Tak naprawdę to nie rozumiem tego całego zamieszania wokół terroru laktacyjnego. Wydaje mi się, że nie ma co przejmować się opiniami innych mam - może czasem warto wysłuchać ich doświadczeń bo a nóż widelec podsuną nam jakieś pomysły... ale jeśli tylko z tonu wypowiedzi osób trzecich wyłania się postawa indoktrynacyjna... po prostu wypuścić to drugim uchem. Te rady do niczego nie zobowiązują. Serio, dziewczyny no po co psuć sobie nerwy?? Czy zalezy Wam na tym co myślą inni?? Ja już miliony "dobrych rad" w pracy słyszałam i wysłuchiwałam z "uśmieszkiem" na twarzy, szczególnie kiedy udzielała mi ich bezdzietna 50-letnia kobieta, która zdecydowała się być dla mnie "instruktorką przechodzenia ciąży" za pomocą poradników internetowych (a co jesz?? ooo cynamonu nie powinnaś bo działa tak i siak, ooo bazylia?? też nie powinnas, a wczoraj widziałam jak jadłaś frytki z McDonalda, a wiesz że to sama chemia?? "tak wiem że to sama chemia, dlatego nie jem ich codziennie ale intuicja podpowiada mi że raz zjedzone przez całą ciążę nie zaszkodzą mojemu dziecku", itp... miliony przykładów, ojjj nie noś korali ani łańcuszków bo się pępowina owinie wokół szyi dziecka bla bla zwariować można to prawda ale ja przyjęłam postawę asertywną dzięki której takie historie dosłownie mnie bawiły, dzięki nim miałam wesoło w pracy i zastanawiałam się codziennie jakie to nowe nakazy i zakazy zostaną mi zaserwowane
)) Ja osobiście zamierzam karmić piersią (na dzień dzisiejszy taki mam zamiar) ale nie wykluczam, że "w trakcie" wyjdzie inaczej... Nie ma co dyskutować nad wyższością mleka modyfikowanego czy mleka naturalnego bo wiele kobiet zmuszanych jest przez sytuację do karmienia butelką a ich dzieciom wcale niczego nie brakuje, doskonale się rozwijają. Ile matek tyle metod wychowania a ja nie śmiałabym robić rankingów która lepsza a która gorsza. Rozsądek i intuicja matki oparte na jej miłości do dziecka powinny być jedynym kierunkiem wychowania dziecka a nie żadne "dobre rady cioć i teściówek"...
Przemus ma katar i kaszel. Co moja tesciowa na to? Ze to moja wina bo go nie Karmie piersia tylkoni wylacznie. Maz będący murem za mna w tej kwestii nagle stanal po stronie mamusi..
Hm... 12 dpo - oczywiście zdążyłam już zrobić na testy ciążowe i oczywiście są one negatywne. W zasadzie jeszcze dość wcześnie ale już zdąży przekonać mnie że tym razem również się nie udało. Trochę smutno no ale cóż poradzić. Tli się jeszcze nadzieja, ze dopóki nie ma miesiączki jeszcze jest nadzieja. Ale temperatura nie pozostawia jej zbyt wiele - zleciała wczoraj na dno dna.
Juz wiem jak robic fotki wiec przesylam moj brzusio. 20 dni przed terminem 


A taki mamy wozek 

DOBRE SŁOWA DLA OSÓB, KTÓRE SIĘ PODDAJĄ. Czasami warto się nad tym zastanowić 
Psycholog podczas wykładu dotyczącego stresu przeszedł się po sali.
Gdy uniósł szklankę wody, wszyscy spodziewali się, że zapyta o to czy
'szklanka jest w połowie pusta, czy też pełna' .
Zamiast tego z uśmiechem na twarzy zapytał :
Ile waży ta szklanka ?
Padło kilka bardziej i mniej precyzyjnych odpowiedzi.
Powiedział wtedy, że 'absolutna waga szklanki nie ma tutaj znaczenia.
Wszystko zależy od tego jak długo będzie musiał ją tak trzymać.
Jeśli potrzyma ją przez minutę - nie ma problemu. Jeśli przez godzinę -
będzie bolała go ręka. Jeśli będzie trzymał ją przez cały dzień - ręka zdrętwieje
i będzie wręcz sparaliżowana. W każdym z tych wypadków szklanka ma identyczną wagę,
ale w zależności od tego jak długo trzeba ją trzymać staje się ona dla nas coraz cięższa'.
Po chwili mówił dalej 'Stres i zmartwienia, które pojawiają się w naszym życiu
są dokładnie takie same jak ta szklanka. Pomyśl o nich przez chwilę i nic się nie wydarzy.
Myśl dłużej, a zacznie boleć. A jeśli będziesz myślał o nich cały dzień, poczujesz się sparaliżowany i w końcu niezdolny do zrobienia czegokolwiek'. Pamiętaj, by odłożyć szklankę.
Oj jak dawno mnie tu nie było... Trochę się w tym czasie pozmieniało. Rok temu w lipcu byłam na oddziale endokrynologii gdzie stwierdzono mi PCO po czym je wykluczono twierdząc, że źle przeszłam okres dojrzewania, ale miesiąc temu mój ginekolog stwierdził że to jednak policystyczne jajniki i na wiosnę prawdopodobnie znowu będę w szpitalu, żeby porobić badania. Dał mi też do zrozumienia, że mimo że mam 22 lata czas pomyśleć o drugim dziecku. Ostatnio przedyskutowaliśmy to z mężem. Na wiosnę planujemy się w końcu wyprowadzić od moich rodziców, co tez jest sprzyjające przy powiększaniu rodziny. Ja w lipcu lub czerwcu 2016r bronię tytuł magisterski, więc doszliśmy do wniosku, że starania możemy zacząć z końcem 2015. Nie będą to jednak starania bez pomocy lekarskiej, bo sama z siebie ostatnimi czasy raczej nie owuluję więc prawdopodobnie dostane CLO do pomocy. Zobaczymy jak będzie tymczasem zmykam do mojego przedszkolaczka
Pozdrawiam.
Po dwóch tygodniach oczekiwania odebraliśmy wózek Filipka!
A oto i nasz powóz: 



Wózek jeździ bardzo lekko, jest super skrętny i prze prze śliczny!
Siedmioletnia chrześnica męża wczoraj nie mogła się od niego oderwać, przewiozła w nim wszystkie miśki i lalki jakie u nas zostawiła
Co chwilę pytała kiedy ten Filip już będzie na świecie i czy będzie mogła go wozić w wózku..
Jak jej powiedziałam, że za 2 miesiące będzie już z nami, czyli tyle co trwają wakacje, to była prze szczęśliwa. Powiedziała, że wakacje są bardzo krótkie, więc Filipek będzie już niedługo
Zapytała jeszcze ile to dni i tygodni.. Ach te dzieciaki!
Kochane potrzebuję pomocy, bo mam mętlik w głowie totalny....stwierdziliśmy z M ,że z okazji rocznicy ślubu wybywamy do ciepłych krajów....ale stwierdziłam, że zanim zabukujemy to zrobię test ciążowy...zrobiłam i jedna kreska bardzo widoczna druga kreska widoczna ale blada...... dzisiaj jest 17 dzień cyklu, czy jest możliwe, żeby wogóle test był pozytywny????? zaraz postaram sie wrzucić fotę....POMOCY !!!! Świetnie mam problem z wrzuceniem foty:(
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2014, 10:59
.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 stycznia 2017, 11:00
dawno mnie tu nie było, czas nadrobić zaległości:)
Brat jest już u mnie, niestety okazało się, że jego kręgosłup to nie taka prosta sprawa. Na razie stoimy w miejscu, czekamy na wyniki innych badań. Potem okaże się, czy w ogóle można go będzie zoperować.
Co do starań to nie wiem czy mam cykl owulacyjny, temperatura chyba na razie tego nie wskazuje. Kupie dzisiaj test owulacyjny ale ogólnie nie czuję kłucia w jajniku ani nic innego co by na to wskazywało.
Ten cykl chyba będzie zmarnowany , mało serduszek, miałam wyjazd w dni płodne, po powrocie brak ochoty na serduszka.
Dziewczyny jakbyście miały ochotę spojrzeć na mój wykres , czy to przed owulacją czy cykl bezowulacyjny byłabym wdzięczna:) Nie mam jeszcze doświadczenia jak to powinno wyglądać.
Ogólnie dużo pracy, zmartwień i problemów. Jak ja zazdroszczę dziewczynom, które spokojnie sobie zachodzą w ciążę nie martwiąc się niczym bo mąż i tak na wszystko zapracuje. Ja niestety tak nie mogę , ostatni wyjazd uświadomił mi, jak będzie mi ciężko nawet jeśli się uda... Wyjazdy po 500 km , napięty grafik żeby wszystko załatwić a nikt tego nie zrobi za mnie.....
Ale chyba jakoś to będzie.... Chciałabym bardzo ale nie wiem jak sobie poradzę nawet mając dziecko muszę dwa razy w miesiącu wyjechać na dwa dni i co wtedy/?????/
Chyba przechodzi mi pierwszy szok. Ostatnie dni były jak w amoku. Nie pamiętam niektórych chwil a czasem wydaje mi się, że te ostatnie dni mi się tylko przyśniły.
Próbuję oswajać się po cichu ze słowami „Jesteśmy bezpłodni”. Przestało mnie ściskać w gardle ale za każdym razem łzy nadal napływają mi do oczu.
Wczoraj rano na zakończenie radosnego sexu rozpłakałam się. Nie powinnam ale nie mogłam się powstrzymać. Wybiegłam do łazienki bo już tam woda w wannie na mnie czekała. W przyszedł do mnie siedzącej w wannie i cicho płaczącej. Widziałam po nim jak cierpi. Zapytał jak może mi pomóc jakby miał resztki nadziei, że może. Odpowiedziałam tylko, że potrzebuję czasu. Ale W był do wieczora już jakiś milczący, niepatrzący na mnie , inny ....
Dziś w nocy przyszedł paniczny strach. Strach o W bo przecież nie wiadomo co jest przyczyną takiego stanu rzeczy. Mam czarne wizję nieuleczalnej choroby jak np rak. Strach o to, że jednak to wszystko nas poróżni i oddali od siebie, że nie damy rady. Stach o to, że nawet jak teraz przez to przebrniemy (bez dziecka) to kiedyś, kiedyś na starość to gdzieś pomiędzy nami wyjdzie. Strach o to, że to wszystko odbije się na naszej A.
Terminy badań wydają mi się wiecznością. Czuje się jak wrzucona w jakąś ogromną czarną przepaść. Nie umiem w tym sie poruszać, nie wiem w którą stronę iść. Niby są tu dziewczyny, które mają podobne problemy, niby mogę o wszystkim poczytać w necie ale nadal czuje się jakoś jak z innej planety. Czytam na wątkach o dziewczynach, które nie mogą zajść i dobre rady/sposoby innych- zioła, głaskanie .... „A sexu próbowałaś żeby zajść?”. A próbowałam tylko to czasem na nic.... Sama sobie tak żartowałam niczego nieświadoma jeszcze chwilkę temu ...
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2014, 16:35
Przez tą zmianę czasu popaprał mi się zegar biologiczny
. Przez ostatnie dni nie byłam w stanie zmierzyć dobrze tempki, więc pomiary są zaburzone (o ile w ogóle nastąpiły, bo np potrafiłam zasnąć z termometrem w dłoni w trakcie wkładania go do ust
).
10dc.
Wczoraj waga pokazała 71kg. Czyli kilo mniej. Ale od kiedy zrzuciłam 10kg waga znacznie wolniej spada. Nawet po Glucophage (Metformina) nie widzę dużej poprawy. Biorę ten lek dopiero 9 dni a zawroty głowy i mdłości miałam przez jakieś 5-6. Teraz już jest chyba ok. Staram się tylko zjeść obiad i w trakcie wziąć tabletkę. I nie jeść słodyczy po tabletce, bo następnego dnia rano mam rewolucje w łazience
.
Może dawka jest za słaba, ale ciśnie mnie bardziej na słodkie niż przed kuracją. Jestem czekoladoholikiem
, ciężko mi było się przestawić ale przez 4 miesiące udało mi się jakąś tam kontrolę wyrobić. Teraz jak już bardzo ciśnie to jem kostkę gorzkiej czekolady i potem pół dnia mówię, jaka ona obrzydliwa
.
A wczoraj co? Zakupy w hiper Tesco, ciężko było bo wszędzie pełno świątecznych słodyczy. Nawet serek Philadelphia na kanapki z czekoladą milką o smaku orzechowym... powstrzymałam się, ale co z tego jak teraz obsesyjnie o nim myślę? 
Kończą mi się pomysły na dietę z PCOS / niskoglikemiczną. Ile można jeść ryż? I to ciągle basmati albo brązowy. Mięso bez ulubionej skórki a sosu nie ma w ogóle bo tłuszczu prawie nie daję. No i ryż zostaje suchy a nie chcę go polewać po prostu jogurtem...
No i te godziny w sklepie, które mi schodzą na przeglądaniu etykiet. Bo nawet do wędlin dodają dzisiaj cukier
.
Gdyby nie pragnienie dziecka, rzuciłabym to wszystko w cholerę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2014, 11:30
MA-SA-KRA. przeczucie mnie nie zawiodło- nie tak wyszło z cystą, która zmieniła sie w guza. w styczniu zabieg, chyba pozbędę sie jajnika... no i co? jeszcze dostanę coś do mojego życiowego worka pełnego kłopotów i niepowodzeń? po nowym roku jak tylko dostane zielone światło dla ciąży biegnę do kliniki, tą listopadową wizytę z wiadomych względów odwołałam.
coś mi ucieka, mijam się na wyciągnięcie ręki, spóżniam o kilka sekund... juz wybijam się do lotu, a jednak coś podcina mi skrzydła... nie poddaję sie, walczę do końca Kruszynko o Ciebie... póki tylko tli sie iskierka nadzieji...
Do wczoraj miałam nadzieję, że tym razem się udało. W końcu mąż przeszedł terapię antybiotykami, dostał leki poprawiające jakość spermy. Okres spóźniał mi się już dwa dni. Niestety wykonany test ciążowy nie pozostawił złudzeń, wieczorem pojawiło się plamienie, a dziś @. To koniec... Koniec starań, koniec możliwości... Bo ten bank i IUI to dla mnie jakaś totalna abstrakcja...
Wokół mnie wszystkie dziewczyny zaciążają. Moja młodsza siostrzyczka też. Oczywiście cieszy mnie to bardzo, że chociaż im się udało. Natomiast ciężko jest znieść te ciągłe komentarze ze strony matki i babki (oczywiście najlepiej wygłaszane przy rodzinnym obiedzie w szerszym gronie) że "nawet oni was wyprzedzili". "A u O. w rodzinie to teraz już dwie konkurencyjne ciąże są..." Nie mam ochoty ich widzieć, rozmawiać, znać(i nie piszę o siostrze i szwagrze). Oczywiście stan zdrowia R. i jego leczenie nic ich nie interesują. Ważne za to jest żeby Święta były u nich. I żebym była w ciąży już. Najlepiej bliźniaczej... Ja wiem, że na pewno nie chcę widzieć mojej rodziny w te święta. Nie zniosę tego. Zresztą nie wyobrażam sobie podróży (120 km) z chorym R. tylko po to żeby z nimi kolacyjkę zjeść i po wysłuchiwać "milutkich" komentarzy.
Zresztą jakoś wogóle nie widzę nadchodzących Świąt. Tak samo jak nie mam ochoty wychodzić z domu, by znów nie usłyszeć jakiegoś komentarza pod swoim adresem, lub adresem R. Choć tutaj, gdzie mieszkam to o mnie mówią bezpłodna i współczują biednemu R., że mu się taka nie użyta żona trafiła. Tak myślę. Bo widzę jak ludzie na mnie patrzą, jak się do mnie odnoszą. Najchętniej zaszyłabym się w czterech ścianach, zatkała uszy... Ile można coś takiego znieść? Wsparcia nie mam żadnego poza R., ale i jemu jest ciężko. Zostaliśmy z tym sami. Mam jedną przyjaciółkę. Stara się nas wspierać razem ze swoim Mężem, niestety mieszkają daleko. Poza tym sama jest w 9 miesiącu ciąży, a Maleństwo ma stwierdzoną arytmię i możliwe, że dziurki w zastawkach. Jak mogłabym więc zawracać jej teraz głowę? To oni potrzebują solidnego wsparcia! Staramy się więc jak możemy im pomóc.
Boję się też, że po tym interferonie R. dostanie depresji, to dość częste działanie uboczne leku. Nie wiem jak sobie wtedy poradzimy...
Przyszłość tak bardzo mnie przeraża, że chciałabym by nie nadeszła nigdy...
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2014, 11:39
Dzis w koncu wybiore sie do apteki po kwas foliowy i termometr
P najchetniej zaczalby starania w nadchodzacym cyklu ale ja chce poczekac i sie przygotowac. Choc nie powiem... tez mnie juz korci 
Myslalam kiedys ze wystarczy serduszkowac i juz pod sercem rosnie zycie... a tak naprawde jeszcze przed akcja bobas jest mnostwo pracy. Lekarze, suplementy, zmana zywienia i trybu zycia, obserwacje siebie itp
Ale juz sie ciesze na to co mnie czeka
Wczoraj bylo szalenstwo zakupow, jakos tak psychicznie mi lzej, ze prawie wszystko juz mam w domu. Kosmetyki kupilam te male buteleczki podrozne, mysle ze starczy na 3 dni ew. maz dowiezie bo po co tracic tyle miejsca na normalne butelki. Podpaski i majtki poporodowe sa, laktator z aventu bo wiem, ze w pierwszych dniach bedzie nawal pokarmu tak jak z Amelia wiec wole miec "dojarke" heh. W sumie lista jest dluzsza ale bym musiala otworzyc szafe i sobie przypomniec co tam jeszcze kupilam
aaa juz przypomnialam sobie. Koszule do spania w Tesco z 60zl na 40 kilka, szlafrok tez w tesco z 82zl bodajze na 60 czy jakos tak. Stanik do karmienia wzielam najwiekszy rozmiar jaki byl na sklepie czyli 75DD i co?? wygladam w nim jak "po mlodszej siostrze" nie wiem co to za rozmiary ale jak dla mnie to nie DD a jakies B i co teraz z nim zrobic? nie wiem, raczej nikt nie kupi bo przeciez kazdy ma pod dostatkiem sklepow. Musze zerknac na allegro moze beda wieksze. Z takim nie planowanych rzeczy to kupilam jeszcze kocyk w H&M jestem nim zachwycona, chyba nic mi sie tak nie spodobalo ze wszystkiego co kupowalam jak ten kocyk, moglabym patrzec na niego i wzdychac caly dzien hehe swoja droga 60zl kosztowal ale warto, no i nie z listy jeszcze bodziaki, spodenki i czapeczka w kaplecie rozm 56 bo planowalam ubrac malego w to na wyjscie ze szpitala ale jeszcze pomysle chyba jednak kupie zestaw z kaftanikiem. No i kombinezonik, teraz mamy dwa czyli wystarczajaca jak sie jeden zbrudzi to drugi i na zmiane. Tak sie zastanawiam kiedy lozeczko postawic chyba jeszcze troche czasu mamy a nawet napewno ale jednak juz by sie chcialo miec wszystko na swoim miejscu.
testy owulacyjne zakupione... listopad jest nasz:)
Dupa dupa dupa dzisiaj zaczęłam 4 cykl starań 
ale dowiedziałam się że do końca roku D ma zamiar mi się oświadczyć więc humor nawet dopisuję

Beta nr 3 1381!!!
Podsumowując:
14.06 138,4
17.06 333
20.06 1381
Chyba jest dobrze.
2.07 usg.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.