Wyłączyłam się. Zamknęłam się w sobie. Nie ma mnie.
Porzuciłam ovufriend. Nie wychodziłam z domu. Nie odbierałam telefonów.
Kompletne załamanie.
Wyniki Małżyka są tak złe, że chwilowo lekarze nie dają nam właściwie żadnych szans.
Kiedy u mnie już wszystko zostało wyregulowane to zabawę z diagnostyką zaczynamy od nowa, tym razem u niego. I czekamy na powtórkę badań.
Tylko, że im gorsze są wyniki badań tym bardziej się uspokajam. Skoro tak po ludzku my nic już nie możemy zrobić to po co się szarpać? Pozostaje liczyć na cud. 
Dziś w chodzę w 7 miesiąc, i w ostatni 3 trymestr ale ten czas leci 
Już niedługo zobaczę swoją kruszynkę.
Dziś też przyszła zamówiona paczką, więc część wyprawki szpitalnej dla mnie już mam 
Wczorajszy dzionek zaliczam do bardzo udanych, zrobiliśmy sobie wycieczkę jednodniową do Zakopanego, byliśmy na termach troszkę się powygrzewać. Później dobry obiadek i wizyta u znajomych - górali
Troszkę sobie popłakałam, bo właśnie ta znajoma jest w 6 m-cu ciąży i tak jakoś mi się żal zrobiło. Ale cieszę się jej szczęściem 
Dziś powrót do szarej rzeczywistości. Jutro rozbię powtórkę TSH i anty - TPO i w czwartek do endo. Już się nie mogę doczekać.
Dziś będzie dzień narzekania a co.... od samej niemal ovu boli mnie podbrzusze, ciągnie, kłuje, kurczy się... dziś apogeum zeżarłam no-spę--> odrobinę lepiej. Cycki mnie bolą i nie mieszczą się w ulubiony cyckonosz---> ryk i smarkanie, spać mi się chce i siły nie mam---> ryk, mam zgagę---> jeść nie mogę----> słabo mi---> ryk. Ciągle beczę---> jak owca i mam SAMA SIEBIE TOTALNIE DOŚĆ bez kija nie podchodź 
Do tego to nie PMS---> bo wtedy warczę na ludzi... może to wina tego cholernego Letroxu
Małż w pracy a ja odpoczywam z maluszkiem. Każdego dnia coraz bardziej czuje obecność maluszka i wiem że jest ze mną. Dzisiaj od rana bóle jak na @ pewnie to przez rozciągającą się macice.Do tego meeega wrażliwe piersi. Już za dwa tygodnie z hakiem wizyta. Nie mogę się doczekać. Na domiar wszystkiego dowiedziałam się wczoraj że moja kolezanka, która starała sie też z mężem o dziecko prawdopodobnie jest w ciąży. Tak się ciesze ich szczęściem. Między naszymi dzieciaczkami będzie miesiąc różnicy jak dobrze pójdzie.
*****
Pochylona nad maleńkim snem,
Liczę po matczynemu oddechy.
Pokrywki z powiek stukają bezgłośnie.
Zagotowała się słona zupa ze wzruszenia.
Zamyślona, przy niewinnym istnieniu,
Dotykam uśmiechem muszelek uszu.
Skrzydlate dłonie otaczają wszystko.
Zamknęła się miękka, opiekuńcza brama .
Pokrzepiona dawką tkliwego widoku,
Przykrywam pocałunkiem policzki.
Myśli poukładane na kupkę spełnienia,
Śpiewają w rytmie serca:
Jestem mamą!
Jestem mamą!
Jestem mamą!
Właśnie rozpoczęłam 8 tydzień ciąży.
Jeżeli nic się nie zmieni to ten najpiękniejszy okres 9 miesięcy będzie dla mnie dość trudnym i męczącym. Jestem wykończona, cały czas zmęczona, zero energii, nie mogę iść na spacer na zakupy bo zaraz się męczę i jestem do niczego.
Okropne zaparcia, a co za tym idzie bóle brzucha! 
a najgorsze: MDŁOŚCI!!!
Trwają cały dzień. Od rana do wieczora. Naprawdę mam dosyć. Nie wiedziałam, że to może być aż tak męczące...

No i mój wspaniały brzuszek, który rośnie w tempie ekspresowym, chyba naprawdę zamieszkały tam dwie fasolki. 
Nie wiem czy uda mi się ukryć ciąże do świąt 
No i przede mną jeszcze pierwsze badania krwi, które muszę zrobić w przeciągu 2 tygodni.
Szukałam, porównywałam ceny w laboratoriach i wychodzi mi za każdym razem ok 300 zł.
]
Kochane też tyle płaciłyście czy może powinnam szukać dalej?
22 dzień cyklu, drugi dzień wyższych temperatur, 5-ta wizyta u lekarza/monitoring c.d
- dzień dobry Panie Doktorze
- dzień dobry i zapraszam na badanie
- chyba się coś działo w weekend bo już drugi dzień wyższych temperatur
- może, zobaczymy, ale właściwie w 22 dc to trudno mówić o owulacji
/jak to trudno, przecież owulacja może wystąpić nawet w 28 dniu cyklu, oczytałam się o tym i wiem doskonale, niektóre dziewczyny w tak późnej owulacji zachodziły w ciąże… No ale nic siedzę cicho i się nie odzywam bo przecież lekarz mądrzejszy…
Po chwili….
- coś tu się działo, ale obraz jakiś nie standardowy
- to znaczy? Była owulacja czy nie? To z skąd wyższe temperatury?
- zrobi Pani dziś progesteron, LH i estradiol i zobaczymy jakie wyjdą wyniki. Zadzwonię do Pani ok. 14:00 i poinformuje co dalej
12:47
- tak jak myślałem, jest Pani już po owulacji. Zapraszam po Nowym Roku.
K…wa mać! Zapłaciłam kupe kasy w tym miesiącu za badania, monitoring, wizyty a ten co? Zapraszam po Nowym Roku. A poza tym co to za monitoring??? Sama wiedziałam lepiej kiedy była owulacja. Ech…. Trzeba chyba się udać do innego lekarza.
No i nastepny cykl rozpoczety. Troche jestem tym podlamana. Co jesli juz nigdy nie dostane drugiej szansy? Straszna perspektywa. Jednym slowem masakra. Probuje z calych sil sie nie poddawac.
dopiero 10dpo więc może za wcześnie na gratulacje
beta HCG 46,27 mlU/ml
Wartości referencyjne
ciąża 1,3 - 2 tydzień 16-156 mlU/ml
ciąża 2- 3 tydzień 101-4870 mlU/ml
ciąża 3- 4 tydzień 1110-31500 mlU/ml
ciąża 4- 5 tydzień 2560-82300 mlU/ml
ciąża 5 - 6 tydzień 23100-151000 mlU/ml
ciąża 6- 7 tydzień 27300-233000 mlU/ml
ciąża 7- 11 tydzień 20900-291000 mlU/ml
ciąża 12 tydzień 16684-127939 mlU/ml
ciąża 13 tydzień 10743-89074 mlU/ml
narazie jeszcze to do mnie nie dotarło
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2013, 15:05
Ciąża rozpoczęta 1 listopada 2013
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 października 2014, 12:19
moje cialo mnie zawodzi!! I to bardzo!! w poprzednim cyklu mdlosci I w brzuchu dziwne uczucia! w tym cyklu od wczoraj sutki bola mnie tak jak nigdy! a orzeciez mowilam temu mojemu cialu zeteraz nie swirujemy, ze spokojnie czekamy do15 go zeby wtedy dopiero sie okazalo ze sa jakiekolwiek objawy. ma byc spokoj I bez napinki tylko jak. no pytam sie grzecznie jak!!!
Próbować, nie próbować - oto jest pytanie. A może cykl na straty?? Brak mi odwagi. Szkoda, że nie jestem jak ten "...mały silnik, który może wszystko..."
Odwaga Cody’ego
W chwili wypadku Cody miał sześć lat. Siedział na tylnym siedzeniu, gdy pijany kierowca najechał czołowo na ich rodzinny samochód, zabijając zarówno jego matkę, jak i siostrę. Cody przeżył, doznając tylko złamania nogi. Na ironię losu, matka wiozła go do szpitala, gdzie miał być leczony na białaczkę.
Gdy ojciec Cody’ego, zawodowy wojskowy zjawił się w szpitalu, lekarz położył swoją dłoń na jego ramieniu próbując go pocieszyć: „Proszę nie zapominać, że ma pan jeszcze syna”.
Mężczyzna odparł na to: „I tak ma umrzeć. Dlaczego to nie on zginął?” Opuścił szpital i nigdy nie powrócił. Od tego dnia wszelkie wskazówki związane z opieką nad Cody’m przekazywał listownie.
Małgorzata, przełożona pielęgniarek, opowiedziała mi o Cody’m w dniu, w którym zgłosiłam się jako wolontariusz do pracy w miejscowym szpitalu. „Mam dla pani odpowiednie zajęcie – powiedziała. Mamy szczególne dziecko, które jest w pokoju na oddziale dziecięcym razem z trzema innymi chłopcami. Wszyscy oni potrzebują zastępczej matki.
Małgorzata poprowadziła mnie do ich pokoju. Ci trzej chłopcy natychmiast zamilkli i usiedli. Chcę, żebyście poznali Lindę – oznajmiła to w czasie, gdy przechodziła od jednego łóżka do drugiego, poprawiając poduszki. Jeżeli będziecie grzeczni, to może wam coś poczyta.
Zaskoczył mnie groźny stan wszystkich pacjentów tego pokoju. Michał był najstarszy. Jego głowę zniszczyła najstraszliwsza choroba – rak. Obok niego był Kuba, czarny chłopak, którego noga wyglądała nieciekawie po poważnym pożarze. Później dowiedziałam się, że był ofiarą złego traktowania. W następnym łóżku był Robert. Na skutek leukemii znacznie osłabiony i mógł się jedynie trochę podnieść i oprzeć na łokciu.
Potem przedstawiła Cody’ego. Był odwrócony tyłem. Gdy zwróciłam się do niego, wydawał się wciskać jeszcze bardziej w róg łóżka.
Małgorzata wzięła książkę z półki i wręczyła mi ją. Zaczęłam czytać. Moi nowi przyjaciele przysunęli się bliżej i słuchali z uwagą – wszyscy z wyjątkiem Cody’ego. Tylko kłębek jego bezwładnych blond włosów i opatrunek na jego lewej nodze wystawał spod prześcieradła, którym się nakrył. Gdy skończyłam, chłopcy nalegali, żeby przeczytać im kolejne opowiadanie. Postaram się wrócić wkrótce – powiedziałam, mając nadzieję, że nie wyczuli wahania w moim głosie. Gdy się odwróciłam, żeby pomachać im ręką na pożegnanie, zauważyłam, że Cody w dalszym ciągu był nakryty i nie wypowiedział żadnego słowa.
Spotkałam Małgorzatę w pokoju śniadaniowym. Jej wykrochmalony biały strój pasował do niej. Była w każdym calu profesjonalistką w swoim fachu, jednak jej szare włosy, które wysuwały się spod jej czepka, świadczyły o jej delikatności i współczuciu. Chodź i usiądź – powiedziała wskazując na stolik. Weź sobie herbatę i powiedz mi o pierwszych wrażeniach.
Objęłam dłońmi gorącą filiżankę z herbatą. Małgosiu, nie wydaje mi się, żebym się nadawała. Nie mam przygotowania do zajmowania się dziećmi tak poważnie chorymi.
Wiem co masz na myśli – powiedziała – Bardziej niż czegokolwiek ci chłopcy potrzebują uczucia. Zwłaszcza Cody. Już sześć miesięcy upłynęło od wypadku, ale ze względu na jego kości, które są zbyt kruche na skutek białaczki, nie można zrobić operacji nogi. Jednak najbardziej niepokoi mnie jego nastawienie. Nic tak nie zżera człowieka i pozbawia go życia jak rezygnacja. Ty właśnie możesz okazać się wielką pomocą w zmianie tego nastawienia.
Długo wracam do domu, cały czas intensywnie myśląc. Zaledwie miesiąc upłynął od chwili, gdy lekarze skierowali mnie do neurologa. Paraliżujące bóle głowy sprawiły, że stałam się w ogóle nie sprawna. Przy pomocy topografii komputerowej lekarz wykrył u mnie raka, który umiejscowił się u podstawy mózgu. Jego odnogi obejmowały rdzeń kręgowy, co uniemożliwiało przeprowadzenie operacji. Wiadomo było jaki będzie finał.
Niezdolna do pracy, zaczęłam szukać jakiegoś zajęcia aby zapomnieć o strachu, który paraliżował moje życie. Praca wolontariuszki w miejscowym szpitalu wydawała mi się właściwym rozwiązaniem. Suma sumarum, szczera zachęta Małgorzaty przekonała mnie.
Zorientowałam się, że chłopcy uważnie słuchają. Każdego dnia zjawiałam się u nich przed drzemką. Zawsze rozpoczynaliśmy od gier. Cody w dalszym ciągu nie chciał mówić i jego współmieszkańcy zastępowali go w czasie zabawy. Gdy przychodziła na niego kolej mówili za niego.
Moje przyjazdy były coraz częstsze. Bawiliśmy się i śmialiśmy, a każde odwiedziny kończyliśmy jakimś opowiadaniem. Potem układałam ich do snu i na pożegnanie całowałam. Kiedy już zasypiali, wymykałam się z pokoju niezauważalnie.
Jednego popołudnia, tuż przed wyjściem, zasunęłam kotarę otaczającą łóżko Cody’ego. Gdy kierowałam się już do wyjścia usłyszałam – Nie odchodź. Czy rzeczywiście Cody przemówił? Czy też tylko moja wyobraźnia zażartowała ze mnie?
Zerknęłam za kotarę. Cody w dalszym ciągu był zwrócony do ściany. Przemówił znowu – Proszę nie odchodź jeszcze.
Gdy inni spali ja usiadłam i zaczęłam czytać. Przez długą chwilę, będąc odwrócony tyłem do mnie, Cody zerkał przez swoje ramię. Pod koniec czytania, pochyliłam się nad nim, pogłaskałam go po włosach i pocałowałam w policzek. Zobaczymy się jutro, na pewno – powiedziałam.
Każdego dnia przeznaczałam osobny czas tylko dla Cody’ego. Cieszył się zwłaszcza z opowiadań pod tytułem „Mały silnik, który może wszystko”. Jest to opowiadanie o lokomotywie, która musiała ciągnąć swoje wagony bardzo ostro pod górę. Sapiąc mały silnik powtarzał stale „myślę, że potrafię; myślę, że potrafię”, aż wydostał się na szczyt i wypuścił parę „wiedziałem, że dam radę; wiedziałem, że dam radę”.
Codziennie czytałam mu tą książkę. Poruszałam swoje ramiona jak koła tego pociągu i odgrywałam poszczególne role. Aż tu któregoś popołudnia Cody odwrócił się do mnie. Jego oczy zawierały iskierkę uśmiechu. Nagle usiadł i zaczął mnie naśladować. Wykonując podobne ruchy jak ja powtarzał – Myślę, że potrafię, myślę, że potrafię. Miał słodki uśmiech, a po jego policzkach przesuwały się piegi.
Cody – zawołałam – to jest wspaniałe! Pociągnęłam go delikatnie do siebie i objęłam. Przez chwilę razem odgrywaliśmy scenę, i po raz pierwszy usłyszałam jego śmiech. W dalszym ciągu jednak był słaby i zaczął kaszleć. Żeby nie za dużo, czas na odpoczynek. Gdy pocałowałam go na pożegnanie Cody objął mnie za szyję i uściskał.
Cody powoli otwierał się do sióstr – pielęgniarek, ale dalej nie odzywał się do mężczyzn. Powiedział do Małgorzaty, że przypomina mu jego babcię, Nianię. Była mu przed śmiercią bardzo bliską osobą.
- Czy mogę od czasu do czasu zwrócić się do ciebie Nianiu? – zapytał nieśmiało.
- Oczywiście – odpowiedziała Małgorzata – będę twoją nianią kiedykolwiek zechcesz.
- Nianiu…pamiętasz dzień mojego przybycia tutaj? – zapytał. Głos jego zniżył się do szeptu.
- Tak, pamiętam – odpowiedziała i usiadła na brzegu łóżka.
- Po oglądnięciu mojej nogi lekarz poszedł z moim tatą do innego pokoju – Cody przerwał, zmagał się ze sobą przez dłuższą chwilę – mój tata powiedział, że powinienem umrzeć.
Małgorzata wyciągnęła ręce ku niemu i Cody schował swoją twarz w jej ramionach.
- Wiem – odpowiedziała cicho - Wiem, słyszałam go także.
Wtedy po raz pierwszy od wypadku zapłakał.
Pomimo słabnącego zdrowia, Cody stawał się coraz weselszy. Rozmawiał i bawił się z pozostałymi chłopcami. Ciągłe zmiany wagi ciała, czasami napady śpiączki. Jednak nie ważne jak ciężko było, Cody każdy dzień witał spokojnie i w sposób zrównoważony, powtarzając sobie: Myślę, że potrafię, myślę, że potrafię. Ciekawa byłam czy będzie mnie stać na taką dzielność, gdy przyjdzie mój czas.
Spędziliśmy wiele godzin razem. Próbowałam dotrzymać i dorównać jego entuzjazmowi, miałam świadomość, że jednak go tracę.
O ile wiem, nikt nie powiedział Cody’emu, że umiera; ale on dobrze o tym wiedział. Z tą świadomością zadawał okrutne, trzeźwe pytania.
- Czy Bóg kocha nas, gdy postępujemy źle? – zapytał mnie.
Przez moją głowę przebiegła modlitwa i prośba o pomoc. Boże proszę, wskaż mi co mam mu powiedzieć. – Oczywiście kochanie ale nie przejmuj się, nie zrobiłeś nic złego.
Wyczołgał się ze swego łóżka i usadowił się na moich kolanach. – Czy wybaczy mojemu tacie?
Nagle uświadomiłam sobie, że Cody nie myślał wcale o sobie. Znajdując się w krytycznym stanie zdrowia, Cody myślał o ojcu, który porzucił go; martwił się o niego, czy Bóg okaże mu litość i współczucie.
Próbowałam mówić spokojnie: Cody, wierzę, że kiedy przyjdzie właściwy czas, twoja matka i twoja siostra i Niania będą razem z tobą, i wierzę bardzo, że i ojciec twój również tam będzie.
Wydawało mi się, że przyjął moje krótkie wyjaśnienie wiary i już nigdy więcej nie mówił o Bogu. Był całkowicie spokojny, bez obawy o przyszłość. Zauważyłam, że stopniowo także i we mnie narastał pokój.
W ostatniej godzinie życia, Cody z trudem łapał oddech i momentami tracił świadomość. Odzyskując ją za każdym razem ściskał mocno moją dłoń i mówił – Myślę, że potrafię, myślę, że potrafię. Kiedy wypowiedział to po raz ostatni widać było z jego oczu, że nie ma już sił walczyć z ogarniającym go głębokim snem. Spojrzał na mnie i wyszeptał – Kocham Cię.
- I ja – odpowiedziałam cicho. Nie wiem, czy usłyszał. Odszedł ode mnie na zawsze.
Po jakimś czasie rak w mojej głowie ucichł i niebezpieczeństwo minęło. Być może, któregoś dnia Bóg objawi mi powód, dla którego pozwolił mi żyć dłużej. Ale ja nie jestem już tą samą osobą, co przedtem. Małe rzeczy ważą bardzo wiele; zapach pieczonego chleba, mruczenie kota, deszcz ale przede wszystkim, i to za sprawą odwagi, którą wykazał Cody, że przyjmuję każdy dzień jako dar Boży i staram się jak najlepiej go przeżyć, tak jak to robił on.
Kochany Cody, myślę, że potrafię. Wiem, że potrafię.
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2013, 16:16
A więc pomału wprowadzamy w życie nowy plan 
23.12 M oddaje nasienie do posiewu.
Na jutro wizyta do gina umówiona, zobaczymy czy owulka już była i co to za plamienia w czasie okołoowulacyjnym. Pokaże też wyniki mojego m, ciekawe co gin na nie powie. W ogóle to mam tyle pytań, że chyba z godzinę w gabinecie posiedzę 
Napisałam też do Mniszek Zakonu św. Dominika z prośbą o modlitwę i pasek. Dzisiaj dostałam odp. że jutro wyślą pasek i modlitwy 
Ciąża rozpoczęta 1 listopada 2013
beta hcg 46,27 
po poinformowaniu męża jadąc do sklepu zapytał "Coś słodkiego chcesz? A może śledzika?"
Mój kochany wariat
trzymajcie kciuki aby teraz wszystko było oki 
dziś resekcja kilka szwów i po krzyku trochę bólu i poszło . teraz odpoczynek po pracy .
Jeśli od roku (a jeśli masz powyżej 35 lat od 6 miesięcy) bezskutecznie starasz się o dziecko nie zwlekaj dłużej, zgłoś się do lekarza i poproś o zlecenie wykonania badań ogólnych zarówno przez Ciebie jak i Twojego partnera. Minimum badań, które powinniście wykonać to: analiza nasienia (badanie plemników), monitoring owulacji (sprawdzenie czy owulacja występuje), pomiar stężenia głównych hormonów we krwi (określenie rezerwy jajnikowej), badanie ultrasonograficzne macicy i jajników oraz histerosalpingografię (HSG – badanie drożności jajowodów i jamy macicy).
No i nadszedł kolejny dzień... Dzień pełen nostalgii, smutku i wielu myśli w głowie.
Wszyscy dookoła myśleli, że mam zły humor a ja po prostu byłam smutna...
I te ciągłe gadania dookoła o dzieciach...
Jak człowiek musi być strasznie silny, żeby pokonywać te przeciwności, które życie przed nim stawia. Nawet głupie rozmowy o dzieciach w pracy. Aż chciałam krzyknąć "Zamknijcie się!". Ale nie, nie zrobię tego. Będę silna. Dam sobie radę. Nie powiem im. Nie chcę współczujących spojrzeń ani dziwnej atmosfery.
Ciąża jest dziwna. Przynajmniej moja- najpierw schudłam i martwiłam się, że to zagraża dziecku, teraz tyję z prędkością światła i też mam wrażenie, że to niedobrze dla malucha. Czy Wy też tak stale się o wszystko zamartwiacie? Mój synek ciągle się nisko układa i wisi nade mną komentarz ginekolożki: leżeć, bo jak nie, to będzie przedwczesny poród.
Za kilka dni idę do innego lekarza, bo mam dość jej wstrętnie akordowego podejścia do pacjentek- mimo, że płacę za wizyty prywatnie. Potrzebuję konsultacji i informacji, co z moim dzieckiem- bo nawet nie wiem, jak jest duże, czy wszystkie narządy rozwijają się prawidłowo itd...
dzisiejsza beta HCG 46,27 mlU/ml
Narazie obchodze się z dystansem bo 4 dni przed spodziewaną @ pokusiło mnie zrobienie testu sikanego
a potem poleciałam na bete. Narazie ciąża nie potwierdzona przez lekarza, idę za pare dni a dokładnie w czwartek
Mam ogromnego stresa że to tylko sen który pęknie jak mydlana bańka
więc trzymajcie kciuki aby tym razem było wszystko w porządku 
Wartości referencyjne
ciąża 1,3 - 2 tydzień 16-156 mlU/ml
ciąża 2- 3 tydzień 101-4870 mlU/ml
ciąża 3- 4 tydzień 1110-31500 mlU/ml
ciąża 4- 5 tydzień 2560-82300 mlU/ml
ciąża 5 - 6 tydzień 23100-151000 mlU/ml
ciąża 6- 7 tydzień 27300-233000 mlU/ml
ciąża 7- 11 tydzień 20900-291000 mlU/ml
ciąża 12 tydzień 16684-127939 mlU/ml
ciąża 13 tydzień 10743-89074 mlU/ml
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2013, 19:38
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.