Temperatura nadal powyżej 37,sutki nadal bolą .
w tym miesiącu uważam na medal . A i tak pewnie wyjdzie z tego za 8-12 dni @ i nic więcej. I po raz kolejny pewnie zawiodę się <bezradny>. Wiem ,wiem moje negatywne nastawienie nie pomoże mi w zajściu w ciążę ,ale coraz bardziej staję się zdesperowana .Na około słyszę kiedy będzie dziecko, czas na Was itp. Zawsze myślałam ,że jak człowiek
bez zabezpieczenia ,to chwila i zajdzie w ciążę. Tym bardziej przy regularnej 28-32 @. A tutaj diagnoza PCOS ,bez jakichkolwiek objawów ,które książkowo są wymieniane. Nie miałam nigdy monitorowanych cykli itp. Ale według badań innych miałam tylko Prolaktynę podwyższoną ,ale już unormowana bardzo szybko.I nie sądzę ,żeby moja "nadwaga" w czymś przeszkadzała ,ludzie otyli nawet zachodzą w ciążę,chociaż staram się to zmienić i mieć idealną wagę .Staram się z różnych stron ,aby później nie pluć sobie w twarz ,że nic nie zrobiłam.
wiec wizyta odbyła się zgodnie z ustalonym terminem. pani obejrzała cały nasz dom i stwierdziła ze miejsca dla dziecka dużo. pytała o nasze stosunki rodzinne( mieszkam u teściów), jak wygląda sprawa zarządzania domowym budżetem i takie tam inne sprawy. jutro natomiast jedziemy do nich do ośrodka na wizytę u psychologa jestem ciekawa jak to będzie wyglądało. jak wrócę napisze. buziaki
ach...i znowu wdrapałam się na tą wielką staraniową zjeżdżalnię. Miałam 3 miesiące pozornego spokoju - ze wzgledu na te tabletki anty na wchłonięcie się cysty. A teraz zbliżam się do połowy pierwszego cyklu wznowionych starań. Głęboko z serca staram się nie nakręcać ale jak wiecie..tak się nie da. Jak już się zapragnie dziecka to jest strasznie ciężko wrzucić na ten cholerny, sławny LUUUZ. Zawsze jest ciśnienie. Jedyne co się zmienia to poziom tego ciśnienia. Czasem wzrasta, czasem maleje ale cały czas jest i pulsuje w głowie, powoduje różne sny, marzenia, frustracje, humory, załamki, radości, nadzieje...ja pierniczę. To jak koktail mołotowa. Nie wiem jak mój mąż ze mną wytrzymuje. Może to właśnie dzięki Wam. Bo to tutaj wylewam wszystkie napięcia, obawy, żale i potencjalne radości, nadzieje.
Z objawów jakie mam
...mogą one wskazywać na niewchłoniętą cystę, zbliżającą się owulację lub np zbyt intensywne przytulanko - ciągnięcie w podbrzuszu i taki głuchy ból z lewej strony, który pojawil się wczoraj wraz z kilkoma śladami płodnego śluzu. Haa..no alebo to nie był płodny śluz, tylko jakiś mój wymysł. Może śniło mi się coś zboczonego i..
No nie wiem, ale zobaczymy.
W tym cyklu będę starała się jak najbardziej wyciszyć ciśnienie ale kurcze. Bardzo to ciężkie. Przecież z każdym miesiącem jeszcze bardziej chcę. Nawet nie zrażają mnie szczegółowe opisy niezbyt przyjemnych porodów, bolące suteczki za sprawą głodnego maleństwa (buziaki dla Maxi) ...nic mnie nie jest w stanie zrazić. Nawet fakt, że ejeżeli chodzi o mnie jestem straszną panikarą, mam bardzo niski poziom bólu i takie tam bzdety. Nic. Kompletnie nic mnie nie przeraża. Chcę tak bardzo, ze nic nie jest w stanie mnie powstrzymac od tego pragnienia. Nnoo..może jedynie przeraża mnie wizja teściów pałętających się po domu przez 3 miechy ale..mam nadzieję, a nawet wrażenie że uda mi się zgrabnie znormalizować ten potencjalny problem jak tylko przyjdzie na to czas.
No cóż...więc działamy, no działamy. Zobaczymy co z tego będzie. Co jakiś czas, części z nas tutaj się udaje. Może w końcu uda mi się przejść na drugą stronę..tą fioletową część naszej wirtualnej rzeczywistości.
A w między czasie, żeby tylko jak najbardziej opóźnić nieuniknioną dziś pracę w kompie, opowiem Wam jak się poznaliśmy z moim najukochańszym mężem.
Tuż po rozstaniu z moim ówczesnym facetem, zakończonym nieprzyjemnym wydarzeniem które doprowadziło do ciąży a potem do poronienia byłam bardzo poturbowana psychicznie i koniecznie chciałam się wyrwać jak najdalej "stąd". Jako że prowadziłam z moim śp. tatą [*] (..ach, jak bardzo za Nim tęsknię) biuro podróży i był wtajemniczony w część sprawy (mamy nie wtajemniczaliśmy, żeby jej nie załamywać i żeby nie zabiła gołymi rękami mojego ex)...wymyśliliśmy, że zamiast Niego pojadę z grupą turystów do Nowego Jorku. 2 tygodnie wyrwania się z codzienności, zmiana otoczenia i uniemożliwienie mojemu ex wystawania pod biurem - zdecydowanie dobrze wpłynie na moje zszargane nerwy oraz nadwyrężone, przepłakanymi i nieprzespanymi nocami, zdrowie.
Jako zupełna świeżynka, ponieważ nie miałam zbyt dużego doświadczenia w pilotowaniu, zawyitałam z grupą radosnych turystów w NYC. Pewnego pięknego dnia, a był to 06.07.2007 postanowiłam, że przyszedł czas na przejażdżkę turystycznym autobusem. I tak niczego nie podejrzewając wstałam rano, umyłam włoski, zrobiłam make-up jak co dzień i wyszłam z pokoju, żeby poczekac w recepcji na moich turystów. Podchodząc do windy zauwazyłam, że na pięknym niebieskim niebie zbiera się trochę chmur więc zawróciłam do pokoju po parasolkę.
Usiąść czy nie usiąść, policzyć do 10 wracając się do pokoju czy nie? Hmmm, a co tam. Lepiej usiąść i policzyć, na wszelki wypadek.
(...)
Pomysł okazał się bardzo dobry. Grupa była bardzo zadowolona, ja również. Jedyne co było upierdliwe to fakt, że ciągle wszyscy prosili mnie o zrobienie im zdjecia. Za 5/6 razem pomyślałam sobie : Kurde. Po kiego grzyba brałam tą parasolkę. Jak można cały dzień walczy z nią i aparatem...oczywiscie caly czas z uśmiechem na ustach - klient nasz pan. 
Kilka razy wysuwała mi się z pod pachy aż w końcu na jednym z zakrętów spadła i przesunęła się prawie na sam tył autobusu.
I wtedy TO NASTĄPIŁO. GROM Z JASNEGO NIEBA.
Na końcu autobusu siedziało kilku facetów. Jeden z nich wstał i pochylił sie po moją cudowną parasolkę kilka mili sekund przed tym jak ja się po nią pochyliłam. W momencie jak skrzyżowały się nasze spojrzenia już wiedziałam. Po prostu wiedziałam, ze to WŁAŚNIE ON. Niesamowite ale tak właśnie było. Później okazało się, że poczul to samo. 
Romantica prawda?
No i zaczęliśmy rozmawiać, starając się ugrać jak najwięcej czasu żeby wymyślić jak się bliżej poznać, jak się wymienić numerami, jak już siebie nie wypuścić. W momencie jak już praktycznie byłam skłonna sama wcisnąć mu numer telefonu
sam o niego zapytał. Pod kątem tego, że niby wybiera sie do Polski na jakąś konferencję i przydałaby mu się przewodniczka. Nono, pomyślałam - "Konferencję?". A potem pomyślałam - "człowieku. Polska jest duża..no ale punkt dla Ciebie za szybkie myślenie".
No i tak poszło...Kolejne 6 dni w NY byliśmy praktycznie nierozłączni. Grupie powiedzieliśmy, że to mój dobry znajomy ze szkoły pilotów
i dołączy do nas w celu poszerzenia programu zwiedzania...Jako, że jak potem się okazało mój przyszły mąż był właśnie w trakcie kilkumiesięcznej wymiany na stażu i znal NY jak własną kieszeń miałam pomoc w oprowadzaniu grupy, najcudowniejszego, najzabawniejszego mężczyznę tuż przy boku...z niesamowicie magicznymi brązowymi oczami i nieustannie zadowolonych turystów - co na wyjazdach jest prawie niemożliwe do zrealizowania. Zawsze w grupie jest jakiś upierd lub maruda niezadowolony ze wszystkiego.
Potem przyszedł czas rozstania, zalany niagarą łez bo już po tych kilku dniach czułam, że nigdy nie chcę sie z nim rozstawać. I tak to właśnie było...
Potem przyjechał na kilka dni do Polski - wcale nie na konferencję
, potem ja do NY skąd polecieliśmy do Peru z akcją "poznaj moich rodziców", potem On do Polski z akcją "poznaj mooooich rodziców". No i tak lataliśmy przez niecały rok aż go nie wypuściłam z powrotem i przez telefon musiał składać wymówienie z pracy. 
Ślub cywilny wzięliśmy w Peru a kościelny w Polsce. W ten sposób usatysfakjonowaliśmy obydwie rodziny.
No i dwa razy mieliśmy imprę. 
Parasolkę mamy do dziś.
Do szczęścia brakuje nam tylko naszej miniaturki, o którą staramy się i staramy...
Tak cofając się w pamięci, po łańcuchu wydarzeń...dochodzę aż do podstawówki...i prowadzi mnie to do wniosku, że gdyby łańcuch wydarzeń rozwinął się inaczej to może nawet byśmy się nie spotkali.
Ach, byłoby to straszne! Nie wyobrażam sobie jakby to mogło być, gdybym nie miała takiego słońca w moim życiu jakim jest mój mąż.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 lipca 2014, 10:53
Lipiec totalnie odciąga mnie od myślenia o dziecku
Niby nic się nie dzieje, ale mało myślę. No i dobrze!
Na ovuf zaglądam zawsze rano notując podstawowe dane na wykresie. Później zdarza mi się w ogóle zapominać o tym portalu. O testach ciążowych nie myślę, choć 1 leży w szafce. Znam termin @ i jak się nie zjawi, to wtedy pewnie chcąc nie chcąc zatestuję. Ale wątpię, że do tego dojdzie, bo na ciążę nie czuję się nic a nic.
Już niedługo, w poniedziałek, wybiorę się na badania pod kątem diagnostyki tarczycy. Wizytę u ginekologa - z jego zalecenia - mam we wrześniu.
W sb spotkałam się po prawie roku z koleżanką. Nasi mężowie są przyjaciółmi od lat, ale niestety znajomi mieszkają kilkaset km od nas i rzadko się widujemy. I tu od słowa do słowa i okazuje się, że oni też już 3 rok starają się o dziecko. Tylko u nich problem jest po obu stronach. Wspieramy się więc na wzajem.
Miniony tydzień był pechowy:
pn - pada mój laptop...niby naprawiony ale się wyłącza - ledwo zipie.
wt - M. w komputerze pada karta graficzna..eh
pt - moje auto zamienia się w parowóz - coś wypluwa mi cały płyn chłodniczy, wracam z pracy na holu pełna obaw. Na szczęście okazuje się, że to tylko wężyk pękł, a silnik się nie przegrzał. Ale to był pt, wiec na części czekam nadal.
sb, nd - jedyny w roku weekend pracujący
sb - zaczyna mi wyżynać się ósemka, która na dobrą sprawę wyżyna się już od kilku lat. Boli do dzisiaj.
Komputery zamówione, część do auta zamówiona, wizyta u dentysty po skierowanie na usuwanie ósemek zaplanowana na najbliższy czas! :p
A w czwartek zaczynam urlop! I potrwa on aż do 25.08.! Wylenię się za wszystkie czasy!
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 lipca 2014, 13:53
Byłam odwiedzić mamę. Jak zwykle wyprowadziła mnie z równowagi. Nikomu nie życzę schorowanej mamy, której pod wpływem choroby robią się odchyły od normy...szału można dostać 
@ c.d. ale już mnie tak nie męczy w organizmie.
Jakos przezylam wczorajszy dzien, a raczej przespalam. Nie bylo tak zle, postarali sie zeby nic nie bolalo, nie bylo wstydu itp.. Niestety z lekarzem nie dane bylo mi porozmawiac, poniewaz... nie mogli mnie dobudzic......??!! nic nie pamietam
za to rozmawiali z moim mezem. Z jego relacji wynika( o ile dobrze zrozumial, bo on calkiem nie w temacie )ze moje jajowody sa drozne??!!!! jak to mozliwe, nie wiem- cudowne ozdrowienie, bo ostatni raz 3 lata temu lekarz stwierdzil,ze lewy niedrozny a z prawym tez tak srednio. Moja teoria jest taka,ze ostatnim razem niestety wszystko czulam i w momencie, kiedy juz bol byl bardzo silny i lekarz widzial ,ze jestem biala z bolo, po prostu przerwal badanie i stwierdzil,ze sa niedrozne i tyle. To jest jedyne rozsadne wytlumaczenie. Usuneli mi tez jakiegos polipa, bo znow sie stworzyl, jajnki zostawili mi w spokoju, podobno nie sa zle. Martwi mnie tylko jedno - Hyperplasia i jeszcze cos tam, czego moj maz juz nie zrozumial. Na wyniki biopsji endometrium musze czekac jeszcze 3 dni. W sumie i tak nie tak dlugo.
Za to samopoczucie dzis do bani. Jest mi niedobrze, wszystko mnie boli , boli mnie brzuch, gardlo a dzis dopiero zauwazylam,ze moje usta sa poranione od srodka. Co oni tam robili? Rurki nie potrafili wsadzic? Obawam sie ze bylam swinka doswiadczalna dla mlodziezy. W koncu to szpital uniwersytecki. Jeszcze przed operacja , przed moja sala, krecily sie trzy sepiatka, wypytujac o to i owo.
No ale nic, spadam wziasc sobie prochy i przespac nastepny dzien. Musialam zrobic troche pracy papierkowej, wiec nie moglam sobie zapodac artylerli przeciwbolowej,zeby miec swiatla glowe. Teraz juz mnie nikt nie powstrzyma 
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 lipca 2014, 17:17
10 X 2023
Dziewiąty dzień stymulacji. Lekarz ustalił PICK-UP na 13 X 2023
Cud sie stal owu wyznaczone..i to niby juz jest 3dpo dzisiaj...jutro i tak pewnie przesunie, mniejsza z tym...oby teraz temp nie spadla bo zalamka bedzie
Cholerny stres
Jak powinna zachowywać się dobra szyjka:
1. Na początku cyklu szyjka jest:
- nisko,
- zamknięta,
- twarda.
2. Gdy narastają objawy płodności:
- wyżej,
- otwarta,
- miękka.
3. Gdy zbliża się owulacja:
- wysoko,
- otwarta,
- miękka.
4. Po owulacji szyjka jest:
- nisko,
- zamknięta,
- twarda.
:-/Ovu szaleje.Rano dałam wpis a tutaj nic nie ma teraz patrzę ,kurcze co wyparował 
Dzisiaj nadal temperatura powyżej 37,sutki nadal bolą,nadal chociaż już z mniejszym nasileniem męczy mnie biegunka, czuję się zmęczona i do tego boli mnie głowa .Jestem jednym słowem wrakiem człowieka. A do tego Ovu mi wyznacza ostatnio jakieś punkty dotyczące "symptomów ciąży" tylko daje mi nadzieję :(A i tak wiem ,że znów będzie jedno wielkie nic i za ok. 11 dni dostanę @. Mimo ,że w tym miesiącu się staraliśmy
bardzo regularnie.
a wiec lekarz nie zadzwonil. niestety nie wiem czy zapomnial czy nie chcial ale nie zadzwonil. juz mam dosc nagrywania mu sie na sekretarke najwidoczniej cos tam u niego nietak. kobiety z recepcji obiecaly ze zadzwoni dzis do mnie ale nie oddzwonił. juz sama nie wiem co teraz począć. kompletnie nie mam pojecia. czy czekac na @ az przyjdzie choc to moze potrwac ze 3 miesiace znajac zycie albo jechac tam na wczesniejsza wizyte. sama nie wiem szczerze mowiec. ale jechac 150 km w jedna strone i nie majac ani badan ani nic to wedle mnie chyba strata pieniedzy. juz sama nie wiem @ tez nie ma jak zwykle ahhhhhhh wszystko sie posypało
No więc postanowiłam zatestować, miałam tylko dwa testy, będzie trzeba dokupię bo ten dzisiejszy pokazuje taka bladziudka kreseczke, cień jak to piszą dziewczyny, ale zajrzałam na dodane zdjęcie z testami i taki zaliczany był do dodatniego, aż się mi płakać chce ze szczęścia, cały dzień w pracy o tym myślałam, jutro powtórzę czy oby rzeczywiście ale rano nawet mąż kilka razy się przyglądał, mówił, żebym się tak bardzo nie nastawiała żeby później się nie rozczarować ale chyba udało się. Te jajniki i ciągnięcia w podbrzuszu po lewej stronie, już 5 ty dzień, wieć być może 
nie wiem czemu na wykresie zrobiła się przerywana linia owulacji, ale to już nie ważne najważniejszy ten jutrzejszy test 
Nagle boję się że jutro zobaczę test negatywny. Dziś poczułam nadzieję że się udało.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 lipca 2014, 19:48
Pogadałam sobie z moim mężulkiem i.....Doszłam do wniosku, że zaczekam z wykonaniem testu do soboty. Będzie M w domku w razie co.. w razie mojego szaleństwa radości, albo w razie smutku. Nie chce przechodzić tego sama. 

Od owulki cały czas boli mnie brzuch, raz słabiej później znów mocniej. Piersi mam wielkie i tak nabrzmiałe że bolą nawet gdy zakładam stanik. Dół cały spuchniety i białawy gesty śluz ale nie dużo tylko troszke a do @ jeszcze 8 dni. Ciekawe co dalej... i w dodatku w nocy biegam siku co wcześniej mi się nie zdażało
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 lipca 2014, 17:26
Dzis byłam na izbie przyjęć w szpitalu.. spanikowałam.. dzień wczoraj wymiotów, dało mi w kość chyba nawet bardziej psychicznie, ze jak to znowu się skończy porodem.. na szczęście z Mała dobrze, szyjka ok. Wymioty nie wiadomo skąd maja mi jakoś same przejść.. No oby.. sił już brakuje…
Już drugi cykl za nami odkąd nieprzerwanie się staramy. Oczekiwania mieliśmy spore... Sądziliśmy, że pójdzie łatwo a jednak wcale łatwo nie jest. Najbardziej zadziwia mnie to jak zachowuje się ciało i umysł. Ciało sugeruje obiawy ciążopodobne a umysł podpowiada że to już... Że zaraz zobaczymy dwie kreski. Jednak potem nadchodzi ona... Miesiączka i znów stajemy w blokach do nowego cyklu.
Do biegu, gotowi, start... I lecimy po marzec 🍀
Może na wiosnę coś wykiełkuje 🤞
Odebraliśmy wyniki...Znowu teratozoospermia...
Boże pomóż nam !
13 X 2023
Dzień PICK-UPu
Pobrano 6 pęcherzyków
Jakoś to przetrwałam.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.