Tak teraz się zastanawiam.. Bo ogolnie mam niedawno potwierdzona przez 2 lekarza luszczyce na twarzy.. Pierwsza dermatolog karmiła mnie sterydami dokladnie maściami po ktorych zamiast byc lepiej byla tragedia.. w lusterko przez 3 miesiące nie patrzylam, bo spojrzalam i plakalam godzinami a dla kobiety nie patrzec w lusterko to jakby reke odciąć.. Potem mialam rok przerwy bo mialam dosyc sterydow, lekarzy bo najzwyklejszy kremik z Ziaja mi pomogl i mialam spokoj. Druga dermatolog przepisala mi jeden lek nie 1500 100 900 jak wczesniejsza i mam tylko czerwone punkty jak dlugo nakladam fluid, albo ktore w czasie owulacji i po zakonczeniu okresu znikaja i mam spokój na ohohohooo i nie za każdym razem też są tak strasznie czerwone jak teraz pod wplywem hormonow i tak teraz mysle czy te sterydy mogly zaszkodzic mojej płodności, ze sa problemy, nie zastanawialam sie nad tym nigdy aż z do teraz.. Może jak zaczniemy od nowa starania tak jak wczesniej to zapytam mojej dermatolog..

PRZEŁOM DNIA
Dzisiaj po <3 (niektorym moze sie wydac dziwne ale z mężem serduszkujemy sie każdego dnia,bo mamy na siebie kazdego dnia ochote hehe :p I niezaleznie od pory dnia) mezus zaczal temat dziecka i ciazy ze w przyszlosci jak bede moze i takie tam. Az sie zdziwilam ale powiedzialam mu zeby nie myslal w tym miesiacu ani w kilku lub kilkunastu nastepnych czy się udalo czy są objawy bo tak do niczego nie dojdziemy powiedzial ze wie ale tam mysli o przyszlosci.. Mam nadzieję, nie chce popadać w paranoje, obsesje czy jestem czy nie bo sfiksuje..

i na koniec mezus jutro wyjezdza na 2 tygodnie :( Smutno będzie mi bez niego i pusto :( Pojechal jeszcze do rodzicow niestety beze mnie bo mnie plecy caly czas łupia jak oszalałe.. Razem damy radę, ale pierwszy wyjazd jak pierwszy raz zawsze jest trudny. OBY SZYBKO MINĘŁO !

Ale sie rozpisalam :)

Jajowody drożne,macica łukowata,zalecenie - klinika niepłodności.

justa1234 NADZIEJA nie umiera nigdy!!! 26 stycznia 2015, 21:56

dalej nie umiem tu dodawać zdjęć :-( ale ja tempa jestem!!!pomóżcie :-)

mkl Marysia, Stanisław- czekamy na was:) 11 stycznia 2015, 19:58

Jestem już w domu...najgorsze przeżycie jakie doświadczyłam w życiu.

Zostałam przyjęta na oddział w piątak rano. Nie wiem jak zabieg łyżeczkowania odbywa się w innych szpitalach, ale w moim najpierw lekarze próbują wywołać samoistne poronienie by za bardzo nie ingerować w macicę, nie za głęboko czyścić. Ilość dziewczyn czekających na poronienie lub już krwawiących, mnie przeraziła;( Jest nas tak dużo, co rusz przyjeżdżały jakieś nowe;(

Podali mi tabletki dopochwowe, po 4 godzinach się zaczęło, ból brzucha, skurcze jakie nigdy nie czułam. Nie wytrzymałam i dali mi w kroplówce lek przeciwbólowy, niestety nie pomógł, leżałam w bólach 2 godziny, podali mi potem coś mocniejszego i pomogło. Krwawiłam bardzo, do tego wylatywały mi wielkie czopy krwi:/ Na drugi dzień zawieźli mnie na USG. Niestety do poronienia jeszcze nie doszło. I znów dali mi tabletki, tym razem głębiej do szyjki macicy. Minęły 4 godziny i znów się zaczęło, ale było jeszcze gorzej. Bóle pojawiały się co 1,5 minuty, ogromne skurcze nie do wytrzymania. Podejrzewam, że tak samo czują się kobiety rodzące, z tą różnicą, że przy taki bólach jadą już na porodówkę i ból mija. U mnie nie mijał, znów dali mi kroplówkę, znów nie pomogła, poprosiłam o o mocniejszy lek przeciwbólowy, jednak musiałam czekać na obchód, bo miała zapaść decyzja czy będzie zabieg czy nie, obchód się opóźniał, a ja w tych bólach leżałam, w końcu zaczęłam wymiotować, 2 razy zemdlałam, lało się ze mnie strasznie, całe łóżko w krwi. W końcu zabrali mnie na zabieg, dali narkozę i poczułam ulgę. Obudziłam się bardzo szybko i byłam szczęśliwa, że już nie boli.

Chyba przeszłam "2 porody", lekarka powiedziała mi, że ten ból co ja czułam to ostatnie stadium przez rodzeniem tyle, że ja niestety musiałam z tym bólem leżeć 3 godziny.

Niektóre dziewczyny po podaniu tabletek czuły lekki ból, niektóre nic, nawet nie krwawiły i musiały leżeć około 3-4 dni, jednak jak się krwawienie nie pojawiało to wieźli na łyżeczkowanie tyle, że było głębsze. W mojej sali leżała babeczka która miała trojaczki z pustym jajem:/ Naprawdę tak dużo jest tych poronień, przerażające:(

Przeżyłam koszmar i nie chciałabym jeszcze raz tego przeżywać, ma nadzieję, że następnym razem będę już na porodówce:) Teraz odpoczynek, oczekiwanie na miesiączkę i do roboty:) Tym razem szybko się uda i zakończy się sukcesem:) Wierze w to:)


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia 2015, 19:59

Anuszka Dopóki od­dycham, mam nadzieję. 12 stycznia 2015, 06:31

Boziu spraw żeby mi się chciało tak jak mi się nie chce ;) Powrót do pracy po 3 tygodniach wolnego. Nie no nie jest źle czas ruszyć pupę :D 18:30 wizyta u gin dowiem się coś więcej na temat histeroskopii

MiK@ Drugi dziobek 11 stycznia 2015, 20:22

Ależ czarowałam w tym cyklu... Koktajle płodnościowe (okazały się pyszne ale wszystkie składniki "super" drogie), żel Conceive Plus ułatwiający zajście w ciążę(ma fajną konsystencję ale mam wrażenie, że szybko wysycha), sprawdzanie położenia szyjki macicy (które przyniosło tylko zaobserwowanie jakiejś grudki, którą teraz się zamartwiam i muszę sprawdzić u gin.), badania hormonów (wszystkie w normie), no i koronkowa pościel z spod której miał "wyjść" potomek... Czary mary cykl chyba bezowulacyjny...

Wiktoria1106 Dzidziuś, gdzie jesteś ... 11 stycznia 2015, 20:24

Dzień jak co dzień. Zaraz po przebudzeniu mierzenie tempki, śniadańko, potem obiadek, a teraz już wieczór i jutro znów do pracy i wyczekiwanie czy @ się zjawi :|. Mam nadzieję, że nie, mimo całego pokręconego cyklu. Termometr mi od czasu do czasu odmawiał posłuszeństwa i nie jestem pewna, czy wszystkie wyniki są ok. Zobaczymy. Widziałam dziś na facebook'u film, który mnie natchnął większą nadzieję. Film przedstawiał całą ciążę, od poczęcia do narodzin. Trwał jakieś 12 minut, ale był tak pięknie zrobiony, że nie mogłam oderwać wzroku. To cudnie widzieć jak się dziecko rozwija, jak z 2 małych komórek? rodzi się mały cud. Do niedawna filmu tego wogóle bym nie włączyła, teraz jednak dodał mi nadziei i wiary. Wiary, że każdej z nas się uda. Wiary, że każda z nas kiedyś zostanie tak bardzo upragnioną matką.


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 stycznia 2015, 22:08

Mamax Walka o Bobo. 11 stycznia 2015, 22:29

Julianek konczy dzisiaj 6 tygodni,, tak ze od jutra w domku nie mam noworodka a niemowlaczka :-) Z tej to okazji synek caly dzisiejszy dzien przspal. Balam sie ze teraz nie bedzie chcial spac ale jak narazie sie myle bo suselek znowu spi. Hm ciekawe o ktorej sie obudzi na mleczko a moze znowu bede go musiala sama budzic...ech nie lubie tego a ostatnio tak mysle ze moze jak nie bede wybudzac go to przespi cala noc...Ok na to jest moze jeszcze troche za wczesnie ale skoro juz spi od 21- 22- giej do 3-4 bez pobudki to moze do 6- tej tez by pospal...

peppapig co ma być to będzie ... 27 stycznia 2015, 12:12

No i nie jest zbyt dobrze..
Jutro na usg to już będzie wiadomo coś więcej..
Póki co bóle brzucha delikatne plamienia,
Czekamy na cud........

1 dzień cyklu
49,6 kg
obwód brzucha na wysokości pępka - 68 cm
obwód uda - 50 cm

Nasza druga ciąża skończyła się szybciej zanim się zaczęła. W piątek wylądowałam na nieplanowanej wizycie u ginekologa z silnymi zawrotami głowy i bólem brzucha - na szczęście w macicy wszystko wygląda ładnie, beta spadła, dziś @ więc możemy zaczynać nowe starania... znowu... Lekarz powiedział, że dla naszego zdrowia psychicznego mamy starać się myśleć że ta beta była podniesiona przez pregnyl, ale mnie mimo to jest potwornie źle! Znowu straciłam Kruszynkę, której nawet nie zdąrzyłam zobaczyć
Mam wiele planów na ten cykl - badania, wizyty u ginekologów i postanowiłam pójść na pilates. Od 5-go dnia cyklu Clo i dalszy monitoring.
Powoli brakuje mi już sił :( Mam nadzieję, że kiedyś usłyszę słowo "mama"

______________________
Wracam do moich kulinarnych zapisków...
1 śniadanie: owsianka z owocami goi, rodzynkami, pomarańczą, karobem, pestkami dyni, słonecznika, siemieniem lnianym i amarantusem
2 śniadanie: sok z buraków i jabłek (wyciskany w sokowirówce) i ananas
Obiad: indyk panierowany w otrębach (pieczony w piekarniku) i sałata lodowa z sosem vinegret, papryką, pomarańczą i prażonymi pestkami słonecznika, sos jogurtowy z koperkiem
Podwieczorek: sorbet z owoców leśnych (własnej produkcji)
Kolacja: kanapki z chleba żytniego z białym serem, pomidorem, papryką, kukurydzą i kiełkami brokuła

9cs 1dc jutro badanie nasienia...

helutka droga do zielonej kropki 11 stycznia 2015, 21:51

8cs
32dc
14dpo

Mam czasem zawroty głowy. Popołudnia najchętniej przespałabym.
Kupiłam test, zrobiłam... może jakbym tak maksymalnie chciała się oszukiwać, to zobaczyłabym cień cienia. Ale nie chcę. Negatywny.

Miałam jeden jedyny cykl taki długi i nieprzewidywalny - zaraz po odstawieniu anty. Co teraz się dzieje???
Ciekawe jaka temp jutro rano będzie. W ogóle kurna ciekawe o co chodzi. Nie znoszę takiej niepewności :/ :(
Wrrrr.....!!!!

sylvi83 W oczekiwaniu na cień cienia... 11 stycznia 2015, 22:04

Wczoraj byłam w końcu u mojego ginekologa. Doszłam do wniosku, że skoro do tej pory nam się nie udało, trzeba się jakoś wspomóc. Wiem, że 4 miesiące starań to krótko, ale jakby było wszystko w porządku to już powinnam być w upragnionej ciąży. Cykle mam regularnie co 29-31 dni, śluz po suplementach, też książkowy. Jedyny problem jaki mam, to przedłużające się plamienia przed i po okresie. Zawsze był skąpy ale długi, bo ok 7 dni, a teraz od kilku miesięcy rozciągnął mi się do 13! I tu właśnie upatruję problemu, co zresztą potwierdził ginekolog. Pobrał mi cytologię, ale "na oko" szyjka jest ładna, więc powinno być ok. W USG nie stwierdził żadnych nieprawidłowości całe szczęście, bo te plamienia mogłyby być objawem polipów w macicy. A to co mnie najbardziej ucieszyło to piękne pęcherzyki w obu jajnikach. Największy 12 mm w prawym, więc w tym cyklu strzelam z niego :-) w środę drugi monitoring, jak pęcherzyk urośnie dostanę progesteron, na podtrzymanie ewentualnego zarodka i wyregulowanie tych plamień, jak nie urośnie to dostanę coś na stymulację. I to mnie właśnie napawa dużym optymizmem, że jak na razie z medycznego punktu widzenia jest wszystko dobrze, i że zajmie się mną specjalista, a ja nie muszę się już zamartwiać gdybaniem, tylko mam konkretne informacje i konkretny plan.
Teraz już tylko pozostaje DZIAŁAĆ. Niby najprzyjemniejszy punkt w tym wszystkim, a jednak sam fakt, że musimy robimy to według kalendarza jest trochę stresujący. W zeszłym miesiącu prawie sobie w ten sposób obrzydziliśmy seks. Ale w tym już się nastawiamy na działanie, więc mam nadzieję, że będzie bardzo przyjemnie i OWOCNIE...!

justa1234 NADZIEJA nie umiera nigdy!!! 11 stycznia 2015, 22:19

jutro wizyta u mojego gin,będziemy sprwadzać czy pęcherzyk dalej rośnie,oczywiście jestem na naturalnym cyklu a jak już pisałam wcześniej to brak u mnie owulacji więc jeśli pęcherzyk będzie rósł tak jak powinien to będzie oznaczało że wróciła owulka :-)ale najważniejszy dzień coraz bliżej-to już we wtorek wizyta w novum w wawie :-)tak się obawiam tej wizyty,bo wcześniej wyszły mi jakieś bakterie w pochwie i teraz leczę je ale jeszcze wymazu nie robiłam bo jeszcze zapodaję sobie czopki i dopiero po opróżnieniu całego opakowania zrobią mi wymaz.masakra :-(

Paróweczka Powiernik 11 stycznia 2015, 22:24

38dc rozpoczętego poronieniem.
Czekanie czekanie czekanie... Kiedy wreszcie przyjdzie @ i wyzwoli mnie do działania?!

Obiecałam sobie ze wstąpię tu co jakiś czas uwiecznić emocje, odczucia, spostrzeżenia. Moze to pozwoli mi analizować głębiej moj cykl i moje ciało.

Terazsięuda:-) w pogoni za szczęściem 12 stycznia 2015, 06:40

Całą noc nie spałam- tak bardzo się denerwuję żeby wszystko było dobrze...Dzisiaj jadę na betę ci ma być to będzie ale ja chce spać spokojnie :-)Ale miałabym ładny prezent na dzień babci i dziadka...ehhhh jeszcze kilka godzin muszę dać radę :-)a teraz trzeba podnieść system bo padł....biorę się do pracy z cudownym SAP-em :-)

Witam wszystkie sprawy sprawiają, że nie mam kiedy nawet napisać co kolwiek... Jak głupia oczywiście wyszukuję u siebie objawów... Bolące strasznie sutki i twarde podbrzusze, do tego nie mogę spać i często chodzę siku. Nie wiem czy to moje kolejne objawy chorej psychiki czy co... Muszę odpuścić i żyć chwilą bo inaczej się zamęcze... A może nie jest mi pisane mieć maleństwo.. Nie wiem już sama co mam myśleć....

35 tydzien.

35 tydzien zacznie sie wg obliczen BellyBestFriend za jakies pol godziny...
Jestem podekscytowana i przerazona zarazem. Nie sadzilam ze kiedys znajde sie na tym etapie ciazy, tzn liczylam sie z tym ale to byla taka abstrakcja jeszcze kilka tygodni/miesiecy temu. A tu juz trzeba pakowac torbe szpitalna dla mnie i Helenki (!!!! aaaaa).
Ostatnio wiele sie nie dziele - siedze w domu na zwolnieniu lekarskim i ledwo moge juz chodzic. Przybylo mnie ok 12 kg (!!! aaaa). Noce sa przewalone - pod wzgledem przewracania sie z boku na bok, jestem zupelnie zalezna od M. Oj biedny nie wysypia sie ze mna bo kazde przewracanie sie (jego proba) podszyta jest ogromnym i glosnym sapaniem i wzdychaniem... Nie wiem czy wszystkie tak macie ale bol miednicy w nocy jest okropny (dziwne ze w dzien go nie odczuwam). Mala bywa aktywna, ale wiekszosc dnia sobie spi... Z informacji lekarza zapowiada sie nam male dziecie - wprawdzie wagowo w normie ale tej nizszej. Moj M troche sie zmartwil bo ani on ani ja nie jestesmy chucherka (oboje raczej do wysokich nalezymy) wiec p. doktor widzac jego zmartwiona mine dala nam skierowanie na kolejne juz badanie usg przez NHS (piate badanie), co kwalifikuje sie raczej jako odstepstwo od normy, ktora w tym kraju (UK) wynosi 2 usg (10-12 tydzien oraz polowkowe). No nic - zagladniemy do malej juz w srode.
Jako zona czuje sie dobrze, chociaz wiekszych zmian nie zauwazam. Prowadzimy sobie spokojne zycie domowe i czekamy na rewolucje zyciowa jaka pojawi sie juz za chwile-moment :-) Lozeczko juz mamy i przewijak, i zaczyna miec to wszystko rece i nogi... oj pokazalabym wam kochane ale do dzis (po ponad roku obecnosci tutaj) nie ogarnelam dodawania zdjec... (raczej malo sie staralam to ogarnac, ale serio - probowalam)... cdn.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia 2015, 23:39

...ciag dalszy.
Ostatnio wczytalam sie w pamietnik jednej z dziewczyn. I troche oprzytomnialam. Tzn. tak bardziej niz zwykle, dotarlo do mnie ze macierzynstwo to nie tylko radosc ale przede wszystkim ogromny trud i jedna wielka niewiadoma. Idziemy na porodowke jak te glupie cielatka, nie wiedzac co nas czeka (pierworodki), pozniej uczymy sie i poznajemy nowego czlowieka i odpowiadamy za niego cale nasze zycie. Nic nie jest juz jak dawniej. Wiadomo tylko ze czesc kobiet odnajdzie sie w nowej roli a inne ...hmm. No wlasnie. W ktorej grupie sie znajde??
Zagladam tu bo ciekawia mnie Wasze spojrzenia na macierzynstwo i na zycie ogolnie. To pomaga zrozumiec i przetrwac - gdyz nie czuje sie osamotniona w swoim przezywaniu zlych emocji i dolkow ktore oczywiscie mnie takze nawiedzaja - wynika to z wielu nastepujacych po sobie okolicznosci zyciowych i hormonalnych :-)WIem wowczas ze moje emocje (chociazby najbardziej skrzywione) wcale nie odbiegaja od normy.
Jak to jest ze czuje sie kochana przez fajnego meza, mam wiele szczescia i wszystko to bardzo doceniam ale gdzies tam poza tym, w srodku nie czuje sie szczesliwa (taki typ juz jestem, szklanka zawsze dla mnie do polowy pusta) - caly czas mi czegos brakuje, czegos szukam w zyciu ale nie do konca zdefiniowalam czego. Wytyczam sobie cele i je realizuje ale konca tych celow nie widac. Marze o czyms i wydaje mi sie ze spelnienie tego marzenia uskrzydli mnie i uszczesliwi na wieki ale kiedy wreszcie to nastapi, czasem nawet nie zauwazam ze spelnilo sie cos czego przeciez pragnelam... I wiecie co? Marzenia naprawde sie spelniaja, dlatego wazne zeby miec ich duzo :-)
Chcialam jeszcze nawiazac do pamietnika owej dziewczyny (moze bez imienia bo chcialabym
odniesc sie do jej odczuc i przemyslen ale nie koniecznie kierowac swoje kontrargumenty do niej personalnie. Wiem ze wiele dziewczyn tak mysli, chociaz pewnie nie mowia tego na glos a ja nie czuje sie predysponowana do ich krytykowania bo tak jak juz wspominalam
kiedys, nie ma jednej dobrej metody wychowania dziecka, nie ma idealnego macierzynstwa - sa tylko jego trudy i uroki, dla kazdej matki rozne.. Zycie matki to niestety nie reklama w telewizorze tylko prawdziwe kupy i kolki. Na dziewczyne ktora wyjawila swoje gorsze mysli (de facto ma do nich prawo jako ze to jej pamietnik) posypalo sie kilka komentarzy od kobiet ktore sie z nia nie zgadzaja, dziewczyna odebrala to jako agresywna krytyke ale uwazam ze w tym przypadku to byla raczej konstruktywna krytyka (a taka z zalozenia powinna byc dobra). Nie uwazam aby ktokolwiek chcial ja obrazic. Ja tez nie chce ale
chcialabym dac do zrozumienia ze czytajac takie pamietniki (ktore w "ciemniejszych barwach" przedstawiaja macierzynstwo trzeba liczyc sie z roznorakiej masci komentarzami. Mnie po prostu on przestraszyl. Tak jak dziewczyna pisze ze ma prawo do pisania wszystkiego na co ma ochote, tak ja rowniez napisze jak sie poczulam po zaznajomieniu sie z "jej tragedia". Serdecznie jej wspolczulam, probowalam sobie wyobrazic wszystko co przezywa i chyba mi sie udalo. Nie bylo to trudne ale co ja wiem. dziecka jeszcze nie urodzilam, jeszcze miesiac zanim to moje zycie na zawsze sie zmieni i przewartosciuje. Ale mam nadzieje ze nigdy nie poczuje sie tak jak ona. to straszne tak kochac swoje dziecko i jednoczesnie zalowac ze sie je ma, tesknic za starym zyciem, ktore juz nie powroci. trudno nazwac ta granice i nie chcialabym nazwac tego zle ale piszac ze sie nie nadaje na matke, ze to nie jej powolanie, ze ma swiadomosc utracenia wolnosci i ze pewne rzeczy minely bezpowrotnie, nie da sie nie odniesc wrazenia ze chcialaby cofnac czas i jeszcze raz przemyslec decyzje o dziecku. Kocha dziecko i to bardzo i jestem raczej pewna ze nie potrafilaby juz bez niego zyc ale tak naprawde nie pogodzila sie jeszcze z mysla ze je ma, jest zagubiona. Mysle ze nie ma kobiety ktora potrafilaby wyobrazic sobie macierzynstwo w taki sposob w jaki naprawde ono jest. Widzimy bobasy kolezanek, usmiechniete buzki i rumiane policzki ale nie widzimy drugigo dna; tych wszystkich kupek srupek i zupek, i wykonczonych fizycznie matek.
Zanim zaszlam w ciaze marzylam o podrozach i wlasnie one nadawaly sens mojemu zyciu. Na szczescie zarazilam ta pasja mojego meza i bylo super. Zwiedzilam ladny kawalek swiata i to co zobaczylam to moje. Gdzies po drodze szukalam adrenaliny ekstremalnej, bungee, spadochrony, i mniej ekstremalnych przyjemnosci jak nurkowanie itp. Poszukiwalam coraz to wyzszych mostow i wysokosci (skoczylam z najwyzszego bungee mostu w poludniowej afryce) a maz ktory od wielu lat lata na paralotni zaszczepil we mnie ten sport i jestem juz po pierwszym dziewiczym locie (tandemowym) :-), plywalam kajakiem po jeziorze wypelnionym olbrzymymi krokodylami i robilam jeszcze kilka innych rzeczy ktore zachowam dla siebie :-)) Tak, robilam cos co teoretycznie narazalo mnie na niebezpieczenstwo utraty zycia ale tak wlasnie wyobrazalam sobie to moje zycie - troche na krawedzi. Dawalo mi to duzo szczescia i spelnienia, pomoglo wygrzebac sie z dosc ciezkiej depresji jaka pzezywama kilka lat temu. Mowie o tym wszystkim w czasie przeszlym bo teraz mysle juz inaczej. Jestem odpowiedzialna nie tylko za siebie ale rowniez za mojego meza i przede wszystkim za dziecko. Chyba wiecej nie odwaze sie na skoki spadochronowe i bungee bo zmienily sie moje priorytety. Nie chcialabym robic niczego, nawet najmniejszej rzeczy ktora narazilaby moje dziecko na zostanie bez matki. Mysle ze moja decyzje o macierzynstwie przemyslalam pod tym katem - swiadomie z czegos rezygnuje. To dziecko, ktore nosze wcale mnie nie ogranicza bo wszelkie ograniczenia sa tylko w naszej glowie, natomiast to co robie jest swiadoma decyzja. To ze dziecko nie ogranicza mozna zaobserwowac na przykladzie pewnej podrozniczki, ktorej imienia nie wymienie. Ona nie ma zadnych ograniczen i spelnia swoje pasje prywatno-zawodowe. I chociaz nie chcialabym brac z niej przykladu w 100% bo mam jej wiele do zarzucenia (skrajna nieodpowidzialnosc w pewnych momentach i wlasciwie oddanie dziecka na wychowanie swojej matce) to pewne instrukcje godzenia "potrzeb swoich" i "potrzeb dziecka" chcialabym od niej przejac. Bo jedyne z czego nie chcialabym zrezygnowac to wlasnie podroze. Jak tylko Helenka ogarnie sie w nowym srodowisku, poza moim brzuchem i poczuje ze jest gotowa, zabierzemy ja w jakies krotsze objazdowki po UK, po Europie a za kilka lat moze dalej w swiat. Nie bede tez miec problemu (wydaje mi sie) z zostawieniem dziecka na tydzien czy dwa i wyjechanie w dalsza podroz z moim M. Oczywiscie nie bedzie to mozliwe dopoki bede karmic piersia bo taki mam zamiar. WIem wiem, czlowiek moze planowac a los i tak zrobi po swojemu i moze sie okazac ze zupelnie nic nie bedzie tak jak sobie to wymyslilam :-)) I rowniez nie bede sie przejmowac opiniami innych na temat moich metod wychowawczych, moich cyckow i karmienia piersia... Moje zycie, moje dziecko i moje macierzynstwo... jakie by nie bylo bede sie starac byc szczesliwa bo szczesliwa matka to szczesliwe dziecko... Mam nadzieje ze nie bede sie czula w taki sposob jak ta dziewczyna... to straszne nie moc sie cieszyc z macierzynstwa. Pomimo ze bardzo chcialam i chce miec dziecko, przemyslalam decyzje i staralam sie o moje dzieciatko swiadomie to i tak nie wiem jak to wszystko bedzie za 2,3,4 miesiace. Boje sie depresji, baby blueasa, samotnosci i rutyny dnia. Wiem, ze zycie nigdy nie bedzie smakowalo tak jak przed ciaza, ale czy moze byc cos bardziej sensownego w naszej egzystencji niz "ulepienie nowego bytu", tak zupelnie od podstaw i kochanie kogos za to tylko ze jest, miloscia bezwarunkowa, taka jedyna i niepowtarzalna, jakiej nie poczulysmy nigdy wczesniej, wzgledem nikogo. Tak wlasnie sobie wyobrazam, ze bedzie.

Sigma Czekając na dwie kreski :) 12 stycznia 2015, 00:38

Dzisiaj zaczęłam 7-my tydzień ciąży :-)
Śniło się dzisiaj nam obojgu nasze dziecko - i w obu snach była to córa ;-) W moim śnie miała na imię Zoja. Bardzo lubię to imię i strasznie chciałam je przeforsować, ale F. był kategorycznie na nie, więc stanęło na Lenie... A tymczasem dzisiaj, kiedy rano rozmawialiśmy o naszych snach, wróciłam do tematu Zoi i zdaje się, że F. mi mięknie :D Jeszcze nie podjęliśmy ostatecznej decyzji, ale mamy 50/50 :)
Tak więc jeśli będzie syn, będzie Jakub, a jeśli córa, to Lena albo Zoja :)

Brzuszek mi rośnie, samopoczucie się stopniowo poprawia - w weekendy jestem już tylko śpiąca, natomiast w dni robocze jestem mega zmęczona... Apetyt stopniowo zaczynam kontrolować, mdłości pojawiają się rzadziej i słabsze - jestem zadowolona :-) muszę powolutku wracać do normalnego życia, bo sesja sama się nie zda, prace się same nie napiszą... :-)

W przyszłą sobotę drugie USG - myślę, że już nie tylko zobaczymy, ale i usłyszymy bicie serduszka :-) Mam nadzieję, że tak jak poprzednio - wszystko będzie super :)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)