moją diagnostykę problemu zajścia w ciążę dopiero zacznę od grudniowego cyklu.
jedyne uczucie powietrza ktore sie bedzie przemieszczalo przez barki. okl. miesiaca jest to jedyny dyskomfort !

Dziś umówiliśmy sie na zabieg usunięcia polipa. Będzie w listopadzie. Jestem zadowolona, bo obawiałam sie, ze z NFZ będzie trzeba czekać dłużej. Napisze kilka słów o tym, co robiłam do tej pory, żeby zwiekszyć szanse na ciąże. Zaczęłam od kwasu foliowego i jak mi sie wydawało zdrowego odżywiania, ale po tym jak po pozytywnym wyniku testu dostałam okresu, zaczelam intensywnie przeszukiwać internet, w celu odnalezienia wytłumaczenia. Niewiedzialam co sie dzieje, to był dopiero początek i tłumaczyłam sobie, ze na tym etapie często dochodzi do poronienia, ale nie dawało mi to spokoju. Piersi miałam spuchniete w trakcie tej miesiączki, i sie ludzilam, ze moze nadal jestem w ciąży, bo czytałam na forach, ze niektórym kobietom okres niezanika. Nie robiłam Bety wiec nie wiem na pewno czy była to ciąża, może był to tylko błąd testu. Zaczęłam w każdym razie podejrzewać u siebie rożne choroby i przeszkody, a ze nie zachodzilam w ciąże w kolejnych miesiącach poszukiwania trwają do dziś.
Pierwszy był test na toksoplazmoza i cytomegalie - ujemne, chociaż są przeciwciała cytomegali. Następnie USG - wykryto polipa do usunięcia i mięśniak, który podobno nie przeszkadza.
Żeby oczyścić macice, zaczęłam stosować masaz brzucha Majów i okłady z oleju rycynowego przed owulacja. Polip i mięśniak jak były tak są
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 października 2014, 16:09
Wczoraj wizyta u lekarza 
Młody waży 2100 
Wszystko w porządku następna wizyta za trzy tygodnie 12.11 
Powoli mam mało czasu a tu jeszcze tyle do zrobienia.
Trzeba dokończyć pościel ( częściowo jest już uszyta
)
Dopakować resztę do torby ( ale to na koniec
)
Odmalować dwa pokoje uff tym zajmie się M:)
jest jeszcze tego trochę ale nie wymieniam wszystkiego bo chyba się załamię tym bardziej że...
zostało 45 dni ..... aaaaa
"Każdy człowiek w każdej sekundzie swojego życia projektuje swoją przyszłość. Każda rzecz, którą robi, myśli i mówi, jest czymś w rodzaju balonika, który unosi go ku przyszłości. Zależnie od tego jakie powietrze znajduje się w baloniku, leci wolniej albo szybciej, bliżej kurzu i ziemi albo bliżej ciepła i słońca.
W zależności od tego jakie emocje towarzyszą ci na co dzień, taka energia znajduje się w unoszącym cię baloniku. Im więcej jest w tobie złości, zazdrości, zła, nienawiści, narzekania, koncentrowania się na wadach i brakach, tym cięższa jest twoja aura i tym niżej latasz.
Im więcej jest w tobie zdrowego optymizmu, dobrych myśli, pozytywnej energii, skoncentrowania na tym, co ważne, tym jesteś lżejszy i szybciej fruwasz. I tym łatwiej dostajesz się do jaśniejszych miejsc w naszej galaktyce"
...Samo marzenie w nas, jest już cząstką nowej rzeczywistości...
Wierzę w to, że te nasze marzenia się spełnią, wtedy to już będzie zupełnie inna rzeczywistość...
22.10.2014 R.

Wiadomość wyedytowana przez autora 25 października 2014, 19:18
33+4
Jeżeli czegoś mogę być pewna to tego, że niebawem mi grzyb na ścianie urośnie.
6 pralek za nami ok. 4-5 przed nami (w tym 2 pralki z pieluchami wielo i 5 z ciuszkami syncika w rozmiarach 56-68).
Ufff... w takich chwilach zaczynam się zastanawiać czy końcówka 34 tygodnia to aby na pewno właściwy moment na rozpoczynanie takich akcji.
Wszystko z grubsza gotowe na przybycie Napoleonka. Brakuje nam tylko łóżeczka. Jako zwolenniczka co-sleeping jednak się tą drobnostką nie przejmuję 
Torba... no leży sobie... Zapał który miałam w okolicach 30 tygodnia nieco przygasł i właściwie uznałam, że wolę ją uprać niż spakować.
Pierwsza próba i tak zakończyła się niepowodzeniem.

Na dzisiejszym USG lekarz nieco zdziwiony po co tak późne badanie. Czy ja mam to wiedzieć?... Z plusów to w końcu syncik raczył pokazać nam ryjsika i uspokoiła mnie też informacja, że nasz Mały Generał nie urósł od czasu ostatniego badania do monstrualnych rozmiarów - środek siatki centylowej, czyli 2221 g.

Lekarz miał specyficzne poczucie humoru i cały czas coś komentował. Próbował mi też udowodnić, że na główce widać parę włosków. Serio? Włoski?!
Powiedzcie, że tylko się ze mnie nabijał.
Całkiem zapomniałam o tobie pamietniczku, ale nie mam nastroju do pisania bo jak zawsze przed spodziweana @ mam doła.
34 dc, kolejny negatyw.. eh.
21t + 5 dni
128 dni do porodu
I za chwilkę kolejna sobota i zaczynamy kolejny tydzień 
Marzę przekroczyć już tą granicę 24 tygodnia, wejść w taką bezpieczniejszą strefę.
Myślałam, że tyko pierwsze trzy miesiące najbardziej będę się trząchać, a ja w zasadzie codziennie wyczekuję ruchów zanim wstanę z łóżka żeby potwierdzić, że wszystko jest okej.
Czy obawy w ogóle mijają ? Chyba raczej nie, póki się nie zobaczy dziecka i usłyszy się, że jest zdrowe.
Ostatnio mam jakoś mało czasu. Sama się dziwię, bo w zasadzie siedzę w domu i powinnam się nudzić...
Ale drzwi od mojego domu się nie zamykają, każdy chcę zobaczyć mój brzuch 
Wczoraj moja znajoma zrobiła mi nową fryzurkę, jest wspaniała, bo nie muszę jej układać. Suszę włosy i gotowe 
Postaram się w weekend zrobić zdjęcia brzuszka w odświeżonych włoskach.
Dzisiaj byłam u mojej dentystki w przychodni, oczywiście cały personel jest zaangażowany w moją ciążę dzięki mojej mamie. Myślałam, że będzie mi to przeszkadzało, ale wszystkie pielęgniarki są dla mnie przesympatyczne
Zanim usiadłam na fotel zostałam wypytana jak się teraz czuję, czy znam płeć itd
W ogóle wizyta minęła mi piorunem, bo pielęgniarka z dr stomatolog opowiadały o swoich córkach i ciążach.
W ostatni weekend kończyłam robić zaproszenia na chrzest dla córki mojej znajomej.
Nie powiem, wyszły bardzo fajnie i chyba zabiorę się za zrobienie też takich dla mojej Lili.
Później nie będę miała na swoje "robótki ręczne" czasu...


strona z moimi pracami : scraplolli.tumblr.com
Aaa... sprawdziłam to! Internety twierdzą, że można zobaczyć włoski na USG! No to szykuje nam się mały łysolek, bo wedle słów lekarza "włosy nieliczne". 
Jeśli uda nam się przeżyć dobrze żałobę po stracie dziecka, to będziemy potrafili zgodzić się na to, że w jakiejś części naszego życia już na zawsze będzie obecny smutek. Tego nie da się ominąć. Nie oznacza to jednak, że teraz nasze życie będzie gorsze".
Z własnego doświadczenia powiem, że ten smutek jest obecny w moim życiu. Pojawia się we wszystkich tych chwilach, kiedy dowiaduję się o czyjejś ciąży (szczególnie jeśli jest to osoba mi bliska), czy narodzinach dziecka. Pierwsza myśl jest zawsze radosna, a potem powracają wspomnienia straty. Ale są też momenty radosne - paradoksalnie - kiedy widzę malucha, który mnie rozbraja swoim spojrzeniem albo zachowaniem.
znalazłam dzisiaj ten cytat pasuje do mnie idealnie.

Pierwsza wizyta w Klinice umówiona:) Termin - 30 grudnia:( Nie myślałam , że trzeba aż tyle czekać ! Mam nadzieję , że później już pójdzie wszystko z górki i szybciej !
Dzisiaj dostałam przesyłkę od Sióstr Dominikanek z Krakowa- Pasek Św. Dominika. Mąż zrobił mi niespodziankę i zwrócił się z prośbą do Sióstr o Pasek i modlitwę.
Znów popłynęły łzy jak przeczytałam list dołączony do przesyłki.
W pracy dużo zadań! Koniec roku się zbliża i jak to w dziale księgowości / windykacja/ mnóstwo rzeczy do zrobienia przed zamknięciem roku! No nic jakoś trzeba to przetrwać ! To tylko praca !
Strasznie podoba mi zasłyszana gdzieś myśl - " pracuję żeby żyć,nie żyję żeby pracować ".
A u mnie w Karkonoszach pada już śnieg / na Śnieżce/ 
No tak, znów długo nie pisałam
Jakoś nie wchodzę za bardzo na komputer. Czasem nie mam czasu, a czasem ochoty. Raz dziennie tylko wpadnę na forum i podczytam pamiętniki. Wolny czas wykorzystuję na leżenie w łóżku
Ogólnie nie mam apetytu, jest mi niedobrze. Co bym nie zjadła, zaraz boli mnie brzuch i mdli. Mam okropne sny i nie wysypiam się. A od dwóch dni chodzę jak zombie. Mimo że nie męczą mnie wymioty to i tak jestem nie do życia.
Moja kotka się pochorowała (prawdopodobnie ma świąd? Nie wiem skąd!) i wydrapała sobie ranę na głowie. Trzeba jej pilnować żeby się nie drapała więc dzisiejszej nocy w większości nie spałam, wstałam o 13. Skoczyłam z Kicią do weterynarza i położyłam się z powrotem. Mąż za mnie sprzątał a ja wstałam o 17! Chyba nigdy tak nie spałam ale byłam wykończona bo wtorkowa nocka też była zarwana- odwoziłam bratową na busa i wróciłam do domu o 5 rano. Od dwóch dni nie mamy ciepłej wody i ogrzewania ;/ Wczoraj wieczorem mieli włączyć z powrotem a tu dupa, grzejniki nadal zimne więc sobie zamarzam. Mam tylko nadzieję że się nie przeziębię...
No i tak sobie użalam się nad sobą od wizyty do wizyty
Wczoraj zaczęliśmy 9 tydzień i mam nadzieję że dzidzia sobie tam ładnie fika w brzuszku. Ale to beznadziejne samopoczucie chyba nie bez powodu. Dla naszej fasolki wszystko przetrwam i to z uśmiechem na ustach
W poniedziałek idę oddać krew i mocz do badań, a w środę kolejna wizyta 
No i pare rzeczy sie wyjasnilo
A wiec zaryzykowalismy i poslalismy Maximilianka do przedszkola pomimo tej panujacej Bostonki. Balam sie ale maz mnie przekonal ze jak mial sie zarazic to juz to pewnie zrobil, ponadto kolezanka mi powiedziala ze jej dwaj synkowie chorowali na nia w tym czasie gdy ona byla w ciazy. Ona i maz sie nie zarazili bo podobno ta choroba bardziej lapie dzieci niz doroslych. Po za tym w ich przedszkolu zachorowalo tylko 4 dzieci wiec nie duzo. Tak ze Maxik poszedl do przedszkola z nadzieja ze sie uchowa i nie zachoruje. Panie tym razem dotrzymaly slowa i synek wrescie zaczol w przedszkolu spac. Ufff poszlo bez problemow chociaz panie znalazly na polce Maxika smoczek ( nie wiem z skad i czyj) i myslac ze to jego daly mu go do spania. Hehe maz sie smial ze panie chcialy go rozdziewiczyc bo nasze prawie trzyletnie dziecko pierwszy raz mialo w rekach smoczek jako ze on nigdy smoczka nie mial. Na szczescie synek sie nie dal jako ze nie wiedzial co sie nim robi i tylko sie nim bawil
Dzieki temu ze Maxik zaliczyl bez problemow dzrzemki i zostaje juz w przedszkolu dluzej spokojnie moglam dzisiaj pojechac do ginekologa bo malego odebral maz
Jutro Maxik zostaje w domu bo jedziemy do laryngologa a ja mam nadzieje ze do poniedzialku w przedszkolu nie bedzie juz zadnych nowych zachorowan i najgorsze niebezpieczenstwo zakazenia minie 
A teraz wiadomosci z wizyty u ginka. Z Juliankiem jest wszystko dobrze, chociaz nie mialam robionego usg doktor znowu wymaczal moj brzuch i znowu zapewnil ze maly jest juz glowka na dole. Szyjka macicy calkowicie zamknieta , skurcze sie na dobre uspokoily tak ze wyglada na to ze ciaze przeniose
Jedyny problem to niskie zelazo ktore pomimo ze biore leki nie podnosi sie a wrecz przeciwnie nadal spada. Juz teraz z 10 spadlo mi na 7 . Nie mam pojecia co z tym zrobic....Doktor pobral mi krew w celu sprawdzenia zelaza jeszcze raz tym razem dokladniej . Wyniki przesle mojej lekarce. Mam nadzieje ze ta sie do mnie odezwie jak tylko dostanie wyniki i jakby co to zwiekszy mi dawke. Sama na wlasna reke boje sie to zrobic... Ech po cichu marze zeby sie okazalo ze pomylili sie w laboratorium... Najgorsze ze braki zelaza moga odbic sie nie tylko na moim zdrowiu ale i na zdrowiu mojego synka
Podczas porodu tez strace duzo krwi tak ze obym do tego czasu jakos sie z tego wygrzebala...
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 października 2014, 22:04
Od wczoraj Przemuś jest bez kroplówki i radzi sobie
W ciągu dnia glukoza była niska, ale wieczorem już nadrobił i przedposiłkowa wynosiła 71. Hurra! Oby to się utrzymalo, oby nie zapeszyć. Pani doktor mówi, że w poniedziałek pójdziemy do domu 
"Zostaje Ci wzruszenie ramion - pamiątkowy gest po tym, że umieliśmy latać."
Śniło mi się ze mieliśmy małego kotka, który polubił się z naszym kundelkiem. ...
a obok w łóżeczku leżał nasz maluszek. Kotek z naszym pieskiem cały czas lasily się do maleńkich stopek maleństwa.
Co chwilę ktoś przychodził z Gratulacjemi. ...
W poniedziałek wylot do Barcelony. Nie chce mi się , tak długo czekałam na to a teraz mi się nie chce.
Dzisiaj mój brat kończy 30lat. i cały ranek mama mi opowiadała jak to było w ciąży, że do 7 miesiąca brzucha nie miała, że ważyła 47kg, jak się bardzo bała, jaki miała poród. Jak sprawdzała i go oglądała czy ma wszystkie paluszki hehe. Jejku w moim wieku już miała dwójkę.... a ja jednego nie mogę zrobić 
18 tydzień, czyli zaczynam 5 miesiąc 
Czas tak szybko leci... Odliczam dni do kolejnej wizyty. Jeszcze prawie 3 tygodnie 
Brzuch chyba już widać powoli. Ale tak delikatnie jeszcze.
Czekam na ruchy i chyba powoli już coś czuję. Mogę to porównać z przesuwającą się glizdą w środku
Chyba że to jelita, ale tak często i codziennie jelita mi dotąd nie pracowały. Czekam jednak na mocniejsze ruchy, oj czekam...
Samopoczucie ok. Mdłości minęły całkowicie, no chyba że jestem bardzo głodna. Nadal mam ślinotok, nadal mi się wiecznie odbija.
Jutro sprawdzam wagę, może już coś drgnęło, bo wciąż było -3 kg.
W nocy pierwszy raz bolała mnie kręgosłup, a nigdy nie miałam takich dolegliwości. Nie wiem od czego to zależy, dziwne to było. Ale jak się dobrze ułożyłam, to było ok. Oby to się nie powtórzyło.
Ogólnie wszystko dobrze. Na nic szczególnie nie narzekam. Pracy mam dużo i jestem dość aktywna. Ale to dobrze 
Zbliża się noc... @ nie nadeszła. Myślę o @ o każdej godzinie, niemal cały czas. Nie ma bólu piersi, który zawsze był objawem. Nie ma też już tak dużego apetytu, który był również objawem nadchodzącej @. Co się ze mną dzieje? Dziwne rzeczy z ciałem... Wolałabym cykl tak regularny i jasny jak wszelkie poprzednie... bo rodzi się niepokój, że to torbiel lub owulacja pojawiła się rzeczywiście z opóźnieniem i całe czekanie się wydłuży. Jednak jestem szczęśliwa, że w ogóle są szanse, że się pojawiła... wciąż kusi, aby kupić kolejny test ciążowy, ale znów zobaczenie jednej tylko kreski bardzo boli. Może lepiej czekać na @
A jeśli okres nie przyjdzie i testy będą nadal negatywne... znów niepokój o własne zdrowie oraz wizyta u lekarza. Pozostaje czekać i trzymać kciuki.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.