Byłam dziś na kontroli po wyjściu z tego okropnego szpitala i wszystko jest dobrze z dzidziusiem, dostaliśmy następną receptę na luteine i skierowanie na badanie moczu morfologia i test obciążenia glukozą..aż się już tej glukozy boję bleee. Lekarz zrobił usg żeby podejrzeć dzidziusia i maleństwo chyba sobie spało bo tylko kilka razy kopneło nóżką i zwineło się w kuleczkę
jak ja uwielbiam te badania usg i przyglądanie się mojej dziecince...jest taka słodka i mogłabym podglądać je bez końca
i to widoczne bijące serduszko na monitorze...cudo..Mój Mały Wielki Cud
Kocham..;*
Chyba serce mi znowu szwankuje, siedze bije jak oszalale, budze sie w nocy tak samo mocno bije. Wczoraj bylo mi duszno teraz tez cos ciezej mi sie oddycha. Ja juz nie wiem co z nim mam nie tak. Prywatnie do kardiologa wizyta za ponad miesiac a na NFZ jak pojde to znowu bedzie "ty to ty tamto, sramto" znowu wypisywac stos papierow bo jak zwykle nie beda miec mojego ubezpieczenia. Krzywa mina lekarki jak by musiala do wc i jak powiem ze w ciazy to bedzie ze dlaczego ze po co. Tak bylo z mala w ciazy "a ty jestes w ciazy? czemu tak szybko" i bla bla bla. Moja sprawa nie lekarki, zeby isc do niej trzeba by wypic cala paczke melisy chyba. Nie wiem co robic bo juz mnie meczy to szybsze bicie serca i ciezki oddech.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 maja 2014, 19:11
już na nic nie liczę,
już na nic nie czekam,
poddaję się 
tyle bitew przegranych...
czas przegrać wojnę
Jutro zaczynam 7 tydzień!!! Hurra 
A 16 maja druga wizyta i drugie USG - mam nadzieję, że będzie już coś widać.
Dzisiaj nastrój ok, sił sporo, nawet nie spałam w ciągu dnia. Czytałam dziś z nudów sporo na różnych forach i lekko się zdenerwowałam, tyle możliwych minusów i zagrożeń. Już nie czytam. Do tej pory miałam taki wewnętrzny spokój a dziś po porcji historii z życia wziętych spokój gdzieś się zgubił.
Może wróci jutro.
"Tarczyca jednorodna, niepowiększona, normoechogeniczna. Okoliczne węzły chłonne niepowiększone" tak brzmi opis mojego dzisiejszego usg 
Uff, kamień spadł mi z serca
Babka od usg była fajna i gadatliwa, jest specjalistą radioterapii i onkologiem. Niestety, powiedziała, że jeśli mam antyciała, to jednak one wskazują na Hashimoto, ale teraz mogę je mieć w uśpieniu, alb wyciszone. Muszę kontrolować tsh i ogólnie tarczycę i będzie dobrze. Najważniejsze to to, że nie mam stanu zapalnego, nie mam ogromnej ilości przeciwciał i nie mam żadnych objawów. Czylo traktuję to, jakbym choroby nie miała, przynajmniej na razie. A czy ujawni się ona po porodzie (co jest częste), za rok czy za kilka lat, to trudno, będę martwić się wtedy. Teraz nie mam po co się załamywać. Muszę skupić się na tym, że jest dobrze i konstruować potomka
Tsh mam kontrolowane, biorę malutką dawkę leku, więc na pewno będzie dobrze 
No, to tyle dobrych informacji o mnie. Gorsze mam jeśli chodzi o męża. Niestety, po drugiej serii antybiotyku stan zapalny się nie zmniejszył i w takim razie musi raz jeszcze iść na wizytę do urologa, tym razem już trzecią. Nie ma po co robić teraz badania nasienia, skoro jest ten stan zapalny i gulka się nie zmniejszyła tak, jak powinna. Na szczęście termin jest w miarę bliski, bo w najbliższą sobotę. Pewnie lekarz da mu znów antybiotyk, tym razem silniejszy. Jeśli po nim stan zapalny zniknie, to musimy odczekać 4 tygodnie i po tym czasie możemy zrobić badanie nasienia. Trochę mnie to dołuję, bo przez to rozciąga się wszystko w czasie. Myślałam, że antybiotyk już teraz zadziała i pod koniec maja byśmy wiedzieli jaki jest stan żołnierzyków. A tak nie wiadomo ile jeszcze potrwa leczenie, a po nim trzeba jeszcze odczekać ten miesiąc i dopiero można zrobić badanie. No ale trudno. Najważniejsze, że wszystko powoli się klaruje i to w tą dobrą stronę 
Odebrałąm dziś Conceive Plus. Zamówiłam w tubkach, bo uznałam, że jeśli już go używać, to porządnie, szczególnie jak jest taki drogi. Nałożony ręką może nie dotarłby tam gdzie trzeba, aż tak głęboko i w odpowiedniej ilości, a tak będę miała pewność że użytkowanie było prawidłowe. Strzykawki jakoś też do mnie nie przemawiały. No więc będziemy testować, a owulką już niedługo
Muszę to jakoś dobrze rozplanować 
No wlasnie ja bez ciazy mialam problemy ze sercem ale jakos nigdy nie dostalam skierowania do kardiologa. Czesto mialam dusznosci, rodzinny stwierdzil ze to nerwica serca ale w zaden sposob tego nie lecze a teraz jeszcze bardziej daje sie we znaki i troche panikuje przez to. Strasznie meczace sa te dodatkowe skurcze, ktore czasem miewam, boje sie ze raz bedzie za pozno i mnie nikt nie uratuje...
Mąż chce nas ściągnąć na nowo do siebie. Nie widzi sensu powrotu do kraju. Ja nie chce, nigdy nie mogłam sie przyzwyczaić do mieszkania tam. Chociaż mieszkałam przez 6 lat. Nie czuje sie tam bezpiecznie, kilka razy zdążyło mi sie byc wyzwaną przez angielską patologiczna młodzież, zupełnie bez powodu. Poprostu dlatego, ze jestem Polką! Nie chce tam mieszkać ze względu na synka, zeby nie wychowywał sie wsród tych krzyczących dzieciaków, wsród tej okropnej patologii. Nie wiem dlaczego, ale tam większość to patole. A juz nie wspomnę o służbie zdrowia. W Polsce sie narzeka, ale tam jest jeszcze gorzej. Na wszystko podają pracetamol z czymkolwiek sie nie pójdzie do lekarza PARACETAMOL!!! Chociaż z drugiej strony ile możemy tak na odległość, te starania o dziecko tez tak w kratkę bo wiecznie w rozłące. Kontakt syna z tata tez jest nijaki. Sama nie wiem co mam robic!!?? Zapierac sie dalej, czy dla utrzymania rodziny w kupie spakować sie i polecieć tam, gdzie na pewo nie będe czuła sie dobrze. Nie wiem, nie wiem co mam robic MASAKRA!!! Najbardziej meczy mnie myśl, ze synek od września powinien pójść do szkoły. Tutaj do 1-szej klasy. On jest mądrym dzieckiem i nie chciałabym, zeby ta zmiana całego otoczenia go przygasila. On jest jak żywa bateria, która nigdy sie nie wyczerpuje. Może plusem jest to, ze szybko nawiązuje kontakt z ludźmi i całkiem możliwe, ze nie miałby problemu z zaaklimatyzowaniem sie.
Kiedyś mu napomknęłam, ze wyprowadzimy sie do taty. Skończyło sie panicznym płaczem, ze on chce tu zostać, bo tu bedzie chodził do nowej szkoły i ma wszystkich kolegów i koleżanki, ze ma babcie wszystkie i koniec i kropka. Rozumiem go doskonale bo tutaj dzieci maja zupełnie inne dzieciństwo. Niby komputery teraz zabierają dzieciom najwiecej wolnego czasu, ale moj syn woli podwórko. A tam nie wyobrażam sobie puścić go tak, jak tutaj do dzieci na podwórko. Bedzie skazany na mamę panikare. Buuuuu aż sie płakać chce...
23tyg 6dni
6 miesięcy... 6 miesięcy ciąży
szok normalnie, jak ten czas leci!
Wróciliśmy do domu dzisiaj, jestem wymęczona po podróży, a jutro juz do pracy
ale tylko do 7 sierpnia wytrzymać i wolne czekając na narodziny synka 
Kurczę trzeba się wziąsc za wyprawkę dla synusia. Z polski przewieźliśmy nosidełko, które jak narazie wydaje mi się super. Materiał bardzo dobrej jakości i bardzo łatwo je się zakłada i ściąga. Zobaczymy jak małemu się spodoba 
Jutro pomyślimy o reszcie, teraz idziemy spać! 
Zaczynam sie troche irytowac.
Od potora miesiaca staram sie zgubic troche zbednego balastu, niestety waga nie jest litosciwa dla mnie , wiecznie pokazuje mi to samo. Cwicze prawie codziennie, koryto tez poszlo troche w gore i nic.
Dzis w nocy kiepsko spalam, ranek tez nie jest dla mnie laskawy , bola mnie oczy i mam wrazenie,ze mam spuchnieta buzie i rece- dlonie to nie wrazenie, sa spuchniete. Nie wiem co co to z tym puchnieciem chodzi. Chyba nadciaga starosc........
Dziś strasznie mi się nudzi. Pada deszcz, M oczywiście ma milion spraw do zrobienia i biega po podwórku (co chwila tylko wpada się przebrać więc chociaż pranie mam jako atrakcję).
Naoglądałam się wózków, łóżeczek, ubranek. Ależ to jest wszystko piękneeeee! Tak bym chciała już zacząć kupować
Ale chyba zaczekam, aż będę znała płeć Kruszynki. Tylko wózka szukam używanego więc jak się pojawi fajny to kupię i już 
Dziś mam mega ochotę na dosłownie wszystko. Mdłości na dziś poszły w odstawkę
chociaż... trochę mnie zemdliło po bananie hehe
Spieramy się z M co do imienia ach ciężki wybór
Mamy czas, ale z moim Uparciuchem może być ciężko więc zaczynam pertraktacje już wcześniej. Chyba kupię jakąś bazę imion i będziemy skreślać - może jakieś zostanie.
Dziś tempka troszkę spadła, więc już nie jest mi tak wesoło, ale w nocy nie mogłam spać, cały czas myślałam "jestem w ciąży" i z tego podekscytowania nie mogłam zasnąć. Piersi nadal napięte, a najśmieszniejsze jest to, że zaczynam widzieć ciemną kreskę od pępka w dół (głupol!). Coś mi się nie wydaję, żebym wytrzymała z testem do piątku, no bo jeśli objawy które obserwuje są prawdziwe a nie zmyślone, to test będzie już wiarygodny prawda? Skoczę go dziś zakupić
Dobrze że mam coś do nauki na dziś to trochę się zajmę 
Pozdrowienia!
Nasze małżeństwo to zazwyczaj sielana, że aż nudą wieje. Niby nudno, ale jak się wkońcu ziemia zatrzęsie, to stwierdzam, że wolę tę nudę. No i tak wolę od wczoraj, od kłutni.
Dzisiaj tempka podskoczyła do 37. Może jednak owu była wczoraj w 12dc. Miałam plany na przytulanie, ale obrażeni na siebie na wzajem osobne wieczory mieliśmy. I dupa.
No i mam !
W zeszłym miesiącu głowa bolała mnie chyba trzy tygodnie , poszłam do lekarza , bo myślałam oczywiście , że tak długi ból może zwiastować tylko jedno ( czytanie w sieci robi wodę z mózgu , ale mimo to czytam ) guz, tętniak itp. Pani doktor poświeciła latareczką , oznajmiła , że neurologicznie ok i tyle . Leczyć mnie nie chciała , bo skoro staram się o dziecko to jedynie Apap mnie może podratować . Skierowanie na badania krwi , a potem zobaczymy ...Badań jeszcze nie zrobiłam , bo ból na chwilkę ustąpił . Od wczoraj znowu się zaczęło . Cholera !
W piątek idę pobrać krew , bo przy okazji hormony zbadam , te , które w zeszłym miesiącu miałam zbadać .
Mam nadzieję , że głowa to tak przy miesiączce tylko boli i przestanie . Ostatnio też tak myślałam a ona bolała i bolała ....
Dziewczyny powstawały do szkoły , i pierwszy raz jadą rowerami . Jestem pełna obaw , bo kilka dość ruchliwych ulic po drodze mają . Mam nadzieję , że dojadą bezpiecznie 
A ja wsiadam zaraz na orbitreka , popędzę moje 45 minut i biorę się za porządki oczywiście . Pomału i do celu . W kibelku lśni
więc najgorsze za mną .
W głowie mętlik myślowy , ale już przywykłam i doszłam do wniosku , że nic nie będę planowała . Trzeba żyć chwilą . Co ma być to będzie . Może głowa boli od tego ciągłego myślenia ? Coś się przegrzewa chyba
Zwarcie ....
Popołudniu , dzieci zrobiły lekcje , podrażniły mamę , pokłóciły się ... czyli norma ale ogólnie wesoło 
-Zuzia idź na podwórko ( mówię do najmłodszej )
-No już idę ,tylko ogarnę w pokoju ( Zuzia akurat porządnicka jest
)
Siedzę na kibelku , drzwi otwarte , a widok mam na schody prowadzące do królestwa moich pociech . Słyszę , że coś się sypie z góry , wprost na moje piętro ...( to ewidentnie żarcie od papug )
-Zuzia co robisz?
-Nic... 
To ja już wiem , skąd u mnie na dole i na schodach taki syf każdego dnia . Kochane dzieci . Dbają o swoje 
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 maja 2014, 16:06
Dziś lepszy humor, może to huśtawka nastrojów i za bardzo biorę wszystko do siebie?? Także spokój i wyciszenie, synuś jest taki kochaniutki, pomimo tego że tylko wierci się w brzuszku ale tak bardzo go kocham... Moje szczęście
No i mąż już zdecydował, że jednak będzie Maciej. Król Maciuś
Już tak mówimy do brzuszka, więc cieszę się, że ten spór już jest z głowy. Jutro podstawowe badania-krew, mocz i glukoza mam nadzieję, że wyniki będą dobre. AAA i dziś rano znowu ale delikatnie moja bułeczka wystawała i wydaje mi się, że to była jego pupka
I ciągle nie mogę się zdecydować jaki kolor będzie dominował w pokoju-zieleń czy błękit... A może po prostu połączę te dwa? To się jeszcze okaże 
Kawa już nie smakuje jak dawniej...uwielbiałam ją a teraz tak średnio mi podchodzi
a piję z ekspresu Lavazze wiec nie jakieś siki! zawsze dodaję też trochę mleka oraz cukru i wtedy jest boska! a tu co?? nijaka... piję rano by całkiem nie zasnąć... ale to już nie ten smak...
Co do smaków...dziewczyny! to niesamowite jak organizm domaga sie witamin i mikroelementów (to akurat piękny i dobry znak że fasolka rośnie:)
Wczoraj musiałam, musiałam kupić botwinkę i ugotować zupę!!!! Ja - nienawidzę buraków pod każdą postacią: barszczu czerwonego, botwinki, buraczków tartych do obiadu... a tu nagle taki szok!!!! zjadlam wczoraj całą miskę zupy ! pyycha!
Do tego wcinam dużo kwaśnych owoców: jabłka, kiwi,pomarańcze, granaty... 
dobrze że mam takie zdrowe zachcianki a nie typu cola i batoniki czy frytki 
1 kg na plusie... hm nie za dużo?????
Moje obcisłe dżinsy zaczynają być zbyt obcisłe, i czuję się w nich niekomfortowo...
najchętniej chodziłabym w bluzach i luźnych koszulach... a tak uwielbiam dopasowane rzeczy... ale już mi w nich niewygodnie:( coż poradzić
z dnia na dzień boje się coraz bardziej
boję się, że moje marzenie bycia matką nigdy się nie spełni
co dzień męczę mojego męża żeby mi powiedział czy wierzy w to, że się nam udało i dzidziolki zostaną z nami już na zawsze. Obiecuje sobie, że jak wynik wyjdzie negatywny to się nie załamię i będę walczyć dalej. Myślę sobie, że tylu osobom nie udaję się zajść w ciąże za pierwszym ivf więc dlaczego mi miałby się udać???? skoro do tej pory mi się nie udawało to niby dlaczego teraz miałby się udać????
http://www.mamazone.pl/kalendarz-ciazy/pierwszy-trymestr/tydzien-7.aspx
Bardzo fajna stronka - ciąża tydzień po tygodniu. Ja sobie oglądam zawsze ten tydzień w którym jestem
hihi
Moja psychika nie nadąża na razie za zmianami, które następują w ciele.
Z regularnych rozwolnień przeskakuję na permanentne zatwardzenia.
Nie mogę się spokojnie wyspać bo 1-2 razy na noc muszę wstać na siku.
Zaniedbuję Małża bo nie jestem w stanie podjąć się przyrządzenia jakiegokolwiek posiłku poza płatkami kukurydzianymi na mleku z bananem lub kanapką z serem i pomidorem. Na wyjeździe majowym aż mi serce ściskało kiedy widziałam go pochłaniającego schaboszczaki i kiełbasy tak jakbym go w domu głodziła (żołądek też mi ściskało bo rzuca mnie na samą myśl o mięsie).
Prawie co noc śni mi się, że ktoś dowiedział się o ciąży zanim zdążyłam ogłosić to oficjalnie, tak jak zaplanowałam, i budzę się roztrzęsiona.
Ciągle myślę z niepokojem jak to będzie kiedy w pracy już się dowiedzą a z drugiej strony marzę żeby im już powiedzieć bo wkurzają mnie rozmowy o planach sprzedażowych na przyszły rok itd.
Do tego mam lekką psychozę i wydaje mi się, że każdy patrzy na mój brzuch.
Niestety w psychozie tej może tkwić ziarenko prawdy bo wczoraj mnie jakoś wzdęło i brzuszek już porządnie wystaje (Czego ja sama nie zauważyłam i radośnie biegałam cały dzień w dość wąskim topie dopóki Małż nie zakrzyknął na mój widok - O! Brzuchaczek!)
21 maja kolejna wizyta - USG przezierności karkowej i może w końcu lekarz uzupełni moją rozbebłaną kartę ciąży bo do tej pory nie wpisał do niej nic poza podstawowymi danymi. Nie znam tez jeszcze daty porodu 
Koniec marudzenia!
Pod moim sercem rośnie nowe życie i jestem przeszczęśliwa! 
Cała powyższa tyrada nie ma najmniejszego znaczenia kiedy kładę rękę na brzuchu i zaczynam rozmawiać z naszą Iskierką 
Na Ovu mój ostatni wpis był o Bocianach, pięknych, poczciwych ptakach, które podobno przynoszą dzieci
No właśnie w pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych latały sobie nad domem szwagierki, może to był znak by jeszcze serduszkować z Mężem? Nie wiem, bądź co bądź udało się! Zaczynamy 5 tydzień, na razie bez większych dolegliwości. Czasami zakuje jajnik, pobolą plecki i takie tam.. Mam jedynie wrażenie, że muszę co chwilę chodzić do toalety na siusiu, a później okazuje się, że poleciało parę kropelek.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 maja 2014, 10:46
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.