Temat adopcji powraca do mnie jak bumerang. Tym razem wyciągnęła go moja babcia, która bez ogródek zapytała wprost - czy my chcemy adoptować dziecko. Było to dla mnie lekkim szokiem, bo raz o naszych ewentualnych planach adopcyjnych wiedzą tylko rodzice (zarzekają się, że dalej tego nie przekazali), a dwa że taka osoba jak ona (mało tolerancyjna) jest w stanie zaakceptować nie biologicznego wnuka. Rozmowa z nią trochę mnie uspokoiła, a nawet na chwilę pocieszyła - dostałam jakby akceptację, zanim o nią poprosiłam. Myśli o adopcji wróciły ze zdwojoną siłą. Tylko, że dalej się tego boje.
Czego konkretnie się boje? Ciężko powiedzieć, chyba wszystkiego po trochu. Adopcja to droga w nieznane. I owszem biologiczne macierzyństwo też, ale.. no właśnie, jest jedno wielkie ale. Przy biologicznym dziecku wiem, że nie było by problemu typu FAS, czy czymś co mnie najbardziej przeraża - RAD. I tak, wiem że to nie wina dziecka a jego biologicznych rodziców. Wiem, że są różnego rodzaju terapie, które mogą w mniejszym lub większym stopniu pomóc Tylko problem polega na tym, że ja nie jestem na to gotowa. Nie wyobrażam sobie, abym miała całkowicie zrezygnować ze swojego życia i poświęcić je na jazdę po lekarzach, psychologach, czy fizjoterapeutach.

Ostatnio podzieliłam się tymi wątpliwościami z kilkoma osobami. I to był wielki błąd. Usłyszałam, że jestem egoistką, że wybieram se dziecko jak z katalogu (bo skoro swoich mieć nie mogę, to powinnam zaakceptować jakiekolwiek mi zaproponują), że w sumie to nawet dobrze że swoich mieć nie mogę bo bym je porzuciła jakby coś z nimi było nie tak... Te słowa bardzo zabolały. Zabolały bo padły z ust osób którym ufałam. Zabolały bo w chwilach rozpaczy (czyli każdego miesiąca podczas okresu), mam może nie takie same ale podobne myśli.
Czy ja jestem egoistką bo pragnę zdrowego dziecka? Ale przecież który rodzic tego nie pragnie?
Czy jestem egoistką, bo nie wyobrażam sobie podporządkowania życia pod chorobę dziecka? I to słynne pytanie - a jakbyś takie urodziła. Tylko, że mówimy o zaburzeniach typowych dla dzieci adopcyjnych. Alkoholu nie pije, chyba że liczyć "szampan" Piccolo wypity w sylwestra, wiec FAS mi nie grozi. Różnego rodzaju zaburzenia więzi też odpadają. Zostają tylko choroby, że się tak wyrażę losowe. I tu nie wiem co bym zrobiła. Przykładowo, gdyby okazało się że dziecko cierpi np. na osteogenesis imperfecta typu 2 lub 3, pewnie z bólem serca zdecydowałabym się na aborcję. Dla tych co nie wiedzą co to za choroba - jest to wrodzona łamliwość kości, ma kilka odmian, przy typie 2 i 3 pierwsze złamania pojawiają się już w łonie matki. Osoby z typem 2 najczęściej umierają przy porodzie (na skutek licznych złamań spowodowanych porodem), z typem 3 w dzieciństwie, przechodząc wcześniej nawet setki złamań. Tylko powiedzcie mi jedno - która kobieta starająca się o dziecko pomyśli o tej chorobie? Ba, która o niej wcześniej słyszała? To pytanie - a co byś zrobiła jakby biologiczne dziecko było chore, jest po prostu nie na miejscu. Bo to są zupełnie różne sytuacje, zupełnie inna skala problemu. Oczywiście, gdyby dane mi było zostać matką biologiczną, a moje dziecko miałoby jakąś chorobę, nie wiem tą wcześniej wspomnianą, ale typu 1 (czyli bardzo łagodny przebieg), czy jakąś inną wymagającą leczenia praktycznie przez całe życie, to na pewno bym dziecka nie porzuciła. Walczyłabym o jego/jej zdrowie.
Odnoszę wrażenie, że w tej kwestii chodzi niektórym o wybór, czy prawo do wyboru. Skoro biologicznie nie masz 100% szans na zdrowe dziecko, to jakim prawem możesz se wybierać jakie choroby zaakceptujesz a jakie nie u adopcyjnego dziecka. Cóż, jeśli o mnie chodzi to wolałabym nie musieć o takich rzeczach decydować, chciałabym jak większość kobiet urodzić biologiczne dzieci. A że nie mogę i przez to w oczach niektórych jestem gorsza, czy to oznacza że mam zaakceptować jakiekolwiek dziecko? Wydaje mi się, że nie.
Jest jeszcze jeden "koronny" argument, za tym byśmy adoptowali chore dziecko (przynajmniej w oczach pewnych osób) - nie narzekamy na finanse, więc stać nas na leczenie. Ten sam argument podają obrońcy zwierząt - adoptujcie psa albo kilka psów i koty, macie warunki, macie pieniądze... Tak, uwielbiam to zaglądanie w cudzy portfel. Tylko jak zapytasz się dlaczego ta osoba nie adoptuje nawet tego psa, to ona ma milion wymówek. Oczywiście w jej sytuacji są uzasadnione, w twojej nie bardzo.


Eh... strasznie dużo ględzenia mi dziś wyszło. Jeśli któraś z was dotarła do końca, to dziękuję za przeczytanie tego wywodu. A jeśli przeczytała to mama lub przyszła mama adopcyjna to mam do was pytanie - czy miałyście chodź trochę podobne przemyślenia do moich, czy faktycznie jestem egoistką.

anemic Wielkie chcenie ... 24 lutego 2020, 12:43

Haneczka skończyła dzisiaj 18 mac.
Od ok miesiąca się nie kp, ona już drugi raz chora. Obecnie zapalenie oskrzeli. W żłobku, cała masa dzieci kaszlacych na potęgę,zielony kaszel to już norma. Chociaż miałam nadzieję, że ma odporność jak dzwon po takim kp. Podziwiam wszystkie mamy,które wróciły do pracy na pełen etat i mają dzieciaki w żłobku.
Te dwa miesiące były ciężkie, ja pracowałam na pół etatu,z domu bo z domu, ale rano trzeba ogarnąć Hanke, odwieść do żłobka, zrobić swoje i po Hanka. Czasu mało, a robotę trzeba było zrobić, ale to już za nami.
Żłobek ogólnie fajnie,widzę,że Hania sporo się tam uczy, lubi tam chodzić.
Ja czuję się dobrze, brzuch mam już spory, 28 mamy polowkowe.
Polecacie jakieś zabawki na 1,5 roku?

16dc
Temperatura już 3 dzień utrzymuje się na podwyższonym poziomie 36,85 st. Wczesniej okolice 36,6. Jeśli temperatura wzrośnie bardziej brd pewna, że to ovu.

Idę za Waszymi radami i od jutra rano zacznę przyjmowanie Duphastonu. 2 razy dziennie po 1 tabletce łącznie 20mg na dzień.
Od dwóch dni dziwnie się czuję: mdłości, zawroty głowy. Wczoraj doszły uderzenia gorąca. Śluz raczej wodnisty. Oznacza to, że dni płodne się zaczynają. Według OF owulacja będzie w 18dc czyli za dwa dni.

Zastanawiają mnie tylko jajniki. Co miesiąc bardzo odczuwam kłucie w jajniku zawsze w tym, w którym dochodzi do owulacji w danym miesiącu. Chociaż prawy chyba odczuwam bardziej. Poroniona ciąża też była z prawego jajnika. Ból i ciągnięcie w trakcie owulacji jest naprawdę spore, muszę delikatnie siadać i nie mogę wykonywać gwałtownych ruchów. To jest akurat normalne bo wiele kobiet odczuwa dyskomfort podczas owulacji.
W tym miesiącu jednak w 13 dc czyli jeszcze przed ovu delikatnie czułam lewy jajnik (w tym miesiącu ovu powinna być z lewego), ale tylko trochę, obecnie od dwóch dni w lewym cisza. Ale za to wczoraj odrobinę czułam prawy jajnik co mnie trochę zaskoczyło. Dzisiaj znowu cisza.

Jak myślicie tak powinno być? Jeśli w lewym ovu to prawy siedzi cicho i odwrotnie a tutaj jakoś na zmianę.

Krąsi tak rozważam wizytę i planuje się zapisać. Choć od początku lutego jest naprawdę dużo lepiej jakoś tak przepracowałam to. Bardzo pomaga mi czytanie Waszych pamiętników. Jak to czytam to okazuje się, że wiele z Was było w dużo trudniejszej sytuacji a mimo to się udało więc wtedy stwierdzam, że i mi prędzej czy później się uda i się już nie nakrecam.
Tak pamiętam o mężu :) Mam płodne ale mimo to skupiam się raczej na czerpaniu przyjemności i spędzaniu miło czasu.

Dziękuję Frufru :) Wierze, nie tracę nadziei, ale na spokojnie.
Dziękuję Wam dziewczyny za wszystkie komentarze i podpowiedzi. <3
Czytam Was z przyjemnością.

No to jestem po moim drugim usg. Mialam innego konsultanta, ktory okazal sie bardzo fajnym lekarzem. wysluchal wszystkie moje zale co do progynovy i mojego stanu psychicznego. Zrobil notatke, ze jezeli sie nie uda za pierwszym podejsciem, to przy drugim bedzie zmiana leku. Poprosilam go zeby mi podal wszystkie rozmiary pecherzykow i endo, bo musialam to zaniesc na akupunkture. No wiec to jest to co sie dowiedzialam dzisiaj (wow poraz pierwszy mam konkrety jak wy dziewczyny :) - troche dumna z siebie jestem )

Wyniki:

Endo: 13.9mm
prawy jajnik: 15mm,14mm,14mm,14mm,12mm,11mm,10mm,10mm i trzy mniejsze niz 10mm
lewy jajnik: 15mm,15mm,13mm,12mm,11mm,11mm,12mm,11mm i 8 mniejsze niz 10mm

W calosci mam 28 pecherzykow, czuje sie jak mala fabryka. Ciesze sie, ze lekarz byl zadowolony, aczkolwiek podchodze do tego z dystansem. Kazdy kolejny dzien jest teraz wyzwaniem, bo zawsze cos moze sie zmienic. Kolejna wizyta w srode i powiedzial, ze jak wszystko pojdzie dobrze to pobranie w piatek a jak nie to bedzie juz na maks w poniedzialek.

Podsumowujac wiecej czasu w tym tygodniu spedze w klinice niz w pracy :)
Wlasnie siedze w pracy bo mam dzisiaj event do wieczora, ale w sumie sie ciesze, bo czas szybciej leci.

aster Plan B. 24 lutego 2020, 14:57

3 dc, 21 cs
Nowy cykl, wracamy do gry po krótkiej przerwie 🙂 Luty z przejściami, przez nasze choroby odpuściliśmy temat starań. Grypa żołądkowa wyciągnęła że mnie całą energię do zycia. Ale nie ma tego złego, przerwa psychiczna była mi potrzebna. Czekałam na @ spokojnie, nie zastanawiając się nad dniem cyklu, bez zaklinania wykresu, naprawdę dobre uczucie 🙂
Za to rozwijam się zawodowo, zrobiłam już 2 zlecenia i przekonałam sie, że na pasji można zarabiać 😁 to dopiero fajne uczucie! Jeszcze tylko muszę okiełznać relacje z klientami, bo nie mam w tym zbyt wiele doświadczenia i może jednak coś z tego będzie 😉

Teraz bierzemy się do roboty w temacie starań. Jutro idę na badania hormonów i umówię się na monitoring. Mąż ma badanie w przyszłym tygodniu. Nastawiam się pozytywnie, mimo ostatnich przejść z poradnią. Może uda mi się zmienić lekarza, bo doktorka, która nas przyjmowała nie wzbudziła zaufania delikatnie mówiąc 😛
Wiosno, przybywaj!


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lutego 2020, 15:11

Nea Zostawić po sobie ślad 24 lutego 2020, 20:23

38 dc
Kolejny dzień oczekiwania.Niby czuje zbliżający się @ od kilku dni ale tak bez przekonania.Jeszcze nigdy nie miałam takiego opóźnienia.Mam nadzieję że w końcu przyjdzie bo już mnie męczy to wszystko i tracę resztki nadziei.Jesli nic się nie zmieni to w piątek mam wizytę wcześniej nie dało rady.Ja wiem że jak mam więcej stresu to się opóźnia do 4 dni ale nie tak jak teraz 10 dni.Faktem jest że ten cykl bardzo stresujące był.Badania wyniki które nie są dobre.Niewiem może to jest powód.Ja już tracę rozum powoli.

14dc 10cs
Dawno mnie tu nie było. Musiałam aż przeliczyć który to cykl starań 🙄 😂. A więc wyszło,że 10. W sumie nienajgorzej, bo czuję się jakby minęło już 100 lat 😁. Ale nie wróciłam tu po to aby narzekać. W zasadzie to chyba nie warto liczyć tych cykli bo z tymi staraniami to u nas różnie bywa... Myślę że uprawiamy sex zdecydowanie za rzadko. Ale nie zamierzam nic robić na siłę.
Na przykład cykl grudniowo-styczniowy totalnie zmarnowaliśmy. A był to cykl: Uwaga! Uwaga! - 27 dniowy!!!
Ale zacznę od początku. Grudzień, ahh ten grudzień był dla mnie okropny...Mimo, że nic się nie stało i że czas świąteczny powinien kojarzyć się ciepło, przyjemnie ja byłam w totalnej rozsypce. Jak już wcześniej pisałam, złożyłam w listopadzie wypowiedzenie i miałam cały Grudzień przesiedzieć w domu, odpoczywając, relaksując się i skupiając na Świętach. I owszem! Przesiedziałam ale płacząc, dołując się i zamartwiając nie wiadomo czym. Pojechaliśmy na Święta do Polski ale codziennie gryzłam się z mężem bo coś mi nie pasowało. W 13 dniu cyklu miałam przepiękny śluz płodny i kupiłam testy owulacyjne w Rossmanie. Jak nic pozytyw walił po oczach! Ale nie....duma nie pozwoliła mi się łasić do męża. W taki oto sposób, zmarnowałam jedyną dotychczas, tak wczesną, książkową owulację. 🙄
No ale tak z innej beczki-:od roku grudzień- jedyny miesiąc kiedy nie pracowałam, czyli przespałam wszystkie noce jak na normalnego człowieka przystało i nagle piękny cykl 27 dniowy!!- przypadek???! Nie sądzę. To tylko takie moje małe spostrzeżenie...
Jednakże nie ma się co roztkliwiać.
Przyszedł nowy rok, i moje samopoczucie również się zmieniło na lepsze. Póki co, jest stabilnie 😁. Oczywiście dalej biorę antydepresanty więc nie powinno być inaczej. Na początku stycznia znalazłam nową pracę, więc stresu nie brakowało ale myślę że najgorsze już za mną. Niestety w dalszym ciągu pracuję tylko na nocki, więc ostatni cykl znowu trwał 33 dni.
Oczywiście dalej myśli krążą wokół ,,starań'' ale chyba doszłam do wniosku,że moim celem bardziej stała się ciąża niż samo ,,posiadanie dziecka''. Wrzuciłam trochę na luz i nie robię nic wbrew sobie. Niestety leki które zażywam mają efekt uboczny i zabijają libido oraz uniemożliwiają wręcz osiągnięcie orgazmu. A to niestety jak dla mnie duże utrudnienie bo nie chcę uprawiać seksu tylko w celach prokreacji.
Najważniejsze, że czuję się lepiej psychicznie.
W międzyczasie posłałam mężusia do urologa. 10 marca mamy termin na badanie nasienia a 16 marca ja mam termin u ginekologa, u którego byłam na samym początku starań.
Mam nadzieję że nie napisałam zbyt chaotycznie 😁😁
Pozdrawiam Was wszystkie i piszcie co tam u Was!😘

Hedgehog Pamiętnik jeżyka 35+ 24 lutego 2020, 21:49

Dwa lata w domu.

Mam galaretkę zamiast mózgu.
Nie jestem w stanie zapamiętać nic.

Rozmawiam tylko o glutach, chorobach i dzieciach.

Zaniedbanie. Bo ciągle coś jest ważniejsze niż nakremowanie twarzy. Maseczka hahaha
Podomowe dresy są niezniszczalne. Chodzę w trzech parach na zmianę non stop od tych dwóch lat. Już patrzeć na nie nie mogę a dziady się zeszmacić do reszty nie chcą.

Niewyspanie. Bo zamiast polozyc się wcześniej chce korzystać z tych krótkich chwil dorosłego życia. A noce bywają różne. Czasem.spi do rana bez pobudki a czasem Bajlando.

Pewność siebie zerowa. Raczej jestem przekonana że do niczego się nie nadaje.

Nadal dużo czytam i robię na drutach.

Synek z dnia na dzień staje się coraz fajniejszym chłopcem.
Ostatnio bawi się w udawanie. Daje misiowi pić, robi psik sprejem do noska. Miesza w garach i daje mi ta wirtualna potrawę do spróbowania.
Umie pić z normalnego kubeczka. Sam sobie włącza odkurzacz, wkłada katarekdo rury i odciąga katar.
Mowa w zasadzie stoi.
A przy tym jest jeszcze nadal małym słodkim nieporadnym bobasem. Taki wiek przejściowy.

Wczesniaczek przyjaciółki walczy już dwa miesiące a jeszcze powinien być w brzuchu. Jedna infekcje zwalcza to pojawia się kolejna. Jest dość stabilny ale niestety dziecko wcale nie oddycha i nie wiadomo dlaczego :( a było już tak że miał wspomaganie. Niestety od długiego czasu jest całkowicie na respiratorze :(

Nea Zostawić po sobie ślad 16 marca 2020, 16:36

21 dc
Czas leci jeszcze kilka dni i testowanie.Ciagle czuje taki bol okresowy .Są dni ze mocniej czuje a tez sa takie ze minimalnie.Piersi tez bolą i takie jakieś pełne i napięte.Pewnie to nic nie znaczy.Malo wierze w powodzenie.Od soboty próbuje sprowadzić męża z Londynu.Jeszcze tylko z lotniska go przetransportować kwarantanna nie wiem tez gdzie bo nie chce mnie narażać.Boi się tam zostać bo ma wzjg i odporność na poziomie 20%.Nerwy mam tak napięte ze byle co i wybucham złością i płaczem.Wszedzie tylko wirus wirus mam już dość tego.Nie wiem tez czy będę miała gdzie zrobić betę.Lab gdzie zawsze robiłam już zamknięte będę bliżej piątku obdzwaniac resztę.Mam dość wszystkiego.

Anuśla Musisz dać życiu szansę 10 kwietnia 2020, 12:33

Zaczelam krwawic. To już chyba koniec... Lezalam sobie i brzuch mnie rozbolal okresowo. Ale tak z 10 min, myślę- oho, fasolka sie rozciąga. Ide do lazienki, sikam i juz chce splukiwac a na papierze toaletowym krew. Leje sie jak na 1 dzien okresu. Dzwonie do lekarza, powiedział ze na usg i tak nic nie zobaczy. Dostalam recepte na prolutex, do podania natychmiastowego plus zwiekszyc dupka. Odstawic heparyne. Mąż byl od początku heparynie przeciwny, moze mial racje...Rano robilam bete. Jest duza 2566. Ale teraz krwawie... Jezu chroń nasze dziecko!

Jest środek nocy. Nie mogę spać... o czym myśle?

O Kim?

Czuję ->nicość<-
Nie lubię się tak czuć.

Prawie 5 miesięcy Olusia <3

Smutno mi..smutno,że to już tyle..Oluś nie jest już bobaskiem A dzidziusiem..Przekochnym😍❤
Spodobało mu się przekrecania na brzuszek i jak mu się nie chce leżeć na wprost to się przekreca na brzucho- slodko to wygląda :D
Ciągle je rączki i kciuki,dużo gaworzy i krzyczy,mimika bużki mnie roztapia ;)
Zębów na horyzoncie nie widać.
Mamy rytm dnia z pobudka 6-7,drzemka 9-10,12-13 i 16-16:30 ostatnia. Na wieczór 19:30 spi i na ogół jest pobudka po 30 min.na chwilę i śpi . Noce przytulone ale i przespane;)
Alergia na czekoladę i brokuly wykluczona wiec byla to raczej cieciorka. Na szczęście jej nie jadam ;p

Pola w sobotę skończyła 5 lat. ❤ nie wiem kiedy te lata zlecialy..jest już taka duża A ja bym chciała ją cały czas mieć przy sobie . Mamy etap bania się. Jest mega wrażliwa i kochana. Lubi malutkie zabawki,rozwiązywanie zadań i prace plastyczne;)
W piątek byliśmy w hydropolis ,było super.! Polą była bardzo zadowolona,pytała czy jeszcze przyjedziemy ;) Oluś cały pobyt bardzo grzeczny ;) były 3 drzemki jak w domu -idealnie;) w domu byliśmy dopiero o 17 :D po drodze był obiad w Ikea i zakupy ;) prezenty również były trafione;)
W sobotę był piękny tort i goście. Pola była przeszczesliwa :)

W pracy T.wszystko na szczęście uformowane;)

W piątek robiłam wyniki i wyszło mi tsh=18.5!!dzisiaj na 12 z dziećmi jechałam do Endo i póki co jestem na euthyrox ale na usg widać zmiany Gravesa więc zobaczymy jak to się potoczy dalej.

Dzwonił do Poli kuzyn z życzeniami,chwilę pogadaliśmy i cieszę się, że wpadają w czerwcu:D

Mamy maraton lekarzy.
Wczoraj udało mi się dostać do Endo . Doatałam euthyrox na zbicie,ale po widoku usg może być różnie.
Do kontroli.

Jutro jadę z Polą do nowej dentysty,w piątek mamy okuliste A w kolejny czwartek diabetolog. Zostanie jeszcze mój dentysta.
Jeszcze w tym miesiącu są bioderka i szczepienia.

dagmara Mój wyścig z czasem. 25 lutego 2020, 09:18

51/33
7t+2d
Zapisałam się wczoraj na badania prenatalne. Będę je miała 31 marca - mam nadzieję.
Jutro mam w planach iść zbadać TSH. Ostatnio naszły mnie wątpliwości, czy lekarz nie przepisał mi za wysokiej dawki. Moje koleżanki przy podobnych wynikach TSH dostały dawkę 50 lub 25, a ja 88... Jestem ciekawa co tam się dzieje w moim organizmie z tym TSH.
Poza tym czuję się nie najlepiej. Codziennie od 16.00 mam poczucie, jakby przejechał po mnie walec. Zasypiam na stojąco i nie mam siły na nic. Wczoraj bawiąc się na dywanie z moim synkiem - zasnęłam. Za długo nie pospałam, bo mój synek zaczął karmić mnie ciasteczkami :) Ale kompletnie nie miałam siły na cokolwiek. Nikt nie mówił, że będzie łatwo ;)

Wtorek 3 dc / 31 cs - 3 cykl po histeroskopii

Rano pobranie krwi na badania hormonalne + p/ciała plemnikowe . Wyniki hormonalne będą dziś, a p/ciała do piątku maksymalnie. Już dawno nie badałam, więc się przydadzą. Postanowiłam sobie w tym cyklu pobadać hormony tzn teraz , na początku cyklu wszystkie, przed owulacją estrogen, a po owulacji tydzień poziom progesteronu. Będzie dobry obraz.

Co do naturalnych sposobów na endometrium, niestety one na mnie nie działają. Serio! Byłam sumienna, jadłam orzechy, wino czerwone, dobre kwasy tłuszczowe, ale endo wciąż było na tym samym poziomie. Niewiarygodne. Ruszyło dopiero po zabiegu histeroskopii. Nie ma jakiegoś szału, ale 2 mm więcej. Jako, że mam często monitoringi to wiem, że pod koniec miesiączki jest w okolicach 3-4, dni płodne - owulacja 7-8 mm, a kilka dni po owulce, na ogół 3 dzień po niej ( sprawdzamy czy pękł pęcherzyk ) 9 mm. Biorę estrogen i luteinę w II fazie cyklu, kompletnie nie ma odpowiedzi z endometrium. Wciąż takie samo + plamienia jak były tak są. Jako, że w pierwszej fazie cyklu dominuje estrogen, stąd chciałam przyjmować 1 mg podczas jej trwania. Może tu zaskoczy. Choć słabo w to wierzę. Jestem jak widać oporna na wszelką ingerencję z zewnątrz ;)

Czekamynadzidzie - in vitro na pewno tak, rozważamy. Ja to pewnie już dawno byłabym po procedurze, ale moja prowadząca ostudza mój zapał, mówiąc, że po histeroskopii, po usunięciu zrostów należałoby poczekać trzy cykle dając szansę na naturalne poczęcie. Oczywiście ma rację. Tak, więc poczekałam. Jestem w 3 decydującym cyklu. Swoją drogą nie wiem czy powinnam podchodzić wciąż nie znając przyczyn tych plamień. Obawiam się, że z nimi to ja nie zajdę, biorąc pod uwagę, że one zawsze występują w okolicach dni implantacyjnych i receptywności endometrium. Coś się nie udaje, coś gdzieś jest przeszkodą, tylko co... Tym samym in vitro w tej kwestii nie jest rozwiązaniem, ponieważ może być to samo. Zapłodnienie to zagadka!! niestety.

gosia89 udało się po 9 latach 25 lutego 2020, 11:29

14 dc

Odebrałam wynik na P-ciała p/jądrowe i p/cytoplazmatyczne , wyszedł wynik dodatni. Co oznacza? któraś to miała?

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 3 listopada 2020, 09:58

Ok, w końcu @ się pojawiła. To dobrze. Teraz będę dbać o siebie i rodzinę i zobaczę co przyniesie przyszłość.

gosia89 udało się po 9 latach 21 lutego 2020, 17:30

10 dc

Jestem po wizycie. Lekarz tak się rozgadał, że siedzieliśmy kolo 30 minut w gabinecie ;). Po stymulacji Lamettą w lewym jajniku dwa pęcherzyki: 17mm i 20mm, w prawym brak pęcherzyków. Także idealnie trafiłam z wizytą ;) dostałam receptę na zastrzyk Ovitrelle i jutro mam go sobie zrobić. Endometrium trochę cienkie bo 6-7 mm ale ponoć jeszcze ma czas na poprawę. Mam brać witaminy Pregna Start (zamiast zwykłego kwasu i wit D)

Zrobiłam również badania ANA (przeciwciała przeciwjądrowe i cytoplazmatyczne) oraz Przeciwciała przeciw antygenom jajnika, z kolei ASA lekarz mi odradzał(przeciwciała przeciwplemnikowe)

Mąż ma zrobić badanie nasienia SCD i MSOME (w sumie koszt 670 zl) z wynikami udać się do androloga.
Ja powtórzyć prolaktynę, zrobić antyTPO i antyTG z wynikami do endokrynologa.

Jeśli @ przyjdzie czyli ciąży brak, nast cykl tak samo stymulacja i 10dc wizyta. To by było na tyle :)

PS: macie jakieś sposoby na lepsze endometrium? wiem, że czerwone wino lampka dziennie a może coś jeszcze?


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lutego 2020, 11:47

<3 6 miesięcy i 12 dni <3

Rozszerzania diety ciag dalszy... Dziś do menu wjechał ziemniaczek, który Jasiowi nie za specjalnie posmakował :p, już po 1 łyżeczce nie chciał więcej i zaciskał usta. Rozumiałam, nie naciskałam, zwłaszcza że nawet mi to nie smakowało :D. Taka papka o konsystencji budyniu :p.

Jaś jest taki ciekawy tych nowych smaków :) otwiera szeroko buzię na widok łyżeczki, nie pluje ( na razie) i co najważniejsze nie ma odruchu wymiotnego, co czasem się zdarza u dzieci.

Nauczył się pełzać, obracać wokół własnej osi. Zazwyczaj pełza do tyłu :D

W czwartek mamy kolejne szczepienie, sprawdzimy ile waży - podejrzewam że ok 8,7 kg :). Ciężki się robi, zwłaszcza gdy usypia na rękach i jest całkiem bezwładny :p.

Co do mnie:
Ważę ok 48kg, nadal mało. W czwartek byłam u lekarza, udało się wyleczyć nadżerkę powstałą po ciąży i nie będzie potrzebny laser. Ufff. Generalnie wszystko ładnie, pięknie, zagojone, mięśnie trzymają się mocno. Następna wizyta dopiero w połowie maja więc mogę trochę odetchnąć.
Pokarmu mam nadal bardzo dużo, aż chwilami bolą mnie piersi. Był czas, że zmieniałam wkładki laktacyjne 4 razy dziennie bo tak ciekłam...
Ogólnie czuję się trochę zmęczona i osłabiona, niby morfologię mam w porządku ale muszę zrobić jeszcze tsh.

5+0, waga 55,9 kg, w dniu transferu 56,8 kg.

Dalej nie wierzę. Dalej nie wierzymy. Mężuś czasem okazuje swoją radość w przypadkowych miejscach i o przypadkowych porach, np. stoimy w korku, czerwone światło, On układa ręce, jakby miał w nich kastaniety i przerzuca raz w lewo, raz w prawo, po czym sobie mówi "No, ale ja się cieszę, jak głupek, ale jaaaa sięęęęę cieszęęęęę". Po czym jedziemy sobie dalej. Albo siedzę sobie i czytam normalnie coś do pracy (bo chciałam załatwić sprawy syfiaste - sprawy syfiaste nie są sprawami syfiastymi ot tak - nad nimi trzeba dłużej pomyśleć, skonsultować z kilkorgiem znajomych po fachu, odłożyć na półkę, przespać się, i dalej myśleć) - podchodzi tak blisko, blisko, naruszając wszelkie normy intymności, patrzy się w oczy (widzę doskonale te jego zmarszczki od uśmiechu wokół oczu) i rzuca półszeptem "Cieszymy się?" - nie potrzebuje mojej odpowiedzi, by samemu sobie odpowiedzieć na pełnej petardzie (nie zmniejszając odległości ode mnie, czyli do moich uszu jest równie blisko) "No ba! Bardzo się cieszymy".

W zeszłym tygodniu bardzo produktywnie (jak się chce, to można nie tracić czasu w pracy - odkrycie roku!!!) wyczyściłam biurko i szafy. Żeby zostawić po sobie porządek. Póki co L4 mam na bóle brzucha, bo w firmie, by się rozeszło. Tak myślę, że chyba w każdej firmie by się rozeszło, bez znaczenia pozostaje branża.

Brzuch już tylko rzadko pobolewa, piersi są tkliwe i wrażliwe pod naciskiem, stały się odrobinę bardziej pełne. Trzy-, czterokrotnie wstaję nocami do toalety. Wstaję niewyspana i dosypiam w ciągu dnia. Martwi mnie trochę spadek wagi, jem normalnie, wydaje mi się, że dostarczam składniki odżywcze, a schudłam jednak. Czytałam i słyszałam, że na samym początku to normalne, zwłaszcza u osób dość drobnych, niemniej troszkę się martwię i w chwili obecnej jest to moje jedyne zmartwienie.

No i heparyna - ale to już takie czepianie się :) Brzuch jest już jednym wielkim siniakiem, przerzuciłam się na uda. Mężuś zrobił mi dwa zastrzyki. Po pierwszym jego miałam ślad średnicy 3 mm. Siniaczek niewielki. Po drugim - absolutnie zero śladu, nawet nie bolało jak się wkłuwał!!! Ogólnie powiedział, że powinien iść na pielęgniarstwo, że ja odwalam fuszerkę, bo przecież, ile więcej heparyny już sobie podawałam, a on tylko dwa i idealnie zrobił. Po czym dodał "No tak, ale mam jednak dużo więcej doświadczenia, gips Ci zdejmowałem, szwy ściągałem, teraz zastrzyki, może pojadę do jakiegoś kraju, gdzie medycyna trwa 2 lata, wrócę, nostryfikuję dyplom i będziesz mieć własnego lekarza w rodzinie, co? Nie przydałby Ci się?".

Gips - stłukłam nogę dość mocno, założyli mi półgips, a po tygodniu gips, po dwóch tygodniach stwierdziłam, że dosyć tego dobrego i Mężuś mi go ściągał. Łatwo nie było. Ale noga odżyła. To był jeden wielki siniak pod gipsem (od kolana do koniuszków palców u stopy), potem znalazłam rehabilitanta, który założył mi taśmy usztywniające i mogłam śmigać. Noga przez te 3 tygodnie strasznie schudła i zwiotczała.
Szew - miałam usuwany pieprzyk. I zapomniałam o tym, że po tygodniu mam się zgłosić na zdjęcie szwów. Jak mi się przypomniało była sobota. Szukałam pielęgniarki prywatnie, ale nie mogłam nikogo znaleźć. Youtube, nożyczki ostre z apteki, zestaw jednorazowych rękawiczek, jednorazowe waciki do odkażania i jedziemy. Bałam się czekać do poniedziałku, żeby nie wrósł. A nie sądzę, by na pogotowiu byli szczęśliwi, że przyjechał ktoś z taką pierdoletą.

Byłam w sobotę na ściance wspinaczkowej. Na zawodach.

Nie rzucać kamieniami!!! Wstrzymać się!

Jako publiczność i fotograf. Pierwszy raz od niepamiętnych wręcz czasów. Było dziwnie. Jeszcze dziwniej było walić ściemę do sporej liczby osób, które pytały "A dlaczego nie startujesz?". Emocje, kibicowanie, sprawiło mi tyle frajdy, jakbym prawie sama uczestniczyła. Wróciłam taka szczęśliwa i wypoczęta psychicznie, bo mogłam pobyć "ze swoimi", oderwać się, pogadać o górach, wspinaniu, asekuracji, o tym wszystkim, co nie jest staraniem się, utrzymywaniem ciąży, suplementami. Warto raz na jakiś czas odłożyć te tematy na bok. Moja aplikacja ciążowa znalazła miejsce (dziwnym zbiegiem okoliczności!!!) obok aplikacji wspinaczkowej 😁 Nawet nazywają się podobnie: Vertical - Life i PregLife 😂

Lekarz dalej nie wybrany. Ale Mężuś już jednego odrzucił. Rewelacyjne opinie na znanym lekarzu. Pytam dlaczego - "Właśnie dlatego, że pytasz. Ona, tak myślę, nie lubi odpowiadać na pytania, a Ty nie lubisz, jak ktoś nie odpowiada na Twoje pytania i drążysz". Ok. Jeden z głowy.

Suple za to wybrał. Stanęło na prenatal uno, do tego zażywam magnez 2x1, l-argininę 1500 mg, NAC 1000 mg, duphaston 2x1, crinone 1x1, acard 75 mg, kwas foliowy 5 mg, wit. B metylowana kompleks 1x1, kwasy omega 3 1000 mg, clexane 0,4, wapń 1x1, żelazo 1x1, mioinozytol 1500 mg dziennie, dodatkowo wit. D3 (jest już w prenatalu) 3000 jednostek. Biorąc pod uwagę brak słońca oraz poprzednie moje przeboje z szybką utratą właściwego poziomu wit. D3, stwierdziliśmy, że te 2000 jednostek, które są w prenatalu uno - dla mnie będzie zbyt mało.

Wit. D3 jest super ważna w kwestiach immunologiacznych, czyli dla mnie super hiper ekstra ważna. Poza tym poprawia mineralizację kości, a clexane powoduje, że kości niszczeją, dbając o odpowiedni poziom wit. D3 staram się delikatnie równoważyć negatywne skutki clexane. Poza tym zmniejsza ryzyko stanu przedrzucawkowego (a tu też mam pewne pstryczki wskazujące na większą możliwość wystąpienia) i cukrzycy ciążowej. Niedobory u dzieciaków mogą powodować niską wagę urodzeniową, powolniejszy rozwój dziecka w 1 r.ż. Także pakujemy w siebie wit. D3.

Kwasy omega 3 - zmniejszają ilość antygenów PAI 1, dlatego przed ciążą brałam 2000 mg dziennie. Do tego świetnie wpływają na schorzenie reumatoidalne. Wpływają pozytywnie na czas trwania ciąży, masę urodzeniową dziecka, prawidłowy rozwój psychoruchowy dziecka w pierwszych latach życia. Zmniejszają ryzyko wystąpienia depresji poporodowej. Dawka to 600 mg dziennie, a jak jemy mało ryb to 1000 mg dziennie. Jem sporo ryb, ale akurat mam takie kapsułki po 1000 mg, takie biorę.

Żelazo - tworzenie krwinek czerwonych, regulacja systemu odpornościowego, metabolizm, regulacja poziomu cholesterolu. Anemia w ciąży może wpływać na ryzyko porodu przedwczesnego i niższą masę urodzeniową. Moje żelazo zawsze było w niskich granicach normy. Buraczki, pietruszka, wołowinka, szpinak - też pakujemy w siebie. W ciąży dawka dzienna to 26-27 mg, najlepiej przyjmować z wit. C, bo ułatwia jego wchłanianie.

Wapń - podstawowy budulec zębów i kości, regulacja pracy serca i układu krwionośnego. Tu muszę się jeszcze dokształcić, bo przy mutacjach MTHFR powstają mikrozwapnienia, przy clexane szkielet się odwapnia, czy wskazane zatem byłoby przyjmowanie wapnia? Dawka 1200 mg dziennie, ja przyjmuję 100 mg (póki co).

Mioinozytol - przeciwdziała cukrzycy ciążowej. W ciąży organizm jest na ciągłym wyrzucie glukozy, a co za tym idzie na ciągłym wyrzucie insuliny, żeby go równoważyć. Dziecko musi być cały czas podpięte do glukozy. Organizmy czasem nie dają rady i prowadzi to do powstania cukrzycy ciążowej. Mioinozytol może temu przeciwdziałać. Poza tym, reguluje tempo podziału komórek w Zarodku, tym samym niwelując skutki defektów, jakie powstałyby w wyniku rozszczepu podniebienia. Wpływa, podobnie jak kwas foliowy, na układ nerwowy. Tak sobie myślę - może stąd mój spokój i brak świrowania? Znalazłam też info dla borykających się z problemami męskimi: jest składnikiem spermy, przeciętnie na 100 g spermy przypada 53 mg inozytolu.

Tu link: https://www.recepta.pl/artykuly/inozytol-witamina-b8-dzialanie-skutki-uboczne-i-wskazania

Resztę opiszę następnym razem.

Inne kwestie: jesienne postanowienie o modlitwie za nas wszystkie w takiej internetowej wspólnocie, dało dużo siły i spokoju, zatem mam takie postanowienie dla siebie samej, żeby raz w tygodniu przez całą ciążę (poza niedzielą i Świętami) iść na nabożeństwo w intencji wszystkich starających się.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)