Zrobiłam test bobo b.czuły - wyszedł negatywny, ale pewnie za wczesnie...ah już by się chciało cos wiedziec. No nic emocje mi troche opadły z tego względu i już nie przejmuję sie tak. Wzdecia dzis ustapiły, brzuch dalej pobolewa jak na okres. Przede mna jeszcze cały dzien więc różnie może byc, ale mam dziś ewidentny przypływ energii w porównaniu z dniem wczorajszym, kiedy wróciłam załamana do domu i chciało mi sie ryczeć a potem całe popołudnie przespałam!!! Sama nie wiem o co mi chodziło, przyszło znikąd... czy to dobrze czy zle?Czy to az tak mocny PMS?? nigdy takiego nie miałam i nie tak wczesnie ...no nic! bedzie co ma byc!
Kochane!
Czuję się tak sobie. Wzdęcia wróciły, do tego mdli mnie od pół godziny. Brzuch pobolewa jak na okres. Od czasu do czasu jajniki. Śluz kremowy bardziej wodnisty. Uderzenia gorąca.
Tak to na tą chwilę wygląda. Czy to możliwe by kobieta miała te objawy urojone? ŻE AŻ TAK JESTEŚMY W STANIE PODDAĆ SIĘ AUTOSUGESTII ????? Jakie macie doświadczenie ?
Prognoza pogody przewidywała na dzisiaj 16 stopni ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że tyle właśnie jest, patrząc przez okno.
U mnie nadal stan lenia. Złe myśli odpłynęły i jestem gotowa na nowe starania. A propos rozmowy z Lubym, to wciąż się zastanawiam, czy do niej doprowadzić? Może nie powinnam wywierać na nim presji? Może jeszcze poczekać, baczniej się sobie przyglądać... Już sama nie wiem... Szkoda tylko, że nie będę już mamą przed trzydziestka:(
Wczoraj wieczorem raz jeszcze przejrzałam wyniki badań z zeszłego roku i są ok. Po prostu nie trafiamy w dzień i zdecydowanie za mało serduszkujemy! I to trzeba zmienić! Natychmiast:) Małpa już sobie poszła, dzisiaj wolny wieczór to może jakaś rozgrzewka?
niech ktoś zerknie na mój wykres i mi powie co można z niego odczytać bo ja już sama nie wiem
Dziś wizyta u ginekolog i kolejne nerwy , jeśli dostane L4 to nie wiem jak powiem o tym w pracy
Strasznie się obawiam reakcji moich szefów bo niestety na moje stanowisko nie ma nikogo innego
Z drugiej strony moi szefowie nie byli zbyt uczciwy podług mnie , co chwila mam telefony z pracy czy będę jutro , czy wyzdrowiałam , czy mogę pracować i co ja mam im powiedzieć , że jestem w ciąży i nie wrócę . Mam strasznie ciężką pracę wstaje o 4 rano i dużo dźwigam , chciałabym aby wszyscy byli szczęśliwi ale tak się chyba nie da , najgorszy jest ten lęk nie umiem stanąć przed nimi twarzą w twarz .
Dziś wizyta u ginekolog i kolejne nerwy , jeśli dostane L4 to nie wiem jak powiem o tym w pracy
Strasznie się obawiam reakcji moich szefów bo niestety na moje stanowisko nie ma nikogo innego
Z drugiej strony moi szefowie nie byli zbyt uczciwy podług mnie , co chwila mam telefony z pracy czy będę jutro , czy wyzdrowiałam , czy mogę pracować i co ja mam im powiedzieć , że jestem w ciąży i nie wrócę . Mam strasznie ciężką pracę wstaje o 4 rano i dużo dźwigam , chciałabym aby wszyscy byli szczęśliwi ale tak się chyba nie da , najgorszy jest ten lęk nie umiem stanąć przed nimi twarzą w twarz .
Jak się czuję? Od wczoraj wymiotuje... dzisiaj mój organizm przestał tolerować kawę... Zemdliło mnie na sam zapach... zrobiłam sobie kanapki z pasztetem- odrzucił mnie jego zapach... kupiłam sobie pół kilo serka wiejskiego i wciskam go jak szalona
W dodatku bolą mnie cycki, plecy i wg tak mi jakoś dziwnie 
Mam nadzieję że to dobre znaki 

O najświętsza panienko ratuj...
O matko i córko, rady już nie daję...
Panie milusieńki gdzies ty? Jak cię tu potrzeba u mnie...
No ludzie słodcy, pawia puszczę zaro. Leżę i ledwo dycham. Rajstopy i dresy zsunęłam na biodra, bo przecież ścisk jak w tramwaju w stolicy rannymi godzinami w poniedziałek. Już nawet ta linia mi się zrobiła od łona ku pępkowi. Tylko że ta linia od rajstop. A ślad od dużego brzucha bo się właśnie obżarłam jak krowa, która jeść nie jadła przez kika dni. Ale, halo? Halo, halo! Przecież ja nie jadłam kilka dni... I dlaczego się jeszcze od krów wyzywam? No tego w kinie nie grali (jakby to moja babcia powiedziała)...
Sytuacja ma się tak, że ósmy tydzień ma się o całe 180 stopni odwrotnie do tygodnia 7-dmego, kiedy to tak pięknie jadłam, tak zdrowo, takie rybki i orzeszki i te soczki świeżo wyciskane. Takie to wszystko było wychuchane i wygłaskane, bo przecież w ciąży to trzeba zdrowo się odżywiać. Na samą myśl jakie to piękne aż mnie mdli.
Tydzień ósmy proszę państwa to tydzień wahań. Wahań jadłospisu, wahań toaletowych, wahań zachowaniowych czy wahań wypoczynkowych. Ryby i mięso, jaja i sery, sosy i dipy, grzybki i ogórki – patrzeć nie mogę. Zapachowe świeczki, zapach (albo odór) z lodówki, panicz po siłowni, panicz po kąpieli, panicz gotuje, córka maluje – wdychać nie mogę. Jestem miła i wredna, mówię i krzyczę, posmyram po plecach i rzucę zza zębów spierdaj mi stąd! Ciągle zmęczona, ciągle zęmdlona (od mdłości), ciągle coś źle i coś nie tak. Sama już siebie słuchać nie mogę!!!! Ale jak ON mi na nerw zadziała to nie ma litości... No tyle co mnie nawkurwiał w tym tygodniu to przecież jakbyśmy już byli pochajtani – o rozwód bym wystąpiła. Jakbym w ciąży nie była – odeszłabym. Jak tylko jest blisko to śmierdzi. Jak za daleko to herbaty mi nie poda... No przecież nikt w życiu takiego nieokiełznanego nieroba jak mój leń to nie ma!!! I leży to pranie od 45 min w pralce. I nie ważne, że już skończyło prać i czas wieszać nie! Ten leży na kanapie i drapie się po jajkach.
W tygodniu ósmym jem chleb z chlebem przekładany chlebem. Piję maślankę i zagryzam jogurtem. Na obiad pajdka chleba z makaronem a na kolację płatki. Jutro spróbuję chleb z ryżem albo bułkę z ziemniakami. Raz zrobiłam polskie mielone to zjadłam szybko zaciskając nos. Jedyne mięso jakie przeszło mi przez gardło w tym tygodniu. Dziś mam rosół. Mój ulubiony. Na kaca zawsze pomagał więc może na ciążę też będzie dobry? I może nogę opier*olę jak mnie nie odrzuci ten smród...
O co ja mogę być jeszcze na niego zła???
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 marca 2014, 15:21
9 Najczęstrzych objawów ciąży:
Brak miesiączki -> ............ to się dopiero okaże 
Wrażliwe piersi -> aż bolą przy dotyku...
Rozdrażnienie -> strzelanie focha na miśka o NIC
Niechęć do używek -> nie pale bo mi nie smakują...
Nudności -> + wymioty...
"Dziwny" apetyt -> kawa nie smakuje, wciskam serek (którego nie bardzo lubie)
Częste odd. moczu -> nigdy nie wstawałam w nocy żeby oddać mocz teraz robie to conajmiej 2 razy w nocy 
Przebarwienia -> śluz mocno kremowo-wodnisty i ostatnio ta plamka...
Wyższa temperatura -> żadko kiedy po połódniu mam 37,15 
13.03.2014 r. - 32 tc
W dniu dzisiejszym zostało już 2 miesiące do narodzin naszego malucha. Ojej, ale to zleciało. Zaczyna ogarniać nas przerażenie, bo czujemy się jakoś mało przygotowani do przejęcia odpowiedzialności za takie maleństwo. Ja zaczynam wpadać w panikę, włączył mi się syndrom wicia gniazda, więc na szybcika dokupuję brakujące rzeczy. Pozostało tylko łóżeczko, no i ten nieszczęsny wózek, bo jakoś na nic nie możemy się zdecydować - ten za wysoki, ten za twardy, ten się nie buja, ten brzydki, ten drogi - kurcze, ale jesteśmy wybredni
Ograniczam chodzenie i leżę, bo szyjka się nieco skróciła, a poza tym odczuwam twardnienie brzucha. Mały też jest jakoś bardziej leniwy - nie kopie już tak intensywnie, ale czuję jak wpycha mi nóżkę pod żebra i tak cudownie łaskocze
Więcej się przeciąga, wypina pupcię i nadal jest niereformowalnym indywidualistą wraz ze swą pośladkową pozycją. Jeśli więc nie zmieni zdania czeka nas cesarka. Oby tylko dotrwać do terminu ciąży donoszonej - jeszcze tylko i aż 5 tygodni... A ja ciągle żyję tym dniem kiedy wykonałam test ciążowy, zupełnie nie spodziewając się dwóch kresek. Tyle już razy z rozczarowaniem wyrzucałam negatywne testy i niby tłumaczyłam sobie, że na każdego przychodzi odpowiedni moment, ale gdzieś w głębi serca czułam takie ukłucie żalu, że to jeszcze nie teraz. Wiedziałam, że tyle problemów zdrowotnych, kiepskie wyniki nasienia męża i akurat wtedy jakoś się nie nastawiałam - choć podświadomie przelatywała myśl o ciąży i nie rozumiałam dlaczego detektor objawów wskazuje ponad 90 %. Zrozumiałam, kiedy w momencie pojawiły się dwie kreski i oblana potem pojęłam, że to już się dzieje, że wszystko się zmienia i już nigdy nic nie będzie takie jak dotychczas. Nie będzie... i ta myśl napawa mnie optymizmem, że mój mały wojownik skacze sobie w wodach płodowych, słucha bicia mojego serca i już niebawem go przytulę w szpitalu Jana Pawła II, bo przecież On od początku nam towarzyszył. Sprawił, że cudem uniknęłam usunięcia jajnika, nie potwierdziła się dzięki Niemu diagnoza guza mózgu, pomógł w staraniach i właśnie dlatego mały na drugie imię dostanie Karol. Ku pamięci i dla wdzięczności...
Nie piję kawy od dwóch tygodni - to dziwne jak na mnie, że aż tak mocno mi to nie przeszkadza. Śpiąca nie jestem a z chęcią na wypicie małej kawki tez nie jest tak źle jak myślałam
póki co mocne postanowienie żeby dalej ograniczać
nawet M. Powiedział, że chce teraz zamiast kawy pić zielona herbatę - wow!
Dawno nic nie pisałam w moim pamiętniku, ale myślę, że nadeszła już pora zaznaczyć ważny moment. Po wielu miesiącach starań zdecydowaliśmy się z mężem na leczenie w Klinice Leczenia Niepłodności w Katowicach. Mamy ustaloną wizytę na 24 marca. Powinnam wtedy mieć 15 dc, więc nowy lekarz będzie widział czy zapowiada się na jakąś owulację. Mam nadzieję, że oprócz tego znajdzie przyczynę problemu niepłodności - przy owulacjach i regularnych przytulaniach nic nie wychodzi. Ja powoli tracę już nadzieję, ale mąż jest dzielny, jak on zwątpi to chyba przestaniemy sie starać. Póki co, chociaż boję się jakiegoś strasznego wyroku na tej wizycie, to nie mogę się doczekać. Wierzę, że to przełom w "śledztwie"
Cieszę się też, że ludzie których przy okazji spotkamy będą tam z takim samym problemem jak my, a nie szczęśliwe przyszłe mamy, szczęśliwi tatusiowie i rozanielony doktor. Lekarz w klinice musi już chyba patrzeć dokładniej, pewnie ma podobne sytuacje na co dzień. Chyba coś wymyśli.
Dzisiaj nastąpił też inny przełom, ale bardziej w mojej psychice. Właśnie dzisiaj dowiedziałam się, że moja przyjaciółka, która jest w ciąży bliźniaczej, że może mieć poważne problemy. Tak jej zazdrościłam ciąży i bliźniaków, chociaż się cieszyłam, ale jednak zazdrościłam, a okazuje się, że to bliźnięta jednojajowe i moga mieć zespół podkradania i że jak jej ciąża nie będzie prowadzona prawidłowo to może je stracić. Czuję się okropnie, że tak zazdrosciłam, a tu może być taka tragedia. Aż mi się chce płakać
27 dc
wredoty brak...co jest grane???
moze tylko sie przesunie przez nerwy?
moze nie przyjdzie bo jestem w ciazy?
poczekam do soboty, jak sie nie zjawi to w niedziele zrobie testa...
ale byłaby niespodzianka gdyby sie udało...przeciez czeka mnie in vitro, a tu ciaza, hehe 
na nic sie nie nastawiam, jakby co jestem przygotowana na wszystko...
Dupa, dupa, dupa... Pewnie niedługo zakończę mój pamiętnik ciąży. W poniedziałek beta wynosiła 3757, a w środę 4457... Przyrost o zaledwie 17%
Powiedziałam rodzicom i zadzwoniłam do mojej lekarki, powiedziała mi, że to jeszcze o niczym nie przesądza, żebym zrobiła kolejną betę za 3 dni i przyszła do niej tak, jak się umówiłam, czyli w piątek.
Już nie mam raczej nadziei.
Aaaaa... Znalazłam w necie i dziewczyna na forum napisała:
66% w ciągu 48 godzin w przedziale do 1 200 mIU/ml
114% w ciągu 72 godzin w przedziale do 1 200 mIU/ml
podwojenie w ciągu 96 godzin w przedziale 1 200 - 6 000 mIU/ml
Czyli podwoić może mi się po 4 dniach.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 marca 2014, 20:00
Nie wiedziałam, ze pisanie pamiętnika tak mi pomoże:)
Staram się nie myśleć o ciąży i tych wszystkich sprawach, no ale nie mogę.
Przed rejestracją na portalu myślałam, że osób, takich jak ja mających problem z ciążą jest mało, tu jednak proszę trudności z zajściem ma prawie co piąta dziewczyna. Na szczęście na Ovu wszyscy się wspierają i można zawsze zajrzeć, napisać o swoich problemach i zawsze ktoś nas pocieszy.
Niestety o moich, a raczej naszych problemach w rodzinie nikt nie wie (bo nie ma się czym chwalić)i nie wiedzą jak trudne są te pytania z cyklu "no może byście się postarali o maleństwo" i te moje odpowiedzi typu "nie teraz, bo kariera", "nie bo jesteśmy młodzi", "jak się do domu wprowadzimy to do nowego będzie coś małego", a ostatnio tylko milczę.
Chyba tylko w pracy jest dziewczyna, która rozumie takie sprawy bo sama z mężem nie mają dzieci, a są w 100% zdrową parą (małżeństwem są od 15 lat). Nic tylko ich podziwiać, że pomimo braku dzieci mają przecież siebie i się kochają i to wystarcza.
W ostateczności zostaje mi się pogodzić z tym, iż nie mogę mieć dzieci i zastanowić się nad adopcją, może jakaś mała nie kochana istotka czeka, że dać jej dom i obdarzyć miłością. kto wie?
Tylko co z moim M. On nie umie się pogodzić z ta sytuacją, o jak to facet uważa, że czegoś mu brak. A przecież nie brak mu niczego i on tym doskonale wie, a jak zapomina to mu przypominam, ze wybrałam go dlatego, ze go kocham, a wszystko inne przyjdzie z czasem, nawet jakbyśmy mieli adoptować dziecko to też będzie dobrze.
Zadzwoniła dzisiaj moja mama i powiedziała, że pogrzeb utraconych dzieci, m. in. mojej dzidzi, będzie 25.03. Niby zdawałam sobie sprawy i wiedziałam, że chcę je pochować, ale teraz jak stało się to realne bardzo się boję.. na samą myśl o tym chce mi się płakać, ale chcę się z nim pożegnać. To na pewno będzie bardzo ciężkie, ale muszę..
Wyniki z 3dc:
TSH 0,976 (normy 0,270-4,200)
Prolaktyna 23,66 (normy 4,79-23,30)
Troszkę prolaktyna podwyższona więc od dziś zaczynamy Z Bromergonem, póki co pół tabletki.
W środę idę do nowego lekarza, tym razem do gin-endo.
Boże daj mi siłę, bo czuję, że już brakuje mi sił....
Co do jendego z poprzednich postów, w którym pisałam o siemieniu lnianym, to już mi nic po nim nie jest...a poprawę śluzu też wydaje mi się, że już widzę. Jest go więcej niż w poprzednich cyklach. Do tego już od miesiaca piję magnez z wit. B6. (i to mg forte). Magnez poodobno też wpływa na lepszą jakość śluzu płodnego. 
Myślałam o wiesiołku, ale jako, że w poprzedni cykl był 12 dni dłuższy niż wcześniejsze ijestem na ustawianiu hormonów, to wolę nie ryzykować, że nie ogarnę kiedy dokładnie jest owulka, szczególnie że wykresy mogą się trochę mylić. A ja pilnie muszę obserwować organizam. Także postawiłam na bezpieczniejsze suplementy. 
Kiedy przyszłam na Ovufriend, zobaczyłam, jak wiele kobiet każdego dnia walczy o spełnienie marzenia o macierzyństwie. To mnie pokrzepiało: nie czułam się inna, gorsza, przekonałam się, że zajście w ciążę to prawie nigdy nie jest takie "hop siup", jak mi się niegdyś wydawało.
Teraz jestem przerażona. Z całej grupy około 30 kobiet, które walczyły ze mną już tylko kilka nadal walczy. Pozostałe są w ciąży. Udaje Im się po 3, 4, 6, czy 10 miesiącach starań. Początkowo cieszyłam się z Ich sukcesu, ze spełnionego marzenia. Teraz już nie potrafię. Za każdym razem odczuwam strach, smutek, żal i zazdrość. Dlaczego nie ja? Dlaczego to nie w moim brzuchu zadomowiła się fasolka? Miesiące mijają, kolejne staraczki przychodzą i odchodzą, a ja tkwię wciąż w tym samym miejscu, wciąż z tymi samymi obawami, które raz po raz mieszają się z nadzieją. Nie wiem, co dalej. Chyba naprawdę czas na badania. A tak chciałam tego uniknąć... 
Teraz tylko czekam, aż skończy się ten koszmarny cykl. Został zmarnowany przez głupią małżeńską sprzeczkę. Kilka niepotrzebnych słów odsunęło nas o kolejny miesiąc od szansy zostania rodzicami... To takie przykre! Od kilku dni bardzo mnie suszy i w dziwny sposób boli mnie brzuch. Gdyby były starania, już zaczęłabym podejrzewać, że może się udało. A tak - wiem, że tylko chora wyobraźnia podszeptuje mi jakieś objawy, ale tym razem nie dam się nabrać, bo mam unaoczniony dowód na to, że nie mogło się udać. Skoro nie udaje się, gdy cykl jest obsadzony serduszkami, to niby jakim cudem miałoby się udać przy jednym marnym serduszku? Ech, czekam, jeszcze tylko 2 dni i zacznie się nowy cykl.
Z nową szansą, nowymi nadziejami i...nowym rozczarowaniem?
Ale się mogłam wkurwić dzisiaj..
jak się wali to dosłownie wszystko!
(Od razu przepraszam za brzydkie słowa) 
Po godzinie 14 zadzwoniła do mnie babka od genetyka-bo byliśmy umówieni na 28 kwietnia, i mówi mi, że kilka dni temu mieli zebranie i nfz nie refunduje wszystkich badań tylko określoną liczbę w miesiącu..i z tego względu nasz termin znacznie się przesunie! uwaga!!! na 21 lipca! noż kurwa mać-od stycznia czekałam do końca kwietnia a teraz mam czekać do lipca!
Wstępnie się zapisałam, będę dzwonić po innych miastach i pytać jak z terminami.. 
A potem zadzwoniłam do gabinetu gdzie przyjmuje profesorka i chciałam się umówić na wizytę-mówię co i jak, że ja po diagnostyce w szpitalu..itd, i, że właśnie odebrałam wyniki badań, a ta mi mówi, że do końca kwietnia nie ma wolnych terminów! że od 1 kwietnia można dzwonić zapisywać się na maj..ewentualnie dzwonić we wtorki lub czwartki i pytać czy się coś zwolniło...
I bądź tu człowieku mądry i rób se co chcesz!!!
Najwidoczniej sama mam sobie zinterpretować wyniki badań..w dodatku nie wszystkich badań!
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.