Dziewczyny, w pierwszym cyklu po operacji u męża na żylaki powrózka nasiennego, a w 22 cyklu starań, jest beta 11,4 mlU/ml w 25 dniu cyklu. Jestem w szoku! Powtarzam badanie w piątek rano. Jeśli będzie ok to na pewno napiszę tu coś wiecej
prośba o kciuki!
I znowu dawno nic nie piałam, ale w sumie nie wydarzyło się nic wartego wpisu.
Z in-vitro na razie zrezygnowaliśmy. Chociaż nie, nie tylko na razie. Zastanawiamy się nad wycofaniem się z programu i odzyskaniem części pieniędzy - płaciliśmy z góry za dwie procedury, a jak w żadnej się nie uda to mieli nam w gratisie trzecią zafundować. Skorzystaliśmy z jednej (dwa transfery, jeden w kosztach za drugi płaciliśmy), a z drugiej chyba zrezygnujemy. Może i stać nas na wydanie kolejnych kilku tysięcy na badania genetyczne zarodków, oraz kolejne na leki immunologiczne. Tylko, jaką mamy gwarancję, że to pomoże? Żadną. Póki co tylko tracimy pieniądze i w pewnym sensie zdrowie. Ile można?
Zostają nam wiec dwie opcje - adopcja, albo życie bez dziecka. I w sumie, do żadnej z tych opcji nie jestem przekonana.
Wiem, że są osoby które potrafią być szczęśliwe bez potomstwa. Ba, mam nawet takich znajomych. Tylko, że to była ich własna decyzja, a nie losu, czy tam przypadku. Zarówno jedni jak i drudzy podjęli świadomie tę decyzję.
Adopcja... Pisałam już wcześniej, że nie jestem do niej przekonana. Ciągle mam wątpliwości czy to droga dla mnie. A podobno jak się ma takie wątpliwości to lepiej w adopcje nie wchodzić. Cóż, myślałam, że w ośrodku adopcyjnym mi pomogą rozwiać wątpliwości i zdecydować czy to na pewno opcja dla nas. Ale tak jak już pisałam, zawiodłam się bardzo. Wątpliwości mam coraz więcej. Więc chyba to nie jest droga dla mnie...
Tylko co dalej? Nie mogę mieć dzieci biologicznych. Na rodziców adopcyjnych się kwalifikujemy, ale nie jestem gotowa na adopcje. Jednocześnie nie wyobrażam sobie życia bez dzieci, w domu z dwoma pustymi pokojami. Jasne, mogę sobie tam zrobić nie wiem sypialnie gościnną, siłownie, czy pokój rozrywek, czy cokolwiek. Tylko to nie o to chodzi.
Czasem wydaje mi się, że mogłabym nawet zaakceptować moją bezdzietność. Chyba mogłabym być nawet jako tako szczęśliwa. A potem przychodzi okres i ból, który dobitnie przypomina mi o mojej niepłodności. Co 24-25 dni boleśnie przypomina mi, że nie jestem w ciąży, a z tyłu głowy krążą słowa niejednego ginekologa u którego z bólami miesiączkowymi byłam - po pierwszym dziecku Pani przejdzie...
Myślałam nawet, nie raz zresztą, czy by nie pójść prywatnie i sobie tam wszystkiego nie wyciąć. Po co mi macica, po co mi jajniki, jak i tak nie m z tego żadnego pożytku? Jest tylko ból. Może kiedyś faktycznie tak zrobię. Chociaż to chyba nie jest w Polsce legalne. Więc albo wyjazd za granicę, gdzie taki zabieg można wykonać, albo życie od okresu do okresu.
Czuję się jak w pułapce, z której nie ma ucieczki. I tak, wiem powinnam iść do psychologa czy nawet psychiatry. Może nawet bym i poszła, ale na NFZ nie ma co liczyć, a znudziło mi się wydawanie po 200 i więcej złotych na lekarzy. Nie po to co miesiąc płacę składki, aby potem w potrzebie dopłacać do leczenia. Więc jak któraś może polecić jakiegoś psychologa/psychiatrę na NFZ w okolicach Katowic to chętnie skorzystam.
Za pozostałe rady typu - trzymaj się, będzie dobrze, módl się, bóg Ci pomoże, czy jakiekolwiek inne banały też dziękuję. Nasłuchałam się ich przez tych ponad 6 lat i nic nie dały. Zresztą tu nie ma za bardzo co doradzić, poza dalszym leczeniem na które nie chce już wydawać pieniędzy. Powoli zbliżam się do kwoty 100 tyś, wydanej na badania, zabiegi, lekarzy, dojazdy do klinik i lekarstwa. Nie chce jej przekraczać, wolę te pieniądze przeznaczyć na coś bardziej namacalnego niż złudzenia i nadzieja.
32 dc
Oczywiście 🐒 nie ma, a tak liczyłam że przyjdzie o czasie 😑 test zrobiłam dla świętego spokoju, oczywiście biały. Wyniki MUCHy, czystośc pochwy i wirusologicczns w porządku. W sobotę jadę po wynik cytokin. W pracy tragedia, ja już nawet nie staram się myśleć jak to wszystko pogodzić z wizytami, a dopóki 🐒 się spóźnia to już w ogóle nie mam pojęcia co będzie dalej. Strasznie mnie to stresuje a specyfika pracy nie sprzyja pójsciu na L4, chociaż w ostateczności bez względu na konsekwencje skorzystam ze zwolnienia lekarskiego.
Dziś piękny, ciepły dzień. Najpierw wycieczka do Matemblewa i modlitwa do Matki Boskiej Brzemiennej o pomoc w naszych staraniach ( ślicznie tam jest swoją drogą ) a potem pierwszy w tym roku grill nad jeziorkiem. Mąż przy mym boku, kocyk nad brzegiem wody, słoneczko, karkóweczka pieczona... Dla takich chwil warto żyć 

EDIT: Trzy dni później o godz. 5:50 rano zrobiłam test i wyszły piękne II tłuste kreseczki. Reszta tej historii na belly friend kochane
....
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 listopada 2015, 12:26
7dc
Ostatni dzień stymulacji, w piątek wizyta, zobaczymy jak wyglądają pęcherzyki.
33 dc test negatywny. Wtf? Jeśli rzeczywiście owulacja była tego 17 dnia, to dzis jest 16 dzień po. Dwie opcje: albo cykl bezowulacyjny, albo test kłamie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lutego 2020, 08:16
14tc
I początek ll trymestru 🙈🥰
Właśnie dzwonili ze szpitala, aż mam łzy w oczach, ryzyko ZD 1:1457 🙏🏻🥰🥰🥰 Nawet nie śmiałam marzyć o tak dobrym wyniku!
A tak w ogóle to pare godzin wcześniej byłam w szpitalu na konsultacji. Dzieć fikał na usg 🥰 To coś co widzieli na ostatnim usg to dziś wyglada na niedokładne przyklejenie worka..Lekarka mówiła że często widza to na usg i nawet nie informują o tym pacjentek wiec nie mam się martwić.
Normalnie zaczynam wierzyć że będzie dobrze, ech łzy szczęścia mi lecą po policzkach, w sierpniu będę mamą 🙏🏻🙏🏻🙏🏻
14tc+2d
(Utrogestan, Acard, Neoparin, Encorton, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12, Aspargin)
Odebrałam wyniki usg prenatalnego + pappy, usg wyszło dobrze, wyników pappy spodziewałam się złych, nawet lekarka mnie na to nastawia (ze względu na obumarcie jednego z bliźniąt). Ryzyka podstawowe były dość wysokie (wiek, ivf), ale po skorygowaniu o usg i pappe wyszło całkiem nieźle:
Z.Downa 1:3497
Z.Edwardsa 1:10300
Z.Patatu <1:20000
Myślę, że jednak mimo wszystko zdecyduję się na nifty pro, sporo kosztują, ale badają więcej niż tylko 3 nieprawidłowości.
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lutego 2020, 07:55
45/39
6t+3d
Ostatnie dwa dni były koszmarem!!!
Byłam na dwóch wizytach u dwóch róznych ginekologów. Obie prywatne za które płaciłam. Oto streszczenie tych wizyt:
Ginekolog 1 (w poniedziałek) stwierdził, że:
1. Widzi dwa zarodki i dwa serduszka.
2. Bardzo trudno "złapać" obraz usg, czyli słaba echogeniczność, czyli jest wielce prawdopodobne, że oba zarodki są chore.
3. Zarodki są dwa razy większe niż wskazuje tydzień ciąży.
4. W związku z moim TSH, które szybuje bardzo szybko w górę, stwierdził, że mam iść do endokrynologa. Mówię wtedy, że na wizytę u endo, przy szczęściu, będę musiała czekać co najmniej tydzień, wtedy moje TSH będzie już 5 razy przekraczać normę. Poprosiłam o receptę na Euthyrox. Lekarz odpowiedział, że w takim razie mam się zgłosić do lekarza ogólnego. I tu jeszcze bardziej wzrosło mi ciśnienie i mówię, że wydaje mi się, że to ginekolog zna się lepiej na hormonach tarczycy u kobiet w ciąży, a nie lekarz ogólny! Na to odpowiedział mi, że recepty i tak nie wypisze, bo nie chce ingerować w sprawy moich hormonów.
5. Kolejna wizyta za tydzień.
Wyszłam kompletnie załamana. Nie dość, że dowiedziałam się o dwóch chorych zarodkach, to jeszcze żadnej pomocy...
Ginekolog 2 (wtorek).
1. Widzi jeden zarodek i jedno serduszko.
2. "Łapie" obraz, ale nie ma przepływów przez zarodek, co jest dziwne, biorąc pod uwagę, że bije serduszko.
3. Zarodek oraz pęcherzyk żółtkowy są prawidłowej wielkości i odpowiadają tygodniowi ciąży.
4. W związku z rosnącym TSH uważa, że jak najszybciej muszę zacząć przyjmować Euthyrox, w związku z czym nie kiedruje mnie do endo, bo szkoda czasu. Wypisuje receptę i od następnego ranka mam brać lek.
5. Kolejna wizyta za 3 tyg.
_________________________
Po wczorajszej wizycie jestem trochę spokojniejsza. Ale ciągle się zastanawiam, dlaczego jeden widzi dwa zarodki, a inny jeden??? Powiedziałam lekarzowi numer 2, że inny lekarz widział 2 zarodki i pokazałam zdjęcie usg. Popatrzył i z powrotem kazał się położyć i tym razem zrobił mi usg zewnętrzne przez brzuch. Stwierdził, że tu też widzi jeden zarodek.
Te dwie wizyty kosztowały mnie tyle nerwów, że odebrały mi całą radość z bycia w ciąży. Myślę, że nie zaznam spokoju przez najbliższe 3 tyg. kiedy to pójdę na wizytę do lek nr 2. Do lekarza nr 1 już nigdy więcej nie zamierzam iść.
Sono hsg nie doszło do skutku. Pani Ginekolog gdy zobaczyła moją złą cytologię stwierdziła, że trzeba działać po kolei.
Najpierw kolposkopia, ewentualny wycinek i dopiero potem sono hsg. Zdziwiła się, że moja lekarz prowadząca skierowała mnie na sono widząc taką cytologię. Ale pewnie i tak by nie doszła do skutku bo mam jednak jakąś infekcję.
Tak się zastanawiam czy partner też nie powinien być przeleczony pod kątem infekcji bakteryjnych czy też grzybiczych ? A tak generalnie to nawet się nie przejęłam tym odwołanym sono bo otrzymałam wynik histo po operacji i jestem zdrowa!!
Poczułam dużą ulgę, kamień spadł z serca. Myślałam, że się nie przejmowałam ale jednak w dniu wizyty odbioru miałam mega-stresa.. Nic niepokojącego nie wykryto. Na dodatek głos wraca już do normalności i powoli operacja staje się już tylko wspomnieniem.
Dzień dobry. Oby taki był bo patrząc u nas na pogode za oknem nie wyglada. Od paru dni mam straszny ból
Po prawej stronie brzucha, wyrostek to to nie jest wiec mam czarne myśli ze to cos z jelitami. Oby nie ja chce jeszcze dziecko!! Mama zmarła na raka jelit, siostra choruje a ja bagatelizuje wiem bardzo nie odpowiedzialnie. Ale boje się!! A teraz kiedy tak bardzo chce dziecko wszystko się psuje!! Jest mi tak przykro. Wczoraj byliśmy odwiedzic „szwagierkę” może moja przyszła za 2 tyg ma termin. Malutki tak kopał, tak się ruszał ze ten piękny widok zmienił się we łzy w aucie w drodze do domu. I znów czemu nie mogę?! Czemu !! Widze ze coraz bardziej jestem nerwowa szukam
Zaczepek w partnerze a on to wszystko znosi. Jakaś handra mnie łapę 😢😢
Gdyby nie ciążą, to myślałabym że zaraz okresu dostanę. Dosłownie, mam moje wszystkie typowe przed okresowe objawy - ból podbrzusza, bóle w krzyżach, uczucie ciągnięcia w kroku, uderzenia gorąca, nawet apetyt mega zwiększony i chęć na słodkie czy kaloryczne rzeczy. No ale z tego co wiem, a raczej mi przekazano (w szkole rodzenia + na różnych stronach czytałam) przed porodem mogę się właśnie czuć jak przed okresem. Przy czym to nie jest tak, że zaraz na drugi dzień po objawach się zaczyna. Czasem tydzień, czasem dwa albo i trzy tygodnie od pierwszych okresowych objawów do porodu mija.
Z jednej strony chciałabym aby syn już się urodził. Wiadomo, nie mogę się doczekać aż wezmę go na ręce, no i mniejsze dziecko łatwiej urodzić 
Z drugiej, dobrze by było jakbym jeszcze poczekał tak z półtora do dwóch tygodni - chciałabym jeszcze kilka spraw domknąć.
No nic, zobaczymy kiedy syn postanowi wyjść.
Samopoczucie na dziś - zmęczona, zniecierpliwiona, ale w dalszym ciągu szczęśliwa 
Pierwszy dzień w pracy zapieprz i bol prawego jajnika
Wkrótce wiosna, niedługo będę mogła zająć się ogrodem. Chce posadzić jeszcze kilka drzewek. Magnolia bedzie z przodu domu, a wiśnie posadzę tam gdzie zostawiliśmy miejsce na piaskownice dla dzieci.
47/37
6t+5d
Żyjemy w XXI wieku, wśród takiej techniki o jakiej nam się nie marzyło. Więc jak to możliwe, ze w tych czasach, na tym etapie ciąży, lekarze nie potrafią określić czy to ciąża pojedyncza czy podwójna?? Bardzo się tym martwię. Przy ciąży podwójnej nie będę miała szans na amniopunkcję i nie dowiem się, czy dzieci są zdrowe.
1cs
Dobra, zaczynamy 😁 tzn. nie nastawiam się na to, że uda nam się za pierwszym razem. Wrzesień miałam intensywny - 11.09 start w Piwnicznej Zdroju i bieg trwający 5:35 a później tydzień w górach i 4 treningi po 25 km, powyżej 2000 m n.p.m. ☺ co prawda, nie czuje zmęczenia ale wiem, że organizm jeszcze się nie zregenerował i chociażby dlatego obecny cykl spisuję na straty. 😉
W związku z tym, trener zmniejszył mi intensywność treningów (zero rytmów i zwiększonego tempa, rozbiegania na wyczucie bez przekraczania progu beztlenowego). Wyniki badań w porządku a następna wizyta u ginekologa przed owulacją w następnym cyklu. 😊 Do zrobienia krew (hormony, żelazo, grupa krwi); suplementacja żelaza, kwasu foliowego, omega 3; pilnowanie zjedzonych kcal po bieganiu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 września 2021, 19:03
Czuję się naćpana po tym relanium, ale lepiej. Mniej się wszystkim przejmuje.
Dziś kolega przyniósł paczka miałam go.nue jeść ale nie ma jak słodkie na poprawę nastroju.
Umówiłam się do gina na 27 lutego wolę teraz bo potem terminów nie będzie.
Jutro beta. Choć dużych nadziei nie pokładam.
Co ma być to będzie. Jutro mąż mnie zawiezie bo z pracy wyskakiwać nie mogę, a po pracy jadę badać komórki NK.
W poniedziałek ostatnia powtórka bety i odstawianie leków. Podejdę w marcu a kwietniu robię wolne. Odsapne sobie. A dalej to już nie wiem.
Szkoda słów na to wszystko.
Wczoraj wieczorem lekko ćmił mnie brzuch a dziś cisza . Pewnie nerwy robią swoje. Dobrze że chociaż mąż wierzy, ja się obawiam że może cos ruszy a organizm wydali zarodek ehhh
Dziś po accofilu łamie mnie w nodze. Ehhhh ale dobrze ze to chwilowe.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lutego 2020, 08:29
Ostatecznie owulacja była 17dc według obserwacji śluzu i testu owulacyjnego. Ostatecznie był seks w weekend (13 i 14 dc) bez seksu na zawołanie, kiedy test był dodatni. 28 dc było małe plamienie (co mnie jakoś szczególnie nie zdziwiło, w końcu przez ostatnie 3 miesiące się to zdarza) dzień później lekki ból podbrzusza z rana. Potem nic. Dzis 32 dc przewidywany dzień miesiączki, a tu nic... śluz biało-kremowy. To nawet nie plamienie jakie mam zwykle przed okresem.
Zaczynam myśleć o zakupie testu. Zaczynam tez panikować, jak w grudniu. Ze to chyba jeszcze nie pora.
Pierwsza ciąża była wyczekana, tylko czekałam aż oboje z mężem będziemy gotowi, by rozpocząć starania. Mierzenie temperatury, testy owulacyjne, odliczanie dni, zaczytywanie się w forach o pierwszych symptomach ciąży...
teraz zdecydowaliśmy się wcześniej przestać się zabezpieczać, by tych starań nie było, byśmy mogli się cieszyć seksem bez myślenia o zajściu w ciążę. Ja przestać obserwować cyklu nie potrafię, za dużo mi sie ostatnio dziwnych rzeczy działo, chce o wszystkim poinformować ginekolozkę. W zamyśle, ze skoro celowaliśmy w dni płodne, w owulacje przez 6 miesiecy, to teraz zajmie nam to więcej czasu.
Jak ja wierzę w ironię losu.
Aha i jeszcze , żeby było śmieszniej odwołałam wizytę jutro, bo mam przecież mieć okres. Wizyta będzie 9 marca.
39dc
Jestem w ciąży!
Dziwnie mi...
Wiem od wczoraj.
Mam mętlik w głowie. Czy tym razem się uda? Staram się wyszukiwać pozytywy. I znalazłam. Że ta ciąża (czwarta już) podobnie jak pierwsza, jest z przesuniętej owulacji. Wmawiam sobie, że to dobry znak, bo z pierwszej ciąży pochodzi miłość mojego życia.
Wczoraj wyobraziłam sobie, jak znów jestem u gina na USG i czekam... czekam co powie... czy dobrze czy coś nie tak... Od razu poczułam wielki strach! Jak to udźwignąć psychicznie? Jak zawlec się do gina... Muszę umówić się na wizytę za jakieś 2 tyg, ale strach mnie paraliżuje.
Póki co, podreptałam rano do labu na badanie moczu, morfologii, TSH, glukozy i progesteronu. Sama sobie jestem lekarzem na razie.
Boję się... Boję się tak bardzo, że wiem, że to ostatnia ciąża.
Według aplikacji 7+3tc
Według USG 7+5tc
Według lekarza „skończyła Pani 7 tydzień”
Kalkulator przesłany przez Niki pokazuje tak jak apka wiec uznaje to za prawdę objawioną i stwierdzam ze lekarz się nie zna a zarodek po prostu bardzo ładnie rośnie.
Byłam dzisiaj u lekarza położnika u którego chciałabym prowadzić ciąże. Wywarł na mnie dosyć dobre wrażenie. Zbadał mnie dokładnie, pooglądał na usg, przepisał badania. Ponieważ plamienia się powtarzały w ostatnich dniach to kazał bezwzględnie leżeć i dał chorobowe na 2 tygodnie. No to zamierzam bezwzględnie leżeć. Nadrobię seriale, książki i filmy. W pracy jakoś będą musieli dać rade beze mnie.
Zarodek dosyć urósł bo według dzisiejszych pomiarów ma 1,28 cm. Jest nadal małą chmurką z rączkami. Następna wizyta za 2 tygodnie i myśle ze wtedy już będzie wyglądał bardzo inaczej. Mam założoną kartę ciąży i zaczynam w przyszłym tygodniu robić i kompletować badania. Uff jakoś tak dalej to wszystko do mnie nie trafia. Totalna abstrakcja. Dobrze ze jest jeszcze trochę czasu żeby jakoś sobie wszystko poukładać w głowie.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.