Dziś moje urodziny, oby ten rok był szczęśliwy..
Troche przykro słuchać życzeń od męża żeby nam się udało..no ale w końcu się uda i tego się trzymam.
10 dc
cykl starań - już nie liczę... 21?
Dawno mnie tu nie było. Ale w zasadzie u nas bez zmian. Trochę odpuściłam przez ostatnie miesiące, nie kontroluje temp. ani innych objawów. Za niecałe 3 tygodnie operacja męża.
32 cykl starań
14 dzień cyklu
I nie wiem co dalej... Tzn. plan jest, spokój duszy chyba już też...
Pojutrze wracam do kliniki i działamy i sprawdzamy i dalej działamy - plan na kolejne dni, tygodnie..
Zaraz zaczynamy procedurę a ja nie mam do końca pojęcia jak ona ma właściwie wyglądać.
Czuję się zagubiona, nieprzygotowana, boję się zmarnowania pieniędzy, boję się zbyt małej diagnostyki,
Shhhit - strach, strach, strach!!! Czy jeszcze kiedyś będą dni kiedy nie będę się bać?
Moje Drogie,
mam już wszystkie wyniki.
mutacja 20021G>A (czynnik II) ujemny
mutacja Leiden (czynnik V) ujemny
Antykoagulant toczniowy ujemny
*Białko C obniżone* (53% skala ref. 70-140%)
Białko S wolne 73 % (skala 64-126 %)
*Homocysteina 11,7 (skala: z suplementacją folianami <12) - jestem na mega granicy i to mnie bardzo stresuje, wszedzie gdzie czytam to piszą że najlepiej jak jest ok. 8, boję się, że gdyby się udało zajść, dziecko będzie chore:/
Igg i igm kardio i gliko są ok
Antytrąbina III 97,77% (skala 79-112 %)
MTHFR- tutaj nic nie kumam. w opisie badania wskazano wynik niejednoznaczny. wykryto wariant p.Glu429Ala w jednym allelu badanego genu (układ heterozygotyczny) nie mam zielonego pojęcia ocb. bo wyżej w tabeli z wynikiem przy każdej mutacji są kreski, że nie wykryto mutacji.
może to sposób zapisu jest istotny?
przy tym p.Glu429Ala jest /-
a przy innych jest ; [=]
także ja nic nie rozumiem.
poczytałam za to o tej homocysteinie i strasznie się boję tych wszystkich wad cewy nerwowej.
podobno powyżej 10 jest też to niebezpieczne dla mnie, ale nawet o tym nie czytałam...
nie wiem co ja mam robić. podłamało mnie to kompletnie.
Genetyk nie odbierał tel, nie oddzwonił. a hematolog dopiero 13.01.
w poniedziałek mam monit po stymuacji więc jeszxze dopytam lekarkę o tę homocysteinę, ale pewnie odeśle mnie do hematologa...
9 dc
Dziewczyny, wielkie dzięki za wsparcie i dobre słowo. Nawet nie spodziewałam się jakie to pomocne.
Ważne, że zaczęłyście swoją diagnostykę i ja wiem, że Wam się uda
Trzymam za Was kciuki rękami i nogami! 
Właśnie w tym momencie Mąż jest w klinice oddać próbkę. Czekam na wrażenia jak wróci 
Jestem mega ciekawa wyników (jeszcze w przyszłym tygodniu muszę zrobić TSH by mieć świeży wynik) i wizyty piątkowej.
Wczoraj Mąż pytał jak się odnosze do jego badania. Niezależnie od wyniku to nie zmienia mojego stosunku do niego. Nadal jest tym jedynym i moim Mężem i nigdy go nie zostawię.
Po drugie uważam, że to ważne zacząć badać się już teraz, skoro mamy możliwość.
Dodatkowo wiele problemów ze spermą można rozwiązać suplementami czy lekami, więc nie więdzę w tym większego problemu. Dzisiaj jestem ewidentnie dobrej myśli i widze wszystko przez różowe okulary 
Po cichu znowu zaczynam mieć nadzieję, że może ten cykl będzie tym szczęścliwym. Ostatnie dwa dni śluz wodnisty, dzisiaj zaczyna robić się rozciągliwy, może coś z tego wyjdzie. Ważne żeby próbować i dać sobie szansę i czas.
Humor mi dziś dopisuje, więc czarne myśli i zamartwianie się zeszło na dalszy plan na szczęście.
Najlepsze jest to, że w przyszłą sobotę mamy wesele mojej koleżanki, na którym miałam ogromną nadzieję powiedzieć jej, że jestem w ciąży i moge pić jedynie soczek.
Niestety nie będę wiedziała czy jestem w ciąży, ale soczek pić będę, bo to akurat po dniach płodnych, a zasadę mamy taką, że od strań nic nie piję. Ale jakoś sobei z tym poradzimy 
Wiecie co jest fajne? W jednym z pamiętników (wieloletnie starania, na szczęście zakończone zdrową ciążą i szczęśliwym, zdrowym Maluszkiem) przeczytałam, że para miała swój rytuał kiedy przychodziła miesiączka.
Mąż by wesprzeć Żonę co miesiąc kupował jej wino i spędzali wieczór we dwoje. Nie skończyło się to alkoholizmem (
), ale pomogło im przetrwać długie miesiące oczekiwania na ich Maleństwo.
Opowiedziałam o tym swojemu Mężowi, który natychmiast podłapał temat i kiedy przychodzi ten smutny moment miesiąca czeka na mnie z winem, chusteczkami i ramieniem. Cudowny facet. Nigdy nie spodziewałam się, że spotkam kogoś takiego jak On. Jestem pod wrażeniem wsparcia i zrozumienia jakie mi okazuje.
Tak bardzo chciałabym dać mu Dziecko i wiem, że prędzej czy później nam się to uda!
W pamiętnikach i na forum możemy przeczytać wiele wręcz nieprawdopodobnych historii o tym jak faktycznie, w końcu się udało i wszystko jest dobrze.
Mi właśnie przetrwać gorsze chwile pomagało czytanie Waszych pamiętników. Nie mam pojęcia jakim cudem, ale naprawdę czytanie, że nie tylko ja mam tak wiele rozterek, że nie tylko ja działam i na razie efektów nie ma, że są Wojowniczki, które dążą do celu latami i go osiągają. To naprawdę robi wrażenie. I bardzo lubię to uczucie czytania pamiętników Wojowniczek, które teraz mają te wyczekane problemy a to z butelką, a to ze smoczkiem, a to z ząbkami. To bardzo budujące.
Dziewczyny, nam tez się uda! Ważne by działać i robić co w naszej mocy! Nie poddawajcie się! 
To połowa sukcesu
A może to sierpień jest tym szczęśliwym miesiącem?
Wkręciłam się w fajne treningi i widzę duży postęp
W pracy zaczęłam duży fajny projekt
Jutro będę magistrem
Wiec to chyba ten cykl? 🤞
Dokładnie rok temu pierwszy raz przekroczyłam próg szpitala na Starynkiewicza...pojechałam z nadzieją, że da lekarze dadzą radę uratować moje dziecko choć w głębi serca wiedziałam, że uratować jej się nie da, ale walczyłam...dałam z siebie wszystko, niestety przegrałam tę walkę 😭
Jutro będzie rok jak dowiedziałam się po godzinie 7 rano, że Twoje serduszko nie bije...pielęgniarki szalały z ktg..szukały, prosiły aby to serduszko biło,niestety... potwoerdzenie usg, że tętnica zatorowana całkowicie, brak przepływu, brak akcji serca. Gaja umarła 😭 zasnęła cichutko pod moim sercem..mam chociaż nadzieję, że nie cierpiała..oddałabym wszystko żeby tylko ulżyć jej w bólu 😭 10.12 zaczęto wywoływać mi poród...nie mogę powiedzieć,bo lekarze naprawdę empatyczni,pomocni...czułam się dobrze przez nich zaopiekowana.. na początku nic się nie działo, tabletki na wywołanie nie pomagały...zrobiono mi kilkukrotnie masaż szyjki (jak to boli!).. dopiero po którejś tabletce z kolei,gdy lekarka z nocnej zmiany oskubała mi tabletkę i włożyła sam proszek ruszyło się...drgwaki i....to zimno, przerażające zimno...telepało mnie na wszystkie strony świata, rzucało na łóżku jakbym była opętana...pielęgniarki przychodziły dawały leki na złagodzenie bólu przykryły dodatkowymi kocami...gdy to ustąpiło nadeszły skurcze...jeden mocniejszy od drugiego...na szczęście byłamsama w sali, więc mogłam chodzić, kręcić biodrami,kucac,skakać i błagać moją córeczkę,aby mi pomogła i wyszła...nie wiedziałam tak właściwie gdzie mam ją urodzić..pielęgniarka podała mi małą nerkę, z którą miałam chodzić do toalety...i tam też urodziłam swoją córeczkę..gdy poczułam mocne parcie wyczołgałam się z sali i zamknięta w toalecie na czyściutką nerkę urodziłam już trzeci cud...zrobiłam jej zdjęcie, pocałowałam..pielęgniarka dobijała się do drzwi,bo myślała że coś sobie zrobię, a ja chciałam po prostu ją zobaczyć w spokoju...gdy wyszłam szybko ją zabrała...nie płakałam..to był taki wstrząs psychiczny, że brakowało mi jakichkolwiek emocji...pielęgniarki pytały czy wiem co się stało więc chyba wyglądałam źle... poszłam do pokoju...położyłam się i chwilę odpoczęłam...poprosiłam,aby przyniosły mi mała,bo chcę się pożegnać..nie chciały,ale zażądałam,aby mi ją przynieśli... bez worka owodniowego wyglądała inaczej...była taka maleńka, bezbronna..zmieściła się akurat do nerki..położne płakały wtedy rwzem ze mną,gdy mówiłam,że bardzo ją kocham i,że ma się nie bać,bo jej siostrzyczki będą się nią opiekowały... to był zdecydowanie najcięższy poród... i tak niewiadomo kiedy minął rok...
Gaja urodziła się dokładnie o 4:35, Pola o 4:35 umarła...
Może 4 dc, a może nie.
Oprócz nerwów i cholernych, wkurwiających palmień luteina nie zrobiła kompletnie nic. Miała mi "skrócić sykl" i "wywołać miesiączkę". A taki chuj, mam dzisiaj 32 DC więc zanim szanowna pani @ przyjedziez to pewnie pokryje się z datą przyjscia @ bez luteiny. Gdybym nie brała to zapewne nie miałabym plamienia. Tak więc że względu na to, że moja miesiączka się nie rozkręciła, dalej czekam z wzięciem letrozolu (wczoraj rozmawiałam z moim ginkiem czy czekać czy brać, powiedział żeby czekać na konkretne krwawienie)
Trochę sobie dzisiaj popiłam z teściową, no i dobrze mi tak. Jestem tak samo zła jak i bezradna, bo znowu zostaje mi czekać. Nowy rok przywitał mnie nerwami, zniecierpliwieniem i niejasną sytuacją. Brawko
1 dc
Wychodzi na to że byłby to 29cs ale wiadomo że nie zawsze nasze starania były staraniami. Nie zawsze były chęci, różne zmiany, kłótnie. Mam cichą nadzieję że ten rok będzie nasz. Ze teraz musi się udać skoro stawiamy na diagnostykę. Zero wakacji, weekendów poza domem. Nie wiem co zrobię jeśli do końca tego roku nie będę w ciąży. Depresja murowana. Mąż trochę się załamał że się nie udało. Było widać smutek w jego oczach. Tak więc mam ok 12 szans w tym roku. I mam plan w pełni wszystkie wykorzystać.
Jestem z siebie dumna! Naprawdę dumna!
Znalazłam chęci (chęci a nie czas bo czas mam często ale nie chce mi się zwykle) na przeczytanie trochę książki
postawiłam na książkę Dirka Rossmana "...i wtedy wspiąłem się na drzewo" i bardzo mi się podoba, uważam tego mężczyznę za bardzo mądrego i niezwykłego człowieka 
A co jeszcze ważniejsze!! Poćwiczyłam!! 30 min na orbitreku i 10km zrobione 😁
Cieszę się, że znalazłam na to siły, trochę odpoczęłam psychicznie bo głowa nie myślała tylko o jednym 
4 dc
Jestem wykończona, pokłóciliśmy się dzisiaj z moją mamą. Nie wchodząc w szczegóły sytuacja między nami jest bardzo złożona i spięcia bywają często. Tak się losy potoczyły, że żyjemy razem i mamy wspólny, nazwijmy to biznes. Nie muszę mówić, że dla młodego małżeństwa, szczegolnie starającego się o dziecko nie jest to idealny układ... Wiele słów dziś padło niepotrzebnie, raniąc i obarczajac winą. Psuje to tez relacje moją z mężem, ja często bywam kłębkiem nerwów.
Nie wiem, czy dziecko powinno wychowywać się w takiej atmosferze...
Tak sobie od dłuższego czasu mysle czy moje miesiączki, które są bardzo skąpe i trwają 3 dni a w zasadzie na początku i końcu jest tylko jakieś plamienie, nie mają zwiazku z niepłodnościa.. nie wiem może któraś z Was tez ma tak?
Pamietam że jeszcze kiedyś przed braniem antykoncepcji były normalne, a kiedy odstawiłam tabletki okresy są inne.
5 dc
@ szybko minęła. Nawet plamien w tym cyklu nie mam. Śluz robi się płodny, czasem rozciągliwy, oj bardzo szybko.
Jajniki czułam 1 dnia zastrzyku i 2. A wczoraj i dziś cisza.
Coś czuję że tak już zostanie, tym bardziej że nie mam boli owulacyjnych jak dawniej.
Wczoraj też przy zastrzykach czułam uderzenia gorąca.
Boję się że leki mogły nie zadziałać albo jest kilka małych pęcherzyków a tylko 2 duże. Masakra. Kto wie czy już jutro nie użyje Cetrotide które gin mi przepisał. Dobrze że jutro monitoring troszkę się uspokoję.
Jak czytałam wczoraj na niektóre leki dziewczyny nie reagują albo małe dawki i mało rośnie pęcherzyków. Więc w razie co można jutro cos zmieniać i kombinować. Bo USG mam.po 4 dniach brania zastrzyków a nie po 6 jak miało być na początku.
Czuję że punkcja może być 10 dc w sobotę albo najpóźniej 12 dc w poniedziałek.
Wczoraj nie zdążyłam na mszę do kaplicy szpitalnej bo Marysia mi się pierwszy raz rozpłakała i nie mogłam jej zostawić.
Dzisiaj też od niej nie odeszłam, ale mam nadzieję, że Pan Bóg mi wybaczy.
Dziś był ważny dla mnie dzień. W sumie dla nas😍
Jak przyszłam to Marysia spala sobie słodko, więc jej nawet nie dotykałam. Ale po chwili zaczęła płakać i położna mi mówi żebym ją rozebrała, a ja czy mi pomoże bo nie mam pojęcia jak ją odwinąć i zawinąć na nowo 😕 a pani mo mówi, że mam odwijać aż dojdę do pampersa 😂 udało się 💪 kupki nie było ale chyba pieluszka mokra (nie wiem jak to sprawdzić 🙈) i Malutka się uspokoiła jak ją przewinęłam. Nasz 2kg bobasek topi się oczywiście w pajacyku 56, ale na długość to on taki wcale za duży nie jest ☺️ jak w końcu Mała nabierze ciałka to będzie niezłym klocuszkiem❤️ Rozebranie do pampersa to pikuś w porównaniu z ponownym zapięciem tych wszystkich napów. Mieszały mi się te z body i pajaca 🙈🙈🙈 ale dałam radę i jestem z siebie dumna💪 To był mój pierwszy raz w takiej roli ever. Nigdy wcześniej nie rozbierałam żadnego dziecia, nie mówiąc o kamieniu butelka a i tu było surprise... Pani się pyta czy karmiłam już, po czym mi każe siąść i dostaje Marysię na rece do pokarmienia butelką i to z moim mlekiem😍 Trochę tego cennego nektaru wylała ale większą część wyciągnęła. Niestety po chwili się zmęczyła i miała już odruch wymiotny (wg położnej bo ja oczywiście nie zorientowana) no i resztę trzeba było dojeść już z sondy. Ale zanim sonda to pozwolono mi jeszcze potrzymać Malutka pionowo na ramieniu 😍 Mało się tam nie rozpłakałam. Ona jest taka malutka i bezradna i tak bym już chciała ją mieć na stałe u siebie 😔
Położna zapytała mnie jaki to tydzień urodzeniowy (36w2d) no i stwierdziła, że Mała niedojrzała jak na swój wiek, że jest leniuszkiem. Ten leniuszek to jeszcze jakoś przełknę, ale niedojrzała... zabrzmiało jak niedorozwinięta. Od razu mam wizję, że będzie się wolniej rozwijać, że będzie odstawać od rówieśników itd. no i że to może moja wina bo trzeba było się nie zgadzać na cc w tym terminie to może by dojrzała w środku.... Ech😔
Niesamowicie cieszę się że jest już w łóżeczku, że wszystko inne jest ok, ale w tyle głowy boję się każdego dnia że będę musiał jutro stąd wyjść i ja zostawić. Wtedy mnie czarna rozpacz ogarnia, nie wyobrażam sobie tego 😰
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 stycznia 2020, 15:04
36+6 22 dni do TP 🫣
Nie wiem kiedy to zleciało 😲 dopiero co zaczynałam być w ciąży a tu już końcówka. Na plusie jakieś 11 kg, ale temat wagi generalnie olałam i zamiast co tydzień ważę się teraz co 2 tygodnie. Tak dla samej siebie. 🙂
Została mi ostatnia wizyta u ginekologa zaplanowana na 30 stycznia, torba do szpitala praktycznie spakowana, czekam na ostatnią paczkę z Gemini. Wszystko już prawie gotowe na pojawienie się naszej córeczki 🥰 ja oczywiście jeszcze szaleje z ciuszkami (pokochałam Vinted). Dziś albo jutro będę mieć wyniki GBS i mam szczera nadzieję że będzie ujemny. 🫣
Psychicznie jeszcze nie jestem gotowa na poród, boję się jak to będzie, w ciąży czuję się naprawdę bardzo dobrze, już nie ćwiczę bo brakuje mi motywacji, coraz częściej boli mnie brzuch, młoda codziennie daje mi serię kopniaków lub wchodzi pod lewe żebro co jest dość bolesne. 😁 Zgaga też mocno dokucza, walczę tabletkami Gaviscon i dość szybko czuje ulgę. ☺️ Z jednej strony już się nie mogę doczekać naszej kluseczki (w pon ważyła 3 kg) a z drugiej spokojnie mogłabym być jeszcze w ciąży 2 miesiące. 😄 Bywają gorsze momenty ale cały okres 9 ostatnich miesięcy zdecydowanie na plus 🙂
Rozmawialiśmy z mężem o ewentualnym rodzeństwie dla Bianki. W tym roku jeszcze opłacimy nasze 2 zarodki ale szansa że po nie wrócimy jest bliska zeru. Nasz mały cud niebawem pojawi się na świecie a ja bardzo sceptycznie podchodzę do kolejnego transferu i tony leków. Jeśli miałoby się udać to tylko naturalnie, jeśli nie to trudno. Deadline do moich 37 urodzin a później mąż idzie na wasektomie. To był jego pomysł czym mocno mi zaimponował.
Odliczam ostatnie dni beztroskiego życia, wylegiwania się na kanapie i spania. W nocy na siku wstaje max 1x i to czasami dopiero o 7 rano, nie cierpię na bezsenność, nie mam zaparć, nie boli mnie kręgosłup. Wciąż na myśl 💭 o tym jak się nam poprzedni rok potoczył czuję ogromną wdzięczność a w oczach mam łzy. Dziękuję za to co nas spotkało ❤️
Wszystkiego dobrego Wszystkim w Nowym Roku.
Troszke mnie tu nie bylo. szczerze mowiac nie odczulam tego plynacego czasu. powiedzialabym, ze ostatnie 1,5 miesiaca minely mi jak dwa tygodnie co najwyzej.
Co u nas? z jednej strony duzo, z drugiej niewiele
Ola motorycznie super rozwinieta. Z mowieniem idzie jej opornie Ale tez robi postepy. ostatnio zaczela pokazywac palcem i pytac" to to?" (czyli co to?/kto to?). nie chce powtarzac z nami slow, aleostatnio namowilam ja na powiedzenie "dzidzia" i powtarza bez problemu. Jak widzi znajomych psiarzy na spacerach to juz z daleka macha do nich reka i krzyczy" czeee, czeee" (czyli czesc). mozna sie z nia dogadac. nawet przez sen kiedy wybudzi sie na mleko. ja pytam chcesz mleczko, a ona tak slodko i stanowczo mowi" TA!". po Swietach, o ktorych napisze za chwile, ciagle mowi "baba bwwwwww" (czyli jedziemy do babci samochodem - no kurde nie, nie jedziemy. mozemy co najwyzej wyjsc na spacer
). sporo jest takich pojedynczych sytuacji, az trudno zapamietac i spisac.
Swieta: po raz pierwszy postanowilismy nie nocowac u tesciow. Pojechalismy na Wigile do rodzicow meza, wrocilismy na noc. idealnie wycyrklowalismy wyjazd i przyjazd. Ola spala wiekszosc podrozy w obie strony. a wracajac (zawinelismy sie ok 18) zasnela w aucia, obudzila sie przy wyjmowaniu z samochodu i narekach znaioslam juz ja. ta sie w windzie cieszy. mysle sobe: no zajebiscie. pospala ponad godzine to teraz da nam do wiwatu. a sie okazuje, ze rozebralam ja, dalam mlesio i poszla grzecznie spac dalej. bajka
w Wigilie do 2 w nocy skrecalismy kuchnie dla niej. dostala od dziadkow. perzent strzelony w dyche, tylko gdy Olka wstaje ok 6 rano, to newiele czasu nasen pozostalo. Pierwszy dzien Swiat spedzilismy smai w domu. najlepsza decyzja ever. Ola bawila sie prawie caly czas kuchnia, a my wypoczywalismy na kanapie zajadajac pysznosci swiateczne otrzymane dzien wczesniej
drugiego dnia Swita pojechalismy do mojej rodziny. schemat ten sam. wyjazd na drzemke, powrot ok 18 na nocne spanie. udalo sie ja tak zamo przneiesc i polzyc spac jak w wigilie
u wujka pograla na pianinie. byla zachwycona. po raz kolejny widzimy, ze to dziecie moze isc kiedys w kierunku muzyki. no zobaczymy.
co mnie martwi. mimo, ze zlobek, ze zawsze ja socjalizowalam itd. Gdy idziemy na plac zabaw (taki pod dachem, gdzie mozna sie do skarpetek rozebrac) Ola jest strasznie zaborcza. nie chce rezygnowac z upatrzonej zabawki, nie cche sie dzielic. gdy juz odejdzie od zabawki, robi papa i do nei j nie wraca, ale gdy tylko zpbaczy, ze inne dziecko podchodzi od razu odgania je od zabawki. doslownie odgania. pokazuje tez nunu..... do tego od ponad tygodnia pies nie mzoe sie kolo mnie polozyc albo na jej rzeczach. od razu podchodzi i odgania psa. zazdrosna sie jakas zrobila. wiem, ze w okolichach 1,5 roku pojawia sie lek separacyjny. moze to jakies poboczne objawy. ale postanowilismy czesciej z nia gdzies wychodzic do roznych srodowisk, zeby ten nasz dzikusek zaczal sie jakos dzieli i dostrzegac, ze sa inni i nie zawsze wszystko jest na zawolanie. a zjawisko jest o tyle ciekawe, bo pytalam w zlobku jak Ola sobie radzi, czy sie dzieli itd. tam niby nie ma tego problemu. do tego Ola jest bardzo zaangazowana w gimnastyke i zajecia plastyczne. wszystko wykonuje i wodac, ze ja cieszy. nadal pogodna. i widac, ze raczej bezproblemowa. nie wiem. musz epoczytac troche na ten temat, bo mnie w ten weekend na placu zabaw zaskoczyla strasznie. nigdy nie chcialam miec dziecka, co drze sie najglosniej, kladzie na podlodze, bo ona teraz tego chce i koniec. a wychodzi na to,ze wlasnie mierze sie ze spojrzneiami innych matek. faktem jest, ze Ola ma dopiero 17 miesiecy skonczone. inne dzieci byly starsze mialy ok 3 lat i wiecej. wiec tez nie moge porwnywac jej do nich. ale jednak jakos tak mnie to martwi. smiejemy sie z mezem, ze ludzie mysla, ze ona jest jakas uwstecnziona w zachownaiu. a to dlatego, ze Ola jest dosyc wysoka i szczupla dziewczynka. przy niektorych drobnych 2 latkach wydaje sie byc od nich starsza, a zachwouje sie jak brzdac i nie mowi. i ci rodzice nie wiedzac w jakim jest wieku patrza na nas z politowaniem. akurat z tego mamy pompe oboje. ale po raz kolejny mozna zauwazyc jak sie jest pod obstrzalem i krytyka innych. na dluzsza mete jest to meczace.
a mnie na koniec stycznia znowu szykuje sie wyjazd. tym razem na 1.5 tyg. logistycznie itd o nic sie nie boje. tylko ta rozlaka z corka.... znowu nie opusci mnie na krok. i nie oszukujmy sie. najlepsza nawet opieka mamy nigdy nie zastapi. dlatego troszke serce mi sie kroi. no ale, jestem pracujaca matka. musze tez niestety isc na pewne kompromisy. a idzie mi dobrze. zasuga jest to, ze w sumie odkad Ola poszla do zlobka w lipcu to tak sumarycznie moze nie bylo jej razem 3 tygodnie w zlobku. resztze czasu chodzi. dzieki temu ja moge pracowac i tez realizowac siebie. moge sie pochwalic, ze dostalam awans. czekam na papiery do podpisania. takze zle nie jest.
Ten rok stawiamy na oszczedzanie i zdrowy styl zycia. od ciazy zgubilam 8 kg. cel na koniec roku niezrealizowany. mialam zrzucic 15 do tego czasu. dlatego wraz z nowym rokiem nowe postanowienia i narazie idzie mi dobrze. zaczelam tez regularnie cwiczyc, czego nie robilam wczesniej z lenistwa. takze licze na jakies postepy w tym temacie na koniec stycznia. to zapwne naladuje mnie energia na kolejne tygodnie i mam nadzieje, ze wytrwam i w diecie iw aktywnosci fizycznej
Dzis nie dogaduję się z lodówką, zapachy atakują moje nozdrza...Wyczuwam chyba wszystkie najgorsze zapachy... Mdłości górą. Poza tymi sensacjami zapachowymi ból piersi i oczywiście zamartwianie jak się ma maluszek...
Dziś zaliczyłam pierwsze wymioty, nudności wciąż męczą, ból piersi, wrażliwość na zapachy. A na domiar złego dziś przyjeżdzają rodzice męża. Nie wiedzą o ciąży, więc muszę być bardzo dzielna i z głowa ku górze znosić zapachy. Nie chcemy jeszcze mówić o bąbelku, za bardzo się boje, że znów coś pójdzie nie tak. O pierwszym Aniołku też nie wiedzieli wiec to duże ułatwienie dla mnie. Jedynie drażnią mnie ich pytania kiedy dziecko?? A w ciąży nie jesteś??? To jest dla mnie dramat, zaciskam zęby żeby im nie powiedzieć, że te pytania są wysoce nie na miejscu. Nie powinno się nikogo pytać o to kiedy dzieci? To jest prywatna sprawa tej pary. Nigdy nikogo o to nie zapytam.
Zrobiłam badania krwi, moczu, glukozę, przeciwciała i TSH i to TSH mnie martwi mam 2.54 a w pierwszym trymestrze zaleca się żeby poziom był poniżej 2,5. Podejrzewam ze trzeba będzie troszkę szczegółowiej przebadać, bo tsh lubi skakać... za tydzień gin, więc się dowiem co i jak.
Pozdrawiam wszystkie staraczki i cieżarówki:)
6 tyg 0 dni
Wczoraj spanikowałam, po wizycie w toalecie na papierze zobaczyłam ciemną wydzielinę. Automatycznie ciśnienie skoczyło do 200...Lawina ruszyła... Ja to znam. Ostatnio też tak się zaczeło, niewinne ciemne plamki po toalecie,a skończyło się na zabiegu łyżeczkowaniu.Latałam co chwilka do toalety sprawdzać czy wciąż jest plamienie- było. Na moje nieszczęście wizyta teściów trwa. Teściowie pojechali ok 19...sprawdziłam raz jeszcze jak wygląda sytuacja i niestety wciaż plamię. Zapakowałam się do auta, mężulek szoferował i w przeciągu pół godziny stawiliśmy się na IP. Tam 1,5 h czekania, trafiliśmy na zmianę dyżuru. W końcu nas przyjmują, do tej pory plamienie ustało:) Troszkę poczułam się jak wielka panikara... Ale już raz straciłam dzidzię i nie zamierzam stracić tej...NA usg ujrzałam mojego maluszką z radośnie pulsującym punkcikiem...Radość przepędziła strach.
6 tyg 3 dzień
Kolejny dzień życia płodowego mojego maleństwa. Zastanawiam się co u niego, czego mu potrzeba żeby zdrowo rósł. Mój bąbel kochany.Wczoraj wieczorem poczułam znajomy ból pleców z początku ciąży, trzyma mnie wciąż...Wyczytałam, że takie bóle są normalne. Pamiętam, że przy poronieniu był to inny ból zlokalizowany niżej. Wiec o tyle jestem nauczona doświadczeniem z poprzedniej straty, chodź o ten ból nie muszę się martwić. Mdłości i wymioty pełna parą, niuniuś nie odpuszcza mamie:P
Dziś mężuś, rozmawiał ze znajomymi i oczekują bobasa.Nie chcieli nam mówić, żeby nie było nam przykro, po naszej stracie. Tak podejrzewałam, że zmajstrują bąbla... widziałam w oczach przyszłego taty iskierki jak ich poinformowaliśmy, że będziemy mieli maleństwo.Co prawda nasze maleństwo jest teraz w niebie a o tym w brzuszku, nikt nie wie poza nami. Mąż żalił mi się, że już by chciał powiedzieć, bo tak to musi się po cichu cieszyć. Uspokoiłam go i powiedziałam, że na radość przyjdzie czas, troszkę cierpliwości... nie był zachwycony. Ach ta moja papla, jakoś przetrwa:)
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.