Styczeń - pełna nadziei i energii do pierwszych aktywnych starań. Kupiłam testy owulacyjne, żeby choć trochę lepiej kontrolować czas w którym najlepiej serduszkowac. Prowadzę od kilku lat aplikacje kalendarzyk która wyznaczyła dni płodne na koniec grudnia początek stycznia. Sylwester, nowy rok, wydawać by się mogło, że super okazja żeby troszkę się odprężyć i podziałać. Nic bardziej mylnego... Mój M. Popił w Sylwestra że nie było mowy o 💓 tym bardziej że ja byłam na trzeźwo. Trochę rozczarowana, ale jednak dalej pełna optymizmu stwierdziłam że jeszcze jest czas. Taaa Nowy Rok = kac gigant i praktycznie cały dzień przespał. trudno zostało jeszcze 11 innych miesięcy.
5t4d
dzisiaj rano obudziłam się ze spuchniętym migdałkiem:/ strasznie boli. po ciepłej herbacie jest trochę lepiej, ale szału nie ma.
wyczytałam o płukaniu gardła wodą z sola, piciu naparu z imbiru - znacie jeszcze jakieś bezpieczne metody leczenia gardła w ciąży?
generalnie jestem spokojna, od czasu do czasu przyświruję czy wszystko jest ok?
nie mogę doczekać się jutrzejszej bety.
Jedyne objawy jakie mi się zdarzają to bóle jajników - kłucie / ciągnięcie i napięte podbrzusze - dzisiaj rano tego nie czułam więc zdążyłam spanikować, ale ból jajników wrócił 
no i piersi bolą bardzo - nie mogę się do nich dotknąć.
a z tym migdałkiem sama sobie jestem winna 
z racji tej zarazy i encortonu praktycznie nigdzie nie wychodzę- raz dziennie wieczorem na spacer z psem i tyle. Mąż namówił mnie, żebyśmy pojechali na działkę do lasu - odludzie, świeże powietrze. No i wczoraj było tak pięknie, tak słonecznie, że wyszłam na dwór z gołą szyją - musiało mnie zawiać
8 miesięcy i 21 dni 
Ale długo mnie tu nie było. Siadałam kilka razy, żeby skrobnąć kilka słów, ale zawsze coś mi przerywało.
Czas niestety płynie nieubłaganie. Jaś jest już taki duży 🥰.
Do kwietnia na spokojnie sobie pełzał, leżał na brzuszku i bawił się na macie.
A później przyszło bum :
-zaczął raczkować- dokładnie 4 kwietnia 🥰
-tydzień temu zaczął stabilnie siadać
-wczoraj zaczął nam się podnosić na nogi w łóżeczku i przy naszym łóżku (prawie dostałam zawału 😱)
-wdrapuje się na kolana, gdy siedzę z nim na podłodze i pokazuje że chce na ręce
-gada jak nakręcony, jeszcze po swojemu, ale czasem wymsknie mu się tata, mama albo baba,
-kręci głową na nie, nie, nie
-zaczyna rozumieć co się do niego mówi 😅
-uwielbia spać na prawym boku i na brzuszku
-nadal jest na piersi
-ładnie je kaszki, zupki ale prym wiodą owoce i deserki mleczne
-zębów brak, nie ma nawet rozpulchnionych dziąseł
-uwielbia spacery w spacerówce, co prawda 5 minut i śpi 😅 ale lubi.
-nosi rozmiar 74 i waży ok 10kg
dziś Dzień był bardzo udany. Byliśmy z mężem na lodach, później na rowerach. Od dziś wracamy do staran się o dziecko.,choc nie czuje się pewnie czy wszystko będzie dobrze, bardzo się boję że znowu stracę dziecko, choć staram się myśleć pozytywnie to gdzieś styłu głowy mam to że może się nie uda.
Co za dzień do dupy... dzisiaj miałam non stop chwile zwątpienia, płaczu, smutku, a nawet histerii.. M doprowadzał mnie do pionu, ale raz mu się to udawało innym razem już nie...widzę, że jest już zmęczony podnoszeniem mnie na duchu i mówieniem, że się uda...
Tak bardzo chciałabym przytulić te moje trzy Iskierki...pocałować...stworzyć z nimi szczęśliwą rodzinę...a tymczasem wszystko się sypie.. czasami mam wrażenie, że moje życie to kiepski żart.. wiem, że inni mają jeszcze gorzej ode mnie..są nieuleczalne choroby młodych osób, ludzie przez pandemię potracili pracę i nie mają za co żyć... ale jakoś tak po prostu, tak po prostu mam to swoje życie w dupie.
Mój pamiętniczku i moje kochane koleżanki, które jeszcze mnie pamiętają 
Cały czas jestem podekscytowana tym, że znów zaczynamy. Musiałam się z kimś tym podzielić. Mój unika tematu jak ognia - mówi, że go to stresuje i, że mamy robić to co lekarz każe i nie ma sensu ciągle o tym mówić. No i nadal mam zakaz wspominania o tym komukolwiek z rodziny i przyjaciół. A ja z natury wielka panikara i w dodatku lubiącą się rozgadywać na trudne dla mnie tematy.
Dobrze, że jest ten pamiętnik i, że są osoby, które zawsze wesprzą na duchu.
Ale po kolei.
1. W styczniu zaczęliśmy stymulke i była masakra. Nie doszliśmy nawet do punkcji 
2. W lutym okazało się, że stan moich jajnikow po stymulacji pozostawia wiele do życzenia. Estradiol masakryczny i rozjechana tarczyca. Antyki na cały cykl.
3. Marzec - pełna nadzieji tuż przed epidemia robię badania. Estradiol ok. Tarczyca się stabilizuje. Zalecenie przedłużamy anty i jak tarczyca będzie lepsza to zaczynamy. Jest nadzieja.
4. Buum! Koronawirus. Patrz początek wpisu :p panikara mocna miesza w głowie Nessy. Postanawiamy odłożyć wszystko i poczekać cykl może 2 aż będzie lepiej i nie będzie już korony. O ja naiwna.
No i w końcu dochodzimy do kwietnia. Mój mimochodem wspomina, że dawno okresu nie miałam. Sprawdzam - rzeczywiście. 36 dc.
Od tego się wszystko zaczęło - myślę sobie to znak - bierz się do roboty, młodsza nie będziesz, jajniki niedługo wogole przestaną działać. Szybki telefon do p. Dr, że chcemy już i teraz. Szybkie badania i szybka wizyta.
Tarczyca idealna. Wszystkie wyniki ok. Tylko prolaktyna 39! Stąd cykl wydłużony.
Dupek biorę od środy. Okresu zaklinam Cie wróć! I 3 dc oby OBY wyniki były ok i zaczynamy.
Ponownie pełna nadziei. Niepokój narazie wyrzucam z głowy.
- 2 cs - 8dc -
Chciałam tylko napisać, że muszę zrezygnować z tej pracy. Poczytałam stare wpisy i widzę, że już od dawna atmosfera tam była do bani. A wczoraj wieczorem zadzwoniła do mnie kumpela, że jej w poniedziałek nie będzie
Super, wracam po półtora roku do pracy i od razu mam być sama. Jak ja nawet hasła do programu księgowego nie pamiętam. Gdybyśmy się jeszcze nie lubiły albo coś, ale gdzie tam, niby takie z nas kumpele. I do tego ona do mnie "musiałam wziąć wolne, bo już mam dość". Czyli zaczyna się jej standardowe zrzędzenie, które pamiętam, że dość mocno skłaniało mnie do odejścia. Także oficjalnie postanawiam, że na pełny etat do tej firmy już nie wrócę. Mam ten rok na pół etatu. To jest mój czas na zajście w ciążę, w której OD RAZU pójdę na L4, potem macierzyński i jeśli wszystko pójdzie ok, to wówczas znów pół etatu. A potem nara. Nie mam zamiaru tracić zdrowia na chore zagrywki, na nastawionego na kasę szefa, który nie potrafi zadbać o nasze bezpieczeństwo w dobie pandemii, na wieczną spychologię z każdej strony, koniec z tym. Mogę sobie przychodzić na 3,5 h, robić swoje i uciekać do domu, ale już za długo mówię o odejściu stamtąd i nic za tym nie idzie. Jak już będę miała swoją wymarzoną dwójeczkę, to mogę zacząć nową pracę. Mam nadzieję, że nie złamię się w międzyczasie. I że maleństwo #2 nie każe na siebie zbyt długo czekać
Robaczku, chodź do mnie! Na L4 będzie nam na pewno spokojniej 
28.04 na świat przyszedł mój upragniony syn ♥️ 4510g, 57 cm, 10/10
W pn rano założono mi cewnik Foleya, który wypadł wieczorem. Zrobiło się rozwarcie. Na drugi dzień przebicie pęcherza, oksytocyna. 4,5h skurczy... Pierwsze próby parcia...
I nagle informacja, że poród zagrażający, szybka decyzja o cesarce bo dziecko się nie chciało odpowiednio wstawić w kanał, zaczęło spadać tętno... Potem stwierdzono przed głowie, co jak sprawdzałam, zdarza się na 0, 5-1% porodów...
Ogólnie długo by opowiadać...
Szczęśliwie wszystko dobrze się skończyło. Mam obok siebie swój upragniony dar od losu... Więc wierzę, że cuda się zdarzają. I zawsze warto walczyć o marzenia...
18 dc/3dpo
Czuję się dobrze. Ból owulacyjny zupełnie minął. Monitoring potwierdził pęknięcie pęcherzyka z lewej strony tak, jak zakładałam. Może to głupie ale pomimo że ta lewa strona nie jest drożna to i tak mam nadzieję. Tego nikt mi nie zabierze.
Owulacje są po obu stronach, pęcherzyki pięknie rosną i pękają. Lekarz powiedział że jak do sierpnia nic się nie uda to czeka mnie kolejne (trzecie) HSG. Jeśli wyjdzie niedrożność to skieruje mnie na plastykę jajowodów. Mąż dba o siebie, razem jemy zdrowo i bierzemy suplementy. Muszę zapisać go na badanie nasienia-poprzednie wyszlo całkiem przyzwoicie ale morfologia lekko obniżona. Z pewnością podwyższona prolaltyna i TSH miały na to wpływ ale sądzę, że to, co robimy przyniosło już efekt😊
Wiedzialam, ze nie bedzie tak latwo z otwarciem klinik nieplodnosci. Postanowilam powstrzymac moj zapal i nie dzwonic tam co chwila. Sprawdzilam strone kliniki i napisali, ze faktycznie Ministerrstwo Zdrowia powidzialo, ze trzeba wznowic wizyty to tak naprawde kazda klinika musi zrobic rozpoznanie czy moga to zrobic bezpiecznie, wiec nie mamy sie spodziewac, ze wszystko ruszy od 11 maja. Moja klinika jest w szpitalu uniwersyteckim w Londynie, wznowienie procedur moze potrwac. Po pierwsze najwieksza liczba zachorowan byla w Londynie, dwa klinika w szpitalu wiec pracownicy kliniki zostali przerzuceni na Covid-19.
Nie pozostaje mi nic innego niz czekac przynajmniej do 11 maja, bo wtedy do nich zadzwonie. Nie potrafie siedziec bezczynnie.
W liscie dostalam rowniez jak procedura transferu bedzie przeboegac. Wyglada na to, ze znow ok miesiaca, bo bede prac wszelakie tabletki. Na papierze jest ten sam lek, ktory bralam podczas stymulacji, ale musi byc zmienione. Na jednej z wizyt powiedzialam lekarzowi co sie ze mna dzialo i ze nie chce brac juz tego leku.
Ah zawsze cos, no nic piora trzeba otrzepac i biec dalej az w koncu zobaczymy mete. Mam nadzieje!
Przyszło lato,uwielbiam 
Jak na lato przystało był już wczoraj basenik,prace w ogrodzie.. 
Oluś już by tylko na nogach stał,przy sofie zaczyna chodzić! Pędzi na czworakach jak szalony. Z umiejętności robi brawo,papa,daje buzi (MI!),robi tuli,pokazuje jak jedzie autko,daje cześć a także pije z kubeczka oraz rurki,no i je sam - praktycznie wszystko prócz butli
Misio jest wpatrzony w Polę i ostatnio..w mamę
szuka mnie wszędzie, przytula się dużo,sam daje buziaki - mój cycuś
sam domaga się więcej cyca więc uf 
Pola uwielbia Olusia ,mają swoje zabawy ale bywa ,że woli się bawić sama a Oluś wiadomo- też jest ciekaw
ostatnio rower jest hitem,szaleje że nie można jej dogonić! lubimy też spacerki na hulajnodze.
Ja dostałam @ ! Zaskoczyła mnie 12.06 czyli dzień przed planowanym weselem . Już by było po wszystkim a tak to wciąż przed nami..
Weekend i po weekendzie...
A zleciał jeszcze szybciej z powodu pracki w piatek 
Jak na Polaka przystało był grill, było piwko i winko... upiekłam eklery...
Tylko do tej zakichanej bety czas sie dłuży. Nie mam nawet wielkiej chęci ani na nią ani na sikanca - wiem, że mogę sie rozczarować bo moje jajniki chciały w tym cyklu współpracować za bardzo i wybyczylo pecherzyki 😂
W ostatnim cyklu badałam bete i proga - jakoś totalnie o tym drugim zapomniałam i weszłam na wynik - widze 20cos.. myślałam ze to wynik betki 🤪 zawód był okropny.
Teraz badam dodatkowo tsh i t4... marzyło mi sie, zd gdy beta wyjdzie pozytywna - powiem staremu dzień pozniej w jego urodziny 😂
Ale wole sie miło zaskoczyć 
Takie tam smęty z wieczornym kieliszkiem wina.
Buziaki!
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 maja 2020, 23:08
Cześć!
To już czwarty dzień cyklu, od początku robię testy owulacyjne i zastanawiam się... Bo za każdym razem widzę i to bez domysłów drugą kreskę... Co prawda nie jest tak samo wyraźna ale jest... Może mam coś nie tak z hormonami... Bo chyba tak nie powinno być... Albo powinno? Sama nie wiem... Cóż... Może powinnam zrobić jakieś badana... Ale w obecnej sytuacji będzie to lekko utrudnione... Muszę poczekać i nie denerwować się i nie wyobrażać sobie najgorszych rzeczy...
Pozdrawiam Ines.
19 dc
Wczoraj mąż wymyślił, że pojedziemy pochodzić po górkach, wybrał szlak w Beskidzie Niskim, gdzie przez całą drogę na szlaku nie spotkaliśmy nikogo i w sumie troche się zgubiliśmy 🤭 ale było fajnie, chociaż czuje dzisiaj te 20 km w łydkach.
Wczoraj przed wyjazdem o 8.00 zrobiłam test owulacyjny i krecha testowa była bordowa, według mnie najmocnisza że wszystkich 🙄, nawet mężowi mówiłam żeby powiedział na którym teście kreska jest najmocniejsza. Ale jak chodzi o śluz cisza, wcześniej w okolicach owulacji śluz płodny się pojawial no i nie miałam bardzo mocnegk bólu jajnikow jaki zazwyczaj się pojawial. A dzisiaj rano skok temperatury, więc może ta owulacja jednak byla😆 tylko zaraz czerwona lampka czy ten wczorajszy marsz nie podniósł temperatury, jak zwykle analiza musi być 😅
Zobaczę jutro co pokaże termometr, nienawidzę czekać 😒 zrobię jeszcze pewnie dzisiaj testy owulacyjne z ciekawości czy dalej będzie kreska, jak będzie to się wkurzę 😁 i od dzisiaj chyba zacznę jeść monokoncentrat z ananasa, tak na wszelki wypadek.
To będa najdłuższe dni do terminu @.
Podobno już niektóre kliniki ruszyły. Nie moja. W tym cyklu miałam mega dużo tzw objawów: kłucia lekkie, zawroty głowy, etc. Raz w trakcie sprzatania mnie tak zemdlilo i osłabiło że musiałam sobie odpuścić całą aktywność na resztę dnia. No i co? Dzis 2 dni przed terminem @ i brzuch mnie boli wzorowo. Pewnie dziś lub jutro będzie. Mam wrażenie że kliniki chowają głowę w piasek mimo że nam starającym się parom czas leci. Chciałabym im na przekór zajść naturalnie i mieć na nich wyrabane. Człowiek ledwo da rade kilka dni wytrzymać czekania a tu mnie będzie leciał juz 3 cykl zmarnowany. Człowieku jesteś sam na świecie radź sobie bo nikt ci nie pomoże
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 maja 2020, 09:17
Cześć!
Jestem tutaj nowa. Mam na imię Gosia, mam 29 lat. Chciałam pisać ten pamiętnik, żeby móc dzielić się emocjami, a także trochę dlatego, że później może to się okazać bezcenną pamiątką.
Jesteśmy razem 11 lat, we wrześniu 2019 roku wzieliśmy ślub. W kwietniu 2020 przyszedł czas, kiedy poczuliśmy, że może warto się zacząć starać o dziecko.
Zobaczymy co przyniesie czas...
5t5d
Dzisiejsza beta 3981 😀
ależ ulga 
przyrost 129,5% - czytałam, że to normalne, że troszkę zacznie zwalniać.
woda z solą bardzo mi pomaga.
rano bolało tylko trochę przy ruszaniu szyją. teraz minimalnie.
wydaje mi się, że te domowe sposoby już mi zostaną na stałe - lepsze to od tabletek na gardło 
z objawów jedynie bolą piersi, pewnie dlatego tak świrowałam 
poza tym jak podjechałam pod przychodnie to wiedziałam, że jest ok - od czasu jak jestem w ciąży nie umiem prosto zaparkować auta 😂
ja, niegdyś kierowca zawodowy, wyjeżdżone setki tysięcy kilometrów parkuję jak baba z dowcipu 😂
aktualnie sama z siebie się śmieję 
pozdrawiam Was cieplutko,
Lena
28dc, 15dpo, 2dpt
Pierwsze co zrobiłam po przebudzeniu to sprawdziłam czy majtki czyste. Dlaczego jeszcze nie ma okresu? Nie robiłam testu od razu, zrobiłam go 5 min przed wyjściem do pracy i tylko na niego zerknęłam, ale nic tam nie było. To jeszcze nie jest duża obsuwa, czasem mi się zdarzało mieć cykle 28-dniowe. Obawiam się problemów ze zdrowiem. Wczoraj bolało mnie w klatce piersiowej, nie mogłam wziąć głębszego wdechu, wszystko mnie piekło, trochę się wystraszyłam, ale położyłam się i po jakimś czasie przeszło. Od wczoraj też boli mnie głowa i mam problemy z koncentracją, jestem osłabiona i zmęczona.
Po dłuższej przerwie umówiłam siebie i męża do kliniki. Nie sądziłam, że okres mi się przesunie i będę musiała zmienić datę wizyty. Mąż nawet nie protestował na kolejne badanie nasienia. Zapytał się tylko co to za badanie i czy będę mogła wejść z nim do pokoju. Niestety nie ma takiej możliwości, dlatego ja idę do gabinetu gina, a on do "pokoju uciech". Chciałam go od razu zapisać do androloga, ale wyniki dopiero po 3 tyg. więc nie ma sensu iść wcześniej. Cierpliwie poczekamy.
Miłego dnia 
Szlag by to trafił!!! Oboje jesteśmy przeziębieni. W środę za tydzień mamy badanie allo mlr i musimy być całkowicie zdrowi na kilka dni przed. Jestem wściekła, bo ogólnie bardzo często choruję ale ostatnie miesiące chroniłam się jak mogłam i dzielnie się trzymałam. Za to mój M w ogóle nie choruje no to zrobił psikusa akurat teraz i jeszcze mnie zaraził!
Nie wiem co robić... Przełożenie badania grozi utratą dofinansowania do ivf, bo obecnie każdy dzień jest na wagę złota. Natomiast jeśli nie staniemy na nogi w 3-4 dni, wynik może być zaniżony.
Zła jestem na niego, bo nie chce zostać w domu. Praca oczywiscie jest najważniejsza. Sama tez biję się z myślami czy wziąć parę dni wolnego, bo co to da jeśli ja się wykuruję, a on będzie chory...
Czy ciągle wszystko musi iść jak po grudzie?!
26dc, 13dpo
Kilka dni temu (nie pamiętam dokładnie który dc, nie zapisałam) miałam straszne bóle kręgosłupa lędźwiowego, ale to takie, że ledwo chodziłam. Z początku myślałam, że mnie przewiało, ale na drugi dzień przeszło. Nie wiem czy to może coś z ciążą.. tak jakby coś zaczynało się dziać, ale znowu poszło na straty. Nie wiem co się dzieje, dlaczego się nie udaje, za dużo czasem analizuje. Ciesze się, że kliniki są już otwarte, mogę w końcu się umówić i sprawdzić czy w środku wszystko OK. Nie popuszczę mężowi. Miał zlecone badanie DNA plemnika, ale zaszłam w cb więc uznał, że z nim wszystko dobrze i że nie musi nic więcej robić. Potem jak już go namówiłam na badanie to zamknęli kliniki i próbowaliśmy sami, ale jak widać z marnym skutkiem. Szczerze to od kilku dni już jestem zrezygnowana, może dostanę kopniaka po wizycie u swojego doktorka, ale na tę chwilę jakoś odeszły mi chęci na dalsze starania. Może się trochę poddałam, nie mam za bardzo wsparcia w bliskich.. Ci którzy wiedzą to tylko dopytują czy już się udało i tak co miesiąc, co mnie wpędza w jakieś głupie myśli, poczucie beznadziejności i utratę wiary w siebie. Co raz częściej kłócę się z mężem o pierdoły, a raczej czepiam się bez sensu. 30 wskoczyła i jakaś taka zrzędliwa się zrobiłam, ale ja po prostu potrzebuję zrozumienia i przytulenia, nic więcej.
Dodam jeszcze, że testowałam 1 i 2 maja i biało. Prawdopodobnie był to 10 i 11dpo, ale wiadomo mogło się coś przesunąć. Moje ciało nie daje mi jednak żadnych objawów. Nie testuje więcej, czekam na okres.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.