Się porobiło.... O wirusie mówią media chyba od dawna. Ja dowiedziałam się o jakieś 2-3 dni zanim zamknięto żłobki. Cóż, nie oglądam wiadomości bo godziny 19-20 to dla nas pora usypiania. Zresztą przed ciążą też nie oglądałam bo to jeszcze pora kiedy się pracuje w biurze lub koło domu. Dopiero mąż mnie poinformował że coś się w Chinach dzieje.
No a potem zamknięcie placówek i reszta. Podglądałam kanały 24 przez 3 dni i już nie oglądam. Ani wirus ani kwarantanna nic nie zmienia w moim życiu. Moje życie od dawna tak wygląda. Od półtora roku a nawet dłużej. Ah można pójść na spacer? Pfff nie raz było kilka tyg (chby najwięcej 7) ciurkiem kiedy wogole dziecko nie mogło wystawić nosa za okno więc jak słyszę te lamenty że ojojoj jak ciężko z dzieckiem w domu to przewracam oczami.
Astma niestety może się potwierdzać. Po każdym spacerze jak na razie dziecko wraca ze splyconym świszczącym oddechem. Setoskopu nie trzeba. Słychać i to z daleka. Powierze nadal jest widać zbyt zimne. (15 stopni to zbyt zimne?) Martwi mnie to sto razy bardziej niż wirus. Teraz za zimno a zaraz zrobi się za gorąco dla astmatyków. Ja nie wiem co to będzie.
Wirus to jeszcze inny problem. Martwię się żeby meza nie wezwali na służbę. I ostatni , ale nie mniej ważny aspekt. Praca. Związana z samolotami. Jak to dłużej potrwa to nie będę miała do czego wracać. Narazie nie dopytuje bo wiem że mają tam ból głowy ale wiem że miały być obniżki wypłat, cięcia etatów lub przymusowe urlopy bezpłatne. Możliwe że " każą" mi przedłużyć wychowawczy z powodu braku pracy. ogólnie przeraża mnie wizja tego jaki to będzie miał wpływ na całą gospodarkę.
Pewnie najbezpieczniejszym rozwiązaniem byłaby po prostu znów zajść w ciążę i mieć dochód zabezpieczony na ciążę , rok urlopu i zaległy wypoczynkowy. Prawie dwa lata. Ale nie. Nie zrobię tego sobie. Pół roku kolek, samotność taka że przez wiele dni z rzędu do nikogo buzi nie otwierałam, choroby, ciągły strach o oddech dziecka, walka o powrót do pracy cały czas przegrywana. Nieee oj nieeee
Są i plamienia.
Jutro nadciągnie fala okresu.
ZACZYNAMY ✊🏼✊🏼
Sobota 28 dc / 30cs - 2 cykl po histeroskopii
Samotny weekend, ale w sumie bardzo przyjemny. Mąż na wyjeździe. Czasem taka kilkudniowa separacja jest potrzebna 😉 W piątek byłam z koleżanką w kinie. Dziś spokojny poranek z gazetami, internetem i zielona herbatą, następnie obiad u rodziców, a teraz wieczór z winem. Zaraz kąpiel, peeling, maseczka na twarz. Przyjemnie mi...
Cała reszta wygląda podobnie tzn. plamienia dalej są. To już 6 dzień. Miesiączka powinna zjawić się jutro. Nie mam złudzeń, bo tak jak napisałam kompletnie nic nie czuję. Mam nieodparte wrażenie że dopóki one są i nie znajdziemy ich przyczyny, a następnie nie zlikwidujemy ich, to w ciążę nie zajdę. Leki tylko robią zasłonę dymną, a problem nadal jak widać jest, od czasu do czasu tylko robi miesiąc lub dwa wytchnienia. Muszę pogadać z prowadząca... Ona wierzyła w histero że znajdzie się przyczynę. Znalazło się zrosty, nawet je usunięto, ale plamienia pozostały. Uparte. Nie wiem co teraz... Laparoskopia??
W najbliższych planach oprócz kolejnego wyjazdowego szkolenia jest porobienie kilku badań. Na pewno moje i męża kariotypy. Dodatkowo wejdę troszkę w immuno. Rozpocznę od immunofenotypu i p/c plemnikowych, ale myślę że nie wszystko na raz. Podzielę sobie to wszystko.
Wizyta w klinice za 2 tygodnie. Muszę koniecznie pogadać z dr! Zaraz zapiszę sobie tematy do poruszenia z nią, aby nie zapomnieć.
Póki co relaks... Nie całkowity, bo przecież gdzieś z tyłu głowy.. Ech.. No ale cóż. Przynajmniej jestem zdrowa i mam w sumie całkiem dobre życie. Muszę to docenić. Po prostu muszę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 lutego 2020, 22:09
Dawno mnie tu nie było.
Stąd tez mam bardzooo dużo do napisania.
Mała ma już ponad 7 tygodni. Jest grzeczniutka tfu tfu. Do 6 tyg w dzien wyglądało to tak: jadla robila kupe i spala i tak w kółko. Po 6 tyg aytuqcja sie odmienila - mnuej spi. Jest juz z nia większy kontakt. W ciągu tych 7 tyg zdazylysmy byc 3 razy u pediatry- jaja sjw5okazalo niepotrzebnie (przewrazliwiona matka)...
Niespodziewalam sie ze macierzynstwo moze byc tak trudne - chodzi mi tu dokladnie o podejmowanie decyzji w sprawie malenstwa.
Co raz czesciej mqm wrazenie ze mnie to przeroslo, ze popełniam tyle błędów, później siedze i je analizuje pukajac sie w głowę jak moglam popełnic taki błąd.
Nikt nie mówił ze bedzie łatwo..
Mala waży juz 5kg rosnie jak na drożdżach. W piątek idziemy na szczepienie... Oczywiście kolki nam takze towarzyszą, nieustannie. Do tego podejrzewamy nietolerancje mleka keowiego lub laktozy. Oczywiście mała karmię tylko piersia, dlatego nie jestesmy w stanie wykluczyć laktozy...
Czuje ze robie wszystko źle, nie tak jak powinnam, chciałabym byc najlepsza ale chyba mi nie idzie..
A moje malenstwo jest najpiękniejsze i najukochańsze!!! 💕
16t3d
Wczoraj chyba zwariowałam ! Moja córka puknęła mnie lekko w dłoń, bardzo lekko. Mąż też to poczuł przez brzuch. Ale to już ??? Czas pędzi... Kochana Nasza 
Dziś leniwa niedziela. Spacer. Ogarnianie mieszkania.Obiadek. Rozglądam się powoli za opcjami łóżeczka, fotelika, wózka, pościelą. Mała będzie cała w różu
Zrobiłam też w końcu pierwsze pamiątkowe zdjęcie brzucha
Jutro powrót do rzeczywistości i pracy po chorobie.
Miłego tygodnia Dziewczyny :-*
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego 2020, 16:10
Wczoraj cały dzień i całą noc bolało mnie brzucho, więc byłam szczęśliwa i brałam to za dobry znak. Dziś przed południem brzuch przestało poleć.
Miałam jutro zrobić test, ale chyba sobie daruję, bo jak nic nie wyjdzie to cały dzień będę się denerwować. Poczekam do soboty i ja uda mi się znaleźć otwarte laboratorium to zrobię badanie z krwi. Wiem, że trochę za wcześnie bo lekarz zalecił dopiero 25 marca, ale w poniedziałek wracam do pracy i w sumie chciałabym już wiedzieć zanim tam wrócę, a nie myśleć tylko o tym czy się udało czy nie. W sobotę będzie 8 dzień po transferze już chyba coś powinno być widoczne po teście z krwi. I wszędzie piszą aby nie robić za wcześnie testu, bo może wyjść fałszywie negatywny i powodować stres, który przeszkodzi w rozwoju wczesnej ciąży.hmm, może jakoś wytrzymam te kilka dni bez testowania.
Tak w sumie to dziś pierwszy raz od kilku dni czuje się w końcu normalnie. Zakładam, że to informacja że się nie udało.
Po inseminacji od razu wiedziałam, że nie udało się i wtedy nawet okres nie był zaskoczeniem, i dzięki było mi łatwiej
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 marca 2020, 22:15
Wczoraj przedświąteczny młyn i jestem tak wykończona jak dawno nie byłam. Oczywiście tuż przedtem dostałam okres i właśnie na epicentrum pracy czułam się fatalnie. No bo kiedy?! Jak ja jestem taką szczęściarą! Szczerze, naprawdę nie wiem dlaczego mam takiego pecha. Tyle lat starań, wszyscy pier*olą że niby zdrowa jestem i wszystko gra i dupa blada. Ciąży nie ma. Czuję że gorzknieję i tracę swój dawny system wartości.
2dc
Dziewczynki mimo, że wczoraj to bylo tylko brązowe obfite plamienie to zaznaczyłam że @ zaczęła się wczoraj bo był ból brzucha itp.
Dzięki za wszystkie porady i kciuki, ale walczymy dalej 🙂✊
Z każdej Waszej rady wyciągnęłam coś dla siebie i czuję, że po miesiącu z Wami moja wiedza jest na dużo wyższym poziomie niż miesiąc temu kiedy mnie tu nie było 🙂
Macie rację, żeby w ciemno nie wierzyć lekarzom w końcu który lekarz zna nasze ciała lepiej niż my same.
Tak jak pisałyście ufałam mojemu gino w ciemno i brałam dupka od 15dc a jak widać ovu powinnam mieć dużo pozniej. W tym cyklu brałam od 17dc ale nadal coś nie grało. Gino strzywno trzymał się tego 15, 16dc.
Po Waszych informacjach wiem, ze lepiej wziąć proga 2 dni za późno niż 2 dni za wcześnie. Tym bardziej, ze teraz będę już całe 10 dni na luteinie 100mg i teraz najpierw zrobię testy ovu i dopiero 2 dni po ovu bede brac luteinę przez 10 dni. Kupię te wszystkie suplementy o których piszecie. Ale cholera w żadnej aptece nie mogę dostać Choliny!
Wierzę, że ten cykl już z marzeniem tempki i obserwacjami będzie lepszy i da mi większą wiedzę o swoim ovu. Moim celem jest sprawdzenie czy w ogóle jest ovu i kiedy.
Nie wykluczam, że dzięki temu się uda szybciej ale też niczego nie zakładam.
Jutro 3dc idę zrobić badanie LH i FSH, bez skierowania więc znowu zapłacę sporo kasy w LuxMed. Myślę czy robić jeszcze ten estradiol czy nie koniecznie. Jak myślicie co mi jest potrzebne żeby sprawdzić czy jajniki przygotowują się w tym cyklu do ovu? Wystarczy to LH i FSH? Bo nigdy nie robiłam powyższych.
Najbardziej mnie martwi monitoring cyklu.. miałam zrobić sobie między 10-12dc USG i potem za kilka dni kolejne, żeby zobaczyć czy ta ovu była czy jak. Ale niestety w związku z zagrożeniem LuxMed odwołuje wszystkie zabiegi i wizyty tego typu. I kurde nie zrobię w tym miesiącu tego monitoringu! Może testy ovu wystarczą.
Swoją drogą myślę czy to nie ryzykowne iść jutro na to pobranie krwi, ale raczej uważam na siebie i tylko mąż mnie zawiezie i do domu znowu.
W piątek wizyta u gino, też myślę czy iść bo jednak w tym luxmed to mniej teraz ludzi ale jednak są. Chcę skonsultować wyniki jutrzejsze, to AMH i ten wydłużony cykl z plamieniem.
Dajcie znać co myślicie.
Dzisiaj generalnie dobrze samopoczucie @ jest ale brzuch nie boli i czuję się pełna energii 🙂 Siedzę i szyję zamówione torby 🙂 Do soboty muszę uszyć 4!!😳
Aha i przepraszam, że odpisałam na Wasze wiadomości dopiero dzisiaj ale ja korzystam z apki na telefon i nie loguje się na stronie a na apkę wiadomości nie przychodzą. Trzeba wejść na stronę. Tak samo jak zaproszenia do koleżanek 😊 Dopiero dzisiaj akceptowalam. Dziękuję i sorki!
Od razu proszę Was o info co u Was pod postem albo pod moim wykresem. Bo jest Was tak dużo, które czytam i komentuję, że potem nie mogę odnaleźć co u Was: Esperanza, Wiki, Miłość, Evli, KasiaAsia, Nuta, Madgalena, KR, Ola, niutek i inne Zuzy, zuzelki i jeszcze inne które skomentowałam 😁😀🤗
Staram się być na bieżąco z Wami ale mogłam niechcący kogoś pominąć. Dajcie znać co myślicie o tych moich badaniach o moim planie i co u Was.
Dzięki, że jesteście 😙🤗😘
W kupie siła! ✊💚❤
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 marca 2020, 14:55
Niedziela 1dc / 31 cs - 3 cykl po histeroskopii
Przyszła punktualnie. Przynajmniej mam miesiączkę regularną...
Dziewczyny, endometriozy raczej nie mam. Piszę raczej, ponieważ nie miałam wykonywanej laparoskopii. Przy histeroskopii był pobierany wycinek endometrium do histopatologii - wynik - bez zmian zapalnych ( choć wiem , że endo może występować w wielu miejscach-narządach). Dodatkowo były wykonane badania AOA i ANA - oba ujemne oraz marker CA 125 - wynik niski, w nomie. Stąd domniemanie moje i lekarki pewnie także, że nie mam endometriozy, aczkolwiek 100% dałaby laparoskopia. Pogadam z prowadzącą o tym, czy jest potrzeba mimo wszystko jej wykonania w moim przypadku.
We wtorek planuje wykonać badania: TSH, Estradiolu, Progesteronu, Prolaktyny, FSH, LH i na obecność p/ciał plemnikowych. To akurat będzie 3dc, w sam raz. Przed owulacją wykonam ponownie estradiol, a tydzień po owulacji progesteron. Biorę ovitrelle na pękanie - choć w sumie nie wiem czemu bo same mi pękają...Było podejrzenie , że może za późno, i taka chyba "próba w ciemno" prowadzącej. Zawsze zastrzyk był podawany kiedy Ona prosiła, nigdy nie sprawdzałam poziomu estradiolu, ufałam, no ale może w tym miesiącu sprawdzę, czy w ogóle jest robiony w czas ( poziom estradiolu powinien wynosić powyżej 200 ).
Dodatkowo zastanawiam się nad przyjmowaniem estrogenu aby podratować to moje nieszczęsne endometrium, jednak to 7-8 mm w trakcie owulacji to za mało ... Bym zaczęła gdzieś od 5 dc i pociągnęła do 12-13?
Jakoś to będzie, jakoś to będzie... Jeszcze chwilę powalczę z tym tematem, spróbuję. Mój deadline przypada za rok, w dniu 35 urodzin.
50/34
7t+1d
Wygląda na to, że zaczął się ósmy tydzień. W niedawnej ciąży, w pierwszym dniu ósmego tygodnia miałam ostatnią wizytę, kiedy było dobrze. Na kolejnej wizycie po dwóch tyg, już nic nie było dobrze. Ciągle porównuję te ciąże, bo to było tak niedawno i tak niespodziewanie.
Od soboty jakoś opadłam z sił i słabo się czuję. Momentami nachodzą mnie mdłości, ale na szczęście mijają po kilku h. Trzeba jakoś dobrnąć do drugiego trymestru.
Odkąd urodziłam a dokładniej odkad karmie piersią, moj apetyt przerosl jakiekolwiek moje oczekiwania. Mam wrazenie ze jestem glodna 24/7 🙈 niby na wadze waga sprzed ciąży, aczkolwiek czuje ze szybko przybiore przy takim jedzeniu... Nie powinnam jesc slodyczy, a moglabym je pochłaniać tonami...
Ale od jutra zero slodyczy, no i przede wszystkim zero nabialu, zamierzam restrykcyjnie tego przestrzegać. Poki co przez miesiąc!! Trzymam sama za siebie kciuki!!!!
11 dc
Tak na dobitkę mam jeden maleńki pęcherzyk 12mm do tego Endometrium linijne, cokolwiek to znaczy. Doktorek przyjmie mnie jeszcze w sobotę. Ogólnie zakończyłam i zaczęłam tydzień chujowo, wiem, że do soboty się nic nie zmieni i nie będę miała pęcherzyka. Już tak miałam. Jak przy dawce lametty x2 można mieć tak beznadziejnie owulacje.. lub nie mieć ich w ogóle. Doktorek mówił o drożności jajowodów w następnym cyklu, jak zobaczę cenę to pewnie spadnę z krzesla. Samo badanie już brzmi jakby bolało.
Edit sprawdziłam cenę na stronie doktorka, zaczyna się od 550zl a kończy na 800zl metodą hycosy i hyfosy. Myślałam że to badanie robi się w szpitalu a tutaj wychodzi na to, że może zrobić w gabinecie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lutego 2020, 07:41
23 cs 14dp.
Nadzieja umarła wraz z jedną kreską na teście 😭
Ja już nie płacze. Jest mi smutno.
Zamówiłam suple na nowy cykl.
5.10 bądź 12.10 (zależy od szanownej @kiedy się zjawi) ide do ginekologa.
Po wizycie jeżeli wciąż będzie taka potrzeba zapisuje się na laparoskopię. Ale coś czuję że chyba torbiel zrobila się także na prawym jajniku bo boli jak cholera. Więc tak to wygląda. Mało optymistycznie. Bardzo bym chciała być w ciąży jeszcze w tym roku ale tego roku już tak mało zostało że zaczynam wątpić.. Przyszły cykl raczej nie wróżę sukcesu. Kolejny laparoskopia o ile uda mi się w trafić z terminem takim na jakim mi zależy... Jeżeli się nie uda to dopiero w styczniu będę miała możliwość pozwolić sobie na dłuższe wolne w pracy...
No nic niech przychodzi ta wstrętna dziadówa.
Miłego tygodnia ❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 września 2020, 15:05
Temat adopcji powraca do mnie jak bumerang. Tym razem wyciągnęła go moja babcia, która bez ogródek zapytała wprost - czy my chcemy adoptować dziecko. Było to dla mnie lekkim szokiem, bo raz o naszych ewentualnych planach adopcyjnych wiedzą tylko rodzice (zarzekają się, że dalej tego nie przekazali), a dwa że taka osoba jak ona (mało tolerancyjna) jest w stanie zaakceptować nie biologicznego wnuka. Rozmowa z nią trochę mnie uspokoiła, a nawet na chwilę pocieszyła - dostałam jakby akceptację, zanim o nią poprosiłam. Myśli o adopcji wróciły ze zdwojoną siłą. Tylko, że dalej się tego boje.
Czego konkretnie się boje? Ciężko powiedzieć, chyba wszystkiego po trochu. Adopcja to droga w nieznane. I owszem biologiczne macierzyństwo też, ale.. no właśnie, jest jedno wielkie ale. Przy biologicznym dziecku wiem, że nie było by problemu typu FAS, czy czymś co mnie najbardziej przeraża - RAD. I tak, wiem że to nie wina dziecka a jego biologicznych rodziców. Wiem, że są różnego rodzaju terapie, które mogą w mniejszym lub większym stopniu pomóc Tylko problem polega na tym, że ja nie jestem na to gotowa. Nie wyobrażam sobie, abym miała całkowicie zrezygnować ze swojego życia i poświęcić je na jazdę po lekarzach, psychologach, czy fizjoterapeutach.
Ostatnio podzieliłam się tymi wątpliwościami z kilkoma osobami. I to był wielki błąd. Usłyszałam, że jestem egoistką, że wybieram se dziecko jak z katalogu (bo skoro swoich mieć nie mogę, to powinnam zaakceptować jakiekolwiek mi zaproponują), że w sumie to nawet dobrze że swoich mieć nie mogę bo bym je porzuciła jakby coś z nimi było nie tak... Te słowa bardzo zabolały. Zabolały bo padły z ust osób którym ufałam. Zabolały bo w chwilach rozpaczy (czyli każdego miesiąca podczas okresu), mam może nie takie same ale podobne myśli.
Czy ja jestem egoistką bo pragnę zdrowego dziecka? Ale przecież który rodzic tego nie pragnie?
Czy jestem egoistką, bo nie wyobrażam sobie podporządkowania życia pod chorobę dziecka? I to słynne pytanie - a jakbyś takie urodziła. Tylko, że mówimy o zaburzeniach typowych dla dzieci adopcyjnych. Alkoholu nie pije, chyba że liczyć "szampan" Piccolo wypity w sylwestra, wiec FAS mi nie grozi. Różnego rodzaju zaburzenia więzi też odpadają. Zostają tylko choroby, że się tak wyrażę losowe. I tu nie wiem co bym zrobiła. Przykładowo, gdyby okazało się że dziecko cierpi np. na osteogenesis imperfecta typu 2 lub 3, pewnie z bólem serca zdecydowałabym się na aborcję. Dla tych co nie wiedzą co to za choroba - jest to wrodzona łamliwość kości, ma kilka odmian, przy typie 2 i 3 pierwsze złamania pojawiają się już w łonie matki. Osoby z typem 2 najczęściej umierają przy porodzie (na skutek licznych złamań spowodowanych porodem), z typem 3 w dzieciństwie, przechodząc wcześniej nawet setki złamań. Tylko powiedzcie mi jedno - która kobieta starająca się o dziecko pomyśli o tej chorobie? Ba, która o niej wcześniej słyszała? To pytanie - a co byś zrobiła jakby biologiczne dziecko było chore, jest po prostu nie na miejscu. Bo to są zupełnie różne sytuacje, zupełnie inna skala problemu. Oczywiście, gdyby dane mi było zostać matką biologiczną, a moje dziecko miałoby jakąś chorobę, nie wiem tą wcześniej wspomnianą, ale typu 1 (czyli bardzo łagodny przebieg), czy jakąś inną wymagającą leczenia praktycznie przez całe życie, to na pewno bym dziecka nie porzuciła. Walczyłabym o jego/jej zdrowie.
Odnoszę wrażenie, że w tej kwestii chodzi niektórym o wybór, czy prawo do wyboru. Skoro biologicznie nie masz 100% szans na zdrowe dziecko, to jakim prawem możesz se wybierać jakie choroby zaakceptujesz a jakie nie u adopcyjnego dziecka. Cóż, jeśli o mnie chodzi to wolałabym nie musieć o takich rzeczach decydować, chciałabym jak większość kobiet urodzić biologiczne dzieci. A że nie mogę i przez to w oczach niektórych jestem gorsza, czy to oznacza że mam zaakceptować jakiekolwiek dziecko? Wydaje mi się, że nie.
Jest jeszcze jeden "koronny" argument, za tym byśmy adoptowali chore dziecko (przynajmniej w oczach pewnych osób) - nie narzekamy na finanse, więc stać nas na leczenie. Ten sam argument podają obrońcy zwierząt - adoptujcie psa albo kilka psów i koty, macie warunki, macie pieniądze... Tak, uwielbiam to zaglądanie w cudzy portfel. Tylko jak zapytasz się dlaczego ta osoba nie adoptuje nawet tego psa, to ona ma milion wymówek. Oczywiście w jej sytuacji są uzasadnione, w twojej nie bardzo.
Eh... strasznie dużo ględzenia mi dziś wyszło. Jeśli któraś z was dotarła do końca, to dziękuję za przeczytanie tego wywodu. A jeśli przeczytała to mama lub przyszła mama adopcyjna to mam do was pytanie - czy miałyście chodź trochę podobne przemyślenia do moich, czy faktycznie jestem egoistką.
Haneczka skończyła dzisiaj 18 mac.
Od ok miesiąca się nie kp, ona już drugi raz chora. Obecnie zapalenie oskrzeli. W żłobku, cała masa dzieci kaszlacych na potęgę,zielony kaszel to już norma. Chociaż miałam nadzieję, że ma odporność jak dzwon po takim kp. Podziwiam wszystkie mamy,które wróciły do pracy na pełen etat i mają dzieciaki w żłobku.
Te dwa miesiące były ciężkie, ja pracowałam na pół etatu,z domu bo z domu, ale rano trzeba ogarnąć Hanke, odwieść do żłobka, zrobić swoje i po Hanka. Czasu mało, a robotę trzeba było zrobić, ale to już za nami.
Żłobek ogólnie fajnie,widzę,że Hania sporo się tam uczy, lubi tam chodzić.
Ja czuję się dobrze, brzuch mam już spory, 28 mamy polowkowe.
Polecacie jakieś zabawki na 1,5 roku?
16dc
Temperatura już 3 dzień utrzymuje się na podwyższonym poziomie 36,85 st. Wczesniej okolice 36,6. Jeśli temperatura wzrośnie bardziej brd pewna, że to ovu.
Idę za Waszymi radami i od jutra rano zacznę przyjmowanie Duphastonu. 2 razy dziennie po 1 tabletce łącznie 20mg na dzień.
Od dwóch dni dziwnie się czuję: mdłości, zawroty głowy. Wczoraj doszły uderzenia gorąca. Śluz raczej wodnisty. Oznacza to, że dni płodne się zaczynają. Według OF owulacja będzie w 18dc czyli za dwa dni.
Zastanawiają mnie tylko jajniki. Co miesiąc bardzo odczuwam kłucie w jajniku zawsze w tym, w którym dochodzi do owulacji w danym miesiącu. Chociaż prawy chyba odczuwam bardziej. Poroniona ciąża też była z prawego jajnika. Ból i ciągnięcie w trakcie owulacji jest naprawdę spore, muszę delikatnie siadać i nie mogę wykonywać gwałtownych ruchów. To jest akurat normalne bo wiele kobiet odczuwa dyskomfort podczas owulacji.
W tym miesiącu jednak w 13 dc czyli jeszcze przed ovu delikatnie czułam lewy jajnik (w tym miesiącu ovu powinna być z lewego), ale tylko trochę, obecnie od dwóch dni w lewym cisza. Ale za to wczoraj odrobinę czułam prawy jajnik co mnie trochę zaskoczyło. Dzisiaj znowu cisza.
Jak myślicie tak powinno być? Jeśli w lewym ovu to prawy siedzi cicho i odwrotnie a tutaj jakoś na zmianę.
Krąsi tak rozważam wizytę i planuje się zapisać. Choć od początku lutego jest naprawdę dużo lepiej jakoś tak przepracowałam to. Bardzo pomaga mi czytanie Waszych pamiętników. Jak to czytam to okazuje się, że wiele z Was było w dużo trudniejszej sytuacji a mimo to się udało więc wtedy stwierdzam, że i mi prędzej czy później się uda i się już nie nakrecam.
Tak pamiętam o mężu
Mam płodne ale mimo to skupiam się raczej na czerpaniu przyjemności i spędzaniu miło czasu.
Dziękuję Frufru
Wierze, nie tracę nadziei, ale na spokojnie.
Dziękuję Wam dziewczyny za wszystkie komentarze i podpowiedzi. 
Czytam Was z przyjemnością.
No to jestem po moim drugim usg. Mialam innego konsultanta, ktory okazal sie bardzo fajnym lekarzem. wysluchal wszystkie moje zale co do progynovy i mojego stanu psychicznego. Zrobil notatke, ze jezeli sie nie uda za pierwszym podejsciem, to przy drugim bedzie zmiana leku. Poprosilam go zeby mi podal wszystkie rozmiary pecherzykow i endo, bo musialam to zaniesc na akupunkture. No wiec to jest to co sie dowiedzialam dzisiaj (wow poraz pierwszy mam konkrety jak wy dziewczyny
- troche dumna z siebie jestem )
Wyniki:
Endo: 13.9mm
prawy jajnik: 15mm,14mm,14mm,14mm,12mm,11mm,10mm,10mm i trzy mniejsze niz 10mm
lewy jajnik: 15mm,15mm,13mm,12mm,11mm,11mm,12mm,11mm i 8 mniejsze niz 10mm
W calosci mam 28 pecherzykow, czuje sie jak mala fabryka. Ciesze sie, ze lekarz byl zadowolony, aczkolwiek podchodze do tego z dystansem. Kazdy kolejny dzien jest teraz wyzwaniem, bo zawsze cos moze sie zmienic. Kolejna wizyta w srode i powiedzial, ze jak wszystko pojdzie dobrze to pobranie w piatek a jak nie to bedzie juz na maks w poniedzialek.
Podsumowujac wiecej czasu w tym tygodniu spedze w klinice niz w pracy 
Wlasnie siedze w pracy bo mam dzisiaj event do wieczora, ale w sumie sie ciesze, bo czas szybciej leci.
3 dc, 21 cs
Nowy cykl, wracamy do gry po krótkiej przerwie 🙂 Luty z przejściami, przez nasze choroby odpuściliśmy temat starań. Grypa żołądkowa wyciągnęła że mnie całą energię do zycia. Ale nie ma tego złego, przerwa psychiczna była mi potrzebna. Czekałam na @ spokojnie, nie zastanawiając się nad dniem cyklu, bez zaklinania wykresu, naprawdę dobre uczucie 🙂
Za to rozwijam się zawodowo, zrobiłam już 2 zlecenia i przekonałam sie, że na pasji można zarabiać 😁 to dopiero fajne uczucie! Jeszcze tylko muszę okiełznać relacje z klientami, bo nie mam w tym zbyt wiele doświadczenia i może jednak coś z tego będzie 😉
Teraz bierzemy się do roboty w temacie starań. Jutro idę na badania hormonów i umówię się na monitoring. Mąż ma badanie w przyszłym tygodniu. Nastawiam się pozytywnie, mimo ostatnich przejść z poradnią. Może uda mi się zmienić lekarza, bo doktorka, która nas przyjmowała nie wzbudziła zaufania delikatnie mówiąc 😛
Wiosno, przybywaj!
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lutego 2020, 15:11
38 dc
Kolejny dzień oczekiwania.Niby czuje zbliżający się @ od kilku dni ale tak bez przekonania.Jeszcze nigdy nie miałam takiego opóźnienia.Mam nadzieję że w końcu przyjdzie bo już mnie męczy to wszystko i tracę resztki nadziei.Jesli nic się nie zmieni to w piątek mam wizytę wcześniej nie dało rady.Ja wiem że jak mam więcej stresu to się opóźnia do 4 dni ale nie tak jak teraz 10 dni.Faktem jest że ten cykl bardzo stresujące był.Badania wyniki które nie są dobre.Niewiem może to jest powód.Ja już tracę rozum powoli.
14dc 10cs
Dawno mnie tu nie było. Musiałam aż przeliczyć który to cykl starań 🙄 😂. A więc wyszło,że 10. W sumie nienajgorzej, bo czuję się jakby minęło już 100 lat 😁. Ale nie wróciłam tu po to aby narzekać. W zasadzie to chyba nie warto liczyć tych cykli bo z tymi staraniami to u nas różnie bywa... Myślę że uprawiamy sex zdecydowanie za rzadko. Ale nie zamierzam nic robić na siłę.
Na przykład cykl grudniowo-styczniowy totalnie zmarnowaliśmy. A był to cykl: Uwaga! Uwaga! - 27 dniowy!!!
Ale zacznę od początku. Grudzień, ahh ten grudzień był dla mnie okropny...Mimo, że nic się nie stało i że czas świąteczny powinien kojarzyć się ciepło, przyjemnie ja byłam w totalnej rozsypce. Jak już wcześniej pisałam, złożyłam w listopadzie wypowiedzenie i miałam cały Grudzień przesiedzieć w domu, odpoczywając, relaksując się i skupiając na Świętach. I owszem! Przesiedziałam ale płacząc, dołując się i zamartwiając nie wiadomo czym. Pojechaliśmy na Święta do Polski ale codziennie gryzłam się z mężem bo coś mi nie pasowało. W 13 dniu cyklu miałam przepiękny śluz płodny i kupiłam testy owulacyjne w Rossmanie. Jak nic pozytyw walił po oczach! Ale nie....duma nie pozwoliła mi się łasić do męża. W taki oto sposób, zmarnowałam jedyną dotychczas, tak wczesną, książkową owulację. 🙄
No ale tak z innej beczki-:od roku grudzień- jedyny miesiąc kiedy nie pracowałam, czyli przespałam wszystkie noce jak na normalnego człowieka przystało i nagle piękny cykl 27 dniowy!!- przypadek???! Nie sądzę. To tylko takie moje małe spostrzeżenie...
Jednakże nie ma się co roztkliwiać.
Przyszedł nowy rok, i moje samopoczucie również się zmieniło na lepsze. Póki co, jest stabilnie 😁. Oczywiście dalej biorę antydepresanty więc nie powinno być inaczej. Na początku stycznia znalazłam nową pracę, więc stresu nie brakowało ale myślę że najgorsze już za mną. Niestety w dalszym ciągu pracuję tylko na nocki, więc ostatni cykl znowu trwał 33 dni.
Oczywiście dalej myśli krążą wokół ,,starań'' ale chyba doszłam do wniosku,że moim celem bardziej stała się ciąża niż samo ,,posiadanie dziecka''. Wrzuciłam trochę na luz i nie robię nic wbrew sobie. Niestety leki które zażywam mają efekt uboczny i zabijają libido oraz uniemożliwiają wręcz osiągnięcie orgazmu. A to niestety jak dla mnie duże utrudnienie bo nie chcę uprawiać seksu tylko w celach prokreacji.
Najważniejsze, że czuję się lepiej psychicznie.
W międzyczasie posłałam mężusia do urologa. 10 marca mamy termin na badanie nasienia a 16 marca ja mam termin u ginekologa, u którego byłam na samym początku starań.
Mam nadzieję że nie napisałam zbyt chaotycznie 😁😁
Pozdrawiam Was wszystkie i piszcie co tam u Was!😘
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.