Bhcg0.100😔😔😔jestem zalamana
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 marca 2021, 18:40
WTOREK
No i historia zatacza koło... Beta ujemna. Nie bylo prądów towarzyszących implantacji jak ostatnio, piersi juz zaczeły boleć jak zwykle przed miesiączką... Nie ma sie co oszukiwac, że za wczesnie, że to czy tamto. Po prostu nie tym razem.
tc: 30+0, waga 64,1 kg.
Jestem po usg III trymestru (jeszcze raz, do znudzenia - kiedy to zleciało???). 1485 gram Małego Człowieka
ułożona główkowo, raczej już pozycji nie zmieni. Termin z kalkulatora ivf 27 października, z pomiarów na usg 17 października, mieści się w normach, ilość wód płodowych w normie, przepływy w tętnicach mózgowych w normie, przepływy w pępowinie w normie 
Lekarz zaproponował podanie immunoglobuliny. Mam A Rh-, Mężuś też ma A Rh-. Nawet w takim przypadku zalecenie jest, by podać immunoglobulinę. Należy mi się to na NFZ. Tylko przychodnie nie działają i nie ma, kto mi tego podać na NFZ. Miałabym więc wysmarować kolejne 400 zł. Powiedziałam lekarzowi, że jestem pewna, że Ojciec Dziecka ma grupę krwi A Rh- i nie wybulę kolejnych 400 zł, na coś, co w mojej ocenie jest zbędne.
Trochę swoich żali wyleję (można pominąć):
Wkurza mnie korona. Frustruje mnie i smuci jednocześnie. Zajebiście się cieszę, że jestem w ciąży, że mamy tak zaawansowany etap i w ogóle, że Malineczka nas zaszczyciła swoją obecnością. Ta ciąża, z moich marzeń i snów, miała wyglądać inaczej. Miałam sobie śmigać po sklepach, szukać ubranek, dotykać ich i macać - mam zakaz od lekarza, bo korona, nie wiadomo, kto dotykał. Miałam sobie podróżować do ciepłych krajów samolotem, bo wreszcie mam czas na znalezienie fajnych ofert - mam zakaz od lekarza, bo korona i jeszcze gdzieś bym utknęła. Miałam sobie chodzić na basen - a tu mam zakaz od lekarza, bo korona, nie wiadomo jak z dezynfekcją. Miałam sobie wyjechać w Tatry i pochodzić dolinkami - mam zakaz, bo są tam dzikie tłumy, a wcześniej były zamknięte, nawet dłużej niż rząd nakazał. Wku.wia mnie to wszystko. No wku.wia. Wiem, taki problem, to nie problem. Wiem, że inni walczą o swoje szczęście (cały czas czekam i wysyłam fale i wspominam w swoich modlitwach) i nie powinnam narzekać. Czuję jednak, że jak tego z siebie nie wyleję, to świrka dostanę (ja albo Mężuś). Program "ciąża +", który miał obowiązywać od 1 lipca 2020 roku, będzie obowiązywał od 1 września 2020 roku. Bo ważniejsze są podwyżki dla siebie samych, niż sprawy zwykłych obywateli. Zdecydowana większość położonych odmawia wizyt domowych (noż kurka, ja mam się dwa dni po porodzie pakować do niej i jechać na kontrolę?!?!?!?!). Mężuś nie może wejść na wizyty, nawet w masce, przyłbicy i wszystkim. Bo tak. A ja pierdolca dostaję jak słyszę od braciszka "Nooo, a co to za problem, położną sobie załatwić?", "Ale Ty jesteś nieporadna, że Ojciec Dziecka nie może z Tobą wejść na wizytę, takie rzeczy trzeba umieć załatwiać", "A słuchaj, On będzie z Tobą przy porodzie?" - "Nie wiem" - "Ale jak możesz tego nie wiedzieć" - "Koronawirus" - "Nie ściemniaj, pewnie nie chce być przy porodzie". W takich sytuacjach jestem wielkim zwolennikiem dostępu do broni palnej. Przestrzelić kolanko, stopę, czy coś takiego - niech się zajmie sobą i zabierze ze sobą te "dobre rady". Czasem są takie dni, że ciężko mi jednym uchem wpuszczać, drugim wypuszczać. Ale za to bratowa całkiem fajna i dzieli się (jak zapytam) radami dotyczącymi rodzicielstwa. Dziś zaproponowała, że pożyczy mi laktator, żebym mogła sprawdzić, czy w ogóle mi się przyda czy nie i dopiero kupować, albo jak ten podpasuje, to kupić tylko zestaw osobisty i działać.
Z dobrych kwestii:
Mężuś zdecydował się powiedzieć swoim rodzicom o naszym malinowym szczęściu. Tak, nastąpił ten dzień, nawet sobie fotkę strzeliliśmy z tej okazji. Nie ma z nimi super relacji, oni żyją od lat na emigracji i kontaktują się telefonicznie. Powiedział im, że dziecko, że Krąsela w ciąży, że na jesieni termin. Cieszyli się bardzo. Mi teściowa powiedziała, że cieszą się jakby milion dolarów wygrali. Pierwszy wnuk w ich rodzinie. Powiedziała, że oni za wszystko zapłacą, że oni wzorków nie będą wybierać, ale za wszystko zapłacą, za łóżeczko, komodę, wózek, bo taka jest tradycja. Hm. Nie znam. Zaczynam lubić
W części rozmowy ze mną mówię im "To proszę dziś iść na spacer i cieszyć się z Wnuczki" - "O dziewczynka. To nic, to naprawdę nic nie szkodzi. I tak za wszystko zapłacimy". 🤦♀️ Moi teściowie, to ludzie z, hm, innych ułożeń geograficzno-historycznych. Syn ma być, bo musi przekazać nazwisko, odziedziczyć gospodarkę (oni nie gospodarzą), a córka, to tylko wydatki, bo wiano i w ogóle. Tym "nic nie szkodzi" rozwalili mnie. Ah, no i teściowa zdążyła już wybrać imię dla Malinki. Wanda. W ciągu 30 minut rozmowy. Biorąc pod uwagę, jak ważna jest dla nich kasa i praca, to wiem, że ponosząc te wydatki, chcą okazać swoją radość.
Posegregowałyśmy z siostrą Malinowe ubranka. Zarówno Mama jak i siostra troszkę poszalały. Po dołączeniu ciuszków od nich, do tych kilku reklamówek, które dostaliśmy, okazało się, że ubranka mojego dziecka zajmują dwa wielkie, pościelowe organizery i tym samym całe wnętrze kanapy. Siostra rezolutnie stwierdziła, że dziewczynki nie muszą nosić różu, więc ona kupowała ubranka żółte, miętowe, różnokolorowe. Podstawową garderobę mamy do 4-5 m/ca życia Berbeciątka. Rzeczy, które powinniśmy dokupić można policzyć na palcach jednej ręki.
Poza koroną, jest sielanka. Życzę takiej sielanki Wszystkim.
Ten czas leci tak niesamowicie szybko... Już od prawie 4,5 roku staramy się o to by zostać rodzicami. Kolejne święta w dorosłym składzie, jeszcze teraz "umilone" koronawirusem... Świetnie... Wiecie, że takie długie czekanie hartuje? Na początku tych wszystkich diagnoz i starań (również tych starań w ośrodku adopcyjnym), kiedy słyszałam: za miesiąc, za pół roku, za rok to krew mnie zalewała... Miesiąc wydawał mi się być całą wiecznością. Nie potrafiłam, a w sumie bardziej nie chciałam się pogodzić z tą świadomością, że nasze rodzicielstwo jest tak odległym, niemalże nieosiągalnym wydarzeniem. A dziś? Dziś jestem spokojniejsza. Choć są momenty, kiedy moja tęsknota bierze górę, to już rok nie wydaje mi się aż tak daleki jak wcześniej. Wcale nie oznacza to, że nie mogę się doczekać tego maluszka, bo jak wiele razy już pisałam, oddałabym niemalże wszystko by móc tulić już tego aniołka. Jestem jednak spokojniejsza, staram się rozwijać na różnych płaszczyznach, nie wartościuję swojego życia przez pryzmat dzieci. Myślę, że to jest bardzo zdrowe, że w końcu dotarło do mnie to, że moje życie bez dzieci jest coś warte, że mogę się nim cieszyć. Choć w teorii wiedziałam, że dziecko kiedyś dorasta i zostajemy znów sami jako małżeństwo, to w praktyce nie mogłam dopuścić do siebie myśli bycia szczęśliwą bez dziecka, w szczególności tu i teraz... Oczywiście nie wyobrażam sobie swojej rodziny bez dzieci, walczę o to by móc zostać mamą. Jednak dziś jestem świadoma, że moje szczęście nie zależy tylko i wyłącznie od tego czy zostanę mamą, choć mam świadomość, że przyniesie mi to ogromną radość, pewnie taką nie do opisania, to jasne... Będę najszczęśliwsza na ziemi, kiedy zostaniemy rodzicami. Jednak staram się być szczęśliwa tu i teraz, robić rzeczy, z których za jakiś czas przyjdzie mi na pewien okres zrezygnować. Wcześniej swoje zajęcia traktowałam trochę jako takie zapychacze życiowe... Po części nadal staram się nie strać w miejscu, nie skupiać swojej uwagi tylko i wyłącznie na tym aspekcie życia, ale nie na taką skalę jak dawniej. Nie mogę osiągnąć tego w czasie, który sobie wymyśliłam, więc zaleję się 1000 spraw by o tym nie myśleć. Trochę to niebezpieczne... Jeśli znajdujemy pasję i bawimy się przy niej świetnie to ok, warto zająć czymś głowę, ale kiedy przestajecie mieć czas na własne myśli, na choć chwilę wytchnienia z mężem, to znaczy, że jest źle... Mimo wielu doświadczeń w moim życiu, cieszę się z tego, gdzie jestem obecnie. Może to głupie, ale jestem wdzięczna, że mam tak ogromną świadomość tego, że moje "chcę", nie zawsze oznacza "mam". Jestem ogromnie wdzięczna za to, że wiem jak ważna jest relacja z drugim człowiekiem i jak cenne jest ludzkie życie... Jestem wdzięczna za to, że wiem jakim cudem jest dziecko. Jestem wdzięczna za to, że wiele spraw mogłam przepracować w sobie, bo dzięki temu będę lepszym rodzicem, niż byłabym gdybym nie musiała się o to tak bardzo postarać... Wiem, że są rzeczy, o które warto walczyć i wiem już jak o nie walczyć by nie zatracić siebie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2020, 15:09
Dzisiaj wyjątkowo- urodzinowo 🙈
Przede mną ostatni rok z "2" z przodu🙈
Wierzę w moc życzeń A tych dostałam dzisiaj sporo . Jestem wdzięczna za pamięć,dobre słowo i dziękuję za prezenty.
Najbardziej dziękuję mojej rodzinie. Za niespodzianke,za zaangażowanie i za to,że są. Bez nich nie byłabym tym kim jestem i tu gdzie jestem 
Dziękuję przyjaciołom, dzięki którym wiem,że są
Bilans na 29 lat- jestem spełniona ♥️
Zamiast tortu były pączki z kokosem ♥️ szybkie zakupy A nawet deszczowy trening:D był spacerek,było fajnie
A na koniec dnia super wieści firmowe 
Ale co tam ja..moje dzieci 
Oluś ma trzeciego ząbka i kilka gorszych nocek. Mam nadzieję,że już będzie lepiej i minie biegunka. Jest przekochany,mamusiowy i tak słodko woła MAMA 🤩 stoi mu, sam i próbuje robić kroczki! Nie pomagamy,sam kombinuje i potrafi już kucnać i wstać bez podporu:o rozgadal się strasznie , widział juz lecący samolot U góry I strasznie ciekawi go świat 
Polisia ma etap za Olusiem-strasznie go dużo całuje,zabawia-poranki są ich 😍 kocham wtedy na nich patrzeć
Ostatnio pomagała przy nowej aranżacji akwarium i bardzo kocha zwierzęta. Pierwsze rolki na nogach również już były 🙈 no i nikt tak nie potrafi rozbawic Olusia jak ona 
Ja jutro mam dentyste,w czwartek endokrynologa. Załatwiamy lekarzy jeszcze przed jesienią. Pola jeszcze szczepienia nie miała.. dzieje się ciągle! Lecę dalej do pracy bo Oluś dospany 
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2020, 22:10
Ciąża zakończona 19 sierpnia 2020
Badania zrobione tsh fajnie spadło a prolaktyna ma 13,89 i nie wiem czy to dobrze czy źle
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2020, 18:31
1 dc
9 cykl starań. Czuje się jakby ktoś dał mi w twarz. Zero objawów @, wielka nadzieja na ciąże. Niestety @ przyszła i te coraz dłuższe cykle mnie dobijają
eh
nie mogę już zaufać swojemu organizmowi 😭
Tydzień do okresu, ale już dziś zrobiłam test ciążowy który jak zwykle pokażą wynik negatywny 🤷🏻♀️
Miałam ogromna nadzieje ze tym razem będzie inaczej, ale gdzieś w podświadomości ciężko mi uwierzyć, ze zobaczę te dwie kreski...
13 miesiąc starań, 9 cs, 33 dc
Wyjechaliśmy. Na Helu było super. Serio nie myśałam o staraniach. Potem na obóz. Na początku serio nie myślałam o staraniach.
Ale od tego nie da sie uciec.
W poniedziałek, 16 dni po podniu ovi zrobiłam test. Bo okres powinien już przyjść. Biel nad biele. Tym razem facelle nie oszukało.
Od tygodnia kosmicznie bolą mnie sutki, a piersi są powiększone. Permanentny śluz płodny.
Bolące sutki pojawiają się u mnie tuż po owulce. A to oznacza, że musiała pojawić się jakiś tydzień po ovi. Ominelismy. Maz nie mial ochoty, ja nie naciskalam „no bo przeciez juz tyle po zastrzyku”. Albo jej w ogole nie było i teraz nie wiem ile bede czekac na okres.
Opadam z sił. Na prawde po ludzku opadam z sil. Dzis myslalam o naszych znajomych, ktorzy zaszli od zlotego strzala. Jedyna mysl jaka pojawiala mi sie w glowie to „przeciez to jest niemozliwe...”
Zaraz minie rok od ostatniej ciąży. Zaraz minie rok od utraty okruszka. Rok, w ktorym nie ruszylo nic. Ani razu. Ani troche. Szczerze... Wiary już we mnie nie ma. Od miesiąca główna myśl w mojej głowie to żal mi mojego męża. Nie potrafię mu dać jedynej rzeczy jaką pragnie...
Ale rano znów dzień jak codzień. Założę dobrą maskę do złej gry.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 sierpnia 2020, 00:29
23 tc + 3
Myślałam, że to już koniec moich ciążowych niemiłych przygód i że teraz wszystko pójdzie już jak z płatka. No cóż, nie mów hop nim nie przeskoczysz!
Ostatnie dni upłynęły mi w ogromnym stresie, który poniekąd sama sobie zafundowałam. A wszystkiemu winna jest cytomegalia (cmv). Zaraz na początku ciąży w wykazie badań od mojego gina prowadzącego była cytomegalia. Większość badań robię w Luxmedzie, bo mam pakiet, czyli nie płacę. Na to jedyne badanie nie dano mi skierowania, tłumacząc, że nie jest to obowiązkowe badanie w ciąży i że muszą być jasne wskazania. Miałam więc je zrobić prywatnie, ale pamiętam, że do IUI w zeszłym roku robiłam cmv i była ujemna, więc ech, zrobię przy okazji. I tak jakoś nie zrobiłam. W 18tc, na usg lekarz dał mi znów spis badań, na którym znalazła się cytomegalia. Ok, teraz ją zrobię, tylko poczekam do następnej wizyty. Badanie zrobiłam w poniedziałek, otwieram wynik: klasa igm negatywna, igg pozytywna. Zawał serca na miejscu. Jak to??? Zaczęłam czytać. Klasa igm negatywna świadczy o braku świeżego zakażenia, igg pozytywna to przebyte zakażenie w przeszłości i nabycie przeciwciał. Wirus ten do 20 tc powoduje liczne wady u płodu. Pozytywne igg nie wskazuje na to kiedy miało się cmv, więc równie dobrze mogłam ją mieć na początku ciąży. Zimny strach mnie obleciał. Znalazłam badania, które robiłam do kliniki w której miałam IUI. I w 2018 i w 2019 badałam cmv, ale tylko igm. Zlecali tylko igm, więc nadal nic mi to nie dawało, bo to świadczyło tylko o tym, że wtedy nie miałam świeżego zakażenia. Z drugiej strony gdyby wtedy igg było negatywne, bałabym się jeszcze bardziej, bo byłaby szansa, że jednak na początku ciąży to miałam. I teraz hit: w klinice w której miałam ivf nie wymaga się w ogóle badań na cmv, więc w 2020 w ogóle tego badania nie robiłam. Przekopałam internet i znalazłam badanie na awidność igg cmv, które pokazuje czy zakażenie jest dawne czy niedawne. Jedna z forumowiczek mi potwierdziła, że ona je też robiła.
Z rana byłam już w diagnostyce. Po południu wizyta u gina prowadzącego ciążę. Powiedział, że mój wynik świadczy o tym, że przebyłam cmv minimum 3 miesiące temu i że trzeba czekać na wynik awidności. Jak będzie niski, to czeka mnie amniopunkcja, która ma na celu sprawdzić czy cmv przeszło na łożysko (przechodzi bodajże w 25% przypadków). Amniopunkcja! Zakręciło mi się w głowie. Całe szczęście, po powrocie do domu dostałam wyniki: awidność 70%, czyli wg podanych norm wysoka. Świadczy o tym, że zakażenie miałam dawno. Boże, dzięki Ci że nad nami czuwasz!
Jakby tego było mało, łącznie z badaniem cmv zrobiłam sobie d dimery. Miałam je zrobić również na początku ciąży, bo naczyniowiec kazał je zbadać i jak będą powyżej 1000 to zwiększyć dawkę heparyny do 2x60mg i wtedy zrobić anty xa, które pokaże czy mam dobrą dawkę. Oczywiście, ja, "mądrzejsza" niż inni zrobiłam tylko anty xa. Wyszło, że mam dobrą dawkę heparyny 1x60mg, więc d dimerów już nie badałam. Nie chciałam zresztą większej heparyny, bo ona może być przyczyna krwawień, a miałam je przecież 3 raz w 1 trymestrze i każde to był olbrzymi stres.
No więc dzwonią do mnie z diagnostyki: Dzień dobry, czy widziała pani swój wynik d dimerów? Bo jest bardzo wysoki, czy pani się go spodziewała?
Mówię, że tak, bo jestem w ciąży i mam problemy z krzepnięciem, ale skonsultuję to z lekarzem. Po prawdzie, spodziewałam się dużego wyniku, ale nie ponad 1700. Ginekolog zdecydował, że zwiększamy dawkę, bo z moim naczyniakiem, mutacjami i niskim białkiem s już dawno mogłam brać większą. W 1 trymestrze owszem, hepka może powodowac krwawienia, potem już nie. Tak że od dzisiaj dźgam się dwa razy. Mmmmm super!
Kiedy czytałam wpisy dziewczyn, że starania to hardcore, ale w ciąży dopiero zaczyna się ostra jazda, nie wierzyłam. Najważniejsze to zobaczyć pozytywną betę, a potem przecież jakoś będzie, byleby ta beta była! Teraz już wiem, że ciąża to naprawdę jazda bez trzymanki. Przynajmniej moja: krwawienia, straszne samopoczucie, parwowiroza, cmv. Swoja droga skąd ja tyle tych wirusów nałapałam??? Nie, nie żebym narzekała, no może troszkę. Cieszę się, z dzidzią wszystko ok, że nie muszę leżeć całą ciążę, że nie mam komplikacji. Tyle kobiet przecież leży na patologii ciąży. Jezus nad nami czuwa. Mam nadzieję, że kiedyś to wszystko opowiem córce i będziemy się śmiać.
Z pozytywów, kupiliśmy wózek. Nie planowaliśmy jego kupna jeszcze na tym etapie, ale po połówkowych zaczęliśmy jeździć po sklepach i zakochaliśmy się w modelu Adamex Neonex. Super się prowadzi, do naszego wysokiego wzrostu idealny, no i ładny. Mąż to by najchętniej do niego wsiadł, tak się zajarał. No i spadła nam z nieba okazja. Moja przyjaciółka wystawiła na olx wózek po swojej małej - właśnie Adamex Neonex! Co prawda oni kupili 3w1, z fotelikiem. My planowaliśmy 2w1, bo fotelik dokupujemy osobno, ale i tak dużo taniej niż w sklepie. Pojechaliśmy zobaczyć i wróciliśmy z wózkiem. Na razie stoi u rodziców, nie mogę się na niego napatrzeć. Wózek jak nowy, do tego kumpela dała nam krzesełko interaktywne z Kindercraft, dwa sliczne rożki, poduszki motylki i inne super gadżety.
Powoli kompletuję już wyprawkę. Mam kilka ciuszków, otulacz, termoforek z pestkami, butelkę, smoczki, termometr do wody, myjkę do butelek, szczotkę do główki z miękkiego włosia, jedną pieluchę wielorazową, poduszkę kurę do karmienia, koszule nocną ciążowo-do karmienia. Czekam dzisiaj jeszcze na dostawę drugiej koszuli i dwóch staników. Cyce mi urosły i nie mieszczę się praktycznie w żaden stanik.
W 21 tc + 3 poczułam pierwsze ruchy Klary. Takie lekkie pulsowanie i poruszanie się brzucha z jednej strony. Nie czułam żadnych muśnięć motylków jak inne dziewczyny, bulgotanie tez pojawiło się o wiele później. Oczywiście martwiłam się wcześniej od 2 tygodni, bo około połowy ciąży pojawiają się ruchy, a u mnie ani widu ani słychu. To pewnie przez łożysko na przedniej ścianie. Teraz Klara jest już bardziej aktywna i niektóre ruchy zwyczajnie bolą. Ponieważ jest ułożona pośladkowo, kopie mi po szyjce i pęcherzu, co jest dość nieprzyjemne. Ale to pulsowanie po boku brzucha jest już mega fajne.
Od września będzie przychodzić do nas położna środowiskowa. Nie znam babeczki, znalazłam jej numer w spisie położnych, mieszka w naszym rejonie. Z głosu taka kochana kobitka, taka położna z wieloletnim stażem. Mam nadzieję, że dużo się od niej dowiemy. Kupiliśmy też książkę Zawitkowskiego "Mamo, tato, co ty na to". Książka trochę przegadana, ale dowiedziałam się ciekawych rzeczy o kąpieli. Trzeba od początku traktować kąpiel jak super zabawę i umacnianie więzi, nie jak coś strasznego, co trzeba odbębnić. Ucieszyłam się też, bo planuję skos sufitowy nad łóżeczkiem wykleić naklejkami, coby Klara miała na co patrzeć jak będzie leżeć. Zawitkowski właśnie to poleca: naklejki na suficie, bo dziecko się nudzi jak się gapi w goły sufit.
Do książki dołączona jest płyta dvd z filmikami jak przewijać, kąpać, jak nosić. I to jest super! Wczoraj oglądaliśmy 2 godziny, w końcu się znudziliśmy i włączyliśmy półfinał Ligi Mistrzów. Tacy z nas rodzice!
Troszkę zmartwiłam się informacją od gina, że w naszym szpitalu nie uprawia się kangurowania po cesarce, tzn ojciec nie dostaje dziecka, w ogóle go tam nie ma. Tak że ja dostanę małą na chwilunię, a mąż nie zobaczy jej wcale, prawdopodobnie do wypisu. Ze względu na covid raczej w ogóle nie będzie mógł wejść, chyba że po zabiegu, tylko na drugi dzień, jak zrobi test na covid, ale to do sprawdzenia przez gina. Czy jest sens, żeby płacił 500 zł za test, żeby tylko na chwilę przyjść? Gin mi odradza, bo będąc w szpitalu sam się może zarazić. Te zasady mają też na celu ochronę ojców, jakoś wcześniej w ogóle o tym nie pomyślałam. No cóż, jakoś damy z Klara radę. Termin cesarki wyznaczymy w 30tc. Cesarki teraz są robione tydzień przed terminem, odchodzi się już od 2 tygodni, bo okazuje się, że te dzieci mają więcej komplikacji i są słabsze. Tydzień przed terminem wypada na 6.12. Mam nadzieję, że jednak inny termin wyznaczą, bo nie chcę, żeby Klarcia miała urodziny w dzień Mikołaja. Ale to oczywiście najmniejszy problem.
Modlę się za was wszystkie staraczki, wiem, że każdej z nas się uda:)
Nigdy nie sądziłam, że zdrowie może mi się tak posypać.
Wizyta w szpitalu, to całe ronienie i antybiotyk wraz ze złuszczaniem resztki endometrium po szpitalu tak mnie osłabiły, że dostałam anginy. Pierwszy raz w życiu dopadła mnie angina i z tego wszystkiego dostałam opryszczki. Też pierwszy raz, więc zareagowałam późno, bo myślałam, że to afta.
W piątek przez tą anginę miałam 39,4 stopni gorączki i nie mogliśmy jej niczym zbić. Masakra. Udało się dopiero gdy poszłam spać owinięta w mokre prześcieradło.
A dzięki kompetencji (a raczej braku) lekarzy antybiotyk dostałam dopiero w poniedziałek. Na szczęście już po anginie, opryszczka zagojona i wyleczona.
Musiałam w zeszłym tygodniu wziąć drugą porcję leków złuszczających, bo nie całe endometrium zeszło.
Na szczęście w poniedziałek na kontroli lekarz potwierdził, że zostało trochę płynu w macicy, ale pozbędę się go z miesiączką, więc nie potrzebuję żadnego łyżeczkowania. Naprawdę odetchnęłam z ulgą.
Tak więc jestem już kompletnie zdrowa, lekarz potwierdził, że mogę wrócić do współżycia
A po miesiączce staramy się znowu.
Na razie jakoś przebolałam stratę. Staram się nie myśleć o tym w smutny sposób tylko pamietać o naszym Maleństwie. T.atuaż na nadgarstu pomaga a nie powoduje płaczu, więc się cieszę.
Tak sobie patrzę wstecz i cały czas mam poczucie, że z tą ciążą od razu chyba było cos nie tak.
Od samego początku niby lekarze potwierdzali, że Maleństwo rozwija się prawidłowo, ale każdy mówił, że jest małe.
Wtedy zawsze mówiłam, że owulacja była opóźniona i wówczas każdy stwierdzał, że skoro tak, to możliwe, że Maleństwo jest mniejsze.
Teraz się zastanawiam czy po prostu od początku coś było nie tak.
Na ten moment czekam na okres i czuję się całkiem silna z myślą o powrocie do starań.
Tym bardziej, że podobno po poronieniu całkiem łatwo jest zajść w kolejną ciążę i tego się trzymam by nie pogrążać się w żadnych czarnych myślach.
Marzę tylko o tym, by kolejna ciąża była całkiem zdrowa i bezpieczna. By okazało się, że ta strata to jednorazowa wpadka i genetyczny przypadek.
Bym mogła mieć swoje wymarzone dwoje dzieci przy nas i tylko jedno w niebie.
Czas pokaże, najważniejsze, że wyzdrowiałam i po miesiączce powinnam móz starać się o kolejne dziecko.
I oby poszło szybko i później zdrowo.
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 sierpnia 2020, 14:06
ŚRODA 8 dc - 37 cs - In vitro
Dziś kolejna wizyta w klinice. Mimo mniejszych dawek niestety hiperka - 22 pęcherzyki. Endometrium super 8,5 mm. Transferu świeżego nie będzie raczej. W piątek ostatnia monitorująca wizyta. Termin punkcji ustalony na poniedziałek.
Z objawów mam pobolewanie podbrzusza - ale nie jakieś wybitnie mocne i jak siadam to skurcze jajników i w sumie tyle. .. Nie przytyłam, nie mam wzdeć, obwód brzucha bez zmian, nie nabieram wody. Mam łagodną postać, ale nie ma co zachwalać, jeszcze 2 dni zastrzyków...
Ostatnio myślałam o etapach starań naturalnych - te już przeszłam w całości, od początkowego podniecenia, poprzez smutek, złość, frustrację, pogodzenie się z losem, i dalej ponowną walkę już z pomocą medycyny zabiegowej. I tak jestem w miejscu i wydarzeniu in vitro... Tu kolejne etapy stresu: 1. Stres i pytania: czy zareaguje na stymulację? czy będą jajeczka? Ile?
2. Punkcja: ile komórek w tych pęcherzykach? Ile się zapłodni? Czy w ogóle coś się zapłodni? I czy coś przeżyje 2, 3, 5 dób? Czy będzie co transferować?
3. Transfer : czy na pewno zarodek jest dobry? Czy macica jest przygotowana? Czy endometrium receptywne? Czy się uda zagnieździć?
4. Oczekiwanie na wynik: czemu to tak długo trwa?!!
I ostatni etap załóżmy pozytywny:
5. Ciąża.... - ekscytacja, podniecenia, niesamowita radość, która trwa czytając pamiętniki innych dziewczyn dosłownie chwilę 😉 bo potem kolejne stresy i zapytania, odnośnie bety, akcji serca, wymiarów, badań prenatalnych itd... Itp...
Podsumowanie, my kobiety jesteśmy niesamowite, lubimy mieć o czym myśleć i chyba lubimy mieć problemy 😁 Mamy za dużo połączeń nerwowych w mózgach. Faceci mają swoją szufladkę w mózgu "nic" i potrafią się kompletnie wyłączyć i nie myśleć i przede wszystkim nie układać miliona scenariuszy na wydarzenie, które jeszcze nie miało miejsca. Szczerze zazdroszczę.
Dziś 4 dc... Na razie z mężem nie poruszamy tematu ani dziecka, ani decyzji o dawcy... Myślę że ja czekam, aż yo on zacznie gadkę o tym... A on teraz praktycznie całe dnie pracuje..
Decyzja o skorzystaniu z dawcy jest bardzo trudna, ale ja się chyba zaczynam z nią oswajać. Po prostu wiem, że inna opcja nam ciąży nie da...
9cs 16dc
Urlop, urlop i po urlopie. Nie mogę narzekać bo czeka mnie 2 tygodnie i znów urlopik ☺️
Było super, odpoczęłam, a co najważniejsze oderwalam głowę od starań. Oczywiście grzeszki też się zdarzyły dietetyczne plus troszkę alko, ale stwierdziłam że nie mogę być wiecznym niewolnikiem tych wszystkich restrykcji.
Mierzę temperaturę w tym cyklu, ale pomiary w sumie niemarodajne bo wstalawalam o różnych porach itp.
Tak więc w tym miesiącu niczego nie oczekuję, na nic się nie stawiam. Gdzieś z tyłu głowy mam nadzieję, że właśnie ten słynny "luzik" przyniesie niespodziankę, ale jestem raczej realistką..
Nienienienienie - ktoś tu się rozkręca 😂🙈 stawia na gadanie A jedzenie-jak prawdziwy chłop- mama szynka,ziemniak A nie jakiś jogurcik 🙈 zdecydowanie od jutra nad tym pracuje
A no i plucie jest super🤪
Pola dzisiaj pyta o dokładkę sałatki,później prosi o jabłuszko-moja duma❤
Ja po dentyście. Zostałam pochwalony za zęby *jedna,mała luka tylko była:) na razie spokój,jutro Endo:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 sierpnia 2020, 19:34
Już po wizycie o lekarza. Przepisał mi glucophage 2x1 a po 10 dniach 3x1.
Już tydzień jak przyjmuje ten lek i miko obaw bo naczytałam się wiele o skutkach ubocznych jest naprawdę okej. Dziwne to wszystko bo wazę 47/8 kg i mam 164cm a androgeny podwyższone właśnie przez iO... No ale czytałam ze ten lek naprawdę u niektórych działa cuda także mam jakąś motywacje... muszę za 3 mieisiace powtórzyć wyniki i wtedy do lekarza!
20t 6dz
w 20+4 miałyśmy połówkowe
Malutka ma wszystko co potrzeba w dobrej ilości i wielkości. wynik badania jest bardzo dobry:)
niepokoi mnie tylko lekka niedomykalność zastawki trójdzielnej. Lekarka mnie uspokajała, że w całej karierze spotkała dużo takich przypadków, ale żaden nie zakończył się wadą - poprostu teraz te chrząstki są miękkie i dlatego troszkę tej krwi może się cofać - sama budowa serduszka jest ok.
do rozważenia mamy echo serca Malutkiej ale ta lekarka też je wykonuje i powiedziała, że wynik będzie ten sam - budowa prawidłowa, lekka niedomykalność czynnościowa.
nie stresuję się tym jakoś mega, mam to z tyłu głowy. wierzę, że to minie za jakiś czas jak Mała podrośnie troszkę
jak na razie ważyła 353 g 😁 mój Mały Olbrzym 😊
co do dolegliwości, to nie służy mi łykanie żelaza- jeżeli chodzi o samopoczucie, bo mam nadzieję, że pomoże na płytki krwi i czerwone krwinki 😊
czekam też na 2 próbę alloprzeciwciał, bo jestem rh ujemna. pierwsza próba była ujemna, mam nadzieję, że teraz też tak będzie 
generalnie poranki i wieczory są słabe, ale jak się rozruszam to i mi mózg wraca 😂 ogólnie l4 bardzo mi służy
jestem wychillowana jak na mnie na maksa:)
szef do mnie telefonował w zeszłym tyg. nie żeby gadać o pracy ale tak poprostu, żeby się zapytać jak się czuję i czy wszystko ok. to było bardzo miłe
powiedziałam mu już, że nie wrócę przed porodem na pewno. od września przychodzi osoba na zastępstwo za mnie - świetny specjalista, także jestem spokojna o moje obowiązki 😊
Mąż się ze mnie śmiał ostatnio, bo wpadłam do niego do pracy i wszyscy pytali co tam, jak się czuję itp. no i podobno tak dużo pozytywnej energii w sobie miałam i entuzjazmu, że aż nie wierzył że ja to ja 😂😂😂 a no mam, zaczęłam wierzyć, że będzie dobrze, cieszę się z każdej zgagi, ciągnięcia w boku czy bólu cycków. całe życie na Nią czekałam i wierzę, że teraz będzie dobrze 😊 poprostu musi być dobrze ❤
Męczą mnie wymioty nie tylko rano ale także ww ciągu dnia. Brak siły na wszystko. Dziś 8 tydzień plus 5 dni.
8tc tak mówi aplikacja
Zgaga i mdlości odpusciły tak bardzo je chcialam chyba nie wiedziałam co pisze 🙈 musze powiedzieć, że wczoraj i dzisiaj się wyspałam pewnie dlatego, że jest chłodniej naprawde bardzo dobrze się wczoraj czułam było czym oddychać w weekend znowu mają wrócić upały jak ja to przeżyje nie wiem.... W domu strasznie mi się nudzi ale tez jakiś leń mnie dopadł w pracy szybko mijał czas i wiecej energii miałam musze znaleźć jakieś zajecie narazie jest etap czekania na kolejną wizytę 🙈
Mąż dzisiaj wyjeżdża na wypad z kolegami za granicę wraca w Niedziele cieszy się z tego wyjazdu jak dzieciak.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.