W końcu dobra wiadomość w tym roku 
Więc szansa na dobrą pracę dla mnie ale za granicą. Niestety wiąże się to z rozłąką na jakiś czas, bo mąż ma tutaj dobrą pracę i nie chcemy by z niej rezygnował. Ale jeśli o to chodzi to mąż ma jeszcze b.dużo urlopu płatnego - około pół roku, a za rok będzie miał go jeszcze więcej więc będzie mógł przyjeżdżać albo w odwiedziny, albo do pracy jeśli się również dla niego znajdzie. Jest to szansa na zarobienie lepszych pieniędzy i na leczenie dla mnie (nie będę musiała łaskawie czekać aż da mi skierowanie na laparoskopię i udrażnianie na fundusz). No i w związku z tym przerwa w staraniach na ok 2 lata. No ale za 2 lata miałabym 26 więc myślę że nie byłoby wielkiej tragedii? A może akurat wtedy się uda bez problemów? Nie takie przypadki już tutaj widziałam...
Jejku...żeby tylko wypaliło! Może w końcu coś troszkę zmieni się na lepsze w naszym życiu...
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lipca 2014, 10:02
to i dzisijesza tempka nic nie wyjasnila, wogole nic a nic, nadal wysoka a testy negatywne...pewnie @ przyjdzie jutro, zle wyliczona owulacja.
________________________________________________________________________
godz.17.00 nadal nie ma plamienia ani @, nic- czysciutko, nic nie boli, tylko wieksze piersi...zawsze 1-2 dni przed @ mam bole takie rozpierane w pochwie, tak dziwne uczucie jakby w szyjce...pewnie czuje jak sie otwiera no i bole miesiaczkowe jeszcze zanim sie zacznie krwawienie a teraz nic, jedynie jeszcze co to ze bardzo mi sie chce pic, chyba juz z 2l wody gazowanej wypilam i nadal chce mi sie pic...zrobilam test o wyzszej czulosci 15ml/iu i po 3 min zgodnie z ulotka- cien cienia na bank...po ponad 5 minutach jak chcialam zrobic fotke, juz nie bylo nic...i badz czlowieku madry? pewnie tez za duzo pije i siku rozwodnione za bardzo? no nic nadal czekam, ale juz mi sie nawet snilo jak tancze ze szczescia z testem w reku
no i przeplatane z erotycznymi snami...dobrze ze chociaz zmoim pysiem a nie jakims nieznajmoym
hahahah ( pisze, tak specjalnie, jakby menda kiedys dossala sie do tego pamietnika ) hahhaha 
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lipca 2014, 18:05
a co tam, będę sobie testować codziennie do niedzieli 
lżej mi wtedy 
Kolejny dzień bez naszego Aniołka.
Mąż w pracy, a ja się obijam. Od jutra zaczynam pracę jako opiekunka
Praca tylko do czasu aż pojadę na truskawki, wiadomo kokosów nie ma ale po co siedzieć na tyłku jak można parę groszy zarobić
W końcu odkładamy przecież żeby nasze dziecko miało jakiś start, a na to pieniążków trzeba sporo. Nie jest łatwo nam odłożyć z jednej wypłaty więc każda zaoszczędzona stówka się liczy. Nigdy nie opiekowałam się dziećmi dłużej niż 2 godziny, a tutaj praca czasami po 12. No cóż, trochę się stresuję ale ogólnie kocham dzieci więc mam nadzieję że złapię z nimi dobry kontakt i dam radę
W ogóle to dzieci mojej dawnej przyjaciółki. Mieszkamy niedaleko siebie ale kiedyś się pokłóciłyśmy i kontakt się urwał. Nie rozmawiałam z nią chyba ze 3 lata, smutne. A może odnowimy starą znajomość?
Zgodziłam się na tę pracę też ze względu na to że chciałam jej pomóc, bo ona bardzo chce iść do pracy a mąż jej to trochę utrudnia. Zrobiło mi się jej szkoda, a co mi szkodzi pomóc jak jeszcze pieniążki z tego będą? 
No nic, mąż mi powiesił karnisze to idę w końcu powiesić firanki
3cs
8dpo
20d cyklu
Właśnie wróciłam z laboratorium. Na jutro wyniki z Progesteronu, Prolaktyny i TSH. Spotkała mnie miła niespodzianka, bo dostałam 20% zniżki
, zapłaciłam w sumie 54 zł.
Wczoraj mocno przeżywałam swoje oczekiwanie na objawy ciąży. Cały dzień czytałam forum, oglądałam wykresy itp. Muszę się ogarnąć, bo urlop mi zleci na myśleniu przez 2 tygodnie o tym, czy się udało.
Objawów właściwie brak, poza lekkim bólem podbrzusza, ale taki zdarzał mi się we wcześniejszych cyklach.
Dziś zaczynam dbać o siebie, tzn. zdrowa dieta (zbilansowana na właściwy stosunek białek, węglowodanów i tłuszczy) oraz ruch tzn. ćwiczenia.
Dietę zbilansowaną prowadziłam już w maju 2014, codziennie układając jadłospis na www.potreningu.pl (trzeba się zarejestrować za darmo). Przerwałam po 3 tygodniach, bo zabrakło mi czasu na układanie menu - sporo się schodzi. Teraz mam wakacje (tak tak, przywilej nauczycieli) i mam czas na to, aby porządnie się tym zająć. Niezbędna do tego jest waga kuchenna, bo żeby dokładnie wyliczyć kalorie oraz stosunek B/W/T trzeba wszystko ważyć. To nie jest żadna dieta odchudzająca, ale zdrowe odżywianie, więc nawet ewentualna ciąża nie jest przeciwwskazaniem do jej stosowania.
Trzeba dodać, że zdrowe odżywianie wbrew pozorom trochę kosztuje. Dużo więcej wydaję pieniędzy na jedzenie. No, ale kwestia priorytetów.
Do tego ćwiczenia. 6x w tygodniu orbitrek oraz ćwiczenia z Chodakowską, Jilian Michaels itp. Wszystkie ćwiczenia są na youtube, więc można naprawdę bez dodatkowych kosztów wziąć się za siebie. Ćwiczyłam już tak intensywnie od 23 grudnia 2013 do 5 lutego 2014. Schudłam wtedy z 5 kg, ale przerwałam ćwiczenia, bo 5 lutego dziadek umarł. Wszystko nagle straciło sens. Mocno przeżyłam śmierć dziadka, może dlatego, że mieszkaliśmy w jednym podwórku i lubiłam go bardzo.
No i zrobię jeszcze reklamę bloga http://qchenne-inspiracje.blogspot.com/ SERDECZNIE POLECAM. Nie znam tej dziewczyny, ale jest ona od kilku miesięcy moim guru żywieniowym. Pyszne jedzonko, zdrowe jedzonko. Polecam szczególnie Pesto z jej przepisu (właśnie dziś robię kolejny słoiczek Pesto), zupa zielona (mniam) i wiele innych. Warto zajrzeć. 
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lipca 2014, 09:02
Słoń...


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lipca 2014, 13:12
Nic nie wynikło. Dziś 17dc. Ulotka mówi, że owulacja powinna pojawić się (jeśli cykl jest 32 dniowy - tak jak mój teraz) między 12 a 14 dc. Eh... W 10 dc skończyłam brać CLO, oprócz mega bólu jajników żadnego śluzu ani widu ani słychu. Chciałabym już dostać okres, skoro wiadomo, że si.ę nie udało;/ A dziś znów miałam pokręcony sen. Początek pamiętam wyrywkowo. Ale w pewnym momencie szłam przez jakieś miasto i usłyszałam skomlenie takie jakie wydają malutkie kocięta. Na początku kiedy okazało się, że były w śmietniku było to zwiniątko i byłam przekonana, że to kociaczki ale jakimś cudem w moich rękach znalazły się dwa bliźniaki - skośnookie:DD Zabrałam je i zaopiekowałam się nimi. Może to znak. Może mam być mamą ale nie taką naturalną
jeszcze pare miesięcy i moje wątpliwości same się rozwieją.
Kurcze no i sie przeziebilam
Leci mi z nosa, boli gardlo, ech szkoda slow. Pewnie podlapalam od synia zwlaszcza ze ostatnio razem spimy, no nic trzeba sie kurowac...Dobrze ze chociasz synio czuje sie lepiej a i oczka juz ladnie sie zagoily
Dzidzia od dwoch dni jakos ucichla, tak ze mowie do brzusia a on jest juz spory ze czekam chociaz na jednego kopniaczka i mam nadzieje ze mńie poslucha leniuszek maly 
Zdecydowalam ze kupimy bobo nowe lozeczko z pelnym wyposarzeniem. W tym starym nadal bedzie spal synek z tym ze z lozeczka przerobimy mu je na lozko dzieciece . Za dwa lata bobo przejdzie na to lozko a starszakowi kupi sie wtedy juz wysokie pietrowe lozko. Teraz jest na nie za maly a uznalismy ze nie ma sensu kupowac teraz cos na dwa lata... W ten sposob tez sporo zaoszczedzimy a i bobo bedzie mialo cos swojego, nowego a nie wszystko po starszym bracie 
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lipca 2014, 11:01
27dc
Powolutku ustępują dolegliwości, na razie tylko boli mnie krzyż i pieką piersi, coś dziwnego. Czekam na moją przyjaciółkę @...w poniedziałek powinna przyjść.
Wczoraj była chyba najgorszy dzień w moim życiu, oczywiście po za tym kiedy dowiedzieliśmy się, że ciąża się nie rozwija...Po wczorajszym wpisie przebrałam się w piżamę, poszłam do łóżka i płakałam cichutko. Bałam się momentu jak Konrad wróci z pracy i mnie zobaczy. Znowu zacznie swoje gadtki, że nie mogę patrzeć w przeszłość, że to co się stało nie było niczyją winą...to jest najgorsze. Cholerny przypadek! ehh... leżałam i myślałam, myślałam i płakałam. Bałam się dnia kiedy ten ból powróci i znowu rozsypie się mój świat. Przyszedł mąż i widzi mnie w łózku, a było jeszcze przed 20. Oczywiście z wielkim usmiechem zapytała:
-A co to? Moja żonka już w łóżeczku?? 
Uwielbiam jego optymizm, ale nie byłam w nastroju. Od razu zauważył, że coś nie gra. Przyszedł i położył się obok mnie i zapytał się co się stało...i rozpłakałam się. Wiedział, że ja wciąż myślę i tęsknię. Bez słowa leżał i mnie przytulał, a mną targał okropny szloch.. łzy wielkie jak grochy spadały na bluzkę mojej piżamy. Mój błędny wzrok uciekł za okno, skąd dochodziły krzyki i smiechy dzieci na placu zabaw, od czasu do czasu słychac było" MAMO, MAMO!". Płakałam jeszcze bardziej, bo ja nigdy już tego nie usłyszę. Po dłuższej chwili Kondziu podnosi wzrok na mnie i pyta się mnie czy jeszcze mnie to boli. Kiwnęłam głową, bo nie mogłam słów z siebie wydobyć. Prosił bym się nie denerwowała, bo nasz dzidziuś w moim brzuchu będzie zestresowany, po tych słowach wybuchłam płaczem i zaczęłam mówić poprzez szloch, że nie ma żadnego dziecka... mówił, że to nie prawda bo on wie, że tam jest juz nasze maleństwo. Powiedziałam mu, że na pewno nie, bo nie mam pewnych objawów jak poprzednio. Ale on wierzy. I mówi mi, żebym i ja w to uwierzyła. Powiedziałam, że już ja nie wierze, w nic. nie wierzę, że będę w ciąży, a tym bardziej teraz. Posmutniał, zapytał czy w nas tez już nie wierzę. Powiedziałam, że w nas wierzę, ale ja już straciłam wszelką nadzieję na to, że będę matką..Zawsze gdy dopada mnie taki dół wylewam z siebie wszystko co we mnie siedzie. Powiedziałam,że gdybym wiedziała, że tak ciężko bedzie mi zostać matką nie musielibyśmy majątku wydawać na gumki ani inne zabezpieczenia. Powiedziałam, że już przegapiłam swój dobry moment na dziecko. Powiedział, że to jest najlepszy moment. Ale tylko dla niego...Czuł, że jestem zła...że mam żal za to, że kazał mi tyle czekać. Teraz ja już nie mam czasu...lata lecą, za rok już mam 27 lat. I dalej będę bezdzietną, zakochaną w swoim mężu żoną...nawet jak to piszę to mam łzy w oczach. Prosił abym uwierzyła, mówię mu, że jak teraz się nie udało to kolejny cykl już tez przepada...Powinnam wysłać i jego na badania. Czemu tylko ja mam się badać? Czemu to ja mam się czuć winna, że przeze mnie nie możemy mieć dzieci...nie, jednak mi nie przeszło. Wciąż mnie to boli. Powiedziałam mu na koniec naszej rozmowy o tym, że ja nigdy sobie tego nie wybaczę. Kondziu myślał, że mówię o tym, że straciłam naszą jedyną szansę na dziecko, ale powiedziałam, że nie wybaczę sobie tego, że pozwoliłam mu na to odsuwanie tego w czasie... Może i źle robię, że mu to wytykam. Ale ja muszę się pozbyć tych złych emocji w sobie...a co najgorsze...w ogóle nie mam ochoty na seks.. pewnie mi minie po @. Staram się jakoś zadowilic męża, ale z marnym skutkiem...nie dość, że słaba w donoszeniu ciąży to jeszcze słaba w łóżku..w ogóle jestem słaba...myślałam,że nigdy już nic mnie nie złamie, ale los musiał mi pokazać gdzie jest moje miejsce....w statystykach bezpłodności. Wciąż mam łzy w oczach, nie umiem się pozbierać...po prostu nie umiem. Juz nigdy się nie podniosę...zosatnę tu na dnie. Taka byłam szczęśliwa, że się zaczeliśmy starać, tak się cieszyłam, że owulka dawała tak mocno o sobie znać i co z tego? Jak teraz to bez znaczenia, bo i tak sie nie udało...dobiło mnie to, bo skoro nie udaję się ani w lewego ani z prawego to już jest pozamiatane... Teraz tylko będę oglądać jak wszyscy dookoła mają dzieci a my wśród tych znajomych..sami, bezdzietni, sfrustrowani... ale wciąż zakochani. Wczoraj poczułam coś czego nie czułam bardzo długo...motylki w brzuchu. Mam wspaniałego męża, który cierpliwie znosi moje humory i złe nastawienie... wczoraj powiedział mi jeszcze, że poprostu musimy mieć dwójke na raz, dlatego się teraz nie udaje. Ja na to, że w takim razie nigdy się nie uda, chyba, że pójdziemy na in vitro. Ja to umiem go zgasić moimi tekstami
jestem okropna, bezduszna i zła...kobieta, która traci swoje dziecko staję się inna osobą. ja się stałam chyba gorszą, szalejąca ze złości i zawiści do tych, którzy mają dzieci. Czuję się jakbym nie miała już duszy... powiedziałam mu jeszcze wczoraj, że teraz to ja powinnam tu leżeć z pokaźnym brzuszkiem a nie być taka pusta w środku...on nie umiał mnie pocieszyć, bo brakowało mu słów...ja bardzo bym chciała, aby on był szczęśliwy, chciałabym dać mu dziecko, które zniosłoby wiele do naszego życia...wniosłoby światło. Bo na razie w tej ciemnocie nie możemy się znaleźć. Boję się, że on w końcu pójdzie sobie do innej, która da mu to czego ja mu dać nie mogę...szcześcia i dziecka... ależ moja teściowa musi być smutna, że jej się trafił taki egzemplarz synowej...bezpłodnej...która nie da jej wnuka, o którego juz upominała się dwa dni po weselu...jestem strasznie zła.... zła, że ludzie na prezetny ślubne dali nam rzeczy dla dziecka ;(;( zapeszyli nam wszystko...spalę to wszystko w cholerę..spalę książki wszystko! I właśnie to idę zrobić...
Spakowałam i wyrzuciłam do kosza. ehh... zaważyłam, że strasznie posunęłam się w latach jeśli chodzi o wygląd. Mam zmarszczki, cienie pod oczami, oczy bez blasku, rzadziej się uśmiecham. Patrzę na siebie w lustrze i nie poznaję siebie..stałam sie taka obca...nieobecna..
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lipca 2014, 11:16
No i znowu wszystko się rypło...
Chodź tak na prawdę, wszystko zaczęło się rypać już wczoraj... Ciotka wysłała mi wczoraj z rana (7:30) zdjęcia jak się ładnie chłopcy (2 letni chrześniak i jego 9 miesięczny brat) na placu zabaw bawią... Z podpisem - pozdrowienia z porannej zabawy na pacu zabaw...
Z pozoru nic niezwykłego, ale... to jest jej "sposób". Ona nie jest jak mój ojciec, o nie. Nie powie wprost - kiedy będziesz w ciąży. To nie jej styl. Ona robi to inaczej - wysyła mnóstwo zdjęć chłopców, przy każdej wizycie chwali macierzyństwo i mówi jak cudownie mieć takich dwóch urwisów... I teraz nie wiem czyja taktyka jest gorsza...
A na dokładkę dziś się dowiedziałam, że kolejna znajoma jest w ciąży. I tak jak inne, ona również gówno wie o cyklu (poza tym że ma okres...) gówno wie o mierzeniu, gówno wie o badaniach i... i kurwa jest w ciąży! I jakby tego było mało to jest załamana, bo... to nie jest odpowiedni czas na dziecko, ona teraz ma inne plany... Usunąć nie chce, bo to nie wypada, bo co by rodzice powiedzieli, ale... już planuje, że po urodzeniu dziecko dziadkom pod opiekę zostawi a sama będzie mogła się zawodowo realizować. I ta cała ciąża to powinna krócej trwać, bo teraz jej wyjazd służbowy do Dubaju przez to przepadł...
NOŻ KURWA MAĆ!
Miałam ochotę jej przywalić - niestety przez komunikator internetowy się nie da... I na koniec jeszcze mnie dobiła... Co powiedziała? Ano to, że dziwi się, że ja jeszcze nie jestem w ciąży. Przecież zawsze mówiłam, że chce 3 dzieci. Przecież wystarczy tak jak oni - raz się zapomnieć i już bachor (tak użyła tego słowa) jest, więc w czym problem...
23+4
Ojjj długo mnie nie było:) ale już nadrabiam zaległości:)
18.06 byliśmy na połówkowych już wiemy, że na 200% będziemy mieli dziewczynkę
Na szczęście z mężem ustaliliśmy już dawno imię dla dziewczynki , gorzej było z imieniem w przypadku chłopca. także wszem i wobec mogę ogłosić, że nasza Malutka będzie miała na imię Alicja:)
Zaczynam chyba łapać syndrom "wicia gniazda" - mam manie sprzątania i już planuję mały remont;p Musze jeszcze tylko nakłonić męża:)
Poza tym dni spokojnie mijają Mała coraz bardziej daje się we znaki, nawet kilka razy pokopała tatusia:)
Pogoda sie troche zepsula wiec siedze w domku. Mam dzisiaj w planach dokonczyc ksiazke na ktora od kilku ladnych dni nie mam czasu i dzieki gorszej pogodzie zrobie porzadki w garderobie bo nie bedzie mnie tak ciagnac na dwor:-) jak czytam Wasze pamietniki i co druga z Was zabiera sie za remonty w domu to i mnie zaczyna natchnienie lapac:-) mielismy z Arkiem w planach zrobic to blizej porodu ale co tam:-) jak szalec to na maksa.i wlasnie wczoraj po dlugich rozmowach namowilam Go i tym sposobem zaczynamy remo t w sypialni!!! I najfajniejsze jest to ze to juz zdecydowanie pod kątem Maluszka:-) musze dokupic komode specjalnie dla malej bo mam duza szafe i jedna komode ale na nasza trojke moze byc za ciasno a tak do komody wrzuce wszystkie ubranka i rzeczy Malej i to bedzie tylko dla Niej.dzis bede szperac w necie w poszukiwaniu inspiracji jak urzadzic tą nasza sypialnie bo w zasadzie nie mam pomyslu na nic:-) chce mi sie zmiany jak najbardziej bo lubie ale wchodze tu i nic mi w glowie nie swita nawet kolor scian.no nic...trzeba sie brac w garsc i ruszac do jakis domowych obowiazkow.w zasadzie to czas sie brac za obiad bo chlop wroci glodny z pracy:-) milegondnia Wam zycze Dziewuszki:-)
Łoooooo!!!! Jak to zobaczylam to ja tez palpitacji serca dostalam i nie tylko! Masakra prawie zaczelam plakac! Tylko nie mam pojecia jak to zrobilam! Oswiadczam wszystkim ze z nami ok:-) ola siedzi w brzuszku i ma sie swietnie wlasnie mnie smyra od srodka bo chyba udzielil jej sie moj stres!
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lipca 2014, 13:30
jaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa..trzymajcie mnie..ale jestem mega wkurwiona...nie chce tu pracować o nie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!.aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa..wrrr
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2014, 08:12
17+2
Znów dużo się dzieje a u mnie coraz mniej energii...
Dwa dni temu odebrałam mój pierwszy pieluszkowy zakup. Kieszonkę Milovii, na którą od dawna czyhałam. Odkąd wzięłam ją do rąk wiem już, że na jednej się nie skończy 

zdjęcie nie oddaje jej urody!
Wieczorkiem wróciłam do domu, wsunęłam śledzika w śmietanie i ułożyłam się z kotem na kanapie.
Nie wiem czy to radość z pierwszej pieluszki czy też tak śledzik zasmakował Iskierce, ale nagle poczułam w dole brzucha dwa solidne kopniaczki!
Nie żadne muskania czy rybki. Aż kot podskoczył zdziwiony co go od dołu atakuje ![]()
Później te poszturchiwania przesunęły się troszeczkę w bok, więc jestem pewna, że to właśnie to 
Pierwszy raz odkąd widziałam migające serduszko u 2mm kruszynki wzruszyłam się.
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lipca 2014, 13:30
po wizycie i lekarka nie widzi zagrozenia dla dziecka.... zbadala mnie, sprawdzila wezły, pod lewa pacha jest lekko powiekszony, ale mam sie nim nie przejmowac, pokazalam jej tez wynik sprzed 3 lat i nowy i IgG jest na tym samym poziomie a IgM z negatywny w watpliwy...i teraz tak, mam po 21 lipca zrobic jeszcze raz toxo i sprawdzic co sie dzieje z wynikiwm, lub zrobic awidnosc, ale na to dluzej sie czeka...wiec decyzja nalezy do mnie...wyniki mam podac lekarce sms-em...i poki co spokoj i koniec z nerwami
ufff
Druga dawka Festimonu wzięta; póki co nie czuję nic innego, temp stoi, może i to dobrze bo do poniedziałku lepiej żeby żaden pęcherzyk nie pękł bo tak samo jak moje pęcherzyki są leniwe w rośnięciu tak samo mój "ukochany" jest leniwy w płodzeniu
przy kłótniach twierdzi, że Mu się "przejadło" po tych wszystkich latach "robienia dziecka" na siłę ;( zaczynam mieć wrażenie, że my nie żyjemy razem tylko razem mieszkamy
fakt faktem oboje zgadzamy się w tym, że jak już wygramy tę wojnę z naszą biologią i w końcu nasze maleństwo będzie z nami nasze życie odwróci się o 180 stopni - czyli w końcu zaczniemy się częściej uśmiechać 
Witajcie Kochane
dziś wątek katastroficzno-humorystyczny
zrobiłam dzis najgorszą rzecz ever jaka mi sie przydarzyła od kiedy mam prawo jazdy a nawet dłużej bo od kiedy mój m uczył mnie jeździć czyli od 11 lat
zresztą jest to chyba największy koszmar każdego kierowcy, żeby czegoś takiego nie zrobić
wjechałam na krzyżówkę POD PRĄD żeby lepiej zobrazować sytuację na dużej kilku pasmowej krzyżówce zamiast na swój as wjechałam na ten do lewoskręt z przeciwka, nie wiem jak to zrobiłam, ta ciąża mnie odmóżdżyła totalnie i jeszcze bym to zrozumiała, gdyby to było obce miasto, nieznana trasa ale ja tamtędy jeździłam dziesiątki tysięcy razy
fakt, że było mi nie najlepiej od słońca, bo gorąco mi sie zrobiło, no ale nie aż tak, żeby nie móc prowadzić, trzeba chyba oddać kluczyki
najbardziej mnie martwi, że ktos zdążył moje auto przyczaić
taki wstyd
pamietajcie
Ciążą stanowi zagrożenie dla innych użytkowników dróg
News prosto z neta 
Średnio około pół godziny zajmuje plemnikowi przemieszczenie się z szyjki macicy i zapłodnienie komórki jajowej, jeśli znajduje się ona w jajowodzie. Dłużej - jeśli jej tam jeszcze nie ma. Zgodnie z doniesieniami badaczy z University of California, na uwolniony przez jajo, przyciągający hormon, plemniki odpowiadają w przeciągu sekundy. Jeśli jednak komórka jajowa nie wydziela odpowiedniej ilości hormonu lub kiedy plemniki nie są go w stanie rozpoznać, pojawiają się problemy z płodnością.
mam nadzieję, że przyciąganie nastąpiło 
dawno nie pisałam .. bo i nie ma o czym. U Nas bez zmian
mąż ciągle w pracy jak nie w jednej to w drugiej.. wiem, że robi to dla nas a w sumie przeze mnie bo tak się wykształciłam, że nie mogę znaleźć pracy..bo albo mam za wysokie wykształcenie do pracy w markecie a do pracy w zawodzie brakuje mi doświadczenia.. Jakiś dziś mam "zły" dzień.. lipiec nie będzie zbyt fajnym miesiącem
już niedługo powinnam mieć Cię Aniołku przy sobie. Na 19/20 lipca był Twój przewidywany tp..powinnam tulić Cię w te dni w ramionach i tak do już końca świata i dłużej..ale Bóg chciał inaczej. Zbyt długo czekaliśmy a zbyt szybko zostałeś Nam odebrany Aniołku. Tego dnia zamiast tulić Cię w ramionach jedyne co będę mogła to iść zapalić znicz pod krzyżem na cmentarzu bo nawet nie masz grobu 
Każdej niedzieli swoją intencję poświęcam już nawet nie za dar macierzyństwa ale za wszystkie dzieci nienarodzone/utracone by dobry Bóg, który jest pełen miłosierdzia pozwolił im powrócić na ziemię. Tutaj gdzie czekają na Nich najbliżsi...Nie wiem ile jeszcze wytrzymam. Wiem, że podupadam i wątpię ale tyle lat, tyle leków, tyle badań, to ciągłe oczekiwanie a kiedy zdarza się CUD zbyt szybko odchodzi i wszystko zaczyna się na nowo
czy ja jestem jakaś "zepsuta",że nie może się począć we mnie dziecko..hormony w normie, nasienie męża dobre, i w ubiegłym cyklu nawet owulacja była i co .. nic
Kolejny cykl z tabletkami z CLO ale ile można.. może uda mi się wypocząć od tego całego myślenia na wakacjach..chociaż te 4 dni przed wyjazdem będą dla mnie bardzo "stresujące" bo 17 lipca jedziemy na wesele brata mojego męża. Chłopak 20 lat ślub biorą bo w listopadzie dziecko się urodzi, niby planowane ale nie wierzę w to to kolejna wpadka w rodzinie męża..jego siostra dziecko dostała praktycznie na 19 urodziny a jego kolejny brat 24 lata ma już dwoje dzieci i tez każde po wpadce..czasem myślę, że trzeba było rzucić w kąt tę całą naszą wiarę i poglądy o sexie przedmałżeńskim to może chociaż już byśmy mieli dziecko..a tak nie mam nic. No fakt mamy siebie nawzajem, moją rodzinę i rodzinę męża...teścia alkoholika, awantury jak tam jedziemy..wiem każdy musi nieść swój krzyż..ale czasem potrzeba chwili odpoczynku..a jeszcze jak znowu chrześniaczka (5lat) mojego męża zacznie się mnie wypytywać czy też mam dzidziusia w brzuszku to chyba "umrę" z rozpaczy
wiem, że to tylko dziecko i w koło niej są same kobiety w ciąży i sama niedawno dostała siostrzyczkę to wypytuje.. ale to boli. Cholernie boli...Dziś by o tym wszystkim nie myśleć chciałam zrobić ciasteczka no ale jak zwykle to też mi nie wyszło...i w dodatku się poparzyłam jak wyciągałam blaszkę
do kitu to całe istnienie jest..ile jeszcze można wytrzymać...niedługo 4 lata walki..już czuję jak na mnie patrzą inni co już mają po jednym a nawet 2 dzieci, że ja jakaś chyba "wybrakowana" jestem...dłużej nie da rady tego ciągnąć. Boję się też tego, że w końcu w moim mężu obudzą się te najmocniejsze uczucia ojcowskie a ja nie będę w stanie dać mu dziecka i po prostu odejdzie..a ja nie będę miała prawa go na siłę zatrzymywać bo kocham Go i chcę by był szczęśliwy ...Zobaczymy jak skończy się ten cykl. Czy CLO pomoże tak jak kiedyś..ale by tym razem już na dobre. Staram się trzymać ale jest coraz gorzej.. czas, ciągle trzeba czasu, trzeba czekać..a na końcu okazuje się, że nic dla nas nie ma
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.