Pamiętniki podczytuję już od jakiegoś czasu, w końcu przyszedł czas, że i ja postanowiłam pisać.
Mam nadzieję, że będzie to miało na mnie terapeutyczny wpływ
Zamierzam uporządkować myśli, nasze działania w kierunku aby dziecko pojawiło się w naszym życiu. Oboje nie jesteśmy już najmłodsi i wiemy, że tak się może już nie stać.
Jesteśmy szczęśliwi we dwójkę i staramy się nie dać zwariować, mówimy sobie: będzie maluszek dobrze, nie będzie też dobrze.
Mój synek skończył już roczek.
Dziewczyny starające się z trudnościami - walczcie z całych sił, bo naprawdę warto!
SOBOTA
Dziewczyny, dziękuję za modlitwę! Ona działa cuda! 2 niepewne zarodki ruszyły i na stan dzisiejszy mamy 5 zarodków! Myślałam, że spadnę z krzesła jak się dowiedziałam! 
Tak więc jestem w dwupaku, przygarnęłam kropeczka. Wierzę, że ze mną zostanie na te 9 miesięcy i bedziemy się tulić w ramionach
chyba 8b (ale byłam tak przejęta, że mogłam coś pomieszać).
Moja przyjaciółka dziś się dowiedziała, że też jej się udało w 4cs i mówi, że przecież my zawsze wszystko robiłyśmy razem i że za chwilę ja zobaczę te 2 wymarzone kreseczki na teście! Testować niby mogę już w sobotę, ale nie wiem czy 7dpt trzydniowego zarodka będzie miarodajny. Zobaczymy czy dam radę doczekać do poniedziałku 
Resztę zarodków trzymamy do 6tej doby i jeśli dotrwają (wierzę w nie!) to pójdą na zimowisko. Kciuki dalej potrzebne!
13 dc; 18 cs
W ostatnich dniach mam natłok emocji. Zaczęły się dni płodne, działamy
w tym miesiącu starania są wyjątkowo przyjemne, być może to zasługa wiesiolka, który poprawił u mnie nawilżenie. Naprawdę miła odmiana ❤.
Sprawdziłam z ciekawości w kalendarzyku, że przez te 15 miesięcy miałam 17 cykli. Teraz leci 18. Czyli tak jakby półtora roku wg "mojego" kalendarza
Nawet nie wiedziałam, że to tak dużo. 17 razy ten sam zawód, gdy przychodziła @. Dziwne przyzwyczajenie z jednej strony, a z drugiej uparta nadzieja, że może tym razem będzie inaczej...
W sobotę był baby shower. Pozytywne zaskoczenie, była super atmosfera, same kobitki od nastolatek po babcie (nie licząc jednego 5 - miesięcznego dzentelmena) czułam się naprawdę dobrze, trochę wyluzowalam, poczułam takie girl-power
były 3 dziewczyny w ciąży , bardzo im zazdroszczę, ale też wierzę, że w końcu i nam się uda. Dobrze, że jestem w tej "lepszej" fazie cyklu, bo nastawienie wszystko zmienia.
W samochodzie pogadalysmy sobie z koleżanką, poleciła mi centrum leczenia niepłodności, w którym leczyła się jej siostra, robią tam badania na nfz. Ciekawe jakie mają terminy, musze tam zadzwonić.
I jeszcze jedno... dziś mąż jedzie odebrać wyniki. Boję się, że całe to pozytywne nastawienie pryśnie jak bańka mydlana...
Z całej procedury mamy tylko jeden zarodek 8B z 3 doby.
11dc
Po dzisiejszym monitoringu jestem bardzo rozczarowana. Mimo stymulacji letrozolem nie mam żadnego pęcherzyka i gowniane endometrium 4mm. Lekarz zaproponował żebym przyszła w czwartek na kolejne USG. Jeśli dalej nic nie wykaże, wtedy podejmujemy decyzję czy zwiększyć dawkę leku czy iść w kierunku diagnostyki... Gin stwierdził że widocznie lek na mnie nie działa, no pozdro
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 grudnia 2019, 18:44
Skasował mi się cały wpis :[
Nie będę go powielać, więc napiszę w skrócie.
No i dupa - nie było usg, nie jestem priorytetem, może juto... niech ich wszystkich szlag jasny... A ja prawie całą noc nie spałam z nerwów. NFZ k...
Mam nadzieję, że wód nie ubyło, że przepływy się nie pogorszyły, że...
... że dotrwamy do 7 stycznia 2020 r., bo na dzień ten mamy wstępnie wyznaczoną cc - 37w3d - ciąża donoszona - idealnie
Czyli jeszcze 3 trygonie i się spotkamy z naszą Marysią face to face 
Termin się wziął stąd, że - i to jest druga dobra wiadomość - szpital dzięki pani doktor związanej z zespołem od oncofertility ogarnie logistykę pobrania tkanki jajnikowej
Oczywiście my płacimy za ten "kaprys", ale to najmniejszy problem wobec tego, że nie musimy załatwiać całej reszty. A że klinika, która się w tym specjalizuje ma "kriokurierów" we wtorki, to właśnie padło na pierwszy wtorek po terminie donoszonej ciąży. Zresztą wcześniejsze wtorki to wigilia i sylwester, więc byłoby super dotrwać do tego 7 stycznia ad. 2020

@Jaheria - w skrócie, bo i ja szczegółów jeszcze nie doczytałam, tkankę się pobiera (zasadniczo poprzez laparoskopię), mrozi, a po zakończeniu chemioterapii wszczepia się tkankę, co daje duże szanse, że wróci równowaga gospodarki hormonalnej i jest szansa na naturalną ciążę. Metoda jeszcze tzw. eksperymentalna, ale przebadana i daje dobre efekty. Alternatywą jest mrożeni komórek jajowych lub zarodków, ale nie wiemy jeszcze nawet czy takie działania będą konieczne (to i tak już po ciąży, konieczna stymulacja i dużo $$, a w konsekwencji pozostaje tylko in vitro), czy wogólę będę miała chemię i kiedy... ale skoro mogę coś zadziałać przy okazji cc, to przynajmniej nie będę miała do siebie pretensji.
Co do pobytu rodziców. Mieli złożyć łóżeczko, poprasować ubranka i firanki... tylko tyle i aż tyle, a oni zrobili nam generalne porządki, w sensie - poza ww.jeszcze m.in. mama umyła okna, tata poskręcał wszystkie szafki po remoncie, którymi m. się jeszcze nie zajął, wyprali nam pokrowce na materacyk, mama ogarnęła moje kwiaty, wycięła metki z ubranek Malutkiej (m. wpadł w panikę jak on będzie prał skoro nie wiadomo które mają być prane w 30C). W konsekwencji spędzili prawie całą sobotę u nas w mieszkaniu sami a do mnie wpadli na koniec na mniej niż godzinę. No dobra, nie mam wyrzutów sumienia, że nam pomogli, ale m. się zarzeka, że przed kolejną wizytą to on posprząta mieszkanie jeszcze bardziej na błysk.
Mama moja stwierdziła, że jak na mieszkanie po remoncie i od ponad miesiąca zamieszkałe przez singla faceta, to wyglądało na prawdę na zadbane (co nie przeszkodziło jej robienia własnych porządków, a m. nie może teraz wszystkiego znaleźć
).
Żeby nie było, że m. jest idealny (no dobra, dla mnie i tak jest
) to przywiózł mi do szpitala korpo koszulę... na pewno będę ją nosić po oddziale, ba! na pewno w nią wejdę 
Będzie reklamacja do Ideału
Decyzja zapadła - jeśli teraz się nie udało, to podchodzimy w naszej klinice. Głównie przez moje odczucia i historie na forum InviMedu. Długo by opowiadać.
Najważniejsze z tego wszystkiego jest to, że taaaaak bardzo liczę na to, że się udało!!! I rozmawiam z ewentualnym kropkiem, wcześniej rozmawiałam z komórką i plemnikami, żeby się połączyły w życie, że czekamy na to życie i je kochamy i że będzie miało dobrze i że skoro udaje się innym naturalnie z 0% morfologią, że udaje się z 7 milionami plemników, że po prostu cuda się zdarzają, to przecież u nas ten cud też będzie miał miejsce. To tak gadam, wysyłam dobre myśli.
Naszego lekarza z kliniki nie ma od 24 grudnia do 7 stycznia. No i nie wiem, czy zapisywać się do innego i zaczynać stymulację, czy czekać na swoją i kolejny cykl. Ehh.
W weekend popiekłam pierniki, teraz leżą pod plasterkami jabłka i przechodzą jego aromatem. Upiekłam też miodownik - pierwszy raz, zobaczymy, co z tego wyjdzie. A Mężuś robił porządek z moimi książkami w domu moich Rodziców. Miałam taki zwyczaj, że zaskórniki chowałam między stronami książek. Dlatego miał bardzo ważne zadanie - przejrzeć je w poszukiwaniu zaskórników. No i znalazł, ale nie kasę. Zieloną kartkę z odręcznie wypisanym tytułem i listą cech od myślników. Kartka nosi tytuł "Mój Ideał". I pochodzi z ery dinozaurów. Oczywiście, że to mój charakter pisma. Oczywiście, że to najgłębsze sekrety mojej duszy. Co więcej, przy niektórych cechach były fistaszki, ale nie przy wszystkich. Były tam też cechy, których mój Mężuś (zwany od dziś Moim Ideałem) ewidentnie nie spełnia, a fistaszki były lub też ewidentnie spełnia a fistaszków nie było. Czyli dla kogoś innego. Hm. No nie pamiętam nikogo tak ważnego dla mnie. A kartka ma lat chyba z 17, jak nie więcej (z Mężusiem znamy się lat 13). Co ważne - choć wtedy, jak to u nastolatki, raczej pstro było w głowie, to te cechy się nie zmieniły (np. będzie spędzał ze mną czas, będzie mi czasem masował stópki, będziemy razem oglądać filmy, zarażę go swoim spojrzeniem na świat, będzie mnie kochał szaleńczo, i ja jego będę kochać szaleńczo). Nooo, jak to znalazł, zaprosił mnie w ustronne miejsce i zaczął czytać, popłakałam się. Ze wzruszenia. Mężuś podsumował to tak "Spełniam 80%, jak się zepnę to będę spełniał 95%, dbaj o mnie, jestem Chodzącym Ideałem, ha!!!". I jeszcze coś z historii o dobrym małżeństwie. Bo za takie nas uważam. Herbatkę parzymy z cynamonem, imbirem, pomarańczą (lub cytrynką) i goździkami. Dla nas to norma. Ale jak ktoś tylko przekroczy próg mieszkania, to zaraz mówi, że tu pięknie pachnie tą naszą herbatą (my jej już nie czujemy). A w trakcie ślubu, nasze pierwsze świadome skojarzenie, po tym jak emocje opadły i mogliśmy trochę więcej myśleć niż "przestań się trząść ze strachu" (to akurat słowa mojego brata do mnie, tuż przed kościołem), to były słowa z piosenki "...dom pachnący goździkami..." chyba tuż przed przysięgą lub tuż po. A to pochodzi z "Miłość to wierność wyborowi".
"...
Czym dom pachnący goździkami?
Czym domu pobielone ściany?
Gdy brak miłości między nami
Gdy się w tym domu nie kochamy?
..."
A my i goździki i miłość mamy. Szczęściarze!!!
16.11.2020 punktualnie z terminem porodu urodził się nasz drugi synek Rafał- 3535 i 56 cm
poród SN, zaczęło się o 7 rano a skończyło o 11:27, także sprawnie poszło, chociaż przyznam, ze przez szybkie tempo wpadłam w ogromna panikę na skurczach partych i Polozna z lekarka musiały mnie uspokajać. Młody wychodził z ręka przy buzi przez co musiałam zostać nacięta, a miałam nadzieje ze obędzie się bez. Jutro najprawdopodobniej do domu, ciekawi mnie reakcja Roberta na bobo
Test czułość 10 o 4 rano 10 dni po IUI, biel az bila po oczach... Mam jeszcze dwa TESTY, zrobię w niedzielę i we wtorek. Jak ten we wtorek będzie negatywny to w środę pewnie nie ma co na betę jechać ale będę musiała bo lekarz chce... 😪
7tc +3
Byłam dziś pierwszy raz u doktor prowadzącej ciążę.. Trafiłam na Anioła- jeśli ktoś z Warszawy będzie szukał to wyślę info na priv.. Takiej lekarki dawno nie spotkałam: miła, kompetentna, o wszystko spytała, do tego emptatyczna..
Mój kropek ma już 13 mm, serduszko pięknie biło 😍
Zaczynam naprawdę się cieszyć tą ciążą.. wiem że jeszcze wcześnie, że różne przykre rzeczy mogą się stać, ale trzeba chwytać dzień, cieszyć się każdą chwilą..
Rok 2020 nie przyniósł jednak cudu..
Minął kolejny rok, wciaz bez ciazy, bez dzieciątka.
Przez chwile wydawało mi sie ze czas pandemii sprzyjał nam aby sie do siebie zbliżyć z M...
Jakże się myliłam...
...
Kończymy starania. Muszę zamknąć ten rozdział.
Wczoraj podjęliśmy decyzje, że się rozstajemy.
W tym roku skończę 40 lat.
Bez dziecka, bez własnej rodziny, bez męża.
Może jeszcze kiedyś pojawi się ktoś z kim będzie mi dane zostać mamą...
.
Hej. Za tydz swieta a ja wcale tego nie czuje. Jakos w tym zabieganiu nie odnajduje magii swiat. Tej z dziecinstwa 
Od dwoch dni mam mega dola. Nic mnie nie cieszy. Braknie nam kasy na wykonczenie domu. Fachowcy umowieni a tu na koncie pusto... Znowu trzeba isc do banku. To mnie znowu przeraza. Sprawy z przeszlosci ciagle sie ciagnal. Jak wyjda na jaw bedzie ze mna zle
na wlasne zyczenie teraz sie tak stresuje. Raz sie udalo. Ciekawe czy znowu.
Chlopaki daja do wiwatu. Bartus ma ewidentny bunt dwulatka. Na wszystko reaguje piskiem. Kacperek sie zrywa przez te jego wrzaski budzi sie. Dobrze ze noce w miare przesypia cale. Chociaz tyle.
Chodze nerwowa. Poirytowana bo wszystko na mojej glowie. Maz jak wraca to i tak go nie ma w domu. A ja juz mam dosc. Kocham tych moich chlopalow i nie oddalabym ich nikomu tylko zle mi ze wszystko sama robie. Maz pracy nie zmieni bo wtedy nigdy sie nie wyprowadzimy. Pozostaje mi zacisnac poslady i jakos przetrwac.
Jedyny plus to taki ze zupy daja efekty. Zwiekszylam liczbe porcji z 3 na 5 plus owoce. No i po 2 tyg ponad 2 kg na minus. Juz mam mniejsza wage od tej z przed ciazy.
Ok ponarzekalam sobie. Biore sie za cwiczenia.
22dc 15cs.
Dziewczyny,
Pamiętacie jak to było zanim zaczęliście się starać o maluszka? Jak wyglądały Wasze cykle? Bo ja za nic nie mogę sobie przypomnieć, czy wtedy też co miesiąc piersi bolały tydzień przed okresem, czy czułam jakieś bóle podbrzusza itd. To wszystko staje się wyraźniejsze pod wpływem naszej psychiki i nastawienia, czy po prostu zawsze tak miałyśmy, ale nie zwracałyśmy na to uwagi? 😛
Przyszły wyniki fragmentacji DNA: 16%.
Podobno gdy wynik wynosi 15-29%, wówczas zdolność do zapłodnienia jest obniżona, ponieważ aż tylu wojowników ma defekty genetyczne. Kolejny wynik poza normą. Niewiele, ale nadal... 😔
A z tych pozytywnych rzeczy, to zdecydowałam się zmienić pracę. Odkładałam to już od dłuższego czasu, licząc, że W KOŃCU MUSI SIĘ UDAĆ. Jak widać wcale nie musiało 😉 no to teraz masz babo placek: rok w plecy, już bym miała ładny staż w nowym miejscu ! Rozsyłanie CV czas start! 🏢✊
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 grudnia 2019, 21:24
Drogi pamiętniczku!
Dziś mija dwa lata naszego starania. To właśnie 22 września dwa lata temu stanęliśmy na ślubnym kobiercu. Czy spodziewałam się, że nasze starania potrwają aż dwa lata? Myślę, że nie. Choć wiedziałam, że może być problem. Tak szczerze mówiąc patrząc na historie zajść w ciąże to nikt za bardzo nie miał problemów, obie babcie miały po 9 dzieci... no dobra mówiąc tak ogólnie skłamałabym, ciocia J nigdy nie miała dzieci i tak naprawdę chyba nikt nie wie dlaczego. Jezu spraw byśmy nie byli takim samym przypadkiem, bo chyba bym umarła! Dziś 37 DC, w ciąży nie jestem. Zacznę brać progesteron besins na wywołanie, bo już nie wierzę, że sama @ przyjdzie, a szkoda mi czasu. No właśnie czas... Liczę na to, że uda mi się zajść w najbliższe dwa cykle, bo serio chcę spierdzielać z tej roboty i z tej całej chorej sytuacji która się tam dzieje... Co ja zrobię jak to się nie wydarzy? No nic będę się martwić w listopadzie. Po @ chcę zacząć stymulację clostilbegyt i dietę Akademii płodności na pełnej! Oby zadziały się cuda, ale najpierw @ przyjdź...
Dziś spędziliśmy miły dzień z małżem. Po robocie zjedliśmy fajny obiad i deserek w Goczałkowicach, później poszliśmy pospacerować po ogrodach Kapias. Pogoda była śliczna. Po powrocie przytulanko i winko, teraz szybki wpis i do wyra.
Jutro planuję basen, cieszę się, że od soboty do wtorku będzie u nas Shawn. Szybciej czas przeleci i miło spędzimy czas.
Byle do piątku!
Dziś ostatni dzien mojego urlopu... od jutra praca... ależ mi sie nie chce... ta praca, zmieniona podczas starań, miała byc idealna, bo teoretycznie mniej stresu,regularne godziny pracy, a przede wzzystkim wybawienie od starej pracy czyli mojego oboziku pracy, pełnego mobbingu osób bez dzieci... (mozna? Mozna!). W tej pracy siedzę juz prawie 1,5 roku po roku umowa na czas nieokreślony, takze eleganckie warunki do zachodzenia w ciaze (hihihi). Jest stabilnie ale tez bez możliwości rozwoju, czuje, ze sie cofam... i tak czasem mysle, czy gdybym nie zmieniła pracy teraz to bym mogła czerpać satysfakcję z pracy i tez dawałoby mi to więcej zadowolenia z życia? Tylko pytanie czy aby na pewno? Czy w moim życiu właśnie nie ma etapu „bez dziecka wszystko jest do niczego”... staram sie walczyć z tym, bronię sie rękami i nogami, ale co poradzę, jak w tym momencie mam wrażenie, ze tak bardzo bym chciała... umówiłam sie do psychologa, termin co prawda na koniec następnego miesiąca, ale mysle, ze warto poczekać. Mam nadzieje, ze pomoga mi te wizyty poukładać sobie wszystko w głowie i moze troche ta walkę z niepłodnością wyrzucić z centrum naszego małżeńskiego życia..
dostałam takze wyniki badania na trombofilie i wyszło mi, ze mam nieprawidłowe: MTHFR_677C>T Układ heterozygotyczny, MTHFR* C677T nieprawidłowy, MTHFR_1298A>C Układ heterozygotyczny, MTHFR* A1298C nieprawidłowy, PAI-1** 4G/5GPAI-1 4G
Układ homozygotyczny, nieprawidłowy.
Nie wiem dlaczego ale wynik, który jest nieprawidłowy mnie jakos ucieszył, zawsze to jakis punkt zaczepienia, dobrze, ze wyszedł teraz, to bede juz widzieć co i jak gdyby w koncu sie udało, acardzik i heparyna wejdą, moze uniknę poronienia dzięki tej wiedzy i obstawienia lekami, a nawet gdyby nie, to bede spokojniejsza, ze wiem i działam.
Ps a moze by tak trzeba było pier**c wszystkim, zmienić prace, postawić na rozwój... starać sie, wiadomo, ale triche zajac głowę czymś innym.. tylko gdyby sie udało a w nowej pracy nie miałabym umowy na czas nieokreślony znowu bym pewnie żałowała zmiany i tego, ze po macierzyńskim musze zaczynać od nowa... dylematy Staraczek to nie tylko kwestie medyczne, ale tez życiowe, bo to taki stan zawieszenia, który sie niemiłosiernie przeciąga...
Ps 2 musze sie pochwalic! Niedawno odwiedziły mnie Kolezanki ze studiów - długo sie wahałam i ociagalam z zaproszeniem Ich, bo to Mamy na wychowawczym, ciaze bezproblemowe... padło pytanie (pomijam, ze nie zadaje sie takich) kiedy my bedziemy miec dziecko. Na co ja powiedziałam wprost, ze nie jest to zawsze takie proste.. takze przyznałam, ze mamy problem. Odpowiedz była oczywiście, ze mam zmienić lekarza, bo to pomaga (taaa, zwłaszcza, ze mam świetnego specjalistę i do tego bardzo empatycznego), potem ku pokrzepieniu padły 2 historie par którym sie udało .. na co ja zapytałam, to co Im pomogło... i cisza, konsternacja... „nieważne, jest dziecko i tyle” - czyżby zatem w 21 wieku ludziom słowo „ in vitro” nie chciało przejść przez usta”? Jeżeli tak, to jest to przykre... skoro naocznie widza, jakie cudowne efekty daje ta metoda, jak uszczęśliwia ludzi, a nadal uważają to za powód do wstydu.. ech.. cieżko ogarnac rozumem..
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 września 2020, 17:32
69cs
We wtorek 1dc i zadzwoniłam do gina jak z tym sonoHSG (miałam dzwonić tydzień później, ale już ten stres "będzie czy nie będzie?" mnie wykańczał)
i co? szpital wstrzymał przyjęcia planowe
dziękuje, do widzenia
Zadzwoniłam wczoraj do przychodni która podobno robi prywatnie
a więc potrzebna jest konsultacja lekarska 150zł jak z usg to 220zł
lekarz pobiera posiew i to będzie albo 40 albo 80zł w zależności jaki posiew zaleci lekarz
sono 600zł
robią tylko w czwartki, lekarz przyjeżdża z Warszawy
czyli razem maks 900zł
robią do 12dc
i nie wiem czy mi się to uda ogarnąć, bo w następnym cyklu czwartek to będzie albo 6dc albo 13dc
czasem w 6dc miałam jeszcze plamienie (ostatnie 7 cykli raz plamiłam 6 dnia, pozostałe max 5 dnia)
okazuje się, że robią też MUCHę. 400zł. Zrobię w takim razie razem z posiewem.
Babka się mnie pyta po co mi takie badania (chyba lekarz kazał zapytać) a mnie zatkało. Kurde to też ważne badanie w niepłodności, tym bardziej dłuższej. Tak to jest z tymi lekarzami.
zapisałam się na tą konsultację za tydzień w czwartek na 16:30
jak pójdzie wszystko ok to sono 19 albo 26 listopada
i wniosek mam taki, że za kasę to wszystko praktycznie od ręki 
Na NFZ to jakiś dramat 
HSG próbowałam robić praktycznie co miesiąc od marca.
Gdybym się zdecydowała od razu jak lekarz zasugerował w styczniu to pewnie by się udało zrobić od razu w lutym. A później korona wszystko popsuła
I tak od marca będę miała 3 posiewy. Mam nadzieje, że tym razem nic już nie stanie na przeszkodzie. Aczkolwiek kasy pójdzie od cholery....
Pod koniec listopada jeszcze stary powtarza badania i kolejna wizyta u lekarza to pęknie kolejne ponad 500zł.
Abym chociaż miała pewność, że na tej długiej drodze jest meta o nazwie macierzyństwo. To wtedy oddałabym wszystkie pieniądze jakie mam. A tak nic nie wiadomo..... u starego ani razu nie było poprawy wyników nasienia (19mln->8mln->0,75mln->0,14mln/ml). Co badanie było tylko gorzej. Stres mam ogromny co wyjdzie teraz w listopadzie. I nie ma gwarancji, że teraz się coś zmieni. Lekarz mam wrażenie strzela w ciemno. A może to pomoże, a może to.
fuck
U gina ok. Wszystko czysto. Kazal brać dużo kwasu foliowego (na recepte), bo jestem już 35+... Ja mam się dobrze, nie spinam się. Skupiam się na pracy i ogarnięciu codzienności. Co do synka to zasługuje on na dłuższy wpis. Ogólnie... Daje mi ostro popalic i jak czytam o Waszych dzieciach (lentilka, Marti np) to wydaje mi się, że w innych bajkach zyjemy ;o)
I czekam i mysle. . . Dlaczego nie mogę skupić się na czyms innym?! Przychodzi termin miesiączki i czekam/czekamy a może w końcu ten miesiąc?! Za bardzo chcemy? Coraz bliżej kolejne urodziny ja mam w grudniu partner w listopadzie. Jaki to byłby piękny prezent. Znów u strony partnera siostra w ciąży ostatnie tygodnie i cieszę się ogromne ale czemu nie mogę dać mu tego pierwszego potomka;( a żeby było mało to jeszcze zatoki się teraz przypaletaly 🙁🙁
34dc
Zaczęłam się łudzić... Że może jednak...
Dwa i pół roku temu miałam cykl trwający 46 dni. Nie była to ciąża bio - chem, bo się wtedy nie staraliśmy.
Wcześniej też zdarzył mi się taki cykl, kiedy długo czekałam na okres. Byłam pewna, że to jeden z tych cykli "ponad 40 dni". I był ponad 40 dni, a nawet więcej... Z tego cyklu urodził nam się synek.
Zrobiłam dziś test. Wynik ujemny. Ale nadal chcę się łudzić. Że to wszystko co się ze mną dzieje, nie jest objawem choroby.
Mierzę temp. Jest wysoka. Ale to przecież nic nie znaczy? Zawsze w drugiej fazie, po owulacji jest wysoka.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.