dagmara Mój wyścig z czasem. 22 października 2020, 13:57

Jestem po wizycie. Zarodek 9,4 mm, brak akcji serca...
Mam czekać dwa tyg. na poronienie i jak się zacznie, to jechać do szpitala. Jak się nie zacznie, to przyjść za dwa tyg.po skierowanie.
Trzeci raz...


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 października 2020, 18:11

Paulina Nessa Pamiętnik Nessy 7 listopada 2019, 13:40

Umowilam wizytę na 13.11. z myślą, że niestety akurat będę mieć wtedy okres. Ale nie chciałam przesuwać tej wizyty o kolejne dni. A tu niespodzianka - wczoraj przyszła malpa ze zdwojoną siła. Aż z tego zdziwienia policzyłam dokładnie dni i wychodzi, że wczoraj był 22 dc. Przy moich regularnych miesiaczkach co 28-29 dni to jest bardzo duża różnica.
Ehh... zawsze coś nie tak..

Jak to dobrze, ze jeszcze tylko parę dni i będziemy wiedzieć co robić dalej. Oby wszystko szło z dobrym planem.

zakochanaaw A może to pomoże? 7 listopada 2019, 20:03

Mam plan.
Spróbuję w tym miesiącu nie testować.
Nigdzie się nie zapisuję, będę podczytywać i trzymać kciuki za inne staraczki ale sama spróbuję wytrzymać bez testów.
Tylko będę robić owulacyjne testy żeby zobaczyć czy się pokrywają z temperaturą i wykresem. Boje się trochę, że te zioła skrócą mi mocno cykl, obecnie drugi raz miałam po 31 dniach, od 19dc przez 10 dni biorę Duphaston. W sumie boję się, że dostanę opierdziel od mojej ginekolog... Heh.. najwyżej się nie przyznam, że piję zioła 🤣

28w6d
waga ~ 48,6 kg (Medargin? dokarmianie przez rodziców? po prostu Malutka nabiera ciałka? zaczynam tyć? :P )

Cały tydzień spędzam u rodziców, a mąż ogarniał malowanie w mieszkaniu. Dobrze, ze wyjechałam, bo m. mówił, że wszystko zafoliowane i wszędzie był pył. Na szczęście malarz zdążył w 4 dni i już wczoraj m. dojechał do mnie. Załatwił sobie, że w piątki będzie pracował w domu, więc nawet na dzisiaj nie musiał brać wolnego i tak oboje sobie teraz wisimy na laptopach :D

Pobyt w rodzinnych stronach minął mi miło. Codziennie herbatki z babcią (87l) to bezcenne chwile <3
Rodzice - troszczą się o siebie, widać, że bez siebie nie mogą żyć, ale jednocześnie funkcjonują jak pies z kotem. O ile przy m. się powstrzymują to przy mnie codziennie były wybuchy, krzyki i złośliwości, a za chwilę buzi buzi... Na dłuższą metę idzie nabawić się nerwicy. Mam tylko nadzieję, że nie będę kopią mojej mamy w przyszłości w wielu aspektach :|
Do tego ja i m. stoimy po przeciwnej stronie politycznej niż moi rodzice-fanatycy🤦 Jednak spędzam z nimi niewiele czas, bo do południa są w pracy. Po południu włączają tv non stop na jednym serwisie informacyjny co mnie irytuje ale staram się nie denerwować🙈
Dla mnie i m. polityka, także z uwagi na wykonywane zawody, ma znaczenie i jest ważna, ale nadal to tylko jeden z wycinków życia nie stanowiący istotnego wyznacznika życia i oceny innych ludzi, a moi rodzice są w stanie wyprzeć się własnych dzieci w imię... no właśnie czego/kogo?🤷

Mimo to teraz oni też starają się unikać drażliwych kwestii, a tak poza tym, to nakupili mi tyle owoców, przekąsek, że głowa mała :) nawet jakby wybuchła wojna to miałabym jedzenia na miesiąc :) więc mi dogadzają - mi albo wnuczce :) i ogólnie jest spoko 😉

W niedzielę wracamy do naszego gniazdka i zaczniemy w końcu je urządzać z uwzględnieniem naszego Małego Ludka <3
Dziewczyny na wątku styczniowym'20 już mają ubranka poprasowane, torby spakowane, kosmetyki i środki higieniczne ogarnięte, a ja jeszcze nic z tych rzeczy :| A tu do porodu zostało ~70 dni!!!!! Aaaaaa...


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 listopada 2019, 21:07

Iza_Malarka Zaczynamy! 5 stycznia 2021, 09:52

Ostatnie dwa tygodnie zrobiłam sobie odwyk od starań i martwienia się tym problemem, a ten rok chcemy poświecić na badania, znalezienie przyczyny i mam nadzieję jej rozwiązanie.
Znalazłam wreszcie super Panią doktor, która ma Plan co po kolei badać, co jeśli tutaj będzie ok itd. Mam ja z polecenia i jedyny jej minus to, ze przyjmuje 350 km od mojego miejsca zamieszkania. Miałam wczoraj wizytę, następna 25.01, a między czasie muszę zrobić badania.
Ten cykl był bezowulacyjny, a ja już 3dni przed miesiączka czuje wszystkie jej objawy, łącznie z okropnym bólem brzucha...

Badania nasienia są okej, morfologia 9%, pewnie mogło by być lepiej, ale to zdecydowanie jest ok!

Więc chyba początek roku dosyć udany? A mimo to ogarnia mnie ogromny smutek, chociaż staram się to zrzucić na PMS, to raczej trochę się boję tego wszystkiego - badań, dojazdów.. i diagnozy. Ale zdecydowanie wolałabym wiedzieć.

ŚRODA
Dostałam od mamy książkę. Książkę, którą ona sama najpierw przeczytała. Wręczyła mi ją mówiąc, że to o mnie i koniecznie mam przeczytać. No to wzięłam się za czytanie. I co tam jest? Książka jest o dziewczynie, która jest w małżeństwie i 10 lat starają się bezskutecznie o dziecko. I akcja zaczyna się w momencie kiedy ona odchodzi od męża, bo nie może znieść jego oskarżeń, że przez nią nie mogą mieć dzieci (warto nadmienić, że sam się nie zbadał, bo uważa, że nie potrzebuje się spuszczać do kubeczka, bo na pewno jest zdrowy). Główna bohaterka mieszka z teściami, którzy non stop narzekają, ze ich syneczek mógłby miec inną żonę i by mu dała dziecko i takie tam, że autorka się nie stara o to dziecko, że jej nie zależy, że co to za żona która nie umie dać im wnucząt itp. A bidna dziewczyna lata od lekarza do lekarza, bierze setki tysiace lekow i nic, co miesiąc przychodzi @. Nie ma żadnych efektów. A mąż zapatrzony tylko w pracę i ma gdzieś żonę, sam też przytyki jej robi w tym kierunku.

Poczułam się trochę jak uderzona w twarz. Bo wiecie... moja mama myśli, że u nas tak jest. Że ja latam po lekarzach, rozkładam nogi gdzie sie da, biorę tonę leków (i do tego momentu jest w tym dużo prawdy, no nie da się ukryć), ale... uważa również, że niepotrzebnie bo jestem zdrowa (niby tak, w końcu niepłodność idiopatyczna) i... to jest wina męża plemników, bo nie chce się przebadać (nie wiem skąd jej się to uroiło, mąż się badał jakieś 7 razy, ale ona dalej uważa, że plemniki mojego męża są na pewno liche, ekhm...) -dokładnie tak jak w tej książce- że mąż zajęty pracą, ma mnie w doopie, nie wspiera, tylko na pewno cały czas naciska i wywiera presję, bo chciałby mieć dziecko. A ja robie te wszystkie badania itp bo mąż mnie zmusza do tego. I że jeszcze presja otoczenia i ja jestem taka biedna i zagubiona a to wszystko wina męża :D (tak w skrócie).

Mąż jak to usłyszał to stwierdził, żebym w odwecie kupiła jej książkę Rozenkowej o in vitro, niech sobie poczyta i się trochę może dokształci :D nie wiem czy to dobry pomysł, czy to nie wywoła burzy. Ale mąż mówi, że nawet jesli ona nie przeczyta to że może ojciec mój przeczyta i zmieni trochę pogląd na to wszystko. I nie wiem czy to ma jakikolwiek sens, żeby walczyć z wiatrakami. O in vitro oczywiście nic nie mówimy. Z drugiej strony nie wiadomo czy nie mówimy na razie, czy nigdy nie powiemy. To już chyba czas pokaże.

MaBi Marzenia o rodzinie... już spełnione :) 30 października 2019, 11:20

<3 11 tygodni i 1 dzień <3

Jaś ma swoją codzienną porę drzemki, a ja siedzę w kuchni i robię obiad. Dzisiaj spaghetti :). Mąż wraca z pracy po 14 więc będzie miał już gotowe jedzonko :). Jak starczy mi czasu to przed jego powrotem sprzatnę jeszcze łazienkę, bo już woła do mnie o czystość ;).

Moja Siostra trafiła w poniedziałek do szpitala z atakiem kolki nerkowej :( :( . Teraz jest już dobrze, ale poniedziałek był nieciekawy :( ból złapał ją w trakcie jazdy samochodem, biedna aż wymiotowała z bólu :(. Przestraszyła się że to poród się zaczyna, na szczęście z Małą jest wszystko w porządku i mam nadzieję że przejdą przez ten ostatni miesiąc bez nagłych alarmów.

Również w poniedziałek ja miałam wizytę u lekarza. Robiliśmy cytologię i ogólną kontrolę.
Dostałam receptę na jednoskładnikowe tabletki dla karmiących, w końcu na nie się zdecydowałam. Dzisiaj zaczynam je brać, telefon ustawiony na konkretne godziny żebym nie zapomniała o wzięciu tabletki.
Dziwne to :) przez tyle czasu nie martwiłam się o antykoncepcję, aż tu nagle znów muszę się do niej przyzwyczaić :)

taśta Jak nie My to kto??? 31 października 2019, 14:57

po milioni e-mail do koordynatorki, działu obsługi i lekarza raczyli wykonać telefon z zapytaniem czy moja prośba o wizytę jest nadal aktualna.... nie ku*wa nie jest, sama sobie wyhoduję i zniosę te jajka a co :D :D :D
w ten o to sposób mam wizytę w poniedziałek o 9:30

taśta Jak nie My to kto??? 1 listopada 2019, 19:49

5 Ovaleap za mną, dzisiaj tak bolało że aż mi się słabo zrobiło... chyba jakaś tępa igła mi się trafiła bo się wbić nie chciała... od jutra dochodzi Cetrotide więc kłucie x 2 i do tego mieszanie proszku z płynem, zastrzyk normalną strzykawką a nie penem i moje lęki przed zastrzykami wróciły :D jajniki powoli zaczynają dawać znać o sobie ;) ciekawe co tam się w środku dzieje :D bardziej obstawiam lewy jajnik ale zazwyczaj moje przeczucia są mylne ;)

Sumireguska Pamiętnik Sumi 1 stycznia 2021, 19:34

Mam dziś tak dziwny nastrój że postanowiłam przelać go do pamiętnika. Za dwa dni 15tc, ciąża rozwija się prawidłowo a ja chodzę osowiała.
Nie chcę jojczyć jak mi źle bo wiem że dla wielu ciąża to marzenie, ale sama jestem zdziwiona tym co teraz czuję. Jeśli nie chcecie sie dziś dołować to może nie czytajcie :)

Jestem po jednym poronieniu w 7 tc, dowiedziałam sie na pierwszym USG. Wtedy byłam w miarę spokojna, ucieszona. Powiedziałam wszystkim, a wszyscy powiedzieli wszystkim pozostałym. Czułam wielkie szczęście, i tak samo wielki był wtedy upadek. Niby 7 tc ale zdążyłam wejść na skraj radości i każdy powtarzał ciesz sie, takie przypadki są rzadkie, będzie ok. Sytuacje przepracowaliśmy razem, przegadaliśmy, było ok.

No i właśnie, drugi test pozytywny. Moja reakcja - ok. Reakcja Starego - ok. Byliśmy tak wystraszeni że do 7 tc zapomnieliśmy o tym, nie rozmawialiśmy, tematu nie było. "Zobacze bijące serduszko to zaczne sie cieszyć". Zobaczyłam je, dzień radości. Następnego dnia to samo uczucie stresu. Dwa tygodnie później zaczęły sie plamienia, które zestresowały mnie jeszcze bardziej.
Wizyta, przed którą prawie zwymiotowałam pod gabinetem. Ginka mierzy ciśnienie, prawie 170 na 100, jest zdenerwowana, chce mi przepisywać leki ale tłumaczę że boje sie co zobacze na usg. Na usg ok, dziutek sie rusza, ale jest też krwiak, malutki ale jednak. Sekunda radości i 3 tygodnie niepokoju bo ten krwiak... Czytanie o krwiakach.. i powtarzanie sobie że jeszcze sie nie ciesze, jeszcze zapominam, nie przywiązuje sie. Po prenatalnych pozwole sobie na szczęście.

Prenatalne - hiperwentylacja przy odbiorze wyników NIFTy, zdrowy chłopiec. Jeden dzień radości ale... Jeszcze USG, tam może wyjść tyle rzeczy źle, czytałam o nich. USG oczywiście wychodzi ok..
No i gdzie ta radość. Miała mnie oblać, pozwoliłam sobie na nią. Kolejne usg, dziutek leży i nie rusza się a ja stwierdzam że coś jest nie tak - oczywiście po prostu śpi.
Mówimy rodzinie, mama chce kupować rzeczy a ja zabraniam.

Naprawdę chcę, ale nie potrafię się cieszyć. Próbuję każdego dnia. Czytam o dziewczynach które w tym okresie już zaczynały mówić do dziecka a ja sie wstrzymuję. Każde ciągnięcie, każde pobolewanie analizuję. Panikuję gdy wypije wode z kranu bez przegotowania jej.. i brzmię jak osoba której sama kiedyś powoedziałabym 'weź sie ogarnij'.
Po prenatalnych miała być radość ale oczywiście wmówiłam sobie że połówkowe będą tym definitywnym krokiem i wtedy już na pewno poczuje sie lepiej. Taa.
Cholera nie wiem jak z tego wyjść. Pogadałabym z kimś ale jak pisze do przyjaciółki to dostaje tylko odpowiedz 'daj spokój, bedzie dobrze, nie myśl tak' Sprawdzałam psychologów ale godzina konsultacji 200 zł. ;/ Zdrowie psychiczne tylko dla bogatych..

Wiem że musze przestać czytać internet, przestać czytać o tym co złego może sie wydarzyć.
Myśle że gdybym zaszła w ciąże w wieku 20-25 lat to lepiej bym ją zniosła. Teraz człowiek jest doświadczony, wie że dzieją sie złe rzeczy, że jest ich dużo. Czyta o tym, słyszy o tym. W moich oczach statystyka 1% poronień po 12 tygodniu zamienia sie przynajmniej na 60% ryzyka. I tak jest każdego dnia, nie potrafię już z tym wygrać :( ale będę próbować

Oby następny wpis był bardziej pozytywny :)

28 dc, 9dpt,
(Estrofem, Utrogestan, Acard, Neoparin, Encorton, Medargin, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12)

8 dpt beta 12,7
9 dpt beta 8,1
Ciąża biochemiczna.


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 listopada 2019, 08:38

Dziś 4 dzień po odstawieniu luteiny, a ja zamiast miesiączki mam jakieś plamienie. Jednego dnia poleciała czerwona krew, a teraz jakieś niewiadomo co. A moja Pani doktor jest chora, za tydzień we wtorek mam wizytę... Eh. Przeciąga się to wszystko.
A im dużej to trwa, tym bardziej moje emocje stygną. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej się zastanawiam czy ja na pewno tego chce 😔

Duphaston jest jak chomik.

W dzieciństwie strasznie się bałam nocą duchów, kosmitów i innych potworów. Każdy szmer, każde skrzypnięcie podłogi powodowały, że moje serce zrywało się do szaleńczego łomotu a na żołądku zaciskała lodowata obręcz. Byłam zbyt przerażona, żeby wzywać pomocy albo uciekać, jedynie nakrywałam głowę kołdrą i leżałam tak godzinami (tak mi się przynajmniej wydawało :-D ) próbując nie umrzeć przez asfiksję.

Wybawieniem okazały się chomiki. Zamieszkały w moim pokoju, w metalowej, bardzo "dźwiękoróbnej" klatce. Jako nocne istoty, wychodziły ze swojego domku właśnie kiedy ja kładłam się spać. Zaczynały tupać, szurać, zgrzytać, obgryzać, pomrukiwać i burczeć. A ja mogłam wreszcie zamknąć oczy i z błogim westchnieniem ulgi zasnąć wsłuchując się w te wszystkie hałasy... bo od tej pory czego nie złowiłoby moje wyczulone ucho, TO PRZECIEŻ ZAWSZE BYŁY CHOMIKI.

W tym cyklu moim chomikiem jest duphaston. Wreszcie przestałam analizować każde zakłucie w brzuchu, buchać naiwną nadzieją po każdym epizodzie najlżejszych mdłości czy popołudniowej drzemce (no przecież senna jestem!). W tym cyklu to wszystko wina duphastonu. Nie wariuję, nie nakręcam się. No może tylko się zamartwiam, ale to już z innego rozdziału zaburzeń intelektualnych :-D

Swoją drogą to zastanawiam się czemu przez ostatnie sześć lat (słownie: SZEŚĆ!) żaden pieprzony gin nie dał mi progesteronu chociaż od lat powtarzam, że plamię jak w zegarku od 20 DC. Na papierze prog był dobry, ale obraz kliniczny nie ma żadnego znaczenia??

Dziś krytyczny 20 DC i, odpukać, śluz bielusieńki jak mleko. OF nawet dał się przekonać i przyznał mi rację, że owu była jednak 13, a nie 14 DC.

Więc oficjalnie jestem w 7 DPO, nie plamię i mam zajebisty progesteron. :-D O matko, proszę, niech to się tak już utrzyma!

17 dc
3d po IUI

Wariuję... najchętniej już zrobiłabym test, taki który pokaże dwie kreski.
Teoretycznie jakbym dziś go zrobiła to kreski się pojawią ale te po zastrzyku...
Ile to trzeba cierpliwości, ile czasu, myśli pozytywnych i negatywnych, ile tych cichych dni, kłótni czy poważnych rozmów.
Chciałabym, żeby ten etap oczekiwań - ciągnący się już zdecydownie za długo - już zbliżał się ku końcowi.

taśta Jak nie My to kto??? 30 października 2019, 15:17

3 dzień stymulacji <3
z zastrzykiem wczoraj już poszło dużo łatwiej, igła weszła jak w przysłowiowe masło ;) więc pod tym kątem ok natomiast dogadanie się z kliniką to jakaś porażka... wczoraj napisałam maila do koordynatorki bo nikt nie dzwonił to mi odp że moja prośba o wizytę leży u dr na biurku i jak tylko lekarz zaakceptuje to będą dzwonić i do dzisiaj cisza.... więc napisałam kolejnego maila do koordynatorki a jak do jutra będzie dalej cisza będę pisać do lekarza bo ileż można czekać tym bardziej że w pierwszym mailu mi napisał że zaprasza 4 tylko że nie ustalił mi godz. dlatego zadzwoniłam się jak człowiek umówić a tu takie "jaja"... a jak nikt mi nie odpisze to pojadę tam w poniedziałek i tyle :D maila od doktora zaproszeniem na wizytę mam jako podkładkę :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 października 2019, 16:45

28+5
Usg 3go trymestru jednak 7 listopada, niestety bez meza bo bedzie w pracy...
Póki co mała sie pieknie wierci w brzuszku az milo💕
Ostatnio zauwazylam ze mam taka dosyc wilgotną bielizne w ciągu dnia. Troszkę sie wystraszylam bo naczytalam się o saczacych się wodach plodowych. Chociaz jest napisane ze bardzo latwo pomylic je z uplawami w ciazy ktore sa rzecza normalną w ciąży. Dlatego tez zamowilam w aptece testy ktore sprawdzają czy to wody czy zwykly sluz w ciazy. Mam nadzieje ze przyjda jak najszybciej i okaze się ze to śluz..!!

Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowe i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊

Patt1002 Czekamy na Aniołka 2 listopada 2019, 15:52

Poniedziałek coraz bliżej. Stresujące to czekanie... Dom wysprzatany jak na święta, małe korekty, no i jakoś to musi być. Mam różne myślę do czego sie przyczepić, jak mogły być odebrane nasze słowa na poprzednich spotkaniach, jak zareaguje pies na pania i pani na psa... I wiele, wiele innych...

Hej. Ten wpis mial byc wczoraj ale czasu zabraklo. Z ta dwojka urwisow brak mi doby czasem :D ale warto dla tych usmiechow. Przytulaskow.
Kacperek wczoraj skonczyl juz 2 mc! Szok! Ale czas leci :) fajnie sie juz usmiecha i interesuja go zabawki powoli :) lubi raczki dalej ehh.
Mi minal mc na zupach. Przez podjadanie niestety na wadze -2,5 kg lse w cm w sumie -16 cm. Wiec cos idzie w dol. Moj problem to zaparcia i zapominam pic wode. Ale teraz juz sie poprawiam i szklanka wody po kazdej wizycie w wc. Nie dojadam juz po synku resztek bo to tez nie dobrze no i zaczynam cwiczyc min 3x w tyg skalpel -bez brzucha. Kolejne pomiary za mc.
Ogolnie czuje sie dobrze w tej roli. Matki polki siedzacej w domu miedzy suszarka z praniem a rozwalonymi zabawkami. Co chwile sie o cos potykam. I coraz bardziej zakochuje sie w tym stanie ogolnego zmeczenia wiecznego pospiechu. Tylko czasem mi zal ze juz nie bede w ciazy. Ze ten stan blogoslawiony za mna. Juz sie nie poruszy w brzuchu maly ktos. Idzie sie uzaleznic od usg badan adrenaliny przed gabinetem.


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 października 2019, 15:46

Pinka. Piąty transfer 2 listopada 2019, 08:55

7tc

Od srodowego incydentu nie mialam wiecej plamien. Staram sie duzo lezec i odpoczywac - na szczescie jest dlugi weekend a zaraz kolejny.
W poniedzialek ide na drugie USG, zobaczymy co nam los przyniesie. W glebi duszy ufam, ze pokaze sie serduszko a z drugiej zas strony ciezko mi uwierzyc ze wszystko bedzie ok.

Wybieram sie dzisiaj na cmentarz do moich ***aniolkow.

taśta Jak nie My to kto??? 2 listopada 2019, 20:36

Cetrotide podane :) zmieszanie zastrzyku w lekkim tresie, samo podanie bardzo ok za to reakcja alergiczna tuż po podaniu masakra... w przeciągu maks 2 minut od podania dostałam wysypki i obrzęku na ok 10x5 cm, swędzącej tak że miałam ochotę to wydrapać ze środka :D ale na szczęście po ok 40 min swędzenie zaczęło być znośne a plama zaczęła się zmniejszać :) także 6 dzień stymulacji z przygodami ale ponoć to dość częsta reakcja po tym leku

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)