Niedziela
1 dzień cyklu - o miesiączko Ty chyba pozostaniesz już ze mną do menopauzy... Bez żadnej przerwy, niczym najlepsza przyjaciółka.
32 cykl starań...
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 marca 2020, 22:42
17dc
Ostatnio mało tu zaglądam. Jak wszyscy wiemy panuje wirus. Pomimo tego że chodzę do pracy to biorę sobie tą całą sytuację na poważnie, dużo siedzę w domu, zakupy o ile są konieczne i tylko późnym wieczorem bo wtedy mniej ludzi. Z utęsknieniem czekam na dzień kiedy to się skończy i świat chodź w niewielkim stopniu wróci do normalności.
Przede wszystkim obawiam się o pracę, żebym nie skończyła w Urzędzie Pracy. Umowa na stałe więc 3mam kciuki 🤞🏻 że mnie to ominie.
Czy się staramy o dziecko? Oczywiście że TAK! Ja wiem co mówią lekarze, zalecają się wstrzymać, ale skoro od ponad dwóch lat nie jestem w ciąży 🤰🏻 to czemu miałabym być teraz? 🤷🏻♀️
W przyszłym miesiącu mąż ma badania nasienia 2iec zobaczymy co mu tam wyjdzie. O ile oczywiście się odbędą.
Trzymam kciuki za wszystkie staraczki, i za przyszłe mamy. Oby obecna sytuacja nie trwała długo.
Wydarzenia ostatnich tygodni odwrocily moje mysli od staran o dziecko. Nie zrozumcie mnie zle, mysli gdzies przeplataja mi sie pomiedzy myciem rak poraz 30 w ciagu godziny. Obecnie mam wrazenie, ze jestem w jakims dziwnym snie z ktorego nie moge sie obudzic. Dwa tygodnie planowalam moj wyjazd na swieta i pobyt nad morzem z cala rodzina i dzisiaj stoje przed supermarketem w dwumetrowych odstepach od ludzi zeby wejsc do sklepu, zrobic zakupy i do domu. Jak zabawne jest ze zycie ktore znalismy dotychczas zmienia sie przed naszymi oczami. Nikt tak naprawde nie potrafi przewidziec kiedy to wszystko sie skonczy i ta perspektywa jest przygniatajaca. Jezeli chodzi o sprawy IVF to wszystko stanelo w miejscu.
Mamy trzy zamrozone zarodki, ktore sa klasy 5aa, 5bc i 4bc. Wszystkie rutynowe procedury w UK obecnie zostaly wstrzymane i caly personal walczy z COVID-19 oczywiscie to rozumiem. Czasami sie zastanawiam, ze moze te wszystkie przeszkody sa znakiem.
Jedyne co teraz mozemy zrobic to przestrzegac zasad i siedziec w domu, zeby to sie jak najszybciej skonczylo. Niestety niektorzy ludzie podchodza do tego lekcewazaco. Wiadomo nie jest latwo siedziec w domu calymi dniami, ale jezeli zrobimy to przez miesiac badz dwa to nie bedziemy siedziec pol roku.
29 dc. Cykl nr 13.
Cały czas staralismy się zajść bez pomocy kliniki leczenia niepłodności. Szczególnie że P. chyba jest przekonany że uda nam się bez specjalistycznej pomocy i nie chce tam iść. Jednak kolejny lekarz że względu na złe wyniki LH, testosteronu, DHEAS i progesteronu zaleca zgłosić się do kliniki w celu konsultacji - czyli póki co będzie bez stymulacji. Czeka mnie poważna rozmowa z P. a takie są najtrudniejsze.
Dopóki nie uda mi się czegoś konkretnego uzgodnić z P. postanowiłam wziąć się za siebie.
Zamówiłam sobie zestaw suplementów z Sundose dobranych do mnie oraz wróciłam do treningów Zumby. Chcialabym też dobrać dietę dla siebie żeby trochę schudnąć. Chcę się jak najlepiej przygotować. Może do tego czasu uda mi się namówić P. na klinikę. On chyba nadal chce starać się bez takiej presji na zasadzie co będzie to będzie mimo że minął już rok a ja czuję już presję czasu. A im jestem starsza tym będzie trudniej.
Plan suplementowy na kolejny cykl:
💊Sundose
💊Olej z wiesiołka do owu, bądź do 15dc
💊 Ojej z czarnuszki
Postanowiłam sobie pomonitorować ten cykl. Dziś 12dzień, byłam u ginekologa, pęcherzyk na prawym jajniku 15mm. Powinnien pęknąć za 2-3 dni? Wiec następna wizytę mam na czwartek. Zobaczymy co z tego będzie.
Ale dziwnie się trochę tak czuje, umawiając się do kolejnych lekarzy, którzy nie zawsze patrzą na mnie ze zrozumieniem.. młoda, dopiero 11 miesięcy, a już kombinuje 🤦🏽♀️
I stało się.
Jestem po konsultacji z ginekologiem (teleporada prawdę powie 😂😂😂) w poniedziałek idę na badanie progesteronu, przy okazji zrobię od razu trójkę tarczycową oraz podstawową morfologię z glukozą i insuliną. Polecacie jeszcze jakieś badania? To będzie 21 dc. 16.11 jadę na usg, lekarz ma sprawdzić czy jest ciałko żółte, powiedział też, że najlepiej byłoby położyć mnie do szpitala, ale w tych czasach się po prostu boję. Nie tyle tego co samego wirusa, ale kwarantanny, a przecież z czegoś żyć trzeba.
Pozdrawiam Was serdecznie
💕 2 MIESIĄCE
Waga 4400 kg
57 cm długa
Pampki 2, ciuszki rozm. 62
Jest cudownie. Spokojnie. Jestem spełniona jako mama dwójki. Mimo wielu obowiązków, wiadomo...to spełnienie moich marzeń.
Liwia na karmieniu mieszanym pięknie rośnie. Ma jakieś 57 cm, waga ok 4,4 kg. Pampki 2, rozm. ciuszków 62.
Trzyma już pięknie główkę, głuży,grucha zaczyna chwytać zabawki, najbardziej lubi te kontrastowe, potrafi wodzić główką za osobą, dźwiga sie do siadania a w kąpieli wierzga i chlapie nogami ile wlezie 🤣
W ciągu dnia ma czas aktywności jakies 20-30 min wtedy leży na macie, w huśtawce albo ma włączaną karuzelkę. Karmienie z obu piersi.ti jakaś 1h/raz plus butelka. Do tego drzemki w ciągu dnia naogół 3. Pięknie śpi na spacerach i w aucie. Przez ten miesiąc byliśmy razem nad morzem, na placach zabaw, na farmie dyniowej a ostatnio w lesie. Mała pierwszy raz na wyjściu nie spała i wślepiala gały na drzewa 😍 No kocham ją najmocniej
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2020, 21:34
Zawsze myślałam, że takie rzeczy działy się kiedyś, że to nie dotyczy tych czasów... a jednak.
Pojawił się on CORONAWIRUS - opanował praktycznie cały świat. Ludzie podzieleni są na dwie grupy :
pierwsza to ta która kolokwialnie mówiąc grzecznie siedzi na dupie i trzyma "kwarantanne"
ora ta druga ( która mnie osobiście drażni niesamowicie ) któa ma wszytsko w dupie, niczego nie traktuje poważnie.
Ludziom ciężko jest zrozumieć, że jeśli konsekwentnie nie przyłożymy się do kwarantanny to to się będzie ciągnęło do końca roku?? Przecież to nie są żarty! To poważna sprawa!! Ludzie na to umierają.. A mimo to jest gro ludzi którzy nadal łażą po mieście w grupach, którzy organizują sobie grile ogniska w większym gronie, którzy chodzą z dziećmi na plac zabaw czy pospacerować po mieście. No ręce mi opadają naprawdę.
Ten rok naprawdę myślę, że na długo zapadnie ludziom w pamięć...
A jeśli chodzi o nas.. no to co. Mała jak dla mnie jest niewyraźna, ewidentnie mam wrażenie, że jest jakaś podziębiona, ale oczywiście w kraju teraz tylko teleporady.. Swoją drogą jak można zdiagnozować 3 miesięczne dziecko przez telefon... ?
Jutro zamierzam dzwonić znowu do Pani doktor ( tak, znowu - bo dziś już dzwoniłam, ale jakoś nie wyprosiłam o wizytę) jutro zamierzam wymusić wizytę o ile będzie to możliwe.. Chodzi mi o osłuchanie jej, bo te dziwne objawy za długo się trzymają, a ja oszaleje...
Chociaż bardzo się boje wizyty u lekarza (zważywszy na to że należy unikać ludzi) to jednak nie chce też żeby mała się męczyła - dlatego jeśli tylko Pani doktor się zgodzi to się tam pojawie...
A ty moja mała Księżniczko rośnij pięknie w zdrowiu 
Siedzę w domu. Pracę mi zamknęli z dnia na dzień. Niektórzy mi mówią żebym się cieszyła bo dzieci mi chałupy nie roznoszą... ha. ha. ha...
Chyba wyjdę z siebie. Wariuję. Czekam na koniec epidemii aż wszystko otworzą - tak jakby miała się skończyć za dwa dni czy coś. Wściekam się i chodzę w kółko po mieszkaniu nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Nie mogę się na niczym dłużej skupić.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 marca 2020, 08:40
Patryk ma 1rok 11 miesięcy i 14 dni
Co za paskudny czas nadszedł mamy pandemię koronawirusowa siedzimy w domu nasze życie i życie innych ludzi bardzo się zmieniło😞siedzimy w domu, córka nie chodzi do szkoły syn do przedszkola 😞jednym słowem masakra jakaś kiedy to wszystko wróci do normy tego nikt nie wie...
Z tych lepszych stron tej całej sytuacji jest to że mam więcej czasu dla dzieci ❤️🙂,no i chyba wrócę do pisania pamietnika🙂.
Patryk ostatecznie pożegnał się z butelka już wcześniej dawał mi takie sygnały ze to juz czas poprzez rzucanie jej wraz z zawartością po całym domu 😆
Dostał kubek z herbata oczywiście w pogotowiu czekał mop i okazało się że był niepotrzebny Patryk wypił ładnie bez rozlania 👏🏆Kolejnym sukcesem było pożegnanie ze smoczkiem bez bólu bez płaczu tak z dnia na dzień 👏
Kolejny temat który warto poruszyć to zęby o tak mamy już ich aż albo tylko tyle bo 6 dwa na dole i 4 na górze🙂te górne szły na raz na szczęście synek zniósł to w miarę ok.Na kolejne póki co się nie zapowiada.
Co do wagi to napisze że waży mniej więcej 11-12 kg dawno się nie wazylismy😉
Synek skonczyl niedawno 20 miesiecy. Ciesze się, ze go mam. Tak sobie mysle, ze o wiele ciężej znosilabym to, co się dzieje na swiecie, gdyby nie on. Jest dla kogo zyc, no!
Obiecalam Wam wpis o nim… Alfabetycznie wiec :o)
A jak ALERGIA
Mamy pod kontrola. Dzieciak jest na diecie bezmlecznej/bezwołowej (cielecina etc odpada). Kaszka na mleku owsianym, smietanka do zupy kokosowa i te sprawy. Dla mnie no problem, sama lubie wegańskie jedzenie. Oczywiście mieso dostaje: indyka, wieprzowinę, kurczaka, rybe. Ale w małych ilościach, bo w sumie nie przepada… Nadal czasem go wysypuje i pojawia się swiad. Np. gdy jesteśmy u mojej mamy. To jakas alergia na nie-wiadomo-co. Koty? Jakas chemia, której mam używa (chociaż ona raczej octem sprząta)? Nie wiem. Jak podrośnie, zrobie mu dokładne testy. W każdym razie mamy leki, mamy kremy, mamy rutyny pielęgnacyjne i nie jest zle (w porównaniu z tym, co było).
B jak BANANY
Kocha, uwielbia, ciagle się domaga.
cdn
Jestem w szpitalu dostałam 2 kroplowki czopek i teraz Relanium Relanium najlepsze 
Samo niestety by mi nie przeszło bo mam miec ścisła diete i ani pic ani jeść a te elektrolity nie były madrym pomysłem bo tylko dozylnie mozna cos zadziałać. Tylko co jak mnie wypisza i znowu bedzie taki napad troche sie tym zmartwilam bo nie chce byc mieszkańcem szpitala. Teraz moge napisac ze jest naprawde niebo w porównaniu z tym co było mam jakies tam mdłosci ale nie takie silne i wydaje mi się że jest naprawdę lepiej wiec może dlugo mnie nie bedą trzymać. Musze na siebie uważać teraz nie wiem czy to zatrucie czy dolegliwosci a moze jakas jelitówka wiem że myslalam ze się wykoncze w nocy ale ratowalam się czym popadnie i zawsze najpierw dzialamy a jak juz nie ma efektu to wtedy trzeba juz szukać pomocy. Kochane staraczki moj punkt widzenia zmienił sie od punktu siedzenia i myslalam co to takie mdlości martwilam.sie że ich nie ma a rożnie moga sie one skończyć pewnie też bede inny miala poglad do dzieci jak już ono bedzie. Zycie uczy pokory z drugiej strony tak sobie myśle ze to co ja przezylam to napewno pikus w porownaniu co pacjenci po chemii przeżywają tak mi ich żal:(
11dc
Wczoraj na wieczór zrobiłam owulaka i wyszedł chyba pozytywny. Nie do wiary, że przez ponad 3 lata starań tylko kilka razy robiłam test owulacyjny. Jestem zielona w temacie mierzenia temperatury, wykresów, sprawdzania szyjki macicy, aż mi głupio. Ostatnimi czasy miałam cykle stymulowane i dobrze wiedziałam kiedy mam owulację, bo brałam zastrzyk na pęknięcie pęcherzyków, ten cykl jest inny. Oczywiście dorwałam wieczorem męża, nawet nie protestował, też miał na mnie ochotę. Cieszę się, że mam go przy sobie, że mamy takie samo libido, że chce tego dziecka tak samo jak ja i widać, że bardzo się stara żeby się udało. Mam w cyklu dni kiedy mam takiego doła, że nie chce mi się dosłownie nic, ale mam też dni kiedy jestem naładowana pozytywną energią. Chciałabym cały czas myśleć pozytywnie, ale czasem życie mnie łamie. Wiem, że jest na świecie mnóstwo kobiet, które mają dużo gorzej ode mnie, które mają niewyleczalne choroby z którymi muszą się borykać na co dzień, ale pozwalam sobie na chwilę smutku i użalania się nad sobą. Robię to w swojej głowie, tylko przez chwilę, bo potem pukam się w czoło i zaczynam doceniać to co mam i szybko mi przechodzi. Kiedyś przecież będę mamą! Staram sobie nie zakładać ram czasowych, w których ma się udać bo z doświadczenia wiem, że to nie zdaje egzaminu i tylko bardziej dołuje. Już kilka takich ram przekroczyłam:
* mój pierwszy chłopak będzie moją jedyną miłością i ojcem moich dzieci
* urodzę pierwsze dziecko przed "30"
* urodzę w 2020 roku.
Same widzicie, nie ma sensu sobie narzucać czegokolwiek. Trzeba cieszyć się z tego co daje nam los. Jak zaczniemy się cieszyć z małych rzeczy to przyjdą też te większe, na które czekamy.
Dzisiaj 5dc.
Nastawienie powoli wraca, ale wciąż mam mieszane uczucia....
Czuję, że jeszcze nie jest tak jak powinno. 😔
Powtórzyliśmy badanie nasienia po 4msc suplementacji (najpierw 2 msc profertil, potem 2 msc FertilMan Plus + orzechy brazylijskie, czasem maca jak się przypomniała + więcej wody+ zero allkoholu od 2 msc). Po drodze mieliśmy antybiotyk dość silny, bo mój luby wyrywał 8 i miał jakieś komplikacje. 😣
Ogólnie badanie zrobiliśmy 5 tyg od ostatniej tabletki.
Tak to u Nas wyglądało:
Maj 2019: 4 dni abstynencji
Upłynnienie: mechaniczne ❗
Objętość : 5ml
Liczba w 1 ml: 47,13
Mln: 235,65
Ruch szybki: 26
Ruch wolny: 13
A+b: 39%
Nieruchome: 53%
Wrzesień 2020 1 dzień abstynencji (IUI)
Uplynienie: mechaniczne ❗
Objętość: 2ml
Liczba w 1 mln: 23,19
Mln: 46,38
Ruch szybki: 15%
Ruch wolny: 7%
A+b: 22% ❗
Nieruchome: 64%
Październik 2020 2 dni abstynencji (IUI)
Upłynnienie: mechaniczne❗
Objętość: 3 ml
Liczba w 1mln: 70,35
Ruch szybki: 1% ❗
Ruch wolny: 3% ❗
A+b: 4% ❗
Nieruchome: 93% ❗
Marzec 2021
Upłynnienie: prawidłowe 😁
Objętość: 5,2ml
Liczba w 1 ml: 33,3mln
Mln: 173,1
Ruch szybki: 31,8% 😁
Ruch wolny: 17,4%
Nieruchome: 44%
A+b: 49,2%
Lepkość: prawidłową (+)
Morfologia: 2%❗😔
Niby jest lepiej ale mam poczucie, że mogłoby być jeszcze lepiej.
No cóż Nam pozostało, będziemy pracować dalej. 💪
Mam plan zmienić klinikę i umówić się od razu do gin-androloga. Mam już na oku jednego ale muszę przegadać to z mężem. On ma dość jeżdżenia po klinikach, ja też i w sumie z tego powodu również zrobiłam sobie przerwę od stycznia.
Ta laparoskopia jednak wykończyła mnie psychicznie. Miałam mieć endometrioze, potem lekarz powiedział że ogniska były drobne, pytając o stopień to powiedział, że były na tyle małe że on by ich nie kwalifikował a ostatecznie otrzymałam wypis z endometriozą 1st. 🤷
Poszłam do lekarza z kliniki to mówił, że ocho, to jednak endometrioza i kwalifikuje się do IVF, drugi lekarz z kliniki powiedział, że dla mnie byłoby jak najlepiej jakbym jak najszybciej zaszła w ciążę ( serio!? Przecież do tego dążę!🤦) .
Poszłam do całkiem innego gina niezwiązanego z klinikami do którego chodziłam od lat i on w końcu mnie uspokoił.
Polecił też inna klinikę jeżeli z obecnej nie jestem zadowolona aczkolwiek też wskazał IVF jako rozwiązanie ale pod kątem " trochę jednak za długo to trwa, czasem tak bywa. Pierwsze dziecko z IVF a potem już gromadka sama poleci ".
Ci wszyscy lekarze zrobili mi takie baja bongo w głowie, że potrzebowałam tych 2msc na uspokojenie myśli.
Wiosna będzie dla mnie miesiącem działań.
Prawie mam umówionego dietetyka, nad psychologiem grubo się zastanawiam. Mam opory i cykora. Nie lubię mówić i sobie.😔
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 marca 2021, 16:02
Długo się zastanawiałam, czy napisać przemyślenia o koronie. Stwierdziłam jednak, że pamiętnik służy mi do radzenia sobie psychicznego z różnymi sytuacjami, a aktualna sytuacja również mnie dotyczy. Opiszę więc moje wątpliwości, żeby zebrać je w jednym miejscu i móc łapać dystans od nich. We wpisie zamierzam generalizować, choć wiem, że w każdej grupie są szczególne przypadki. Być może czasem przesadzam – ale to ja przesadzam, to moje odczucia.
Mamy epidemię, o której wiedzieliśmy, że nadchodzi. Można było podjąć już wcześniej choćby drobne środki zaradcze. Do tego jednak trzeba być osobą myślącą długofalowo, a niestety cierpimy na braki takich osób w strukturach zarządzających.
Wątpliwości:
- co z osobami bezdomnymi, które przecież nie mają pomieszczeń, w których mogą przebywać 24h/dobę? A noclegownie są tak małe, że z pewnością nie zachowują tam odległości 1 metra. Bezdomni są wszędzie, po takim spotkaniu w noclegowni Ci niezarażeni już są zarażeni i idą dalej. Czy ktoś pomyślał o dodatkowych środkach higienicznych, dodatkowej przestrzeni (tyle budynków stoi pustych!!!), dodatkowych środkach dezynfekcyjnych?
- lekarze po pisemnej części egzaminu po specjalizacji – już teraz uzyskali tytuł specjalisty, z pewnością bardzo ich to cieszy, bo będą mogli zostać rzuceni na pożarcie lwom, czy ktoś pomyślał o ich pensjach? Skoro uzyskali tytuł specjalisty, to chyba powinna iść za tym normalna gratyfikacja finansowa?
- zdalna nauka: oczywiście, że polska szkoła jest do tego przygotowana, przygotowywała się do tego od lat i dlatego w większości szkół tablice interaktywne służą do tego, by namazać na nich coś pisakiem zmywalnym, co dzieci potem przepisują do zeszytu, na szybko tworzonych webinariach w stylu „Pomogę Ci ułożyć lekcję on line” było po 1500 osób (tysiąc pięćset osób); niewielu mamy nauczycieli w skali kraju, którzy potrafią w Internety, a część nauki zdalnej polega na wysyłaniu plików do wydruku – no przecież to bardziej niż oczywiste, że każdy Polak ma w domu drukarkę i możliwość wydruku takiej pracy domowej dla dzieciaka, co nie? Kolejną oczywistością jest to, że powiedzmy w takiej standardowej rodzinie 2+2 są 4 komputery. I wtedy rodzice (obydwoje na pracy zdalnej) oraz dzieci (obydwoje w wieku szkolnym) mogą sobie siedzieć na swoich komputerach i robić swoje. Tiaaaaaaa. Jasne. Najczęściej jest jeden komputer, góra dwa. I jak wtedy Ci rodzice mają pracować zdalnie i jeszcze udostępnić dzieciakom komputer do nauki??? A jeszcze wiceminister edukacji powiedział, że ten czas należy przeznaczyć na nadrabianie zaległości!!! Cwaniak. Pokażcie mi dziecko, które, gdy nie ma szkoły, chce się uczyć, pokażcie mi takie, które po kilku dniach siedzenia na dupie w domu, bez kolegów, dworu, dalej chce się uczyć i pokażcie mi wreszcie takie, które poza tym, że chce się uczyć w normalnym zakresie, to ma ochotę przerobić więcej materiału, bo przecież są zaległości!!! Bardzo jestem ciekawa jak wyglądają zajęcia z w-f on line. Do tego nauczyciele mają pracować zdalnie, ale jednocześnie część z nich ma być obecna w szkole – no bo trzeba przygotować przedstawienie na Dzień Dziecka, udekorować szkołę, wypełnić dokumenty, itd. Warto też wspomnieć o tych dzieciakach, a jest taka w Polsce cała masa, które nie mają dostępu do Internetu. Jak one mają cokolwiek robić? No jak? To jest dyskryminacja.
- kuratorium: szkoły nieczynne, ale odbywają się konkursy na dyrektorów, na każdym konkursie muszą być obecni przedstawiciele kuratorium – czy oni mają ochotę w ogóle wychodzić z budynku? No, oczywiście, że tak, specjaliści zalecają wietrzenie się w tłumnym towarzystwie. Dwa – co i rusz wychodzą buble prawne z ministerstwa edukacji, takie, że nikt nie wie o co chodzi, dyrektorzy szkół dzwonią więc do kuratorium i pytają – jak mają to stosować, jak mają to zrobić – a kuratorium – „No sorry, myśmy to dostali 5 minut temu, nie wiemy, nikt nam nic nie mówił”; i telekonferencje dwa razy dziennie – raz z podległymi, raz z przedłożonymi.
- szpital w Łomży i słowa Krynickiej o niegotowości szpitala – Mężuś pochodzi z Łomży, zna tamtejsze realia – zawiesimy panią w prawach członka partii, gdyż mówi pani nieprawdę, a nieprawdą jest to, jak mówi się rzeczy inne niż partia, a to, że pani w tym szpitalu pracowała jako pielęgniarka, i teraz pani pracuje w zarządzie – pani ma błędną ocenę sytuacji; ku.wa ten szpital obsługuje naprawdę kawał ludzi, kawał, a jakieś popierdółki typu Zambrów, Ostrów Mazowiecka to szpitaliki na kilka łóżek!!! Generalnie wygląda to tak, że niektóre szpitale zostały skazane na banicję i oddala się widmo pandemii od wielkich miast. Na szpitalu w Łomży wywieszone kartki – „najbliższy szpital – Białystok” – oby tylko nie jechać do oddalonej o niecałe 30 km Ostrołęki, bo Ostrołęka to mazowiecki oddział NFZ, a Białystok to podlaski oddział NFZ – różnica w stawkach kolosalna. Gratuluję Pani Krynickiej odwagi cywilnej. Ma jaja kobita. A takich ludzi nam teraz trzeba.
- ambasady – traktowanie ambasady jako biura podróży – nie. Niepopularne, wiem. Tak się składa, że mam prawo do własnego zdania. Ambasada jest od reprezentowania naszego kraju w kraju, w którym się znajduje i od poświadczania dokumentów (czasem), z rzadka do pomocy w wyjątkowych sytuacjach – postawa roszczeniowa, bo ambasada powinna być czynna w soboty, niedziele i również w noce. Guzik prawda. To tak, jakbyśmy wymagali od Kancelarii Prezydenta, że ma być otwarta w soboty, niedziele i nocami. Nie będzie. Bo nie. Bo urzędy działają w określonych godzinach.
- Lot do Domu – nie, nie, nie. Absolutnie nie. Zamknięte granice to zamknięte granice do cholery jasnej, a nie sprowadzanie ludzi z terenów już zarażonych do nas. I jeszcze – niech sobie jadą do domów (no sorry, ale Bodzentyn, czy Wólka Kosowska nie mają własnego lotniska) jak chcą – pociągiem, autobusem, generalnie jak chcą (dopiero po czasie wprowadzono PKP i autokary). Niech zarażają jeszcze więcej ludzi. Bo oni tacy biedni. Bo oni pojechali w podróż życia w połowie stycznia do Azji – a wtedy nie było nic wiadomo o korona wirusie (w Azji!!! W Azji od połowy grudnia do cholery) – z rocznym dzieckiem i z trzylatkiem (jak ku.wa jedziesz gdzieś z takimi maluchami, w kraje tak egzotyczne, jak kraje azjatyckie, to przecież oczywistym jest, że nie czytasz żadnych aktualności, nic nie sprawdzasz, bo zapłaciłeś i już, zapłaciłeś i jedziesz, prawda?) i teraz, chlip, chlip, oni nie mają jak wrócić. Nosz ku.wa mać nie wierzę. Ludzie starsi niż ja. I nie myślą. No nie myślą. Generalnie – bankomaty są na całym świecie. Stać Cię na ponad dwumiesięczną podróż po krajach azjatyckich dla czteroosobowej rodziny – raczej hajs masz, raczej jakąś elastyczną pracę, bo skąd tak długi urlop i ku.wa nie pomyślałeś o tym, że może przez tak długi okres czasu coś się stać???????? Ja pie.dolę. Albo – liceum – zorganizowało wycieczkę do Niemiec – uff, udało nam się wrócić tuż przed zamknięciem granic – heloł, oczywiście nikt nie czytał o ilości zakażonych w Niemczech, o tym, że pojawiła się epidemia w tym kraju, do którego zabierają dzieci na szkolną wycieczkę? Albo piękny przykład z góry Marszałek Senatu – on pojechał sobie do Włoch, jakoś tydzień temu wrócił, taaaak, zachowywał wszelkie środki bezpieczeństwa – ale teraz to już za mało, mamy wszyscy siedzieć na dupach, bo to gówno jest wszędzie;
- pomysł z bezzwrotną pożyczką 5000 zł dla przedsiębiorcy za utrzymanie miejsca pracy; no to tak, policzmy na szybko: płaca minimalna dla pracownika to 2.600 zł brutto, otrzymuje on wtedy do ręki 1920,62 zł, ale koszt pracodawcy przy takiej pensji to 3132,48 zł. W związku z tym te 5000 zł to półtora miesiąca pracy jednego pracownika zatrudnionego na minimalną stawkę. Mało opłacalny biznes. Mój Mężuś zatrudnia dwóch pracowników. Żaden z nich nie zarabia minimum. W związku z tym jego pracownicy prawdopodobnie w kwietniu idą na bruk. Sorry Winetou, taki mamy klimat i inne takie.
- pomysł z odroczeniem płatności składek na ZUS – wybory idą, więc nie zbankrutujesz na czas wyborów, ale już po, a wtedy gówno kogokolwiek obchodzi, przecież kiedyś to trzeba będzie zapłacić;
- pomysł z umorzeniem składek na ZUS w branży gastronomicznej/turystycznej – widział ktoś kelnera z umową o pracę? Bo ja nie. Tam są zlecenia. Turystyka – tak samo. Czyli wybrano branże, które będą najmniej dotkliwe dla budżetu państwa.
- zamknięcie granic – ale nie dla kierowców TIRów, nie dla osób jadących do pracy, i tak jeszcze wiele wyjątków - to w końcu zamknięcie, czy otwarcie? Jakbyśmy przeprowadzali testy (zalecenie WHO – testy, testy, testy), to jak ten TIR i tak stoi na granicy, to przecież wynik zdążyłby przyjść.
- pani na poczcie obsługująca w rękawiczkach, pani w piekarni obsługująca w rękawiczkach – wszystkich klientów przez cały dzień w tych samych – no tak, podaję list, pani go ode mnie bierze, oddaje pokwitowanie nadania, ja go odbieram, no i tak oczywiście płatność zbliżeniowa – pani mogła ode mnie przejąć na rękawiczki wirusa i „sprzeda” go kolejnym osobom; tak samo w piekarni; to już wolę rozwiązanie z cukierni – przed i po każdym kliencie ekspedient myje i dezynfekuje ręce;
- kupuj polskie, o kupuj polskie – no jak Cię stać, to proszę bardzo; wiele akcji o tym, by po koronie kupować polskie albo jechać na wakacje w polskie góry lub nad polskie morze (w ogóle kogo będzie stać na wyjazdy wakacyjne??? Może Kulczyków i Lewandowskich, tyle!) – już od dawna nie stać mnie na wakacje w góry polskie czy nad polskie morze; pracownik w lutym pojechał na weekend z dziećmi do Zakopanego, wybrali apartament z samodzielnym gotowaniem, licząc się, że pierwszego dnia po przyjeździe pójdą do miasta coś zjeść – pizza zwykła, normalnej wielkości, ze zwykłą szynką i pieczarkami – 80 zł. Gdzie picie, najedzenie się do syta? W moim mieście pizze chodzą od 18 – 40 zł, w Wawie 25 – 45 zł. Hm…. Gofry po 15 zł? Przypalony kawałek „rybki z kutra” w tonie panierki za 50 zł? Nie, dziękuję. Za dużo wydałam na leczenie niepłodności oraz płacenie podatków, żeby jeździć do Polski na wakacje. Nie stać mnie.
- ograniczenie działalności sądów – no to tak, pozamykamy szkoły decyzją centralną, zamkniemy granice decyzją centralną, potrafimy w nocy obradować, żeby rano była ustawa, która rozp.erdoli życie zawodowe i sytuację, podzieli kraj jeszcze bardziej, ale decyzji o ograniczeniu pracy sądów nie podejmiemy, zostawimy ją w gestii Prezesów poszczególnych sądów, nie chcemy wnikać w ich niezależność i niezawisłość (ku.wa tak, jak wniknęliście – tak, wiem, możecie jeszcze bardziej!!!) – więc nie weźmiemy odpowiedzialności ani za zdrowie pracowników, ani za zdrowie obywateli pojawiających się w sądach, ani za ewentualną przewlekłość postępowania, za to – niech pracownicy mierzą temperaturę wszystkim wchodzącym do sądu – a kto ma wybrać tego pracownika? A skąd termometr? A ogólnie to pracował ktoś z Was w sądzie w ciągu, no nie wiem, ostatnich 5 lat? Może kiedyś ujrzycie środki do dezynfekcji pomieszczeń, a może jeszcze kiedy indziej środki antybakteryjne do rąk. A w ogóle, to pracujta zdalnie. Pracujta zdalnie. Od zawsze wiadomym było, że sądy dysponowały najnowszym sprzętem komputerowym i to w nadmiarze. Generalnie więc wszystkim damy laptopy. No i oczywistym jest, że wszystkie sprawy można teraz załatwiać elektronicznie i telefonicznie. RODO? A co to jest? Aaaaa. No tak. Mieliśmy 2 miesiące szkoleń. Tak, tak, to może być problem, ale pracujta zdalnie i udzielajta informacji telefonicznie. Sekretarz bierze więc ten służbowy laptop, dostaje służbową komórkę i z domu udziela informacji o stanie sprawy. Oczywiste. A taki sekretarz, co zajmuje się wysyłką korespondencji – cóż, podjeżdża pod wejście do budynku autem, otwiera bagażnik, ładuje stertę korespondencji, koperty i w domu je klei. Na ślinę. Bo na klej w wymiarze sprawiedliwości już nie starczyło. Wszystko się rozeszło na nadmiarowy sprzęt komputerowy. Wysokiej klasy przecież. To i drogo było. Nie zapominajmy o codziennych wideokonferencjach prezesów rejonów z prezesami okręgów, prezesów okręgów z prezesami apelacji oraz prezesów apelacji z ministerstwem sprawiedliwości. W pracy zdalnej na wszystko jest czas, szczególnie na wideokonferencje.
- komornicy: nie, kancelarie mają działać, tak, czynności terenowe mają być prowadzone, a komornicy mają mierzyć temperaturę wszystkim wchodzącym do kancelarii oraz do 15:00 każdego dnia zdawać raport, ile osób z podejrzeniem koronawirusa było u nich w kancelarii – no, każdy komornik będzie narażał swoje życie lub życie swoich pracowników i tą temperaturę mierzył, wszem i wobec wiadomym jest, że na standardowym wyposażeniu kancelarii komorniczej jest, poza komputerem, drukarką, telefonem i kontuarem - termometr. I to bezdotykowy. No voila. Komornicy i ich pracownicy, to też wiadomym nie od dziś, to takie bure suki, co to rodzin nie mają, dzieci nie mają, rodziców nie mają – po prostu kosmici wylądowali na ziemi i tak uprzykrzają wszystkim życie. Toteż nic dziwnego, że będą narażać swoje życie i zdrowie i temperaturę posłusznie mierzyć. Sobie. Przede wszystkim sobie. Bo od poziomu absurdu można dostać gorączki i nadciśnienia, które są groźne. Dla nich samych i dla ich pracowników. Wysoki poziom nadciśnienia może powodować nieustanne bluzganie, nieustanne czepianie się, nieustanne warknięcia, odwarknięcia, generalnie nieustanne, niestrudzone gderanie. A to nie służy pracownikom. Ale przecież nie o nich mowa. Oni też nie mają dzieci ani rodzin, bo kto by pracował w tak haniebnym miejscu jak kancelaria komornika.
- kuratorzy sądowi – nie będą nikogo odwiedzać, mają mieć kontakty telefoniczne, no spoko, zadzwoni taki i powie „Tu AB, biją Państwo dziecko?” – „Nie, w tym miesiącu wcale a wcale, wie Pani koronawirus, jesteśmy grzeczni” – „Ok., dziękuję za informację, proszę dalej być grzecznym”.
- lekarze innych specjalności, którzy odmawiają pracy – rozumiem endokrynologa i wizytę telefoniczną, nie musi Cię oglądać, musi mieć wgląd do wyników Twoich badań, ale ortopeda, reumatolog, ginekolog, stomatolog, okulista!!! Kurczę. Przecież czasem się dzieją różne nieprzewidziane rzeczy – jak ja mam opisać stan mojego dziecka lekarzowi, jak pokazać co się dzieje z oczami, że przestałam słyszeć na lewe ucho? Czy on wtedy przepisze odpowiedni lek? Ząb mi się złamie i ja nie mam gdzie, w moim naprawdę sporym mieście, iść do dentysty; okulary się rozlecą – żaden optyk nie działa, bo mają swoje regulacje, że nie mogą prowadzić działalności, bo mają bezpośredni kontakt z pacjentem i jest wysokie prawdopodobieństwo zarażenia;
- atmosfera w aptekach i farmaceuci skarżący się na swój los – bo ktoś przychodzi po watę i witaminę C – brak szeroko zakrojonej akcji informacyjnej społeczeństwa – media zawiodły, rząd zawiódł, że w publicznych mediach tego nie robi, nie nagłaśnia tego, ale przecież nie mamy epidemii, a jedynie kilkaset przypadków, nie ma sensu robić z igły widły. Wcześniejsza akcja medialna odniosłaby lepsze skutki.
- Orlen zaczyna produkować płyn do dezynfekcji i sprzedaje go po 95 zł za 5 litrów – cud, miód, malina, można się rzucać, no bo przecież wyprodukowany z takich składników, że inne firmy policzyłyby drożej – tylko ktoś zapomniał, że Orlen zwolniono z akcyzy za środki użyte do produkcji płynu, Orlen, Orlen Ty moja tylko lekko państwowa firmo. Po skargach opuszczają na 60 zł. Czy to tylko mi pokazuje, jaką oni mają marżę? Jakich głupców z nas robią!
- Orlen służy pomocą służbom medycznym i obniża cenę paliwa – hahahaha!!! Ja pier.olę. Generalnie ceny paliwa poszły w dół, jak większość została w domach, skończył się popyt, to i ceny spadły, nie tylko na Orlenie, ale Święty Orlen nie zrobił tego z pobudek ekonomicznych – ale dla dobra służb medycznych – a na co dzień to nie mogą pozwalać tankować karetkom za darmo?
- apka na kwarantannę – jesteś na kwarantannie, żeby odciążyć policję od sprawdzania czy siedzisz na dupie, stworzymy apkę, w ciągu 20 minut od otrzymania żądania przesłania selfie masz przesłać selfie, jeśli go nie prześlesz – otrzymujesz przypomnienie i kolejne 20 minut na selfie – czyli policja sprawdzi czy jesteś w domu po około godzinie, w godzinę to można przecież wyjść z psem, wyjść pobiegać, zarazić tysiące osób;
- poziom braku szacunku, braku kultury, braku odpowiedzialności części z nas jest porażający, przykłady można byłoby mnożyć, wymienię ledwie kilka: kobieta objęta nadzorem epidemiologicznym stawia się w szpitalu i oczywiście, że mówi, że nie ma żadnej kwarantanny i żadnego nadzoru, nie, z nikim się nie kontaktowała, nie przebywała za granicą, przeszła izbę przyjęć, oddział pierwszy i na oddziale drugim jej się ku.wa przypomniało, że jest pod nadzorem epidemiologicznym – tym samym wyłączyła funkcjonowanie 70% szpitala (to mały szpital w małej miejscowości jest); pan błaga psychologa szkolnego o przeprowadzenie testu dla dziecka na dysleksję – psycholog po ogromnej ilości telefonów i próśb się zgadza – po części testu z rodzicem, gdy rodzic zostawia dziecko samo z psychologiem, dziecko mówi „Dobrze, że mamy tą kwarantannę, tyle spraw można załatwić!”, ktoś dzwoni po karetkę – dyspozytor przeprowadza wywiad i wypytuje o objawy korona wirusa – „Kaszle Pani?”- „Nie.” – „Ma Pani gorączkę?” – „Nie” – „Kontakty zagraniczne w ostatnich dniach?” – „Nie” – karetka podjeżdża pod blok, z karetki dzwonią ratownicy do Pani i wypytują raz jeszcze szczegółowo czy na pewno nie ma prawdopodobieństwa koronki. Te same odpowiedzi, jak wyżej. Wchodzą do klatki. Przed otwarciem drzwi – przez drzwi raz jeszcze wypytują – odpowiedzi negatywne. Wchodzą na korytarz do mieszkania – ciężki ku.wa kaszel. „Ale co do licha, dlaczego Pani kaszle? Przecież kilkukrotnie mówiła Pani, że Pani nie kaszle?”. Okazało się, że w mieszkaniu był wnuczek, który jeździ TIRami, właśnie wrócił z Niemiec; w klatce u mojej babci (przeniesionej tymczasowo do cioci) mieszka 80% starszych ludzi i dwa młode małżeństwa. Jednemu z nich urodziło się właśnie dziecko. Z Niemiec przyjechała jego babcia, zobaczyć swojego wnuka. Bardzo odpowiedzialne przecież. Wpuszczono ją do kraju z obowiązkiem domowej kwarantanny.
- wszyscy rządzący mają testy od ręki, co generalnie jest bzdurą, bo wirus potrzebuje jednak kilka dni, żeby się rozwinąć, powinni mieć wykonywane 7 dnia bezobjawowego życia, lub jeśli mają objawy; niektórzy z nas nie doczekają testów, w Światowa Organizacja Zdrowia mówi „testować, testować, testować!”. My mierzymy temperaturę, niech no tylko przypomnę, że kobiety w ciąży mają podwyższoną temperaturę;
- generalnie służba zdrowia kulejąca dzięki naszej władzy, np. do kuzynki pielęgniarki pracującej w jednym z większych szpitali w Polsce przyjechały (już po zamknięciu szkół) 3 kombinezony oraz pan, który szkolił, jak je zakładać i zdejmować. Do szkolenia użył jednego z tych przywiezionych kombinezonów, ten kombinezon, jako raz użyty nie nadaje się do ponownego użycia, szpital zatrudnia około 800 pielęgniarek (plus ratownicy, plus lekarze, plus salowe, plus, plus, plus), z drugiej strony koleżanka lekarz mówiąca całkiem serio „Wiesz, ja wezmę sobie tą opiekę i byśmy do Was przyjechali, dawno się nie widzieliśmy.” – „Puknij się w głowę i przeżegnaj nogą, widzimy się na whatsappie”; koleżanka mamy, pracownik służby medycznej – „Ale wiesz, w sumie to możesz wychodzić na spacery, tak po 18.00.” – Mamo, błagam, czy wirus idzie spać po 18.00?
- maski nosić czy nie nosić – "nosić tylko jak jest się chorym", to jakim cudem lekarze znajomi mówią, że lepiej nosić – dziennie, bezwiednie dotykamy nosa lub ust około 90 razy, taka maska, czy chusta chronią nas przed tym odruchem, warto zakładać (jeszcze w zeszłym tygodniu jak wychodziłam zakładałam chustkę wysoko na nos, po przyjściu wrzucałam do pralki na 90 stopni, a potem prasowanie na maksymalnej temperaturze);
- teatry i odwołane przedstawienia – prośby od teatrów o przebudowanie biletów – nie, sorry, nie, cała spożywka poszła mocno w górę, ja tej kasy potrzebuję, nie zgadzam się;
- vouchery od firm turystycznych – na co mi voucher od firmy, która ogłosi upadłość? Świetnie, że nie należę do osób, które jeżdżą z biurami podróży i które planują wakacje w listopadzie poprzedniego roku;
- małe szkoły jogi, małe fitness, małe szkoły tańca, karate, ściany wspinaczkowe – wszystko leży i kwiczy, albo się przenosi online;
- nie mamy przemysłu, stoimy na usługach i konsumpcjonizmie – generalnie jest to naszą zgubą – my nie kupujemy jako konsumenci nic innego niż artykuły pierwszej potrzeby; odzież, telefony, sprzęt AGD, RTV, samochody, nieruchomości – nie są nam aż tak potrzebne, jak były dwa tygodnie temu, całe branże lecą;
- możesz przyjść do pracy i od jutra zarabiać 80%, czy Twoja rata kredytowa zmaleje do tych 80%, czy czesne za przedszkole dziecka zmaleje do tych 80% - nie, czy czynsz w spółdzielni zmaleje do 80% - nie, ale za to Ty sobie radź; sądzę, że nie obniżą pensji sobie, Policji, Wojsku i Prokuraturze – są to elementy istotne dla utrzymania spokoju, nie mogą sobie pozwolić na bunt na pokładzie;
- nie zgłaszane przypadki zachorowań – pan z pewnego zakładu wrócił sobie z Włoch, dwa dni przychodził do pracy i sobie kaszlał, zgłosił szefostwu, że chyba jednak coś się dzieje – szefostwo nie zgłosiło tego faktu do sanepidu, pana wysłało na urlop, pan mieszka ze swoim tatą – tata pracuje w tym samym zakładzie – taty nie wysłano na urlop, tata przychodzi i zaraża, nawet jak sam nie ma objawów, ale firma, gdyby zgłosiła przypadek musiałaby zostać zamknięta na dwa tygodnie, 70 pracowników na kwarantannie, nie mogą sobie na taki przestój pozwolić;
- śmieciarze – czy ktoś o nich pomyślał, może jakieś dodatkowe środki dezynfekcyjne, może częstsze mycie pojazdów?
- najem krótkoterminowy – rąbnie jak nic i uderzy po kieszeniach, nie tylko w Polsce, efekty mogą być dwa: wakacje za granicą będą tańsze, wakacje za granicą będą droższe (bo będą sobie chcieli odbić czas niedostatku);
- rynek nieruchomości rąbnie (oczywiście stopy procentowe spadną, żeby więcej osób mogło uzyskać kredyt i mogło rozruszać gospodarkę): deweloperka kwitnie, widać to było dokładnie zza szyb auta w piątek w drodze do lekarza, Warszawa dalej się buduje – tylko, czy będą chętni na najem tych wieżowców w centrum, czy chętni na zakup mieszkania na Wilanowie – dalej będą chętni? Może po zmniejszeniu pensji, stwierdzą, że dobrze im, tam, gdzie są, a międzynarodowe firmy będą się wstrzymywać z otwieraniem oddziałów w Polsce. Zapewne nikt nie pomyślał o budowlańcach (czy to tych od wieżowców, czy to tych od dróg i torów) w zakresie zwiększonej ilości środków dezynfekcyjnych, zachowaniu odpowiedniej odległości od innych osób. Teraz sobie jeszcze budują, no, ale co będzie za 2 miesiące, jak skutki działań teraźniejszych zaczną być widoczne?
- domy dziecka, poprawczaki, ośrodki młodzieżowe – zamknięcie młodzieży, a teraz już wiem, że zakazane jest generalnie wychodzenie z domów wpłynie na młodzież odizolowaną od świata – jak bardzo się podzielą (może zjednoczą, może to tylko ja jestem czarnowidzem); uczucia dzieciaków z domów dziecka – jak nawet na chwilę nie mogą opuścić przybytku i iść do szkoły?
- przeniesiona na koniec czerwca data końcowa rozliczenia PIT za 2019 rok – a na co mi ona? 2019 rok się skończył, zaliczki na podatek mam pobrane w odpowiedniej wysokości, PIT od pracodawcy mam, rozliczę się normalnie, tym bardziej, że im później się rozliczysz tym później dostaniesz ewentualny zwrot nadpłaty z budżetu;
- kurierzy – teraz zapewne przeciążeni, jeśli tylko muszę, to korzystam z dostawy do paczkomatu, jeśli nie ma wyjścia – piszę w komentarzu pod zamówieniem „proszę zostawić pod drzwiami i zadzwonić”;
- listonosze – jak powyżej, ale czasem nawet gorzej – poleconego nie mogą zostawić pod drzwiami, emeryturę/rentę muszą wydać do rąk;
- fajny przykład włoskiego miasteczka: gdy zmarł im pierwszy pacjent stwierdzili, że testy zrobią każdemu; przebadano wszystkich mieszkańców (3.300 osób, małe miasteczko), okazało się, że 6% mieszkańców miało koronę, przy czym ponad połowa zarażonych przechodziła chorobę bezobjawowo!!! Odizolowanie chorych na nic by się zdało, bo Ci bezobjawowi nadal chodzili by po miasteczku i zarażali innych – a więc testujmy, błagam testujmy!
- cwaniakowanie, że Polska się przygotowywała na epidemię od kilku miesięcy - że słucham? No to wyobraźmy sobie, jakby to wyglądało, gdyby Polska się przygotowywała na nadejście epidemii kilka godzin – jakie wtedy byłyby luki w zaopatrzeniu służb medycznych!!! A tak maseczek zabrakło jedynie w ciągu kilku dni!!! Stąd też ustawy pisane na kolanie, popołudniu i ogłaszane następnego dnia, stąd też wysoka ilość bubli prawnych, z których nie wiadomo o co chodzi i jak stosować, poziom przygotowania nad wyraz wysoki;
- gastro pomoc, taxi pomoc, pomoc krawcowych, pomoc całej ilości prywatnych przedsiębiorstw, pomoc WOŚP, pomoc innych fundacji, zrzutki na serwisach crowdfoundingowych – świetnie, wszystko super, elegancko, tylko niech mi ktoś wytłumaczy na co szły do tej pory moje podatki??? Gdyby nie pomoc tych wszystkich ludzi i WOŚPu, który ma ogólnie przerypane – gdzie my byśmy byli – już dawno w piekle. A tak piekło mamy chwilowo odroczone; WOŚP usłyszy jedno dziękuję, a jak się zacznie nagonka medialna znowu w styczniu – to będzie, że "przecież inne firmy dały więcej", albo „no przekazali 20 milionów, ale dysponują miliardami”;
- mała ciekawostka – Włosi jak np. północ miała zamknięte szkoły – jeździli sobie na wypady weekendowe na południe, bo tam jeszcze nikt nie był chory – bardzo rozsądne i odpowiedzialne, nie pozwólmy by tylko część kraju ucierpiała;
- Staraczko – wstrzymaj starania – ciśnienie mi się podnosi, bo generalnie rozumiem strach w chwili obecnej, ale jak ktoś się stara o poczęcie 5-6 lat, może dłużej, i każe mu się czekać „do odwołania” to może to wywołać atak histerii, można sobie powiedzieć, że te kilka miesięcy to nic wobec wieczności – ale wobec braku potomka, to cholernie dużo;
- rodzące – super mocne wyrazy współczucia – jak ktoś się przygotowywał do porodu ze swoim partnerem, a teraz ma się stawić w szpitalu ze wszystkim dla siebie, dziecka, z zapasem jedzenia oraz fotelikiem dla dziecka na czas wyjścia i ma sobie poradzić sam – myślę, że zapłakałabym się na śmierć, potem rozważałabym poród w domu, potem Mężuś by stwierdził, że oszalałam (co mogłoby akurat być prawdą), a potem pewnie zakasałabym rękawy i urodziłabym to dziecko w tym szpitalu, z trzema torbami rzeczy i fotelikiem pod ręką.
Generalnie widzę wszystko na czarno. Smutno mi z tego powodu, że jestem zamknięta – gdy właśnie teraz całkiem nieźle się czuję i wiosna za oknem. Owszem mam sporo spokoju, jeśli chodzi o samą ciążę. Ale widzę kłębek nerwów mieszkający ze mną i nazywany Mężusiem. Boi się o swoje przedsiębiorstwo, że będzie zmuszony zwolnić pracowników, że będzie zmuszony czasowo przejść na moje utrzymanie. Że właśnie teraz, gdy skończyliśmy wydawać kasę na niepłodność – stajemy w obliczu kryzysu, który krótkofalowo dotknie każdego z nas, a długofalowo – trudno przewidzieć jego skutki.
Gdybyśmy byli faktycznie przygotowani - mielibyśmy zapas masek i rękawiczek nie tylko dla szpitali, ale również dla pracowników MOPSu, kuratorów sądowych, mielibyśmy przepisy określające dokładnie funkcjonowanie szkół, sądów, urzędów miejskich, mielibyśmy wreszcie zapas wszystkich środków ochronnych dla lekarzy. Niestety ten kryzys pokazuje tylko, jak bardzo współczesne rządy (nie tylko w Polsce) są miałkie, małostkowe i skupione na własnym "widzi-mi-się".
Potrzebujemy teraz normalności - bardziej niż zwykle. Sprzedawcy, listonosze, kurierzy, śmieciarze - zapewniają nam ją, wprowadzając jakże optymalne rozwiązania. Kampania Rossmanna czy Żabki na temat bezpiecznych zakupów - super pomysły. To jest nowa normalność. Fajnie, jakby te działania przełożyły się na inne branże.
Huh, już mi lepiej.
Chyba zaczyna mi sie plamienie...
16 cs, 11 dc
Przez te plamienia gubię się w cyklu, ratuje mnie temperatura. W sobotę mam ginekologa wiec zobaczymy co powie w tym temacie. Na weekend wypada mi owu, jestem ciekawa co pokaze usg. Plus jest taki ze nie bolą mnie piersi, dostinex chyba trochę odpuścił. A z minusów dochodzi trochę większy trądzik ale nie wiem czy to nie przez częstsze podjadanie słodkiego i te cholerne maseczki na których zakup dałam się namówić koleżance. Muszę je jej odsprzedać.
Myśle ze zrobiłam błąd nie robiąc badań progesteronu. Odpuściłam to sobie jak się dowiedziałam jaka jest sytuacja i stwierdziłam ze nic już nie ma sensu. Wiec po co.
Cały czas bierzemy te witaminki, za chwile zacznę drugie opakowanie. P powiedział ze z ciekawości zrobiłby badania dla potwierdzenia czy to działa. Zobaczymy. Temat nie był poruszany do przedwczoraj. Ja powiedzmy ze na swój sposób się pogodziłam (chociaż z niesprawiedliwością tego świata nigdy się nie pogodzę) albo mam cicha nadzieje ze to coś jednak pomoże. W każdym razie po jego głowie zaczęła chodzić myśl czy jednak gdzieś jeszcze nie pójść i podpytać. Jak inny lekarz zareaguje, co powie. Sama nie wiem. Strasznie szybko robię sobie nadzieje a wiem ze on i tak w to już nie wierzy ale robi to dla mnie, dla swojego i mojego spokoju.
W ogóle ten rok to jakaś porażka. Każdy nasz plan idzie w łeb. Dziecko, praca - chciałam zmienić ale przez koronę zawieszam poszukiwania bo nie wiem co będzie z firma, mieszkanie - ta sama sytuacja.
Z chęcią pojechalabym do tej wróżki u której byłam dwa lata temu i ciekawe co teraz by mi powiedziała...
Troszkę się tych emocji znów nagromadziło. Pozytywne myślenie nie działa, wyparcie nie działa, nic nie działa. To wszystko trwa tak długo. Czekam bez końca..
Gdzieś, kiedyś w pamiętniku którejś z Was przeczytałam coś, co bardzo oddaje moje uczucia - że staraczki każdą porażkę, każdy brak ciąży przeżywają tak ciężko dlatego, że kochają i czekają na Dziecko którego nie ma. że czują stratę w każdym miesiącu niepowodzenia. ja tak miałam teraz - wszystkie objawy i to wewnętrzne poczucie ciąży sprawiły, że od tygodnia gadałam do pustego brzucha... każdego miesiąca czuję, że tracę kogoś kogo przecież nie ma. sama dostrzegam w tym już jakąś psychozę. nie umiem przestać o tym myśleć. a zewnętrzne warunki nie pomagają - pracuję zdalnie, mam spotkania online i z kim nie rozmawiam w tle słychać dzieci - to jak o tym nie myśleć?
najgorszy był dzień, gdzie znałam już wynik bety, spotkanie zespołu i wszędzie słychać dzieci - i ten tekst, że mi to dobrze bo mam spokój, że zobaczę jak to jest strasznie jak już dzieci będę miała. rozumiem, że jest im bardzo ciężko, podziwiam że dają radę pracować z Maluchami, ale do cholery po co gadać takie rzeczy? po co kierować je wprost do mnie? wyłączyłam sie ze spotkania, bo miałam włączoną kamerkę a łzy spływały mi po policzku... nie wiem czy ktoś to zauważył, wisi mi to. szef zwykle w takich momentach reaguje szybko, ze zmianą tematu i postawieniem innych do pionu, ale co z tego, jak te słowa i tak padają i to bardzo często. trudno jest być jedynym bezdzietnym w zespole. dlaczego ludzie wciąż uważają, że mają prawo mówić takie rzeczy? w ich mniemaniu umoralniać innych i mówić kto i kiedy powinien dzieci mieć?
w kintaktach towarzyskich mówię otwarcie - jakbym mogła, to bym miała. i już nikt nie pyta, ludziom jest głupio i dociera do nich, że tak się nie robi.
ale w pracy nie chcę, żeby wiedzieli. wiem, że sama dałam przekaz, że nie mam dzieci z wyboru, ale po diabła w tym grzebać? po co to drążyć? do czego im to potrzebne?
nie wiem. jeszcze jak nie wiedziałam o moich problemach nigdy nie gadałam ludziom takich rzeczy. bo kim ja jestem, żeby to robić?
ogarnij się, ogarnij się, ogarnij się...
przepraszam za ten wyrzut emocji, ale robię co mogę, żeby M. nie oberwał rykoszetem. też bardzo przeżył to niepowodzenie. ostatnio wspomina nasze dwa udane cykle. wyznał, że jest wściekły, że nie wiedzieliśmy o tych zastrzykach przeciwzakrzepowych, że może gdybyśmy wiedzieli..
30 dc
Za mną 46 miesiąc starań i niepowodzeń.Nie wiem ile to cykli było. Kazde kolejne niepowodzenie boli coraz mocniej.Powinnam być przygotowana na to ale nie jestem.Nie wiem czym się łudziłam przecież wyraźnie padły słowa „nie widzę szans na powodzenie z takim AMH”.Ta porażka może dlatego tak boli bo siostra oznajmiła ze w ciąży i to kolejne „cudowne poczęcie”u niej bo przecież miało nie być.Taka diagnozę usłyszała od wielu lekarzy a tu niespodzianka drugie w drodze.A ja??Ciagle słyszałam ze nie ma problemu brak przeciwwskazań starać się.I nic.Nie chce się zachwycać ciagle cudzymi dziećmi.Jeszcze teraz ten cały wirus.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 marca 2020, 16:29
Niewątpliwie koronawirus nadaje obecnie codzienności bieg.
Podchodzimy do tematu ma chłodno, aczkolwiek poważnie. Mieszkamy w małym miasteczku, na peryferiach, możemy sobie pozwolić na wycieczki do lasu, niespotykająca nikogo. Poza tym myz Hanią nie wychodzimy. D. nadal ma dyżury i to akurat w tej sytuacji się nie zmieni. W naszym miasteczku na tą chwilę nie było zachorowania.
Nasze miasteczko turystyczne, bardzo mi szkoda wszystkich hotelarzy- zarówno właścicieli obiektów jak i pracowników.
Ja wczoraj miałam wizytę u ginekologa. 25tc, Mała waży 820 g. Wszystko ok, nawet morfologia w normie. Od początku ciąży przytyłam 2 kg. Z racji sytuacji, lekarz odradził 3 USG. Wieczorami brzuch się spina, ale to raczej dlatego, że Hania nie ma litości 
Hania jest po prostu obłędnie urocza. Jest bardzo grzeczna. Robimy dużo "plastycznych" rzeczy (choć pod względem umiejętności jestem mocno ułomna w temacie), wszystko ją to interesuje. Fascynują ją kamienie (wrzucanie do strumyka najchętniej) i wszekliego rodzaju robaki. Więc nawet koło domu mamy co robić
Zdecydowanie ma już swoje zdanie, gdy uzna, że założy/nie założy czegoś to nie ma siły zeby ja do tego zmusił. Nienaciskam.
Wszystko musimy robić razem, łącznie z gotowaniem ( a może głównie to), sama kręci pokętłem termomixa (dobrze, że to ma dożywotnią gwarancję
). Widzę pewienpostęp w sprzątaniu, tzn w wykonywaniu poleceń typu włóż klocki do pudełka,jak chcesz malować to musimy coś tam posprzątać, choć to nadal jedna wielka teoria chaosu.
Mówi pojedyncze słowa, nawet sporo, bardzodużo po swojemu jakby tworząc zdanie. Naśladuje gesty i ton głosu.
Zrobił nam się szybki przeskok rozmiarowy, jak długo nosiła 80, tak teraz po kilkunastu tyg wychodzi z 86.
Od poniedziałku Hania znowu kaszle, inhalowałam, podawałam syrop, dzisiaj jednak zadzwoniłam do lekarki, zmieniła nebudosa na ectodose, hedusin i bobolen- oby pomogło. Na szczeście nie gorączkuje. Lekarka powiedziała mi, że mnie kojarzy, jestem rozsądną matką. Jakoś miło mi się zrobiło.
Moja mama przyjechała do PL pozałatwiać sprawy, w związku zsytuacją została. W pracy wzieła urlop, tak więc raczej nie będzie mogła przyjechać na mój poród (miała zostać cały miesiąc). Boże.
D.uznał, że kogoś "weżmiemy" do pomocy. Tja, wzaistniałej sytuacji słabo, raz, żę raczej strach, dwa myślę, że finansowo trzeba zacząć bardzo oszczędzać bo nie wiadomo co przyniesie przyszłość.
Najgorsze jest to, że żłobek ma przestój cały lipiec. Chwilami wpadam w panikę, ale dałam rady z jednym, dam idwoma (błuahahahha).
Z wyprawki mam prawie wszystko dla Małej, jedynie kupimy kolyskę na dół i gondolę do cybexa. I fotelik, zastanawiamy się nad rozkładanym, choć w sytuacji, że raczej mało będzie się jeździć nie wiem czy warto tyle inwestować.Z drugiej strony, jak przypomnę sobie o Hance w łupinie...aż mi słabo.
Z wyprawki dla mnie wiadomo oprócz kosmetyków, koszule do kamienia i staniki. Przy Hani jakoś szkoda było mi kasyna fajne koszule, ale teraz biorąc pod uwagę długosc kp - po prostu chcę mieć ładne. To samo tyczy się staników. Przy Hani miałam kupić "wyjściowe" po porodzie, jak się ustabilizuje laktacja i tak minęło 17 msc.
W domu ogólnie fajnie, jakoś wszystko się poukładało. Oboje się staramy. Odkąd wrócił humor i radość do naszego domu, Hania mam wrażenie też na tym korzysta.
To chyba tak z grubsza.
Zdrówka dla Was wszystkich w tym trudnym czasie.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.