31tc
Mała fika już nawet w dzień daje czadu- cudowne uczucie!!
martwi mnie to napinanie brzucha, teraz na wieczór jest ich trochę wiecej, a w dzień był spokój...
wzięłam nospe, mam nadzieje ze sie wyciszą..
Dziś sie troche nalatałam, może to przez to... Jutro odpoczywam.

Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowe i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊

Marti... Goniąc czas 15 listopada 2019, 11:30

Moje dzicko mnie rozwalil ostatnio. Nie wiedzialam, ze takie zachowania mozna juz u tak malych dzieci odnotowac. Co sie stalo?
Bylo mi ostatnuio bardzo zle i smutno. Bylam przeciazona i zostawiona sama sobie z cala logistyka, do tego kwekajaca Ola, bo ciagle czegos chce itd itp. Rozplakalam sie. Tak z bezsilnosci. Usiadlam i ryczalam.
A moje dzicko podeszlo do mnie, zaczelo raczkami dotykac moich lez. Zaczelam jej tlumaczyc, ze przepraszam, ale mamie jest przykro, ze to sa lzy, ze za chwilke bedzie mi lepiej. A ona majac w buzi swojego smoczka, poszla do lozeczka, gdzie ma zapasowy, przyniosla mi go, podala i usiadla mi na kolanach wtulajac sie we mnie. Siedzialysmy w bezruchu ok 10 min. Nic nie chciala, niegdzie sie nie wyrywala. Po prostu wtulila sie i siedziala. To chyba byla jedna z 10 najwaspanialszych chwil macierzynstwa. Czy to mozliwe, ze zrozumiala? Zachowanie wskazuje, ze tak. Bardzo mnie zaskoczyla. Plakac chcialo mi sie tym bardziej, myslac, ze jak moge pozwolic sobie na chwile slabosci, gdy mam taka cudowna kruszyne u swojego boku

zakochanaaw A może to pomoże? 13 listopada 2019, 12:16

9dc

Tak sobie dziś myślałam podczas prysznica, że życie staraczki to wieczne czekanie... Czekanie na owulację, czekanie na testowanie, czekanie czy będzie dobrze... Czy czekanie na @ i tak w kółko.. jeśli się udało to czekanie na serduszko, czy wszystko się jest prawidłowo, czekanie na badania, na wyniki...
Ja właśnie czekam na owulację, mam nadzieję, że będzie... Nie mam możliwości zrobienia monitoringu ale postaram się na sobotę jednak znaleźć jakiegoś ginekologa żeby tylko zobaczyć czy są pęcherzyki jakieś...
Dwa dni temu mocno bolał mnie lewy jajnik, wczoraj obydwa bolały ale prawy dużo mocniej (ból prawego to dla mnie zupełną nowość co mnie cieszy) dziś lekko pobolewa mnie po lewej stronie mam nadzieję, że ziółka działają i będzie piękna owu ❤️ no i czekam wciąż na wyniki nasienia mojego... Marzę... Że jeśli istnieje Bóg to chociaż w tym nam pomoże i wyniki się poprawią gdy wszystko inne się sypie...
Ale cóż. Życie.

Dni mijają z jednej strony szybko a z drugiej wolno bo czekam na tę owulację jak głupia... Testy owu już zaczynają wychodzić troszkę wyraźniej ale myślę, że za tydzień będzie owu. Tempka też taka dziwna ale pierwszy raz ją mierze od początku cyklu więc na niej nie bazuję bo musiałabym mieć z 3 miesiące z mierzeniem temperatury żeby zobaczyć jak to u mnie wygląda no i przede wszystkim muszę zacząć mierzyć o tej samej godzinie... Ale tydzień mierze o 4 a inny tydzień mieszanie z tymi godzinami bo mam drugie zmiany i wolę pospać :/

bertha Drzewo nadzei... 13 listopada 2019, 21:26

Kolejne pół roku minęło. Jak ten czas leci. Kolejne znajome rodzą kolejne dzieci, ja wciąż bez żadnego.
9dpo, testowanie w pełni. Jak co miesiąc - teraz byłby idealny czas żeby się udało, tym razem ze względu na sytuacje zawodową. Frustracja pracą rośnie..

Dzisiaj waga pokazała 59 koma 4 kg. Po raz pierwszy poniżej 60kg od ho ho ho ho... ho....niepamiętnych czasów. Hmm... W sumie to jednak od pamiętnych - moja 'dorosła' waga oscylowała zwykle w granicach 51-55, potem w ciąży z Witem przybyło 18 i tyleż udało się zgubić. Z Jaśkiem podobnie tzn. w zakresie przybierania - też prawie 20. W zakresie zrzucania jeszcze się historia nie powtórzyła. Ale prawda taka, że oprócz fitnessu macierzyńskiego (biegam... za dziećmi, dźwigam ciężary tj. dzieci i takie tam) to jednak nie z dużo robiłam, żeby się nadwyżki pozbyć. Wręcz momentami pilnowałam, żeby za szybko nie odeszła - nocne wyżerki z lodówki i takie tam, ale w końcu jak ssak ssie kilka razy w nocy to matka ma prawo zgłodnieć, czyż nie?

Od kilku tygodni udaje mi się docierać, raz w tygodniu, na zajęcia sportowe. A nawet sportowo-taneczne czyli Zumbę. Zumbę Gold dodajmy, więc na sali raczej dość mocno zaniżam średnią wieku ;) Acz panie emerytki zdecydowanie dają radę i to raczej ja podglądam ich kroki niż one moje. Ale muszę przyznać, i to ze sporą dumą i zadowoleniem, że nie przejmuję się już ewentualnym myleniem kroków. Udało mi się w głowie swojej tak to poukładać i przepracować, że to po prostu zabawa. (A nie olimpiada).

I tak to trochę z wagi lekkiej tudzież lżejszej jakoś tak do spraw wag ciężkiej przeszło... Poukładać i przepracować w głowie. Spotkałam się z taką opinią, że jak się zostaje matką to fiu fiu asertywność po prostu się uwalnia, wystrzela na wyżyny i łubu du bo precież teraz to jak lwica swoich lwiątek.

Tak.
A nawet tak, tak.
Albo wręcz: taaak, taaak, taaaak.
Yeti też podobno istnieje i nawet go widziano.
Nie przeczę. Wierzę, że niektórzy (niektóre) tak właśnie mają. I to dobrze.
Ja akurat tak nie miałam, mimo dwóch latorośli. I to akurat niedobrze.
Niedobrze bo asertywność, jak bardzo wyświechtany to by nie był slogan, przydaje się w życiu.

I napisałabym więcej, ale nie napiszę bo mimo sporej już zaprawy w dźwiganiu ciężarów i niezłej podzielności uwagi to jednak 10kg Jaś na lewym ręku nie bardzo współgra z próbą pisania prawą ręką równocześnie. A z nas dwojga to jednak młody obywatel asertywniej potrafi egzekwować swoje racje.

Mąż mój czyta często o kolejnych etapach naszej ciąży. Prawie zawsze mówi coś w stylu - o tego nie masz, to też ci nie dolega, to cię nie boli, no żadnych dolegliwości ciążowych.
Normalnie żadnych powodów do zmartwień... do przedwczoraj...

wtorek - 29w3d. hbd
Ok 4 rano obudził mnie delikatny ból brzucha taki a'la miesiączkowy, czułam wręcz lekkie skurcze jak przy @. Poleżałam jeszcze trochę, a później wzięłam ciepłą kąpiel, ale nie pomogło. Co więcej... dziecię moje było zdecydowanie nadaktywne. Tak normalnie to wręcz muszę ją zaklinać by dała znać, że jest, a jak 2-3 razy dziennie zaserwuje mocniejszego kopniaka to już jestem szczęśliwa, a tu kotłowała się w środku, tak że to mnie zaniepokoiło i ostatecznie pojechaliśmy na IP.
Zrobili mi KTG i wyszło, że jak na 29 tc to ruchy adekwatne i z Malutką wszystko ok. Waga ok. 1270g - pani dr powiedziała, że w normie i wszystko ok, a mój brzuch przy mojej sylwetce też nie jest jakiś za mały (o tym jeszcze później).

Ale... okazało się, że szyjka się skróciła do 2,2 cm. i z miejsca dostałam skierowanie na założenie krążka. Pobrali posiew i jeśli będzie jałowy, to jutro mnie przyjmą na oddział. Krążek zazwyczaj zakłada się w warunkach gabinetowych i wraca do domu, a mi się szykuje pobyt do poniedziałku - ot (nie)logika NFZ :|
Nooo, ale kurczę gdybym nie pojechała na IP to bym żyła w nieświadomości, że mam dysfunkcję szyjki, więc jak nic mój Anioł Stróż czuwa nad nami. Niby mam 2 lekarzy, ale żaden mi szyjki nie badał aparatem, tylko własnoręcznie i stwierdzali "szyjka długa, zamknięta" a tu taki klops...

Po południ mieliśmy usg III trym. dr wyjaśnił, że to badanie robi się pod kątem parametrów rozwojowych dziecka.
waga(EFW) - 1214g -> 28w0d
szerokość główki(BPD) -> 30w2d
obwód główki(HC) -> 29w5d
obwód brzuszka(AC) -> 27w3d !!! :(
długość kości udowej(FL) -> 29w0d
za mało wód płodowych :|
---> dr stwierdził, że mój brzuch jest za mały wizualnie, że waga Malutkiej jest niska, a parametru jej brzuszka mogą świadczyć o hipotrofii, że dziecko za małe i jak nie będzie to kontrolowane to może się skończyć brakiem tętna itd... :(
Zatem dostałam skierowanie do szpitala na patologię ciąży by nas obserwowali, czy to tylko chwilowy przestój w rośnięciu czy też Malutka się zatrzyma... :(
UWAGA - na porannym wypisie z IP mam podane, że brzuszek(AC) odpowiada 28w3d... no ja wiem że to różne aparatury, ale żeby się o tydzień różnić? No i na IP nie stwierdzono u mnie zbyt małej ilości wód, a mam wrażenie, że tam mnie dokładniej badano niż na tym usg prywatnym. To nas trochę pocieszyło, ale i tak się martwię.

Do tego brzuch mi znowu zaczął non stop prawie twardnieć, więc tylko jak leżę jest ok, a jak tylko wstanę, to z miejsca twardy. Tak, że nawet się cieszę, że jutro jadę do szpitala, to przynajmniej nas zbadają dokładnie.

Tak poza tym, to poczułam się we wtorek trochę jak człowiek, któremu staje całe życie przed oczami i sobie uświadamia, że tyyylu rzeczy nie zrobił. No więc... ja jeszcze nie mam ani ubranek ani art. higienicznych dla Malutkiej :| Miałam dzisiaj zrobić zamówienie przez Net, ale prądu nie było cały dzień prawie i nie dało rady, bo wi fi nie działało - co za pech, ale obiecuję sobie, że jak tylko wrócę to finalizuję wyprawkę. Teraz już tylko internetowo, bo kurczę już na IP zakazano mi nawet obiad robić :|

Mam nadzieję, że Malutka dorośnie sobie spokojnie w brzuszku i nie zrobi nam zbyt szybkiego prezentu świątecznego. Niech tam sobie spokojnie mieszka w brzuszku.

Na koniec dopiszę, że wczoraj zaszczepiłam się na krztusiec, a za 3-4 tyg. mam przyjść na grypę. Kurcze... dlaczego ogólna świadomość medyczna naszego społeczeństwa (tak pacjenci jak i lekarze) jest tak w tyle za Zachodem i Ameryką?

Muszę się spakować do szpitala na weekend i to tak, by samej nosić walizkę, bo m. mnie tylko odstawi do szpitala i pojedzie co Centrum Onkologii po wyniki mojej biopsji - mam nadzieję, że przynajmniej tam nic głupiego nie wyszło...

Malutka się troszeczkę wierci - uwielbiam czuć, że tam jest <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada 2019, 18:45

taśta Jak nie My to kto??? 15 listopada 2019, 09:02

wbrew wszystkiemu ja nadal wierzę w tego kropka co mam na pokładzie... fakt wdarło się dużo więcej realizmu ale cały czas wierzę!!! wypłakałam się wczoraj ile mogłam i trzeba się ogarnąć bo i tak już nie mam na nic wpływu...
fakt podchodząc do invitro brałam pod uwagę, że nie będzie zarodków, transferu itp ale utrata 4 zarodków na raz była cholernie bolesnym ciosem w twarz... nie sądziłam, że aż tak będę to wszystko przeżywać bo cały czas sobie powtarzałam, że jak się nie uda to przecież już mam swój największy skarb ale niestety to tak nie działa... cierpi się wtedy pewnie inaczej ale to nie znaczy że mniej...

gosiulla Nie takie to proste jak mówili 14 listopada 2019, 09:05

26+6

Chyba brzusio na razie przystopował ze wzrostem. Każdy jak się dowiaduje że to już rozpoczął się 7 miesiąc, krzyczy: NIEMOŻLIWE!
A jednak! Też czasem myślę "niemożliwe" a potem czuję to lekkie kopnięcie i się uśmiecham, bo to znaczy że jednak MOŻLIWE.

Zdecydowanie potwierdzam że Maks budzi się razem ze mną, w połowie dnia lubi sobie poszaleć- tak żeby odciągnąć moje myśli od pracy ale mogę się założyć że jego ulubiona pora to ta po kolacji, kiedy kładę się na kanapie. Wtedy potrafi stukać i pukać, kręcić się i łaskotać od środka. Na prawdę ciało ludzkie jest niesamowite.

Dzisiaj chyba popadam w zachwyt nad trywialnymi rzeczami!
"Cieszmy się z małych rzeczy, bo wzór na szczęście w nich zapisany jest" - jak to kiedyś niezbyt ambitna piosenka mówiła :)


Trochę statystyki:
- wg BBF 32% ciąży
- 90 dni od ostatniej @
- 190 dni do porodu wg OM
- 12t6d

Jutro zaczynamy II trymestr <3

Niestety doktorek znowu odwołał wizytę. Chyba stało się coś poważnego, bo już 2 tydzień wszystko odwołuje. Mam nadzieję, że nic tragicznego. Proponowali nam nowy termin na 26 lipca, ale boję się, że znowu nam odwołają, a mamy w planach Sztukmistrzów w Lublinie i już ostatecznie umówiłam się na 30 lipca do tego doktora, który nam robi usg. To nie takie złe rozwiązanie, bo to będzie 2 tygodnie po ostatnim usg prenatalnym, a prawie bezpośrednio przed naszym urlopowym wyjazdem poza Wawę, wiec mam nadzieję, że do tego czasu nie zwariuję bez badania kontrolnego, a Mały Ludek sobie w środku ładnie rośnie.

Tak średnio co dwie godziny pytam męża (tak wiem, jestem nudna i monotematyczna), czy jest pewien, że Ludek tam w brzuchu u mnie sobie żyje, a mąż odpowiada, że tak, ż jest wszystko ok. Ale ostatnio czasami pytałam, czy "ona tam jest" i zakazał mi tak mówić "ona", bo powiedział, że jeszcze nie wiadomo, czy na pewno dziewczynka, a jak się okaże chłopcem, to będzie zniewieściały :P No to zostaje Mały Ludek :)

U mojej fryzjerki zwolnił się termin i umówiłam się na dzisiaj na ścięcie i farbę. Farbuję włosy głównie dlatego, że niestety, ale na czubku głowy mam od paru dobrych lat wyraźnie siwe pasemka. Ostatnie farbowanie miałam w kwietniu, więc sobie można wyobrazić jak teraz wyglądam. Pół głowy ciemny blond, pół głowy rudy blond :)

Pani w rejestracji powiedziała mi, że dziewczyny mają farby bez amoniaku i że moja pani na pewno coś wymyśli skoro jestem w ciąży. Trochę się martwię czy mogę, tym bardziej, że II trymestr formalnie dopiero od jutra, ale też czytałam wiele artykułów, że nie powinno zaszkodzić Ludkowi. Z drugiej strony mogę chodzić nawet łysa byle by Ludek był zdrowy. Mam jeszcze parę godzin do zastanowienia...

~~~~~~

Na prawdę nie rozumiem dlaczego los jest taki okrutny. Daje tyle radości, żeby za chwilę wręcz rzucić nas na kolana. To jest strasznie dołujące.
Mój mąż mówi, że my tutaj na OF i BBF to nie jesteśmy reprezentatywne, bo tu trafiają raczej wyjątki z problemami. Takie normalne dziewczyny bez problemów z zajściem w ciążę tu nie zaglądają, a zdecydowanie częściej w życiu jest happy end.
Jasne, ale z drugiej strony ci bezproblemowi ludzie nie mają pojęcia nie tylko co to znaczy długie staranie się o dziecko. Oni nawet nie mają pojęcia co to jest strach o donoszenie ciąży i codzienne myśli, czy to malutkie serduszko w środku bije.
Ale może właśnie dlatego tu trafiamy, bo jesteśmy wyjątkowe, silne, aby się wzajemnie wspierać, rozumieć i przekonywać, że dla każdej z nas w końcu zaświeci słońce ziemskiego macierzyństwa.
W końcu, dziś też niektórym z nas zapaliło się zielone światełko <3 i to jest ten promyk nadziei, który nas umacnia :)

8 dc
Awaria grypowa zażegnana, ale za to opryszczka kolonizuje twarz (co zapewne dodaje mi uroku), aktualnie spod nosa przeniosła się na usta, na szczęście pakiet antyopryszczkowy działa i tak szybko jak coś wychodzi tak samo szybko się zasusza. Oby tym razem oszczędziła powieki (tak, tam też potrafi wyjść). Opryszczka dopada mnie raz w roku, szczęśliwie atakuje tylko twarz, ale nie jest wybredna, w obrębie twarzy potrafi wyjść wszędzie i zawsze jest to zmasowany atak.. Oprócz tego mam złe wyniki cytologii, więc transfer w tym cyklu wcale nie jest taki pewny. Wszystko pod górkę.


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada 2019, 19:54

No to znowu tu jestem, znowu zaczynam od początku. To moje trzecie konto na OF. Poprzednie usuwałam impulsywnie pokonana przez frustrację i zniechęcenie. Dzisiaj co jakiś czas spotykam "stare" nicki z dawnych czasów, niektóre starają się o drugie albo i trzecie, inne na fiolecie opisują jak radzą sobie z macierzyństwem. To budujące.

Swoją drogą czy to nie dziwne, że ciąże "płodnych" nas dobijają a "niepłodnych" pocieszają? :-D

Dziś 5 DPO i 5 DPInseminacji ;-) (wg OF 4)

Z jednej strony mam cichą nadzieję, że może akurat, może wreszcie, że czasem jednak zaskakuje nas szczęście. Potem przychodzi opamiętanie i myślę o 10% skuteczności IUI, o tym że jestem stara i że od ośmiu lat nie zobaczyłam pozytywnego testu, więc jakim cudem niby miałoby się teraz udać ot tak i to za pierwszym podejściem. A potem o tym jak bardzo będzie bolało rozczarowanie tym razem.

Pewnie jeszcze bardziej niż zazwyczaj bo to pierwsze IUI, bo stymulacja, bo dwa jaja, bo dupek - no przecież szanse są teraz większe. A jak są większe szanse, to jest większa nadzieja. A jak jest większa nadzieja, to porażka pierdolnie po głowie ze zdwojoną siłą 🙄

Może będę tego żałować, ale i tak to wyartykułuję: intuicja podpowiada mi, że albo wszytko albo nic.
Mieliśmy dwa jajca.
Albo się nie uda, albo będą bliźniaki :-P Tak czuję.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 listopada 2019, 17:53

Trochę się ogarnęłam. Ale każda kolejna porażka, każde kolejne utopione nadzieje oznaczają większe trudności w podniesieniu się. Nie wiem, skąd Starający się biorą siłę na kolejne dni.

Mężuś w środę powtórzył wszystkie badania z krwi, a w czwartek był na wizycie u innego niż dotychczas lekarza. Do tego dotychczasowego jest zarąbiście trudno się dostać. Zrobienie badań nie obyło się bez przygód. Robi je w tym samym laboratorium i zawsze ma wyniki na drugi dzień. Tym razem, już po zapłaceniu za badania i pobraniu krwi - Pani mówi, że wyniki będą za 3 dni. No ale jak, jak mają być na jutro, bo jutro wizyta? - No, coś im się popsuło i wiozą próbki do Warszawy. Wisieliśmy obydwoje na telefonach w laboratorium podstawowym i w Wawie, żeby wyniki na pewno były na czas wizyty u endokrynologa. Udało się, były. Nie od dziś wiadomo - klient upierdliwy = klient załatwiony.

cholesterol całkowity 172 jednostki (w normie i spadł, poprzednio był ponad normę)
reszta z badań cholesterolowych w normie
glukoza 100 jednostek (już tylko 1 punkt ponad normę, spadł, bo była powyżej normy: meta czy dieta?)
TSH 3,14 (0,27 - 4,2)
ft3 3,42 (2,00 - 4,40)
ft4 1,45 (0,93 - 1,71)

DHEA-S 868,1 (34,5 - 568,9, powyżej normy, wcześniej wychodziło w normie)

FSH 12,1 (0,9 - 11,9, znowu podwyższona, ona wahała się bardziej niż testosteron)
LH 6,9 (0,6 - 12,1)
prolaktyna 13,53 (3,46 - 19,40)
estradiol 14 (poniżej 44)
progesteron 0,30 (poniżej 0,20)
testosteron 689,97 (240,20 - 870,70) - on jest znowu w normie, w górnych granicach normy i taki powinien być.

Zaledwie 5 dni wcześniej, bo w sobotę testosteron leżał i kwiczał, bo był na poziomie 26% normy, teraz 79% normy. Ześwirować można. Mężuś w tym czasie, tj. we wtorek (czyli kilka godzin w zasadzie przed badaniem, bo wieczorem) przyjął wyższą dawkę mety. Zamiast 425 mg - 850 mg. Przecież to nie mogło tak wpłynąć na wynik testosteronu. Nic innego nie zmieniał. Wchodził do gabinetu endokrynologa z poczuciem "już nic nie kumam".

Endokrynolog: stwierdził, że Mężuś ma hipogonadyzm hipogonadotropowy. Zapytał, czy w dzieciństwie przechodził świnkę i różyczkę - Tak, przechodził, ale szybkie leczenie i brak powikłań było. - No ok, ale nawet jeśli ma ten hipogonadyzm, to prawdopodobnie jakieś lekkie uszkodzenie jąder nastąpił w wyniku tych chorób, bo sam hipogonadyzm powinien zmniejszyć ilość plemników do 2-3 milionów na mililitr (czyli około 8-12 milionów w całości), a u nas na samym początku było 1,5 miliona w całości. Mężowski hipogonadyzm wynika z nadwagi, zdaniem lekarza. Do tej pory było tak, że ok, powinien iść na dietę i zrzucić 2-3 kg. Teraz lekarz kazał mu zejść 12-14 kg. No i schodzić z głową 3 kg miesięcznie. Ruch fizyczny również ma być odpowiedni - joga tak, ćwiczenia siłowe tak, ale niekoniecznie bieganie, rowerek czy wioślarz (co robił w zeszłym roku). Endokrynolog wytłumaczył, że w przysadce mózgowej produkowane są LH i FSH. LH w jądrach wpływa na produkcję plemników, natomiast FSH w jądrach wpływa na produkcję testosteronu. Znaczenie ma tylko wolny testosteron, bo jest on blokowany przez składniki tłuszczu. Powiedział, żeby Mężuś się nie przejmować podwyższonym progesteronem, że czasem tak się ma i tyle. No i stwierdził, że Mężuś nie ma insulinooporności. Że owszem, jak jeszcze 5 lat będzie żył tak jak teraz (czyli nieodpowiedni ruch fizyczny, brak śniadań) to owszem będzie miał IO. Ale teraz jeszcze nie ma. Natomiast poziom glukozy ma podwyższony, bo przy jego poziomie wagi taki poziom glukozy musi być. Wahanie testosteronu między sobotą a środą wytłumaczył w ten sposób, że on cały czas się tak u Mężusia waha (odkąd był na zmniejszonej dawce kuracji hormonalnej), i że jakby codziennie przez tydzień robił, to byłyby takie skoki. Zmienił tylko dawkowanie leków w kuracji hormonalnej, choć dawki tych leków nie zależą od wagi, to powiedział, że te pół tabletki to jak dla kota. Ma przyjmować 1 tabletkę codziennie, ale w taki sposób: 5 tabletek na 7 dni, w ciągu 7 dni mają być 2 dni przerwy, ale nigdy pod rząd. Suple ma brać, tak jak bierze. Nawet pochwalił, że brał przy spadku hormonów suple, bo stwierdził, że wtedy, to co się buduje jest super jakości. Liczyliśmy na zmienione leczenie, w sensie leków. No, ale zobaczymy. Lekarz powiedział, że leki w nowej dawce na pewno przygotują go do ivf. Na pytanie dlaczego nie wyszło ivf stwierdził, że in vitro to nie jest sklep, że się płaci i wychodzi z dzieckiem, i że ma 30% skuteczność. Poza tym, pan doktor wypytał o moją sytuację - moją wagę, wzrost, problemy hormonalne, reakcję na stymulację i inne. Mężuś odpowiedział 177 cm, 56 kg wagi, owulacje były potwierdzona na monitoringach, cykle co do zasady regularne, usunięcie zrostów, w trakcie ivf 12 pęcherzyków, 10 dojrzałych. Słowa lekarza: "Zaraz 172 cm i 56 kg wagi? I ona normalnie miesiączkuje???? I są normalne owulacje???" - "Panie Doktorze, 177 cm wzrostu, tak, chodziła na monitoringi, owulacje potwierdzone, raz na bardzo rzadko się zdarzyło, żeby pęcherzyk nie pękł" - "To ona powinna ważyć 62 kg, czy ona nie jest anorektyczką, skąd taka waga?" - "Żona je wszystko, niczego sobie nie odmawia, w zasadzie nasze porcje są porównywalne, bo ja mam schudnąć, a ona utrzymuje wagę i je bardzo dużo, no i z rodziny takich szczupłych ludzi pochodzi, tylko ona dużo się rusza" - "O, a co uprawia?" - "WSZYSTKO. Aktualnie na tapecie jest joga i wspinaczka" - "Jogę to sobie może, chyba, że uprawia tą jogę z krzesełkami, wtedy jest wysiłkowa i może niekoniecznie (przypuszczenie redaktora: joga z krzesełkami to chyba joga Iyengara, z pomocami - czyli akurat ta praktykowana przeze mnie), ale ta wspinaczka, nie, nie, nie. Wie Pan, co ja pochodzę spod Zakopanego, coś wiem o tym sporcie, to nie jest wskazane dla Pana Żony, w młodości robiłem kurs skałkowy i taternicki. Może Pan podchodzić do ivf już teraz, ale Żona dopiero jak przytyje, czyli za około 3 miesiące, waga minimalna dla niej 60 kg, w przeciwnym wypadku będzie ronić".

Ciekawy artykuł o schorzeniu Mężusia:
http://www.przeglad-urologiczny.pl/artykul.php?2773

Od wtorku zwiększył dawkę metforminy do 850 mg na dobę (to jednak taki lek, że stopniowo trzeba zwiększać), w najbliższą sobotę idzie do diabetologa. Zobaczymy, co tam usłyszy.

przedszkolanka:) Pamiętnik przedszkolanki. 15 listopada 2019, 23:03

7 tygodni Olusiowych🥰💕

Oluś jest coraz fajniejszym i rozumnym bobaskiem ;) uśmiecha się do nas i zaczyna gugac! Uwielbia jak się do niego mówi,uwielbia być na rączkach i się wtulac, jest ciekawski,reaguje na to co się dzieje na około;)
Po wizycie waży 4260g czyli równy kilogram więcej od porodu !;)
Po szczepieniu były łzy, ale cycus i drzemka po trochę ulzyly. Przespał ponad pół dnia,z pobudkami na płacz.. O 16 wstał z uśmiechem na buzce i od tej pory wszystko było ok ;) miał 37.9 ale zaraz mu spadło więc uf!

Tego samego dnia ja miałam wizytę i u gina. Lekarz od razu zapytał "Jak się ma Oluś?",jak ja się czuje i co słychać. Jak powiedziałam o szczepieniu to się zainteresował co teraz szczepią. Zapytał a raczej stwierdził,że nie dostałam się do przychodni i tłumaczył się dlaczego;p
Na usg i badaniu wszystko super,ćwiczyć mogę. Na usg podpytywal jaki jest Oluś i jak Pola w stosunku do brata. Na wizytę kolejna widzimy się za 2 miesiące. Gdy zapytał o tabletki to odmówiłam i podpytał czy będzie kolejne :D odpowiedziałam,że pracuje nad tym to się śmiał że rozpoznaje teren😂 na koniec dałam prezent w podziękowaniu za opiekę to podziękował i podał mi rękę;) oczywiście wracałam jeszcze później bo zapomniałam o dokument na becikowe 😂

Dzień wcześniej byłam z Olim na bioderkach,zabladzilam haha ale najważniejsze że wszystko jest dobrze,kontrola za 4 miesiące;)

Wczoraj cwiczylam z Chodą a wieczorem miałam wolne,dzieci usnely o 20 i miałam 2h dla siebie <3 oczywiscie szylam :D dzisiaj już nie było tak kolorowo,bo Pola zasnęła po 20 a Olo siedział że mną:p zleciał dzień na sprzątaniu,spacerku itp.
Pomału myślę o porażkach świątecznych. Po wystawieniu uszytkow biorę się za ogarnianie po kolei szafek.

Jutro jedziemy rozwozić avon,ja wstapie do empiku i Rossmanna a na obiad mc Donald;D
Należy się!:D

Kropek 3.1.2 z 5 doby na pokładzie 🙏🩷🍀

Emocje i myśli - totalny brak wiary w sukces, odrobina nadzieji, smutek (bo przypomniał mi się poprzedni transfer), płaczliwość. Wszystko jest inaczej tym razem.

Dziś 5 dzień jak biore luteine.
Martwię się tym torbielem, bo co jakiś czas czuje jajniki i to dosyć mocno, mam nadzieję że to się wchłonie i nie rośnie, i że nie będę miała jakiś komplikacji. 😕

Pinka. Piąty transfer 21 listopada 2019, 10:43

Dostalam od Doktora F Arthrotec na oczyszczenie, kazal przyjmowac dopochwowo, na opakowaniu zas jest napisane doustnie. Nie wiem teraz czy w aptece pomylono leki czy ten mozna przyjmowac dwojako.

Dzisiaj mega spadek formy, mam tego wszystkiego dosc. Nie chce badan, nie chce kolejnych wizyt u lekarzy, nie chce lekow, nie chce szpitala. Chce zeby wszyscy dali mi swiety spokoj.

MamaAlicji Rodzeństwo dla Alicji ❤ 14 listopada 2019, 10:45

2cs 3dc

No to pierwsze koty za płoty. Pierwszy cykl za nami. Niestety się nie udało, ale w zasadzie chyba tak trochę zbyt luźno do tego podeszliśmy. W tym cyklu już zapowiedziałam staremu, że co 2 dzień się przytulamy. Po chemii męża mieliśmy zakaz starań przez 6 miesięcy i nie mogłam się doczekać, aż ten czas minie, a tu bum już. Masakra jak czas szybko leci.
No, a ta moja kluska mała jak szybko rośnie, za szybko!😭 Tak żałuję, że nie mogę być z nią cały czas, ale przecież pieniążki znikąd nie przyjdą, a mamy dom na wykończeniu. I tak prawie 2 lata z nią byłam cały czas.
Mam poczucie, że nasza rodzina jest niepełna bez jeszcze jednego szkraba. Ale co ma być to będzie. Cieszę się z tego co mam, bo mam tak naprawdę praktycznie wszystko ❤


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada 2019, 10:49

32+5
Wizyta przełożona na 10 grudnia :) także zostało 13 dni... a w między czasie wizyta u gastrologa - ciekawe jak tam moje jelita...
Ciekawa jestem jak duża już jest malutka, ostatnio rosła jak na drożdżach :)

Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowe i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊

Lalala Muszę uzbroić się w cierpliwoć. 14 listopada 2019, 15:41

Badania męża zrobione. Teraz czekamy na wyniki - około 3-4 tygodnie. Już umówiłam nas do androloga na 11 grudnia i będziemy dalej działać.

Zastanawiam się nad sobą... W tym cyklu moja temperatura zwariowała, a program już przestawił owulację na dzień później, chociaż według mnie mogła być raczej dzień wcześniej niż pierwotnie zakładał. Tak czy inaczej mam 8 dzień fazy lutealnej, a od wczoraj lekko plamię (tzn. 3 razy zauważyłam niewielkie ślady krwi na papierze), a do tego temperatura jest nieznośnie niska i nie chce podskoczyć. Może warto by zbadać hormony? Póki co robiłam tylko tsh i prolaktynę. Tylko kto mi da na to skierowanie... Mój ginekolog, do którego i tak chodziłam prywatnie wysyła nas do invikty, a tam pewnie też za wszystko trzeba płacić, kolejny ginekolog na nfz nie daje nam złudzeń i chyba najchętniej wysłałby nas od razu na in vitro :/ ale o wnikliwym zbadaniu problemu nie ma mowy. Kasa, kasa, kasa...

Do końca roku zamierzam odpuścić ze staraniami. Muszę mieć czas, żeby odpocząć psychicznie i nie krążyć w kółko wokół tematu ciąży i dziecka. Plan jest taki, że nie mierzę temperatury, nie sprawdzam owulacji, nie siedzę na ovu. Znikam i żyję tak jak wtedy, gdy nie planowaliśmy dziecka. Skoro przez 10 cs się nie udało, to czemu miałoby się udać za 11 razem? I muszę przypomnieć sobie, co to spontaniczny seks ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada 2019, 15:49

taśta Jak nie My to kto??? 14 listopada 2019, 19:14

No i h.. bombki strzelił... właśnie dostałam telefon z kliniki i niestety nie mam już żadnego zarodka 😭😭😭😭😭 skoro 4 przestały się rozwijać to niby dlatego ten transferowany miałby akurat się rozwinąć prawidłowo... 😭😭😭 Straciłam właśnie nadzieję na cokolwiek

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)