Dżasta113 Czekając na motyle 4 stycznia 2020, 09:21

Ach ta mamusia...
Od 9 mam zielone światło do działania, a moja mama wpadła na zajebisty plan, że wpadnie do nas z ojcem w przyszły weekend. Na cały weekend. Na razie jest to pod znakiem zapytania bo mamy się zastanowić. Właściwie tylko ja mam się zastanowić.
Jak mam zakładać swoją rodzinę jak będę miała swoich i jego rodziców pod dachem? No jak? Cały czar pryśnie. P wróci w sobote rano z pracy, sprzątanie, gotowanie, zabawianie rodziców i spać bo nikt nie ma na nic siły. Przy dobrych wiatrach zostaje niedziela wieczór. Bo na tygodniu to mogę zapomnieć.

Czasami myślę, że jestem wredną córką ale to czekanie na CUD potrafi być dołujące i gdy wiesz już z góry, że masz cykl zmarnowany (jakkolwiek to brzmi) to robi się jakoś smutno na serducho i odechciewa się wszystkiego.

REKONWALESTENCJA
Wszyscy patrzą na mnie jak na kosmitkę bo dzień po cc śmigałam po korytarzach i na prawdę czuje się fizycznie nieźle. Kryzysowa była pierwsza doba, ale w trzeciej i czwartej to w zasadzie żadnych dolegliwości. Dziewczyny inne były pełne podziwu jak ja się poruszam - w sensie normalnie😜

Od trzeciej doby biorę paracetamol tylko z powodu bólu pleców, który się nagle uaktywnił. Do tego nogi dziś mi spuchły tak, że kostek nie widać 🙈 a i mam jakiś guzek pod pachą. Podobno związany z laktacją, ale może być też nowa odsłona chłoniaka... oby nie🙄

LAKTACJA
Mój słaby punkt 😔 Pierwsze doby to było kilka kropelek, teraz przy szpitalnym laktatorze i suplementach na laktację schodzi mi co 3h ok 10-15 mm. Walczę, ale moje piersi wcale nie wyglądają na poporodowe. Nie bolą, nie urosły, nie są tkliwej, są standardowe małe miękkie itd. A Marysia teraz je ok. 40ml na porcje więc beznadziejnie z moją produkcją 😕
Zanoszę jej wszystko co odciągnę, ale to zdecydowanie za mało więc ma też mm.

MARYSIA
Tylko przez pierwszą dobę miała wspomaganie oddechu, później zwiększenie tlenu w inkubatorze, a teraz tylko sobie w tym inkubatorku mieszka. Patologia noworodków jest na 2p. Ja na 1p. i muszę przejść całe korytarze by dotrzeć do córeczki, więc smutno mi. Największy kryzys miałam wczoraj jak inna pacjentka tu na ginekologii dostała bobaska na dzień i noc, co było słychać pół nocy, a moje maleństwo gdzieś tam na górze 😔
Już w czwartek chcieli mi ją dać, ale pojawił się jedyny nierozwiązywalny na razie problem - Marysia nie umie ssać i jest karmiona sondą, a puki tak będzie to jej nie dostanę 😰 Wiem, że wcześniak i ma swoje tempo, ale na naszej sali dużo młodsze wcześniaki ładnie sesja butelki. Czekam więc cierpliwie aż się Malutka ogarnie, bo tu jesteśmy bezradni. A w związku z tym to jest karmiona sondą i ma ten wężyk sądy prawie cały czas w nosku. Biedactwo moje ❤️
Cieszę się tylko że żadnych innych problemów nie ma.
Na długość faktycznie nie jest jakaś mikro, ale jest chuda, drobniutka.
Już ją parę razy w tym inkubatorku przewijałam, ale nadal się boję ją brać do rąk. Znaczy na razie nie mogę, no ale i tak strach takie maleństwo dotykać .

CDN. Zostali mi do opisania dziadkowie, czyli moi rodzice 🙈🙈🙈 temat rzeka 🤷


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 stycznia 2020, 18:21

Ciąża zakończona 7 listopada 2019

Wczoraj 12 dpo i dwie kreski na teście oczywiście testowa to cień cienia. Beta po południu 75,9. To był czwarty cykl starań, dzialalismy sami bez lelarzy. Trudno w to uwierzyć i jakoś mam wrażenie że ta informacja ciągle stoi gdzieś obok mnie. Cieszę się ale jednocześnie jestem bardzo spokojna i opanowana. Nie ma dzikiej radości. Trochę się spinam jak powiedzieć w pracy. Muszę chyba sama oswoić się z tą wiadomością. We wtorek powtórzę betę.

7tc+6d znowu krwawienie (36 dpt)

Koło 4 wstałam na tradycyjne już nocne siusiu, na podpasce krew, żywa, czerwona, w ubikacji zamiast żółto czerwono.. Znów krwawienie, ale tym razem mocniejsze, przy ostatnim straciłam jedno z bliźniąt, gonitwa myśli.. Może to sen, przecieram oczy, patrzę jeszcze raz. Nie, to nie sen, na papierze krew, świeża jak z otwartej rany.. Jak na złość objawy dzisiaj zelżały, mdłości słabsze, piersi miękkie, tylko spać mi się chce jak niedźwiedziowi w zimie i nastrój podły. Wiedziałam, że to nie będzie łatwa ciąża, wiedziałam że mój organizm będzie walczył z dzieckiem, ale żeby aż tak..?! Psychicznie jestem w proszku, rozdarta pomiędzy nadzieją, a czarnowidztwem (lub świadomością realnych szans). Noszę w sobie szóste dziecko, wszystkie poprzednie zasnęły pod moim sercem, ślad po jednym z nich nadal tam jest w postaci zanikającego pustego pęcherzyka. Jego obraz na usg jest jak ciemna pusta przestrzeń, jak odchłań skrywajaca ból, którego określić słowami się nie da, jest jak kolejna dziura w sercu, zastanawiam się ile jestem w stanie znieść. Dodatkowo informacja od osoby z forum, ze Jej dziecię zasnęło (nasze ciąże dzieliło raptem kilka dni), sprawiła że od wczoraj towarzyszy mi wisielczy humor. Dlaczego? Dlaczego tak się dzieje?

O 14 jadę do swojego lekarza sprawdzić dziecia, nie dałabym rady czekać do kolejnej wizyty w czwartek, a nie chce jechać na IP, jeżeli coś jest nie tak, to niech to powie mój lekarz w miejscu gdzie czuje się bezpiecznie. Ponoć nadzieja umiera ostatnia.. 😔

Edit: już po wizycie, Dziewczyny dzięki, Wasze wsparcie jest nieocenione! Prawie zjechałam ze stresu, nie ma krwiaka ani nic, nie widać źródła krwawienia, ale może to być z obkurczającego sie pęcherzyka, jest już o połowę mniejszy niż ten, w którym jest dzieć, a pro po dziecia to wszystko jest ok. Jest serducho, jest 1,38 cm, ale przyznam, że ręce nadal mi się trzęsą, a w oczach szklanka.


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 stycznia 2020, 14:54

Leksa Ile jeszcze ? :( 15 kwietnia 2021, 18:37

16 cs 26 dc

Siedzę jak na szpilkach i czekam na wyniki badania nasienia męża. Miały być dziś ok. 13-14, a jest grubo po 18 😡 zwariuje jak dziś nie zobacze tych wyników 🤦🏼‍♀️

bertha Drzewo nadzei... 4 stycznia 2020, 21:43

Nowy rok, nowe nadzieje. To już 5,5 roku starań.
Niby już tak nie żyje staraniami, mam swoją pasje, a jednak dzisiaj jak mąż przekazał mi nowinę ze znajomi są w drugiej ciąży, rozryczałam się na głos.. ech...

No wiec prace rzuciłam. Czuje się z tym cudnie. :)
Teraz uczę się do egzaminów z medycyny chińskiej, na jakieś rozmowy chodzę, choć wolałabym pracować na cześć etatu a częściowo zajmować się już gabinetem medycyny chińskiej.. zobaczymy co świat mi przyniesie. Wierze ze coś dla mnie dobrego.

W noc sylwestrowa śniły mi się dwie krechy...
Niestety dzisiaj 11dpo i na testach biało.
Ale ten rok na pewno będzie przełomowy!!!

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 5 stycznia 2020, 08:04

Wielki dzien. Odstawiam Emila od piersi. Dzis w nocy maz z nim spal, ja w innym ppkoju. Pierwsza moja noc bez synka przy boku. Wzielam tabsy na zatrzymanie laktacji ale piersi i tak pękają. Kilka dni to pewnie potrwa. Smutno mi. Karmienie to hyly piekne chwile. Oczywiscie najbardziej docenia sie to, co sie straci ale i tak bylo to cudowne 1,5roku. Dodam, ze odstawiam go trochę pod presja otoczenia, sama karmilabym pewnie dalej... Ale maz, mama, tesciowa, przyjaciółki "kazali" mi zakonczyc proces i tzw "get a life", odpoczac, zadbac o siebie (bo absikutnie kazda noc zarwana, wieczne niedospanie wymeczyly moj organizm i ja, czlowiek z zelaza, zaczelam lapac infekcje). Anyway, kp-u will be missed.

Dzisiaj zaczynamy 20 tydzień ciąży!
Aby kiedyś móc wspomnieniami wrócić do tych chwil 😊
Jeszcze się nie znamy, a ja Cie juz tak mocno kocham♥️
15616789ed20.jpg

Emerycka środa... Najpierw wizyta u immunologa, a potem wizyta okulistyczna z badaniem dna oka i te cudowne kropelki... Atropina...Ciagle nie odzyskałam pełnej ostrości wzroku, dodatkowo mam zawroty głowy i jej bóle. Kiepsko się czuję. Dostałam podwójną dawkę, bo na pierwszą nie było kompletnie reakcji źrenic, a trafiły na pewno do oka.
Immunolog, bo to bardzo ważne. Wizyta trwała 40 minut. Przejrzał wszystkie wyniki, na spokojnie. Generalnie większych zastrzeżeń nie ma. Nie są tragiczne. Gdybym zachodziła w ciążę to by tego nie ruszał, ale ja nie zachodzę, więc wejdzie w modulacje mojej immunologii. Twierdzi, że kobiety z gorszymi wynikami zachodzą w ciążę, ale przychodzą do niego bo ronią te ciąże. Więc immunologia nie jest taka znowu zero-jedynkowa tzn masz kiepskie wyniki to na pewno nie zajdziesz w ciążę. Problemy mogą też zdarzyć się już po w ciągu kilku tygodni. Co do wyników. Nie przyczepił się o dziwo do limfocytów T, a do limfocytów B i do obniżonego białka S. Mam opóźniona jego reakcje co jest ważne w procesie implantacji i ochrony zarodka. Dodatkowo wskaźnik TNF/II 10 jest za wysoki. Ogólny TNF jest też za wysoki co wskazuję na coś zapalnego w organizmie, ale z drugiej strony inne badania tego nie potwierdzają, więc równie dobrze może to być coś pokarmowego, o czym nawet nie wiem. Dla Niego grunt aby nie wynikało z układu immunologicznego. Reszta badań jak najbardziej ok. I co robimy? Jaki plan? Na pewno przenosimy transfer o miesiąc, na marzec.

- - > w lutym mam przyjmować lek Zocor ( lek 1 rzutu na cholesterol 😁, druga tajemna wlasciwosc substancji czynnej to oddziaływanie na wyciszenie układu immunologicznego), mam go brać teraz od 1 do 28 dc

--> cykl transferowy - marzec - wlew z intralipidu na kilka dni przed transferem, a potem drugi po pozytywnej becie.

--> od dnia transferu clexan/heparyna + acard

Teraz suplementy do włączenia :
Colostrum
Wit E
Arginina
+ cała reszta moja ( metyl B12, metyl kw.foliowy, magnez, D3)

Zastanawiam się czy jeden wlew to nie za mało? Zazwyczaj czytałam o 3 tzn na początku cyklu, po owulacji/transferze, i 3 po pozytywnej becie. Ja tylko 1 przed transferem,a potem już po pozytywnej becie. Nie wiem, może to kwestia dawki wlewu? Albo że wcześniej będzie miesiąc z lekiem modulującym? Nie zapytałam.

Co do mojego szczepienia na Covid. Zostawił to mojej decyzji, ale zwrócił uwagę że po szczepieniach trzeba by odczekać około 4-6 miesięcy i po tym czasie na nowo zrobić badania immunologiczne. Postanowiliśmy z mężem, że się nie będę szczepić. Jakby to była kwestia 2 miesięcy do 3 to bym się zastanowiła, a tu 6... + oczekiwanie 1 miesiąc na wyniki badań immuno. Trudno. Ryzyk-fizyk.

Tak, więc co... Czekam... A jakże.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 stycznia 2021, 22:01

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 28 maja 2020, 10:08

16 dc
Wczoraj byłam na wizycie u edno. Naprawdę dawno nie spotkałam lekarza, który się nie spieszy, odpowiada na wszystkie pytania a nawet rysuje dla lepszego zrozumienia 😊 siedziałam u niego ok 45 min, i tak jak chodzi o tsh to oczywiście do zbicia, do letrox 75 dostałam letrox 100 i mam brać na przemiennie, jeden dzień 75 a drugi 100. Myślę że w miesiąc wynik ładnie spadnie. Jak chodź o prolaktyne to nie takie proste jak myślałam, że wezmę dostinex i pięknie mi spadnie. Lekarz nie chciał mnie już leczyć ,,objawowo,, dostałam skierowanie na test metoclopramidum, który jest dwustopniowy. Badanie przed wzięciem tabletki i dwie godziny po zażyciu tabletki. Dostałam też skierowanie na rezonans magnetyczny przysadki mózgowej i jestem umówiona na wizytę do Endo na nastepny czwartek z wynikami testu, bo na rezonans a szczególnie opis będę musiała poczekać. Glukometr zamówiony, tabela indeksu glikemicznego ściągnięta i biorę się za IO??
Dzisiaj w końcu jadę do fryzjera 🥰 aż mi głupio było chodzić z odrostem, w końcu będę wyglądała jak człowiek co mnie cieszy niezmiernie. I słoneczko świeci co też wpływa na moje samopoczucie. Wczoraj było średnie,ale to nie tylko że względu na deszczoww pogodę a konfrontacje z paniami w rejestracji szpitala. Na szczęście przeżyłam i opłaciłam to tylko bólem głowy i szczękościskiem żeby nie powiedzieć za dużo. 😁 Co akurat wymagało ode mnie dużo samozaparcia bo zazwyczaj mówię to co myślę.
Mam nadzieję tylko że rezonans wyjdzie w porządku. ✊✊

RudaMaruda Kiedy w końcu się uda? 23 września 2020, 17:13

22 dc 1cs po stracie

Czasami naprawdę się zastanawiam po co to wszystko. Naprawdę już mi się po prostu odechciewa. Tej całej budowy, wykończeniówki, ponownych starań, słuchania narzekań na sąsiadów i życie w bloku.
Mam już naprawdę dosyć i czuję jak w tym wszystkim się zapadam i niknę. Tracę cierpliwość, która i tak nie jest moją mocną stroną. Mam coraz mniej sił na zachowanie spokoju przy kolejnej sprzeczce lub stuknięciu sąsiada. Niech to się wreszcie skończy. Codziennie coś trzeba załatwić, zadzwonić, kupić, zawieźć.

Marzę by mieć w końcu święty spokój w domu i odliczam dni. Został tylko miesiąc, który ciągnie się w nieskończoność.
Marzę by w tym domu być w ciąży i cieszyć się spokojem. W końcu nie zajmować się idiotycznymi problemami w pracy.
Marzę by w tym domu mój Mąż był w końcu spokojny i zrelaksowany, by w końcu odpoczął i normalnie spał. By czuł, że to nasze miejsce i nasz azyl. Dla nas i naszych dzieci.

Kiedyś może się uda...


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 września 2020, 17:15

8tc+0d krwawienie ustaje (37 dpt)

Ponoć stres skraca długość życia.. Jeżeli to prawda to wczoraj ubyło mi kilku dobrych lat, a jak dzieć będzie robił takie numery to jest ryzyko, że niedoczekamy rozwiązania.. ech.. i w ten oto sposób z dość opanowanej na codzień osoby zrobiła się rozhisteryzowana baba. Wio obyśmy chociaż na jeden oddział leczenia takich przypadłości trafiły, to będzie nam raźniej 😎.

Jeszcze raz dzięki Dziewczyny, jesteście przekochane 💛

Aniaw89 Tak bardzo chcę 5 stycznia 2020, 11:55

Dziś moje urodziny, oby ten rok był szczęśliwy..
Troche przykro słuchać życzeń od męża żeby nam się udało..no ale w końcu się uda i tego się trzymam.

Wik89 Zabiegana 5 stycznia 2020, 13:58

10 dc
cykl starań - już nie liczę... 21?

Dawno mnie tu nie było. Ale w zasadzie u nas bez zmian. Trochę odpuściłam przez ostatnie miesiące, nie kontroluje temp. ani innych objawów. Za niecałe 3 tygodnie operacja męża.

Kaśik 🍀 długoooo... terminowa 🍀 11 października 2021, 20:45

32 cykl starań
14 dzień cyklu


I nie wiem co dalej... Tzn. plan jest, spokój duszy chyba już też...

Pojutrze wracam do kliniki i działamy i sprawdzamy i dalej działamy - plan na kolejne dni, tygodnie..
Zaraz zaczynamy procedurę a ja nie mam do końca pojęcia jak ona ma właściwie wyglądać.
Czuję się zagubiona, nieprzygotowana, boję się zmarnowania pieniędzy, boję się zbyt małej diagnostyki,
Shhhit - strach, strach, strach!!! Czy jeszcze kiedyś będą dni kiedy nie będę się bać?

Niepogodzona To był bardzo Trudny czas 5 stycznia 2020, 15:25

Moje Drogie,

mam już wszystkie wyniki.
mutacja 20021G>A (czynnik II) ujemny
mutacja Leiden (czynnik V) ujemny
Antykoagulant toczniowy ujemny
*Białko C obniżone* (53% skala ref. 70-140%)
Białko S wolne 73 % (skala 64-126 %)
*Homocysteina 11,7 (skala: z suplementacją folianami <12) - jestem na mega granicy i to mnie bardzo stresuje, wszedzie gdzie czytam to piszą że najlepiej jak jest ok. 8, boję się, że gdyby się udało zajść, dziecko będzie chore:/
Igg i igm kardio i gliko są ok
Antytrąbina III 97,77% (skala 79-112 %)
MTHFR- tutaj nic nie kumam. w opisie badania wskazano wynik niejednoznaczny. wykryto wariant p.Glu429Ala w jednym allelu badanego genu (układ heterozygotyczny) nie mam zielonego pojęcia ocb. bo wyżej w tabeli z wynikiem przy każdej mutacji są kreski, że nie wykryto mutacji.
może to sposób zapisu jest istotny?
przy tym p.Glu429Ala jest /-
a przy innych jest ; [=]
także ja nic nie rozumiem.

poczytałam za to o tej homocysteinie i strasznie się boję tych wszystkich wad cewy nerwowej.
podobno powyżej 10 jest też to niebezpieczne dla mnie, ale nawet o tym nie czytałam...
nie wiem co ja mam robić. podłamało mnie to kompletnie.
Genetyk nie odbierał tel, nie oddzwonił. a hematolog dopiero 13.01.
w poniedziałek mam monit po stymuacji więc jeszxze dopytam lekarkę o tę homocysteinę, ale pewnie odeśle mnie do hematologa...

RudaMaruda Kiedy w końcu się uda? 28 maja 2020, 12:00

9 dc

Dziewczyny, wielkie dzięki za wsparcie i dobre słowo. Nawet nie spodziewałam się jakie to pomocne.
Ważne, że zaczęłyście swoją diagnostykę i ja wiem, że Wam się uda :) Trzymam za Was kciuki rękami i nogami! :D

Właśnie w tym momencie Mąż jest w klinice oddać próbkę. Czekam na wrażenia jak wróci :P
Jestem mega ciekawa wyników (jeszcze w przyszłym tygodniu muszę zrobić TSH by mieć świeży wynik) i wizyty piątkowej.
Wczoraj Mąż pytał jak się odnosze do jego badania. Niezależnie od wyniku to nie zmienia mojego stosunku do niego. Nadal jest tym jedynym i moim Mężem i nigdy go nie zostawię.
Po drugie uważam, że to ważne zacząć badać się już teraz, skoro mamy możliwość.
Dodatkowo wiele problemów ze spermą można rozwiązać suplementami czy lekami, więc nie więdzę w tym większego problemu. Dzisiaj jestem ewidentnie dobrej myśli i widze wszystko przez różowe okulary :D

Po cichu znowu zaczynam mieć nadzieję, że może ten cykl będzie tym szczęścliwym. Ostatnie dwa dni śluz wodnisty, dzisiaj zaczyna robić się rozciągliwy, może coś z tego wyjdzie. Ważne żeby próbować i dać sobie szansę i czas.
Humor mi dziś dopisuje, więc czarne myśli i zamartwianie się zeszło na dalszy plan na szczęście.

Najlepsze jest to, że w przyszłą sobotę mamy wesele mojej koleżanki, na którym miałam ogromną nadzieję powiedzieć jej, że jestem w ciąży i moge pić jedynie soczek.
Niestety nie będę wiedziała czy jestem w ciąży, ale soczek pić będę, bo to akurat po dniach płodnych, a zasadę mamy taką, że od strań nic nie piję. Ale jakoś sobei z tym poradzimy :)

Wiecie co jest fajne? W jednym z pamiętników (wieloletnie starania, na szczęście zakończone zdrową ciążą i szczęśliwym, zdrowym Maluszkiem) przeczytałam, że para miała swój rytuał kiedy przychodziła miesiączka.
Mąż by wesprzeć Żonę co miesiąc kupował jej wino i spędzali wieczór we dwoje. Nie skończyło się to alkoholizmem ( :P ), ale pomogło im przetrwać długie miesiące oczekiwania na ich Maleństwo.
Opowiedziałam o tym swojemu Mężowi, który natychmiast podłapał temat i kiedy przychodzi ten smutny moment miesiąca czeka na mnie z winem, chusteczkami i ramieniem. Cudowny facet. Nigdy nie spodziewałam się, że spotkam kogoś takiego jak On. Jestem pod wrażeniem wsparcia i zrozumienia jakie mi okazuje.
Tak bardzo chciałabym dać mu Dziecko i wiem, że prędzej czy później nam się to uda!

W pamiętnikach i na forum możemy przeczytać wiele wręcz nieprawdopodobnych historii o tym jak faktycznie, w końcu się udało i wszystko jest dobrze.
Mi właśnie przetrwać gorsze chwile pomagało czytanie Waszych pamiętników. Nie mam pojęcia jakim cudem, ale naprawdę czytanie, że nie tylko ja mam tak wiele rozterek, że nie tylko ja działam i na razie efektów nie ma, że są Wojowniczki, które dążą do celu latami i go osiągają. To naprawdę robi wrażenie. I bardzo lubię to uczucie czytania pamiętników Wojowniczek, które teraz mają te wyczekane problemy a to z butelką, a to ze smoczkiem, a to z ząbkami. To bardzo budujące.

Dziewczyny, nam tez się uda! Ważne by działać i robić co w naszej mocy! Nie poddawajcie się! :D
To połowa sukcesu :)

Iza_Malarka Zaczynamy! 23 września 2020, 19:10

A może to sierpień jest tym szczęśliwym miesiącem?
Wkręciłam się w fajne treningi i widzę duży postęp
W pracy zaczęłam duży fajny projekt
Jutro będę magistrem
Wiec to chyba ten cykl? 🤞

Dokładnie rok temu pierwszy raz przekroczyłam próg szpitala na Starynkiewicza...pojechałam z nadzieją, że da lekarze dadzą radę uratować moje dziecko choć w głębi serca wiedziałam, że uratować jej się nie da, ale walczyłam...dałam z siebie wszystko, niestety przegrałam tę walkę 😭
Jutro będzie rok jak dowiedziałam się po godzinie 7 rano, że Twoje serduszko nie bije...pielęgniarki szalały z ktg..szukały, prosiły aby to serduszko biło,niestety... potwoerdzenie usg, że tętnica zatorowana całkowicie, brak przepływu, brak akcji serca. Gaja umarła 😭 zasnęła cichutko pod moim sercem..mam chociaż nadzieję, że nie cierpiała..oddałabym wszystko żeby tylko ulżyć jej w bólu 😭 10.12 zaczęto wywoływać mi poród...nie mogę powiedzieć,bo lekarze naprawdę empatyczni,pomocni...czułam się dobrze przez nich zaopiekowana.. na początku nic się nie działo, tabletki na wywołanie nie pomagały...zrobiono mi kilkukrotnie masaż szyjki (jak to boli!).. dopiero po którejś tabletce z kolei,gdy lekarka z nocnej zmiany oskubała mi tabletkę i włożyła sam proszek ruszyło się...drgwaki i....to zimno, przerażające zimno...telepało mnie na wszystkie strony świata, rzucało na łóżku jakbym była opętana...pielęgniarki przychodziły dawały leki na złagodzenie bólu przykryły dodatkowymi kocami...gdy to ustąpiło nadeszły skurcze...jeden mocniejszy od drugiego...na szczęście byłamsama w sali, więc mogłam chodzić, kręcić biodrami,kucac,skakać i błagać moją córeczkę,aby mi pomogła i wyszła...nie wiedziałam tak właściwie gdzie mam ją urodzić..pielęgniarka podała mi małą nerkę, z którą miałam chodzić do toalety...i tam też urodziłam swoją córeczkę..gdy poczułam mocne parcie wyczołgałam się z sali i zamknięta w toalecie na czyściutką nerkę urodziłam już trzeci cud...zrobiłam jej zdjęcie, pocałowałam..pielęgniarka dobijała się do drzwi,bo myślała że coś sobie zrobię, a ja chciałam po prostu ją zobaczyć w spokoju...gdy wyszłam szybko ją zabrała...nie płakałam..to był taki wstrząs psychiczny, że brakowało mi jakichkolwiek emocji...pielęgniarki pytały czy wiem co się stało więc chyba wyglądałam źle... poszłam do pokoju...położyłam się i chwilę odpoczęłam...poprosiłam,aby przyniosły mi mała,bo chcę się pożegnać..nie chciały,ale zażądałam,aby mi ją przynieśli... bez worka owodniowego wyglądała inaczej...była taka maleńka, bezbronna..zmieściła się akurat do nerki..położne płakały wtedy rwzem ze mną,gdy mówiłam,że bardzo ją kocham i,że ma się nie bać,bo jej siostrzyczki będą się nią opiekowały... to był zdecydowanie najcięższy poród... i tak niewiadomo kiedy minął rok...
Gaja urodziła się dokładnie o 4:35, Pola o 4:35 umarła...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)