No i po laparoskopii,przygodach z badaniami,odrobinie nadziei,ze cuda sie zdarzaja. Zgodnie z porada od Calineczki wyszukalam labolatorium,ktore zrobi badanja taniej niz Invimed. Udalo sie zaoszczedzic 300zl. Niezly wynik. Co prawda nie bez przygod,ale co tam warto bylo oddac krew z wewnetrznej strony nadgarstka,po uprzednim 3krotnym wkluciu w przedramiona i dlonie
Pani z lab zapomniala zaznaczyc wszystkie krateczki i na dzien przed przyjeciem do szpitala musialam na cito "dorobic" badania. Po wszystkim Pani powiedziala,ze pierwszy raz pobierala krew z takiego miejsca. Po tym jak wbila sie 3 razy obok zyl w innych miejscach, no coz, domyslilam sie! Sam pobyt w szpitalu o dziwo super! Genialni ludzie, swietne warunki. Szpital Bielanski w Wwie BTW. Sale dwuosobowe, calonocne zasmiewania z nowo poznanymi kolezankamk. W sumie czulam sie tam jak na koloniach,bo nawet na sali pooperacyjnej lezalysmy z dziewczyna,z ktora od razu gadalysmy jak stare przyjaciolki. Zal bylo wychodzic. Moj lekarz okazal sie niezwykle troskliwy, o kazdy element pobytu, lacznie w wypisem itd. Musze powiedziec,ze do tego jest znakomity i pozadany jako lekarz przez wiele pacjentek. Bylam nieklamanym obiektem zazdrosci wielu Pan. A dodam,ze nie zaplacilam mojemu ginekologowi ani zlamanego grosza lapowki czy czegokolwiek w tym stylu. Poprzednim razem rowniez dziekowalam jedynie kwiatami i czekoladkami. Taka postawa lekarza to nie lada rzadkosc. I mam to szczescie. Ale przyszedl dzien po operacji i niestety wiesci zle. Na hsg w sierpniu aparat RTG dopatrzyl sie droznych obydwu jajowodow. Yupi! Ani ja ani lekarz tego nie widzielismy, tylko lewy wydawal sie OK. Teraz laparoskopia obnazyla smutna prawde,ze prawy jest jednak kompletnie niedrozny. Lewy OK. Niestety obserwacje chocby ostatnich 7 mcy potwierdzaja,ze owuluje wlasciwie stale z prawego. Mielismy z mezem ogromne nadzieje,ze moze jednak uda sie "naturalnie",ale teraz juz wiemy ze IVF to nasza ostatnia szansa. A to taka dluga droga. Rozumiem Cie Calineczka tak jakby mnie samej to dotyczylo. Nie stac mnie na cierpliwosc,ktora teraz jest jedyna rzecza jakiej nam potrzeba. W kwietniu 15 mamy wizyte kwalifikujaca. Oprocz kariotypu i AMH mamy wyniki wszystkich zleconych badan. Tak sie pospieszylismy. I znowu wszystko jest jak najbardziej w normie. Nie dopuszczam do siebie mysli,ze mogliby nas nie zakwalifikowac. Nie pogodze sie z tym. Moi znajomi czesto mowia mi,ze moim problemem jest niezrozumienie slowa NIE. Do tej pory mi to nie przeszkadzalo w zyciu,ale teraz odczuwam to bardzo bolesnie.
Kurcze znowu mam zagadke. O 19- tej zrobilam tescik i przed chwila powtorzylam go jeszcze raz ale znowu jedna kreska jest nieco jasniejsza od tej drugiej kontrolnej. Czyli testy negatywne
I gdzie sie podziala ta moja owulacja
A moze juz byla pomimo negatywnych testow... Ale jajniki nadal bola, wiec pewnie dopiero bedzie. ...Ech pogubilam sie
No ale, nic przeciez nie zrobie. Przytulanki chyba ostatnie w tym tygodniu (bo mezusia rozklada grypa) byly wiec jestem spokojniejsza i wierze ze plemniki jakos doczekaja sie jajeczka. Niech sie dzieje wola nieba 
Ok, to mamy kolejny cykl przed sobą. Jakie nastawienie ? Jak zawsze, "luźne". Oczywiście obiecuję sobie, że tym razem odpuszczam mierzenie tempki i sprawdzanie czego się tylko da, a pewnie wyjdzie inaczej. Bo tylko będę chciała sprawdzić, czy zbliża się owulka, a potem, czy już była, a potem, jak z tą tempką, bo przecież muszę wiedzieć, czy @ się zbliża i tak w koło Macieju. Boże, jakaś masakra. Jedno jest pewne, ten cykl, który mam za sobą, był totalnie pokręcony. Łącznie z miesiączką. Tak obfitej jeszcze nie miałam, jakbym miała kran w tyłku. Koszmar, ledwo wyjdę z ubikacji, a już tam wracam na wymianę. Nawet niemowlaki tak szybko nie zasikują pieluch ...... Zobaczymy, jak długo to potrwa ? Żebym się tylko nie wykrwawiła. Biorę nadal leki i mam nadzieję, że na wizycie u gina 01.04. wszystko się wyjaśni. Zaczęliśmy z puzelkiem pracować nad związkiem, bo w tym wszystkim strasznie się zagubiliśmy. Seks przestał być uroczy, stał się czynnością, taką jak poranne mycie zębów. Cieszę się, że to zauważyliśmy, szkoda, że tak późno. Lepiej późno niż wcale, więc nie narzekam. Teraz chcemy cieszyć się sobą, a dziecko ? ZAPRASZAMY, jak najbardziej, ale nie może być dla nas priorytetem, bo życie zbyt szybko ucieka, chcemy je przeżyc, a nie się zamartwiać. Taki mam plan na najbliższe czasy, a jak długo te czasy potrwają i na ile uda się zrealizować te moje plany, to się przekonamy. Co by się nie działo, ma być pozytywnie, z uśmiechem na twarzy. Czasem nawet sobie myślę, że tak naprawdę w ogóle mi nie zależy na zostaniu mamą, bo jakoś tak nie do końca się przejmuję każdą @, po prostu przylazła i już, a to chyba oznacza, że nie czuję tego bluesa ? Przykro mi w odniesieniu do tych wszystkich kobiet, które co miesiąc płaczą i strasznie cierpią, ale cieszę się, że ja sama tego nie przeżywam. I właśnie dlatego myślę, że tak naprawdę, podświadomie nie jestem wciąż gotowa na bycie mamą. No cóż, przede mną kolejny sezon motocyklowy, na nowym nabytku będę zdobywała nowe szlaki i obym zakończyła ten sezon szczęśliwie, a jeśli będę go musiała przerwać, moja radość będzie tym większa. I za to trzymam kciuki 
Jestem po USG połówkowym, mała waży 390g i wygląda pod wszystkimi względami zdrowo. Gin nieźle wymęczył brzuszek i mnie teraz trochę pobolewa ale miło było pooglądać małą i teraz mogę spać spokojnie. Dziewczynką jest bezdyskusyjnie, stan między nogami się nie zmienił. Na deser dodaję pierwsze zdjęcie buźki małej Oliwii (łatwiej coś dojrzeć z oddali) 
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 marca 2014, 22:51
DHT Dihydrotestosteron: 463,1 pg/ml
Normy: 24-368 pg/ml
Jak dobrze, że pani ginekolog mnie nie zbyła i skierowała na badania...
odebrałam dzisiaj wyniki badań - fsh, lh i estradiol w normie, wymazy ujemne, wiec wszystko ok
czekam jeszcze na amh, ale mysle, ze od ostatniego badania nie moglo sie wiele zmienic, wiec jego powtorka to tylko formalnosc (nie tania formalnosc)
po jutrze zaczynam leki na pozbycie sie torbieli (orgametil?), mam je brac od 5 do 25 dc, 2 razy dziennie, duzo... ale mam nadzieje, ze sa skuteczne, choc naczytalam sie o okropnych skutkach ubocznych jakimi sa: tycie, tradzik i bole glowy, ale co tam! najwazniejsze ze idziemy ku lepszemu
choc po clo przytylam 3 kg, wiec mam nadzieje, ze ten lek nie dolozy mi jeszcze kilku 
Czasem mam ochotę być słodko nierozsądna - kopnąć w kąt moje "sztywne" podejście do sprawy, zdać się na los, żyć zasadą "jakoś to będzie. Czasem znaczy z reguły kiedy następują dni płodne i zbliżam się do owulacji (właściwie to mogłabym na podstawie pragnienia drugiego dziecka określić aktualną fazę cyklu
).
Jeszcze niedawno przecież wykazałam się takim szaleństwem (które teraz uroczo śpi w drugim pokoju), cóż więc stoi na przeszkodzie? ODPOWIEDZIALNOŚĆ! Tak. Nagle człowiek zdaje sobie sprawę, że jest odpowiedzialny za to małe życie i musi zapewnić mu odpowiednią (według własnego uznania) jakość życia, jemu i drugiemu maleństwu jakie chce się powołać do życia. A to już nie takie hop siup. Oczywiście, że jakoś by to było, ciało musiałoby dać radę, finanse musiałyby się jakoś zgodzić - ale... Po co dzieciom zestresowana wiecznie matka, że nie ma co do gara włożyć? Po co pakować się w tą ścieżkę skoro można inaczej, spokojnie i powoli wszystko poskładać?
Chciałabym znów się starać.
Chciałabym odliczać dni do testów ciążowych.
Ale co się odwlecze to nie uciecze.
Wynik testu negatywny. Czekam na @i od tego cyklu wiesiołek, wit.B12, inofolic i clo. Postanowione.

Blisko , coraz bliżej ...
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 marca 2014, 18:48
Jesteśmy umówieni do ośrodka adopcyjnego na pierwszą rozmowę. Bardzo się cieszę z tego powodu. Moje obawy są związane z tym, żeby nas tylko nie odrzucili. Nie chcę już się starać naturalnie i przeżywać co miesiąc porażki.
Jak pech to pech ;(( tempka spada, skradziony samochód, zeznania na policji. Przynajmniej wolne sobie wzięłam w pracy...
Wczoraj minęły 2 tygodnie od zabiegu.
Dziś wracam do pracy po dwutygodniowej przerwie.
Odkąd tylko wstałam myślę o Córeczce...
Dzisiejszy dzień będzie ciężki.
Tak tęsknię.
Kolejny dzień bez @ 
Chociaż nie wiem, czy radość nie jest zbyt szybka.. w zeszłym miesiącu spóźniała się 17 dni 
Mam dość silne skurcze w dole brzucha, nie tak bardzo jak przy @ ale jednak są nieprzyjemne.
W nocy też mnie męczyły, na szczęście udało mi się zasnąć dzięki czułości mojego kochanego faceta który masował i głaskał mnie po brzuchu. Pozwolił się uspokoić.
Oby wszystko było dobrze 
P.S. jaka jest różnica między bólem miesiączkowym a owulacyjnym ?
Ku ścisłości jeśli chodzi o starania... 3 lata to czas od kiedy chcemy mieć dziecko ale czy nasze wyczyny można nazwać staraniami? Chyba nie. Raczej nie rozmawiamy na ten temat. Kiedyś zaczęłam ale mój Luby powiedział, że jeszcze mamy czas, że najpierw zmienimy mieszkanie, samochód, że ślub i w ogóle nie wszystko na raz. Od tamtej chwili już nie poruszałam tematu, nie wiem dlaczego.
Miesiąc w miesiąc, kiedy przychodzi okres przechodzę załamanie. Mam doła a Luby wciąż się dopytuje co mi jest.
Najgorzej było wczoraj. W tym cyklu okres spóźnił mi się 3 dni (co jest dla mnie całkowitą anomalią bo zawsze wszystko było jak w zegarku). No i myślałam, że może zaskoczyłam, zrobiłam kilka testów. Jeden miał dwie kreski (feler jakiś) ale myślałam, że ze szczęścia wyjdę z siebie i stanę obok. Nie trwało to długo, bo wczoraj zaczęłam krwawić...
Próbuję przygotować się do rozmowy z Lubym. Mam nadzieję, że wystarczy mi odwagi:)
Nie wiem co napisać ale coś napisać muszę bo pęknę.
Dwa cykle poszły się .... . Jeden bo się pochrzanił. Drugi bo się pochorowałam i trzeba było łykać antybiotyk.
A teraz jeszcze to....
Bywam idealistką, optymistycznie czekającą na cud. Na zbawienie, które w gruncie rzeczy z reguły nie następuje.
Program in vitro (ministerialny) przesuwa się kolejny raz.
A tak w ogóle czy stać nas na dziecko? Nie głodujemy...ale w tle czujemy oddech na plecach problemów finansowych. Nie małych problemów. Same się nie rozwiążą. Moja rezerwa jajnikowa też sobie sama z siebie się nie zatrzyma. A lata nam lecą nieubłaganie.
Rozglądałam się za lepszą pracą. No i dostałam ofertę, wstępnie niewiele różniącą się od obecnej pracy. Obowiązków będzie więcej i wyjazdów więcej niż pobytu w domu. Temat też trudny i obciążający moją słabą psychikę. Podjęcie nowego zadania = rezygnacja z prób ciążowych, mniej domu i spokoju a więcej stresu i jeżdżenia.
Nie potrafimy podjąć decyzji....
No i po monitoringu ... wszystko super, pregnyl zadziałał, owulka była około 2 dni temu, śluzówka bardzo ładna, od jutra luteina 2x2 tabletki przez 10 dni. W dalszym ciągu mam brać metformax. 21 marca bhcg i w zależności od wyniku kontynuować lutkę, a jak negatyw to włączamy bromergon i powtarzamy schemat clo+metformax+menopur+pregnyl.
Trzymajcie kciuki Kochane...nie wiem jak ja wytrzymam te 10 dni niepewności.
Znowu zagadka, test przed chwileczka wykonany znowu jest pozytywny
Czyli owulacja jeszcze bedzie, albo juz trwa, ale jajniki juz tak nie bola jak wczoraj....Ech mam to w nosie koncze staranka w tym miesiacu i czekam do dnia @ modlac sie zeby sie nie pojawila. Tylko ktory to bedzie dzien? Cholercia moje cykle sa przewaznie 30-35 dniowe. Ale jakie beda teraz po clo???
Kurcze teraz jest mi trudniej, przed pierwsza ciaza tak sie nie stresowalam tym wszystkim. Chcielsmy dziecko i bardzo przezywalam dni w ktorych porzychodzila @ ale wczesniej po za przytulaniem nie obserwowalam tak swojego ciala. Cykl w ktorym zaciazylam byl taki fajny. Ot wzielam clo potem byly przytulanki w te dni ktore wyznaczyla ginka a zaraz po nich wyjechalismy do pl na cale dwa tygodnie. A tam tyle sie dzialo ze nawet czasu nie bylo zeby myslec. Po powrocie zrobilam test i byly juz dwie krechy. A teraz myslenie, gdybanie, testowanie, mierzenie temperatury a i tak pewnie nic z tego nie bedzie....
Temperatura trzyma się na tym samym poziomie @ nie ma przyjdzie jutro albo wcale 
A ja idę spać bo padam na ryjek.
Jestem po wizycie u ginekologa. Poszłam rozwiać moje wątpliwości związane z duphastonem. Szczęśliwie wszystko jest OK. Nie mogę wchodzić na fora związane z tym specyfikiem, bo każda z dziewczyn bierze go inaczej i daje inne rady. A przecież z różnych powodów się bierze duphaston i, co najważniejsze, nie można samemu sobie ustalać kiedy należy brać. Także kończę z forami odtyczącymi leków, ziółek i innych takich.
Dostałam skierowanie na betę.... nie podoba mi się to. Kłóci się to z moją wewnętrzną potrzebą NIETESTOWANIA się w tym miesiącu. Ale gin mówi, że choć szanse są baaaaaaardzo znikome mam zrobić badanie. Bo jak coś wyjdzie mam brać dupka. Z tego wszystkiego przechodząc koło apteki zakupiłam test ciążowy i cały plan wziął w łeb. Nawet nie wiem jak do tego doszło 
Wczoraj jak wracałam z pracy wszędzie widziałam złe znaki. Czy ja już się chwaliłam że jestem fatalistką? Najpierw dwa samoloty zostawiły opadający w dół czerwony ślad na niebie co mój mózg automatycznie połączył z opadającym wykresem. Potem drzewa mi się wydawały takie opadające i słupki przy drodze wygłądały złowieszczo
Mąż ma ze mnie niezły ubaw
Wszystkie objawy ustępują, został wzmożony apetyt, ból głowy spowodowany zapewne przesileniem wiosennym, oraz ciężkie, bolące i żylaste piersi - ale to dupek i @.
Nie wiem co z tym testem. Dzisiaj 24 dc. Licząc od początku miesiączki niby 3 tydzień, więc jak się udało coś wyjdzie. Gorzej jak wyjdzie fałszywy negatyw albo znowu <5. W weekend nie zrobię bo czekając na wyniki do poniedziałku będę chodziła struta, a tak jest szansa na relaks na słoneczku. W piątek? Jakoś mi nie leży. Pozatym mam zdjęcie szwów. Zostaje środa lub czwartek. Który dzień byście wybrały?
no i się załamuje psychicznie... nie czuje się ciążowo... w poprzednich ciążach czułam to coś teraz tego nie czuje a wykres daje ogromne nadzieje ;( nie wiem co o tym myśleć...
Mam postanowienie... Nie zrobie testu ciążowego do końca marca przynajmiej do 30... to tylko 20 dni
dam rade i tak pewnie @ przyjdzie....
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.