W tamtym tygodniu dowiedziałam się, że mam policystyczne jajniki a jeden jajowód jest całkiem zrośnięty. Nieciekawie, oczywiście cały dzień płakałam i jeszcze się z moim pokłóciłam bo on inaczej reaguje na złe wiadomości. Kilka dni szukania informacji na necie i doszłam do wniosku że trzeba się wziąc w garśc i próbowac dalej. Dowiedziałam się że jak się to ma to trzeba byc chudym a ja nie jestem więc od dzisiaj jestem na diecie.Resztę napiszę jutro:)
W tamtym tygodniu dowiedziałam się, że mam policystyczne jajniki a jeden jajowód jest całkiem zrośnięty. Nieciekawie, oczywiście cały dzień płakałam i jeszcze się z moim pokłóciłam bo on inaczej reaguje na złe wiadomości. Kilka dni szukania informacji na necie i doszłam do wniosku że trzeba się wziąc w garśc i próbowac dalej. Dowiedziałam się że jak się to ma to trzeba byc chudym a ja nie jestem więc od dzisiaj jestem na diecie.Resztę napiszę jutro:)
I znów Święta 
Jakież one mogłyby być piękne i radosne,gdybyś Madziu tutaj z nami była 
W Niebie jest nudno. Wszyscy chodzą szczęśliwi, nie mają już problemów,
cieszą się... monotonia, która doprowadzała Aniołka do stanów rozmyślań nad
sensem sensu... Właściwie Aniołek nie wiedział niczego, bo małym Aniołkom nie
można nic wiedzieć... one mają uczyć się, śpiewać i uśmiechać się... cóż
Aniołek był inny, kilka razy zastanawiał się czy on w ogóle miał tu trafić.
Aniołek bardzo chciał zejść na Ziemię, jego ciekawość potęgowały przerywane
rozmowy Starszych Aniołów, gdy on pojawiał się w okolicy. Niestety Aniołkowi
nie dane było poznać życia na Ziemi, poznać Ludzi, nie pozostało mu nic
innego jak marzenia.
Żył sobie Aniołek jeszcze kilka lat w Niebie, jednak z dnia na dzień
zdawał sobie sprawę, że nie może tu zostać... inne Aniołki wcale go nie
rozumiały, nikt go nie rozumiał zwierzył się kiedyś jednemu za Starszych
Aniołów ze swoich problemów, ale on uśmiechnął się do niego poklepując go po
główce. Aniołek chciał o tym zapomnieć być takim jak jego bracia, jednak sny,
myśli nie dawały mu spokoju...
Niebo nie miało drzwi, w każdej chwili każdy kto chciał mógł je
opuścić, każdy ale nie Anioł. Nie znaczyło to, że dla Aniołów bramy Nieba
były zamknięte, ale żaden Anioł nigdy nie myślał o opuszczeniu Nieba, to
byłoby bardzo niemądre, każdy czul się tu cudownie... każdy, ale nie
Aniołek...
Pewnego dnia Aniołek postanowił opuścić Niebo, nic go tu nie trzymało,
pewnie przekroczył granice:
-Czy na pewno chcesz to zrobić?
Aniołek obejrzał się dookoła, właściwie było to niepotrzebne, bo Anioły
wyczuwały zawsze każdą obecność.
-Tak, chcę to zrobić. Uważam, że na Ziemi będę bardziej potrzebny...
Jego słowa odbiły się głośnym echem, Aniołkowi wydawało się, że jest
strasznie malutki, nagle poczuł, że wieczne poczucie bezpieczeństwa nagle go
opuściło.
-Dobrze idź, ale pamiętaj, że już nie będziesz mógł tu wrócić.
Nagle stało się coś, czego Aniołek się nie spodziewał. Znalazł się w
małym, ciemnym mieszkaniu. W kacie pokoju siedziała drobna, szczupła kobieta.
Na rękach trzymała małe dziecko, które lekko kołysała. Patrzyła na niego
oczami przepełnionymi miłością i łzami. Aniołek wyczul, że to nie były łzy
szczęścia. Nagle usłyszał, że ktoś wszedł do domu. Kobieta położyła dziecko
otulając go kocykiem. Do pokoju wszedł mężczyzna, kobieta porozumiała się z
nim bez słów... wystarczyło spojrzenie, jej pełne nadziei, jego pełne smutku.
Kobieta usiadła, schowała twarz w ręce, ciałem wstrząsał szloch. Mężczyzna
podszedł do niej, położył jej rękę na ramieniu, przytuliła ją do policzka.
Oboje spojrzeli na dziecko.
-Dlaczego tak musi być, dlaczego?
Na pytanie kobiety odpowiedziała cisza... tylko cisza...
Aniołek nie mógł nic z tego zrozumieć, czuł tylko smutek, żal... coś
całkowicie obcego w Niebie, te uczucia powodowały, że jego serce przeszywały
tysiące maleńkich igiełek... chciał się od tego uwolnić, zapragnął powrócić
do Nieba, ta chęć powrotu nagle ogłuszyło zdanie, które mu się
przypomniało :"...nie będziesz mógł tu wrócić...".
Aniołek zamknął oczy, pomyślał, że gdy je otworzy znajdzie się z
powrotem w Niebie, znów poczuje to ciepło, miłość...
Jednak gdy je otworzył nie zobaczył z powrotem Nieba, chociaż tego
bardzo chciał. Znalazł się na placu zabaw. Grupka małych dzieci. Kilkoro z
nich biegało, śpiewając, krzycząc. Radość, beztroska... Aniołek poczuł te
uczucia i jego serduszko napełniło się tym razem ciepłem. Aniołek uśmiechnął
się, zapomniał o kobiecie i mężczyźnie, przyglądał się rozbrykanym dzieciom
uśmiechając się do siebie. Niespodziewanie dla samego siebie poczuł czyjś
smutek... odwrócił się i zobaczył coś, co wcześniej zignorował. Na huśtawce
siedziała mała dziewczynka, przytulająca kurczowo misia. Przyglądała się
dzieciom pustymi, wielkimi oczami. Aniołek zmartwił się chciał pomoc
dziewczynce, jednak nic nie mógł zrobić, mógł tylko widzieć, słuchać, czuć...
Smutek, strach małej dziewczynki mieszały się z wesołymi krzykami dzieci.
Obok dziewczynki przebiegły dzieci, dwóch chłopców zatrzymało się krzycząc
coś do małej dziewczynki... to nie było miłe, Aniołek czuł przyspieszone
bicie serca małej dziewczynki. Jeden z chłopców wyrwał z rak dziewczynki
misia, drugi pobiegł za nim wrzeszcząc, dziewczynka zerwała się, na docinki
chłopców nie reagowała, stanęła obok huśtawki spuszczając głowę. Płakała...
Aniołek nie mógł tego znieść, łzy tej dziewczynki bolały o wiele mocniej niż
łzy kobiety i mężczyzny. Bezsilność, Aniołek nie mógł nic zrobić... mocno
zacisnął powieki, serce szarpało się od nadmiaru uczuć...
Park, ławka... Para młodych ludzi, ręce mocno splecione, ona położyła
mu głowę na ramieniu. Bezpieczeństwo, miłość... Aniołek otworzył oczy...
Oczy pełne ciepła, Aniołek czuł to, ulżyło mu... Stanął obok pary, to tak
cudownie wyglądało, Aniołek znowu przypomniał sobie Niebo... przyjrzał się
dziewczynie, coś niepokojącego wyczuł w jej uczuciach. Niepewność, lęk przed
odrzuceniem, przyszłością. Dziewczyna potrząsnęła lekko głową, chłopak
spojrzał na nią... uśmiechnął się, ona odwzajemniła mu uśmiech... ufnie
przytuliła się do niego.
Aniołek spoglądał z niepokojem na dziewczynę, obce mu uczucia...
pytania, które mu się nasuwały... zaczął ogromnie żałować swojej decyzji.
Spojrzał w niebo, potem rozejrzał się po okolicy... staruszek karmiący
kaczki, tęsknota, wspomnienia... chłopiec idący wolno po alejce, mały
kamyczek ciągle kopał przed sobą... zazdrość, żal...
Dwie młode rozpromienione dziewczyny, radość, nadzieja... chłopak biegnący
szybko przez trawnik... złość, upokorzenie, nienawiść...tyle uczuć, tyle
myśli...
Aniołek nie mógł sobie z tym poradzić, miał mętlik w głowie... zło
przeplatało się z dobrem, bezpieczeństwo ze strachem, smutek z radością...
jego małe serduszko nie mogło tego wszystkiego pomieścić, rozum zrozumieć...
gdy był w Niebie... nie znał tych uczuć...
Mała chmurka, Aniołek położył się na niej, próbując zasnąć... nigdy nie
robił tego w Niebie, ale teraz tak bardzo chciał choć na chwile zapomnieć,
zniknąć...
Żałował, że opuścił Niebo, nie po raz pierwszy i nie ostatni...
Piękny, mały Aniołek...zasnął na chmurce i obudził się już w niebie, bo dobry
Pan chciał pokazać Aniołkowi, że ziemia jest zła i okrutna. Bóg wskazał
Aniołkowi drogę do innej, bardzo kolorowej i radosnej części nieba, tam Aniołek
znalazł innych małych Aniołków. Było ich tak wiele!! Mały Aniołek przysłuchiwał
się toczącym się rozmowom i wszystkie dotyczyły ziemi, tego jak tam jest, jak
one wiele straciły. Wtedy usiadł i opowiedział Aniołkom swoją historię.
Wszystkiemu się przysłuchiwał Bóg i w końcu się odezwał...
"Kochane, małe Aniołki, nie doświadczyłyście życia na ziemi w takim stopniu w
jakim byście chciały, zabrałem Was do siebie bardzo wcześnie, bo tu jesteście
mi potrzebne. Potrzebne mi są Aniołki o czystych serduszkach, nie skażone
brudem ziemi. Wasi rodzice przez ten czas jak byliście razem nauczyli Was
miłości, odczuwaliście tą miłość będąc w brzuszkach u mamy czy przychodząc na
świat. Teraz będziecie się nimi opiekować i nie tylko nimi, ale wszystkimi
rodzicami, którzy spodziewają się potomstwa, mają je, jak również tymi których
dzieci zawezwałem do siebie. Macie bardzo odpowiedzialne role i niełatwe.
Tak więc teraz uśmiechy na buzie i do roboty!!!!"
I tak Aniołki rozpieszchły się po świecie i pilnują smutnych, złych,
szczęśliwych, zrospaczonych rodziców, dając im siłe.
Najczęściej jednak zaglądają do swoich rodziców, siadają im na ramieniu i
cichutko szepcą: Bardzo Cię kocham.
Madziulku kochany
(*)
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 kwietnia 2014, 15:37
Sobota zleciała dość szybko..do 9-10 sobie pospałam, trzeba było odespać pobyt w szpitalu..
a potem poszłam do męża na działkę do naszego nowego domu(do 31 marca się mamy wprowadzić) by trochę posprzątać, pomyć płytki..potem wieczorkiem podjechaliśmy po zakupy..i sobota zleciała.. 
W niedzielę, pojeździliśmy trochę po sklepach meblowych, żeby pooglądać stoły do jadalni..ale nic konkretnego nie znaleźliśmy..potem jak co niedzielę do mojej mamy na obiad, wieczorem przyjechała siostra z chłopakiem i następny dzień zleciał..
Dziś natomiast przed południem pojechałam do lekarza rodzinnego po skierowanie na rtg klatki piersiowej, usg jamy brzusznej i skierowanie do gastrologa..i przy okazji zapisałam się na środę na to usg,a rtg wykonali mi od razu 
Jedynie problem będzie z gastrologiem bo najbliższy termin to 31 marca..a za jakieś 3 tygodnie chciałam iść na wizytę do profesorki..nic jutro może podzwonię po innych gastrologach i może coś znajdę wcześniej..
Teraz czekam na wyniki ze szpitala..ciekawe czy coś z nich wyjdzie.. 
Ciekawe czy w tym miesiącu będzie owulka..? bo z tego co wiem to po poronieniu czasem są cykle bezowulacyjne..po 1 poronieniu tak miałam.. 
dziś wkurw na maksa, podminowanie....no cóż czyli nie musze robic testu...kuźwa kolejny miesiąc szlag trafił..nich to ch*** strzeli...!
Rutyna dnia codziennego - mam punkty na HabitRPG, które dzielnie wypełniam. Nie jest to zbyt fascynujące życie, ale cóż tak to już jest.

Dziś przynajmniej małe wyjście ze znajomymi.
Bardzo dużo jem, (aż mnie szczęka boli od ciągłego przeżuwania) i dość dużo śpię. Po po śniadaniu to drzemka lub choćby leżakowanie są absolutnie obowiązkowe. 
W nocy miałam dwa dość bolesne skurcze. Nie wiem w jakiej odległości czasowej i nie były bardzo silne, ale mnie obudziły więc je zarejestrowałam. W dzień też były 2 skurcze trochę bolesne. No ale na tym etapie to już raczej normalne i tak chyba będzie przez kolejne 5 tygodni. To chyba na razie skurcze "obniżające". Na przepowiadające mam jeszcze czas bo te pojawiają się w 38tc.
No i przed sekundą jak na złość Kuba dostał telefon z Warszawy, że świetne zlecenie, dość prestiżowe, bardzo pilne, bardzo dobrze płatne - projekt od już przez 1,5 miesiąca. Musi pracować w Warszawie.
Kuba odmówił, ale wiem, że mu żal 
Pewnie jakby pojechał Mała by się natychmiast chciała wykluć, a tak jak Kuba zdecydował się zostać, Mała raczy wyjść 2 tygodnie po terminie. To tak, żeby Prawu Merphiego stało się zadość 
A teraz mam chłodniejszy brzuch i jakby troszkę zdrętwiały. Czy to normalne?
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 marca 2014, 00:27
I weekend minął.. Chcę już kolejny..
@ się już chyba skończyła.. Dziś żadnego plamienia. No nic, zobaczymy
czasami miewałam dzień przerwy ale mam nadzieję że już się skończyła.
Dziś po pracy byłam z S. załatwić juz wszystkie formalności w kościele przed ślubem
oddaliśmy wszystkie dokumenty i praktycznie załatwione wszystko
. Byłam też zapytać się o moją suknię i pani zmierzyła mnie w końcu i do 20 ma mi dać znać bo sprowadzi koronkę do niej potrzebną 
A teraz już padam i idę spać, miłej nocy 
Witam!
Dzisiaj Ovu wyznaczyło mi owulację na 13 d.c. Ja myślałam że raczej to będzie 16, no ale jak to bywa , może się jeszcze zmienić??? Na razie punkty za objawy ciążowe to wczorajsze (chyba 6) i dzisiejsze 6, co nam daje 12/100 . Zobaczymy co czas pokaże.
W ogóle dużo spodziewałam się po tym wykresie, ba po tym cyklu, ale jakoś nie wróżę nic dobrego??? Mąż znowu chory to już trzeci raz od lutego , coś czuję że będzie grypa, a bardziej znowu zapalenie oskrzeli
, no i jak go tu wykorzystać do
????? Jak on ledwie żyje, nierwy mnie biorą bo nie dba o siebie, wychodzi na dwór bez kurtki, co chwilę papieros, na balkonie, no i mamy znowu chorobę. W tamtym miesiącu umknęło nam tyle
, w tym było lepiej, ale i tak dużo jest do tyłu, no i wczoraj po pracy też nie, dziś rano też nie. 
a dziś jajniki bolą mnie jak nie normalne soook ;O zwariować idzie ;/
Cztery miesiące temu o tej porze miałam już podłączoną kroplówkę z oksytocyną...
To był ten dzień, który miał być radosnym i najpiękniejszym w moim życiu, tym wymarzonym.
Często wyobrażałam sobie, co powiem mojej Córeczce, tuląc Ją po raz pierwszy do piersi.
Zastanawiałam się, jakie oczka będzie miała. Nie mogłam doczekać się pierwszego płaczu, tego momentu, gdy pozna swojego dumnego tatusia, dumne babcie, które tak czekały na upragnioną wnuczkę. Moja teściowa, która ma trzech synów (zawsze marzyła o córeczce) tak bardzo była szczęśliwa, gdy dowiedziała się, że będzie dziewczynka. Teść, prawie zrobił głową dziurę w suficie, skacząc z radości... Moja siostra przeszczęśliwa -jej córeczka również szykowała się do wyjścia na ten świat. Cudownie! Dwie dziewczynki w identycznym wieku, zawsze będą się razem bawić. Wyobrażałyśmy sobie, jak na święta będą dwa nosidełka i dwa cudeńka.
Wszystkie te wyobrażenia, marzenia i nadzieje pękły w jednej chwili, niczym bańka mydlana.
Pozostały tylko myśli, jak by to było, gdyby...
Po nadziei i szczęściu pozostały tylko zgliszcza.
Pozostają spacery na cmentarz, wybór znicza...
Nie tak miało wyglądać moje życie, nie tak.
Wczoraj mąż mnie wkurzył tak, że do tej pory się do niego nie odzywam. Przecież przez cały weekend mu gadałam o tej ciąży, o moich obawach, o strachach… Wczoraj pojechał znów w delegację, jak zawsze zadzwoniłam do niego wieczorem. Mówię mu, że się boję, a ten do mnie z pytaniem „czego?”. No naprawdę jakbym mu nie powiedziała, że testy wyszły pozytywnie, że w zeszłym roku ciąża obumarła… Rozłączyłam się i spłakałam. Potem zadzwoniłam znów, ale nie odebrał. Później on oddzwonił, ale ja go wyłączyłam, a na koniec wysłał mi smsa. Dziś też wysłał smsa, ale ja się nie odzywam.
Za to w pracy mam koleżankę, dobrego duszka, która mnie uspokaja. No ale kto mnie zrozumie, jak nie kobieta, która sama straciła dwie ciąże.
W pracy też mnie wszystko wkurza. Dają mi robotę, która nie należy do mnie, bo się pozwalniali pracownicy z innego działu. Aż mnie korci, żeby szybko iść na zwolnienie i niech sobie radzą.
A więc tak.... Oczywiście miałam napisać o usg genetycznym ale wyleciało mi z głowy, bo teraz dużo czasu zajmuje mi.. tam ta da dam!!! ALLEGRO
Tak-musze się przyznać, że jestem uzależniona...
heh Zaczęło się od tego, że niedawno będąc na Belly zobaczyłam, że dziewczyny już od 10 t. c. kupują ciuszki dla malców-pomyślałam o nie! Przecież weszłam w 2 trymestr!!!
Muszę już coś mieć. A o tak żeby mieć
No to buszuję, przekopuję i licytuję. Póki co wszystko uniseks ponieważ płci jeszcze nie znam... I tym sposobem mam 5 szt. bodów na dł. rękawek, 3 szt. ciepłych śpioch, śliczną białą kurteczke polarkową i przepiękny (z tego jestem najbardziej zadowolona) szlafroczek z frotty Disney, biały z łatkami czarnymi i czerwonym paseczkiem :)Już sobie wyobrażam moje maleństwo w nim! Dalmatyńczyk, heh. Oprócz tego łóżeczko czeka u rodziców, wózek używany znajomy męża chce nam oddać bo jemu się nie przyda już-tak bynajmniej twierdzi
Od sąsiadeczki dostałam laktator i witaminki K i D(pomylił się jej chłop przy zakupie). A i kupiłam w biedrze torbę z przewijakiem za 5 zikaaaa
Głupi to ma zawsze szczęście-mój małż też mi to powtarza
I się rozpisałam o zakupach a przecież miałam napisać o maleństwie!!!!!!!!!!!!! Moja młodzieńcza skleroza... A więc na genetycznym byłam z moim chłopem-ale się podjarał! Widzieliśmy narządy, kręgosłup, nosek, rączki, nóżki, profil, no co się dało:) Przezierność w jak najlepszej normie, serduszko biło tak pięknie... Ale maleństwo jest uparte (po starych) i się bardzo wierciło nie chciało wszystkiego pokazać
Przy okazji zobaczyliśmy jak złożyło rączki jak do modlitwy! (mamusia się modli to mnie papuguje
), jak ssie kciuka i drapie się po brodzie
To było super... Najważniejsze, że z maleństwem w porządku, rozwija się prawidłowo i się cieszymy :)Kolejna wizyta 21 marca, może zobaczymy już płeć??
A teraz do mamy_z_groszkiem: Słuchaj kochana, zapamiętaj moją cenną radę-teściowa nigdy nie odpuszcza!
Przyłazi, jęczy, zrzędzi-no cała ona. I najlepsze jak przychodzi z plotkami najświeższymi:) Zaczyna gadać a ja już mówię wprost, że nie intersują mnie inni ludzie, ani żadne plotki-a ona dalej: ale słuchaj.... I jak katarynka 
Ale na innych rzeczach się nie zna-jak jej pokazaliśmy zdjęcia z usg tego genetycznego to patrzyła tyle czasu i stwierdzila, że ona nic nie widzi! (przecież sama miała usg to chyba coś rozróżnia) a jak jej mój chłopek pokazał ooo to jest główka (mielśmy zdj z samą główką od góry) to się z nim kłóciła, że ona tu żadnej głowy nie widzi!!! A jak byk na zdjęciu takie koło!!!
Ogólnie ona razem ze swoimi koleżankami wychodzą wieczorami na spacerki to mój mąż stwierdził, że W-11 rusza na patrol!
hehehehe Ogólnie jakbym zaczęła pisać o niej wszystko od początku to chyba by mi tomów zabrakło-tak rozległą by ta powieść była ;P
I tak to u mnie wygląda-bywa różnie, ale nigdy nudno
Piszcie dziewczynki co tam u Was i czy kompletujecie już wyprawki 
Ostatnie dni mijają bardzo szybko,coraz bliżej wyjazdu,nie mogę się doczekać. 
Bardzo się cieszę
ale i boje się. 
Bardzo chce mieć dzidzię ale strach przed powtórką siedzi mi na plecach cały czas.
Boje się,że jeśli się uda,ta poczwara nie zejdzie ze mnie przez najbliższe 9 miesięcy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 marca 2014, 10:06
Hmmm chcę tyle napisać a nie wiem od czego zacząć i jak to ubrać w słowa...
To może zacznę od początku:
Wstałam o 5:30 zrobiłam Miśkowi śniadanko i kawusię, później kanapki do pracy, gdy wyszedł z domu poszłam dalej spać... O 8:40 przyszła teściowa po drobne na papierosy, zmierzyłam temp, później poranna wizyta w toalecie, śniadanko, kawa... Weszłam na ovu (chyba się uzależniłam od tego forum) uzupełniłam wykres, odwiedziłam inne wykresy i zaczełam czytać pamiętniki... Nie mogę uwierzyć w to jak los testuje młode i silne kobiety jak długo potrafią znosić ból i porażkę, nie mogę pojąć jak młode matki tracą swoje pociechy zanim się narodzą... popłakałam się gdy czytałam pamiętnik ewcia21k. To straszne że matka nie może przytuliś swojego dzieciątka, zmienić pieluszki, wychodzić na spacery, a jedynym miejscem gdzie może być blisko swojego potomka jest cmętarz gdzie ziemia otula malutkie ciałko które nie miało okazji trzymać mamusi i tatusia za rączke, nie mogło zobaczyć jak pięknie świeci słoneczko... Dlaczego los jest tak okrutny że pozbawia tak pięknej istotki tak szybko... Dlaczego jest taka niesprawiedliwość na tym świecie że jedne matki zabijają swoje dzieci zanim się urodzą lub pożucają zaraz po porodzie, a kobiety które pragną tego szczęścia muszą czekać na nie latami i jeszcze muszą tak cierpieć gdy się nie uda raz, drugi, dziesiąty? Przykro mi się robi gdy widze jak kobieta płacze nad grobem dzieciątka którego nigdy nie tuliła, które nigdy nie płakało... ;(
Znalazłam śliczny wierszyk i chciałam się nim z wami podzielić :
Serce Zmarłego Dziecka
Małe, chłodne, pochowane.
Przyczyny śmierci niezrozumiane.
Tak krótki był Jego żywot.
Odeszło bez żadnych przygód.
Te jego piękne, błękitne oczka,
promienna twarz-kompozycja słodka.
Rodzice nie długo się cieszyli,
a jednak bardzo się już z nim zżyli.
W szpitalu podbił wszystkie serca.
Miłość od Niego biła wielka.
Czy to dlatego serce stanęło?
Za dużo Dziecko na siebie wzięło?
Promiennym uśmiechem wszystkich obdarzało.
W swym ciężkim życiu często się śmiało.
Zdawało się wszystko rozumieć.
Wiedziało, że miało umrzeć...
Serca więc swego nie żałowało,
wszystkim po trochu je oddawało.
I gdy ostatni kawałek dał,
zabrakło serca-Niemowlak zmarł.
I jaki jest sęs tego że taka malutka kruszynka, która nic nikomu nie zrobiła, musiała odejść zanim zasmakowała okrutnego życia....
Jeszcze piosenka która bardzo dołuje ale jest śliczna:
http://www.youtube.com/watch?v=3I01Z_18QDo
Spoczywajcie w spokoju malutkie aniołki ;(
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 marca 2014, 11:11
Tamtaram.. Dziś też zielone. No szał normalnie 
Humor jak na razie dobry, choć czeka mnie wizyta w banku i spędzenie kolejnej godziny na niezałatwieniu sprawy.. Złodzieje i tyle.
Ile to się czasem człowiek musi na denerwować, żeby odzyskać to co swoje.
Ile potrzeba czasu żeby osiągnąć cel, spełnić marzenia..
Bose aniołki
siedzą na chmurkach,
a każdy lekko jak piórko fruwa
i każdy czówa, cichutko czówa
nad tatą, który już płakać nie umie,
nad bratem, ktory nic nie rozumie,
nad babcią, dziadkiem, smutną czasami
i swoją mamą otuloną łzami
i każdy woła głośno z daleka:
MAMO już nie płacz...
ja czekam....
U mojego ginekologa nic się nie dowiedziałam. Tzn wg niego jest ok. Tylko że nie zrobił mi USG, by to sprawdzić. Po prostu pomacał brzuch i jak ten jasnowidz stwierdził, że nie ma wielowodzia a dziecko jest odpowiednich wymiarów. Nie zmieniamy dat porodu, ma pozostać 27.05. W ogóle nie chce mi się nawet o tym pisać
Na jakiej podstawie mam mu wierzyć? On z oczu wróży? Tam mam czarno na białym napisane wymiary, napisane że wielowodzie itd. A ten ? Nie podoba mi się to. Zresztą mój gin powiedział, że NIE ZAJMUJE SIĘ DIAGNOSTYKĄ ROZWOJU PŁODU, więc jak tam bardzo mi zależy to dla świętego spokoju poleci mi innego, DOBREGO lekarza, bo ten, u którego teraz byłam tylko straszy i to podobno nie pierwszy raz... Ech... Będę się więc umawiać do trzeciego już ginekologa i ten musi powiedzieć że albo jest ok, albo nie. I tyle.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 marca 2014, 11:31
Rano, mój mężczyzna, patrzy na mnie ze zdziwiona miną i pyta: "Jesteś chora?". Pewnie nie wyglądałam najpiękniej obserwując go zaspanymi oczami i trzymając termometr w buzi
cóż... Takie życie.
Od kilku dni chodzę troszkę podekscytowana. Może tym razem się udało... Jestem świeżo po owulacji, serduszkowaliśmy dość często, a teraz czekamy na efekty
albo ich brak...
Pozdrawiam Was bardzo gorąco!
R.
Szanowne Panie i Drodzy Panowie, którzy swoim Paniom zza ramienia zaglądają... Mam zaszczyt przedstawić Państwu najprzystojniejszego koczkodanka na Cyprze, taddddaaaammmmm

Doktór mój przesunął termin porodu na (tak jak od początku pokazywało OVU) 28 października. Więc jestem jak z bicza strzelił w 6 tygodniu i 3 dniu, a ogólniej w 7 tygodniu. Serduszko pukało 121 uderzeń na minutę, czyli dla mnie delikatnego zabobonnego mitownika, mitacza, czy jak to tam sie mówi... no tego co sprawdza mity - jest szansa na chłopaczka (znacie teorię tętna płodu?).
Moi drodzy - koczkodan wam macha. Na razie ogonkiem!!!! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 marca 2014, 11:32
Właśnie zostałam skutecznie sprowadzona na ziemię przez pewną gburowata panią z głupim uśmiechem na twarzy i przekonaniem " jestem wyżej od Ciebie, radz sobie sama".
Wszystkie moje plany na najblizszy czas wzięły w łeb. Cudownie, fantastycznie. Nic kompletnie nie udaje mi się osiagnac
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.