Ogladam domy w mojej okolicy. Taki mi sie zamarzyl 
http://remax.lu/Maison-A-vendre-Lipperscheid_280121024-16
Wyslalam S linka z komentarzem, ze chyba zwariowalam i ze musialabym dojezdzac do pracy 40 minut 
Jego odpowiedz: "I am willing to buy a house with you now if you want, we do exactly how you want" 
Nie wiedzialam co odpowiedziec, wiec zazartowalam, ze nie obraze sie jaki mi go kupi na Walentynki 
Poza tym dzis mi sie pochwalil, ze z semestralnego testu na kursie jezyka polskiego mial 95%. Test z czasu terazniejszego, przeszlego, przyszlego i 5 przypadkow
Jak tak dalej pojdzie to bedzie lepszy ode mnie, hehe. (smieje sie, ale cholernie /ekhm... bardzo/ mi wstyd...) 
Cala nadzieja, ze inteligencje i zdolnosci jezykowe dzieci odziedzicza po tatusiu, a prezencje i poczucie humoru po tej wariatce, przyszlej mamie.
Tylko gdzie te dzieci? 
Wpis Miriam zainspirował mnie do napisania kilku słów od siebie.
Jestem osobą bardzo niepokorną. Zawsze byłam, nawet jako małe dziecko. Lubię przecierać szlaki, zostawiać ślady na mokrym piasku, który chwilę temu obmyła fala. Tak było z moim rodzicielstwem. Nie przeczytałam na temat małych dzieci, wychowania, pielęgnacji nawet jednej książki. Nigdy nie miałam do czynienia z dzieckiem młodszym niż kilka lat. Jedyna moja wiedza to ta, którą nabyłam na studiach (nic praktycznego!) oraz ta ze szkoły rodzenia. Nie wiedziałam wtedy nic na temat rodzicielstwa bliskości, pojęcia high need baby. Byłam po prostu zielona. Mój mąż również: jego jedyna wiedza to ta ze szkoły rodzenia.
Po urodzeniu Robala stała się rzecz straszna. Zaczęłam słuchać co mówią do mnie ludzie. W sensie: również i ja wyobrażałam sobie rodzicielstwo jako coś łatwiejszego. Hormony dobrze ze mną poszalały, osłabiły moją siłę woli. Również nieprzystosowanie fizyczne do wysiłku, jakim jest brak snu, wiecznie bolący kręgosłup i rwące piersi miało tu niemałą rolę. I wtedy otworzyłam się na ludzi, bo chciałam wsparcia. Zrobiłam bardzo źle. Trzeba mi było pozostać przy mężu, który (teraz) wystarcza za całe tabuny "wspierających" ludzi. Niestety, wtedy zaczęłam słuchać innych i był to pierwszy krok do porażki.
Pisałam już, że w ciąży bardzo się w siebie wsłuchałam. No cóż, po urodzeniu Basi zapomniałam, że tak umiem. Odeszło. Dopiero teraz pracuję nad tym, by wróciło. I już nie odeszło. Wtedy, kiedy Robal miał miesiąc, dwa, trzy, cztery, zupełnie zatraciłam zdolność do słuchania nie tylko siebie, ale też nie miałam sił, by poznawać ją - moją córkę. Jak miałam ją poznać, skoro huczało mi w głowie "powinnaś to...", "ja nigdy nie zrobiłam tego...", "nie poświęcasz jej należycie dużo uwagi...". W każdym słowie czułam wyrzut. Stałam się podporządkowana i potulna, nawet, gdy miałam inne zdanie. Nagabywania, że źle karmię, że coś ciągle niedobrze robię oraz wiele trudnych czynników zewnętrznych sprawiło, że karmiłam piersią tylko 3,5 miesiąca.
Nie wiem, co się stało, że się to zmieniło. Myślę, że był to proces powolny i spokojny na tyle, by tego nie zauważyć. Uważam, że wyszłam z tego dzięki mężowi, który po prostu jest bardzo dobry i ma dużo cierpliwości. Odciążał mnie przy Basi, kochał i wysłuchiwał, dawał poczucie bezpieczeństwa. Dopiero od niedawna potrafię się innym przeciwstawić. Używać "własnego rozumu", nie pytać innych o zdanie. Wróciłam "do siebie".
No, a ponieważ NAPRAWDĘ wróciłam do siebie, to zaczęłam wychowywać Basię po swojemu jakoś gdy miała 8-10 miesięcy. (Chciałam napisać, że my zaczęliśmy, ale w końcu to mój pamiętnik!
) Dlaczego przyznaję się, że to miało miejsce? Przecież hańba matce, która nie dba o swoje dziecko, tylko o zadośćuczynienie zdaniu innych! Ano dlatego piszę o tym, żeby inne mamy wiedziały, że nawet jak się potkną (a u niektórych tfutfu! będzie to potknięcie jak u mnie - z lądowaniem na twarzy) to wszystko można odkręcić. Wszystko da się naprawić miłością i zaufaniem. Bardzo długo miałam poczucie porażki - zresztą użyłam już tego słowa nieprzypadkowo. Oczywiście poszła w ruch racjonalizacja i wiem teraz, że miałam prawo do tej porażki. Ale to tylko jedna przegrana bitwa. Poznałam dzięki niej swego wroga doskonale - i już wiem, jak się go wystrzegać.
Co do stylu wychowawczego - nie uprawiam rodzicielstwa bliskości w 100%, ale na pewno jest to motyw przewodni. Moja Basia od swoich 3 urodzin zasypia w swoim łóżeczku. Nie, nie dlatego, że jej kazaliśmy. Sama chciała, ale usypia ją mąż, trzymając za rączkę. Czasem zasypia razem z nią, obok łóżeczka na dywanie. Przez pierwsze 3 miesiące około 12 w nocy Robal przychodził do nas do łóżka. I spała z nami do rana, bo nas potrzebowała. Od miesiąca przesypia u siebie noc, ale zdarza jej się obudzić i zawołać któreś z nas. I idziemy, usypiamy, kochamy.
Najwiecej czasu poświęcamy na rozmowę i tłumaczenie sobie (nawzajem!) różnych rzeczy, sytuacji, uczuć. Znamy się już jak "łyse konie". Basia wie kiedy jestem wesoła, zła, smutna, zadowolona i potrafi ze mną o tym rozmawiać. Nie boi się. Potrafi nazwać bardzo wiele emocji. Ja też wiem kiedy ją coś trapi, a kiedy jest z siebie dumna itp. Potrafi mi też o tym powiedzieć. Komunikat "ja" jest bardzo ważny.
Czasem na nią krzyczę. Czasem mnie ponosi i wrzeszczę. Potem wyrzuty sumienia nie pozwalają mi spać. Poruszam z nią ten temat i tłumaczę dlaczego, przepraszam, że zachowałam się tak, jak nie powinnam. Wybacza mi za każdym razem. Tym samym, przez przypadek, nauczyłam ją przepraszać i zastanawiać się nad swoimi czynami.
Czasem ją szantażuję. Jak zrobisz cośtam, to dostaniesz cośtam. To bardzo źle, pracuję nad tym.
Czasem jestem wykończona i leżę twarzą do poduszki, a ona musi sobie zagospodarować czas sama.
Czasem idę na łatwiznę i nie gotuję jej "megaśnych" posiłków.
Robię wiele błędów, ale są moje i już od dawna nie musiałam sobie powiedzieć "trzeba było zrobić po swojemu". To ja znam najlepiej swoje dziecko i najbardziej mi zależy na jego szczęściu. Robię błędy, ale staram się powoli je eliminować, nie popełniać dwa razy tego samego.
Kocham Robala i jego tatę i siebie też.
I lubię czytać o mądrych mamach, a jest tu takich sporo.

40 TYDZIEŃ CIĄŻY !

Pozostało 8 dni ! 
MY jeszcze w dwupaku 



Takie cudowne widoczki z rana
niestety już nie na długo 

Co tu dużo mówić, nadal czeeeeekamy

Wczoraj około 20 miałam bóle miesiączkowe (nadzieja była na coś więcej
) ale niestety szybko się skończyło 
Wczoraj na wieczornym wysiku psa jak zwykle gapilam się w gwiazdy. Szukam ulubionych gwiazdozbiorow jak łabędz, letnia, lisek i strzała... No i nagle śmiga spadająca gwiazda. Oczywiście od razu wydarłam się zamiast pomyśleć 'chce być w ciąży'
dobrze, że nikogo w pobliżu nie było,mam nadzieję
po powrocie mówie Lubemu o spadającej gwieździe, na pytanie czego sobie życzylam przewróciłam oczami 'oczywiście, że małe drewniane ukulele! Bo co innego? '
Gdzie jest ten Bóg?
Wszechwiedzący, sprawiedliwy, pomocny, obecny.
Dlaczego objawia się tylko tym, którzy w niego wierzą?!
Dlaczego nie objawi się tym, którzy nie wierzą, żeby w końcu uwierzyli?!
Dlaczego nie pomoże tym, którzy tego potrzebują ?!
Dlaczego pozwala na takie sytuacje w naszym życiu, które powodują, że człowiekowi odechciewa się żyć, mimo bliskich, mimo wszystko.
Wiem, że zawsze po burzy przychodzi słońce, tylko u mnie te słońce może się pojawić za późno...
Rozmawiałam z mężem nie raz. Już tyle było obietnic (najwięcej z mojej strony), już były lepsze dni, już na prawdę było dobrze...widocznie aż za bardzo skoro znowu straciłam pracę...od tego się to kurwa znowu zaczęło !!!
Wkurzają mnie ludzie, którzy nie wiedzą, co przechodzę i co czuję, i którzy mówią, że mam już przestać bo nie mogę zdominować swojego życia przez "kilkutygodniowy płód wielkości grochu".
Niestety powiedziała to moja przyjaciółka. Była wymiana zdań, ja byłam w nerwach, ją też trochę poniosło. Zabolało mnie to, ale cóż, wolność słowa. Z jednej strony Jej się nie dziwię, że tak powiedziała, bo wiem, że jestem trudna do wytrzymania, ale z drugiej strony cholernie boli mnie to, że ludzie tylko mówią a nie potrafią nawet postarać się mnie zrozumieć.
Dziecko to dziecko, bez względu na wiek czy wielkość.
I to już nie tylko ona tak mówi.
Jestem ciekawa co by powiedzieli inni, gdyby teraz stało się coś ich dzieciom...
Już byłam na etapie, że co się stało to się nie odstanie. Już pogodziłam się z tym, że 13 lutego nie będzie mnie na porodówce. Już nawet chciałam dzwonić do mojego ginekologa żeby się w końcu umówić na wizytę kontrolną i odebrać te wyniki...ale nie! Znowu zjebałam wszystko!
Chyba znów muszę ustawić się na tabletkach...w poniedziałek zadzwonię do swojego psychiatry, u którego kiedyś się leczyłam.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lutego 2015, 18:55
No więc jestem już w domu
Do dziewczyn które czeka histeroskopia!!!! To nie boli nic a nic, wizyta u dentysty straszniejsza jest ... No ale na tym koniec dobrych wiadomości. Tak jak podejrzewałam jajowód niereaktywny to jajowód niedrożny, torbiel endometrialna 4 cm. 14 lutego wizyta w klinice ... Mam się dowiedzieć czy zrobią mi IFV z torbielą czy muszę się dać pokroić. Dr obiecał że naprawi jajowód i usunie torbiel ale będzie trzymał kciuki żebym nie musiała znowu lądować na bloku operacyjnym. I w ogóle jest super człowiekiem ma zajebiste podejście i w ogóle jest naj naj naj ... Obsmarkałam mu fartuch po tym jak mój szlafrok wyglądał jak jeden wielki glut
27 dzień cyklu
12 dpo
49,7 kg
Progesteron 16,29 ng/ml
Beta hCH 5,22 mIU/ml
NIE WIERZE! Błagam... Żeby tym razem wszystko było dobrze! Boje sie ze taka mała ta beta
w poniedzialek sądny dzień... M. nadal nic nie wie...i do poniedzialku sie nie dowie...
_______________
1 śniadanie: Bieluch z domowa nutella
2 śniadanie: Jablko
3 śniadanie: Kanapka z chleba żytniego z pasta z zielonego groszku
Obiad: Ziemniaki, jajko sadzone i mizeria
Kolacja: Serek wiejski
Jutro zaczynam 10tc- 9tc i 0dni.
Po badaniu u doktorka przez 2 dni strasznie bolał mnie krzyż, plecy i brzuch mimo iż naprawde jest delikatny. Ale dziś już wszystko wróciło do normy.
Za to chodzę nie przytomna i oczy zamykaja mi się na każdym kroku. Spie naprawde dużo bo po 12h dziennie, a i tak oczy zamykaja się.
Od wizyty minęło zaledwie 2 dni a już tęsknie, a tu tym razem musze poczekać aż 4 tygodnie do badania prenatalnego. Rafał też nie wie jak wytrzyma do tego czasu bo jest tak bardzo podekscytowany tym co widział na Usg, że sam nie może w ten Cud uwieżyć.

Dziś odwiedził mnie mój brat i stwierdził że "wyschłam" strasznie i pyta się czy ja jem cokolwiek.
Faktycznie schudłam troszke ale nie dużo bo max 1,5h przez mój jadłowstręt do wielu rzeczy, ale też jadam częściej a mniej.
No i chyba muszę wybrać się do laryngologa. Kicham na okragło, katar też jakiś sienny, nos wiecznie zapchany, a rano to wstać normalnie nie mogę i jak wypróżniam nos leci mi krew. Nie jest tej krwi dużo ale jest.
I jeszcze chciałam się pożalić, że to jakiś horror z tymi cenami w aptece. W środe zostawiłam tam 180zł za 3x duphaston i leki na grzybice. A gdzie jeszcze witaminy, kwas foliowy, magnez, acard.
Uważam, że wszystkie leki dla kobiet w ciaży i starajacych się powinny być refundowane!
Myślałam że coś zaostrzędę w tym miesiacu ale chyba nie bardzo. 
Bylam dzis u GP.
Pogratulowal.
Wypytal mnie podstawowe rzeczy, zwazyl, zbadal cisnienie i kazal brac kwas foliowy.
Zadzwoni do mnie w srode odnosnie wynikow moich badan na tarczyce.
Wizyta z midwife 4 Marca 2015. Nie moge sie doczekac! 
Chciałam bardzo gorąco podziękować wszystkim dziewczynom, które trzymały za mnie kciuki, jesteście kochane. Jeszcze nigdy nie miałam tutaj takiego wsparcia. Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. DZIĘKUJĘ!!!
___________________________________________________________________________________________
Teraz potrzebuję trochę czasu, żeby pogodzić się z tym, że właśnie zaczęłam 20 cs. Przez długi czas przyjmowałam to dzielnie, dziś jednak emocje wzięły górę. Najbardziej jest mi żal mojego ukochanego M. Po prostu łzy same cisną mi się do oczu, gdy sobie przypomnę jego smutne, zamyślone oczy. Wiem, że bardzo chce i czeka na fasolkę, a ja się czuję winna, że nie umiem spełnić jego i mojego marzenia 
Ale dość już tego dramatyzmu! Muszę się pozbierać do kupy i iść dalej, do przodu, ku marzeniu 
Endokrynolog stwierdziła u mnie niedoczynność tarczycy, dostałam leki i skierowanie na kilka kolejnych badań, a za miesiąc kontrola. Mam nadzieję, że będzie dobrze. Endo była zdziwiona, że sama porobiłam tyle badań, myślała, że jakiś lekarz mnie kierował
w każdym razie dobrze, że przyszłam, bo potem mogło być nieciekawie...
Odebrałam też wynik bety, jest ok przyrasta prawidłowo.
Jeszcze tylko czekam na wizytę u gina. Chciałam iść na początku 7 tyg, żeby już zobaczyć serduszko, ale nie wiem czy wytrzymam do tego czasu, strasznie się denerwuję tym wszystkim, chciałabym już zobaczyć na usg, że wszystko jest w porządku...
Cześć jeśli tu jesteś.
Jutro @ nie będzie. Brzuch nie boli mnie wcale, ale piersi i plecy nie dają o sobie zapomnieć. Z tyŁu głowy pojawiła się cicha nadzieja ale przecież wiem, że nic z tego. Mam tak koszmarny PMS, że już dawno tak się nie czułam. W intrnecie od wczoraj oglądam program o polskich parach poddajacych się in vitro i ryczę pół odcinka...
JA CHCĘ BIGOSU!!! DAJ MI KTOŚ BIGOS, BŁAGAM!!!
zachcianki w 100% "nieciąży" no ciekawe... 
i jeszcze taki dobry humorek dzisiaj mam 
po pracy w domu czekała na mnie już kolacja i nawet ciepła herbatka ... kochany mężuś 
64dc
Tempa chyba spada (nie czuje juz takiego rozgrzania na ciele jak wczoraj i przedwczoraj) co oznaczałoby ze to faktycznie chwilowy stan podgorączkowy od przeziebienia a nie owu. Test owulacyjny paskowy - minimalny cień kreseczki. Wieczorem sluz rozciagliwy
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lutego 2015, 20:12
Jutro punkcja!
28 dc, 11 dpo. Kolejny jednokreskowy test za mną. Wiedziałam przecież, a mimo to boli tak samo jak zawsze. Jutro zapewne zacznę nowy cykl. Nowy cykl - nowe nadzieje, jak piszą dziewczyny w komentarzach pod bezowocnymi wykresami. Sratatata... Gdzie jest moja nadzieja? Widział ktoś może? Gdzieś mi się zgubiła chyba. Pewnie się odnajdzie za jakieś trzy tygodnie, kiedy to będę liczyła dni po owulacji z termometrem w ustach i pełnym napięcia oczekiwaniem na ciche pik, pik... Look na maleńki wyświetlacz... za nisko o kilka kresek... Znowu.. I znowu runą z hukiem moje marzenia. Jak co miesiąc:(
Monisia powiedz coś o sobie, starasz się? czy może już się udało?
Dzień 68.
jutro zaczynamy 39 tydzień !! kiedy to zleciało??
jeszcze nie urodziłam a już tęsknię za brzuszkiem i kopniaczkami... ah te hormony 
dzisiaj oficjalnie zakończyłam praktyki
całe szczęście, bo epidemia grypy w szkole ;/
w środę mieliśmy wizytę!
musieliśmy lody i cheesburgera zaliczyć- chyba już ostatnie 
otóż na porodówce jeszcze nie jestem 
mała już wolno przybiera, na dzisiaj ok. 2684g. więc kruszynka będzie 
szyjka bardzo zmiękczona i przy badaniu nie naciskała już mocno by sztucznie małej nie poganiać
szyjka ma jeszcze 1cm, ale już 0,5 cm. rozwarcia jupii 
mówi,że ładnie to wszystko się szykuje, skurczy jak nie czuję to dobrze dla mnie, mimo wszystko są bo na szyjkę działają 
wizytę ustaliłyśmy na 18.02 jeszcze,ale wiadomo że można nie dotrwać (tak stawiamy, ale wiadomo już że Pola ma pazurka
) , lekarka jak to powiedziała "przenosić nie przenoszę, bo szyjka za bardzo już gotowa czy jakaś tam" - trzymam ją za słowo!
aaa i w recepcji poradzono bym po schodach chodziła, więc chyba spróbuję przy okazji 
tyle u nas 
wczoraj wieczorem kilka skurczy się pojawiło, dzisiaj bardzo sporadyczne... wciąż czekamy córeczko 
do porodu oficjalnie: 17 dni 
Nie wiem czy siedzenie na OVU i czytanie pamietników to dobry pomysł, naprawdę nie wiem. Dołujące jest czytanie tych wszystkich Waszych opowieści z których dowiaduję się ile czasu czasami zajmuje zajście w ciąże. Oczywiście słyszałam opowieści o kobietach które w ciąże nigdy nie zaszły i nie zajdą, kobietach które wielokrotnie poroniły, czy starały się naprawdę długo. Uśmiecham się jednak wtedy gdy mam opcję 'przejdź do pamiętnika ciążowego'. Mimo wszystko nigdy nie zdawałam sobie sprawy jak wiele jest takich kobiet. Kurczę! Jakie to wkurzające że mimo iż bardzo chcesz, jesteś gotowy i masz do tego warunki co miesiąc nic z tego nie wychodzi. Nie mówię tu o sobie choć chce bardzo, ale o kobietach które walczą już długo. Ja dopiero zaczynam i już teraz jest to frustrujące, tym bardziej że moja najlepsza przyjaciółka codziennie opowiada mi o swojej cudownej i przeuroczej 6-miesięcznej córeczce której zresztą jestem chrzesną. Jestem strasznie niecierpliwa, chociaż wiem że cierpliwość i spokój popłaca. Ale siedząc samej (nie licząc mojej cudownej suni) wieczorami w domu gdy mój mąż pracuje jest naprawdę przykro. Miłego wieczoru!
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.