pierwsze cykle, w których się staraliśmy jakoś mijały, ale teraz już zaczęłam się bardzo niepokoić faktem niemożności zajścia w ciążę, tym bardziej, że wokoło każdy ma wielodzietne rodziny, mnóstwo dzieciaczków, a u nas cisza, nawet już rodzice nasi przestali się dopytywać o wnuki... :(

na początku podchodziłam do tego tak, że jak się uda to dobrze, a jak nie to będziemy się starać dalej... mąż mnie pociesza, że ludzie się latami starają, a ja płaczę tak, a minęło zaledwie pół roku...

Bączek Pojaw się w końcu Ktosiu.... 25 lutego 2014, 16:21

Baby boom!
Gdzie nie spojrzę kobiety w ciąży! W pracy koleżanka rodzi w wakacje, kolegi dziecko urodzi się w marcu. Na facebooku co chwile ktoś ze znajomych ogłasza, że się spodziewa dziecka. Na osiedlu gdzie się wprowadzamy same małe dzieci... I przez to wszytko mam wrażenie, że to takie proste, że wszystkim się udaje, tylko ja muszę czekać. :( Nie chciałabym być zazdrosna, bo to nie prowadzi do niczego dobrego, ale jednak coś kłuje od środka, że ja też, ja też chcę... :( Udało się, nie udało tym razem? Jeszcze za wcześnie na jakiekolwiek znaki, rozum mówi, żeby nie dopuszczać do siebie takich myśli - bo później tylko kolejne rozczarowanie. Serce jednak, serce jest uparcie optymistyczne. I szepcze "a może...dlaczego nie...". Tak bardzo bym chciała...

Mam wizytę u innego ginekologa 5.03 miałam na nią nie iść ale chyba pójdę to za tydzień więc zobaczymy czy pęcherzyk rośnie :)

No i nie dostałam wyników, lekarka odmówiła (sic!), dlaczego - nie mam pojęcia. Wcześniej jak byłam w ciąży wszystkie wyniki dostawałam do ręki i to w oryginale, czemu tych nie chce wydać, już szkoda mi prądu na to.
Po ostatniej wizycie, kiedy to nagle ni z dupy, ni z pietruchy otworzyła drzwi i opitoliła wszystkie czekające w poczekalni za to, że ona wcześniej godzinę siedziała bezczynnie w gabinecie, a teraz myśmy się zeszły, a ona zaraz musi wyjść. Tak nas tym zaskoczyła, że żadna gęby nie otworzyła, przynajmniej by coś powiedzieć bo tak każda złapała mega karpia.
A co się okazało, położna każdej z nas kazała przyjść między 12-13. A ona na nas się wyżyła za ciężarne co to wtedy miały przyjść jak ona czekała, a nie przyszły, dodam, że żadna z nas, tych czekających nie była w ciąży.
I teraz te wyniki...chyba czas zmienić lekarza.

Poza tym termometr syna chyba mierzy niedokładnie...nie wiem co mam zatem o swoim wykresie myśleć.

Synek śpi, zaraz z psem i do łóżka.
Antek wypił na raz 210 ml, zasnął jak suseł, oby do rana :)

Dziś już straciłam taką pewność, że @ nie przyjdzie. Pewnie przyjdzie, a ja znów będę musiała liczyć , kiedy może być owulacja, dostrajać to z obecnością męża w domu, wsłuchiwać się w swój organizm... Chociaż dziś jak wstałam i siedziałam na łóżku ubierając się, to napadły mnie takie mdłości... Oczywiście w dalszym ciągu nie mogę włożyć brudnych naczyń do zmywarki... Koleżanka w pracy biurko w biurko ze mną kaszle jak gruźlik, kaszle cały czas, a że głośna jest, to głowa mi pęka i jeszcze na dodatek boję się, że mnie zarazi, więc dziś biorę ze sobą herbatkę smakową, miód, cytrynę i imbir, będę się uodparniała domowymi sposobami.

Przedłużyłam abonament na jeden miesiąc. Pisiulinek Popielaty przespał całą noc. Zapowiada się fajny dzień, mąż wraca ze służby po 9 i spędzimy cały dzień razem :)
Za 2-3 dni okres, nie czuję jakoś tego. Owszem pojawił się ból jak na @, ale jest jakiś inny, mniej intensywny, ale tłumaczę to sobie, że nie ma się co złuszczać skoro cykl był bezowulacyjny zatem i ból mniejszy.

Chyba coś się zaczyna dziać.. Bynajmniej mam taką nadzieję.. ;)

dziewczyny, dziękuję Wam za wpisy i takie wsparcie:) podniosłyście mnie na duchu:)

Ruda87 - takie podejście o jakim napisałaś jest typowe dla mojej mamy - po co ja mam iść do jakiegoś lekarza jak jestem młoda, i nie chodzi tu tylko o trudności w zajściu w ciążę (ale o wszystko) ona uważa, że skoro ona ma nas kilkoro to wykluczone, że którekolwiek z nas mogłoby mieć problem z płodnością, jej zdaniem ja jestem przewrażliwiona na swoim punkcie i tyle, że tylko wymyślam i coś sobie wmawiam, że gdybym naprawdę chciała dziecka to bym miała...

Lolek - mieliśmy dzisiaj z mężem iść do lekarza, ale się wymigał od tego, stwierdził, że on czuje, że teraz nam się uda, a jak nie to dopiero w marcu pójdziemy... chciałam mieć już tą pierwszą wizytę za sobą, ale przecież nic na siłę. Byłby to na pewno krok do przodu...

byłam dzisiaj u gina w luxm zrobić cytologię i posiew.. tak jak chcieli z kliniki niepłodności.... i ręce mi opadały

Doktor się pyta jaki posiew..mówię no z pochwy..
-ale takiego badania już się nie robi to archaiczne badanie..
mówię to nie wiem tak mi powiedziała pani na recepcji przy zapisie, że te dwa badania cyt i posiew czyli badanie na czystość pochwy mam mieć ze sobą..
- lekarz mówi to które mam zrobić
odpowiadam, że już sama nie wiem
a on no bo jest kilka np. posiew z szyjki itd..
zgłupiałam
mówię rób pan tylko cytologię grrr.gif
i znowu mam nadżerkę.. jak to jest, że przy jednym badaniu jest a przy innym jej nie ma ?


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lutego 2014, 10:13

copolka Mój dzidziulek 26 lutego 2014, 10:37

Nosz cholercia boli mnie prawy jajnik od owulacji non stop. Nie pamiętam, żeby było tak wcześniej.

ewcia21k Madziulkowy cud (*) 26 lutego 2014, 11:04

Ile siły trzeba w sobie mieć,żeby takie sytuacje można było znieść?
Teraz jak na to patrzę jest lepiej,ale wtedy?
Pochowaliśmy Madzię 21.12.2013r.Święta były straszne,najgorsze w naszym życiu,nie mogłam się doczekać kiedy miną.Po 6 tyg.poszłam na wizytę do mojej gin.powiedziała,że jeżeli czuję się dobrze i fizycznie i psychicznie musimy się zacząć starać jak najszybciej o dzieciątko.

Relacja z wizyty u ginekologa ...
Wchodząc do gabinetu dobrze nie usiadlam, bo doktorek odrazu kazał położyć się na leżanke.
Zrobił usg bardzo delikatnie aby nic nie naruszyć i powiedział "ŻYJE" :) wtedy usiadłam i przyjrzałam się mojej kruszynce która mierzy 1,7cm <3 zapytałam o serduszko powiedział że wszystko ok (nic nie słyszałam bo dźwięk był wyłączony). Gdy się ubrałam powiedziałam że biorę mamarin na mdłości-kazał odstawić. Zapytałam o luteinę że biorę i zostało mi ostatnie opakowanie to odpowiedział "za przeproszeniem nie będziemy się się opieprzać, jest Pani wysoce zagrożona utratą po poronieniach nawykowych więc przypiszę takie leki żeby do tego nie dopuścić,będzie to dość długie leczenie"

*Duphaston 3x1 tab.
*Aspirin protect 1x1 tab.
*Nospa forte 4x1 tab.
*Clexane 40 1x1 zastrzyk w brzuch

Dał jakiś num do kierowniczki apteki kazał powołać się na siebie, bo na jedną pacjętke nie może wypisać chyba tyle tych zastrzyków żeby były refundowane więc jakoś to jest załatwiane bez recepty że potem dośle czy jakoś tak. Ale jestem mu bardzo wdzięczna bo 10 ampułek zastrzyków normalnie kosztuje ponad 100zł a po zniżce 12zł :) Ogólnie wszystkie leki na jakiś miesiąc wyniosą mnie ok 250zł bo po trzy opakowania wszystkiego, ale czego się nie robi dla tej istotki <3 czuje że jestem pod dobrą opieką. Ciesze sie ze zmiany lekarza. I wiecie co jeszcze powiedział żeby przyjechać za tydzień do Polikliniki, bo przyjmuje też w szpitalu klinicznym i też pokazać jego pieczątkę w rejestracji (przyjechać naczczo) tam zrobi jakieś badania, bo tu gdzie chodzę do przychodni w innej miejscowości nie zrobi mi tych badań bo są za drogie. Oczywiście wszystko bezpłatnie :D więc naprawdę jestem zadowolona i myślę że doprowadzi moją ciąże do końca baz żadnych komplikacji :)

Trzymajcie kciuki dziewczynki :)

A oto moja kruszynka <3
2a0i2jl.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lutego 2014, 11:30

Vraska Nadzieja :) 3 marca 2014, 07:10

Po tygodniowej chorobie pora się wyłonić z domu, oby dzieciaki nie dały mi za bardzo popalić a słonko świeciło cały dzień :) Temperatura troszkę się podniosła, jeśli jutro się podniesie jeszcze bardziej, to będę zadowolona!
Czeka mnie miłe spotkanie z przyjaciółką, może ona mnie trochę uspokoi :)

Boję się. Byłam dzisiaj na wizycie u gina, okazało się, że moje torbiele się powiększyły. Nie dużo, ale jednak. Jedna z nich ma już 3,5 cm. Jak nie uda mi się zajść, jak będą się powiększać... Laparotomia. Gdzieś w okolicach egzaminów końcowych. Boję się, że tak będzie... Ale z drugiej strony bałam się, że będzie gorzej. Jajniki mnie kłują jak na taką conajmniej 5cm torbiel, a ostatnio jak miałam obie takie po 3 ponad cm to udało mi się zajść. Więc chyba nie jest źle. Może się uda. To straszne uczucie starać się o dziecko, ze świadomością, że każdy kolejny okres sprawia, że jesteś coraz mniej płodna. Czas działa na niekorzyść i za każdym razem dają ci wybór - ciąża, albo operacja. I potem płacz jest podwójny. No bo nie wyszło, to raz. A jak teraz już nie ma szans żeby wyszło? Strach strach strach. Ale też nadzieja. Bo do jasnej cholery w końcu musi być dobrze!

dzisiaj nocka nie długa ale zawsze hehe a jutro z mężusiem na zakupki zapowiada sie fajny dzień :)

dziadyga rozgrzebał mi na badaniu i przyspieszył @ to możliwe?
mówił, że przy nadżerce będę plamić po badaniu ale aż tyle?
coś mi popsuł.. po pracy go upoluję i wymierzę mu karę
ja się grzecznie pytam gdzie moja ciąża ;-)

Zmieniam lekarza! Mój ginekolog ma termin na sierpień!!! Prywatnie nie będę chodzić bo nie mam tyle kasy żeby za głupie badanie krwi płacić, nie po to oddaję pieniądze na składki, żeby płacić za każdą pierdołę. Mam wizytę na 1 kwietnia, czuję że to będzie niezły pryma aprylis:)

Kropka0206 Moja Fasolka:) 26 lutego 2014, 13:30

Wczoraj byliśmy w klinice leczenia niepłodności. W sumie szłam tam z dobrym nastawieniem, nie miałam złych przeczuć... Wywiad, badania i interpretacja wyników, myślę nie będzie źle... Po czym siedzimy a tutaj informacja spadła na nas jak bomba... wasz przypadek na ten moment kwalifikuje się wyłącznie do in vitro ze względu na czynnik męski. Poczułam się jakbym dostała obuchem w głowę... Lekarz zalecił nam jeszcze trzymiesięczną kurację męża w celu poprawy jakości nasienia i mąż podjął rękawice. Powiedział, że zrobi wszystko żeby wyniki były lepsze mimo, że nie mamy żadnej gwarancji, że się poprawią. Mogą być lepsze ale mogą być takie same. Ja przez te miesiące mam chodzić monitorować cykl, badać hormony dla poszczególnej fazy cyklu. Za trzy miesiące spotkamy się z lekarzem ze wszystkimi wynikami i przedstawi nam jakie ostatecznie widzi dla nas rozwiązania. Mąż wczorajszą euforię zamienił dzisiaj w totalną rozpacz. Od rana jest osowiały, mówi że do niczego się nie nadaje, że nie może dać mi dziecka, że powinnam być z innym mężczyzną bo on dałby mi dziecko. Nie mogę tego słuchać! Kiedy tam mówi to pęka mi serce... Chcę mieć dzieci ale to mój mąż jest dla mnie najważniejszą osobą w życiu. A już całkowicie jest mi ciężko z tym, że mój światopogląd jest nieco inny niż mojego męża... On chciałby się poddać in vitro jeśli będzie taka konieczność... Ja niestety mam rozterki moralne. Nie chciałabym żeby ktokolwiek mnie źle zrozumiał... To nie jest tak, że potępiam ludzi, którzy się jej poddali, nieee... Moje zdanie zawsze było takie, że każdy powinien mieć prawo samodzielnie podjąć decyzję. Nawet kiedy temat zaczął bezpośrednio mnie dotyczyć. Każdy ma prawo sam zadecydować. Ja na pewno muszę porozmawiać z lekarzem na temat tego co dzieje się z zapłodnionymi ale nie przetransferowanymi zarodkami... Ta kwestia najbardziej mnie martwi. Ciekawa jestem czy inne kobiety lub pary też mają takie rozterki. A może inni naprawdę pragną dziecka z całej siły a mnie się tylko wydaje... No nie wiem... Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze moi teściowie. Cały czas nam dzwonią, mówią o wynikach, o tym co powinniśmy robić a czego nie, o in vitro mówią w taki sposób jakby z góry należało im się to, że mam się temu poddać. O swoich rozterkach nawet z nimi nie rozmawiam bo już widzę ich miny jakbym im powiedziała, że na ten moment nie wiem czy poddam się in vitro... Myślę, że mój mąż też tego nie zrozumie bo na razie nie rozumie... Przyjaciółka doradziła mi, że może jakbym porozmawiała z kimś kto ma już dzieci ratując się metodą in vitro... Sama nie wiem. Jeśli się nie zdecyduję zranię tych, których kocham. Jeśli się zdecyduję będę się czuła źle sama ze sobą. Czuje się okropnie. Na razie pozostało mi wierzyć w to że najbliższe 3 miesiące przyniosą jakiś cud.

i co raz bliżej końca 3 opakowania :) jest znacznie lepiej niż na jego początku chociaż chyba dopadła mnie jakaś skórna reakcja alergiczna na te tabletki ale dopiero przy 3 opakowaniu dziwne :| nic w "diecie" nie zmieniałam, kosmetyki ciągle te same, proszki też...nie wiem..
W poniedziałek w końcu wizyta :) dowiem się co i jak ;) i co dalej ;) ale mam nadzieję, że wszystko dobrze i że może od razu dostaniemy zielone światło <3
Musi być dobrze <3

Neyla Pokój z widokiem na morze. 26 lutego 2014, 16:07

Wyniki biopsji: Płaty nabłonka pęcherzykowego nie wykazują cech atypii, masy koloidu, makrofagi i komórki zapalne. Obraz cytologiczny odpowiada zmianie łagodnej - wole guzowate. Wskazania okresowa kontrola kliniczna i USG.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)