jest, @ przyszła. Tak cieszę się, bo wiedziałam że przyjdzie, więc im szybciej sie pojawia tym wcześniej zacznę nowy cykl, cykl nadziei i mam nadzieję, że już bez rozczarowań
Kurcze od wczoraj mecze sie nawalem pokarmu. Cyce wielkie , twarde i tkliwe a maly nic tylko chce na cycu byc
A to tak boli ze wolalabym jeszcze raz rodzic byle tylko teraz nie cierpiec...Czekam wlasnie na polozna i mam nadzieje ze jakos mi pomoze...
A teraz opis porodu. Ciezko mi zaczac bo wszystko poszlo tak szybko ze nigdy bym nie pomyslala ze tak tez mozna urodzic. Z drugiej strony mielismy duzo szczescia bo jak pisalam nie wiedzielismy do konca ile maly wazy, jak ulozona jest glowka itd...No ale tak to sie zaczelo: W nocy 30- listopada o godzinie 2:15 obudzil mnie mega mocny skurcz i uczucie jakbym popuscila. Zerwalam sie z lozka bo pomyslalam ze to wody i jak maja leciec to lepiej na podloge niz wyrko ale nie jak wstalam to nic nie bylo. Poszlam wiec do wc zrobilam siusiu i polozylam sie spowrotem do lozka. Ale po chwili znowu przyszedl skurcz a potem nastepny i nastepny . Policzylam ze mam je co 8 minut. Mysle poczekam jak bedzie co 5 minut to budze meza ale zaraz przyszle kolejne coraz mocniejsze ale nie regularnie skurcze. Obudzilam meza ktory ze stoickim spokojem stwierdzil ze napewno mamy duzo czasu. Wszak ze starszakiem dwa dni chodzilam z takimi skurczami. Tez pomyslalam ze synek bedzie juz grudniowy. Skurcze przez godzine byly ale nie regularne raz co 8 minut potem co 3 minuty. 4,7,2,5, miedzy czasie zaczelo mnie przeczyszczac wiec co jakis czas biegalam do toalety... Do tego przy niektorych skurczach pojawialy sie lekkie wycieki. Podczas ostatniej wizyty w toalecie zauwarzylam ze odszedl krwisty czop. Ale byl maly wiec pomyslalam ze jeszcze nie jest caly...chcialam jechac do szpitala ale maz mnie przekonal ze skoro nie ma regularnych skurczy to nas odesla do domu wiec nie ma co musimy czekac. Zwlaszcza ze Maxik spal a my musielismy zorganizowac mu opieke. Zdecydowalismy ze poczekamy do 7- mej i potem pojedziemy. Bylo przed 5- ta kiedy zdecydowalam ze wezme kapiel i sie przekonam czy te skurcze sie ureguluja czy tez sie uspokoja. I to byl blad... Gdy weszlam do wanny pelnej wody na poczatku bylo milo ale potem dostalam mega skurczu. To bylo straszne nie moglam wyjsc z wanny. Maz musial mi pomoc a ten skurcz byl juz inny on byl juz skurczem partym. To chyba wtedy juz zaczelam rodzic... Maz szybko zadzwonil po kolege do opieki nad Maxiem. Byla 5:10 gdy ten przyszedl. 10 minut pozniej jechalismy autem ( dostalismy mandat bo maz zaparkowal pid szpitalem na miejscu dla inwalidow) do szpitala. Ja juz parlam bo nie moglam tego zatrzymac...za 20 - cia 6 - ta bylismy w szpitalu. Maz mnie prowadzil korytarzem, ale co chwile zatrzymywalam sie i parlam... W polowie drogi do porodowki nie dalam rady juz isc. Na szczescie zauwarzyla nas polozna i szybko do nas podbiegla. Probowala mnie z drugiej strony prowadzic ale juz nie szlo wiec poleciala po lozko. Ostatkiem sily weszlam na nie.. Oj wierzcie mi to byl mega wyczyn... W biegu pojechalismy do sali porodowej, w biegu rozbierali mnie. ( ciuchy zaginely) i podlaczyli szybko do ktg. Polozna zajrzala i mowi ze rozwarcie pelne, 10 cm i ze glowke juz widac. Zaczelam przec, nie wiem ile razy 5-8 i zaraz trzymalam synka w objeciach. Byla za dwie 6- ta
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 grudnia 2014, 11:58
u mnie dupa
chyba nie było w tym cyklu owulacji przez to przeziębienie
ahhh szkoda gadać
15 dzień cyklu...
Powinny się zacząć dni plodne.. Śluzu płodnego brak... Zreszta od trzech miesięcy obserwuje swój organizm i śluzu plodnego nie zauwazylam tak naprawde ani razu... Może chwile coś bardziej wodnistego. Troche mnie to martwi... Czy to wielki problem? W stycNiu idę do ginekologa... Zasięgne jakiś porad.
Pozatym coś się stało mojemu X...codziennie wieczorem ciągnie mnie do sypialni mówiąc że trzeba sie przecież starać... To jest chyba pierwszy cykl gdzie tak naprawde sie zaangażował nie tylko fizycznie ale i mentalnie. Cieszy mnie to ale też martwi.. Oboje możemy bardzo cierpieć gdy kolejny raz się nie uda.
Eh ciągle próbuje przestać się napinać na to wszystko... Ttoche sie udało co prawda , brak testów owu , brak temperatury wszystko na wyczucie, co będzie to będzie... Ale serca i umysłu nie da się wyłączyć czy zaprogramować tak aby przeatalo myśleć czy czuć. Tak chcę nie myśleć nie marzyć nie śnić o tym , ale tak to nie działa...nie wystarczy nie chcieć...to samo sie dzieje... Nie mogę przestać pragnąć cudownego prezentu w te święta
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 grudnia 2014, 12:38
Za każdym razem gdy próbuję wyjść z depresji, to życie postanawia mi napluć w twarz.
Wczoraj był najgorszy dzień w naszym życiu. O 5:30 obudził nas pies, który zaczął się dusić. Myśleliśmy, że to koniec. Na szczęście po chwili mu przeszło. Nie będę opisywać wszystkiego co się działo później, bo nie mam siły tego sobie przypominać. Popołudniu miał badania, zastrzyki. Zrobił się obrzęk płuc. Poza przerośniętym sercem i tym obrzękiem nie miał zbytnio czym oddychać. Później wysiadły nerki.
Mój maż mówił mu wcześniej żeby odszedł sam, żeby nie kazał nam podjąć decyzji o uśpieniu, bo nie potrafi tego zrobić.
Weterynarz rozmawiał z nami jaką decyzję podejmujemy, powiedziałam, że nie chcemy go dalej męczyć i w tym momencie osunął się na stół. Odszedł tak, by nie sprawiać nam problemu. Był zawsze najgrzeczniejszym psem na świecie.
Od wczoraj mam niepohamowane napady płaczu.
W domu jest tak cicho, że nie potrafimy sobie znaleźć miejsca. Jak w kostnicy. Żadnego szczekania, chlipania wody.
Wiem, że kiedyś będzie lepiej, ale na razie jest okropnie. Kiedy coś złego się działo, kiedy straciłam ciąże, on zawsze był. Zawsze obok, zawsze gotowy mnie wysłuchać i postawić uszy.
Ostatnie miesiące były podporządkowane pod jego życie. Leki, inhalacje, opieka. Teraz czuję, że zostaję bez celu. I bez przyjaciela.
Dziękuję Ci psinko za to wszystkie wspaniałe chwile. Byłeś z nami przez 10 lat i nie ma chwili żebym żałowała wzięcia Cię ze schroniska. Nie wiem jak wyglądały Twoje 2 pierwsze lata życia, ale jeśli ktoś Cię oddał do schroniska to jestem mu wdzięczna. Oddał skarb, który my zyskaliśmy.
Zostawiłeś po sobie ogromną dziurę w moim sercu. Ogrom ludzi, którzy płaczą po Tobie pokazuje mi jeszcze bardziej jak wyjątkowy byłeś.
Chociaż moje serce krwawi, to nie zamieniłabym tego bólu za nic. Biegaj wesoło za Tęczowym Mostem. Będziemy Cię kochać do końca świata i jeszcze dłużej 
Wypadają mi dni płodne, jednak w tym cyklu chyba nie będzie zbyt intensywnego serduszkowania z racji że praca i szkoła niezbyt mi pozwala, mimo że jestem w domu, mam dużo pracy a mój X. dorwał drugą robotę, tak że całe dnie nie ma go w domu, a jak jest to zmęczony...
Dwa dni z rzędu zapomniałam leków na tarczycę.... Wzięłam ale później po jedzeniu, może wchłoną się chociaż w małym stopniu, wiem że po tylu latach powinno mi to wejść w nawyk, jednak czasem trudno jest spamiętać.
U mnie po staremu, nic się nie zmieniło, ciągle intensywnie szukam lepszej pracy, bliżej mojego miejsca zamieszkania, myślę nad wzięciem drugiego psa ze schroniska, wstrzymywałam się z tą decyzją z racji tego że miałam nadzieję że w roku 2014 uda mi się zaciążyć, jak widać nie udało się , już prawie 2015 więc moja nadzieja i wiara w to że się uda słabną, a instynkt mam nadal duży, więc przeleję do na kolejnego zwierzaka
Cała wypełniona jestem macierzyńską miłością 
No nic uciekam, weszłam tylko zajrzeć na forum czy któreś sie udało, ale widzę że cisza 
Wyniki badan!
Chyba ten poranny telefon cos jednak zdzialal, bo i wyniki sie znalazly!
Nie powiem, zaskoczyly mnie dosc mocno. Dlaczego? A to dlatego, ze przy moich regularnych miesiaczkach, krotkich cyklach od 12 roku zycia, po przebyciu ciazy pozamacicznej i z wykresami temperaturki wskazujacymi na owulacje... postawilam sobie w myslach diagnoze: jajka na wyczerpaniu! A dodatkowo owulacja z lewej strony i zablokowany jajowod.
A tu co sie okazuje? Prolaktyna mocno podwyzszona. LH podwyzszone. Kiepski stosunek LH do FSH (choc na to akurat tak bardzo nie patrze, bo badania robione byly w fazie lutealnej, 23 dc, 9 dpo). Dodatkowo wynik AMH: 5,65 ng/mL. Na co to wskazuje? Z tego co zdazylam doczytac - na PCOS 
Co teraz robic? Jak sie leczyc? Do lekarza wybieram sie 28 stycznia, chyba zwariuje do tego czasu. Ktos moze to czyta i wie cos na ten temat?
Ponizej wklejam wyniki, podpowiedzcie cos, kochane kobietki, jesli ktoras cos wie:
Morfologia - wyniki ok, wiec nie bede sie rozpisywac
prolaktyna - 36.1, norma 4.8 - 23.3 ng/mL
Makroprolaktyna 15%
TSH - 2,72, norma 0.27 - 4.20 µU/mL
LH - 12,4, norma 1 - 11.4 mU / mL w fazie lutealnej
FSH - 4.1, norma 1.7 - 7.7 mIU / mL w fazie lutealnej
Progesteron - 10.8, norma 1.7 - 27.0 ng/mL w fazie lutealnej
Estradiol - 205.2, norma 43.8 - 211 pg/mL w fazie lutealnej
DHEA'S - 186,80, norma 98.80 - 340.00 µg/dL
Testosteron - 0.357, norma 0.084 - 0.481 ng/mL
Witamina D3 - 12.1, norma 30.0 - 100.0 ng/mL
Kwas foliowy - 16,4, norma 4.6 - 18.7 ng/mL
Witamina B12 - 377,3 norma 191.0 - 663.0 pg/mL
AMH - 5,65, norma 1.3 - 7.0, pow. 7.0 podejrzenie PCOS / hiperstymulacji jajnikow
Dobrze, że wizyta u psycholog co raz bliżej bo czuję, że za chwilę oszaleję do reszty. Mam problemy ze spaniem, nie wiem czy z racji 12 godzinnych nocek czy czegoś innego - ale czego ?
Od półtora tygodnia, jeśli nie mam nocki to kładę się o godz 22-23, nie umiem zasnąć do 3, potem do 7 budzę się co 45 min, a potem śpie do 15...wstaję i nie mam na nic siły. Wczoraj miałam zacząć porządki zimowe...wczoraj ich nie zrobiłam to chciałam je zrobić dziś. Budzik był na 8,9,10 i wstałam dopiero o 14.30. Wczoraj już nawet wzięłam tabletkę na spanie i nic. Grubo po północy (mniej więcej w porze mojego jedzenia w pracy kiedy mam nocke) zachciało mi się jeść, potem walczyłam ze zgagą.
Nie mam już sił...
A jutro mam na 6 rano...
Wychodzi na to, że jak nie chodzę do pracy to śpie. Do tych cholernych świąt co raz bliżej a w domu sajgon!
Dziękuję dziewczyny za wsparcie! Dziękuję, że jesteście!
Jak to bardzo boli gdy najblizsza osoba nie chce Twojego sszczęścia... Kocham Cię mamo ale Twoje słowa mnie dzisiaj zabiły..."życzę ci z całego serca zebys nie mogła mieć dziecka!"
Znow sie nie udalo. Jeszcze jakis tydzien do okresu, a ja juz wiem na pewno, ze to nie ten miesiac. Moge sie nawet zalozyc o dobra czekolade, 100zl, albo ubranko dla dziecka. Dlaczego?
Z dwoch powodow.
1) Sluz - zawsze mam jakis taki zoltawy, metny i lepki, lekko ciagnacy sie (tak do 1cm). Dziwny. Przez jakis czas balam sie, ze to nie jest prawidlowe, ze to jakas infekcja - ale zrobilam chyba wszystkie mozliwe badania i nie wyszlo nic. Badania byly od chlamydii, roznych chorob przenoszonych droga plciowa, konczac na grzybkach. Nic mi nie jest, nigdy nic nie wyszlo poza nadzerka, ktora zostala wymrozona.
Gdy zaszlam w pozamaciczna, moj sluz stal sie zupelnie inny, konsystencji kremu lub balsamu i bialy. Wybielal jak po uzyciu ACE
Pamietam, ze bylam w szoku, ze mozna miec zupelnie bialy sluz - i to wlasnie sprawilo, ze zaczelam podejrzewac wtedy ciaze 
2) Piersi. Co prawda lekko bola, sa wrazliwe, czasem szczypia... Ale sa miekkie jak poduszeczka. W ciazy byly opuchniete i bardzo twarde - takie troche UFO z wyraznymi otoczkami sutkow.
Ok, jest wiele powodow by nie byc zadowolonym z wlasnego ukladu rozrodczego oraz z przebytej ciazy pozamacicznej. Swoje przeplakalam, swego czasu nie bylam w stanie normalnie funkcjonowac. A teraz co? Teraz przynajmniej cialo podpowiada mi wczesniej, zeby sie nie nakrecac, ze to jeszcze nie tu, jeszcze nie teraz... Szkoda, ale na pewno nie bede sie nakrecac!
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 grudnia 2014, 16:08
Okres nadszedł... 1 grudnia więc tak rozpoczęłam miesiac. Grudzien jest ostatnim miesiacem na spontanie. Na 5 stycznia umówiłam sie do ginekologa. Niech sprawdzi czy wszystko jest ok. Boje się ale z drugiej strony wiem, że może będzie potrzebna jakaś pomoc. Zrobię podstawowe badania i zobaczymy czy wszystko jest jak być powinno. A nóż uda się w grudniu... Już się nie nastawiam bo 3 miesiące minęły i tylko rozczarowanie. Groszku... zrób rodzicom prezent na święta 
Wizyta u endokrynologa i odbiór wyników z dnia 18 listopada.
TSH 2.098 (norma 0.49-4.67) i FT4 13.29 (norma 9.14-23,81).
Kontrola za 3-4 miesiące, jeśli nie wcześniej. 
Jak widać wyniki się poprawiły od poprzedniej wizyty.
Podpisalismy umowe zwiazana z zakupem domu. Jeszcze spotkanie z notariuszem przed nami i przed Swietami bycmoze uda sie nam podpisac umowe sprzedazy. To by znaczylo, ze wreszcie bedziemy na swoim i nie bedziemy musieli wynajmowac mieszkania, a na wiosne bysmy sie przeprowadzili do naszego domu. Jakos trudno mi w to uwierzyc, ale wreszcie to nastapi. Mam nadzieje, ze ten dom zapelnimy zyciem, ze doczekamy sie potomstwa, a jesli by sie nie udalo, to powaznie zaczynamy rozwazac adopcje.
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 grudnia 2014, 17:04
Bardzo kocham moją mamę i odkąd mieliśmy problemy z ciążą jestem z nią niezwykle blisko. Nigdy tak nie było przedtem. Teraz doceniam to co nas spotkało, bo pozwoliło mi się zbliżyć do mojej mamy i wiem, że chcę, ba, pragnę być taką wspaniałą mamą, jaką moja jest od półtora roku
możemy o wszystkim rozmawiać, a temat ciąży mojej i jej ciąż to tematy już nie TABU.
Chcę mieć z córką rewelacyjny kontakt, chcę byc jej przyjaciółką, doświadczoną kobietą, która w życiu wiele przeszła. Chcę by mogła mi mówic o wszystkim... Boże, dałeś mi ją po to, bym mogła być najwspanialszą mamą....na świecie. Dziękuję i codzień będę Ci dziękować, że noszę ją pod sercem 
„Bóg jest miłością” (1 J 4, 16), powie później apostoł Jan, wyprowadzając to stwierdzenie nie z teoretycznych rozumowań, lecz z tego, co sam widział, czego dotykał ręką, to jest Słowa Życia, Syna Bożego (tamże 1): chorych uzdrowionych, zmarłych wskrzeszonych, uciśnionych i cierpiących pocieszonych, grzeszników rozgrzeszonych i pojednanych. Ponadto Jan słuchał mów Pana o miłości Ojca niebieskiego, o miłości, której sam Jezus był wcieleniem i która skłoniła Go do oddania życia za zbawienie ludzi. Wszystko to Apostoł pod natchnieniem Ducha Świętego streścił w słowach: „Bóg jest miłością”.
Pragnienie posiadania dziecka sprawiło, że przestałam się przejmować, czy lekarzem jest facet czy kobieta. Kiedyś wizyta u lekarza mężczyzny była WYKLUCZONA! teraz ... myślę sobie że chwila badania i do przodu. Byle wyleczył, byle pomógł.
Nawet na usg chodziłam do faceta.
.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 grudnia 2014, 16:30
8dc, 8d brania anty:) 18.12 mam wizytę więc się dowiem dokładnie co jak i kiedy
lekki stresik jest ale chyba dużo bardziej czuję zniecierpliwienie
tak bardzo bym chciała już styczeń
Byliśmy wczoraj u neurologa dziecięcego i jednocześnie pediatry. Wizyta potwierdziła to co śmiem twierdzić od pewnego czasu- Mama wie najlepiej! To mama obserwuje dziecko praktycznie całą dobę, to mama zna je najlepiej, to mama wyczuwa różne niuanse w zachowaniu malucha, to mama ma matczyną intuicję. Kilka razy wspominałam naszej lekarce- szanowanej profesor z CZMP- o swoich obawach co do małego. Mówiłam, że nie uważam jego zachowania za normalne, że dziecko nie może mieć dwóch faz- albo śpi albo się drze. Przy czym to spanie trwa po 15 minut i przerywane jest atakami płaczu. Nie brała na poważnie moich narzekań... Wczoraj poszliśmy do neurologa, którego wybrałam na podstawie pozytywnych opinii z necie. I to uważam za dobry ruch. Facet obejrzał wszystkie wyniki i wypisy ze szpitali, zbadał Przemcia, obserwował jak je, wypytał nas o wszystko, o każdą obawę i każdą zaobserwowaną anomalię. Nie zbagatelizował niczego. Neurologiczie dziecko jest zdrowe, napięcie mięśniowe idealne. Natomiast pan doktor zasugerował, że leczenie wątroby powinniśmy kontynuować bardziej aktywnie, tzn. nie czekać aż czas wszystko wyrówna tylko wspomóc dziecko lekami. Obecnie efekt jest taki, że wyniki powoli poprawiają się, ale nie bierze żadnych lekarstw. Podwyższone kwasy żółciowe, cechy cholestazy powodują podobno okropny świąd i stąd może być "wędrowanie" po łóżeczku, niepokój, wiercenie się, płacz. Do tego jest rzeczywiście refluks. Taki utajony, bez ulewania. Stąd krzyki przy jedzeniu, stąd problemy z odbijaniem, czkawka, katar i kaszel. Refluks w jego przypadku może być nasilony również ze względu na wątrobę. Dostaliśmy więc leki i zalecenie zagęszczania pokarmu Nutritonem. Rzeczywiście je spokojniej. Na efekt uspokojenia, wyciszenia i normalny sen musimy pewnie chwilę poczekać. Odzyskaliśmy nadzieję, że będzie normalnie....
Bardzo kocham moje dziecko...
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 grudnia 2014, 19:57
No i niespodziewana niespodzianka test owulacyjny-dwie krechy bardzo wyraźne mimo, że wczesniej zrobione a owulka według ovu dopiero za tydzień
)))) Wydaje mi się, ze ten cykl będzie krótszy dlatego postanowiłam dzisiaj zacząć testować oczywiście nie spodziewając się nawet cienia cienia. A tu proszę!Zaparzyłam sobie ostatnio siemie lniane i jem co rano. Żebyście wiedziały jak obrzydliwie wygląda haha ale wcinam -jak trzeba to trzeba:)))))))))))))
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.