Czwartek 21 dc / 28 cs
Wróciliśmy kilka dni temu. Było kolorowo, ludzie przesympatyczni, dużo wrażeń. Lot 12sto godzinny naszym polskim dreamlinerem nawet całkiem przyjemny, mimo, że klasa ekonomiczna. Jedyne co mi przeszkadzało to zarówno w jedną jak i w drugą stronę przed nami w bliskiej odległości małe dzieci - jeszcze roku nie miały skończonego. Na oko około 6 miesięcy. Ja bardzo przepraszam, to moja opinia, ale zabieranie tak małego dziecka, w tak długą podróż to głupota. I widać, a nawet słychać było, że nie był to lot wyższej konieczności - bo tam mieszkają np , tylko stricte turystyczny. Skoro dorosły ma problem z ciśnieniem, hałasem, to co ma powiedzieć dziecko! A ono nie umie jeszcze powiedzieć co mu dolega. Pominę już fakt promieniowania kosmicznego na takim długim locie... Tym samym połowę trasy był wrzask, krzyk i płacz. Ech. Czysty egoizm rodziców.
Pojawiły się w tym czasie również wyniki cytologii - grupa I.
Wczoraj byłam na pobraniu posiewu z kanału szyjki i monitoringu. Ostatnie badanie do zabiegu. Mam nadzieję, że w posiewie nic nie wyjdzie, bo w przeciwnym wypadku nie będzie mogła się w grudniu odbyć histeroskopia. Jakiś czas temu wyszedł mi Gbs przed HyCoSy i byłam w plecy 2 miesiące 
Monitoring wyszedł jakiś dziwny. Byłam u swojego ulubionego lekarza w tej dziedzinie, niezwykle dokładny, rzeczowy, bardzo żywo interesuje się przypadkiem. Doradza. Dodatkowo pomimo, że jest to sam monitoring, wizyta trwa niekiedy 15 minut. Więc owulacja stwierdzona, była z prawego ( jak zwykle jajnika ), tylko endo jakieś dziwne, obraz rurki z bańką na końcu. Przez to ciężko stwierdzić jego grubość...Na początku rurki 4 mm, i kolejno w odstępach 6, 8 i w najszerszym miejscu bańki 11 mm. Zasugerował polipa endometrialnego, ale na tuż przed wylotem był monitoring w klinice u prowadzącej i było jednolite, cienkie, równe. Zasugerował usg w kolejnym cyklu , dodatkowo histeroskopie, ale jak mu powiedziałam, że ma być w grudniu, to powiedział, że świetnie i, badanie dużo wyjaśni. Na prawdę nie mogę się doczekać tego badania. Jak widać histero prawdę powie
wyrocznia niemalże 
Czekam zatem na wyniki, okres ma przyjść 29-30, w pierwszym dniu mam dzwonić do kliniki na umówienie terminu. Histero robię prywatnie, w klinice, w znieczuleniu ogólnym, więc dzwoni się w tym samym cyklu co ma się mieć robione badanie. Nie łudzę się, że zabieg będzie odwołany ze względu na ciążę. Jakbym była szczęściarą to już dawno bym zaciążyła.
Leki w tym cyklu: estrofem 2mg x1 od 16 dc
luteina podjęzykowo 2x2 od 16 dc
witamina D3 4000j ciągle
olej z wisiołka 14 pierwszych dni
Plamień nie widać.
Może takie pisanie mi trochę pomoże, spróbuję bo nie mam z kim pogadać o tym co czuję i przeżywam a jestem typem, który tego potrzebuje... Narzeczonemu tylko zaczynam temat ciąży to jest kłótnia, już ma dość wysłuchiwania moich "objawów" i wszystkiego z tym związanego. Powiedział mi, że najlepiej jak raz na tydzień siądziemy i porozmawiamy o tym wszystkim a to, że ja już myślę o tym ciągle jest chore ;( Strasznie mnie to zdołowało, nie mam nikogo z kim mogłabym o tym porozmawiać, a jak jest już ktoś z kim mogę to on tego nie rozumie co przeżywam bo wokół mnie są osoby, które albo zaszły przez przypadek albo w pierwszych cyklach starań... I tylko słyszę "wyluzuj a się uda" to mnie szlag trafia, to by może mnie tak nie denerwowało gdybym była zdrowa i miała normalne cykle a nie takie jakie są.
Czekamy na wyniki mojego z kliniki, mam nadzieję, że morfologia plemników się poprawiła i, że reszta parametrów nie spadała, od tego zależy czy zaczniemy moją stymulację, zacznę też teraz pić zioła ojca Sroki nr 3 bo wyczytałam na forum, że pomaga na śluz a ostatnimi czasy z tym u mnie problem. Teraz leżę, koty się bawią a mnie już pobolewa podbrzusze na @, ciekawe kiedy przyjdzie. Według Flo ma być jutro a według ovu dopiero 6 albo 7 nie pamiętam ;p
Postaram się tutaj wypisywać co jakiś czas, żeby mojemu nie śmęcić. Myślę, że to nam dobrze zrobi bo nie będzie taki nerwowy przez to. W końcu się przecież uda, a może na święta będziemy mieć prezent? Kto wie 
Przynajmniej zaczął działać mi jajnik więc tyle dobrze 
Dziś 3 DC, siedzę w toalecie w pracy i mam mieszane uczucia.. a w sumie to bardzo chce mi się płakać... W ciągu 3 dni dowiedziałam się o kilku kolejnych ciążach znajomych, ok, przełknę to... Ale dziwne jest to, że prawie wybuchłam płaczem gdy w radiu powiedzieli, że Robert Lewandowski ogłosił że jego żona w ciąży... Dziwne jest to jak czasem reaguje na to.. i nawet nie wiem dlaczego to przeżywam. Zazdroszczę znajomej.. ma takie idealne w sumie życie, poznała chłopaka w podstawówce, od tamtej pory razem, po kilku latach zaręczyny, po 2 ślub, zaraz po ślubie zaszła w ciążę w pierwszych cyklach starań, urodziła piękna córeczkę, zamarzyło jej się mieć synka i żeby dzieci były rok po roku i co? Na dniach rodzi synka a jej mała niedawno skończyła rok. Zazdroszczę jej że tak im się dobrze wszystko układa i oby już tak zostało bo życzę im jak najlepiej ale żal do życia mimo wszystko mi towarzyszy, mam nadzieję, że kiedyś się doczekam swoich kreseczek, pięknej bety, nudnej ciąży i zdrowego dzieciątka. Mam nadzieję, że każda tu kobieta, która się stara doczeka się tego wszystkiego, należy nam się a dzieciom należy się dom pełen miłości 
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 listopada 2019, 20:05
Troche nie z tej beczki ale musze to z siebie wylac, to tez stres, chyba najwiekszy, a jak wiadomo stres jest naszym wrogiem w staraniach...
Juz ponad 3 lata jestem w niemczech. W polsce skonczylam magistra, tutaj rzecz jasna pracuje fizycznie uczac sie jezyka... planowalam zarobic posplacac dlugi i wrocic ale poznalam tu swoja milosc, mija poltorej roku, dorobilismy sie pieknego wielkiego domu, samochodu, decyzja podjeta - zostaje. Robie poziom C1 z niemieckiego, co oznacza ze za ok pol roku moge szukac w koncu lepszej pracy - po to tyle lat studiowalam, prawda? Codziennie placze dzwigajac ciezary, ze nie na takie zycie zawodowe tyle lat pracowalam. Ale... pol roku do egzaminu z niemieckiego, kolejne pol roku na szukanie pracy i conajmniej z dwa lata w nowej firmie musialaby minac zebym byla bezpieczna i moga zadbac o rodzine. Koncze zaraz 30 lat, gdzie tu miejsce na dziecko o ktorym tak bardzo marze? W ciazy nie znajde pracy lub szybka ja strace, nie zbuduje zaufania pracodawcy. chlopak naciska mnie zebym nie panikowala i na spokojnie szla do przodu a jak sie ustabilizuje za 5 - 7 - 10 lat to pomyslimy o dziecku. 5 - 7 - 10 lat??? bede miala 40! A o niczym innym myslec nie moge jak o rodzinie, tylko o tym, juz teraz marze. Czuje jakbym fizycznie kazdego dnia wstawala ale psychicznie powtarzala material z plyty bo tak naprawde nie funkcjonuje...
4dc
Czyżby @ była już u finiszu? Podpaska po nocy czysta, poranna toaleta zero śladu, dziwnie mi tak... Przy moich nieregularnych cyklach przed zaczęciem brania leków zawsze trwała 8 dni a tu nagle ledwo się rozkręca i się kończy :o ale pewnie jeszcze poplamie trochę może to chwilowa czystość.
Wciąż mam w sobie moc odcięcia się trochę od forum, myślę, że mi to dobrze zrobi. Teraz chce się skupić na mierzeniu temperatury i piciu ziółek, bardzo mnie ciekawi jak będzie wyglądać wykres pod koniec cyklu, aż jestem w szoku, że mam tak niskie temperatury teraz, bardzo mocno mi w drugiej fazie cyklu skacze ta tempka :p
Edit:
Tylko zobaczyłam wiadomość i zdjęcie od koleżanki, że urodziła zdrowego synka i pyk znów zaczęło ze mnie lecieć a już było czysto całą noc i pół dnia ;p wygląda jakby moja macica zapłakała za macierzyństwem heh...
No cóż.
Dziewczyny na forum pododawały zdjęcia pozytywnych testów ciążowych, cholernie się cieszę, życzę im jak najlepiej ale często wgapiam się w te zdjęcia i łzy same ciekną... Czy mi będzie dane móc zobaczyć taki test? Czuć to uczucie gdy widzę jak robi się druga kreseczka? Czy będę kiedyś biec zapłakana do narzeczonego, że w końcu się udało? Boje się, boję się przyszłości, że to nigdy nie nastąpi 
Ale...
Ale odkąd się leczę i myślę, że jest już blisko szansy, że się uda to boje się czy będę dobrą mamą, czy dam temu dziecku to czego mi brakowało? Choć myślę... I zawsze powtarzałam koleżanką, które zaszły... Że samo to, że martwią się czy będą dobrymi mamami czyni je nimi, bo złą matką nie przejęła by się tym i miała to gdzieś...
Dziś rozmawiałam dużo z narzeczonym o dziecku, układaliśmy sobie w głowie pokój dla malucha, już mi powiedział, że zmienimy mieszkanie na 4 pokojowe, sypialnia, salon, gabinet i marzenie - pokój dla dziecka.
Kiedyś się uda! Czuję to!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 listopada 2019, 19:52
100 razy dziennie odpowiadam na pytania "co to"?
Rozumie i mówi coraz więcej. Muszę zabezpieczyć spiżarkę bo ostatnia przyłapałam ją z:mąką, jajkiem (i wołała jajo!), płatkami owsianymi, butelkami z wodą i gąbeczkami.
Myślę nad prezentem Mikołajkowym typu kuchnia dla dzieci - tak, żeby miała szafeczki itp. ale nie taka różowa tandetna i jednocześnie nie za 2 koła (tak, takie też widziałam 
Rozważam zakup pomocnika kuchennego. Serio. W foteliku do karmienia nie chce siedzieć, a lubi obserwować co robię, czasem pomaga (np. mieli orzechy w młynku), przekłada owoce i albo sadzamy ją na blacie (ale trzeba bardzo uważać) albo na rękach (kręgosłup mnie napieprza).
Najładniej bawi się sama, jak zrobi kupę. Wiem, kiedy jest, nie muszę sprawdzać. I w końcu tych kup jest mniej 1-2 dziennie a nie 5.
Jedzenie poprawiło się, wczoraj już wtranżalała owsiankę, kanapki i całą porcję spaghetti po meksykańsku z ciecierzycą.
Zaczyna pewne rzeczy przetwarzać w główce. Kiedy babcia szykuje się do wyjścia i pytamy gdzie jedzie baba, odpowiada "dom". Nikt jej tego nie uczył.
A ja mam chyba dni płodne - kiedyś to żyłam od cyklu do cyklu z naciskiem na przytulanki w takie dni - temperatura, zmiany śluzu itp - comiesięczna adrenalina i rozkminki. Generalnie jak kojarzę to w każdą ciążę zachodziłam listopad-grudzień (może to takie szczęśliwe miesiące). Więc teraz trzeba uważać. Czasem nachodzi mnie szalona myśl - może drugie? ale wtedy przypominam sobie, że TSH trochę za wysokie, w ogóle to powinnam brać pabi-dexametazon a jestem kp, i nie wiadomo co z komórkami NK.I nie wiadomo, czy zawodowo nie zwolnić na kilka lat, odchować młode i wtedy ruszyć z kopyta (moja praca może być bardzo angażująca, kiedyś pracowałam całymi dniami).Takie dylematy. Chyba łatwiej było nie mieć ambicji albo być facetem 
Idę pakować się do szpitala. Jutro wycinają mi polipa. Oby ból był do wytrzymania, oby jutrzejszy dzień szybko minął.
Jutro koncze 36 lat i tak sobie mysle , ze nie sadzilam , ze nadal bede probowac zajsc w ciaze. Postanowilam zrobic sobie wolne od pracy, taki spontan dzisiaj zapytalam moja szefowa. Jestem umowiona na moje akupunkture a potem zrobie sobie terapie zakupowa....ktora zalezy od tego ile mnie policza w klinice. Chcialabym sobie kupic nowy plaszcz na zime, co prawda mam obecnie dwa, ale tak na poprawe nastroju
A potem postanowilam,ze spedze dzien sama ze soba, tylko ja....az maz wroci z pracy z prezentem 
2cs 8dc
Dzisiaj wzięłam sobie wolne, jadę tylko na 1 klientkę na 15:40, mogłam sobie ją przełożyć na jutro, ale ciul. Mała jeszcze śpi, a ja zdążyłam poprzytulać się z mężem i ogarnąć cały dom. Jak się obudzi musimy jeszcze podjechać do apteki i na pocztę, bo jak ja później pojadę to będą już zamknięte. Jakiegoś mam lenia i nie chce mi się iść do pracy. Czemu? Nie wiem, przecież lubię swoją pracę. Pewnie jak to po wolnym nie chce się wracać. Jutro już normalnie pójdę do pracy to się rozruszam 😉
12 tygodni i 3 dni 
Kuźwa. Wczoraj w Warszawie na działkach znaleźli noworodka w reklamówce. Ciężko mi uwierzyć. Są okna życia, a ktoś zostawia taki cud na działkach w reklamówce? Dobrze, że facet tam był i dziewczynka jest cała i zdrowa. Mocno mnie to uderzyło... Tyle par stara się o dziecko, tyle par traci dzieci, a ktoś dostaje taki cud i pozbywa się go w taki sposób? Dramat...
Jaś mocno się rozwija
, trzyma już główkę bardzo wysoko gdy leży na brzuszku i macha nogami tak, że gdyby podniósł tyłek to poszedłby przed siebie na czterech
. Bardzo lubi się przytulać
, dzisiaj mnie zaskoczył (jak zawsze pozytywnie), po porannym karmieniu i pościeleniu łóżka podeszłam do Jasia , żeby z Nim "pogadać" , a On popatrzył z uśmiechem i ściskając swój kocyk wyciągnął do mnie rączki. Przytuliłam go, okryłam owym kocykiem i po minucie odleciał
. Mały cwaniak
, wie że przytulanie ala kangurowanie działa usypiająco
.
W ogóle jest już taki kontaktowy
, bardzo dużo się uśmiecha, gada po swojemu (i to ile! szok) , zaczyna interesować się zabawkami, zdjęciami i magnesami na lodówce
.
Wyrobił się już nam plan dnia, nadal karmimy się piersią. Na pokarm nie narzekam, czasem muszę wstać w nocy i się odciągnąć bo było by jedno wielkie bum
.
Ja ważę niecałe 51kg, od ponad tygodnia biorę tabletki. Ale próba przytulania była tylko jedna... I to tylko próba, bo bolało mnie
i to tak że musiałam przerwać
. Nie wiem czemu, pewnie w weekend ponowimy próbę, jak znów pojawi się ból to muszę porozmawiać o tym z lekarzem.
Plamienia
No i po punkcji
sama punkcja spoko najgorsze było czekanie po wszystkim na wizytę... 2 godziny w poczekalni na mało wygodnych krzesłach ale cóż... Najważniejsze że pobrali 10 oocytów 🥰 w sumie po 3 godz od pobrania lekarz rozmawiał z embriologiem i ponoć wszystko jest tak jak powinno być
w niedzielę wieczorem mam dzwonić do dr i mi powie czy transfer w poniedziałek czy w środę... Lekko się zdziwiłam bo w poniedziałek klinika zamknięta ale powiedział że ustalił z embriologiem i jak będzie potrzeba podać w poniedziałek to obaj przyjadą i transfer się odbędzie także teraz odpoczynek i czekanie na niedzielę 
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 listopada 2019, 16:37
Minal pierwszy tydzien pracy po zwolnieniu. Nie dosc, ze ciemno i zimno, jak na listopad przystalo, to jeszcze jakis gorszy okres jest i robota kompletnie nie idzie. Na szczescie nie z mojej winy, robie, co moge, a ze za wiele nie moge, jest jak jest, czyli bez szalu i do tylu zamiast do przodu. Coz, cudotworca to ja nie jestem. Wazne, ze beze mnie podobno bylo jeszcze gorzej.
Od strony fizycznej zgodnie z trendem, czyli srednio. Brzuch pobolewa, ciagle wyskakuja jakies plamienia i jestem niesamowicie zmeczona. Bez drzemki nie dociagne do wieczora, a potem zasnac nie moge, noc robi sie coraz krotsza, rano ledwie zwlekam sie z lozka, w robocie zaciskam zeby, wracam, padam i tak w kolko.
Teoretycznie w weekend powinnam sie zregenerowac, jak zwykle pewnie nic z tego nie wyjdzie. Przydalyby sie wieksze porzadki i dokumenty wymagaja pilnego posortowania. Akurat w tym drugim aspekcie moge liczyc na pomoc mojego czworonoga, dziala o wiele skuteczniej od niszczarki, tylko potem trzeba te konfetti pozbierac.
Humor mam odpowiedni do sytuacji, nakrecany PMSem. Nie wiem, kiedy spodziewac sie zakonczenia cyklu, te ciagle plamienia zaburzaja mi wyczucie, do tego jeszcze migrena tez wpycha sie poza kolejke i starszy, ze to juz tuz tuz, a tu jednak nie. Chcialabym dociagnac do jakiejs przyzwoitej dlugosci nieco ponad 24 dni, na razie osiagnelam 22, ale naprawde pojecia nie mam, ile wyjdzie.
Jako wisienka na tym gorzkim torcie, snilo mi sie, ze jestem przygotowywana do jakiegos zabiegu, narkoze podawal przystojny i sympatyczny doktor. W zasadzie zapraszam chetnie ten sen do serii proroczych, zabieg i tak mnie czeka w styczniu, jesli ten wysniony doktor jest wolny, to z przyjemnoscia dosnie ciag dalszy historii.
28 października o 16:00 przyszedł na świat nasz mały cud!!!
Tymon ❤
Miał 56cm i ważył 3520g
Jest przecudowny:))
Dopiero teraz się zebralam w sobie, żeby napisać parę słów jak to wszystko wyglądało:)
Spędziliśmy szpitalu aż 5 dni bo Tymek miał wysokie crp, zrobili mu badanie ze względu na infekcje moczu jaką miałam w ciąży... i faktycznie miał az 39 w dniu porodu. Dlatego zostawili nas na obserwacji, ale Tymuś bardzo ładnie jadł na piersi cały czas od samego początku i crp samo spadło bez antybiotyków. Wyszliśmy do domu 1 listopada 
Ale po kolei 
2 poprzedzające dni przed porodem miałam codzienne napinania się brzucha. W niedzielę wieczorem dość nawet silniejsze, ale jedne były co 5 min, drugie co 8 i tak różnie. Skonczylam patrzeć na zegarek koło północy i poszłam spać. O 2:00 obudziłam się na siku i poczułam, że ten ból się nasila, już nie poszłam spać bo się zastanawialam co robić
siedziałam z zegarkiem i sprawdzałam jak często no i sie skurcze tak co 5 min pojawialy. Poszłam się więc wykąpać, zjadłam "śniadanie" o ile mozna mówić o sniadaniu po 2 w nocy:D
Oczywiście zrobiłam makijaz:D mąż się przebudzil i zapytał co ja wyprawiam o tej godzinie łażąc po nocy:D no to mu powiedzialam, ze sie chyba zaczelo i ja sie juz szykuje, ale ze on moze sobie pospac z godzine:D bo to jeszcze potrwa
ale byl taki podjarany, że już nie zasnął.Mnie zaczął odchodzić czop z krwią. Przed 6 w końcu się zebraliśmy i pojechaliśmy na porodowke:) zbadali mnie, zrobili zapis Ktg. Okazało się, że mam 3cm rozwarcia i akcje skurczowa i że mnie przyjmuja na oddzial. Poprosilam o lewatywe, po której skurcze się nasilily ale dalej były znośne:) bóle które miałam były bardziej od bioder w dół krocza. Nie miałam boli krzyżowych wcale. Znośnie to było, chodziłam śmiałam się z mężem, A no i mąż się mnie w drodze pytał, czy urodze o 12 i jak myślę o której urodze, no to mu powiedziałam : "o 16"
I chyba jestem czarownicą
Na porodówce, dostałam piłkę do skakania i tak się bujalam na tej piłce do następnego badania, w następnym badaniu dalej jakby rozwarcie prawie nic nie ruszyło, więc dostałam scopolan na rozwieranie szyjki i mogłam iść z piłką pod godzinny prysznic... ciepła woda trochę pomagała, ale ciasno było pod tym prysznicem na tej piłce, że Armagedon...ani się pobujac nie mogłam ani nic. Potem kolejne badanie, 5cm dopiero no i podpieli mnie pod zapis. Dostałam zastrzyk przeciwbolowy i gaz do wdychania. Już sama nie wiedziałam, co pomaga A co nie
ból był ten sam, ale uczucie ulgi po skurczu powodowało, że miałam ochotę spac:D taka byłam zrelaksowana
potem mnie odpieła od ktg i poszłam na piłkę. I wtedy poczułam już silny ból, ale wciąż myślałam, że to dopiero się rozkręca... przyszła polozna, zbadala mnie i mówi, że rodzimy bo już 10cm:D A ja ... jak to... przecież dopiero 5 cm bylo:D mnie dopiero boleć zaczelo:D no i kazała sobie przeć na lewym boku, przebiła pęcherz, no bo dalej nie pękł sam. I sobie poszła zapisać, że odeszły wody... I nie było jej ze 40 min A ja nie wiedziałam, czy mogę przec, no bo co jak mi dziecko samo wyskoczy haha, to co... mąż będzie je łapał?
... W końcu przyszła położna i powiedziała mi, że źle prę, bo przez zęby:D no to się spałam w sobie, 4 skurcze parte i urodzilam:D 💪💪 Jak Tymon był już na świecie to leciały mi łzy że szczęścia:)
Aha no i nie byłam nacinana, założyła mi tylko 1 szew bo delikatnie śluzówka pękła, ale teraz już nawet po tym śladu nie ma:)
Poród wiec wspominam bardzo dobrze... dokładnie tak jak to sobie wyobrażałam. Naprawdę świetny personel, świetny szpital, A ból naprawdę do zniesienia:D ja bym to powtorzyla:D serio... jestem chyba chora na mozg:D ale dla tych emocji warto bylo
i co jak co ale nastawienie pozytywne ma bardzo wazne znaczenie w przebiegu porodu:)
Także kobiety nie bać się i myśleć pozytywnie 
Reasumując fajnie bylo:D czekałam na to by to przeżyć
Tymek mial 8 punktów Apgar,bo mu kolorki dopiero w 10 minucie chyba wróciły a był taki siny troszkę. Ale ogółem jest zdrowy i nic mu nie dolega:) jest też prawdziwym aniolkiem, bo nie płacze bez powodu, tylko troszkę marudzi jak głodny, ale naprawdę musiałby być przeglodzony, żeby płakał mocno:) A tak to sobie leży i patrzy i w większości spi:D teraz ma już troszkę więcej aktywności w ciągu dnia:) tak ze 2x dziennie po 2h sobie leży i macha rączkami.
W poniedziałek skończy 2 tygodnie 
Byliśmy też na pierwszym krótkim spacerze ale smog bywa taki, że wychodzenie na dwór nam nie wychodzi. Wczoraj powtarzalismy crp I już nie ma wcale:) A we wtorek mamy pierwsza wizytę u pediatry. W domu go wazymy tp juz wazy 4kg:) kawał byczka:)
Mleka w cyckach mam tyle, że obkarmilabym cała armie:D ale Tymon wypija wszystko, nie od razu ale na raty:) po przewijaniu zwykle chce cyca znow. Nie uzywamy smoczka, najwazniejsza dla nas jest bliskosc i cyc
smoka z reszta chyba nawet nie toleruje:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2019, 19:02
13 dc
Metody naturalne: orzechy brazylijskie, awokado, wino czerwone wytrawne
Suple i leki: Wit D, Wit C, B12, Magnez, olej z wiesiołka, Acard i Silndenafil
Owulacja za +/- 4 dni. Walka o ratowanie endometrium rozpoczęta!
24cs. 13 dc.
I tak to mija 2 lata odkąd podjęliśmy starania o Maleństwo. Pierwszy rok był taki na luzie. I dokładnie rok temu udało Nam się zajść w ciążę. 8. 11 zobaczyłam II piękne kreski na teście. Dokładnie wiem kiedy nastąpiło zapłodnienie bo był to jeden seks w cyklu. Szczęście potrwało do 23.11. W 6 tyg straciłam ciąże.
Wracając do obecnego cyklu. Ovufriend pokazuje owulacje na jutro/pojutrze. Test owu z kreska dość wyraźną ale wciąż negatywny. Powtórzę wieczorem.
Poki co działamy. Dziś jeszcze powtórzymy. I pozniej dopiero z moim K widzę się w piątek.
A w piątek mam wizytę u ginekologa. I będę wiedziała na czym stoimy ☺️
Napisałam maila do immunolog z prośbą o zalecenia i plany dalszego leczenia mojego ANA. Czekam na odpowiedź. Liczę że w tym temacie także się coś zadzieje. Bo czekam już od lipca na jakiś krok w tym kierunku. Ale cały czas byłam odsyłana do naprotechnologa. Napisałam jej wprost że znalazłam fajną ginekolog i chce aby to ona mnie poprowadziła.
Tak więc czekam piątku. A później testowania. Trzymajcie mocno kciuki żeby i ten listopad okazał się dla mnie szczęśliwy i żebym jednak została Mamusią lipcowego dzidziusia ❤️✊☺️
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 listopada 2020, 11:45
Wczoraj byłam na kolejnym usg. Endometrium jakoś tak rosnie. 11 dc - 7.7 mm, 13 dc - 8.2 mm. Pecherzyk juuz duży. Doktor przewidzial owilacje na noc i miał racje, bo już ją czuję. Czyli priming zadzialal, pierwsza faza sie wydluzyla.
Wczoraj poznaliśmy przyczynę naszych niepowodzeń - mam kir BX, brak prawie wszystkich kirow implantacyjnych. Mąż ma zrobić jeszcze HLA-C. Prawdopodobnie będzie transfer z accofilem. Ależ życie pisze scenariusze. Jak tylko przeczytalam na forum o tym leku to byłam zdecydowana przeciwniczka. Że za silny, zniszczy zdrowie. Ale wczoraj mąż przekopal internet i accofil niekoniecznie taki zly jest, trochę jednak obrosl w mity. Zdecyduje się na niego jeśli tak ma być. Dostaliśmy wszystkie papiery i liste badań. W sumie mamy wszystko oprócz usg piersi. Mamy sie zgłosić 18 dc. Biorąc pod uwage że na kariotypy czeka sie 4-8 tygodni, transfer pewnie będzie w styczniu. Ale moze uda sie w grudniu, zobaczymy.
Wiadomość o kir wbrew pozorom mnie nie dobila. Wreszcie znamy przyczyne. Wiemy na czym stoimy, nie musimy sie ludzic i zwlekac z ivf. Wczoraj bylam na koncercie, wyspiewalam sie wybawilam. Mialam stresujacy tydzien, bylo mi to potrzebne. Dziś wesele kumpla. Beda ludzie z bylej pracy którzy wiedza że mamy problemy. Nie chce sie z nimi widziec bo beda patrzyc tym wspolczujacym wzrokiem. Byleby tylko przetrwać ten dzień. Jakoś to bedzie. Jakoś to wszystko sie ulozy. Niech sie dzieje wola nieba.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2019, 08:29
Wczoraj stuknęlo nam 6 tygodni!! Koniec połogu:o wizyta w środę.
We wtorek bioderka a w środę szczepienia. Szczepionka już dostarczona do przychodni.
Teraz o dzieciach !
Oluś słodziak,wystarczy że się uśmiechnie i wszystko mu się wybacza
lubi spać, najbardziej na kimś lub przy cycku;p w dzień na bujaczku A wieczory to pobudki na cyca lub siedzenie ze mną a na noc lądujemy w.trojke w lozku;p. W sumie rytmu nie ma bo wczoraj spal od rana do 14,dzisiaj jeszcze spi,ale wstanie pewnie zaraz z nami.Jest coraz bardziej ciekawski,rozgląda się,cieszy,zaczyna wydawać fajne dźwięki
jest bardzo ruchliwe,główkę targa do góry i jak nie krzyczy to jest pogodnym,małym ksieciuniem 🥰
Polą jest zakochana w bracie nadal. Pomaga mi,rozczula się nad nim,śpiewa mu. Jak widzi,że płaczę a ja coś robię to mu śpiewa,daje smoczka,przytula.💕 ostatnio ma czas na "mamunie","mamusie" 
I stwierdzam,że mam najfajniejsze i najsliczniejsze dzieciaczki 
Ja się wzięłam porządnie za siebie. Dieta,ćwiczenia,od czwartku w końcu Choda
do tego szyję chociaż tu jest ciężej od kiedy Olo wieczorami się wybudza.
Jestem na kolejnym antybiotyku (silnym) na ósemke, po tym jak już buzi nie mogłam otworzyć i ropa poszła na ucho i gardło:/już jest ok,o niebo lepiej,a 26 ide na spotkanie w sprawie wyrwania....boję sie🙈
Trzeba wstawać bo niedługo teście, to trochę sobie porobie w domu a później spokój i cisza w domku bo ma lać
Pisałam o takiej grupie, którą tworzymy z dziewczynami z kliniki. Jest nas 7, jedna już zdążyła zmienić klinikę. Nie zmienia to faktu, że to, poza ovufriendem - solidne wsparcie. Teraz 6 jest już w ciąży. W ubiegłym tygodniu wyszły dwie pozytywne bety. Ta z najbardziej zaawansowaną ciążą będzie rodzić w marcu. No i zostałam sama na placu boju. W tej konkretnej grupie. Zrobiło mi się przykro. Tak po prostu. Cieszę się ciążami dziewczyn, wywalczone, wystarane, ale chyba nikt nie lubi zostać sam na placu boju?
Wrzucam niżej linki do artykułów o metforminie i nasieniu. Przy okazji, ten lek, co mam mieć z niego wlew to lacipil. Słyszał coś ktoś? No i między mną a Mężusiem trwa debata, kiedy startować z ivf.
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4200661/
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/26166607
http://scielo.br/scielo.php?script=sci_arttext&pid=S1984-82502016000400591
https://www.frontiersin.org/articles/10.3389/fendo.2018.00675/full
https://www.jrmds.in/articles/metformin-effects-on-abnormal-semen-parameters-in-patients-with-metabolic-syndrome.pdf
Mutacja PAI 1 i metformina: https://szaregeny.pl/gen-pai-1/
ja już po telefonie do doktorka... wiem tylko tyle że transfer jutro 
początkowo załamka, jakbym dostała obuchem w łeb bo na pytanie "czyli jednak jest źle że jednak jutro" usłyszałam "tak sugerują embriolodzy, porozmawiamy jutro" nie wróży zbyt dużej liczby zarodków ale nie dopytywałam bo słyszałam ze dr nie chce mnie stresować ani nakręcać a przecież i tak już nic nie zmienię... teraz po 2 godz od telefonu mam podejście: zajebiści. że w ogóle mamy co transferować bo przecież najbardziej się bałam scenariusza że nic się nie zapłodni... moje przypuszczenia, że nasienie może nie dać rady sprawdziły się gdzieś w połowie
ale w sumie jakbym miała 10 zarodków to by mi życia nie starczyło żeby je odebrać
mimo, że nie jestem specjalnie wierzącą osobą to tym razem się modliłam o tyle zarodków ile będę w stanie przyjąć więc liczę, że tak miało być
zawsze wychodzę z założenia i życie nie raz mi to potwierdziło, że nic co mnie spotyka nie dzieje się przez przypadek i nawet jak w danym momencie uważam że to najgorsze co mnie spotkało to za jakiś czas się okazuje że to było po coś więc mocno wierzę, że i tym razem tak będzie! że mój mały niepodległościowiec którego zabiorę do domu da radę u mamy a nie w inkubatorze a czy będzie miał rodzeństwo to już nie jest zależne od nas...
także jutro ok 11 zabiorę mojego najważniejszego kropka do domu!!!
Nie jestem w ciąży pomylka
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.