Kocur Matka wielu dzieci 26 lipca 2014, 21:46

Na prawdę aż tak długo mnie tu nie było?!
Bardzo tego żałuję.Liczyłam na to, że zmobilizuję się i będę sumiennie prowadziła swoje zapiski na pamiątkę moich pierwszych kroków w byciu mamą.
Ryszard ma już 5,5 miesiąca i dziś pojawił się 1 ząbek... :)

Urodził się odrobinę za wcześnie, był trochę zbyt chudy, trochę za spokojny... Boże! Nic bym nie zmieniła! Od pierwszej sekundy naszego wyjątkowego spotkania kocham go jak jasna cholera i wariuję na jego punkcie. Pachnie Rysiem, smakuje Rysiem i w dotyku też jest taki delikatny... rysiowy ! Przypomina mojego męża- jego oczy, nos, uszy i usta, ale wszystko takie maleńkie - niewinne.
Jest moim całym światem. Marzę o większej gromadce. Będzie nam ciasno 55 m kw. 2 koty i póki co nasza trójka, ale jaka szczęśliwa !
Dziecko to tyle miłości, ze nie da sie tego wyrazić w żaden sposób
Bywa i lepiej i gorzej, ale pod koniec dnia zawszemi go brakuje. Widzę, ze śpi i za nim tęsknię.

Bergo Bergo - nowa ja 26 lipca 2014, 21:59

Zły dzień... To znaczy złe zakończenie. Od rana byliśmy na porodówce w Medeorze. Dorota Hałaczkiewicz chwilę z nami rozmawiała, ale nie za dług bo trwały porody. A tam... cisza, spokój, relaks, każdy usmiechnięty. P. był w szoku, że tak miła atmosfera panuje w szpitalu. Para z noworodkiem chodziła po korytarzu, aż im zazdrościłam że już go mają :) Śliczny mały dzidziuś :) Patrzyliśmy na niego, Przemek się przyglądał jaki to malutki człowieczek ze mnie wyjdzie :) Dziewczyna po porodzie dosłownie chwilę, bo to było dziecko z dzisiaj, a uśmiechnięta i normalnie chodziła. Bardziej przejęty był tatuś :) Ona za to wesolutka, rozgadana i w ogóle zadowolona. Raczej nie ma depresji :)
Położna wspaniała. Wszystkie sale zajęte, a cisza jakby tam wszysyc spali a nie rodzili. Ale to chyba kwestia atmosfery- nie ma strachu, otoczenie miłe, to i krzyczeć nie ma po co. Mówiła, że się pewnie krzyk pojawi jak główka przejdzie, potem chwila ciszy, a za moment śmiech rodziców i płacz dziecka :) Tak to tam podobno najczęściej wygląda. Mówiła, że nie ma potrzeby rezerwować, bo to bez sensu. Nie da się przewidzieć terminu porodu, więc rezerwacje są zbędne. Jeśli poród odbywa się przed 36 tygodniem to trzeba jechać gdzieś indziej, bo odeślą. No chyba że jesteś juz w takiej fazie, że dziecko wyłazi to muszą cię przyjąć.
Jeśli jest duże obłożenie, a ty jesteś w terminie to zbadają i jeśli nie jest to jeszcze faza parcia to odeślą, ale... nie do innego szpitala tylko do domu :) Chodzi o to, że dziewczyny się boją i jadą gdzie indziej, a nie ma takiej potrzeby. Na bieżąco są wypisy, więc za 2-3 godziny na bank się znowu któryś pokój zwolni i można rodzić. A tą fazę przed parciem można przejść w domu. Z tym że powiedziała, że to zależy od dojrzałości psychicznej do porodu, tzn. nie każda kobieta da radę nie spanikować i spokojnie poczekać. Mówiła, że można i co 2 godziny podjechać to zbadają i powiedzą jaka to faza, uspokoją. Ale nie ma aż takiego problemu z miejscami, uspokajała nas że to się nie zdarza często, żeby wysyłać musieli do domu.
Potem pojechaliśmy do przyjaciół na grilla. Oni mieszkają z ojcem i to jest masakra. Coś jak klimat między moimi rodzicami i dziadkami. Też mieszkali w jednym domu i dziadki całe życie do wszystkiego się wtrącają. Nie mogliśmy spokojnie pogadać, bo oczywiście teść koleżanki wszystko musi słyszeć i skomentować. A jak mnie przywitał? "Dzień dobry! Z miesiąc Cię już nie widziałem! A utyłaś jakbym cię nie widział ze 3 miesiące! Jaka buzia okrągła! No będziesz potem zrzucać 3 lata jak Dorotka. Prawda Dorotka, że utyła? Bardzo! Ja tam widzę... Ale nie martw się, Dorotka schudła po 4 latach."
Ja się prawie popłakałam. Przyrzekłam sobie, że następnym razem zareaguję, że już więcej nie pozwolę tak się potraktować, że na chamstwo odpowiem ostro. Nie jestem wcale "TAKA GRUBA", ani waga ani lustro na to nie wskazują... Stary dziad!
Oczywiście ziarno niepewności zasiane i jest mi cholernie przykro. A może abstynencja P. nie wynika z troski o mnie, ze stresu że to dziwne bo jest nas troje, tylko chodzi o mój wygląd?

16 lat temu zaczęły się moje problemy z odchudzaniem, bulimia... Teoretycznie wyleczone, ale to powraca...

Ida Zdając się na los 26 lipca 2014, 23:09

Ciąża rozpoczęta 25 czerwca 2014

oldmama Marzę o kolejnym dziecku. 26 lipca 2014, 23:30

88macola dziękuję z całego serca. Bardzo dziękuję. Mój mąż nie umie mnie pocieszyć a szkoda. Ciesz się,że masz takiego człowieka obok siebie. To skarb.
Ja jakoś nauczyłam się z wieloma sprawami radzić bez pomocy męża ale tęsknota za dzieckiem a w szczególności za córeczką rozszalała się we mnie po ostatnim cyklu i spóźniającej się @.
Aż płakać mi się chciało jak przeczytałam ostatnie zdanie w Twoim wpisie. Jakoś bliska mi sie wydałaś. Serdecznie dziękuję za pocieszenie. Ania

Ida Zdając się na los 27 lipca 2014, 00:03

Chciałam napisać nowy post na Ovf, ale automatycznie przeniosło mnie tutaj, a tam nie mogę już nic napisać. No właśnie, nie mogę, bo... odnotowałam dziś pozytywny test ciążowy! Sama w to nie wierzę i jestem w szoku, choć minęło już parę godzin.

Czuję potrzebę 'wygadania' się, bo targa mną cały kalejdoskop emocji, najbliższym chcemy powiedzieć po potwierdzeniu u lekarza, więc dobrze, że jest ten pamiętnik :)

A było to tak:

Zacznę od poprzedniego cyklu - 6 cs, ale z racji choroby mojej i braku czasu nie serduszkowaliśmy z mężem prawie w ogóle, na pewno nie w dni płodne, więc świadomie odpuściłam na ten czas. Jak widać, potrzebny był mi ten oddech.

7 cykl, a 6 tak naprawdę minął bardzo dziwnie, bo najpierw miałąm plany serduszkować co 2 dni aż do końca, bo sądziłam, że dotychczasowe niepowodzenia wynikają z nieregularnych współżyć. I nawet dobrze się zaczynało, ale później plan się sypnął, bo a to mąż był zmęczony, a to ja nie miałam ochoty, a to kłótnia, a to coś. I kiedy przyszły dni płodne (wiem to zawsze po śluzie, bólu owulacyjnym) to było mi przykro, że mąż nie ma ochoty na przytulanki i przeświadczona byłam, że znów miesiąc w plecy. Tymczasem, kiedy myślałam, że już za późno na jakieś szanse, po wyraźnym fochu z mojej strony, mąż przeprowadził ze mną przeprosinową rozmowę, zakończoną <3 :) Na drugi dzień jechaliśmy na wesele, gdzie wódki i tańców sobie nie odmawiałam. Nie myślałam o ogóle o ciąży. Po dwóch dniach balangi, w poniedziałek znów było <3 i to było tyle na ten cykl :) Byłam święcie przekonana, że nic z tego i znó troszkę znów przybita z tego powodu. Na nic nie liczyłam, na nic nie czekałam, żadnych objawów nie miałam.

Czekałam na @ bo w planie miałam ponowne branie Donga w kolejnym cyklu. Już nawet z mężem mieliśmy plan co i jak w kolejnym cyklu ;) Mam różne długości cykli, ale zawsze w granicach 29-31 dni. Nie mierzyłam tempki ani nie prowadziłam wykresu, ale wiedziałam, że tym razem owulka była nieco szybciej (zazwyczaj mam między 16 a 19 dc) i tym samym @ powinna być szybciej, na pewno nie w 31 dc. No ale czekałam. Zaczął się standardowy ból piersi, zaczął się ból podbrzusza, jak na @. Wyskoczyło mi nawet kilka pryszczy ;) I do dnia dzisiejszego, czyli teorytecznie jednego dnia po spodziewanej miesiączce nie pomyślałam nawet o zrobieniu testu.

Ale przypomniało mi się, że mój lekarz rodzinny, na wieść o staraniach (kilka miesięcy temu) kazał zaprzestać brania przeze mnie leków na alergię i na migrenę, które przyjmuję od dawna. A że dziś byliśmy na zakupach w Rossmanie, to z głupia frant wzięłam jeden test. Przyszliśmy do domu wieczorem po spotkaniu ze znajomymi, gdzie opiłam się coli i poszłam zrobić test. Pamiętam, że myślałam sobie jeszcze - 'po co ja go robię, kolejny negatywny będzie'. I z takim przeświadczeniem zamoczyłam koniec testu w kubeczku. Papierek nasiąknął, kolor zaczął iść w górę, kreska kontrolna pojawiła się od razu i aż do tego momentu przyklaskiwałam swoim wcześniejszym myślom, że się nie udało. A tu nagle coś widzę w drugim okienku. Nie wierzę, czy to TO?? SPojrzałąm jeszcze raz, ale nie musiałam się nawet przyglądać! Druga kreska bardzo wyraźna, choć bledsza niż kontrolna. W głowie tysiące myśli, zrobiło mi się gorąco, zaczęły mi się trząść ręce, o mało testu nie wypuściłam z rąk :P Zrobiłam kilka głębszych oddechów, ale i tak mnie to nie uspokoiło. Kreska była tam nadal a ja nie wierzyłam. Wyszłam z łazienki i zawołałam męża. Wiedział, że będę robić test, spojrzał i się uśmiechnął oraz stwierdził, że wiedział, że tak będzie :D

A ja nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać. Miałam tysiąc, ba! - milion myśli na minutę! "Co dalej, co z pracą, czy sobie poradzimy, jak to się stało"? Ale najczęsciej myślałam "czy to prawda"? Nie byłam w stanie w to uwierzyć. Oczywiście się rozkleiłam ;) Nie mogłam bazować na tym jednym teście, nie wytrzymałabym. Musiałam potwierdzić to chociaż kolejnym, z innej firmy. Ponieważ nie miałam innego, więc mąż wyskoczył do apteki, a ja czekałam. Te 10 minut trwało wiecznośc, a ja wpatrywałam się w test... Czy to już? Nie wierzyłam...

Mąż wrócił z dwoma testami różnych firm, poszłam wykonać kolejny z myślą, że jeśli teraz wyjdzie negatywny to to wszystko runie, zniknie w jednej chwili. Bardzo się denerwowałam. Niepotrzebnie. Pink test szybiej niż poprzedni pokazał drugą kreskę. Nie ma pomyłki, nie ma innej opcji - to ciąża!!! Aaaaaa!!!!! :)

Bardzo się uspokoiłam w tym momencie, bo skoro dwa testy różnych firm o czułości 25 są pozytywne, to co to może oznaczać?! Nadal byłam roztrzęsiona, ale miałam już potwierdzenie :) Potrzebowaliśmy chwili, by wyjść z szoku, ale to się mi chyba nie udało, bo nadal w nim tkwię :P

Naprawdę nie sądziłam, że się tym razem uda. W sumie staraliśmy się 6 cykli, ale całośc trwała 7, ze względu na małą przerwę. Myślę, że to bardzo standardowo ;) Mimo 'problemów' u męża (które notabene nie zostały potwierdzone) poszło dośc szybko. I badanie nasienia ominęło męża, bo właśnie na dniach mieliśmy się umawiać :D

Po kilku miesiącach starań, jeszcze na początku brałąm jakieś witaminy, kwas foliowy, kupiłam Donga i brałąm nawet 2 cykle, mężowi wtykałam wit C i kwas, zakupiła słynny żel Conceive + ale to wszystko na nic się zdało. Szczęśliwy cykl był w 100% naturalny. Nawet folika nie brałam od ponad miesiąca.

Bez względu na to co będzie, a mam nadzieję, że będzie wszystko dobrze, chciałam się wygadać. Wiem, że może na cieszenie się jeszcze za wcześnie, ale czułam mocno, że muszę to z siebie wyrzucić. Jestem świadoma, że wszystko może się zdarzyć, mimo to czuję w środku, pomijając ten szok, że będzie tak jak ma być :)

PS. Zawsze, kiedy któraś dziewczyna z Ovf zachodziła w ciążę, pytałam o jej rady :P Tym razem powiem coś od siebie ;) Otórz po <3 zawsze, ale to zawsze chodziłam do toalety, musiałam siku i się umyć. Tym razem, przy tych dwóch serduszkach w dni płodne olałam to i bezpośrednio po zostawałam zwyczajnie w łóżku i zasypiałam :P No coż, nie powiem żeby to było komfortowe i przyjemne, ale chyba w naszym przypadku skuteczne. O ile w ogóle można to tak nazwać.

PS I. Mam jeszcze jeden test i zrobię go z porannego moczu. Trzymajcie kciuki! :) Ja czuję, że teraz może być tylko dobrze :)

Kicia;) Mój Początek :) 'II' ... 27 lipca 2014, 01:41

Witajcie Staraczki :) ostatnimi czasy wcale nie śpię, a jeżeli śpię to za dnia :/ za dużo mam stresów...

RADZĘ NIE CZYTAĆ TEGO AKAPITU!!
Suczka mojej przyjaciółki, którą zajmuję się od 2 tygodni, działa mi na nerwy, ale to nie jej wina... Od kiedy mój króliczek zdechł w moich ramionach nie mam siły ani serca dla zwierząt, coś wtedy we mnie umarło i wiem, że nigdy więcej nie dam się namówić nawet na patyczaka w słoiku, bo tamta śmierć była dla mnie traumatyczna i nigdy więcej nie chcę przez to przechodzić :( wcześniej miałam 9 rybek i 2 białe myszki i owszem, bardzo przeżywałam kiedy ode mnie odchodziły ale królik był moim największym przyjacielem, pociechą dnia codziennego, strasznie mnie kochał, co okazywał na każdym kroku i zawsze będzie mi go brakować ;( Odszedł kilka miesięcy temu w okropnej chorobie wydając ostatni oddech w moich ramionach, patrząc mi w oczy.................. ;( ;( Kapciu nigdy Cię nie zapomnę i mam nadzieję że teraz biegasz po zielonych łąkach z innymi króliczkami, zawsze będę Cię pamiętać.... Kocham!
;( eeeh myślałam że z czasem ten ból straty minie, ale niestety, za każdym razem kiedy sobie go przypomnę te uczucia wracają jak bumerang i naprawdę nie chcę żeby kiedykolwiek w moim życiu powtórzyła się ta sytuacja... Umarła we mnie ta cierpliwość i tkliwość dla zwierzaków, dlatego ciężko mi z tą suczką ale przyjaciołom się nie odmawia ;) D wiele dla mnie w życiu zrobiła, dlatego kiedy potrzebuje pomocy nie mam zamiaru jej odmawiać ;)

Następnym powodem do stresu jest niestety wyjazd mojego ukochanego za granicę... 6.08 wyjeżdża do Włoch do pracy i nie zobaczymy się przez okrągły miesiąc... Strasznie to przeżywam, z resztą Ł też :(
Wcześniej byłam już przez 4 lata w związku na odległość i nie chcę tego powtarzać :/ Kocham mojego narzeczonego i chcę codziennie przy nim zasypiać i się budzić :) nie wiem jak wytrzymam jego nieobecność, o ile przed jego wyjazdem teścik nie wyjdzie na +, to czuję że nieźle się rozpiję przez ten miesiąc ;p

Stresuje mnie też fakt, że we wrześniu czeka nas zmiana mieszkania i pochłaniają mnie przygotowania do tego (już zaczynam pakować walizki, ponieważ będę musiała całą tę przeprowadzkę zorganizować sama) :) Znalazłam piękne mieszkanie!! Umeblowane, 3 pokoje, kuchnia z oknem, 2 balkony, łazienka z osobnym wc i co najważniejsze własny duży ogród!! Ja je chcę!! Ja je chcę!! :D Stresuję się tylko czy będzie nas na nie stać, jeżeli zaśpiewają nam 2 tysiące odstępnego to mogę się pożegnać z tym mieszkankiem :( Jest spełnieniem moich marzeń, przestronne, piękna kuchnia, zawsze marzyłam o osobnym wc :D no i ten ogród!! już mam w glowie grille, basen, własne pomidory i ogórki, kwiaty (uwielbiam kopać w ziemi, mój balkon to mój maleńki kolorowy raj), no i oczywiście jakaś piaskownica dla dziecka kiedy już uda nam się zajść w ciążę ;) no idealne warunki! W dodatku miałabym blisko do rodziny i przyjaciół, bo teraz mieszkamm w rodzinnym mieście mojego Ł i gdyby nie on to byłabym tu sama jak palec :/ (chociaż to paradoks bo przecież palec ma obok siebie kumpli hahahahaha) Mam ogromną nadzieję że będzie nas stać na to mieszkanie i że uda się nam je wynająć także trzymajcie kciuki ;)

A tak poza tym to od 2 dni serduszkujemy, bo zaczęły mi się dni płodne ;) Chciałabym żeby nam się udało!! Mój Kochany dostałby prezent na wyjeździe :D


Uff ale się rozpisałam, już mnie palce bolą ;) Przesyłam Wam buziaki i pozytywne fluidy, trzymajcie za mnie kciuki w tych dniach i oby nas wszystkie w nadchodzącym gorącym sierpniu czekał wytęskniony i wymodlony widok 2 kreseczek na testach! :D
Miłego dnia Kochane :)

Zgodnie z wyczytanymi informacjami już dziś nie robię testu owulacyjnego tylko działamy. Niestety mężuś jutro idzie do pracy na 24 godziny, więc wypada nam jeden dzień starań. Ale może to i lepiej, niech się uzbiera to co najlepsze i we wtorek ponawiamy próby. :)

Film "Przychodzi facet do lekarza" rewelacyjny! Dziewczyny serdecznie polecam wam wybrać się z ukochanym, można się wyśmiać za wszystkie czasy ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lipca 2014, 10:34

Temperatura nadal powyżej 37.Ból sutków nadal.Biegunka nadal ,ale z mniejszym nasileniem .Ale niestety nadal męczy...Czuję cały czas zmęczenie. Ovu mi wylicza jakieś objawy ciąży i tylko człowiek sobie nadzieje robi niepotrzebnie ,bo mimo tego ,że <3 było dużo w tym miesiącu nie sądzę ,żeby nam się tak łatwo udało :(Znów przyjdzie za ok.11 dni @.

19+0 lub 19+3 (20 tyd)

sie rozkrecamy, zaraz polowa ciazy...

waga 63,6 kg

Marcel ostatnio jakby slabiej kopał, albo siedzi gdzies glebiej w brzuchu i dlatego kego pukniecia sa slabsze, ale sa...rano lezac w łózku szukalam go i oczywiscie jest po lewej stronie...to jego ulubiona strona brzucha...

a jak moje samopoczucie??? w skrocie ekstra :D
nie mam dalej problemow, brak obrzekow, boli blecow, sennosci, zmeczenia, naprawde jakbym nie byla w ciazy, tylko tyle ze brzuch mi rosnie, he he i cos tam w srodku sie porusza <3

w poniedzialek jade do rodzicow na wies...nie bedzie nas az do 8 wrzesnia :) przyjezdzamy tylko 21 sierpnia na wizyte polowkowa, a 23 sierpnia mam wesele znajomych...pozniej znow wracamy do rodzicow i 8 wrzesnia powrot meza do pracy i od razu moja kolejna wizyta u lekarza...

zastanawiam sie nad szkola rodzenia, jest darmowa przy szpitalu, w ktorym chce rodzic...musze tam zadzwonic i sie dopytac co i jak i akurat tez rozpoczelabym ja od wrzesnia bo zajecia zaczynaja sie od 25 tyg...oj musze szybko myslec...

k@milk@ W drodze do szczęścia... 27 lipca 2014, 10:55

No i nadzieje szlag trafił :( dzidziusia nie bedzie a mialo byc tak pieknie... no ale coz mozna sie bylo tego spodziewac przeciez lekarz powiedział ze łatwo raczej nie bedzie no ale pocieszylam sie chociaz chwilke ze mogloby byc pieknie...co nie zmienia faktu ze @ nie ma!!! nie dobrze to znak ze leki ktore zapisał lekarz w klinice nie pomogły. jutro czeka mnie tel do kliniki z zapytaniem co dalej mam zrobic...moj organizm płata takie figle ze juz nie mam na niego sił. miałam zrobić badania hormonalne a tymczasem badan nie bedzie bo okresu nie ma. do tego jeszcze czeka mnie cale mnustwo załatwiania formalnosci przygotowujace nas do emigracji do niemiec. cała machina ruszyła i czas pokaze jak to sie wszystko roztrzygnie. strasznie sie boję ze cos nie wypali i ze bede plakala i teskniła za polską. juz raz bylam w holandii rok i strasznie to wspominam moze tez dlatego ze bylam tam sama bez meza i corki a teraz bedziemy wszyscy razem JUZ SAMA NIE WIEM CO MYSLEĆ

ołowiana wrona Wronie gniazdo... 27 lipca 2014, 11:26

23DC 6PO

Drogi ovufriendzie w imieniu mojego partnera wnoszę petycję o umieszczenie opcji 3 serduszek w jednym dniu. Wprawdzie nie ma to większego znaczenia w planach prokreacyjnych ale co chłop byłby doceniony to jego :p
Wczoraj dziewczynom pisałam o przeziębionych pęcherzach w związku z "częstomoczem" a dzisiaj sama mam ZAGWOZDKĘ! Tyle, że to nie mocz...od wczoraj "popuszczam" wodę z pochwy ;/ to nie jest sperma bo tą w okresie "bezowocnym" po prosty wyduszam przy siusianiu - no bo na co mi ona...
Wczoraj i dzisiaj, siadajac na kolanach lubego po prostu czulam, ze go zaraz zmocze. Ten płyn to bezbarwna, bezwonna woda, troszeczke lepka, jak wyschnie na palcach. Niestety jest czysta, bez smug krwi co mogloby swiadczyc o upragnionej implantacji.
Jakiś dzień pytan mam, to samo się tyczy pomiarów temperatury. Zmierzyłam ją 3 razy:
1)godzina 4.50 - 3h snu- temp 36.69
2)godzina 7.20 - ok 6h snu - tem 36.91
3)godzina 8.40 - eee no wiecej snu/ale wczesniej siusiu bylo/ 37.02

Tej trzeciej w ogole nie biore pod uwage, ale hmm 1 czy 2?

Pierwszy dzien bez luteiny oby bylo dobrze, zreszta co ja mowie przeciez musi tak byc hehe, nie ma innej opcji ;) Dzidzius pieknie sie rusza, dzis o polnocy mial nocne harce. Wizyta za niecale 2tyg juz sie doczekac nie moge.

Dzisiaj temperatura prawie 38 ,sutki nadal bolą ...nie wiem co dzieje się ze mną ,może tak zawsze miałam bo kiedyś nie mierzyłam temperatury na bieżąco no ,ale piersi zawsze mnie bolały tylko ok. tydzień przed @ to zdecydowanie za wcześnie, a już nie wspomnę o tym ,że czuję się zmęczona cały czas...Nie wiem co się w tym cyklu ze mną dzieje??

Edit: Pięknie jeszcze doszła straszna biegunka i ból brzucha :-/


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 lipca 2014, 16:24

biedronka_1982 Sen o Wiktorii 27 lipca 2014, 12:28

Rano chcialam napisac, jak to mi seks nie smakuje i jaka placzliwa znowu jestem. Ot, typowe dni plodne. Ale wyluzowalam po tym, jak maz stwierdzil, ze teraz to on juz sie nie spina ( w domysle: to lekarz okresla, kiedy jest owulacja, wstrzykuje plemniki, wiec nam zostaje tylko przyjemnosc z seksu, a nie plodzenie). Ma racje.
Placzliwosci to jednak nie zmniejsza. Moze dlatego, ze niedawno dowiedzialam sie o kolejnej ciazy w moim bliskim otoczeniu. Jest to w zasadzie trzecia ciaza tej kobiety, poprzednia poronila z powodu konfliktu serologicznego. Wspolczuje, ciesze sie, trzymam kciuki za szczesliwy final, ale...
Znowu dziecko "poszlo" nie tam, gdzie trzeba. Znowu inna para bedzie sie cieszyc. A my dalej w pieprzonej kolejce!
Czytalam o adopcji, by jakos sie do tego ustosunkowac psychicznie. I przykro mi bardzo, ale NIE. Czekanie, kursy, odwiedziny w domu po to, by wychowywac dziecko, ktorego rodzice nie chcieli. Bez sensu. Oni sobie zrobia, nie chca, oddadza, a my mamy czekac, chodzic na kursy, odwiedzac i byc odwiedzanymi? To nie jest sprawiedliwe! Opcja adopcja zostala w mojej psychice oficjalnie wykluczona. W zwiazku z tym, ustawiam sie znowu na koncu tej cholernej kolejki i czekam dalej... Moze jakies drogowskazy poustawiam, trasparent wywiesze, by ONO tym razem nie zabladzilo i trafilo wreszcie do NAS!

WIKTOR(IA)! TWOI RODZICE SA TUTAJ!!!

Wczoraj był romantyczny wieczór, a dziś jeziorko u sąsiadów Niemców ;) niech to będzie fajny dzień ! Z Mężem ! :)

Basia1771 Pierwsze starania za nami... 27 lipca 2014, 16:36

Rano wstałam i tak jak się spodziewałam @ przyszła. 1 dzień przed planowaną przez OVU. Cóż zaczynam wszystko od nowa ale w tym miesiącu postaram się być jeszcze bardziej dokładna. Może sprawdzi się to powiedzenie do trzech razy sztuka ;)

Mamax Walka o Bobo. 27 lipca 2014, 16:49

Przedostatni dzien pobytu moich rodzicow. Szkoda ze juz jada, czas tak szybko zlecial. Teraz pewńie spotkamy sie na chrzcinach naszego malenstwa a do nich dojdzie pewnie dopiero za rok. Synio bedzie za nimi tesknil, bo bardzo sie do nich przywiazal a dzieli has ponad 1000 km. Ech dobrze ze chociaz mamy telefon i jest skeyp.
Jutro z rana idziemy z mezem na badania 3-4 D. Malenstwo zostanie dokladnie zbadane, zmierzone i oby wszystko wyszlo dobrze. Trzymajcie kciuki ;-)

Mam nadzieje, ze sie nie przeziebilam...wydaje mi sie, ze temperatura jutro znacznie spadnie, mam w ciagu dnia dzisiaj duzo nizsza temperature niz wczoraj i wiecej energii czyli na bank skoczyl estrogen a to juz wrozy tylko @...wczoraj super wypoczelismy...pojechalismy na jeziora chcialam malemu zamowic zeby sobie kajakiem albo pontonem poplywal, ale jak sie okazalo nawet jak juz plywal to specjalnie musi zamowic u nich kurs jesli bedzie plywal na wypozyczonym sprzecie a to 90f za kurs, 10f za wykup miejsca i ok 30f za sprzet, wiec wsiadlismy z powrotem do samochodu i pojechalismy kupic wlasny pontom...zaplacilismy 80f wraz z pompka i ma wlasny, teraz moze sobie poplywac codziennie w miare pogody na pobliskich stawach...radosc przeogromna, juz dawno nie widzialam, zeby az tak sie cieszyl...ludzie na mnie patrzyli i sie ze mnie smiali bo bawilam sie z nim jak dziecko..lapalam za ponton i uciekalam z nim, chowalam sie pod wode...wyjebalam sie w ciuchac z pontonu :D zabawa pierwsza klasa..moj sie nakryl recznikiem ze wstydu :D ale sie usmiechal ze tak bardzo sie odstresowalam..on nie lubi wody, ale sam zaproponowal bo wie ze mnie sporty wodne najbardziej relaksuja :D Dzisiaj jak wrocimy z pracy kolo 19.00 to jesli nie bedzie padac to podjade jeszcze ze stasiem na stawy z pontonem...musze sie nauczyc tylko go pompowac bo nie wiem kiedy przestac a nie chce aby pelknal... :D szkoda ze nie bedziemy juz mogli wziac dnia wolnego do konca wakacji...ale niektore dni w tygodniu tak poumawialam ludzi, ze powinnismy byc juz ok 15.o0 w domu wiec na pewno z maluchem jeszcze wyskoczymy...Stas nie plywa jeszcze na tyle dobrze, zebym mogla go samego puszczac na stawy...nawet jak sie kupi kapok..nie za bardzo podoba mi sie wizja puszczania go samego...w niektore dni mamy tez na bardzo pozno wieczory do pracy wiec w dzien jeszcze damy rady, tylko jesli pogoda dopisze...woda wczoraj byla tak ciepluska jak w wannie :D nie chcielismy wracac, ale juz sie patryk nudzil bo mu sie szlugi skonczyly, wiec wrocilismy do domu kolo 17.00 a bylismy tam od 10.30, wiec i tak fajnie...wieczorkiem zdrzemnelismy sie na 2 godzinki...patryk sparzyl sie tylko z jednej strony hahaha wyglada jak hot-dog :D ja i stasiu na brazowo sie opalilismy i mi wyskoczylo mnostwo piegow...moj wola teraz do mnie piegusek...mowi,ze uwielbia na mnie patrzec jak sie bawie i ciesze z tymi moimi piegami wygladam jak dziecko wg niego...pipi chyba :D...Stachu ma zakwasy na nogach i ramionach


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lipca 2014, 18:01

Coraz bliżej... 0heart.gif


214zdb6.jpg

helutka droga do zielonej kropki 27 lipca 2014, 19:33

Dzisiaj niezmiennie od rana czuję się mokra w środku, chociaż tylko w środku... i szyjka macicy mięciutka... Specjalnie jakoś tam nie grzebię, ale nazwałabym ją rozpulchnioną..
Jakoś nie pamiętam, żeby bywała taka po owu <lol>

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)