MaBi Marzenia o rodzinie... już spełnione :) 30 października 2019, 11:20

<3 11 tygodni i 1 dzień <3

Jaś ma swoją codzienną porę drzemki, a ja siedzę w kuchni i robię obiad. Dzisiaj spaghetti :). Mąż wraca z pracy po 14 więc będzie miał już gotowe jedzonko :). Jak starczy mi czasu to przed jego powrotem sprzatnę jeszcze łazienkę, bo już woła do mnie o czystość ;).

Moja Siostra trafiła w poniedziałek do szpitala z atakiem kolki nerkowej :( :( . Teraz jest już dobrze, ale poniedziałek był nieciekawy :( ból złapał ją w trakcie jazdy samochodem, biedna aż wymiotowała z bólu :(. Przestraszyła się że to poród się zaczyna, na szczęście z Małą jest wszystko w porządku i mam nadzieję że przejdą przez ten ostatni miesiąc bez nagłych alarmów.

Również w poniedziałek ja miałam wizytę u lekarza. Robiliśmy cytologię i ogólną kontrolę.
Dostałam receptę na jednoskładnikowe tabletki dla karmiących, w końcu na nie się zdecydowałam. Dzisiaj zaczynam je brać, telefon ustawiony na konkretne godziny żebym nie zapomniała o wzięciu tabletki.
Dziwne to :) przez tyle czasu nie martwiłam się o antykoncepcję, aż tu nagle znów muszę się do niej przyzwyczaić :)

taśta Jak nie My to kto??? 31 października 2019, 14:57

po milioni e-mail do koordynatorki, działu obsługi i lekarza raczyli wykonać telefon z zapytaniem czy moja prośba o wizytę jest nadal aktualna.... nie ku*wa nie jest, sama sobie wyhoduję i zniosę te jajka a co :D :D :D
w ten o to sposób mam wizytę w poniedziałek o 9:30

taśta Jak nie My to kto??? 1 listopada 2019, 19:49

5 Ovaleap za mną, dzisiaj tak bolało że aż mi się słabo zrobiło... chyba jakaś tępa igła mi się trafiła bo się wbić nie chciała... od jutra dochodzi Cetrotide więc kłucie x 2 i do tego mieszanie proszku z płynem, zastrzyk normalną strzykawką a nie penem i moje lęki przed zastrzykami wróciły :D jajniki powoli zaczynają dawać znać o sobie ;) ciekawe co tam się w środku dzieje :D bardziej obstawiam lewy jajnik ale zazwyczaj moje przeczucia są mylne ;)

Sumireguska Pamiętnik Sumi 1 stycznia 2021, 19:34

Mam dziś tak dziwny nastrój że postanowiłam przelać go do pamiętnika. Za dwa dni 15tc, ciąża rozwija się prawidłowo a ja chodzę osowiała.
Nie chcę jojczyć jak mi źle bo wiem że dla wielu ciąża to marzenie, ale sama jestem zdziwiona tym co teraz czuję. Jeśli nie chcecie sie dziś dołować to może nie czytajcie :)

Jestem po jednym poronieniu w 7 tc, dowiedziałam sie na pierwszym USG. Wtedy byłam w miarę spokojna, ucieszona. Powiedziałam wszystkim, a wszyscy powiedzieli wszystkim pozostałym. Czułam wielkie szczęście, i tak samo wielki był wtedy upadek. Niby 7 tc ale zdążyłam wejść na skraj radości i każdy powtarzał ciesz sie, takie przypadki są rzadkie, będzie ok. Sytuacje przepracowaliśmy razem, przegadaliśmy, było ok.

No i właśnie, drugi test pozytywny. Moja reakcja - ok. Reakcja Starego - ok. Byliśmy tak wystraszeni że do 7 tc zapomnieliśmy o tym, nie rozmawialiśmy, tematu nie było. "Zobacze bijące serduszko to zaczne sie cieszyć". Zobaczyłam je, dzień radości. Następnego dnia to samo uczucie stresu. Dwa tygodnie później zaczęły sie plamienia, które zestresowały mnie jeszcze bardziej.
Wizyta, przed którą prawie zwymiotowałam pod gabinetem. Ginka mierzy ciśnienie, prawie 170 na 100, jest zdenerwowana, chce mi przepisywać leki ale tłumaczę że boje sie co zobacze na usg. Na usg ok, dziutek sie rusza, ale jest też krwiak, malutki ale jednak. Sekunda radości i 3 tygodnie niepokoju bo ten krwiak... Czytanie o krwiakach.. i powtarzanie sobie że jeszcze sie nie ciesze, jeszcze zapominam, nie przywiązuje sie. Po prenatalnych pozwole sobie na szczęście.

Prenatalne - hiperwentylacja przy odbiorze wyników NIFTy, zdrowy chłopiec. Jeden dzień radości ale... Jeszcze USG, tam może wyjść tyle rzeczy źle, czytałam o nich. USG oczywiście wychodzi ok..
No i gdzie ta radość. Miała mnie oblać, pozwoliłam sobie na nią. Kolejne usg, dziutek leży i nie rusza się a ja stwierdzam że coś jest nie tak - oczywiście po prostu śpi.
Mówimy rodzinie, mama chce kupować rzeczy a ja zabraniam.

Naprawdę chcę, ale nie potrafię się cieszyć. Próbuję każdego dnia. Czytam o dziewczynach które w tym okresie już zaczynały mówić do dziecka a ja sie wstrzymuję. Każde ciągnięcie, każde pobolewanie analizuję. Panikuję gdy wypije wode z kranu bez przegotowania jej.. i brzmię jak osoba której sama kiedyś powoedziałabym 'weź sie ogarnij'.
Po prenatalnych miała być radość ale oczywiście wmówiłam sobie że połówkowe będą tym definitywnym krokiem i wtedy już na pewno poczuje sie lepiej. Taa.
Cholera nie wiem jak z tego wyjść. Pogadałabym z kimś ale jak pisze do przyjaciółki to dostaje tylko odpowiedz 'daj spokój, bedzie dobrze, nie myśl tak' Sprawdzałam psychologów ale godzina konsultacji 200 zł. ;/ Zdrowie psychiczne tylko dla bogatych..

Wiem że musze przestać czytać internet, przestać czytać o tym co złego może sie wydarzyć.
Myśle że gdybym zaszła w ciąże w wieku 20-25 lat to lepiej bym ją zniosła. Teraz człowiek jest doświadczony, wie że dzieją sie złe rzeczy, że jest ich dużo. Czyta o tym, słyszy o tym. W moich oczach statystyka 1% poronień po 12 tygodniu zamienia sie przynajmniej na 60% ryzyka. I tak jest każdego dnia, nie potrafię już z tym wygrać :( ale będę próbować

Oby następny wpis był bardziej pozytywny :)

28 dc, 9dpt,
(Estrofem, Utrogestan, Acard, Neoparin, Encorton, Medargin, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12)

8 dpt beta 12,7
9 dpt beta 8,1
Ciąża biochemiczna.


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 listopada 2019, 08:38

Dziś 4 dzień po odstawieniu luteiny, a ja zamiast miesiączki mam jakieś plamienie. Jednego dnia poleciała czerwona krew, a teraz jakieś niewiadomo co. A moja Pani doktor jest chora, za tydzień we wtorek mam wizytę... Eh. Przeciąga się to wszystko.
A im dużej to trwa, tym bardziej moje emocje stygną. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej się zastanawiam czy ja na pewno tego chce 😔

Duphaston jest jak chomik.

W dzieciństwie strasznie się bałam nocą duchów, kosmitów i innych potworów. Każdy szmer, każde skrzypnięcie podłogi powodowały, że moje serce zrywało się do szaleńczego łomotu a na żołądku zaciskała lodowata obręcz. Byłam zbyt przerażona, żeby wzywać pomocy albo uciekać, jedynie nakrywałam głowę kołdrą i leżałam tak godzinami (tak mi się przynajmniej wydawało :-D ) próbując nie umrzeć przez asfiksję.

Wybawieniem okazały się chomiki. Zamieszkały w moim pokoju, w metalowej, bardzo "dźwiękoróbnej" klatce. Jako nocne istoty, wychodziły ze swojego domku właśnie kiedy ja kładłam się spać. Zaczynały tupać, szurać, zgrzytać, obgryzać, pomrukiwać i burczeć. A ja mogłam wreszcie zamknąć oczy i z błogim westchnieniem ulgi zasnąć wsłuchując się w te wszystkie hałasy... bo od tej pory czego nie złowiłoby moje wyczulone ucho, TO PRZECIEŻ ZAWSZE BYŁY CHOMIKI.

W tym cyklu moim chomikiem jest duphaston. Wreszcie przestałam analizować każde zakłucie w brzuchu, buchać naiwną nadzieją po każdym epizodzie najlżejszych mdłości czy popołudniowej drzemce (no przecież senna jestem!). W tym cyklu to wszystko wina duphastonu. Nie wariuję, nie nakręcam się. No może tylko się zamartwiam, ale to już z innego rozdziału zaburzeń intelektualnych :-D

Swoją drogą to zastanawiam się czemu przez ostatnie sześć lat (słownie: SZEŚĆ!) żaden pieprzony gin nie dał mi progesteronu chociaż od lat powtarzam, że plamię jak w zegarku od 20 DC. Na papierze prog był dobry, ale obraz kliniczny nie ma żadnego znaczenia??

Dziś krytyczny 20 DC i, odpukać, śluz bielusieńki jak mleko. OF nawet dał się przekonać i przyznał mi rację, że owu była jednak 13, a nie 14 DC.

Więc oficjalnie jestem w 7 DPO, nie plamię i mam zajebisty progesteron. :-D O matko, proszę, niech to się tak już utrzyma!

17 dc
3d po IUI

Wariuję... najchętniej już zrobiłabym test, taki który pokaże dwie kreski.
Teoretycznie jakbym dziś go zrobiła to kreski się pojawią ale te po zastrzyku...
Ile to trzeba cierpliwości, ile czasu, myśli pozytywnych i negatywnych, ile tych cichych dni, kłótni czy poważnych rozmów.
Chciałabym, żeby ten etap oczekiwań - ciągnący się już zdecydownie za długo - już zbliżał się ku końcowi.

taśta Jak nie My to kto??? 30 października 2019, 15:17

3 dzień stymulacji <3
z zastrzykiem wczoraj już poszło dużo łatwiej, igła weszła jak w przysłowiowe masło ;) więc pod tym kątem ok natomiast dogadanie się z kliniką to jakaś porażka... wczoraj napisałam maila do koordynatorki bo nikt nie dzwonił to mi odp że moja prośba o wizytę leży u dr na biurku i jak tylko lekarz zaakceptuje to będą dzwonić i do dzisiaj cisza.... więc napisałam kolejnego maila do koordynatorki a jak do jutra będzie dalej cisza będę pisać do lekarza bo ileż można czekać tym bardziej że w pierwszym mailu mi napisał że zaprasza 4 tylko że nie ustalił mi godz. dlatego zadzwoniłam się jak człowiek umówić a tu takie "jaja"... a jak nikt mi nie odpisze to pojadę tam w poniedziałek i tyle :D maila od doktora zaproszeniem na wizytę mam jako podkładkę :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 października 2019, 16:45

28+5
Usg 3go trymestru jednak 7 listopada, niestety bez meza bo bedzie w pracy...
Póki co mała sie pieknie wierci w brzuszku az milo💕
Ostatnio zauwazylam ze mam taka dosyc wilgotną bielizne w ciągu dnia. Troszkę sie wystraszylam bo naczytalam się o saczacych się wodach plodowych. Chociaz jest napisane ze bardzo latwo pomylic je z uplawami w ciazy ktore sa rzecza normalną w ciąży. Dlatego tez zamowilam w aptece testy ktore sprawdzają czy to wody czy zwykly sluz w ciazy. Mam nadzieje ze przyjda jak najszybciej i okaze się ze to śluz..!!

Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowe i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊

Patt1002 Czekamy na Aniołka 2 listopada 2019, 15:52

Poniedziałek coraz bliżej. Stresujące to czekanie... Dom wysprzatany jak na święta, małe korekty, no i jakoś to musi być. Mam różne myślę do czego sie przyczepić, jak mogły być odebrane nasze słowa na poprzednich spotkaniach, jak zareaguje pies na pania i pani na psa... I wiele, wiele innych...

Hej. Ten wpis mial byc wczoraj ale czasu zabraklo. Z ta dwojka urwisow brak mi doby czasem :D ale warto dla tych usmiechow. Przytulaskow.
Kacperek wczoraj skonczyl juz 2 mc! Szok! Ale czas leci :) fajnie sie juz usmiecha i interesuja go zabawki powoli :) lubi raczki dalej ehh.
Mi minal mc na zupach. Przez podjadanie niestety na wadze -2,5 kg lse w cm w sumie -16 cm. Wiec cos idzie w dol. Moj problem to zaparcia i zapominam pic wode. Ale teraz juz sie poprawiam i szklanka wody po kazdej wizycie w wc. Nie dojadam juz po synku resztek bo to tez nie dobrze no i zaczynam cwiczyc min 3x w tyg skalpel -bez brzucha. Kolejne pomiary za mc.
Ogolnie czuje sie dobrze w tej roli. Matki polki siedzacej w domu miedzy suszarka z praniem a rozwalonymi zabawkami. Co chwile sie o cos potykam. I coraz bardziej zakochuje sie w tym stanie ogolnego zmeczenia wiecznego pospiechu. Tylko czasem mi zal ze juz nie bede w ciazy. Ze ten stan blogoslawiony za mna. Juz sie nie poruszy w brzuchu maly ktos. Idzie sie uzaleznic od usg badan adrenaliny przed gabinetem.


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 października 2019, 15:46

Pinka. Piąty transfer 2 listopada 2019, 08:55

7tc

Od srodowego incydentu nie mialam wiecej plamien. Staram sie duzo lezec i odpoczywac - na szczescie jest dlugi weekend a zaraz kolejny.
W poniedzialek ide na drugie USG, zobaczymy co nam los przyniesie. W glebi duszy ufam, ze pokaze sie serduszko a z drugiej zas strony ciezko mi uwierzyc ze wszystko bedzie ok.

Wybieram sie dzisiaj na cmentarz do moich ***aniolkow.

taśta Jak nie My to kto??? 2 listopada 2019, 20:36

Cetrotide podane :) zmieszanie zastrzyku w lekkim tresie, samo podanie bardzo ok za to reakcja alergiczna tuż po podaniu masakra... w przeciągu maks 2 minut od podania dostałam wysypki i obrzęku na ok 10x5 cm, swędzącej tak że miałam ochotę to wydrapać ze środka :D ale na szczęście po ok 40 min swędzenie zaczęło być znośne a plama zaczęła się zmniejszać :) także 6 dzień stymulacji z przygodami ale ponoć to dość częsta reakcja po tym leku

Wtorek 5dc / 28 cs

Miesiączka przyszła punktualnie, o czasie, zresztą byłam na nią przygotowana, nic nie było inaczej niż zwykle, nie miałam podstaw by sądzić, że może to "ten" cykl. Ale zrobiłam wszystko co się dało. W tym cyklu było jajo, był zastrzyk z ovitrelle, owulacja się odbyła, był estrofem i była luteina. Były warunki, ale niestety, na nic to.

Nic nie pisałam, ale Was czytałam. I na prawdę jest mi strasznie przykro, że Nam wszystkim nie wychodzi, tyle smutku :( Jesień zbiera żniwo w postaci wielu naszych łez. Mam nadzieję, że ona jeszcze się uratuje, to taka piękna pora roku, liczę, że zanim się skończy przeczytam na wielu pamiętnikach jeszcze radosne wpisy i nowiny. Tak bardzo bym chciała. Przecież zasługujemy na to. Ja też bym chciała dodać taki wpis...

Ponad to nadal oczekuje na wyniki cytologii i chlamydii. Czekam też na wizytę w klinice. Chyba na czas podróży odstawię wszystkie leki typu estrofem, luteina etc. Na urlopie nie będę miała jak zweryfikować czy była owulacja etc a obawiam się, że prowadząca nie da się przekonać, że wiem kiedy mam owulację ;) Poza tym może nawet lepiej...nie chce mi się na wakacjach ciągle patrzeć na zegarek i funkcjonować pod dawkowanie lekami. No i właśnie podróż! To taki trochę śmiech przez łzy. Cieszymy się ogromnie z powodu wyjazdu, wszystko mamy już ułożone, plan podróży, zwiedzanie, ale... I to właśnie "ale" psuje..psuje mi wizję, bo to nie tak miało być, nie tak wszystko sobie planowałam. Im dłużej żyję, tym jestem bardziej przekonana, że planów nie powinno się robić.

Ech...idę dalej żyć, bo przecież trzeba. Obowiązków i spraw do załatwienia przed wylotem jeszcze masa, więc pora przestać filozofować i użalać się nad swoim żywotem. Jest ono jakie jest, staram się jak mogę, więcej nic już chyba więcej nie mogę zrobić.

30tc
Wczoraj byłam na prenatalnych, mała waży już 1828g , mam zdjęcie buźki w 4d, aczkolwiek nie wyraźnie bo mała zasłaniała rączką i uparcie nie chciała rączki opuścić na dół :D Z małą wszystko ok, wszystko w normie, także bardzo się cieszę!! Szyjka ma 3cm więc póki co jest ok. Ale i tak zamierzam się oszczędzać. Następna wizyta 18 listopada u nowego lekarza.

Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowe i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊

27 dc, 8dpt
(Estrofem, Utrogestan, Acard, Neoparin, Encorton, Medargin, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12)

Dzięki Dziewczyny za słowa otuchy, oby się pospełniało <3

@Krycha, mam pełną świadomość tych statystyk, ale do tej pory się w żadne nie mieściłam. Fakt, że tyczy to tylko naturalnych cykli, w tym sztucznym jestem zupełnie rozbita.. wieczorem piersi są ciążowe, rano nie. Nic już nie wiem, ciało pod wpływem zewnętrznych hormonów jest dla mnie nieinterpretowalne, to zupełnie obce uczucie.

Przez te wszystkie miesiące starań spotkałam wielu lekarzy, którym pokazywałam wyniki badań zrobione samodzielnie, bo nikt ich nie zlecił bo takie badania robi się po trzeciej stracie. Lekarze przeglądali je ze średnim lub mniejszym zaangażowaniem, omijając skutecznie immunofenotyp "a to to nawet nie wiem co to jest, widocznie mało ważne". Jak mało ważne dowiedziałam się zdecydowanie za późno..

Polecono mi abym poszła do naprotechnologa, budżet już leży i płacze, ale pomyślałam, że co mi szkodzi wydalaliśmy na badania tyle, że jedna wizyta u napro nas nie zabije. Okazało się, że nie jedna tylko dwie, bo pierwsza jest wizyta z położną, która zbiera wywiad i zleca badania tak, aby na wizytę do lekarza przyjść już z wynikami (w sumie ma to sens), pierwszy wolny termin był za 2 miesiące. Jestem już po tej wizycie.

Położna była zadowolona z ilości badań, które miałam (jaka miła odmiana) "ooo pani ma wszystkie potrzebne badania i jest najważniejsze immunofenotyp (zaraz, zaraz, a to nie jest to badanie, które do tej pory było takie "obce lekarzom i mało istotne", facepalm), o nie, kiedy pani miała transfer (odpowiadam kiedy) pani musi się natychmiast spotkać z lekarzem, z takimi wynikami szanse na donoszenie ciąży są bardzo małe". Zostałam w trybie awaryjnym przyjęta przez lekarza, który ma dwumiesięczne terminy, tylko dlatego, że wyniki są źle rokujące, a jest cień szansy, że jestem w ciąży". Prawie zbierałam szczękę z podłogi ze zdziwienia, a finalnie tak mnie podejście położnej i lekarza zmiażdżyło, że rozpłakałam się w gabinecie jak dziecko. Jakby ktoś zdjął z moich barków niesamowity ciężar, pierwszy raz poczułam, że nie jesteśmy z mężem w tej walce sami, że nie tylko nam zależy. Pierwszy raz od dawna czułam się w gabinecie lekarskim bezpiecznie (nowe i dziwnie przyjemne uczucie). Dostałam listę zaleceń długą jak papier toaletowy i jeszcze dłuższą listę leków do przyjmowania. Jak się zbiorę w sobie to zrobię notatkę co na co i dlaczego, może się komuś przyda.

taśta Jak nie My to kto??? 31 października 2019, 10:26

przykre to jest bardzo że dowalają takimi zagrywkami dodatkowy zupełnie niepotrzebny stres... dzisiaj poszedł kolejny e-meil do koordynatorki już nie w tak miłym tonie jak wczoraj i zaraz jeszcze napiszę do lekarza a jak to nie pomoże to po prostu pojadę tam w poniedziałek i tyle bo ja nie będę się faszerować niewiadomo ile takimi dawkami leków bez jakiejkolwiek kontroli bo oni mają burdel i nie potrafią wykonać jednego telefonu... ponoć moja prośba trafiła do lekarza we wtorek więc nie wierzę, że nie miał czasy tyle dni żeby powiedzieć tak albo nie...


13 DPO, 13 DPI, 26 DC (dzień spodziewanej @)

3t+4d 🥰🥰🥰



Obudziłam się i okazało się, że to wcale nie był sen :-D Jestem w ciąży! Wciąż brzmi to dla mnie mniej więcej tak samo prawdopodobnie jak "jestem wróżką" :-P

Od wczoraj wir sprzecznych emocji. W jednej chwili rozpływam się ze szczęścia, a za chwilę zielenieję ze strachu jak ja sobie przez te kolejne 8 miesięcy poradzę. Najwyraźniej tak głęboko nie wierzyłam, że to się kiedyś uda (dopiero teraz zdaję sobie z tego sprawę), że różne możliwe komplikacje po prostu schowałam w głowie do szuflady "jakoś to będzie" (lub jak mawiała Scarlett O'Hara w Przeminęło z wiatrem - pomartwię się tym jutro :-D).

Mam milion różnych dziwnych dolegliwości, niby niegroźnych ale upierdliwych, i do tej pory radziłam sobie z nimi przy pomocy homeopatycznych leków, ziółek i innych tego typu remediów, których NAGLE nie mogę brać! Wiem, że to trochę "narkomańskie" ale jestem przerażona 🙄 Mam alergie, astmę, nietolerancje, problemy z jelitami, kilka rożnych "zespołów czegoś tam" itd itp. Boję się jak przetrwam bez leków a jeszcze bardziej boję się jak ewentualne branie jakiś leków wpłynie na dziecko. Tyle razy sama narzekałam na swoje parszywe zdrowie a moja mama zamartwiała się, że "to przez te wszystkie świństwa, którymi faszerowali mnie w ciąży". Nie chcę żeby moje dziecko miało obciążenia zdrowotne już w życiu płodowym. Chciałabym być w takiej "filmowej" ciąży - lekka i zadowolona, ewentualnie czasem można rzygnąć albo mieć dziwną zachciankę kulinarną, ale generalnie radośnie wybierać ubranka i uśmiechać się bez powodu.

🙄

Nie mogę doczekać się pierwszej wizyty. Po pierwsze chcę już wiedzieć ILE ich tam w środku jest :-D Po drugie mam nadzieję, że lekarz doradzi mi jakieś zamienniki leków, które będą bezpieczne w ciąży. Za tydzień ORGANOGENEZA! :-D Kształtuj się zdrowo dziecinko!

Sumireguska Pamiętnik Sumi 1 stycznia 2021, 19:34

Mam dziś tak dziwny nastrój że postanowiłam przelać go do pamiętnika. Za dwa dni 15tc, ciąża rozwija się prawidłowo a ja chodzę osowiała.
Nie chcę jojczyć jak mi źle bo wiem że dla wielu ciąża to marzenie, ale sama jestem zdziwiona tym co teraz czuję. Jeśli nie chcecie sie dziś dołować to może nie czytajcie :)

Jestem po jednym poronieniu w 7 tc, dowiedziałam sie na pierwszym USG. Wtedy byłam w miarę spokojna, ucieszona. Powiedziałam wszystkim, a wszyscy powiedzieli wszystkim pozostałym. Czułam wielkie szczęście, i tak samo wielki był wtedy upadek. Niby 7 tc ale zdążyłam wejść na skraj radości i każdy powtarzał ciesz sie, takie przypadki są rzadkie, będzie ok. Sytuacje przepracowaliśmy razem, przegadaliśmy, było ok.

No i właśnie, drugi test pozytywny. Moja reakcja - ok. Reakcja Starego - ok. Byliśmy tak wystraszeni że do 7 tc zapomnieliśmy o tym, nie rozmawialiśmy, tematu nie było. "Zobacze bijące serduszko to zaczne sie cieszyć". Zobaczyłam je, dzień radości. Następnego dnia to samo uczucie stresu. Dwa tygodnie później zaczęły sie plamienia, które zestresowały mnie jeszcze bardziej.
Wizyta, przed którą prawie zwymiotowałam pod gabinetem. Ginka mierzy ciśnienie, prawie 170 na 100, jest zdenerwowana, chce mi przepisywać leki ale tłumaczę że boje sie co zobacze na usg. Na usg ok, dziutek sie rusza, ale jest też krwiak, malutki ale jednak. Sekunda radości i 3 tygodnie niepokoju bo ten krwiak... Czytanie o krwiakach.. i powtarzanie sobie że jeszcze sie nie ciesze, jeszcze zapominam, nie przywiązuje sie. Po prenatalnych pozwole sobie na szczęście.

Prenatalne - hiperwentylacja przy odbiorze wyników NIFTy, zdrowy chłopiec. Jeden dzień radości ale... Jeszcze USG, tam może wyjść tyle rzeczy źle, czytałam o nich. USG oczywiście wychodzi ok..
No i gdzie ta radość. Miała mnie oblać, pozwoliłam sobie na nią. Kolejne usg, dziutek leży i nie rusza się a ja stwierdzam że coś jest nie tak - oczywiście po prostu śpi.
Mówimy rodzinie, mama chce kupować rzeczy a ja zabraniam.

Naprawdę chcę, ale nie potrafię się cieszyć. Próbuję każdego dnia. Czytam o dziewczynach które w tym okresie już zaczynały mówić do dziecka a ja sie wstrzymuję. Każde ciągnięcie, każde pobolewanie analizuję. Panikuję gdy wypije wode z kranu bez przegotowania jej.. i brzmię jak osoba której sama kiedyś powoedziałabym 'weź sie ogarnij'.
Po prenatalnych miała być radość ale oczywiście wmówiłam sobie że połówkowe będą tym definitywnym krokiem i wtedy już na pewno poczuje sie lepiej. Taa.
Cholera nie wiem jak z tego wyjść. Pogadałabym z kimś ale jak pisze do przyjaciółki to dostaje tylko odpowiedz 'daj spokój, bedzie dobrze, nie myśl tak' Sprawdzałam psychologów ale godzina konsultacji 200 zł. ;/ Zdrowie psychiczne tylko dla bogatych..

Wiem że musze przestać czytać internet, przestać czytać o tym co złego może sie wydarzyć.
Myśle że gdybym zaszła w ciąże w wieku 20-25 lat to lepiej bym ją zniosła. Teraz człowiek jest doświadczony, wie że dzieją sie złe rzeczy, że jest ich dużo. Czyta o tym, słyszy o tym. W moich oczach statystyka 1% poronień po 12 tygodniu zamienia sie przynajmniej na 60% ryzyka. I tak jest każdego dnia, nie potrafię już z tym wygrać :( ale będę próbować

Oby następny wpis był bardziej pozytywny :)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)