Dziś zaczyna się kolejny semestr na studiach. Mam zaje.... plan. Mam zajęcia co tydzień w piątki i soboty. I tak w tym tygodniu w piątek kończę o 20:30 (szybciej niż semestr temu), ale w soboty już do 21:45.. Za to za tydzień w piątek siedzę TYLKO do 22:00 (a w sobotę o 6 pobudka...) a w soboty trochę szybciej bo TYLKO o 21:30...
Jakbym dorwała tego co taki plan ułożył... Co 2 tygodnie będę w sobotę nieprzytomna... Masakra jakaś...


Samopoczucie na dziś - zmęczona, senna i całkowicie bez sił... Osłabienie totalne...

oj tak ćwiczyłam, że aż czarno przed oczami mi się zrobiło... folgujemy...

Bączek Pojaw się w końcu Ktosiu.... 21 lutego 2014, 09:58

Starać się na luzie, spontanicznie, nie odliczając....łatwo powiedzieć! Dotychczas kochaliśmy się przeważnie raz w tygodniu - w weekendy i to było dla nas tak akurat. Teraz, kiedy w dni płodne mamy się kochać co 2 dni, to się okazuje, że trudno robić to "spontanicznie". I z fizycznego punktu widzenia - wszytko ok, bez problemów. Ale w głowie brak fajerwerków i podniecenia takiego jak zwykle. (chociaż oczywiście niezmiennie jest przyjemnie :)) Z drugiej strony szkoda nam odpuścić. Trudniejsze te starania niż myślałam - a wydawało mi się, że będzie to się wiązało tylko z mega przyjemnościami :)

Najgorzej, że przypuszczam, że ten cykl nie jest naszym ostatnim. Choroba na początku cyklu, bezsenność, stresy. Nawet nie przywiązuje wagi do mierzenia temperatury. Testy owulacyjne leżą nie ruszone. Kicham, smarkam i czekam na @. :)

Zuzana W głębi serca 21 lutego 2014, 10:41

Właśnie po ostatniej wizycie u lekarza uświadomiłam sobie że zostaje mi tylko klinika leczenia bezpłodności albo spokojne czekanie aż fasolka do nas zawita. W drugim przypadku muszę się liczyć z tym, że może zawsze będziemy tylko we dwoje - całe życie.. Może powinnam pomyśleć nad tym aby wziąć jakiegoś psa lub kota pod swoją opiekę - aby mieć to moje małe "dziecko", którym będę się opiekować i które będzie cieszyło się jak będę wracać z pracy.. Będę wtedy miała dla kogo żyć ;-)

Ale podsumowując ranking lekarzy - moja obecna Pani doktor jest najlepsza z całej ekipy z tej przychodni. Jest najbardziej otwarta i empatyczna i myślę że nie mam co narzekać na nią - może po prostu nie ma czasu aby mi odpowiadać na wszystkie pytania ale chociaż nie traktuje mnie jak przygłupa który zawraca jej głowę..

Pani doktor nr 2 była w ciąży - na moje oko 5 miesiąc, więc była ogólnie znużona moim problemem i w sumie nic nie doradziła. Rozumiem ją bo jak w powiedzeniu - "syty głodnego nie zrozumie" tak ja z dobrymi wynikami hormonalnymi mówię jej że nie mogę zajść.. przecież zajść można - ona jest tego najlepszym przykładem..

Pani doktor nr 3 - młoda dziewczyna, może trochę po studiach. Po obejrzeniu wyników badań - panika.. Pierwsza rada - może powtórzymy wyniki badań, może wyjdzie że coś jest nie tak (badania świeże sprzed 3 miesięcy), po moim spojrzeniu zrozumiała że patrze na nią jak na idiotkę i wstępnie się z tego wycofała.. Potem strzeliła mi w twarz że może moje problemy są związane z nadwagą i że może powinnam schudnąć. Tu spojrzałam na nią jeszcze bardziej zdziwionymi oczami bo przede mną stoi większa babka ode mnie i mi takie rzeczy mówi.. Zgodzę się nie jestem super laską, mam parę kilo nadwagi ale nie czuję się skrajnie otłuszczonym babskiem co ma problem ze schyleniem się! Potem zaczęła mi truć że ona rozumie że trudno schudnąć, ale może trzeba się postarać... czułam się jakbym była u dietetyczki a nie ginekologa. Mój poziom zaufania do niej wyniósł 0%.

Pan doktor - myślałam że może mężczyzna bardziej zrozumie mój problem i mi pomoże. Niestety również się zawiodłam.. traktował mnie jak kogoś gorszego, w ogóle nie patrzył mi w oczy tylko w monitorek swojego komputerka. O takich ludzi to trzeba się wystrzegać - tak mówią na wszystkich szkoleniach marketingowych ;-) I niestety intuicja mnie nie zawiodła.. Przejrzał moje badania, zaczął tłumaczyć mi że badania miałam robione 2 lata temu - był tak ogarnięty że brał datę walidacji metody oznaczania hormonu za datę wykonania badania. Tu zdobył drugiego minusa - był całkowicie nierozgarnięty. I straciłam w ogóle zaufanie do niego.c Po czym mnie jeszcze zbadał - stwierdził że mam gigantyczną nadżerkę (która jest ze mną od kilku miesięcy) i że może mi ją usunąć ale nie tutaj tzn w swoim super prywatnym gabinecie... Tu się pobudził i zaczął patrzeć mi w oczy. Zaczął opowiadać że mam taką gigantyczną nadżerkę a on "super sondę" do wymrażania nadżerek. Jego sonda jest większa niż w innych gabinetach i on mi da namiar do swojego gabinetu i tylko w tym jego jedynym szczególnym gabinecie mogę to zrobić. Ale mi zaczął wciskać, że już mnie to bawiło na maksa;-) Jak inne lekarki mogły nie zauważyć tak "gigantycznej" nadżerki i mnie nie poinformować? No po prostu trafiłam na NACIĄGACZA, który tylko patrzy jak na moim problemie nabić sobie kasę... Poza tym że mi coś tym wziernikiem rozkwasił i teraz pobolewa a nawet krewka poleciała (typowy konował). Po minie pacjentki, która była przede mną też wyczułam że nie była zadowolona. Więc będę go omijać szerokim łukiem ;-)

Po tych wizytach:
- pierwsze postanowienie - prywatnie leczę się u mojej "starej" pani doktor;
- drugie postanowienie - zapisuję się do jakiegoś lekarza na nfz.

I muszę się psychicznie pogodzić, że może nigdy nie będę miała dziecka.. Co los da to będzie;-)

Neyla Pokój z widokiem na morze. 21 lutego 2014, 11:30

Jajnik nadal mnie pobolewa, może jednak przyjdzie ta owulacja? Ten cykl i tak stracony, antybiotyk mnie wyjałowił i trzeba męża na bok odstawić (jeszcze chociaż na 3 dni).

Dzisiaj mi się śniło, że wróciłam do domu z dzieckiem (na oko miał 8 mc-y, chłopiec). Kuba miał na imię i się w tym śnie dziwiłam, co on taki duży od razu po porodzie? A potem sobie uświadomiłam, że on przecież nie jest mój...i że go nigdy nie pokocham. Smutne. A na koniec okazało się, że moja mama tego dzieciaka komuś ukradła dla mnie. (Nawet w snach o mnie dba).

Moja mama jest najwspanialsza na świecie. Zawsze się mną opiekuje. Jak jestem chora przywozi mi zupy, pociesza jak mnie coś smuci (ostatnio często). Na tatę zawsze mogę liczyć. Nawet jak zadzwonię o niestosownej porze, to pojawi się przy drzwiach. Siostra, młodsza, czasami wredna, ale kocham ją ponad wszystko. Czas spędzony z nią (nawet w ciszy) cenię sobie najbardziej. A na końcu mój mąż - mój przyjaciel. Szkoda tylko, że nie mogę mu dać (jeszcze) dziecka...

No i byłam u lekarza.
Dostałam skierowanie do szpitala...

Mam dość, po prostu dość.
Co to za życie?
Chwila nadziei i rozpacz, chwila nadziei i rozpacz. Ile jeszcze?
Już nie jestem w stanie udźwignąć tego wszystkiego.
To za dużo dla jednej osoby.
Dlaczego los jest taki okrutny?
Czy moje życie już zawsze będzie cierpieniem?
Dlaczego nie zasługuję na szczęście? Czym sobie zasłużyłam na taki los?
Co ja takiego zrobiłam?
Chciałam tylko dać miłość.

I mamy wreszcie piatek. Prawie cala noc krecilam sie z boku na bok, nie moglam spac. Ale mimo powtarzania sobie jak mantre: bedzie dobrze, bedzie dobrze nie moglam sie "uspokoic". Na szczescie dzis wizyta byla dopiero na 9:00 wiec nie trzeba sie bylo zrywac skoro swit, ale i tak bylam polprzytomna. Doktor zaczal wzglednie punktualnie, wiec szybko przyszla moja kolej; po badaniu padlo haslo "do nastepnego cyklu", ale dr nie mial bezposredniego wgladu, czy w ogole mam sie po co zglaszac. Poszedl ze mna do laboratorium i tam panie embriolog przekazaly mi bardzo dobre nowiny. Z tych 10-ciu poniedzialkowych zarodkow do piątej doby dotrwalo 7 i tyle tez zostalo zamroznonych.
Czyli mam "po co" czekac do nastepnego cyklu :-D i na zupelnie naturalnym podejsci odbedzie sie transfer. Jeszcze nie wiem co zasugeruje prof. J czy jeden czy dwa, ale chyba bezpieczniejszy bedzie pojedynczy zarodek.
Tak mnie ta wiadomosc poruszyla, ze zamiast lez szczescia rozbolalo mnie tylko brzucho i wlasnie leze i sie kuruje nospa i meliska, a po poludniu wracam wreszcie do domu i w poniedzialek do pracy. A w marcu znowu sie zacznie. I doczekac sie nie moge i obawy mna miotaja, czy wszystko dobrze sie ulozy. Ale to za moment, takze staram sie o tym "chwile" nie myslec.
Dzieki Dziewczyny za pozytywne wibracje :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lutego 2014, 12:04

19+6

Nie mogę uwierzyć, że to już jutro - 50% ciąży i 20 tydzień!
Tak daleko zaszłam, dla mnie to coś niesamowitego, jestem taaaaaka szczęśliwa! ;-)
To teraz odliczanie do 30 tygodnia, oby szybko zleciało :D

Ostatnio wzięło mnie na rozmyślania....
Skończyłam 24 lata, w tym wieku będę miała pierwsze dziecko.
Skończyłam studia, przynajmniej pierwszego stopnia.
Wszystko układa się tak jak chciałam, oby tak było do samego końca.
Jedyne czego żałuje, to że nie udało mi się znaleźć wcześniej pracy :(

Mój mały skarb daje o sobie już wyraźnie znać.
Delikatnie kopię mamusie.
Nie da się już tego pomylić z niczym innym ;-)
Jest coraz bardziej aktywna: rano, popołudniu, wieczorem, w nocy!
Moja dziewczynka! <3

Udało mi się też chyba znaleźć szpital, w którym chciałabym rodzić.
Jeszcze tam nie byłam, więc wszystko przede mną, w internecie opinię są podzielone (jak zawsze:): mnie najbardziej przekonuje to, że:
- posiada status szpitala przyjaznego dziecku
- znieczulenie zewnątrzoponowe jest za darmo i dla wszystkich
- jest mały i powiedzmy "przytulny"

Serio zastanawiam się nad wynajęciem położnej, która będzie ze mną bezpośrednio przy porodzie, koszt takiej usługi w tym szpitalu to 800 zł, ale lepsze to niż poród w prywatnej klinice za 3200 :/
Czułabym się wtedy pewniej.
Niestety nie wierze w życzliwość polskiej służby zdrowia :/
Tym bardziej, że mój lekarz prowadzący nie pracuje w żadnym szpitalu.
Ale to jeszcze wszystko temat do obgadania :)

Na koniec inf. dla zainteresowanych :)
Dzwoniłam do NFZ:
Kobiecie w ciąży przysługuje bezpłatna opieka lekarska, nie trzeba być ubezpieczonym.
W takiej sytuacji naszym ubezpieczeniem jest nasza karta ciąży.
Zdarza się, że np. szpital odmawia pomocy kobiecie nieubezpieczonej, ale nie ma do tego prawa. W takiej sytuacji należy poprosić o odmowę na piśmie i można szpital zaskarżyć.
Większość palcówek zmienia zdanie, gdy prosimy o pisemną odmowę.

Dla świętego spokoju kobieta w ciąży może się zarejestrować w urzędzie pracy.
I tutaj druga sprawa. Urzędnik nie może zarejestrować osoby tylko w dwóch przypadkach:
- gdy nie ma przy sobie dowodu osobistego
- gdy nie ma obywatelstwa polskiego
Nie można odmówić rejestracji kobiecie, tylko z tego powodu że jest w ciąży.

Uff... to by było na tyle :)

Buziaaaki :* <3
Miłego weekendu :)

Jestem zalamana. Wlasnie przeczytalam opinie o moim lekarzu:

"Ja nie polecam doktora XXX. Twierdzi, że aby przystąpić do refundowanego in-vitro, to oprócz 2 lat starań lub roku (w zależności od wieku itp) trzeba zrobić 6 inseminacji nasieniem męża/partnera. Jest to oczywiście bzdura i wymysł doktora, by zniechęcić pacjentki do refundowanego zabiegu i aby od razu podeszły do płatnego in-vitro. Poza tym, jeśli nie jest się zdecydowanym na płatne invitro, to raczej nie będzie się starał aby inseminacje się powiodły. Wszystko musi prowadzić do płatnego invitro.
Ocenę pozostawiam pacjentkom.
Ja żałuje czasu jaki tam spędziłam, gdyż straciłam nie tylko pieniądze, czas ale i wiarę i zaufanie w lekarzy."

Mam wrazenie, ze mi dokladnie te same kity wciska! A ja zdesperowana bylam gotowa na platne in vitro!

Chyba to jest ten moment kiedy nalezy zmienic lekarza.

Czuje sie jakby mnie wlasna matka, albo najlepsza przyjaciolka oszukiwala :(

A tak mu ufalam!! :(((

- Czy ty mnie właśnie przepraszasz? – gaszek chytrze podpytuje prze telefon
- Helooooł jestem w ciąży!!! Ja nie muszę przepraszać, to są hormony!!!! – no może wczoraj przesadziłam, ale kurde dzień był straszny w pracy i trwał do 21-szej, wybuchło mi się na gaszku trochę...
- I tak już będzie do końca?
- Yyyyy, no raczej...

Dziewczyny... Ok. Jestem po tej drugiej stronie. Czy lepszej? Na pewno, no przecież do tego dążymy wszystkie tu na ovu. Czy to coś zmienia? Na razie nic. A czemu? Bo poza pozytywnym testem ciążowym, przyrastającej becie i jednorazowym wstaniu na siku o 5 rano, żadne inne objawy się mnie nie imają. Ciężko jest uwierzyć w to co się stało. Przez tyle miesięcy udało mi się zwątpić, że kiedykolwiek będę w ciąży, że teraz jakoś tego nie czuje. To jest tak jakby ktoś ci powiedział, że dostałaś 5tkę z testu, w którym zaznaczałaś odpowiedzi na chybi-trafił. Dopóki nie zobaczysz na własne oczy, nie uwierzysz. I tak też u mnie z ciążą. Dopóki nie zobaczę serduszka i zapewnienia, że wszystko ok, to jakoś tak patrzę na to z przymrużeniem oka.

Moje życie wydaje się toczyć tym samym tempem, choć do końca nie jest takie samo. Przestałam pić kawę i o dziwo mnie do niej nie ciągnie. Nie ciągnie mnie też do wina, jak to bywało„co drugi dzień normalnie“. Jem regularnie śniadania i staram się nie dźwigać. Od czasu do czasu pomyślę o imieniu dla dziewczynki, zajrzę na online sklepy ze sprzedażą chust do noszenia bejbików, pomacam się po cyckach czy coś się zmieniło i tyle...

Zostałam wyróżniona akceptacją na fioletową stronę świata i czuję się tak jakbym ze zwykłego mało znaczącego świata „staraczek“, w ciągu kilku godzin stała się gwiazdą wschodzącego BellyFriend. Nie podoba mi się to. Swiat do którego osoby starające się nie mają raczej dostępu, nie mogą komentować, ani podglądać przebiegu ciąży, bo same w niej jeszcze nie są. Wolę kolor różowy. Wiem dokładnie co to znaczy być po różowej stronie, starać się, wspierać, wrzucać głupie obrazki w komentarzach, i robić nadzieję innym nawet jak temperatura jest beznadziejnie niska. I dlatego postaram się pisać wszystkie uaktualnienia na dwóch wykresach, bo tak bardzo lubię mój stary, różowy świat.

Jak zaregował gaszek na wieści? Szału nie było. Kreski na teście liche, więc nie chcieliśmy nadziei sobie robić. Beta pozytywna, podwojona po 48h to dla niego już zdecydowany powód do napuszenia się jak kogucik. Chodzi dumny jak paw i ponoć z tego co mówi – czuje się odmłodzony. Ja? Nie czuję jeszcze nic. Poza tym, że wszystko zdaje się dziać mimo że w moim brzuchu to tak jakby poza moimi plecami albo bez mojego udziału...

Przepis na dziecko? Bosz... I co wam napisać? Powiem tak – podczas mojej ostatniej wizyty w Polsce chlałam jak typowy facet-Polak every day, paliłam jak Smok a z pińć dziennie, witamin nie brałam, jadłam co popadło. Głaskałam koty, psy, chomiki. Żadnych stymulantów nie brałam, u doktora nie byłam, stres w firmie, przeloty z kraju do kraju, na Cyprze kilka seksiurów i picie zdrowych soków warzywno-owocowych. Zero fajek, mniej z alkoholem, bo przecież przy mężu jestem porządna... Z wielkich innych inności to zagościł w naszym domu Ojciec Sroka ze swoim ziołem. Piłam co wieczór przez cały cykl. Zaskoczyłam.

Pierwsze objawy? Objawy raczej niezauważone po zapłodnieniu, teraz jak na to patrze może zauważyć powinnam. Ale mając wszystkie objawy ciążowe w cyklach niezaciążonych, pozwoliłam sobie tym razem w dupie mieć wszystkie inne oznaki do momentu pozytywnej bety. Dlatego też nie wierzyłam temperaturze ani lekko pozytywnym testom ciążowym. Teraz jednak podpowiedzią było: brak ochoty na seks, brak bólu piersi jak normalnie na okres, i zła chodziłam jak osa przez kilka dni bez powodu co normalnie mogłoby być oznaką okresu. Ale ja zła już byłam na dzień po zapłodnieniu, 2 tyg przed spodziewaną miesiączką więc raczej za wcześnie.

Założoną mam już kartę ciąży z terminem porodu na 25 października. Doktór zważył mnie (53kg), sprawdził tętno (105/70), dał kwas foliowy i krem na rozstępy. Kolejna wizyta 4 marca.

Mam zajawki trochę na to co mogę a czego nie mogę. Tylko, że ja głupia najpierw coś zrobię a potem zastanawię się czy to był dobry pomysł. Doktór powiedział, żeby żyć normalnie. No staram się. Ale jak tu żyć normalnie jak za już 8 miesięcy wykluje mi się mały koczkodan, za którego będę odpowiedzialna całe życie?


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lutego 2014, 13:08

Dziś dzień dał mi się we znaki rano chodziłam w pracy jak burza gradowa , no nigdy taka zła nie byłam , ale później ogarnęła mnie euforia . Miałam więcej energii i chęci do wszystkiego . W domu chwile poleżałam i ... usnęłam . Normalnie szok :) po powrocie do domu staram się odpocząć :)Z objawów nadal dokuczają mi mdłości :( nie wymiotuje ale mdli mnie od rana . Trochę pobolewa mnie brzuch i trudno mi mojej 3 latce wytłumaczyć że jej nie będę nosić. Ogólnie bardzo się boje , bardziej niż przy pierwszej ciąży nie wiem czemu .

O co chodzi? Sluz obecny, libido obecne, jajniki pracuja, test negatywny?! :O Moze jednak powinnam sie z tym termometrem przeprosic, bo jeszcze nie daj Boze przegapie jajo w tym cyklu! Chociaz, seks i tak jest, wiec jak ma sie cos poczac, to sie pocznie predzej czy pozniej. Wole predzej, bo nie wiem, na ile nam checi i zapalu w sypialni wystarczy! W tamtym cyklu to byla jakas porazka! Mi tu jajo peka, a maz nie moze dojsc! Ja w placz, on jeszcze wieksze nerwy. Ech... Efakt jak widac na zalaczonym obrazku. Nie chce powtorki z rozrywki! :-/

Anutka A miesiące mijają 21 lutego 2014, 15:10

poziom TSH -2,106

3 dc
jestem po wizycie u gina
zaczynamy stymulację
od dzisiaj:
clostilbegyt 1x3 tabletki od 3dc do 7dc
Metformax 2x1 tabletka na stałe
9 dc monitoring i mam mieć ze sobą:
Menopur 75 j. (na razie 5 ampułek)
Pregnyl 5000 j. 2 ampułki

Mam już wszystko oprócz Menopuru


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lutego 2014, 18:45

Tadada dam! Zaczynamy 25 tydzień. Już 3,5 kg na plusie. Oto my:

5f91c741361d3febmed.jpg

Bitwa


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 marca 2018, 08:38

klina Podobno cuda się zdarzają .. 21 lutego 2014, 18:19

Niestety :( Znów niepowodzenie.. smutno.. optymizm prysł..

Dzsiaj myśli kłebią mi się od rana.. JAK TO MOŻLIWE? O CO CHODZI?

A zaczęło się tak: Kiedyś dzień zaczynałam od FB. Od tygodnia zaczynam zawsze od ovufiend. Dzisja 3 dzień wyższej temperatury i jednocześnie 26dc. Wykres dzisiaj w końcu zaznaczył owulke - 23 dc....i wychodzi na to, że temperatura swoje a inne objawy swoje. Jakim cudem mam śluz wodnisty i uczucie wilgoci przez kolejne 3 dni po owu? no i dlaczego ciągle niesamoicie wysokie libido? Hormony wariują podczas próby przywrócenia ich do normy?

A wizyta u gina dopiero w okolicach kwietnia! i pewnie po niej kolejne obserwacje, pytania i rozpoczęcie kolejnego roku starań. Dzisiaj mam doła...

kaja91 Starania mamy 21 lutego 2014, 19:08

Ciąża rozpoczęta 23 stycznia 2014

kaja91 Starania mamy 21 lutego 2014, 19:10

Znow tu jestem ale teraz jestem tu z towarzyszacym mi strachem co bedzie dalej boje sie ze kolejnej straty nie zniose....

Nareszcie...zawitał do mnie pierwszy okres po poronieniu..tyle się na niego naczekałam...ale w końcu jest.. Teraz tylko czekać aż się skończy i do szpitala na dzień dwa na badania..potem wyniki..i jak już je będę miała to będziemy mogli zacząć starania <3 choć profesorka kazała poczekać 3-4 cykle.. :( no ale zobaczymy co wyjdzie z wyników.. Doszłam do wniosku, że co mi da jak poczekamy 1 cykl a jak np.4 cykle...będzie lepiej? czy jak? co ma być to i tak będzie.. nie da się oszukać tego co nas czeka.. :(
Czasami ciąża z pierwszego cyklu jest mocniejsza, silniejsza niż ta po pół roku czekania..
A wiadomo ile teraz przyjdzie nam się starać? nie..nikt tego nie wie.. więc wolę zacząć wcześniej.. i tak już straciliśmy dużo czasu..jakbym wiedziała, że tak właśnie będzie..to byśmy zaczęli starać się o maleństwo co najmniej 3 lata wcześniej.. bo i tak w sumie długo już ze sobą jesteśmy.. ale kto to mógł przewidzieć..?!

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)