cykl zaburza moje odczucia. Biel wizira. Wiem, że jest wcześnie, ale znam swoje ciało i nie będę robić sobie niepotrzebnie złudzeń. Najchetniej przestałabym już brać leki i spróbowała na cyklu naturalnym, cykl sztuczny mnie zwyczajnie męczy, ale wiem że lekarz się nie zgodzi i będzie kazał czekać do 7.11, jest to stracony czas, w którym mogłabym już rozpocząć kolejny cykl. Oczywiście mała iskierka nadziei, że może tym razem jest inaczej będzie się tliła jak zawsze do samego końca, ale zbyt dobrze znam ten scenariusz.
Pisząc to nawet nie umiem określić co czuje, jestem jakby obok tego co się dzieje. Mix obojętności i rozczarowania. Nie wiem tylko jak to powiedzieć mężowi..
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 października 2019, 09:43
Od 4 dni mam 10 miesięcy!
Raczkuje po całym domu i zupełnie nie wiem po co rodzice zamontowali jakieś bramki przy schodach. 
Umiem wstawać i robię to wszędzie, czasem się nawet na chwilę puszczam. Chodzę przy meblach, a jak stanę przy moim krzesełku to zrobię nawet dwa kroki naprzód.
Mówią, że jestem głodomór, a mi po prostu wszystko bardzo smakuje. 😃😋 Byłam już trzy razy nad morzem i podobno jestem wzorowym podróżnikiem 🌊✈️
Wciąż budzę się w nocy, ale rodzice już chyba przywykli 😜
A no i ciągle mam tylko dwa zęby, po co więcej? 😜
_____________________
Za dwa miesiące moje pierwsze urodziny, nie do wiary co? 😃😃
Ahh i rodzice coraz częściej mówią o rodzeństwie, zupełnie nie wiem co o tym myśleć 
![]()
Fizycznie po poronieniu jest już prawie dobrze. Gorzej psychicznie. No ale cóż czekam na następną miesiączkę a potem na dziecko
Wczoraj bylo tragicznie pod wzgledem samopoczucia. Troche wiecej sie poruszalam, odkurzylam, poszlam kawalek za psem i starym na spacer, pojechalismy na drobne zakupy. Cala reszta gazu zaczela szalec w srodku, do tego pojawilo sie silne krwawienie. Jakas masakra sie zrobila. Dopiero powrot do pozycji horyzontalnej zwienczony godzinka drzemki uspokoil to tornado, wstalam i jak reka odjal. Doslownie kilogram gazu ze mnie zszedl (wedlug wagi i opisu, ktory dotarl wczoraj papierowy), wreszcie moge sie normalnie ruszac. Krwawienie zamienilo sie w drobne plamienie, ogolnie w porzadku. Ogledziny blizn i szwow zaskoczyly mnie bardzo pozytywnie. Ciecie na lewym boku jest juz niemal niewidoczne, praktycznie moge obejsc sie bez plastra, ale nakleilam profilaktycznie, bo niteczki wystaja i niechcacy moga byc naderwane przy zabawie z moim pieseczkiem, ktory cala sytuacje bardzo dzielnie znosi, chodzi za mna krok w krok i delikatnie kladzie sie obok. Pepek jeszcze lekko opuchniety, za chwile pojawi sie siniak pod spodem, do tego nie widac nitek (mozliwe, ze szwy rozpuszczalne tam zastosowano), za to drobne slady krwi, takie cieniutkie, malutkie strupki, jak odpadna, pepek wroci do pierwotnego wygladu. Magia trzeciej doby zaczyna dzialac, teoretycznie moglabym jutro isc do pracy, ale pojde dopiero po zdjeciu szwa, czyli za tydzien. Z opisu dowiedzialam sie niewiele: jest endometrioza na lewym jajniku, lewy jajowod przyklejony do otrzewnej, ponadto zmiany jak w opisie z 5/2014, ktory musze wyciagnac z kliniki, bo nie mam w swoich papierach. Dostalam tez skierowanie na ginekologie w zwiazku z endometrioza.
Kolejny cykl bez ♥️ <--- moja inicjatywa
Ostatnio między Nami sprawy poszły o krok za daleko, nie chce pisać co się wydarzyło, ale jest ciężko. Można powiedzieć że siedzimy po uszy w głównie.
25 października byliśmy na pierwszej terapii małżeńskiej. 80 minut rozmowy - wiele wniosków.
Ale psuje się między nami od dawna, zatraciłam się w chęci posiadania dziecka, zbagatelizowalam nasz problem z płodnościa. Straciliśmy ponad rok zamiatajac problemy pod dywan. Teraz musimy się z nimi zmierzyć. I dopóki tego nie zrobimy to w naszym życiu nie ma miejsca na nową istotę. Bo ona potrzebuje bezpieczeństwa i szczęśliwych rodziców. A u nas na ten moment nie ma nic.
Na początku listopada mąż idzie robić wyniki. Wujek Google podpowiada by sprawdzić FSH, LH, prolaktyne, estradiol, TSH, FT4, testosteron. Macie jeszcze jakieś pomysły na dobry początek? HGB z tego miesiąca na poziomie 15,1 więc super.
Jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami.
Nie można go nikomu wytłumaczyć.
Nie mogąc przybrać żadnego kształtu , osiada ciasno na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy.
Tak - taki własnie jest mój rodzaj smutku
Trafione w sedno.
13t4d
Jestem po prenatalnych. Maleństwo ma już 75 mm co odpowiada 13 + 6. Wszystko począwszy od góry do dołu lekarz określił jako prawidłowe. przezierność karku 1.81 mm. Serduszko biło 151 uderzeń na minutę. bardzo nikłe ryzyko trisomii. przyznam że się bałam ze względu na wiek bo już 33 na karku ale jednak jest okej.
najprawdopodobniej Zgodnie z moimi przypuszczeniami będzie to dziewczynka.
![]()
Halo Halo,
Tyle znowu nie pisałam... Jagódka - nadal nie chodzi, ale coraz wiecej rozumie. Jesli chodzi o samochod to juz sie przyzwyczaiła na jazdy do 10 minut hahaha, wozek nadal parzy, do sklepu to ciezko bo chce raczkować. Je sama łapkami kanapki, kocha paluszki, ogólnie bardzo duzo je 
Jeśli chodzi o nas ... zastanawiamy sie nad rodzenstwem, ale tylko dlatego zeby Jaga nie była sama. Walczymy z naszym egoistycznym podejsciem i wygodnictwem... jak to mowia... byle przetrwac kolejne 5 lat 
Jesteśmy po wizycie u gina i immunologa, oraz czekamy na kolejną wizytę u gina.
Immunolog stwierdził, że można jeszcze raz spróbować z accofilem, tylko w mniejszej dawce bo za bardzo mi wszystko podskoczyło + wystąpiły te bóle. No i zasugerował aby spróbować szczepień w Łodzi. Ponoć teraz są jakieś szczepienia pulowane i może one pomogą.
Gin miał pogadać jeszcze z genetykami czy na pewno ta drobna pierdoła co u męża wyszła nie ma wpływu na brak ciąży. W czwartek dowiemy się co z nimi ustalił i podejmiemy decyzję co dalej.
Mąż chce dalej próbować, chodź wcześniej jakoś aż tak przekonany nie był. A ja sama nie wiem. Czasami odnoszę wrażenie, że nie ważne co zrobimy to i tak będzie to tylko strata czasu i pieniędzy, bo nigdy nam się nie uda...
Samopoczucie na dziś - nienajlepsze i to jest dziwne, bo w tej fazie cyklu najczęściej jestem bardziej radosna i pogoda.
Mam żal do losu, że zawsze mam pod górę. Zawsze wiatr w oczy. Każda kolejna kłoda pod nogami jest jak dodatkowy kilogram obciążenia i trudno pozostać nad powierzchnią, gdy tyle spraw ciągnie mnie w dół. A ja już nie mam sił i odpuszczam, nie walczę, bo to iluzorycznie zwalnia me barki choć z jednego ciężaru. I płynę z nurtem, nie pozwalając sobie samej być Panią własnego losu, zdając się na Boga, przypadek i innych ludzi. Boję się. Strach to chyba moja największa wada.
https://youtu.be/Nlcy6BLUbQI
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 października 2019, 12:37
Byliśmy u urologa, w usg wyszły żylaki, ale nie wiem którego stopnia, do tego zlecono nam badania m.in. hormonów, wyniki:
-fsh: 11 (normy 1-12)
-lh: 4,36 (0,57-12,07)
-prl: 9,12 (3,46-19,40)
-testosteron: 28,86 (8,33-30,19)
Martwi mnie to fsh przy górnej granicy normy 😞
3 tygodnie muisimy czekać na pozostałe badania: hba, chromatynę, fruktozę, kwas cytrynowy, alfa gluozydazę.
Martwię się, że naturalnie nie mamy szans na poczęcie dziecka. Mąż się suplementuje, ale zdaję sobie sprawy, że to jakoś cudownie nie polepszy parametrów nasienia. Czytałam pocieszające historie o tym, że operacje usunięcia żpn poskutkowały ciążą, ale według lekarza szanse są nieduże.
Wiadomo, jak będą już wyniki badań i znajdziemy przyczynę (mam nadzieję, że nic poza żpn nie wyjdzie...), to będziemy próbować wszystkiego, nawet operacji.
Dziś wszystko widzę w czarnych barwach 😞
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 października 2019, 12:38
Ciąża rozpoczęta 18 kwietnia 2014
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.