Humorek wrócił na dobre i oby na stałe.. I tak jak myślałam OF wyznaczył owu na poniedziałek.. ehh jedyny dzień bez serduszek.. na ale może wcześniejsze serduszka coś zdziałają.. póki co spokój, luzik, zero stresu - przynajmniej próbuję 
A jednak można żyć inaczej, już nie ryczę codziennie, wyszłam z dołka
i oby to trwało jak najdłużej 
I'm back from the trip to Warsaw
Więc, jak poszło ? Może zacznę od początku. Wyjechaliśmy duuuużo za wcześnie, ale to się okazało niestety za późno. Do W-wy dotarliśmy ok. 4:30, bo w nocy ZERO ruchu, po prostu niemożliwe, a jednak. No więc podjechaliśmy pod Medivę i spaliśmy w samochodzie do 8:00. Czad, spać w samochodzie w centrum W-wy. Nie sądziłam, że to kiedyś przeżyję. Ale nie mieliśmy siły nigdzie się ruszyć. Poza tym W-wa zasypana śniegiem, zimno, a u nas już wiosennie, więc niespecjalnie ciepło się ubraliśmy, niestety. W każdym razie, jak weszłam już do środka, to nie byłam pierwsza, choć na liście wizyt i owszem. A dlaczego ? Przyszło małżeństwo z synkiem w wieku 4 lat i malutką, drobniutką dwutygodniową niunią. Oczywiście men trzymał bukiet róż, a mamusia zdjęcia rodziny. Przyszli po prostu podziękować. Obydwie ciąże i dwa Cuda dzięki dr Jerzak. Po chwili przyszła jeszcze inna młoda dziewczyna, w widocznej ciąży i też się pochwaliła, że to już drugie dziecko i drugie dzięki dr. No więc ciepło mi się zrobiło na sercu i lżej na duszy, że przecież nie na darmo tu przyjechałam. W końcu nadszedł czas mojej wizyty. Dr przejrzała wyniki i przepisała do karty. Jak już doszła do ostatniego, to szukała dalej, ale przecież nic więcej mi nie zleciła. Popatrzyła na mnie, na wyniki i zapisała mi całą stronę A4 wytycznych i leków. Oto, co powiedziała (mniej więcej): mam tylko jedną mutację typu C, która właściwie objawia się już w momencie, gdy się zaciąży, jest niebezpieczna, bo zwiększa prawdopodobieństwo urodzenia dziecka z zespołem Downa. AMH dosyć niskie, niedomoga witaminy D, ale nie ma tragedii, insulinoodporność, obraz jajników ok, ale wyniki jak u dziewczyn z PCOS (nie wiem, jakie wyniki, nie spytałam). Ogólnie, zapytała, czy jestem gotowa na In Vitro ? Ja mówię, że w ostateczności tak. No więc powiedziała tak. Pół roku kuracji z lekami, które mi przepisała, potem wyszło, że 9 m-cy, ale to zaraz. Jeśli się nie uda, to In Vitro. Zasugerowała, że dobrze by było już się zapisać, bo procedury trwają i są kolejki, a szkoda mojego czasu. Jak zapytałam, czy jest bardzo źle, czy jednak widzi jakieś szanse na naturalną ciążę, powiedziała, że szanse są. Ale szczerze mówiąc ja wyszłam skołowana, bo raz miałam wrażenie, że mówi, jakby to było oczywiste, że zajdę w ciążę, a raz, że prowadzi dwa podobne przypadki i dupa blada.Bądź tu mądrym. W każdym razie, co przede mną ? Konsultacja z dietetykiem odnośnie diety o niskim wskaźniku glikemicznym + wysiłek fizyczny, Glucophage XR 500 mg 1 x 1 (metformina), Vigantoletten 1000 (wit. D) 1 x dziennie, acard 75 - 1 X, a jeśli zajde w ciążę lub od transferu - Clexane 60 mg, kwas foliowy Acidum Folicum Richter 5 mg - 1 x, wit. B6 - 3 X 1, wit. B12 - 1 X 1, Femibiod Natal Plus2 - 1 x 1 i ewentualnie Inofolic 2 x 1 sasz., odstawić w ciąży. Po trzech miesiącach od tej kuracji, jeśli nadal się nie uda, to 6 cykli z clo w sekwencji - 3 cykle z clo, 2 przerwy i znów 3 z clo + pozostałe leki. Kontrola w ciąży z bHCG i progeteronem. Co do witamin, to się zapytałam, czy może to być kompleks witamin ? No nie, mają być osobno. Zapytałam, czy już nie muszę się kłuć i brać jakichś sterydów, ale powiedziała, że nie widzi takiej potzreby. No więc tak to wygląda. Pojechałam do apteki, kupiłam leki z recepty, a dopiero w domu spojrzałam na kartkę, że jeszcze muszę kupić te pozostałe, to je jutro kupię. Zastanawiam się, czy mam na razie brać te moje witaminki, czy od razu tak, jak kazała dr. Chodzi o to, że mam wit. D 2000, a nie 1000, a wit. B mam w jednej tabletce. No i tak myślę, że na razie kupię wszystko, co przepisała, ale jeszcze się upewnię u mojego gina, we wtorek mam wizytę, więc już niedługo. To tak to wygląda u mnie. Takie masło maślane, nadal nie znam przyczyn niezachodzenia w ciążę. Zapytałam o kontakt telefoniczny, ale niespecjalnie to akceptuje, więc jak zajdę w ciążę, to będę pod kontrolą mojego gina. Generalnie radość, że nie muszę się na razie kłuć. Co do dietetyka, to sama nie wiem, czy iść. Przecież na necie jest tyle info na ten temat.... Oj, Boże, ile tego wszystkiego, żeby się udało. Nie wiem, czy to przetrwam ? Czasami mogłabym przenosić góry, a czasami dopada mnie rezygnacja. A dziś jeszcze zaczęło mnie boleć podbrzusze, a na końcu ból miesiączkowy. Co jest ? W tym dniu cyklu ? Chyba jednak się denerwuję ...... Dzięki Bogu, jest takie magiczne miejsce - tu w pamiętniku - że można to wszystko z siebie wyrzucić i już jest lżej....... Nie staram się nawet oceniać tych moich szans, po prostu muszę iść dalej. Nic na siłę, jak się nie da, to trudno, będziemy z puzlem podróżować, bo to uwielbiam ! A teraz udaję się w podróż do łóżka, bo mnie dzień wykończył.....
Plamienia ciąg dalszy chodź dziś najmniej. Teraz byłam na siusiu i dosłownie wyleciało ze mnie różowe coś. Sam mój wykres dziś wskazuje na @ ale takiego wykresu to jeszcze nie widziałam u żadnej dziewczyny. Czekam na @ bo jestem w fatalnym stanie, chora mocno (katar i ból gardła) oraz plecy mnie strasznie bolą od łopatek po same pośladki. W pracy dali mi tak popalić, że ledwo chodzę. Już drugi dzień boli, wzięłabym ketonal ale boje się zaryzykować chodź wiem, że i tak nic nie ryzykuje. To się wie czy się jest w ciąży czy nie. ja ewidentnie nie jestem, objawy jak co miesiąc, szkoda mi wydać kasę na test, który i tak wyjdzie negatywnie.
Dziś 26 dc. Szok! Ale to pokićkane.Raz cykle króciutkie,potem nagle "normalne". Kto wie czy @ niezawita na same zajęcia! Nie nie nie,to na pewno nie to,ona na pewno przylezie!
wkońcu:)
No i temperaturka lekko opadła. I dalej nie wiem co o tym myśleć... Wykres różni się od wcześniejszych - brak nagłego wzrostu i spadku po nim, więc opcje są dwie, albo nawet trzy.
Pierwsza - ta faza lutealna będzie dłuższa niż kilka ostatnich, czyli @ przyjdzie później.
Druga - wykres jest inny bo ostatnio źle sypiam i @ przyjdzie w niedziele.
Trzecia - tym razem nam się udało...
Oczywiście najbardziej chciałabym opcję trzecią. Ale coraz bardziej w nią wątpię... Zaczynają się pojawiać tradycyjne objawy małpowe - bóle krzyża, łamanie w kościach, bóle pleców, wrażliwe wręcz bolące sutki no i ten okropny ból rozsadzający od środka... Tylko dalej nie jestem przeziębiona, no i taki dziwny jakby metaliczny posmak mam w ustach. Niczym nie umiem się go pozbyć 
No nic... trzeba zacisnąć zęby i czekać...
Zaczęło się od tego że mój poprzedni lekarz owszem robił mi badania ale niestety monitoringu już nie zlecił bo limity (nfz). Wszystkie hormony wyszły ok poza delikatnie podwyższonym testosteronem. Nastraszył mnie że to może być PCOS ale żadnych badań nie zlecił tylko kazał czekać do następnej @ :/Przepłakałam cały dzień, świat mi się w jednej chwili zawalił, ale jak już sobie popłakałam to wzięłam się do roboty i umówiłam podobno z bardzo dobrym lekarzem na wizytę prywatną 04lutego.
Opis z wizyty:
Lekarz naprawdę super, trzymał mnie w gabinecie 40min
Najpierw zrobił wywiad. Później pokazałam mu wyniki. Powiedział że wyniki są bardzo dobre, a to że testosteron jest tak niewiele podwyższony w ogóle nie wpływa na płodność i nie muszę mieć kontroli u endokrynologa.Zrobił wywiad kto ma u mnie podwyższony cholesterol (bo mimo wagi prawidłowej mam mega wysoki) i jak mu powiedziałam że mojej mamie wyszedł teraz i wszyscy od mojej mamy z rodziny mają taki wysoki to powiedział że to zapewne genetyczne jest. Zobaczył wyniki tż i tu ździwko bo wcale nie jest ok jak uważał mój lekarz.. Bo mi powiedział że jak on zaczynał studia to w 1ml spermy miało być minimum 80milionów plemników, a teraz tylko 15mln i tż ma te 15mln ale to wcale nie jest ok i mam namiary na babkę z labo gdzie mamy to powtórzyć. Dodatkowo kazał tż kupić androvit. Najpierw wylądowałam na koźle do badania, tam ok wyszło, następnie na usg. I tu była masakra bo mojej macicy znaleźć nie mógł no ale pogrzebał i znalazł przy lewym jajniku na nim było kilka jakiś pęcherzyków, prawego jajniora nie znalazł ale możliwe że moje jelita go przykryły . Badał mnie pod kątem PCOS i powiedział że te kilka pęcherzyków które są na lewym jajniku raczej wykluczają schorzenie ale jeszcze zaraz po @ będzie mi robił drugie usg żeby mieć 100% pewność.
Wnętrze wskazuje że była owulacja ale śluz płodny jeszcze jest więc mamy się kochać na lewym boku i tż ma leżeć we mnie po skończeniu 10min bo jak wyjdzie to coś zawsze ucieka i możliwe że dlatego nic nie ma z tego. Jak się dowiedział że już 1,5roku z przerwą staramy się to pierwsze pytanie czy miałam stymulację jak mu powiedziałam że nie to powiedział że jeśli tż wyniki wyjdą zbliżone to działamy z CLO. a jeśli złe to tż ma podleczyć plemniki, udać się do androloga i wtedy dopiero będziemy działać. Pewne jest że u niego zostaje bo lekarz bardzo sympatyczny i rzeczowy.... A tamten ciągle uważał że nie chce mnie hormonami ładować etc
Tż zaniósł dziś żołnierzyki do badania, wyniki będziemy mieli bardzo szybko więc czekamy co tam wyjdzie
Dodatkowo babka powiedziała że może dzwonić to ona mu wszystko wyjaśni jeśli jakieś parametry będą kiepskie. Ogólnie jestem pozytywnie nastawiona i liczę że jeszcze w tym roku zajdziemy w ciążę i będziemy mogli kiedyś powspominać czasy jak to było gdy wracało się do domu i była błoga cisza 
32tc + 0
Trzymajcie kciuki, właśnie jadę do szpitala - podczas siusiania pojawiło się trochę żywej krwi. Mała się rusza i serduszko ładnie bije ale jadę na konsultacjie.
No i stało się !
Jestem przeszczęśliwa, a jednocześnie spokojna, że wszystko będzie dobrze. Po prostu nie przyjmuję innej opcji 
Co czuję, na pierwszym miejscu piersi - ból i są nabrzmiałe, ciężkie i ciepłe. Ból brzucha, skurcze, ból w pachwinach, czasem w kroczu jakiś ból. Mdłości bardzo delikatne. Czasem jak cos zjem to czuje w żołądku lekki zawrót, ale nie na wymioty. Apetyt mam, ale wyszukany. Szukam swojego smaka, bo na razie nie wiem co bym chciała jeść.. Dzisiaj jestem w domu, bo wczoraj całe ciało mnie bolało, jak na grypę, zero sił ZERO !!! padłam po powrocie do domu. Wiec mam 3 dni na regeneracje.. ale nie chce mi się bardzo chodzić do pracy.
Kolejny plodny dzien według detektora a tempka skacze jak szalona wiec na pewno cizy nie ma to już wiemy. bylam dziś zarejestrować siebie do lekarza ginekologa a meza na badanie nasienia. dobrze się sklada ze za tydzień czyli od 17 mamy urlop tydzień to wtedy zrobimy te badania. potem z wynikami do gina i zobaczymy co będzie dalej. mam wrazenie ze cos zle robimy. albo zle interpretuje szyjke i sluz i zle to wszystko zaznaczam albo cos jes ze mna nie tak. żeby to wyjasnic trzeba by było to z lekarzem skonsultować. no zobaczymy mamy tydzień na pozałatwianie tego wszystkiego wiec może się jakos to poukłada. w każdy razie na razie się nie denerwuje ale zastanawiam się jak to możliwe ze z 1 dzickiem zaszłam w 1 cyklu staran a teraz 10 i nic i nic i nic. czasami przechodzą mnie myśli ze może Piotrek nie może...ze wyniki będą złe...że wszystko się zawali jak domek z kart. bardzo się tego boje. dla niego byłoby to straszne bo ja swoje dziecko mam a on...niestety nie tak bardzo pragnol by je mieć...no zobaczymy
już raz byliśmy zarejestrowani na badanie ale oboje spanikowalismy i nie pojechalismy do szpitala. a teraz siedze i mysle ze już dawno byśmy wiedzieli jakie sa te wyniki. noc nic poczekam do 17 i zobaczę co bedie dalej caluski dziewczynki
31 dc, 14 dpo
dalej nic sie nie dzieje...
nie zrobilam dzis testu... uhuhuhu pracuje nad swoja cierpliwoscia :]
zrobie dopiero w niedziele,ot taki jest plan
DZIS ZACZAL SIE 6 TYDZIEN
MAM TEZ NOWE WYNIKI
TSH TSH 1,90 µIU/ml 0,280 4,300 N
Progesteron Progesteron 27,31 ng/ml
faza folikularna: 0 - 1,13
faza owulacyjna: 0,48 - 1,72
faza lutealna: 0,95 - 21,0
po menopauzie: 0 - 1,0
ciąża 1 trymestr 9,3 - 33,2
ciąża 2 trymestr 29,5 - 50,0
ciąża 3 trymestr 83,1 - 160
Beta-HCG beta-HCG 8646 mIU/ml (CZYLI JEST WZROST O PONAD 66%)
kobiety (przed menopauzą, nie będące w ciąży): =< 1 mIU/ml
kobiety (po menopauzie) : =< 7 mIU/ml
Kobiety w ciąży:
3 tydz: 5,8 – 71,2 mIU/ml
4 tydz: 9,5 – 750
5 tydz: 217 – 7138
6 tydz: 158 – 31795
7 tydz: 3697 – 163563
8 tydz: 32065 – 149571
9 tydz: 63803 – 151410
10 tydz: 46509 – 186977
12 tydz: 27832 – 210612
14 tydz: 13950 – 62530
15 tydz: 12039 – 70971
16 tydz: 9040 – 56451
17 tydz: 8175 – 55868
18 tydz: 8099 - 58176
Ach tyle ostatnio się wydarzył.
Już po Urodzinkach przeszło ok teściowie byli, bratowa była (tych spotkań najbardziej się bałam ), a reszta imprezy super. Wczoraj na kontroli nasz Aniołeczek ma 23 mm wszystko jest ok mam odstawić luteinę i oczywiście L4 mdłości męczą mnie niesamowicie. Jestem w siódmym niebie. Wczoraj kupiłam mężowi (taki mały prezent) takie małe buciki że będzie Tatusiem bardzo się ucieszył.
Dzisiaj czuję się bardzo dziwnie:( Poza kłuciem w jajnikach naprzemiennych to jakoś mi tak dziwnie. Pewnie przed tą wstrętną @
Jeszcze do tego nieciekawa atmosfera w pracy. Poza tym stresują mnie te wstrętne tabletki na alergie, mogę brać nie mogę? Sama nie wiem:( Wiem tylko, że bez nich nie mam szans na funkcjonowanie. Lekarz wie, że je biorę i nic nie mówił ale jeśli zajdę w ciąże to wypytam o wszystko. Bo mój dzidizuś musi być zdrowiutki.
- poproszę jednego konia z kopytami
Od dwóch dni męczy mnie ogromny apetyt. Wczoraj po obiedzie mąż powiedział, że jest tak przejedzony, że ledwo wstał, a ja? Ja byłam głodna - dalej. Dziś powtórka z rozrywki. Czy ktoś mi na śnie wymienił żołądek na worek bez dna?!
W mojej pierwotnej wersji dotyczącej testowania, zostało równo 10 dni, ale w tej awaryjnej - tydzień. Czy tydzień nie brzmi znacznie lepiej niż 10 dni...? Czy tylko mi się tak wydaje?
Jak wyjeżdżałam z Polski, to mama podrzuciła mi do samochodu doniczkę z cebulką kwiatka. AMARYLIS, dokładnie przeanalizowałam "instrukcję obsługi" i obchodzę się z nim jak z jajkiem. Wlewam w niedzielę dokładnie odmierzoną ilość wody, codziennie przekręcam doniczkę, wszystko według zaleceń zawartych na opakowaniu. Dziś rano się budzę, a tu co?! Przegiął się niewdzięcznik przez noc. To ja się tak staram, a on mi takie numery wywija. Mam nadzieję, że się naprostuje....
No więc tak mam kompletnego doła nie wiem co znów się dzieje... Zastanawiam się czy pisać dalej tego bloga. Zaczynam wątpić... Mam ochotę przespać ren czas do terminu miesiączki i wtedy się obudzić zobaczyć i znów iść spać. Nie mam ochoty się uśmiechać - mój mąż się na mnie denerwuje ja czuję się tragicznie - chciałabym zasnąć, zasnąć, zasnąć...
Święty Dominiku pomóż, więcej nie zniosę...
Bol plecow juz trzeci miesiac teraz przeniosl sie na kregoslup, boje sie, ze to cos zlego, boje sie isc do lekarza i uslyszec diagnoze a wczesniej tekst w stylu ze zawracam jej glowe. Nie wiem co mam robic, chyba polozyc sie do lozka i wogole nie wychodzic. Napewno jestem na cos chora tylko dlaczego morfologia ktora badalam pod koniec wrzesnia wyszla wporzadku, chyba powinna wyjsc nie tak jakis symptom choroby chociaz powinien sie w niej ujawnic. Wszystko o kij rozwalic...
o, dzięki Aleksa, poszukam. 6 lat temu moja ginka zdiagnozowała u mnie PCO, ale wtedy miałam też wysoką prolaktynę. Brałam hormony i problem zniknął, tyle, że w ciążę nie zaszłam. Spoko, będę próbowała. A wizytówkę ledwo mi dała, dopiero, jak powiedziłam, że dla mojego gina (bo się znają). Buziaki 
Wczoraj powtórzyła się ta sama sytuacja..Tzn. serduszko było, ale wymuszone i w ogóle ledwo się udało. Nie wiem, skąd te problemy, czy mąż jest przemęczony, czy za bardzo się zestresował. Nie mam pojęcia, co o tym wszystkim myśleć, nigdy tak nie było... Już mnie z tego wszystkiego głowa boli. Chcę z Nim porozmawiać, ale wiem, że mężczyźni niechętnie rozmawiają na takie tematy...Zobaczymy.
Czuję presję, jaką sama sobie narzucam. W pracy już prawie nic nie robię, nie umiem się na niczym skupić, myślę tylko o tym, że chcę być w ciąży, chcę być mamą, chcę stąd uciec. Tak wiele moich życiowych dróg spotyka się w jednym miejscu, że aż mnie to przeraża. Kariera zawodowa, życie małżeńskie, realizacja marzeń - wszystko zależne jest od tego, czy uda nam się zostać rodzicami. Coraz bardziej oboje tego chcemy i coraz większe odnosimy wrażenie, że to dla nas coś nieosiągalnego. Boję się. Niech się już uda, niech to się już skończy. W każdym kolejnym miesiącu jest coraz mniej radości z tych starań, a coraz więcej nerwów i żalu i nie potrafię na to nic poradzić. Nigdy nie sądziłam, że będę aż tak emocjonalnie do tego wszystkiego podchodzić.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.