Znów powtarza się scenariusz sprzed kilku miesięcy...
gdy tylko chce się zbliżyć do mojego Ł to mnie odtrąca ;( wczoraj wieczorem chciałam się kochać, tak bardzo teraz potrzebuję bliskości...a on mnie odtrącił, nawet buziaka nie chciał dać tylko wypędził do łóżka jak dziecko - bo on jest zmęczony... Jestem strasznie rozżalona ;( i chce mi się płakać ;( czy znów będziemy się kochać raz w miesiącu? To straszne....
Co za niesprawiedliwość jest na tym świecie,aż szlag trafia.
Pragniesz dziecka,chodzisz od lekarza do lekarza,bierzesz witaminy i stosujesz diety a i tak pójdzie coś nie tak.
A taka pani 'X' urodzi zdrowe dziecko i w ciąży chodzi i nie rusza jej picie alkoholu i palenie papierosów. Śmieje sie w twarz zagrożeniom,a później wyrzuca dziecko w krzaki...
No ludzie!
Mam nadzieje, że sprawiedliwość ją dopadnie,bo sumienia na pewno nie ma.
napisałam e-mail do pani dyrektor ośrodka o zwrot dokumentów bo nie czuje się źle po wizycie. i ze pani psycholog nie wykazuje żadnych uczuć siedzi jak robot ani uśmiechu i zero dobrego słowa. bo ja już nie rozumiem płaczesz źle, trzymasz emocje na wodzy tez źle. to się pytam kto dostaje dzieciaczki, załamana jestem totalnie.
no i skasowalo mi komentarze pod kalendzarzem ciazy...juz drugi raz, co jest grane? dziewczyny mam w domu jeszcze paczke lutki i paczke duphastonu, moze powinnam wziac tak do 12tyg ciazy co? dzisiaj dopiero zaczelam sie bac, wiem ze nie mam powodu, ale lutka nie zaszkodzi nie?
Czy to, że przedwczoraj test owulacyjny wyszedł pozytywny a wczoraj negatywny ma związek z tym, że wczoraj dużo piłam? Śluz jest piękny po wiesiołku i ból lewego jajnika też, nawet seks wczoraj był bo się na jarałam sceną z filmu wesele...
Jeszcze chwila i nie będę miała z kim tych dzieci robić...
Mój mąż tak mnie ostatnio rozczarowuje, że nie mam słów. Wszystko jest ważniejsze ode mnie czy od nas, oczywiście znajomi i znajome, komputer, facebook itp.
Właśnie się dowiedziałam, że on nie chce nigdzie wyjeżdżać ze mną. Mamy taką pracę, że codziennie siedzimy i czekamy na "zlecenia". Ja już ze stresu nie wyrabiam, a na wakacjach nie byłam od dwóch lat. Brakuje mi nawet 2 dniowego wypadu gdziekolwiek, ale jak pojadę sama, to będę już wiedziała, że to koniec.
Bo po co to wszystko, po co się zamęczam jeśli nie ma wsparcia. Może to był błąd.
A jeśli chodzi o @ to zapomniałam już jak to jest ją mieć. Niestety przypomniało mi się też, że jak już ją mam to cierpię okropnie. Bez przeciwbólowych ani rusz ;[.
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 lipca 2014, 00:42
Chyba przeżywam kolejny kryzys.
Znowu w tym cyklu nic nie będzie.
Brzuch mnie boli,cycki miękkie.
Zastanawiam się czy coś nie zmienia sie w moim cyklu.
Bo znowu sie troszkę wydłużył,cycki nie bolą już jak wcześniej a w poprzednim cyklu miałam tylko jeden dzień plamienia przed.
34 tyg. +0 dni
Zaczynamy 35 tydzień! Ciągle nadziwić się nie mogę jak to szybko mija. Swoją drogą mogłabym częściej pisać w tym pamiętniku...
Mąż zaczął pracować na innej zmianie i tak jak jojczałam na te jego drugonocne zmiany, tak teraz jojczę na te, bo te to są dopiero masakryczne! Idzie na 10 i wraca o 21
Cały dzień jestem bez niego... i to jeszcze teraz, w takim okresie, niedługo przecież będziemy czekać na poród. Staram się go uczulać, żeby nosił ze sobą komórkę, ale wiem, że ciężko mu w pracy chodzić cały czas z telefonem. No nic, jakoś musi się przemęczyć, żeby w razie "W" nie było, że nie mamy kontaktu. Torba do szpitala dalej jest niespakowana, ale mam na to usprawiedliwienie - nie przyszły mi jeszcze jednorazowe majteczki z Polski, a w tym dziwnym kraju nie uraczy się takiego wynalazku jak poporodowe jednorazowe majtki! Ech. No ale tak całkiem serio - w tym tygodniu myślę, że spakuję już torbę, nie ma co dłużej czekać, potem najwyżej ją uzupełnię.
Złożyliśmy łóżeczko, a wczoraj Mąż złożył szafkę, którą dostaliśmy od kuzynki. Niestety nie jestem zadowolona z efektu. Wszystko z innej bajki. Meble mamy jasne, łóżeczko jest brązowe, a szafka ciemnobrązowa. No wygląda to jak u wariatów co najmniej, że już nie wspomnę o tym, że ułożenie mebli wygląda jakby nasza sypialnia była składzikiem na niepotrzebne meble, a nie pokojem, w którym mają egzystować ludzie
Ale to szczegół. Tak sobie myślę, że dziś poproszę Męża żeby jednak tę szafkę wystawił na przedpokój, trudno, trochę go zagracę, ale do naszej sypialni trzeba jeszcze wstawić przewijak, a ja nie zamierzam opiekując się maluchem i wstając często do niego w nocy, poruszać się jak po torze przeszkód!
Ogólnie czuję się dobrze, mała nadal słodko się kręci i przeciąga. Już ją tak chwaliłam przed rodzicami, że nie daje mi się we znaki, ale ostatnio zaczęła
Czasem jak się przekręci to tak, że oddechu złapać nie mogę
Ale ogólnie nie jest źle, z opisów innych dziewczyn wnioskuję, że moje dziecię jest dość spokojne
Co raz bardziej odczuwam to, że ciąża zbliża się powoli do końca. Pójście na zakupy jest dla mnie mega męczarnią - szybko zaczynają mnie boleć plecy i nogi
tak jakbym cały dzień łaziła po górach co najmniej. Mam nadzieję, że w ten weekend zrobimy wszystkie najważniejsze zakupy, bo za tydzień mamy szkołę rodzenia, a potem może być już ciężko z zakupami...Bolą mnie kości palców, najmocniej rano gdy się budzę, normalnie nie mogę rozprostować palców jakbym w polu pracowała, nie wiem czy to od puchnięcia czy jak, nie widzę żeby palce mi mocno napuchły (aczkolwiek obrączki nie noszę).
Jeśli chodzi o sytuację rodzinną w domu, to jest bez zmian. Ostatnio doszło nawet do tego, że Mąż ostro pokłócił się z ojcem. Oj było gorąco, trochę to przeżyłam, popłakałam się, a mała od razu oczywiście zaczęła się kręcić. Tak mi było jej żal, że przez moje nerwy biedactwo cierpi. Tyle razy powtarzam sobie, że mam się niczym nie przejmować, najważniejsza jest ona i nic więcej się nie liczy, ale wiadomo jak jest, łatwo się mówi, trudniej wykonać 
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 grudnia 2016, 07:57
Ciąża rozpoczęta 30 lipca 2014
10dpo
OF planuje mi @ dopiero na 7 sierpnia. Ostatni cykl był sporo krótszy, więc jeśli teraz miałoby być podobnie, to powinnam mieć @ ok. soboty/niedzieli... Wiem, nie ma mowy u mnie o regularności. Ale wiem, że przylezie..
Piersi bolą dalej. Żeby od owu non stop napierniczały, to lekkie przegięcie chyba. Mniej lub bardziej, ale bolą! 
Wczoraj uświadomiłam sobie i nazwałam po imieniu - mam wielkiego WKURWA. Na wszystkich, o wszystko. Mężowi powiedziałam, że chyba mam PMSa, więc mnie olewa. Tyle dobrze 
Testuję w sobotę rano. Wiem, że nic tam ciekawego nie zobaczę, ale ta durna nadzieja żyć mi nie daje..
Poprzedni weekend był tak cudowny, że długo wracałam do rzeczywistości, no ale już jestem
tempki nie mierzyłam w Pradze i teraz trochę żałuję... Ale jeśli chodzi o wycieczkę, to Pragę szczerze polecam
M. obiecał mi, że wrócimy tam jeszcze kiedyś, z naszym maleństwem, albo całą gromadką
a on zawsze dotrzymuje obietnic! 
Mój organizm wariuje
dopiero 10dc, a ja mam masę kremowego śluzu jak przed miesiączką, nic mnie nie boli, nie swędzi, nie piecze, więc to może nie infekcja
chociaż we wtorek wizyta u gin, więc się wyjaśni
ovu na pewno jeszcze nie było, za wcześnie 
Robiłam niecały tydzień temu badania: morfologię, TSH, lipidogram, CRP. glukozę i testosteron wolny, na tw jeszcze czekam. Glukoza mnie martwi, bo 95mg/dl, norma do 99 na czczo, no niby norma, ale wiadomo, co może być przy PCO... Reszta pięknie
nawet TSH 1,17mlU/l, wcześniej bywało ponad 2,5, czyli trochę za dużo jak na staraczkę.
Ciekawe co powie mi ginekolog w przyszłym tygodniu - była owulacja? nie było? będzie? nie będzie? albo znów sznur pęcherzyków - oby nie 
Ostatnio trzymam dietę
co prawda ważę te swoje 56kg, więc przy wzroście 164cm jest w sam raz
nie odchudzam się, ale nie jem słodyczy i potraw o wysokim ładunku glikemicznym (tak, tak - ładunku, nie indeksie). Różne produkty mają różną zawartość węglowodanów, czyli mogę sobie pozwolić np. plasterek arbuza (IG=72!), bo tak naprawdę w porcji nie ma dużo cukru (głównie woda), natomiast duża porcja makaronu razowego al dente (IG=40, czyli średnio) nie wchodzi w grę, bo ładunek glikemiczny, czyli ilość faktycznie spożywanych węglowodanów i przez to wyrzut insuliny jest duży, co przy insulinooporności w PCO nie jest fajne. Polecam poczytać na ten temat! 
Jak będę miała chwilę czasu to może coś więcej napiszę o ładunku glikemicznym, indeksie, może wrzucę jakiś przepis, ale na razie nie obiecuję. Tymczasem idę na spacer, mam nadzieję, że nie roztopię się w tym upale 
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 lipca 2014, 09:53
4cs
23dc
11dpo
No i kicha. Temperatura spada, choć rano mierzyłam ją chyba ze 4 razy licząc na to, że może jednak termometr się pomylił. Niestety nie. Spadek od wczoraj i to znaczny. Ten cykl przekreślony. Za parę dni czas zacząć 5cs.Ehh
No coś jest nie tak. Przytulamy się z mężem dokładnie przed, w trakcie i po owulacji. Ja nawet leżę z nogami do góry przez minimum godzinę, żeby żołnierzyki się zadomowiły. No i się nie udaje. Coś jest nie tak.
Pójdę chyba dziś do endokrynologa prywatnie, akurat przyjmuje. Moje TSH wynosi 2,7, ginekolog olał ten wynik, a może wystarczy zbić TSH????
A jeszcze w maju, gdy zaczynaliśmy starania, miałam taki wspaniały plan, że na kilka lat przestanę pracować, bo trochę zwolnienia, macierzyński i wychowawczy, potem druga ciąża i to samo... Tak chciałam odpocząć od pracy zawodowej, od nerwów, napinania się, od poj**nych rodziców i trudnych dzieci, od starania się, żeby każdy był zadowolony, siedzenia całymi dniami w zeszytach, konspektach, sprawdzianach. Kochałam swoją pracę, aż przyszło mi zmierzyć się z obecną klasą, a właściwie rodzicami jednego ucznia. Pierwszy rok pracy z nimi, to było piekło. Skończyło się na mediacjach. Niby wszystko ok, ja nie wchodzę im w drogę, oni mi też nie, ale siekiera wisi w powietrzu. Drugi rok był ciut lepszy, ale moje nerwy całkowicie zszargane przez napięcie w pracy. Zaczęłam mieć kołatania serca, omdlenia regularnie, kilka razy dziennie. Najgorzej jest jak po jakiejś przerwie wracam do pracy(np. po weekendzie). Wtedy już wieczorem w niedzielę mam akcję ze zdrowiem, a w poniedziałek rano ledwo udaje mi się dojechać do pracy, czasami muszę przystawać samochodem, bo mam wrażenie, że mdleję. No mam teraz pamiątkę po kontaktach z nimi. I myślałam, że uda mi się uniknąć trzeciego roku, że wyciszę swój umysł i ciało, a kiedy wrócę do pracy po paru latach, ich dziecka już w tej szkole nie będzie. Ale Pan Bóg widać ma inny plan. Co mnie nie zabije to mnie wzmocni. We wrześniu kolejny rok szkolny. Wracam do pracy.
Biorę się za siebie. Dziś ważę 93,5 kg. Biorę metforminę, trzymam dietę. Wczoraj ćwiczyłam Pilates, żeby łagodnie wprowadzić się w aktywność fizyczną. Dziś może Chodakowska? Do 1 września chcę zjechać poniżej 90 kg. Zobaczyć 8mkę z przodu. To mój pierwszy cel.
Dziś po 4 tygodniach delegacji zagranicznej wraca mój kochany mąż
mam nadzieję że w tym roku już się mu żaden dłuższy wyjazd nie trafi. Niestety dziś z
nici, ponieważ @ w pełni, więc przytulanko szerzej pojęte musi poczekać. Może wybierzemy się gdzieś na weekend, upał się zapowiada. A jak już sobie odpocznie po wyjeździe, bierzemy się za starania już konkretnie
Już w głowie sobie układam scenariusze jak będzie, jeśli nam się uda. Bardzo bym chciała żeby udało się w sierpniu, miałabym dla niego świetny prezent urodzinowy, oczywiście powiedziałabym mu dopiero wtedy. Już nawet snuję plany w jaki sposób to zrobię, zastanawiam się jaka byłay jego radość i w ogóle, ale studzę mój zapał, bo różnie może być, może nie uda się od razu.... Najważniejsze to być dobrej myśli nawet jeśli trzeba będzie jeszcze troszkę poczekać. Tym czasem przygotowuję się na jego przyjazd i banan mi z buzi nie schodzi a w serduszku jakoś cieplej 
Zastanawiasz się kiedy najlepiej zaplanować współżycie maksymalizujące Twoje szanse na zajście w ciążę? Oto kilka faktów, które mogą pomóc Ci to zrobić: plemniki mogą dotrzeć do jajowodów już po 3 minutach od wytrysku i zazwyczaj są zdolne do zapłodnienia przez około 2-3 dni (zależy to od jakości plemników i „przyjazności” środowiska pochwy, np. ilości Twojego śluzu płodnego). Dodatkowo warto wiedzieć, że największa liczba plemników w spermie jest zazwyczaj po 3 – 5 dniach abstynencji seksualnej.
25 tydzien trwa...a ja z workami pod oczyma po nieprzespanej nocy i rykiem od samego rana a dlaczego? Wiec zaczne od poczatku. Mialam swinke morska:-( pisze mialam bo juz jej nie ma) od jakiegos miesiaca zaczela chorowac miala klopoty z chodzeniem na tylne łapki ale po wizycie u lekarza i zaaplikowaniu antybiotykow jej stan sie poprawil az do niedzieli.sytuacja sie powtorzyla prawie z chwili na chwile.znowu te same objawy.w ponienialek bylam u weterynarza, tym razem zrobil badania z krwi przeswietlenie i usgbrzucha i sie okazalo ze swinka ma ogromnego guza przy kregoslupie z przezutami do wszystkich narzadow prawie.gdyby mial jakies objawy wczesniej to juz dawno zaczelabym go leczyc ale kompletnie nic sie nie dzialo...no wiec od poniedzialku jego stan sie pogarszal a ja jakos sie trzymalam bo wiedzialam ze nie ma juz dla niego ratunku a jak zdechnie to nie bedzie juz tak masakrycznie cierpial a wygladalo na to ze naprawde cos go boli..wczoraj wieczorem juz sie polozyl na prawym boku bo do tej pory ciagle siedzial w jednej pozycji i ani drgnal bo nie mogl ruszac tylnimi łapkami wiec go przykrylam szmatka zeby mu cieplo bylo bo mialam wrazenie ze ma dreszcze.o pierwszej w nocy zaczela mu leciec krew z pyszczka a on tak jakby sie dusil...siedzialam przy klatce i wyłam!!!! I wyje nadal....byl ze mna trzy lata!!! Taki fajny mądry pyszczek...oczy mial jak czlowiek...czasami bylam wrecz pewna ze to jakas mieszanka z psem bo on rozumial wiekszosc slow ktore do niego mowilismy.nigdy niebsadzilam ze az tak przezyje jego strate...w kuchni taka cisza nic w klatke nie skrobie...ostatni oddech wydal z siebie o 3.54 bylam przy nim do konca...nie ma juz Fredzia z nami...nawet moje dziecko w brzuchu szaleje jakby chcialo powiedziec mamusiu nie placz juz...przepraszam Was dziewczyny za ten wpis ale smutno mi dzis i zle!
Beznadziejnie czuję się ,temperatura nadal ponad 37 chociaż powoli spada od 3 dni,jestem zmęczona,smutna,jakoś nerwowa ,płaczliwy nastrój mam,mam wybuchy gorąca ,senna jestem tak ,że mogłabym na siedząco spać .Chęci brak na cokolwiek. Czekam tylko na @. A pojawi się pewnie między 6-10.08 .
Wiecie jestem osoba ktora nie lubi sie nad soba uzalac zawsze wszystko przyjmuje na klate potrafie odgryzc sie itd. Ale dzis jestem sama w domu i normalnie wysiadla czuje sie beznadziejnie placze z bezsilnosci.wiem jak Moj pragnie dziecka a ja nie moge Mu go dac.Czuje jak sie wypalam od srodka.Co jest ze mna nie tak :-X
Jak robić testy owulacyjne?
- nie robić ich z porannego moczu, najlepiej w godzinach wieczornych, gdyż wtedy jest największe stężenie hormonu luteinizującego
- nie pić płynów na dwie godziny przed testem.
- najlepiej robić o stałej porze
Kiedy wykonać?
24 dniowy cykl miesiączkowy - pierwszy test zrób w 7 dniu cyklu miesiączkowego
25 dniowy cykl miesiączkowy - pierwszy test zrób w 8 dniu cyklu miesiączkowego
26 dniowy cykl miesiączkowy - pierwszy test zrób w 9 dniu cyklu miesiączkowego
27 dniowy cykl miesiączkowy - pierwszy test zrób w 10 dniu cyklu miesiączkowego
28 dniowy cykl miesiączkowy - pierwszy test zrób w 11 dniu cyklu miesiączkowego
29 dniowy cykl miesiączkowy - pierwszy test zrób w 12 dniu cyklu miesiączkowego
30 dniowy cykl miesiączkowy - pierwszy test zrób w 13 dniu cyklu miesiączkowego
31 dniowy cykl miesiączkowy - pierwszy test zrób w 14 dniu cyklu miesiączkowego
32 dniowy cykl miesiączkowy - pierwszy test zrób w 15 dniu cyklu miesiączkowego
33 dniowy cykl miesiączkowy - pierwszy test zrób w 16 dniu cyklu miesiączkowego
Ok. Konia kopnełam w dupe, otrzepała się i wstałam. NIE PODDAM SIĘ!
Moje badania są super, TSH 0.468(malutko strasznie, ale dobrze), progesteron 13,78 w 25dc, a w czasie okresu idę na prolaktynę i po obciążeniu tabletką, koszt 56 zł - nie ważne ile, ważne, że skończy się myślenie, że mogłam zrobić coś więcej. Mąż postanowił, że jak się nam w sierpniu nie uda, to idzie do lekarza. Życie dało mi porządnego policzka, ale ja walę je prosto w ryj prawym sierpowym...jestem wkurwiona jak nigdy. Na forum przestaję zaglądać. Będę pisać tylko pamiętnik. Nie jestem ani zła ani wybrakowana, a jak trzaśniemy to będzie ciąża mnoga... zrobię wszystko!
Staramy się 7 miesięcy, po stracie 3 miesiące... mimo iż od pierwszej próby minął rok, ale postanowiłam, że po roku zaczniemy się starać dobrze,że zaczęliśmy wcześniej.. i jest mi wszystko jedno czy będzie chłopak czy dziewczyna, po prostu chcę mieć pod sercem...ŻYCIE.
27DC 10PO
Mądry OvuFriendzik podpowiada, że dzisiaj szanse na pozytywny test wynoszą 35%...ehhh no ja wam pozaniżam te statystyki!!
Nic mnie już dzisiaj nie boli, może trochę głowa ale przecież pogoda zmieniła się diametralnie, temperatura spadła o jakieś 8 stopni. To chyba normalne, że główka ćmi i nie powinnam się doszukiwać pierwszych "ciążowych hormonków". Mnie też temperatura spadła, niby tylko 0,10...ale to już nie 37...To już nie jest taki ładny wykres. Znowu zaczęły się te moje indiańskie szlaczki ;/
Odebrałam dzisiaj wyniki progesteronu. Robiony w 21DC, 4PO wg OF więc szukam w normie dla fazy Lutealnej (1,7-27) a ja mam 13,17ng/ml
To chyba dobrze, że taki środek? Czy może nie za bardzo? Może powinno być wyższe? dużo wyższe?
Wychodząc z lab powiedziałam Lubemu, że mój wynik jest raczej w normie...a skoro moje są OK to znaczy, że trzeba przebadać nasionka i nie ma co się krzywić. Oczywiście skrzywił się i to bardzo. Niby rozumie, że lepiej jego wykluczyć zanim ginekolog na dobre się za mnie weźmie. Kubeczek spermy to chyba mniejsze wyzwanie niż robić mi badania,hormony, drożności i inne srości, które przecież kosztują no i nie są przyjemne /o ile nie bolesne ;//
Najgorsze jest to, że on czeka aż problem sam się rozwiąże. Aż ja coś zrobię. Widać po okresie będę musiała dać embargo na seks to może łaskawie spuści się do kubeczka ;/
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.