jutro koniec remontu jutro koniec remontu!!!! ... teraz sprzątanie po remoncie:/
Ale już widać koniec i nastraja mnie to pozytywnie!
Mąż właśnie siedzi na rozmowie o pracę. Oby się udało!
Narazie prawie bez zarzutów udaje mi się zrealizować mój plan na obecny cykl czyli
- jakaś magiczna mikstura ziółek (czytaj placebo w płynie)codziennie wieczorem
- olej z wiesiołka 3 tab/dzien (czytaj 3x placebo)
- basen 2x w tyg ja i mąż ( z tego to może coś będzie)
- joga 1x w tyg ja i mąż (narazie brak miejsc)
- pilnowanie M, żeby brał suple (w zasadzie nie muszę bo sam pamięta)
Musiałam też odpuścić wizytę u gina w tym cyklu bo na NFZ dopiero koniec lutego:/ Ale jestem umówiona! Poszłabym prywatnie ale liczę, że wypisze mi skierowanie na hormonki i nie będę musiała płacić za wszystko. Najwyżej dokupię dodatkowe badania jak mi wypisze tylko jakies podstawowe.
Ach, żeby mi tak pisanie szło!
Obawiam się, że instynkt macierzyński aż tak zawładnął moją mózgownicą, że podświadomie "Projekt Kraken" dostał większy priorytet niż Projekt Doktorat.
Albo to tylko (jak kiedyś stwierdziła jakaś posłanka) mój spuchnięty mózg podczas okresu..
42dc
Z nudow i desperacji w oczekiwaniu na mozliwosc podjecia walki oszalalam i dokupuje kolejne piguly do baterii... Jakies rady co do spozywania? Na liscie mam:
- Castagnus [codziennie 2 tabletki rano]
- Bromocorn [wg instrukcji gin - 1 tabletka na noc]
- Wiesiolek [planuje 2 kapsulki 3x dziennie od 1dc do owu]
- Inofolic [2 x dziennie saszetka rano i wieczorem]
- Centrum A-Z "ze niby komplex witamin"... [1 dziennie rano]
Przeginam?
Cos dokupic? 
Inne dawki?
Znów nas miłość bez płaszczyka dopadła... Ale w sumie gin mowila zeby sie nie zabezpieczać bo zanim sie z ta hiperlaktynemia rozhulam to minie czasu wystarczajaco...
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 stycznia 2015, 20:11
Dziś prawie zapomniałam o gonapeptylu rano. Już byłam w windzie i musiałam wracać do mieszkania. Gdyby było trzeba, to zawróciłabym nawet spod pracy, ale mam nadzieję, że takie zapomnienie juz się nie powtórzy
11cs
8dc
czwartek
Padam na pysk. We wtorek rada pedagogiczna, w środę rada pedagogiczna, w czwartek zebranie. Codziennie jestem w pracy od 8:00 do 19:00. Właśnie wróciłam do domu. Jutro koniec maratonu, ale przede mną jeszcze długi wieczór i poranek, bo mnóstwo papierologii mnie czeka. Masakra.
Przynajmniej się wyśpię, bo idę na 11.
Dziś po zebraniu miałam kilka indywidualnych rozmów z rodzicami. Jedna z mam zaczęła ze mną rozmowę w ten sposób: - Chyba Pani mocno zeszczuplała.
- Takkkk?
- No bardzo Pani zeszczuplała.
- No trochę, 8 kg mi spadło.
- To sporo. No właśnie widać. Nawet mój syn zauważył, że Pani jak to ujął "chuda się zrobiła".
Pierwsza osoba spoza kręgu mąż/rodzice/rodzeństwo zauważyła u mnie spadek wagi.
Miło.
Efekty są. Stają się widoczne. Trochę na nie musiałam poczekać, bo dziś już 74 dzień diety.
Poza tym jutro idę do nowej gin wieczorem. Ciekawa jestem jak to będzie.
Helutka z całych sił Ci kibicuję, żeby ten cykl zakończył się za trzydzieści kilka tygodni (no bo już parę minęło) nowym członkiem rodziny.
5 dzień cyklu
49,6 kg
Dzisiaj zaliczyłam pierwsze zajęcia z pilatesu
i na pewno nie ostatnie!! Było cudownie
Zajęcia zaczęły się od nauki prawidłowego oddechu a potem było tylko lepiej
relaksująco i męcząco w jednym! W poniedziałek idę znowu
A w środę na Body Ball 
W naszym akwarium rozmnożyły się rybki...i krewetki... Jak widać w naszym domu tylko zwierzęta się rozmnażają
trochę mnie to dobiło...
____________
1 śniadanie: Mleko z nasionami chia i pomarańczą
2 i 3 śniadanie: Kanapka z chleba żytniego z białym serem, sałatą, kiełkami brokuła, papryką i ogórkiem + jabłko
Obiad: Pieczony schab, ziemniaki i surówka z selera, jabłka i jogurtu
Kolacja: Jogurt z pestkami dyni, słonecznikiem, siemieniem lnianym, syropem z agawy i amarantusem
wróciłam od gina, tak mnie zbadał, że myslałam że zejde na tym fotelu
jak dotrwam to za tydzien ktg (3 dni przed terminem)i albo sie umowimy na szpital po 25 albo od razu mnie zostawi, wspomnial ze w te sobote ma dyzur i moge rodzic a mi jednak po 25 pasuje najbardziej, choć nie wiem czy po dzisiejszym badaniu cos nie ruszy, namawiał męża na wyganianie małego naturalnymi sposobami, dzisiaj tak mnie brzuch po tym badaniu boli, ze mezu najwczesniej jutro bedzie mial jakakolwiek szanse na seksik
Klocus mój waży już 3279 w 38t 4d czyli w terminie szykuje sie na 3,5 kg
To mi mąż dziś wieczorem pojechał po ambicji...
... Przecież to Twoja wina, to Ty mnie odzwyczaiłaś od zmywania i sprzątania. Jak mieszkałem sam ze wszystkim sobie radziłem... Co to oznacza, że żona wyręcza w wielu rzeczach swojego męża. Pytanie, a dlaczego tak się stało? Znam odpowiedź nie od dziś... bo Alusia chciałaby być we wszystkim najlepsza, dominować we wszystkim i nad wszystkim, bo przecież wszystko robi najlepiej. Typowy syndrom... jedynaka znaczy jedynaczki
O losie... pytanie, na które już nie znam odpowiedzi, to co zrobić aby ten mój mąż zaczął znów robić to, co ja robię ot tak na co dzień, zwykłe czynności. Muszę tu obrać jakąś strategię. Zapomniał nawet jak się włącza zmywarkę. Aż się z lekka znerwiłam. Boję się co ja zastanę w domu po 5 dniach mojej nieobecności. Toż to będzie masakra, a ja na samym wejściu dostanę depresji. 
Dziś ten dzień... owulacja jak nic, góra jutro... lewa strona daje o sobie znać, rozpycha mi się tam coś od środka. Żeby z tego czegoś, coś kiedyś było
Fajnie spędziliśmy ostatnie dwa dni. Spacery, zdjęcia, wycieczka samochodem- ahh lubię to!
Dziś pojechaliśmy sobie nad zalew
Piękna pogoda, cudnie było 
A wieczorem bobas ćwiczył pływanie, co uwieczniliśmy na filmie
Czas zabrać go na basen!
https://www.youtube.com/watch?v=2c5aTO7bmKE



Wiadomość wyedytowana przez autora 20 stycznia 2015, 11:20
No i cóż, w poniedziałek rano zaraz po brzebudzeniu zaczął mnie brzuch boleć. Pomyślałam, że @ już jest, ale nie - zjawiła się dopiero koło południa. Czyli tym razem znów żadnych dwóch kresek nie będzie. Ale pomyślałam, że zaczyna się nowy miesiąc, nowy cykl, więc też i nowe szanse. Któż to wie?!
Wczoraj przeczytałam pamiętnik jednej dziewczyny. Mimo, że większość lekarzy nie dawała jej szans (nawet pomimo jej młodego wieku - 25 lat) i mimo tych wszystkich problemów udało się jej zajść w ciążę.
Bardzo się cieszę z tego powodu, bo ta historia pokazuje, że nie można się poddawać i przestać wierzyć. Więc od dziś głowa do góry, pozytywne myśli i za niedługo do dzieła.
Dobrej nocki wszystkim życzę.
20t0d, początek 21 tygodnia
Zaczynamy drugą połowę ciąży.
Jesteśmy po wizycie u ginekologa - udało nam się pierwszy raz zrobić zdjęcie tak że widać buzie. A przy okazji widać że dziecko ma założoną na szyję pępowinę jak szalik... teraz będę schizować i się zamartwiać.
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 stycznia 2015, 22:40
Dzisiaj Julianek swiadomie zaczol bawic die zawieszkami. Wczesniej juz je z ciekawoscia obserwowal ale nie ruszal. Teraz macha raczkami potrzasajac nimi. Niesamowite jak on szybko mi rosnie i sie rozwija 
Jutro czeka nas ciezki dzien. Nie zeby dzisiaj nam sie nudzilo bo tez troszke sie dzialo tak jak zreszta codzien...Jutro mamy w planach zrobic z Juliankiem pierwsze mega zakupy spozywcze, pozniej musimy pojechac do sklepu z zabawkami i kupic prezent dla Maxika bo w sobote ma trzecie urodzinki. Z tej okazji zaprosilismy naszych znajomych ( trzy parki) z dziecmi tak ze troche gotowania nas czeka. Na szczescie maz wziol z pracy urlop wiec bedziemy dzialac we dwoje
Mam tylko nadzieje ze Maximilianek do soboty sie nie rozlorzy bo ma katar. Mnie od dwoch dni tez gardlo boli wiec jak mamy sie pochorowac to od niedzieli...
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 stycznia 2015, 02:55
Porod u mnie zaczal sie od odejscia wod plodowych podczas snu o 7 rano. Zadzwonilam do poloznej, z ktora mialam rodzic. Powiedziala, ze spokojnie mam 2 godzinki, zeby sie ogarnac. Tak wiec byl prysznic, dopakowanie rzeczy, lekkiesniadanie, buziak od tesciowej i jazda do szpitala..
Do szpitala dotarlismy ok. 8:20, od razu na ip, badanka, dokumenty itp.
Rozwarcie bylo na 1 cm, szyjka prawie zgladzona 0,5 cm. Brak akcji skurczowej.. Mialam do tej pory 2 lekkie skurczyki..
Na lozku porodowym wyladowalam o 8:50. Chwile pozniej przyszla p. doktor i wypytala o wszystkie objawy. Ze wzgledu na odejscie wod zaproponowala oxy, bo wszystko stalo w miejscu. Zapytala czy chce oxy teraz czyza 2 godziny, bo moze akcja sama sie rozkreci. Zapytalam co ona mysli, co byloby lepsze. Powiedziala, ze oxy teraz. Zgodzilam sie. Tuz po 9 podlaczona zostalam pod ktg i oxy.
Po niecalej godzinie pojawily sie regularne skurcze co 2 minuty trwajace srednio 20-35 sek. Na ktg plasko... Z godziny na godzine skurcze w takim samych odstepach ale przybieraly na sile. O 12:30 mialam juz 2 cm rozwarcia, weszlam na pol godziny do wanny, tam skurcze troszke bardziej znosne, wyviszane przez wode. Wyszlam z wanny ledwo zywa, za to juz z 4 cm! Bylo mi strasznie slabo.. Skurcze robily sie coraz to silniejsze. Zaczelam skakac na pilce podczas skurczy. Maz ciagle mnie pilnowal zebym oddychala i oddychal razem ze mna.
Od tej pory byl moja jedyna ostoja. Wczesniej jego kazdy gest, slowo dzialalo na mnie jak plachta na byka. Mialam go dosc.. Jednak jak zaczall mi pomagac z oddechami byl dla mniewszystkim. W godzine z 4 cm zrobilo sie 7cm!!! Wyslalam meza do barku na jedzenie, bo to byl ostatni moment, zeby cos przegryzc. Skurcze byly prze silne, myslalam, ze zejde.. Darlam jape strasznie. Polozne komentowaly, ze mam nizle gardlo... Maz jadl hamburgera w biegu, a w windzie juz slyszal jak dre ryjka... Wpadl na sale porodowa i znow zamiast darvia ryjka pouczal jak oddychac. Skurcze byly tak silne, ze zaczelam instynktownie przec. Polozna mnie zbadala a tu w 35 minut zrobilo sie prawie pelne rozwarcie. Wilam sie na lozku jak waz... Kaxali mi zejsc i jak pojawi sie skurcz kucac i przec. Po 3 skurczach wrocilam juz na lozko przygotowane do porodu. Kolejne 3 skurcze i syn byl na swiecie. O 15 wypchnelam go na swiat...
Alee mlody byl owiniety 2-krotnie pepowina. Lekarze byli przygotowaniu juz na vacum. Na szczescie go nie musieli uzyc. Maz przecial pepowine za 1 razem!
Stracilam ook.450ml krwi. Musieli mnie naciac a dodatkowo bardzo popekalam w srodku. Lekarz przy asyscie 2 poloznych zszywal mnie cala godzine!!! Mlodego mialam na sobie tulko przez sekundke. Od razu go zabrali i ubrali. On dostal 9 i 10 pkt.
Co sie pozniej dowiedzialam pecherz plodowy pekl na skutek jakiejs infekcji. W badaniu krwi wyszla leukocytoza. Przez 5 dni przyjmowalam antybiotyk. Dodatkowo teraz zmagam sie z anemia.
Porod mogl sie zakonczyc roznie.. Zakonczyl sie najlepiej jak mogl, moja rana goi sie super, ja po 3 godzinach po porodzie chodzialam, po 4h juz siusialam, a po 6 wzielam prysznic. Synus zdrowy. Bolu nie pamietam!!! I wiecie co? Ja chce jeszcze raz!!!
Acha i przez caly czas podczas porodu skurcze na ktg sie nie pisaly... Byla prawie prosta krecha....
A i w koncu nie rodzilam z wykupiona polozna, bo ta polamala sie w gorach. Rodzilam z ta ktora zastalam nazmianie i w sumie sie ciesze. Zaoszczedzilismy 600zl i w to miejsce wykupilismy sobie sale po porodowa o wyzszym standardzie, z lozkiem dla meza, toaleta w pokoju i wyzywieniem dla niego. Moglam swiecicgolym tylkiem i piersiami caly czas i zadna obca osoba mnie nie widziala. Ta przyjemnosc za 2 doby kosztowala nad 4 stowy ale warto bylo dla tych chwil intymnosci razem!!
Zrobiłam rano dwa testy owu. Jeden wyszedł bardzo pozytywny, na drugim nie ma nawet śladu drugiej kreski... WTF?
Hej wszystkim,
No i oczywiście nie wytrzymałam i dzisiaj rano zrobiłam test. No i odpowiedź była taka jakiej się spodziewałam: test negatywny, ale jeszcze czekam i się łudzę, że może jednak, ale zapewne skończy się to odwiedzinami @ za jakiś czas bo i mój wykres jakoś dziwnie jak dla mnie wygląda i nie napawa mnie optymizmem.
Od jakiegoś czasu mam straszne wahania nastroju. Ze skrajności w skrajność, wszystko mnie drażni, a za chwilę wszystko mnie bawi (D. dzisiaj się już nawet "odgrażał", że załatwi mi tydzień w spa w Tworkach jeśli się nie uspokoję bo nie idzie ze mną wytrzymać
). Tak silnych wahań nie miałam nawet w okresie młodzieńczego buntu, ale zapewne to po prostu bardzo nasilone PMS. Czuję, że ten cykl jeszcze nie będzie TYM cyklem...
Po wczorajszej wizycie u gina miałam totalny mętlik w głowie...
po pierwsze na podwyższone tsh powiedział, że do 4 nic się z tym nie robi (mam 3,7 sprawdzałam jeszcze Atpo jest w normie). Jak dla mnie to jest olewka tematu z jego strony
Pęcherzyk rośnie jak należy 17 dc - 18,5 mm, endometrium prawie 8 mm, więc minimum jest osiągnięte. I to by było na tyle, lekarz powiedział, że w tym cyklu będziemy tylko obserwować, a podziałamy od przyszłego. To mówię mu, że miał mi włączyć progesteron już od tego cyklu, to się w końcu przyznał, że wyjeżdża na kilka dni i nie może skończyć monitoringu tego cyklu, a progesteron trzeba wziąć po owulacji. Ale chyba zauważył, że jestem bardzo zdeterminowana (zdesperowana?) i zapytał czy jestem w stanie określić dni płodne, mówię mu że tak, bo prowadzę kalendarz od kilku miesięcy. Więc dał mi ten progesteron, od poniedziałku, to powinien być 2 dpo i brać 1 tabl przez 8 dni. Niby wszystko ok, ale byłam skołowana, bo wydawało mi się, że owulacja będzie następnego dnia, a gin, że w sobotę, czyli 2 dni później. To z jednej strony wyjaśnia dlaczego nie miałam śluzu do tej pory (dziś już jest ładny kremowy, lekko rozciągliwy) i dlaczego testy ovu są negatywne. Ale z drugiej strony to oznacza, że znowu sprawy się komplikują, bo sobota to już 20 dc, czyli będzie późna owulacja
nie jest dobrze.
No nic, zobaczymy co będzie po dupku, z tsh wybiorę się chyba jeszcze do endokrynologa dla pewności, a tymczasem DZIAŁAM 
Hormony w normie. Cholera, więc co?? Co jest nie tak? Wszystko powoli wskazuje na plemniki. Tylko jak ja go namówię na badanie?
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 stycznia 2015, 23:00
Wiem jedno - że albo tata albo Pan Bóg mnie słucha. Już raz mnie ostrzegł że spełnia życzenia. PO śmierci taty bardzo chciałam umrzeć, chciałam żeby mnie zabrał ze sobą bo nie chcę tu być. Co z tego że dopiero wyszłam za mąż - nie chciałam być na tym świecie. Był wrzesień - tydzień przed naszą podróżą poślubną do Tunezji. Jechaliśmy jak zwykle rano do pracy - autem które planowaliśmy sprzedać i kupić coś ciut lepszego. Nie był to najlepszy zakup, bo co chwile coś wypadało do robienia (teść wyraził swoją opinię na temat naszego zakupu, zresztą o tym panu jeszcze kiedys wspomnę). Wtedy nagliło nas aby coś kupić bo poprzednie auto się rozwaliło ze starości a przecież codziennie dojeżdżamy ponad 60 km do pracy, a to było z gazem więc pasowało. Mi się bardzo podobał nasz focus i dobrze się jeździło.
Wracając do tego dnia gdy jechaliśmy do pracy. Ja jak zwykle spałam, bo w noc w połowie przebeczałam. Obudził mnie Ł. krzycząc "Trzymaj się!". Całe życie przebiegło mi przed oczami. Do końca życia nie zapomnę miny mojego męża, ten strach w jego oczach. Jakiś baran chciał zjechać na nasz pas z prawej strony, a Ł. nie chciał żeby uderzył w moją stronę więc gwałtownie przyhamował. Zarzuciło nas, dachowaliśmy - auto poszło do kasacji, a my cudem wyszliśmy bez szwanku. Mnie zabrało pogotowie, przez 3 dni chodziłam w kołnierzu, miałam rozciętą wargę, podbite oko bo głową wybiłam szybę. To było ostrzeżenie, że moje prośby mogą się spełnić. Teściowa gdy zobaczyła auto ryczała tak że nie dało się jej uspokoić. Wszyscy dziwili się że nam się nic nie stało. Ł. dostał 500 zł mandatu, bo wyszło że to jego wina. Nie znaliśmy tablic tego auta, tylko markę i początek rejestracji. Policja powiedziała że nie udowodni mu że tędy jechał... Szkoda gadać.
I tak zostaliśmy znów bez auta. Teraz mamy takiego samego focusa - bo go lubie:) Niestety już bez gazu...
Jutro o 16:00 mam ten tomograf. Muszę być 6h na czczo... Więc tylko rano śniadanie. Ciekawe co wyjdzie... Nie wiem czy będę się musiała rozbierać? Kontrast też nie wiem czy będzie... Jutro się okaże.
A zrezygnowaliśmy z tego badania nasienia. Przynajmniej narazie. Może w przyszłym miesiącu jak dowiem się co ze mną. Dziś cały dzień boli mnie moje jelitko lub jajnik lewy, sama nie wiem. Chyba od coli, bo wypiłam dziś szklanke a w sumie nie powinnam pic gazownych.
A i organizuję małą imprezę na swoje urodziny w przyszłą sobotę. Nasi świadkowie na pewno przyjadą, może brat męża z dziewczyną i kilku znajomych. Może coś z tego wyjdzie
Torta sobie zamówie
A co!
Jakby nie ten tomograf to nawet kupiłabym sobie zegarek który mi się spodobał, znalazłam nawet go na necie za 385 a w sklepie kosztował 580... No ale fundusze nie pozwalają 
Trzymajcie kciuki jutro 
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 stycznia 2015, 23:19
6 dc, @ sie skonczyła, siedze znowu sama w domu i mysle czemu tak sie to wszytsko mi dluzy? styczen trwa wiecznosc i mam wrazenie ze moja owulacja nigdy nie nadejdzie... i czy jest sens tak przezywac kazdy miesiac? najpierw czekanie na owu, starania, znowu czekanie i wielkie rozczarowanie - @
tak bardzo bym chciala, zeby w tym miesiacu sie udalo i skonczylo sie wkoncu to czekanie! kiedy dokladnie rok temu zaczynaliśmy obiecalam sobie, że będę wyluzowana i co ma być to będzie... ale nie umiem! jesli ktos ma jakis zloty srodek... chcialabym go poznac...
wracam do ogladania telenoweli i przytulasow z pieskiem dobrze, że jutro weekend i wkoncu poprzytulam sie do meza...
Nigdy w życiu nie byłam tak chora. Wczoraj trzy razy nerwy mi puściły i poryczałam się, mimo, że moja mama zajmowała się mną, dzieckiem i domem, a ja za zadanie miałam tylko żyć. Temperatura nadal nie schodzi poniżej 38 st.C, ale dziś bąble zaczęły przysychać. Wczoraj swędziało tak okrutnie, potem właściwie było to takie bolesne szczypanie, że nie mogłam wytrzymać. Część niestety rozdrapałam. Bąble mam wszędzie: na głowie, twarzy, rękach, nogach brzuchu, piersiach, plecach, dłoniach i nawet na spodzie stopy. Ach, no i oczywiście w ustach, na powiekach, nawet w "rowku" i miejscach intymnych.
Z każdą godziną mam nadzieję, że bliżej do końca.
Proszę, trzymajcie kciuki, żeby to już się skończyło.
Dziekuję, Kochane, za wsparcie!
I to prawda - lepiej teraz, niż w ciąży!
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 stycznia 2015, 23:20
38 tydzień :DDDDD
coś mnie dzisiaj ogarneło nie wiem czy pogoda czy co ale nagle miałam więcej siły no i postanowiłam poprać nam i adasiowi pościel bo potem nie będę miała do tego głowy żeby na szybko zmieniać a mężowi to do głowy na 100 % nie przyjdzie no i sprzątałam porobiłam zakupy w e-tesco bo mój mąż górnik zostaje na dole mają strajk i nie będzie miał jutro siły jechać na zakupy a w sobotę goście więc musiałam sobie porobić zakupy przyjadą jutro rano i zacznę przygotowania a zapomniała bym dzisiaj nie wiem co się wieczorem stało może uszkodziłam ściankę szyjki tabletką dopochwową czy co ale leci mi trochę krwi ale nie takiej żywej krwi tylko takie plamienie hmmm zobaczę jak się rozwinie sytuacja do jutra rana i przedzwonię do lekarza w razie co ale nie będę panikować bo tak jak mówię to może być tylko zadrapanie
muszę dodać że zaczyna mi się strasznie nudzić okropnie nie mam co robić już oglądam na ipla porody ale przez to bardziej porodu nie umiem się doczekać a w telewizji nic nie leci same powtórki albo głupoty do siostry iść nie mogę bo dostałam zakaz wychodzenia z domu a mnie nikt nie odwiedzi bo wszyscy zajęci eh jak tu żyć no i ten refluks żołądkowy to już nie zgaga po prostu treść żołądka mi się cofie i pali przełyk ble nic nie pomaga jedynym pocieszeniem jest to że to już nie długo i to że mam troszkę więcej siły
trzymajcie się kochane 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.