Dzwoniła do mnie dzisiaj ginka. Mam się stawić jednak 10 w szpitalu bo nie ma 9.02 anestezjologa więc nie będzie jak mi zrobić HSG. Nawet nie wiedziałam, że przed operacją mi to będą robić. Myślałam, że w czasie operacji jakoś oceniają drożność. W sumie się cieszę, wygląda na to, że porządnie mnie tam przemaglują. I będą po wyjściu jak nowa;) nawet mi pasuje przesunięcie tego terminu, bo brat M ma 7.02 wesele i nie będziemy musieli na łeb na szyje w niedzielę wracać tylko przyjedziemy sobie w poniedziałek.
)
Narazie nic to nie wniosło. Miałam na początek zrobić coś dla siebie. Zamierzałam się do kupna chomika, jak mężowi powiedziałam co mi terapeutka powiedziała od razu "wygnał" mnie do zoologa. Chomiczek póki co zajął trochę moją głowę, wracam właśnie z kolejnego spaceru, uwielbiam to i fajnie, że pogoda sprzyja. Boję się, że mogę wymagać leków, a nie wiem czy takie leki na depresję, które można brać przy staraniach. Nie wiem czy się poświęcić i się trochę "podleczyć", czy po prostu nie zgodzić się na leki.
Tak mi się jakoś smutniej zrobiło rano, jak zobaczyłam, że temperatura (i tak nie za wysoka) runęła na twarz
No ale przecież się już dawno spodziewałam, że nic z tego... Skąd się bierze ta zaprzeczająca logice nadzieja, że "a może jednak..."? I przede wszystkim skąd się bierze ten mój smutek? Chyba tylko z tego, że każde niepowodzenie (nawet zupełnie nieistotne), to dalej niepowodzenie... Ale tak na zdrowy chłopski rozum powodów do smutku nie ma
No bo przecież:
- to nie wyścigi - w końcu się uda!
- nawet jakby się miało nie udać (bo tak też czasem bywa), to przecież jest Majka - żaba moja mała 
Dzisiaj jakoś tak leniwie... Pogoda paskudna, zimno, mokro i... niech ta zima mija już! Za godzinę bbiegnę po Misiora małego do przedszkola, bo jedziemy na basen (Misior od wczoraj poskakuje z zachwytu, żaba, ryba, małża jedna...). A ja będę mieć swoją spokojną godzinkę na poczytanie książki.
Tak lubię czytać, a jakoś tak sobie czasu dogodnego na czytanie zagospodarować nie umiem.
Idę sobie kawę zrobić (kolejny plus nie bycia w ciąży - mogę kawy pić w dowolnych ilościach! W majkowej ciąży nie byłam w stanie kawy nawet wąchać)
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 stycznia 2015, 18:56
obawy się pogorszyły i to mocno bo beta po 48 zrosła tylko do 2016 
byłam u lekarza i mnie trochę uspokoił, że z usg ciąża jest kilka dni młodsza i że beta ma prawo przyrastać nierównomiernie itp
w czwartek za tydzień powtórka usg i jak wtedy coś będzie nie tak to będę mogła zacząć się martwić
i dostałam zakaz wchodzenia do laboratorium 
w związku z tym do czwartku robię przerwę od ovu i belly, za tydzień dam znać jak się wszystko potoczyło!
dziękuję kochane za wsparcie!!!
Drugi trymestr, a ja dalej w szoku, ze się udało i ze jestem w ciąży... ciekawe kiedy mi to niedowierzanie minie... podczas starań marzyłam o tym czasie a teraz, fakt ze jestem szczęśliwa przeogromnie, ale co dziennie rano po przebudzeniu sprawdzam czy brzuszek dalej jest.. powoli tez mówimy o ciąży, chociaż idzie nam to jakoś opornie.. czekam tez na wiosnę... jestem bardzo ciepłolubna i już brakuje mi słońca! Mam wrażenie, ze po tych całych jazdach staraniowych, kiedy ciagle coś, badania, wyniki, wizyty, nowości, które można zastosować, dylematy.. a teraz mam wrażenie, ze jest tak spokojnie, poki co tez jestem zaskoczona pozytywnie ile pieniędzy można zaoszczędzić (poki co)... trafiła mi się (jak do tej pory) zdrowa, nudna i książkowa ciąża! Oby tak dalej... chyba powoli tez mam wrażenie, ze mój pamiętnik będzie raczej powoli zmierzał ku co raz rzadszym wpisom.. ostatnio tez dało mi do myślenia jak dałam rade jednej z Forumowiczek, może była zbyt skrótowa, ale zostałam wyzwana od najgorszych i tak pomyślałam, ze chyba czas się odsunąć... bo chyba inaczej trochę patrze i mam perspektywę tez inna... to nie to, ze nie rozumiem, bo nadal rozumiem Staraczki, ale moja rada (tak jestem mądra z perspektywy czasu) to przede wszystkim oprócz zadbania o leczenie niepłodności na jak najwyższym poziomie, co moim zdaniem mnie udało się odnaleźć w Klinice Leczenia niepłodności u mojego Lekarza Anioła... fakt sama (ja głupia!!!!) długo broniłam się przed tym miejscem, bo się bałam, ze nie będzie pogłębiana diagnostyka, tylko od razu pójdziemy w iui albo ivf a ja jestem z tych osób, które zawsze chciały być do wszystkiego dobrze przygotowane (typ kujona 😂). A dwa dajmy pomoc swojej psychice... nie obrażajmy się, jak ktoś z zewnątrz widzi, ze nasze starania idą w kierunku gdzie naginamy rzeczywistość i nieplodnosc odbiera nam raz ze racjonalne myślenie a dwa radość z życia... nie odkładajmy życia.. zgodzę się, ze ciężko np szaleć z wydatkami jak się leczymy, bo koszty są duże.. zwłaszcza jak z tylu głowy mamy fakt, ze może ivf nas czeka a to koszty są ogromne... ale starajmy się wygospodarować coś dla siebie, np nowa sukienka z wyprzedaży albo np z drugiej ręki, kosmetyczka jak ktoś lubi, chociażby regulacja brwi albo cos małego. U mnie były to fazy... początek „nie ide, nie kupuje, nie robie, bo zaraz będę w ciąży”... potem starałam się rozsądniej do tego podejść i np zmieniłam prace podczas starań, ba! Doczekałam się w tej nowej pracy umowy na czas nieokreślony, udało nam się z Mężem ogarnąć kilka wyjazdów i wakacji, każdy był dla nas bardzo dużym zastrzykiem nowej energii. Nauczyliśmy się tez kompromisu, radzenia sobie w ciężkich chwilach, mam tez wrażenie, ze dzięki staraniom Mąż tez bardziej teraz przeżywa ciąże. Mam tez wrażenie, ze nawet jak czegoś bardzo Mu się nie chce to dla
Mnie to zrobi. Jesteśmy małżeństwem niecałe 4 lata, z czego prawie 3 się staraliśmy o dziecko... w tym czasie tez wiele innych rzeczy się działo, także czuje, ze jesteśmy trochę już „przeczołgani”. Zobaczymy jak to będzie jak dziecko się urodzi... i tutaj szczerze mówiąc staram się podchodzić do tematu, ze będziemy budować nasza rzeczywistość w zależności jaki trafi nam się Bobas.. wiadomo, ze z tylu głowy mam głosy, ze może być ciężko i ze wszystko się zmieni... temat narzekań na dzieci poruszyłam kiedyś z moja Psycholog, powiedziałam, ze czuje złość jak ktoś przy mnie narzeka na dzieci w kontekście np ze nie mogą wyjechać na egzotyczne wakacje tylko jadą na europejska wyspę, ze nie mogą iść się razem upić do klubu itd. Na co moja Psycholog odpowiedziała „czy ktos z tych narzekających oddałby dziecko- na pewnego nie, wiec wnioski się same nasuwają”... zobaczymy jak będzie u nas z tym 😉
Podsumowując gdybym mogła coś powiedzieć sobie na początku starań, to bym powiedziała:
1. idź jak najszybciej do lekarza Anioła, dobry, wnikliwy, empatyczny i zaangażowany lekarz - specjalista od leczenia niepłodności, to podstawa
2. zadbaj o swoją psychikę, idź jak najszybciej do psychologa żeby pomógł Ci odnaleźć się w tej walce z choroba, bo nieplodnosc to choroba, a walka z nią porównywana jest z walka z nowotworem (tak, spotkałam się z taka opinia). Pozwól sobie pomoc, jak mówiła moja Psycholog - „jestem po to żeby ta nieplodnosc była lżejsza”- tak, można żyć z niepłodnością i nie musi być tak bardzo ciężko, o czym się przekonałam jak już właśnie poszłam po pomoc psychologa
3. Nieplodnosc to choroba, nie wstydź się jej, nie obwiniaj się, nie porównuj z innymi, to choroba która dotyka pary i nie ma „moja czy twoja wina”, bo to nie jest niczyja wina..
4. Żyj! Działaj jeżeli to jest w zgodzie ze sobą, ale tez daj sobie przyzwolenie na chociażby drobne przyjemności.
Z tym wpisem zostawię chyba na chwile pamiętnik... jeżeli kogoś uraziłam to przepraszam. Trzymam kciuki za każda Staraczke! Za każda Dziewczynę w ciąży (niech będą książkowe, nudne i zdrowe), a Mamom życzę zdrowych dzieciaczków i radości z macierzyństwa.
A ja może powoli zabiorę się za jakaś listę wyprawkowa, bo szczerze to mam z jednej strony takie wrażenie żebym kupiła wszystko a z drugiej to wydaje mi się, ze nie ma co przesadzać bo tak naprawdę ciężko na tym etapie chyba wyczuć co może naszemu dziecku się przydać... ale Mamy jak macie gdzieś taka listę wyprawkowa w wersji dla minimalistów to ja poproszę 😉 z takich moich „fanaberii” to chciałbym kosz Mojżesza, chociaż wiem, ze może to być zakup, który się nie sprawdzi, ale cóż dla Mamy tez coś musi być 😉
Dla siebie po swoich urodzinach zamówiłam sobie zegarek, mysle jeszcze o kolczykach, tak dla siebie, bo obawiam się, ze po porodzie przepadnę i dzidziuś będzie pierwszy do wydatków... czas pokaże jak to będzie po porodzie, poki co cieszymy się zdrowa, spokojna ciąża, a czas pokaże co będzie dalej... czy kiedyś podejmiemy walkę o rodzeństwo i czy wtedy uda się zastosować do moich przemyśleń...
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2021, 11:37
Czas na inseminacje porada od ginekologa co robić jak inne środki zawodzą cholera a miało być tak pięknie i z roku na rok ta nadzieja staje sie coraz słabsza trudno już chyba śił mi brak 
Przecież nigdy nie może być idealnie. Zawsze pod górkę...
M oczywiście zaczyna chorować. Na razie nie dostał gorączki i mam nadzieję, że tak zostanie. Ostatnia jego choroba z gorączką ponad 39 st zdziesiątkowała, juz i tak skromne, zasoby nasionek. A potrzebujemy je w poniedziałek w jak najlepszej formie. Dodatkowo nie mógł zostać w domu, bo praca i praca, i pojechał na dwa dni do Warszawy. To się źle skończy.
Już obmyślam plan awaryjny. Jeśli jajka będą ładne, a plemniki fatalne, to jajka zamrozimy. Poczekają najwyżej na lepsze czasy. A ta praca M zapłaci za nierefundowane procedury po rozmrożeniu!!!!!
Kazałam M faszerować się apapem i wracać do domu, jak tylko pokaże się cień gorączki.
18/19 tc
zdjęcie sprzed kilku dni 
Oto My 

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 stycznia 2015, 18:38
Już po USG prenatalnym. Dzięki Bogu wszystko jest dobrze;)powiem szczerze, że kamień spadł mi z serca. Maluszek rośnie jak na drożdżach, już tylko 2 dni różnicy pomiędzy okresem, a USC. Bardzo się cieszę
13dc
O 9.00 miałam punkcje
po narkozie czuje się dobrze tylko bardzo boli mnie dół brzucha, na leki po punkcji wydaliśmy 1000 zł więc pierwsze ivf w sumie kosztowało nas 2100 zł leki+ ok 500 badania do kwalifikacji
Pobrano mi 11 komórek
jutro będą dzwodzwonić ile się zaplodnilo i kiedy będzie transwer
Od rana straszne mdłości
dziękuję :* niech tak już zostanie!
18 dzień cyklu
50,5 kg
3 dpo
Dziś kiepski dzień... Humor mam podly
skok jest taki jakby wcale...ale owulkę wyznaczyło. Mam wrażenie że znów się nie udało 
Do tego samopoczucie podle - po poludniu 37,0 stopni mierzone pod pacha... Nie wiem czy to po owulce czy cos mnie zbiera
bo w pracy zimno a od wczoraj mam chrypkę.
__________
1 śniadanie: Mleko z chia
2 i 3 śniadanie: Kanapka z chleba żytniego z szynka, białym serem, kielkami pora i pomidorem
Obiad: Makaron pelnoziarnisty z sosem pomidorowym i szynka szwarcwaldzką
Kolacja: Banan
Wróciłyśmy. Majka zrobiła na basenie mega awanturę, że nie wejdzie do wody i kropka. Nie pomogły namowy moje, instruktorów, prawie każdego rodzica obecnego na basenie... Wyje, że chce do domu. Nawet lody obiecane na "po basenie" nie są w stanie jej przekonać (znaczy nic nie jest, bo lody to najwspanialsza rzecz na całym Bożym świecie i nic lodów nie przebija nigdy!).
Na nic cała dzisiejsza wycieczka, szamotanina w szatni, bo przecież się trzeba z tych kurtek wszystkich i szalików rozpakować. Tylko po to, żeby ona wyryczała mi na cały basen: "maaaaamoooo, chcę do doooomuuuu <chlip, chlip> Zła jestem. Nie znoszę być na nią zła, bo żadna to metoda wychowawcza... Nie znoszę być na nią zła, bo od bycia złym ona nie pozbyła się swoich dzisiejszych basenowych lęków ani trochę. Nic tą swoją złością nie rozwiązuję, niczego nie załatwiam, żaden z tej złości pożytek.
A jednak pozbyć się tego wewnętrznego kipienia nie potrafię. Z całą pewnością nie pomaga mi dzisiejszy nastrój pt. "nie jestem w ciąży, w pracy kicha, okres się zbliża, boli mnie brzuch".
Ech... Cierpliwość... Od ponad trzech lat kochana moja Pociecha daje mi jej niezliczone lekcje. No i cierpliwa być musze, bo bym ją przecież już dawno do okna życia odstawiła 
6 d.c.
Choruję sobie od 2 dni, zatoki chce mi wysadzić. Dzisiaj zajeżdżam do lekarza, przerażający widok mnóstwa ludzi w przychodni, chce się zarejestrować a Pani mi mówi, że na dzisiaj jest 40 OSÓB. Umówiła mnie na jutro.. Chyba nie tylko mi pogoda sprzyja, chociaż nie powiem, bo było pięknie przez parę dni 
Miałam w ostatnim czasie przepiękny sen.. Opowiedziałabym, ale nie chce zapeszać na przyszłość
Bo zdarza mi się mieć sny prorocze, także rozumiecie. Tak wiem, wierzyła baba w gusła aż jej dupa uschła haha 
EDIT: Miałam od tego cyklu zaczać mierzyć temperaturę, ale nie chce mi się, strasznie, może zacznę od następnego aby zobaczyć jak działa mój organizm do końca 
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 stycznia 2015, 20:25
Wizyta u lekarza za mną.
Wizyta u lekarza z powołania! Była w szoku. Oczywiście wizyta prywatna - ale to nie o to chodzi. Chyba to nie miało zbytniego wpływu. Koszt 120zł. Pani doktor wnikliwie wypytała dosłownie o wszystko - łącznie z datą pierwszej miesiączki. Zbadała, sprawdziła pH, zrobiła USG, zbadała piersi, wytłumaczyła wszystko, podyskutowałyśmy co jest a czego nie ma. Pytała, myślała, kombinowała. Stwierdziła, że nie ma co - trzeba mnie trochę podstymulować Costibegyt'em a potem podać Pregnyl.
Boję się bo to już takie działanie ściśle "pro" a nie na zasadzie "to zobaczymy czy coś wyjdzie"
Ale nie ma co - chyba zaczynam w kolejnym cyklu. Dostałam namiary osobiste od pani doktor - mam pisać jak tylko będę w pierwszym dniu cyklu - wtedy ustalimy co dalej - kiedy brać clo, kiedy robimy monit itp
Cieszę się na to niezmiernie 
Nie mogę wyjść z podziwu dla tej kobiety - ona naprawdę żyje tym co robi - mówiła, że nawet wycisza telefon w czasie przyjmowania pacjentek, żeby nic jej nie rozpraszało, tak aby mogła skupić się na pracy 
Ulżyło mi po dzisiejszej wizycie. Pal licho pieniądze. Ważne, żeby dotrzeć do celu.
9 dc
Do dni płodnych coraz bliżej, ale w tym cyklu raczej nic z tego nie będzie. Postanowiłam wysłać męża na badanie nasienia, miał je robić dzisiaj, ale wyszło inaczej i idzie w poniedziałek - prawie, że sam środek dni płodnych. Niby ovu w prognozie cykli wyznaczyło owulkę na 5 lutego (moje imieninki
), ale z organizmem nigdy nic nie wiadomo. Także w tym miesiącu wrzucamy na jeszcze większy luz
.
Za nami wizyta w poradni i w końcu coś się dzieje. Po raz pierwszy od bardzo dawna jestem spokojna. Pani doktor bardzo młoda ale też bardzo kompetentna i konkretna a do tego wesoła i sympatyczna (pracuje też w prywatnej klinice leczenia niepłodności). Po przejrzeniu wszystkich wyników i wysłuchaniu mojej historii od razu przedstawiła plan działania. Na początek miesiączka - mam poczekać tylko tydzień a jak nie wystąpi wywołać dupkiem. Od razu jak dostanę @ mam się zgłosić do szpitala na diagnostykę hormonalną (bo obraz USG definitywnie wskazuje na PCO). Z wynikami wracam szybciutko do pani doktor i zaczynamy stymulację. A jak tylko zobaczę dwie kreseczki na teście natychmiast jeszcze tego samego dnia pojawić się u patologa ciąży (podała mi pani nazwisko) i wprowadzamy leczenie clexane i acardem. Najważniejsze jest to, że nie muszę na nic czekać. Moja pani doktor zalecała odczekać dwa cykle a przyznam, że dla mnie to nie za bardzo na rękę.
Tak więc reasumując czuję, że znalazłam swojego lekarza i dziś się niczym nie martwię. Już dawno tak nie było...
niestety sen się nie ziścił. Bynajmniej narazie:) dzisiaj na wizycie okazało się że owu mię przesunęła i pęcherzyk ma 24mm. Pewnie i tak nic z tego nie wyjdzie... ale może? Dostaliśmy skierowania na badania ja między innymi muszę się wybrać na hsg:/ czytałam na forach że nie jest to przyjemne... Miałyście dziewczyny takie badanie? na czym ono polega?
11+5
Pouczyłam się... Czytałam aż zasnęłam...
Jutro ostatni dzień 12 tygodnia... Za tydzień mamy wizytę i zobaczymy się z naszym maleństwem...
Odliczam...
Czekam na owulkę. Według ovu ma być przypuszczalnie 30-stego. Ale dwa inne kalkulatory internetowe obstawiają 2 luty.Gdyby się udało to na 14 lutego miałabym piękny prezent dla mojego K.
Ale w tym cyklu mam inne podejście. Jakoś spokojniej podchodzę do sprawy. Nadal bardzo chcę zajść ale już nie jest to tak nerwowe. Czekam na owulkę i myślę że jak sie nie uda to trudno. Zastanawiam się czy już osiągnęłam taki stopień cierpliwości czy rezygnacji? Nawet testy owulacyjne robię z jakims dziwnym spok
No i postanowiłam się odchudzać. Nie będę odkładać diety tak jak do tej pory. Cały czas odkładałam te plany- diety, siłowni- z myślą, że po co zaczynać jak zaraz będę musiała skończyć ponieważ zaciążę. I tak straciłam ponad pół roku.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 stycznia 2015, 08:17
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.