Melduję, że dziś 50 dc, 37,1 C i brak okresu. Sama już nie wiem, kupić jeszcze test ciążowy czy ostatni wynik bety potraktować jako wyrocznie, że tym razem się nie udało... Nie chcę się nakręcać, bo potem jest wielki dół i rozpacz. Dodam tylko, że tak długiego cyklu jeszcze nie miałam, a także tak długo utrzymującej się wysokiej temp. od 15 dni jest ok 37 C.
No dobrze, mimo ze dzis jest niedziela, zakasalam rekawy i przemalowalam mebelek do przedpokoju - wreszcie bo czekal juz ze dwa tygodnie.
Kupilismy go za grosze na pchlim targu.
Jestem z siebie dumna 
Taki byl przed:

A taki po:

Nastepny jest nocny stolik, ktory wreszcie znalezlismy by skompletowac sypialnie ( tez za grosze).
Lubie sie babrac w farbie, moze dam rade jeszcze dzis obskoczyc drugi mebelek 
Milego popoludnia 

Zaczelam piaty miesiac
Matko jak ten czas szybko leci, juz polowa ciazy za mna. Zanim sie obejrze a bede jechac na porodowke. Z synkiem czas bardzo mi sie dluzyl ale tak pewnie jest przy pierwszym dziecku. W tym czasie wiedzialam juz dawno ze bede miala synka wiec wpadlam w wir zakupow. Teraz jeszcze nie wiem co malenstwo ma midzy nogami wiec tez nic jeszcze nie kupuje. Kolezanka mojej kolezanki zgodzila mi sie odsprzedac przystawke do lozka w ktorej moje malenstwo bedzie spalo przez pierwsze miesiace. Bardzo zaluje ze nie kupilam tej przystawki przy synku a teraz szkoda mi kasy na nowe jako ze wiecej dzieci nie planuje....Wtedy przystawka ta wydawalo mi sie nie potrzebnym wydatkiem. W konsekfenkcji moj synio przez pierwsze trzy miesiace spal na moich cycach jako ze balam sie go odstawic do lozeczka, ktore jak dla mnie stalo za daleko. Oczywiscie ja wtedy prawie wcale nie spalam przez co przez pierwsze trzy miesiace chodzilam jak lunatyczka.....Teraz dzidzie bede miala przy sobie ale w nieco lepszej pozycji. Mam wiec nadzieje ze oby dwie jakos bedziemy sie wysypiac 
Denerwuja mnie komentarze ludzi ktorzy twierdza ze ciaza to nie choroba. Ja sama co jakis czas to slysze i jest mi przykro ze nie jestem zrozumiana. Moze ciaza nie jest choroba ale nie u wszystkich latwo przebiega. Skoro mam jakies ograniczenia, np. Zakaz seksu, nakaz lezenia, zakaz dzwigania itp to przeciez nie moge powiedziec ze czuje sie w 100 procentach zdrowa czy sprawna. Ostatnio mialam taka sytuacje, bylismy ze znajomymi na lodach, wracajac juz do domu zblizalismy sie do przejscia dla pieszych gdzie akurat swiatlo przelaczylo sie na zielone. Wszyscy zaczeli do niego biec, ja przyspieszylam kroku ale balam sie podbiec zwlaszcza ze bylam niedawno co po tym krwawieniu i jeszcze plamilam.... Oczywiscie uslyszalam komentarze zeby mnie przesadzala i ze ciaza to nie choroba. Moze i nie ale nosze w sobie dziecko o ktore jestem odpowiedzialna i ktore kocham nad zycie...Gdyby cos mu sie stalo, przez moja glupote, nigdy bym sobie tego nie darowala. Mam znajoma ktora bedac w ciazy poszla na silownie, tam dala sobie wycisk przez co pare godzin pozniej poronila, w swojej kolejnej ciazy pojechala sobie na narty i jezdzila na nich, tym razem dziecku nic sie nie stalo ale czy takie zachowanie jest madre??? Przeciez gdyby upadla moglo by dojsc do kolejnej tragedii....Ech albo jestem juz staroswiecka albo sie glupio czepiam. Tak czy siak ciaza nie jest normalnym stanem i pewne ograniczenia sa, ba musza byc 
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 czerwca 2014, 18:07
Torba spakowana. Za chwile wyjście z domu i zmierzanie w kierunku szpitala. Tzn. nocleg u brata, który mieszka 20 km od szpitala i jutro rano mnie tam odwiezie.
We wtorek HSG - w żołądku mnie skręca ze stresu jak o tym sobie pomyślę. We wtorek w okolicach wieczora napiszę jak ja to zniosłam
Ahoj!
jak to bywało w szpitalu pobudka o różnych godzinach ... dziś obudziłam się o 4.06 i co ... oczywiście do łazienki na zmianę podpaski bo po wczorajszej globulce miałam pełno wody wszędzie
zmieszanej lekko z krwią ... ehh.. potem pobudka po 8.20 i śniadanko ...
brzuch boli jak cholera
tak jakbym miała jeszcze skurcze w macicy
mąż się wystraszył bo bardzo źle wyglądałam i bardzo mnie bolało chciał mnie na pogotowie zawieść ..
niech to sie już skonnczy...
chce mi się płakać ... nie mam już sił na to wszystko .. dlaczego Bóg ciągle sprawdza moje siły ile dam radę wycierpieć ... co ja takiego w życiu zrobiłam 
Miałam dzisiaj sen, po raz pierwszy przyśniło mi się moje dziecko. Dziewczynka o jasnych włosach, która już wymawiała pierwsze słowa. Słodko się uśmiechała i było widać w jej oczach mądrość. Takie dziwne uczucie, wiedziałam że jest moja, że nie jest kogoś innego, że ją kocham a ona mnie.
Wczoraj żona brata mojego męża urodziła synka, radość w rodzinie, więc uśmiech przyklejony na ustach i do przodu
. Najchętniej unikałabym teraz w ogóle dzieci, szczególnie że jak tak dalej pójdzie, to swojego mieć nigdy nie będę...
Dzisiaj starałam się poprawić sobie humor, nawet trochę potańczyłam, spotkałam się ze znajomymi i rozerwałam się. Jednak pod koniec dnia znajoma powiedziała mi, że jest w ciąży. Cieszę się bardzo jej szczęściem, szczególnie że wiem, że bardzo chciała dziecka, ale własnych emocji nie oszukasz. Wsiadłam do samochodu, zamknęłam drzwi i po prostu płakałam. Nie mam już siły...
Po wczorajszym nocnym seksie mogę jednoznacznie stwierdzić, że nareszcie jestem wilgotna
Odstawiłam tego cholernego wiesiołka, bo i tak nie widziałam żadnej różnicy w śluzie (od poronienia marny że chooj). Żeby dla wątroby nie było za lekko to sobie witaminkę B6 kupiłam. Kolorowych cukiereczków nigdy za wiele... ba nawet macałam wczoraj ciążowy brzuch szwagierki-wypowiadając słowa, że może to pomoże. W tym cyklu nie mam objawów zbliżającej się owulacji. W macicy (oprócz sporadycznego napięcia) nie czuję zupełnie nic...jak wakacje, to wakacje! Dla wszystkich, bez wyjątków.
Mam nową ulubioną rzecz...nalewka malinowa mojej kooleżanki
Plan na najbliższy tydzień 
Mam sporo testów, więc od środy zacznę codziennie rano testować. Codzienne testowanie pozwoli mi nie zbzikować totalnie, bo każdy negatywny test sprawi że wrócę na ziemię.
Wydaje mi się, że podchodzę do tego dość spokojnie, ale pewnie się okaże przy testowaniu. Wysłałam dziś z mężem życzenie do nieba. Nie wiem co napisał on, ale ja napisałam: "Chciałabym zostać szczęśliwą mamą, najlepiej przed wakacjami 2015 lub na urodziny". Chciałam napisać tylko o tym przed wakacjami, ale nie umiałam się powstrzymać przed dopisaniem urodzin. Jeśli w tym cyklu się uda(ło) to urodzę w okolicy moich urodzin. To byłby cudowny prezent. Ale myślę, że cierpliwości mam spokojnie na 2-3 kolejne cykle. Zobaczymy.
Na razie mam wilczy apetyt, jestem mega zmęczona i zalewa mnie kremowy śluz. Jako że takie ilości śluzu miałam na początku pierwszej ciąży, to gdzieś w środku wierzę już, że jestem w ciąży.
Myślałam że już bardziej zaganianym być nie można, ale jak sie okazuje bije rkordy na łeb na szyje. Już nie mówię o notatkach, ale żebym nawet serduszek na wykresie nie miała czasu zaznaczać??? Bosz... CO się dzieje? Co się dzieje...
I pomyśleć, że teraz jak już oficjalnie sama się zwolniłam to roboty 'niepracowej' mam po uszy... Bardzo się cieszyłam na Gertrudy przeprowadzkę. Bedzie miała swój kąt, swoje 4 ściany, swoje bałaganienie, i sama będzie sobie sprzątać. O kurwa jak ja byłam w błędzie. Teraz ja mam 2 razy tyle roboty. Wstaje o 9 i lece do Gertrudy wyłączyć jej klime bo zostawiam na noc co by się nie udusiła, robię śniadanko, zmywam naczynia, zamiatam i myję podłogę, wracam na chatę zmywam, zamiatam, myję, pierę, wstawiam na obiad, jadę po Gertrudę, oooo w pipkę jeża nietoperza... Zapomniałam się po raz setny, że w ciąży jestem. Jedyne co mi o tym przypomina to fakt, że już w nic się nie mieszczę - sukienki, które miały na mnie superancko leżeć bo i tak były za duże, teraz wyglądają na mnie jakbym nagle spuchła od użądlenia tysiąca bąków. Stopy zaczęły podpuchiwać bo stare wieczorowe szpilki zrobiły mi odcisk na pięcie, a w ciągu dnia czuję jak bezczelnie mi brzuch rośnie bo skóra się napina tak jakby miała zaraz na własnych oczach popękać!!! Z leżaka na siedziaka pańcio musi mnie już popchnąć, slipki zakładam podginając sobie nogi w otwory majtek, bobra już nie za dobrze widzę, a dzieci zwracają uwagę na jeża pod pachami. Dobijcie mnie, ale pęstety znależć też nie mogę.
Nie ogarniam się...
Taki ten okres miał być piękny. Relaksy, dżakuzji, świece, jogi, mozarty, śpiewanie brzuchowi ze stopami w górze...
Skończy się na tym że urodzę podlewając drzewo mandarynkowe albo spryskując mrówki u Gertrudy bo pewnie tak jak dziś zostawi ciastko z czekoladą na noc na kredensie...
Idę, bo kończy mi się pranie, czeka zmywanie, a i sernik chcę upiec bo jutro mam koleżankę, które ze swym mężem się rozwodzi od miesięcy siedmiu i przyjdzie mi się poużalać między ogarnianiem Gertrudy śniadania a wstawianiem jajek (na twardo) pańciowi który ze siłowni wracać będzie...
A cycki rosną jak oszalałe.
Moja dzisiejsza sielanka działkowa
Spacer po lesie, czytanie na leżaku... hmmm cudownie
Pies wybiegany, przy domku porobione i coraz bliżej końca. Niestety po raz pierwszy poczułam się źle w ciąży. Dzień zakończony lekkim bólem jak na okres. Luteina, nospa i leżenie pomogło, ale okropnie mnie te skurcze przeraziły!

Jestem idealnym przykladem tego ze wykres z temperatura ciazy nie czyni. Wiedzialam od poczaczatku ze nic z tego nie bedzie. Tak w podswiadomosci sie to wie. Bylam juz 3 razy w ciazy i wiedzialam duzo wczesniej. Testy robione kilka dni przed spodziewana @ zawsze wychodzily pozytywne. W tym cyklu prawie sie rozwrzeszczalam na te moje kochane wspieraczki. Wiem ze bylo idealnie ale ktora tak nie ma? Zawsze mam tendencje do naglych spadkow przed sama @. Jestem zadowolona ze moge znowu obmyslac idealna strategie. Nic tylko modlic sie o tego jednego sprawnego glizdoga ktory stworzy maly Cud.
POWODZENIA KOCHANE UDA NAM SIE...
NAWET DOSTALAM SILNY USCISK OD M. NAPRAWDE AZ MI SIE SMUTNO ZROBILO ZE ZNOWU NIE WYSZLO. TO PIERWSZE STARANIA PO METOYREKSTACIE. MINELO 4 MC MOZE JESZCZE ZA WCZESNIE???
Dobranoc non stop w pracy. Dzis na rano jutro na popoludnie...
,,Planowanie- proces ustalania celów i odpowiednich działań, by je osiągnąć. Opisując bardziej szczegółowo, jest to projektowanie przyszłości, jakiej się pragnie, oraz skutecznych środków jej organizacji''. Hmm. Planuję i planuję, jednak z realizacją bywa różnie. Jak byłam młod(sz)a zaplanowałam sobie życie zwyczajnie, skończę studia,wyjdę za mąż, urodzę dzieci, dwójkę i najlepiej przed trzydziestką. Czas mijał, coraz to kolejna koleżanka rodziła dziecko, pierwsze, drugie, a ja?? Nie miałam nawet za kogo za mąż wyjść. Plan się nie udał. Skończyłam kolejne studia, poszłam do pracy...spędziłam 4 lata źycia z niewłaściwą osobą. Staram się myśleć, że nie zmarnowałam ich...ale to były najlepsze lata. Poznałam M, zbudowaliśmy razem coś o czym zawsze marzyłam:-) we wrześniu zaplanowałam ze w 2014 w maju będę już z brzuszkiem na komunii siostrzenicy i co?? Ktoś się znowu z moich planów zaśmiał. Zatem czas przestać planować życie i zacząć zwyczajnie żyć.
To śmieszne, nieracjonalne i głupie, ale ja już wiem że jestem w ciąży. Z każdą godziną jestem tego coraz bardziej pewna. Czy to może być tylko efekt placebo? Ja już zapomniałam że dokładnie tak się czułam, czy mój mózg może być za to odpowiedzialny? Racjonalnie rzecz biorąc stężenie hormonów powinno być dość niskie więc skąd te uczucie delikatnych mdłości które tak często czułam między posiłkami, gdy już robiłam się lekko głodna? Eh... Ja już nawet nie chce się przekonywać że mogę nie mieć racji, to jest do mnie nie podobne. No nic... jak spadać, to z wysokiego konia!
Zmieniam się.
Nikt tego nie zauważał, bo gdy przyznawałam się do tego, że jestem nieśmiała moje towarzystwo wybuchało śmiechem. Myśleli, że żartuję. A ja naprawdę jestem nieśmiała. Walczę z tym (chyba skutecznie jak widać) przez całe życie, ale JESTEM i wiem o tym.
Jakiś czas temu odkryłam, że jestem zołzą. Mąż tak wyprowadza mnie z równowagi różnymi bzdetami, że cały czas na niego wrzeszczę. I wiecie co? Zaczął mnie słuchać. Stał się lepszym człowiekiem. Sprząta, zmywa naczynia, czasem nawet zrobi śniadanie. Jednak bycie dobrą nie popłaca.
Postanowiłam to odkrycie wprowadzić również w życie poza ogniskiem domowym. Co się okazało? Że stałam się sympatyczniejsza i radośniejsza w odbiorze. Uwierzycie?
Poszłam w końcu na tego cholernego grilla do tych przyjaciół, którzy są w ciąży. Postanowiłam, że będę zołzą. Taki mój mechanizm obronny. Dzielnie dałam radę. Co więcej nawet współczułam przyjaciółce, bo pojawiły jej się mdłości na zapachy z grilla i cały czas biegała zrobić pawia do wc (to po jaką cholerę ciągle robią grilla? nie mogli nas zaprosić na sałatkę?). No ale na drugi dzień rozmawiamy na fb, a ona mówi, że bardzo się cieszy, że czuję się dobrze, bo wczoraj byłam w takim dobrym humorze i w ogóle taka radość tryska ode mnie i że wszyscy to zauważyli. Czaicie bazę? Cały wieczór wszystkim dogryzałam, jak mi się znudziła zabawa z dziećmi to wysyłałam je do matki, wybrzydzałam przy wyborze mięsa, a wg wszystkich dookoła byłam taaaka fajna.
No więc spodobało mi się to zołzowanie i wprowadzam je na wszystkich płaszczyznach życia. I tu odkryłam kolejny plus. Bycie zołzą powoduje, że przestaje być nieśmiała. Wcześniej zastanawiałam się nad każdym zdaniem, czy wypada, czy powinnam, czy to będzie grzeczne, czy nie sprawi kłopotu, a teraz prosto z mostu mówię w piekarni, że chcę ten chleb, który jest na samym spodzie i pani go wyciąga, nie marudzi i nawet się uśmiecha. A wcześniej prosiłam o pierwszy lepszy i ani ja ani pani za ladą nie była zadowolona, bo ona nie wiedziała jak mnie uszczęśliwić i prawda jest taka, że zawsze wybierała nie ten, który chciałam. A teraz? Jestem z siebie taka dumna i szczęśliwa, że mam najlepszy chleb z całej piekarni, a i pani się cieszy, że mnie uszczęśliwia w końcu.
W piątek wyłączyłam wszystkie telefony i zrobiłam sobie dzień wolny, od wszystkiego. Miałam gdzieś klientów, znajomych, i wiecie co? Świat się nie zawalił z tego powodu, a ja miałam naprawdę długi i relaksujący weekend. Będę sobie robić taki dni częściej 
Bycie zołzą jest fajne.
A dzięki czemu taka się stałam? Bo jestem po ciężkich przeżyciach, bo odkryłam, że jest wiele ważniejszych rzeczy w życiu niż zamartwianie się czy coś wypada czy nie. Bo tam gdzie jestem w stanie się uszczęśliwić i wybrać najlepszy chleb w piekarni to będę to robić. Bo tam gdzie mogę to ja kieruje swoim życiem i swoim szczęściem, a nieśmiałość i niepewność unieszczęśliwiają. Nie jestem w stanie zapanować nad wszystkim co się dzieje w moim życiu, ale gdzie tylko mogę to chcę się uszczęśliwiać.
Jestem silniejsza. Tak jestem!
Ciągle myślę i pracuję nad tym jak uszczęśliwić moją pracę zawodową. Czy zostać w tym co robię tylko robić to w taki sposób, który da mi szczęście, czy może porzucić swój wyuczony zawód i zacząć robić to co wydaje mi się, że daje radość. Co prawda kiedyś mój zawód dawał mi ogromną radość, ale poszedł w takim kierunku, że przestał, a powrót do tamtych czasów nie wchodzi w grę, więc muszę dokonać wyboru. Liczę na to, że pewnego dnia wstanę i coś mnie olśni, że dostanę jakiś impuls, że stanę przed wyborem, który mnie ukierunkuje. Wierzę, że tak będzie. A jeśli i nad tym zapanuję to w moim życiu będzie harmonia i szczęście oczywiście na tyle na ile jestem w stanie je sobie stworzyć. Bo jak już wiem po pięciu stronach tego pamiętnika nie nad wszystkim jestem w stanie sprawować kontrolę.
Notabene, nigdy nie spodziewałam się, że do piątek strony nie będę w ciąży. Pisząc pierwszy wpis byłam pełna nadziei, że w kolejnym przejdę na fioletową stronę. Tymczasem nadal tkwię w tej różowej i wcale nie widać końca. Od zawsze nie lubiłam różowego!
Ale się dzisiaj rozpisałam
Dzisiaj i wczoraj, bo zaczęłam przed północą
Nienwiem co sie dzis ze mna dzialo ale wstalam jak codziennie ok 9 po osmiu przespanych godzinach z wylaczeniem 3spacerow do toalety.po sniadaniu w zasadzie nie robilam nic konkretnego a po pierwszej wyszlismy z Arkiem na malutki spacer i zakupy.nie moge powjedziec zeby to jakos mocno nadwerezylo moje zasoby energii ale wrocilam i zasnela jak kamien:-) spalam prawie dwie godziny a teraz??? Patrze w sufit i nie wiem co ze soba poczac....
Jak to dobrze, że już dziś do pracy. Posiedziałam parę dni w domu i tak się nakręciłam na te ciąże, że byłam pewna, że się udało, choć gdzieś w podświadomości czerwona lampeczka podpowiadała "Uspokój się jeszcze nie teraz, nie tym razem".
A tak wielką miałam nadzieję na ten cykl, rozpoczęty właśnie w maju! A tu dupa.....
Objawy ciąży? nie wiem niby mam, ale to wszystko pewnie z przebytego przeziębienia, ból pleców, bo zwyczajnie mam problemy z kręgosłupem, mdłości- od problemów żołądkowych itd., więc o jakich ja objawach ciążowych myślałam! NAIWNIARA!
Wczoraj z mężem podjęliśmy wstępną decyzję o zakończeniu starań, mamy już naszą kochaną urwiskę- złościuszkę
i to jej poświęcimy całe nasze życie. Postaramy się jej dać jak najwięcej!
Co prawda to decyzja wstępna, ale dziś ją dokończymy!
Jak mnie mdli, czekam@
Popadłam w mega depresyjny nastrój... Wiem, że nie powinnam się załamywać, bo to bardzo dobre wieści... Ale, jakoś nie umiem 
Wyniki badania męża są dobre... są bardzo dobre... są znakomite...
pH 7,7 (norma 7,2)
czas upłynnienia 40 (norma <60)
liczba plemniorów 96 mln/ml (norma >1,5 mln/ml)
Ogółem 42% prawidłowych... (reszty nie pamiętam)
Czyli wychodzi na to, że mąż jest bardzo płodny. Zresztą nawet jakby miał mało prawidłowych to... 10% z jego 96 mln daje... 9,6 mln prawidłowych (co i tak jest wyższe niż wymagana prawidłowa liczba plemniorów)...
Wychodzi na to, że ja jestem winna... Że to ja jestem wadliwa... Że to ja jestem do niczego... Że to tylko i wyłącznie moja wina bo on jest idealny... I powiedzcie mi, jak tu się nie załamywać? Nie to, żebym chciała aby jego wyniki były złe, ale... po prostu załamuje się na myśl, że on bez problemu może mieć dzieci a ja... ja go tego pozbawiam...
W dodatku dziś jest dzień ojca... Jedziemy do moich rodziców, a to oznacza... kolejne pytania mojego ojca... Ja tego nie zniosę... Mam łzy w oczach na samą myśl... Chyba doszłam do kresu swojej wytrzymałości... Jedyne co mi pozostało to łzy... I to łzy w samotności - nie chcę by mąż mnie taką widział... Bo jak mu wytłumaczyć, że płaczę bo on ma dobre wyniki? Jak..?
Samopoczucie na dziś - zostawić w spokoju...
Kurcze, zaczynam się niepokoić, jakieś nieprzewidziane plamienie na kilka dni przed spodziewanym okresem...brzuch zaczyna pobolewać jak na okres..nie wiem nie wiem, może to od tych leków na pękniecie pęcherzyka - tylko szczerze to nie wiem, czy i tak znowu torbiel mi się nie zrobiła, bo coś mnie prawy jajnik pobolewał podczas serduszkowania. Nie będę się umawiać na wizytę, poczekam - mam na 30.06 - może jakoś dożyję...ale tego jeszcze nigdy nie było..kurcze oby tylko nie nowe kłopoty..
a od smutasów powstrzymuje mnie nasza kotka - jest tak pocieszna i towarzyska, że nie da się smucić 
27+2
Nadal szczesliwie w dwupaku.... Licze godziny, dni, tygodnie. Musze przyznac, ze nie spodziwalam sie, ze ta ciaza bedzie tak obciazajaca psychicznie. Napiecie praktycznie ze mnie nie schodzi, kazda wizyta w toalecie to stres, sprawdzanie majtek to moj nawyk. Nie mowiac juz o skurczach, ktore ostatnio niestety nasilily sie i zaczely robic bolesne. Dzis znow mnie zlapalo, musialam sie polozyc i przez kika minut blagalam los, karme i wszystkie dobre duchy, zeby odpuscilo. Tym razem udalo sie, ale licze sie z tym, ze ktoregos pieknego dnia skonczymy na IP.
Fatalnie spie, boli mnie kregoslup i zebra, nawet krotki spacer powoduje zadyszke. Czuje sie jak wlasna babcia.
To wszystko ma kiepski wplyw na moja psychike - ostatnio doslownie 2 dni wylam, bo jakos te emocje musialy ze mnie w koncu wylezc. Teraz jest lepiej, ale.... marze o kroplach uspokajajacych albo kieliszku wina. Ja wiem, ze to brzmi absurdalnie, ale jestem tak zestresowana i spieta, ze nie moge sie doczekac chwili, kiedy w koncu odetchne, poczuje jak miesnie odpuszcza i przestanie mnie wszystko bolec.
Od miesiaca oficjalnie nie pracuje, dzis przedluzylam zwolnienie do 10 lutego, a potem zgodnie z tutejszym prawem przechodze na urlop macierzynski. Rozterka trwa: z jednej strony moje poczucie obwiazku i lojalnosc wobec firmy, z drugiej swiadomosc, ze gdyby sie cos stalo a ja uparcie pracowalabym, to nie darowalabym sobie tego do konca zycia... No wiec siedze zamknieta w domu, z wlasnymi myslami i rozmemlaniem. Zaczelam kompletowac wyprawke dla Malej, ale wciaz sie boje i do zakupow podchodze bardzo ostroznie. Bo co jesli...? Nie wiem, kiedy zmieni sie moje nastawienie na nieco bardziej optymistyczne. Poki co to ta ciaza, z krotkim epizodem spokoju, to jak maraton z przeszkodami i to w dodatku pod gore. Ciagle cos. W pierwszych tygodniach, na fali entuzjazmu, zastanawialam sie, kiedy bedzie najlepszy moment na powrot do kliniki po Rodzenstwo. Biorac pod uwage przejscia w tej ciazy, temat samoistnie sie ulotnil. Ja nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze zdecyduje sie na taki krok.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.